ZAANGAŻOWANIE O. JUSTYNA FIGASA
W NIESIENIE POMOCY POLSCE I POLAKOM
W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ
Referat O. Władka Mężyka, OFM Conv.* - Dyrektora Godziny Różańcowej O. Justyna
zaprezentowany 29 maja 2004 r. na VIII Zjeździe Nauczycieli Polonijnych
w czasie bankietu w hotelu Holiday Inn Select, Niagara Falls, NY
Poniższy referat został opublikowany w kwartalniku "Głos Nauczyciela" Rok XIX/NR 2** (Wiosna 2004)
1. Wyjazd do Rumunii w 1939 r.
2. Wyjazd do Wielkiej Brytanii.
Ojciec Justyn Figas, wieloletni przełożony franciszkańskiej prowincji zakonnej św. Antoniego, twórca i dyrektor katolickiego programu radiowego dla Polonii był najpopularniejszym polskim kapłanem w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie XX wieku. Urodził się w 1886 r. w McClure, PA w rodzinie polskich imigrantów, którzy przyjechali do Ameryki w poszukiwaniu wolności i chleba. Pracując razem ze swym ojcem w kopalni węgla poznał ciężką pracę robotników i niesprawiedliwość społeczną. Widział potrzebę poprawienia bytu polskich rodzin poprzez edukację i kierownictwo duchowe. Zachęcony przez ojca do poświęcenia życia Bogu po swym cudownym uzdrowieniu z paraliżu dziecięcego, postanowił wstąpić do Franciszkanów (Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych). Swoje siły i czas oddał pracy na rzecz polskich imigratów i ich dzieci. Środkiem, za pomocą którego mógł nieść pomoc Polonii stało się radio. Po jednym gościnnym wystąpieniu na stacji WEBR w Buffalo, zasypany tysiącami listów od radiosłuchaczy, pozostał na falach radiowych do końca swego życia. 6 grudnia 1931 r. rozpoczął nadawanie programu, który nazwał Godziną Różańcową. Symboliczna nazwa programu oznaczała skupiska polonijne, które jak paciorki połączone siecią radiową tworzyły różaniec wokół Wielkich Jezior. Godzina Różańcowa była pierwszą religijną siecią radiową w języku polskim na świecie, a imię O. Justyna szybko zostało złączone z nazwą tego popularnego programu. Audycja ta jako Godzina Różańcowa Ojca Justyna nadawana jest do dziś przez sieć 40 radiostacji w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Można jej też słuchać na całym świecie przez internet.
Marzenia O. Justyna, aby nieść pomoc swoim rodakom rozciągnęły się w szczególny sposób na cały naród polski z chwilą wybuchu II wojny światowej. Choć dla wielu Amerykanów wojna zaczęła się 7 grudnia 1941 r. to dla O. Justyna wybuchła ona wraz z atakiem Niemiec hitlerowskich na Polskę 1 września 1939 r. oraz inwazją Rosji Sowieckiej 17 września. Zaraz po wybuchu wojny, O. Justyn odbył podróż do Europy, żeby zbadać sytuację pokrzywdzonej ludności polskiej i ustalić plan działania. Podczas jego nieobecności na falach radiowych zastępował go przed mikrofonem przełożony franciszkańskiej Prowincji Św. Antoniego O. Wawrzyniec Cyman oraz O. Alojzy Sobuś. Po powrocie, w programach radiowych Godziny Różańcowej opisywał okrucieństwa dokonywane na Polakach przez Niemców, nieludzkie warunki, w jakich przebywali uchodźcy polscy, apelował o ratowanie Polski i Narodu polskiego. Pod wpływem radiowych wystąpień O. Justyna słuchacze przysyłali pieniądze, które O. Justyn mógł przekazać na zaspokojenie potrzeb polskich uchodźców, poczynając od najbardziej podstawowych, takich jak jedzenie i odzież po tworzenie świetlic, w których mogliby się spotykać, obchodzić święta czy upamiętniać ważne rocznice narodowe. Akcję pomocy potrzebującej Polsce za pośrednictwem Godziny Różańcowej O. Justyn prowadził przez cały czas wojny i okupacji. Niósł pomoc materialną nie tylko ludność cywilną, ale również żołnierzom polskim - czy to w Armii Polskiej na Zachodzie, czy to w obozach jenieckich. W programach radiowych apelował do Polonii amerykańskiej o wysyłanie listów i paczek dla żołnierzy.
Na szczególną uwagę zasługują dwie podróże O. Justyna związane z niesieniem pomocy Polsce: pierwsza w listopadzie 1939 r. do Rumunii, celem zbadania sytuacji dotyczącej narodu polskiego oraz ustalenia instytucji lub miejsc, przez które mogłyby przepływać fundusze przeznaczone na pomoc polskim uchodźcom przebywającym w obozach bądź Polakom pozostałym w kraju; druga na Wyspy Brytyjskie w 1942 r. na zaproszenie premiera i naczelnego wodza, generała Władysława Sikorskiego, celem której było odwiedzenie Polskich Sił Zbrojnych. Bogate doświadczenia z obydwu podróży stały się po powrocie do Stanów Zjednoczonych tematami pogadanek O. Justyna w Godzinie Różańcowej, a później materiałem zebranym w książkach pt.: "Pustki w piekle" oraz "Z Kanady do Wielkiej Brytanii bombowcem".
Wyjazd do Rumunii w 1939 r.
Podróż do Rumunii w 1939 r. nie była pierwotnie w planach O. Justyna. Zaraz po wybuchu wojny chciał on dotrzeć bezpośrednio do Polski, aby zbadać sytuację w kraju i ustalić jaka pomoc jest potrzebna walczącej ojczyźnie. Udał się więc do Ambasady Związku Sowieckiego w Waszyngtonie, aby uzyskać pozwolenie wjazdu na wschodnie tereny Polski. W rozmowie z urzędnikiem otrzymał odpowiedź: "Księdza katolickiego tam nie chcemy i ksiądz katolicki nie ma tam co robić". O. Justyn udał się więc do ambasady Niemiec. Przypuszczał, że tutaj może być pomocne świadectwo urodzenia jego ojca, który z racji zamieszkania na terenach zaboru pruskiego, traktowany był w chwili wyjazdu z Polski jako obywatel niemiecki. Z chwilą jednak, gdy O. Justyn oświadczył, że on sam jest Amerykaninem polskiego pochodzenia, a nie niemieckiego, zalecono "chwilowo" czekać i nie udzielono pozwolenia na wjazd do Polski. W tej sytuacji pozostała jedynie Rumunia we wspólnej wyprawie z komisją amerykańską. Choć i stąd planował on przedostanie się do Polski przez tzw. zieloną granicę. Plan ten był jednak nie do zrealizowania. Mimo to trzeba podziwiać przedsiębiorczość O. Justyna, jego odwagę i absolutne poświęcenie się sprawom Polski.
Do Rumunii O. Justyn został wysłany przez duchowieństwo polskie z diecezji Scranton. Duchowieństwo polskie finansowało jego przejazd. Cała podróż do Europy trwała 6 tygodni, objęła również Włochy, Jugosławię oraz Bułgarię. W samej Rumunii O. Justyn przebywał przez cztery tygodnie. Zrobił dokładny spis 36 obozów, które otrzymywały zapomogi od nowojorskiego Komitetu dla Niesienia Pomocy (Commission for Polish Relief), zaznaczając przy każdym ilość i rodzaj internowanych (cywile, wojskowi) oraz notując nazwiska księży sprawujących duchową opiekę nad nimi. Z relacji O. Justyna wynika, że wszystkich obozów było 47, a liczba uchodźców sięgała ok. 120 tysięcy, mimo, że oficjalne oceny rządu rumuńskiego podawała tylko liczbę 40 tysięcy. Wiele obozów znajdowało się także poza Karpatami w północnej Rumunii, jednak nie udało się ich odwiedzić. Małe obozy (liczące poniżej 100 uchodźców) nie otrzymywały żadnej pomocy, tułacze żyli tam bez najmniejszej opieki, w całkowitym zapomnieniu. O. Justyn zanotował, że na terenie rumuńskim pracowały dwie organizacje zajmujące się uchodźcami: Amerykański Komitet Pomocy Polakom oraz Centralny Komitet Polski, zorganizowany przy Ambasadzie Polskiej w Bukareszcie.
O. Justyn odwiedził osobiście 8 obozów uchodźców polskich w Bukareszcie i okolicach oraz 14 w innych miastach, w tym 3 wielkie obozy rozbrojonych jeńców i pilotów polskich. Podróżował głównie samochodem udostępnionym przez Ambasadę Polską wraz z Amerykaninem, panem Super’em, który stał na czele Amerykańskiego Komitetu oraz kilkoma innymi osobami. Celem odwiedzania obozów było zobaczenie rzeczywistego położenia uchodźców oraz poznanie ich potrzeb.
O. Justyn pragnął również usłyszeć z ich ust, co przeżywali w czasie najazdu na Polskę i w czasie ucieczki z kraju. Jeśli byłaby taka możliwość, chciał też spotkać się z byłym prezydentem, Ignacym Mościckim, z marszałkiem Rydzem-Śmigłym oraz ministrem spraw zagranicznych, Józefem Beckiem. Tego ostatniego zamiaru nie udało mu się jednak zrealizować.
"W tych rozmaitych osiedlach, siedliskach i obozach widziałem około 40 tysięcy żołnierzy i cywilów. Wśród cywilnych staruszkowie, kobiety i dzieci małe, które straciły rodziców albo zagubiły się w ucieczce. Rozmawiałem z ponad trzema tysiącami tułaczów. Żadne pióro ludzkie nie może dokładnie opisać, żadne usta ludzkie [...] nie są zdolne opowiedzieć tych scen, na które patrzyłem, tych zdarzeń mi określanych przez usta strwożonych i wystraszonych uchodźców i tułaczów rozprutej, zgniecionej, zgwałconej Polski!" - tak O. Justyn wspominał swą podróż w programie Godziny Różańcowej, nadanym 31 grudnia 1939 r. Był on naocznym świadkiem głodu, nędzy, chorób, takich jak: tyfus, malaria, febra, czerwonka, które to doprowadziły do zgonu ogromną liczbę uchodźców w obozach.
Podczas tej podróży Ojciec Justyn spotkał się z wieloma wpływowymi osobistościami, które również miały na względzie dobro Polski oraz pragnęły nieść pomoc dotkniętym wojną Polakom. Zdawał im relację o warunkach w jakich przebywali uchodźcy polscy i prosił o konkretną pomoc dla nich. W Bukareszcie rozmawiał z ówczesnym Nuncjuszem Apostolskim przy rządzie polskim, Arcybiskupem Filippo Certesi, który osobiście przekazywał pomoc do obozów polskich w Rumunii. Środki finansowe pochodziły od Papieża Piusa XII, z którym O. Justyn trzykrotnie rozmawiał podczas dwutygodniowego pobytu w Rzymie. Oto wspomnienie jednej z wizyt u Ojca Świętego z książki pt. "Pustki w piekle": "Teraz znów doznaję strachu. Mam przecież orędować sprawę tułaczów przed najwyższą instancją ludzką na świecie. Przed głową widzialną Chrystusa, Następcą Księcia Apostołów i Pasterza całego Kościoła! No, potrzeba mi naprawdę pomocy Ducha Świętego! [...] Idę na salę przyjęć papieskich. [...] Ojciec Święty przystaje przy mnie. Tłumaczę Jego Świątobliwości kto jestem, skąd i po co przyjechałem. Ojciec Święty mówi, że już rozmawiał z kardynałem sekretarzem o tym, co powiedziałem ustnie. Oddaję mój raport w ręce Papieża. Tłumaczę mu dodatkowo moje spostrzeżenia i proszę usilnie o pomoc. Ojciec Święty obiecuje, ze uczyni wszystko, co tylko da się zrobić dla uchodźców w Rumunii." Kilka razy O. Justyn rozmawiał z Sekretarzem Stanu, Kardynałem Luigi Maglione oraz jego zastępcą, Arcybiskupem Domenico Tardini, a także z Podsekretarzem Stanu, Arcybiskupem Giovanni Battistą Montinim (późniejszym Papieżem Pawłem VI). Podczas pobytu w Rzymie spotkał się również z Prymasem Polski, Ks. Kardynałem Augustem Hlondem i złożył mu relację o sytuacji polskich uchodźców w obozach w Rumuni: "Zajeżdżam do Salezjanów, na Via Marsala pod numer 46. Tu zamieszkuje Prymas Polski. Przyjmuje mnie w sposób ojcowski. Raz jeszcze opowiadam Eminencji moje spostrzeżenia w obozach i osiedlach uchodźców w Rumunii. Prymas chce wiedzieć o wszystkim w najmniejszych szczegółach! Łzy pokazują się w jego oczach! W końcu prosi o pisemne sprawozdanie." Ojciec Justyn rozmawiał również z Ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej przy rządzie włoskim, Gen. Wieniawą-Długoszewskim oraz Ambasadorem RP przy Watykanie, Dr. Kazimierzem Papée. Spotkał się też z Generałem Zakonu Jezuitów, O. Włodzimierzem Ledóchowskim i z Dyrektorem "L'Osservatore Romano", Giuseppe della Torre.
Z podróży tej, oprócz ważnych notatek, O. Justyn przywiózł listy od polskich uchodźców z Rumunii pisane do krewnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Krewnych, których adresy nie były znane, O. Justyn informował drogą radiową, by zgłaszali się do Godziny Różańcowej po odbiór listów i tak nawiązywał się kontakt pomiędzy rodzinami.
Po powrocie do Ameryki O. Justyn był zmienionym człowiekiem. Wyjazd do ogarniętej wojną Europy nie tylko go fizycznie i psychicznie wyczerpał, przygnębił tym, co zobaczył, ale i duchowo ubogacił. W wigilię Bożego Narodzenia trudno było mu się cieszyć świętami, gdyż przed oczy stale powracały mu obrazy nędzy, głodu, wojny i śmierci, jakie na co dzień doświadczali polscy uchodźcy. "Zdaje mi się, żem [...] był w niewoli, w piekle, a dziś w raju." - pisał po powrocie z Rumunii. Postanowił poświęci się jednoczeniu amerykańskich obywateli polskiego wokół pomocy uciemiężonej Polsce i Polakom. O barbarzyństwach wojennych hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji obrazowo opowiadał w Godzinie Różańcowej, co niemal doprowadziło do usunięcia tego programu z kilku radiostacji pod wpływem sił niechętnych zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w wojnę w Europie.
Wyjazd do Wielkiej Brytanii
Gdy polscy lotnicy z obozów jenieckich w Rumunii przerzuceni zostali do Wielkiej Brytanii, powstała tam myśl zaproszenia Ojca Justyna do odwiedzenia polskich oddziałów wojskowych. Na zaproszenie naczelnego wodza, generała Władysława Sikorskiego i Rady Narodowej w Londynie, za zgodą rządu brytyjskiego oraz osobistą aprobatą prezydenta Franklina D. Roosevelta O. Justyn wyruszył na tę drugą wyprawę jesienią 1942 r. Jej celem było odwiedzenie żołnierzy polskich: Marynarki Polskiej, Lotnictwa Polskiego i Armii Polskiej, a także poznanie działalności Rządu Polskiego. Podczas trzytygodniowej podróży Polskie Siły Zbrojne wzbudziły ogromny podziw w O. Justynie.
W Wielkiej Brytanii O. Justyn poznał osobiście gen. Sikorskiego, a także spotkał się z prof. Stanisławem Grabskim - przewodniczącym Rady Narodowej oraz z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem. Został również przyjęty przez katolickiego Prymasa Anglii Kardynała Arthura Hinsley’a, serdecznego orędownika spraw polskich w czasie II wojny światowej. Doświadczenia z podróży po Wyspach Brytyjskich oraz ciekawy przelot w obydwie strony samolotem bombowym O. Justyn opisał w książce "Z Kanady do Wielkiej Brytanii bombowcem".
Przed wyjazdem O. Justyn wydał następujące oświadczenie w Katolickiej Agencji Prasowej: "Jestem szczerze wdzięczny Generałowi Sikorskiemu za zaproszenie mnie do tymczasowej siedziby Rządu Polskiego. Zdaję sobie sprawę, że zaszczyt złożenia hołdu bohaterskiej Armii Polskiej, spada nie tylko na mnie, ale na całą Polonię amerykańską. [...] Jestem szczęśliwy, że będę mógł zapewnić Generała Sikorskiego, że Polonia amerykańska uczyni wszystko, co możliwe, aby w tej walce Ojczyźnie swych przodków nieść pomoc w każdej formie i popierać poczynania Rządu Polskiego, że niezłomnie wierzy w ostateczne zwycięstwo naszej wspólnej sprawy i w triumf sprawiedliwości."
Jednym z pierwszych spostrzeżeń O. Justyna podczas spotkania z polskimi żołnierzami była wielka uwaga przykładana do potrzeb religijnych. Stwierdził, że "nie ma drugiej armii na całym świecie, w którejby regulamin wojskowy kładł tyle nacisku w sprawach religijnych." Każdy dzień rozpoczynał się i kończył modlitwą. Dla zilustrowania przytoczę rozkaz wydany przez Gen. Brygady, Dr. Kukiela, wówczas Ministra Spraw Wojskowych: "Codziennie z rana o godzinie wyznaczonej przez dowódcę oddziału wszyscy żołnierze wyznań chrześcijańskich zbierają się na placu koszarowym w celu odmówienia modlitwy porannej. Oficer lub podoficer ustawia żołnierzy w zwartym szeregu, po czym po komendzie: 'Do modlitwy!', rozpoczyna modlitwę, którą żołnierze odmawiają chóralnie w porządku następującym: Znak Krzyża, Ojcze nasz, Zdrowaś, pieśń śpiewana chóralnie: Kiedy ranne wstają zorze (3 zwrotki). W Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen. Komenda: 'Po modlitwie!'" Podobna modlitwa następuje wieczorem, dodatkowo odmawia się Wieczny odpoczynek za żołnierzy poległych w walce oraz chóralnie śpiewa się pieśń: Wszystkie nasze dzienne sprawy (3 zwrotki). Oprócz tego, każdy żołnierz posiadał "Mały Modlitewnik", który O. Justyn otrzymał na pamiątkę od jednego z kapelanów.
Przy okazji wizyty u lotników polskich, O. Justyn miał okazję zobaczenia wielu lotnisk z ogromnymi hangarami, wspaniale zakamuflażowanych. Obserwował lekcję dla lotników, widział jak przygotowują się do lotu, czekają na rozkaz, po którym w 3 minutach mają być już w powietrzu i jak powracają z eskapad powietrznych, przeżywając śmierć swoich kolegów. Zwiedził też podziemny szpital, przekonując się o braku potrzebnych instrumentów chirurgicznych i wielu innych potrzebach. Odwiedzając kapliczkę dla pilotów, w której przechowywany był Przenajświętszy Sakrament, przekonał się, że lotnicy bardzo chętnie przychodzili na nabożeństwa. Obiecał, że postara się przysłać żołnierzom medaliki i różańce, o które prosili sami żołnierze. O. Justyn zapewniał lotników, że Amerykanie pilnie śledzili poczynania polskiej armii, marynarki i lotnictwa. Gdy chwalił pilotów i zapewniał o modlitwie, widział łzy w ich oczach. Sam też wzruszał się i nie mógł dalej mówić.
Podobnie O. Justyn przeżywał zwiedzając szkołę marynarzy polskich, dla których odprawił Mszę świętą. Tak wspominał to wydarzenie: "Zaczynam Mszę świętą. Marynarze rozpoczynają śpiewać polskie pieśni kościelne. Głos mi zamarł w piersiach. Jakieś dziwne uczucie zdusiło serce, i ani rusz. Zapomniałem słów Introitu. I tak stałem kilka minut. Wreszcie oprzytomniałem. - Z ręką na sercu powiadam wam, że żaden naród na świecie nie umie tak wylewać swą duszę przed Bogiem, jak to robi Polak! [...] Kiedy bowiem spojrzałem na te setki i setki twarzy zwróconych ku mnie - zakręciło mi się w głowie, pociemniało w oczach i musiałem oprzeć się o ołtarz, aby nie paść. Mówiłem powoli, a słowa skrapiałem łzami. Mogę powiedzieć, że wielu chłopaków płakało ze mną! A co za wrażenie zrobiło na mnie, kiedy z tej gromady przeszło 200 przystąpiło do Komunii świętej. Szkoda, że moja wiara nie dorównywa wierze tych chłopaków, młodych marynarzy!"
O. Justynowi nie brakowało słów podziwu dla polskiej armii w Wielkiej Brytanii. Względy bezpieczeństwa nie pozwalały mówić mu o liczebności wojsk, ale stale podkreślał on bohaterstwo i waleczność żołnierzy oraz ich ogromne pragnienie zaniesienia wolności Ojczyźnie. Opisując nową odbudowaną armię na ziemi brytyjskiej tak mówił: "Oglądałem nie tylko słynne polskie dywizje pościgowe i bombowe, ale też i ich spadochroniarzy, czołgistów, a nawet marynarzy z polskich kontrtorpedowców i łodzi podwodnych. Spotkałem oficerów dowodzących tą armią: nie są oni gorsi od elity każdej armii na świecie."
Sami Brytyjczycy nie mieli dość słów pochwalnych dla Polaków. Waleczność i determinacja polskiego żołnierza były przedmiotem ogólnego podziwu i wdzięczności.
Zdając sprawozdanie ze swej podróży dla "Polski Walczącej", O. Justyn powiedział m. in.: "Jestem zaskoczony i oczarowany tym, co widziałem. Nigdy nie przypuszczałem, że po latach tułaczki i po ciężkich przejściach wojennych nastrój naszych obozów wojskowych może być tak doskonały, tak młodzieńczo świeży i tak zdrowy. Rozmawiałem z lotnikami, którzy wracali dopiero co z niebezpiecznych wypraw - byłem na pokładzie trzech okrętów wojennych, które zapisały właśnie świeże karty swego bohaterskiego żywota i wszędzie spotkałem niezłomną wiarę w zwycięstwo i wolę walki o wolność Polski i lepszy świat. W wojsku lądowym [...] panuje nastrój oczekiwania. [...] ale z wszystkich rozmów, jakie tam przeprowadziłem wynika niezbicie, że gdy nadejdzie decydująca chwila, wojsko lądowe zda swój egzamin równie dobrze, jak polskie lotnictwo i marynarka. Wrócę do Ameryki z dobrymi nowinami dla tamtejszej Polonii. Powiem im szczerze, że może być dumną ze swych walczących rodaków."
Rekonesans Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii dał O. Justynowi możliwość zapoznania się z położeniem żołnierzy polskich i ukazał nowe możliwości służenia walczącemu narodowi. Po powrocie do Ameryki O. Justyn nie ustawał w apelach radiowych o pomoc dla kraju.
Podróże Ojca Justyna do Rumunii i Rzymu w 1939 r. i na Wyspy Brytyjskie w roku 1942, podczas działań wojennych, jego spotkania na najwyższych szczeblach, a potem czynny udział w organizowaniu i niesieniu pomocy wojsku polskiemu w Rumunii i Wielkiej Brytanii, dają powód, by uważać go za współtwórcę historii Polski i Polonii. Jest on także przez swoją twórczość i pracę kapłana-społecznika niewątpliwie współtwórcą historii Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza historii Kościoła katolickiego w tym kraju. Warto więc, aby jego postać i wkład w pomoc sprawie polskiej podczas II wojny światowej nie zostały zapomniane.
"Narodzeni z wody i Ducha Świętego"
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv. w ramach programu Godziny Różańcowej O. Justyna, 24 lutego 1991 r. – „Narodzeni z wody i Ducha Świętego” (Chrzest Święty)
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa do Kościoła Chrystusowego wchodzili przeważnie ludzie dorośli, konwertyci z pogaństwa. Po zapoznaniu się z prawdami wiary i zasadami moralności, w Wielką Sobotę wprowadzano ich do świątyni, gdzie w obecności licznie zebranych wiernych poddawali się obrzędowi chrztu świętego. Kapłan zanurzał ich w wodzie w imię Trójcy Świętej, podkreślając, że jako szafarz sakramentów chrzci mocą i powagą Boga. Poza Wielką Sobotą, przy większej liczbie kandydatów, a także w wiezieniu prawdopodobnie chrzczono już przez polanie wodą. Chrzest jest widomym znakiem obmycia z grzechów, odrodzenia i uświęcenia. Toteż po ceremonii nowo ochrzczeni przywdziewali białą szatę — symbol czystości, i otrzymywali zapaloną świecę — symbol Chrystusa, Światłości świata.
Chrzest jest sakramentem chrześcijańskiej inicjacji, bramą Kościoła i bramą zbawienia. Języki romańskie określają ten sakrament słowem łacińskim "baptismus", od słowa "baptizare" — zanurzać. Język staropolski może jeszcze lepiej go określa słowem: "Christ-iti", co znaczy naznaczać kogoś imieniem Chrystusa, czynić chrześcijaninem, włączyć do wspólnoty ludu Bożego Nowego Przymierza.
Sakrament chrztu świętego będzie tematem dzisiejszej pogadanki zatytułowanej:
"NARODZENI Z WODY I DUCHA ŚWIĘTEGO"
(Chrzest Święty)
Wszystko ma swój początek
Wszystko, co nie jest Bogiem, ma swój początek. Biblia zawierająca Objawienie Boże opisuje dzieło stworzenia świata w tych słowach: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemie. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią wód, a Duch Boży unosił się nad wodami" (Rdz l, 1-2).
Pismo święte odsyła nas do początku wszystkich czasów, do źródła istnienia wszystkich stworzeń, do wszechmocnej miłości Stworzyciela. Opowiada, jak Bóg, Ojciec niebieski, z miłością przygotował kolebkę dla ludzi, swych dzieci — Ziemię. Na początku, nad wodami, z których Bóg wyprowadził wszystkie istoty żyjące, był obecny i działał Duch Święty.
Woda — materia sakramentu chrztu świętego
Jest rzeczą godną zastanowienia, że Pan Jezus ustanawiając sakrament chrztu świętego obrał za znak widzialny niewidzialnej łaski Bożej najbardziej znaną materię, najważniejszy i najbardziej rozpowszechniony związek chemiczny — tlen i wodór, który nazywamy wodą. Uczynił to z pewnością dlatego, że woda jest symbolem wieloznacznym: woda oczyszcza i woda ożywia. Bez wody życie nie byłoby możliwe.
Woda zajmuje dwie trzecie powierzchni ziemi osiągając przeciętnie dwie i pół mili głębokości. Amerykańskim astronautom, patrzącym na Ziemie z księżyca, planeta nasza wydawała się jak "ocean upstrzony wysepkami". Najbardziej zdumiewa fakt, że poza ziemią nie znamy innych miejsc we wszechświecie o tak trudnych do uzmysłowienia sobie masach wód. Gdyby je równo podzielić miedzy wszystkich żyjących ludzi, to na każdego przypadnie sto miliardów (bilionów) galonów wody, czyli słup wody o średnicy 30 mil sięgający 270 tysięcy mil poza księżyc. Oto ile wody przypada na każdego człowieka.
Woda znajduje się w stałym obiegu w przyrodzie; jest jednym z podstawowych składników każdego żywego organizmu; woda urąga sile przyciągania ziemi, bo wspina się na szczyt najwyższych drzew świata — sekwoi, i mogłaby sięgnąć jeszcze wyżej. Dla licznych zwierząt i roślin — organizmów wodnych — woda stanowi jedyne środowisko, w którym mogą żyć; każdy organizm musi posiadać jakiś zasób wody do życia. Organizm ludzki ma 70% wody. Każdy z nas musi wypić półtora kwarty wody dziennie, żeby nie zginąć. Zdolność wody do pochłaniania ciepła jest dziesięć razy większa niż żelaza, toteż kontroluje ona klimat naszego globu.
Powołanie do życia nadprzyrodzonego
Jakże naiwna jest postawa ludzi, którzy uważają za przesadę, żeby polanie człowieka odrobiną wody miało decydować o całej jego egzystencji. U wszechmocnego Boga wszystko jest możliwe. Jego miłość wychodzi na przeciw człowiekowi w sposób ludzki — przez znaki. To, co jest biologiczne, przemienia w to, co ludzkie, a w akcie religijnym —j ak sakrament chrztu świętego — to, co ludzkie przemienia w to, co Boskie.
Woda jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski Bożej, laski oczyszczającej z brudów grzechowych. W chrzcie świętym działa przede wszystkim Duch Święty. „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha — powiedział Chrystus do Nikodema — nie może wejść do królestwa Bożego" (J 3, 5). Każdego człowieka, istotę stworzoną na "obraz i podobieństwo Swoje", Bóg w swojej ojcowskiej dobroci powołuje do udziału w dziele odkupienia. Po upadku w grzech pierworodny daje wszystkim szansę odrodzenia się w wodzie i Duchu Świętym, abyśmy mogli żyć życiem nadprzyrodzonym.
Już pięćset lat przed narodzeniem Chrystusa, Bóg zapowiedział przez usta proroka Ezechiela wielkie dzieło oczyszczenia ludzi z grzechów: "Pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chce tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem" (Ez 36, 25-28).
Nowe stworzenie
Bóg stworzył człowieka, żeby zapalić w nim ogień swojej miłości, i żeby go kochać miłością odwieczną. Rodzice postępują podobnie: dają dziecku życie, aby je obsypywać dowodami swego serca i swoich rąk. Bóg nie tylko zapoczątkował wszechświat i jego historie, ale wszedł w dzieje ludzkie i razem z nami je tworzy. Stopniowo pozwalał ludziom — swym dzieciom — poznawać Kim jest. Nazwał się imieniem "Jahwe" — "Jestem, który jestem". Jestem z wami, blisko was, dla was. Innym razem nazwał się Emmanuelem, co jeszcze wyraźniej znaczy, że jest "Bogiem z nami", dzieli nasz los. Przyjął bowiem ciało z Maryi Dziewicy i stał się Człowiekiem, Jezusem z Nazaretu. "Kto mnie widzi, widzi i Ojca" — powiedział (J 14, 9). Człowieczeństwo Jego stało się dla nas sakramentem, znakiem obecności Boga wśród nas.
Pan Bóg oddaje swe dzieci pod opiekę ziemskich rodziców, by pomogli dzieciom żyć własnym życiem, żyć lepiej i szczęśliwiej na ziemi. Rodzice dzielą się z dziećmi wszystkim, co mają najlepszego i najdroższego. Bóg posunął się jeszcze dalej. On wszedł w nasze dzieje po to, byśmy mogli żyć życiem Bożym na wieki. To nazywamy zbawieniem.
Zbawienie nie jest rzeczą, tytułem, biletem do nieba. Zbawienie przemienia, czyni z człowieka nowe stworzenie, istotę bożą. "Jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a to wszystko stało się nowe" — mówi święty Paweł (2 Kor 5, 17). To nowe stworzenie pochodzi od Boga i jest "uczestnictwem w Boskiej naturze (2 P l, 4).
Zbawieniem jest Chrystus
Przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w Chrystusie, w Jego istnieniu, w Jego życiu, śmierci i zmartwychwstaniu. Jezus jest zatem zbawieniem. Odpuścił nam grzechy pojednał z Bogiem i ludźmi, uczynił przybranymi dziećmi Boga i obdarzył Duchem Świętym. Przez chrzest uczestniczymy w Jego zwycięstwie nad śmiercią i w Jego zmartwychwstaniu; otrzymaliśmy nowe życie, które jest łaską, darem darmo danym. Nowe życie z natury nam nie przysługuje i na nie sobie nie zasłużyliśmy.
Stąd jest rzeczą konieczną, żeby każdy człowiek spotkał Chrystusa. "Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie'' — powiedział Zbawiciel (J 14,6). A gdzie Go mogą ludzie spotkać? W Kościele. Tam nie zobaczą Go już oczyma ciała, nie dotkną, nie usłyszą na własne uszy, ale mogą nawiązać z Nim kontakt przez sakramenty Kościoła, z których pierwszym jest chrzest.
Jezus wyjaśnił Nikodemowi czym jest chrzest: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego", to znaczy nie może uczestniczyć w życiu Bożym (J 3, 9). Zdumiony Nikodem zapytał: "Jakże może się człowiek narodzić będąc starcem? Czy może powtórnie wejść do łona matki i narodzić się (na nowo)" (J 3, 4)? — "Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci — odpowiedział Jezus —jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wiej tam gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha" (J 3, 5-8).
Rodzice nasi przynieśli nas do chrztu, kiedy byliśmy niemowlętami. Tak jak przez lata udostępniali nam udział w całym swoim życiu, wszczepiali nam swoje
poglądy i przekonania, tak też pragnęli nam udostępnić udział w chrześcijańskiej wierze. Wiara naszych naturalnych i chrzestnych rodziców w czasie chrztu zastępowała naszą wiarę. Teraz my sami musimy od siebie świadomie powiedzieć "tak" Jezusowi na wezwanie, byśmy korzystali z dzieła zbawienia. Teraz sami musimy wyznawać swoją wiarę. Czyniliśmy to w trakcie naszego dojrzewania, szczególnie w czasie przygotowania do sakramentu bierzmowania. Pogłębialiśmy swa wiarę we wszystkich ważniejszych wydarzeniach życia i wyrażaliśmy za nią Bogu wdzięczność. Kościół święty pomaga nam wypełnić wiernie ten obowiązek. W każdą Wielką Sobotę wzywa nas do ponowienia przyrzeczeń chrztu świętego i dania świadectwa o swej wierze przez wyrzeczenie się złego ducha i publiczne wyznanie wiary.
Cały Wielki Post przygotowuje nas co roku do odnowienia wieczystego przymierza zawartego z Bogiem na chrzcie świętym. Wszyscy uznajemy przeżywanie Wielkanocy każdego roku za wielką łaskę Bożą. Im więcej postępujemy w lata i w mądrości Bożej, tym więcej cenimy sobie skarb wiary i z coraz większą świadomością wyznajemy swą wiarę w czasie Wielkanocy przy odnowieniu obietnic chrztu świętego. W imię Trójcy Świętej zostaliśmy ochrzczeni, i Trójce Świętą chcemy uwielbić swym publicznym wyznaniem wiary.
Joanna Makuła - Apostoł Polonii
Niedziela w Chicago 23/2004
Apostoł Polonii
O. Justyn Figas
Joanna Makuła
O. Justyn Figas
Lata 30. – stacja kolejowa w Buffalo, Nowy Jork. Do zatłoczonego pociągu wsiada franciszkanin. Spostrzeżony przez grupę księży, wracających z Polskiego Synodu Katolickiego, natychmiast zostaje zaproszony do ich przedziału. Franciszkanin przyjmuje zaproszenie i usiadłszy, zaczyna przysłuchiwać się rozmowom prowadzonym przez współtowarzyszy podróży. Po chwili jeden z księży zwraca się do niego:
– Czy Ojciec pochodzi z Buffalo?
– Tak – odpowiada franciszkanin.
– Wobec tego na pewno zna Ojciec o. Justyna Figasa.
– Przyznaję, że tak – odpowiada zakonnik. – Mieszkam nawet w tym samym domu, co on...
W ten sposób nawiązuje się rozmowa na temat wspaniałych dzieł o. Justyna wśród Polonii amerykańskiej i jego sławnego programu Godzina Różańcowa. Franciszkanin przysłuchuje się pochwałom, a na zakończenie z uśmiechem przyjmuje pozdrowienia dla swojego „współlokatora”. Śmieje się w duchu, bo… to on jest o. Justynem Figasem, prowincjałem franciszkańskiej Prowincji św. Antoniego w USA i dyrektorem Godziny Różańcowej.
Kim był ten pokorny, a zarazem dowcipny franciszkanin? Czym w środowisku polonijnym zasłużył na miano najpopularniejszego polskiego kapłana XX w.? Jego imponująca popularność nie zadziwiała tych, którzy znali go osobiście, oraz tych, którzy słuchali jego pogadanek w programie Godzina Różańcowa, którego był założycielem. Znany był w najwyższych sferach hierarchii kościelnej i państwowej, a jednocześnie wśród najbiedniejszych polskich imigrantów, dla których poświęcił swoje życie.
Historia jego sławy sięga roku 1926, kiedy wystąpił gościnnie w polskim programie braci Kolipińskich, odnosząc się do niedawno emitowanego skeczu radiowego i pomysłu rozwodu jego bohaterów – małżeństwa Podeszwy i Korduli. Przemówienie o. Justyna, wyrażające pogląd Kościoła na tę sprawę, jak bicie dzwonu poruszyło sumienia radiosłuchaczy śledzących losy radiowej pary małżeńskiej. W kilka dni później stację WKEN w Buffalo (nadającą ów program) zasypała lawina listów błagających o więcej takich przemówień, wręcz krzyczących: „Ojcze Justynie, wróć! Potrzebujemy Ciebie!”.
W tej nieoczekiwanej, spontanicznej reakcji o. Justyn niewątpliwie dostrzegł wolę Bożą i ogromną potrzebę głoszenia słowa Bożego wśród swoich rodaków. I tak pozostał z nimi aż 28 lat. Prowadził co niedzielę półgodzinny program zwany Skrzynką pytań, najpierw gościnnie w programie braci Kolipińskich, a później niezależnie. Pytań było mnóstwo, a treść ich tak rozległa, jak życie. Dotyczyły wiary, moralności, ale były również następujące: Kiedy Bóg stworzył czyściec i gdzie się on znajduje? Czytałam w gazetach, że na jakiś wyspach umarł Brother Dutton, kto to był? Co się stało z organizacją Ku Klux Klan? Czy to prawda, że papież Pius XI powołał Żyda, aby uczył Żydów w Rzymie? Czy Edison przed śmiercią się nawrócił, a jeśli nie, to czemu Papież przysłał błogosławieństwo? Czy Napoleon Wielki umarł jako katolik? Jak się nazywa wytwórca sławnych skrzypiec i czy był katolikiem?
O. Justyn odpowiadał w przekonywującym skrócie, nieraz żartem. Często udzielał rad bardzo stanowczym, niejednokrotnie nakazującym tonem. Słów jego słuchano z zapartym tchem, jak wyroczni. Widząc ogromne zainteresowanie swoimi przemówieniami i pragnąc służyć rodakom, o. Justyn zdecydował się na własny program. Z pomocą Opatrzności Bożej i za zezwoleniem władz kościelnych, w niedzielę 6 grudnia 1931 r. ze stacji WEBR w Buffalo w stanie Nowy Jork o. Justyn powitał wszystkich rodaków słowami: „Witam Was, zacni rodacy i miłe rodaczki, słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dzień dzisiejszy dla nas wszystkich jest dniem historycznym. Ponieważ po raz pierwszy za pomocą radia tu, w Ameryce, kapłan katolicki, zakonnik św. Franciszka, syn biednego »majnera« (górnika) pensylwańskiego, staje przed mikrofonem w mieście Buffalo, NY (…). Wszyscy Polacy mnie słuchający dziś cieszyć się powinni, iż nadszedł dzień, w którym nasza śliczna mowa polska rozsiewana jest przez głośniki po większych koloniach polskich. (…) Ten nasz cały pierwszy program poświęcam naszym ojcom Polakom i matkom Polkom; tym cichym i skromnym pionierom – którzy swą głęboką i pokorną wiarą Kościół katolicki ozdobili, którzy swoją ciężką i bezustanną pracą ten kraj amerykański wzbogacili, którzy swym życiem praktycznym na pochwałę u obconarodowców sobie zasłużyli, którzy w spuściźnie cnoty Boskie i staropolskie nam zostawili. Im wyłącznie, powtarzam, z sercem miłością, szacunkiem i wdzięcznością przepełnionym ten program poświęcam” (Mowy radiowe o. Justyna, 1931/32).
Pierwszy, ogromnie wzruszający program słyszeli Polacy nie tylko w Buffalo, ale także w Chicago, IL. Audycja bowiem od samego początku była nadawana przez sieć radiostacji. Najpierw było ich zaledwie 7: Buffalo, NY; Chicago, IL; Detroit, MI; Pittsburgh, PA; Scranton, PA; Cleveland, OH; Wilkes-Barre, PA. Osady polskie, do których docierał program, porozrzucane były wokół rejonu Wielkich Jezior i przypominały małe paciorki połączone słowem Bożym, tworzące żywy Różaniec. Dlatego też o. Justyn nazwał swój program Godziną Różańcową. Był to pierwszy katolicki program na ziemi amerykańskiej nadawany w języku polskim. Składając hołd ukochanym polskim ojcom i matkom, o. Justyn wielokrotnie zwrócił uwagę na drogie sercu wartości przekazane przez naszych rodziców oraz wierność „sztandarowi, na którym złocistymi literami błyszczą wyrazy: Bóg i Ojczyzna”. Jak w pierwszym programie o. Justyn podkreślił wiarę, ciężką pracę i poświęcenie naszych ojców i matek, tak i też do końca swojej służby na „posterunku radiowym” przypominał Polakom narodowe korzenie i niezłomnie nawoływał do życia w zgodzie i jedności, ażeby zasłużyć na miano wzorowego obywatela nowego kraju.
Ten gorący kapłan-patriota obdarzony był sercem niezwykle wrażliwym na potrzeby polskich imigrantów, dla których walczył o polepszenie bytu i o dobre wykształcenie dla ich dzieci. Przez programy Godziny Różańcowej uczył ich, jak żyć uczciwie, jak służyć społeczeństwu i jak pomagać sobie wzajemnie. Rozwiązywał wiele problemów moralnych swoich radiosłuchaczy, kładąc szczególny nacisk na dobre wychowanie dziecka w duchu religijnym i w duchu polskim. Wielokrotnie zaznaczał, że „rodzina jest fundamentem społeczeństwa i filarem Kościoła” i tą zasadą poił dusze tysięcy Polaków zagubionych w życiu w nowym świecie.
Dla wielu polskich imigrantów zamieszkujących dalekie zakątki nowego lądu, gdzie brak było polskich kościołów, Godzina Różańcowa była jedynym religijnym nabożeństwem. Z utęsknieniem czekali na niedzielną audycję o. Justyna i na klęczkach wsłuchiwali się w słowo Boże.
Program Godzina Różańcowa nadawany był kolejno ze studia WEBR w Buffalo, z kościoła Bożego Ciała w Buffalo oraz kaplicy szkolnej Liceum św. Franciszka w Athol Springs, NY. Niełatwe było prowadzenie tego wielkiego dzieła apostolstwa radiowego, jednak dzięki ofiarnym sercom radiosłuchaczy oraz niezłomnej pracy Ligi Godziny Różańcowej – organizacji zbierającej fundusze na rzecz programów o. Justyna – Godzina Różańcowa rozwijała się prężnie. W ostatnim sezonie przed śmiercią o. Justyna – 45 lat temu – nadawana była przez sieć 79 stacji i słuchało jej około 5 mln Polaków!
Apostolstwo radiowe o. Justyna nie zakończyło się wraz z jego śmiercią. Kontynuowane w tradycji franciszkańskiej, najpierw przez o. Korneliana Dende, później przez o. Mariana Tołczyka, a obecnie przez o. Władka Mężyka, nadal rozwija się, niosąc słowo Boże do wielu polskich domów w Ameryce Północnej. Realizując ideały jej założyciela, Godzina Różańcowa uczy kochać Boga i służyć bliźniemu, nie pozwala zapomnieć o polskich wartościach, tradycjach i kulturze naszych ojców, przypomina męczeńską historię narodu polskiego, nierozerwalnie związaną z głęboką wiarą w Opatrzność Bożą. O. Justyn natomiast zapisany jest w pamięci jako apostoł emigrantów polskich, który całe życie pracował dla ich dobra, a przez swoją posługę oddawał cześć i chwałę Bogu.
W Chicago i okolicy programu można słuchać na następujących stacjach: WCEV (1450) w soboty o godz. 7.00 p.m., na WSBC (1240) w soboty o 9.00 p.m. i na WPNA (1490) w niedziele o 4.30 p.m. Ponadto nagrania programu są dostępne w RealAudio na stronie internetowej: www.rosaryhour.com
Ks. Józef Średziński - Założyciel "Godziny Różancowej" o. Justyn Figas (1886-1959)
W swojej historii Polonia północnoamerykańska miała i ma wiele wspaniałych postaci, które mogą być wielką dumą i radością. Wychodząc z rodzin, w których wiarę katolicką i polski patriotyzm łączono z ofiarnością i zaangażowaniem w życie nowego kraju, ci przewodnicy wspólnoty polskiej wyrastali na wielkich obywateli, jak również świetlanych synów Kościoła katolickiego. Jednym z nich był franciszkanin - o. Justyn Figas.
Założyciel "Godziny Różańcowej"
O. Justyn Figas (1886-1959)
--------------------------------------------------------------------------------
O. Justyn Figas urodził się dnia 24 czerwca 1886 roku w McClure w USA. Dziś mała ta górnicza osada nosi nazwę Everson. Na chrzcie dano mu imię Michał. Ojciec, emigrant, utrzymywał rodzinę z ciężkiej pracy w kopalni węgla, podobnie jak wielu innych polskich i słowackich emigrantów. W czwartym roku życia Michał został dotknięty paraliżem dziecięcym. Ojciec jego widząc, że chłopiec nie powraca do zdrowia, ofiarował go Matce Boskiej Częstochowskiej. Złożył jednocześnie przyrzeczenie, że jak syn wyzdrowieje, uczyni wszystko, aby został kapłanem. Świadomość tego faktu i to, że w siódmym roku życia Michał odzyskał zdrowie, miało niezwykły wpływ na życie późniejszego Ojca Justyna. Żywił on wielkie nabożeństwo do Matki Bożej, a jej częstochowski obraz był zawsze w jego celi zakonnej. Podczas podróży do Polski nigdy nie ominął Jasnej Góry, gdzie za każdym razem odprawiał Mszę świętą w kaplicy Cudownego Obrazu.
Od czwartego roku życia Michał chodził cztery mile co niedziela ze swoimi rodzicami do kościoła, a od szóstego roku do szkoły parafialnej prowadzonej najpierw przez nauczycieli świeckich, a od 1898 roku przez siostry Nazaretanki. W 10 roku zmarła jego matka. Odtąd Michał, jako najstarszy z rodzeństwa, zajmował się uprawą małej działki przy domu, a w 11 roku życia rozpoczął prace w kopalni węgla. Nie zaniedbał jednak nauki. Pilnie się kształcił w literaturze polskiej czytając pisma Adama Mickiewicza, Henryka Sienkiewicza, a później Bolesława Prusa i Władysława Reymonta. Duch jego był na wskroś przeniknięty miłością do narodu polskiego i Polski, kraju swych przodków. Czerpał obficie z bogactwa dwóch kultur - polskiej i amerykańskiej.
Jako młodzieńca niezwykle zdolnego w 14 roku życia wysłano najpierw do Gimnazjum św. Franciszka i na naukę filozofii w Trenton, N.J., a potem, po wstąpieniu do nowicjatu OO. Franciszkanów, na studia teologiczne do Rzymu, gdzie uzyskał doktorat z teologii i został wyświęcony na kapłana. Po powrocie z Rzymu piastował w prowincji różne funkcje, między innymi sekretarza prowincji, u boku ówczesnego prowincjała i zarazem twórcy polskiej prowincji franciszkańskiej, o. Jacka Fudzińskiego. Sam też piastował urząd prowincjała przez jakiś czas. Ze wszystkich osiągnięć o. Justyna największym było założenie i zorganizowanie sieci radiowej w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie pod nazwą Godzina Różańcowa. Głos jego docierał również do jego rodzinnego miasteczka Everson, z czego jego rodzina i mieszkańcy byli niezwykle dumni. Po śmierci wielkiego kaznodziei 23 października 1959 r. jego imieniem nazwano Godzinę Różańcową.
W okresie Milenium Polski Chrześcijańskiej, gdy dokonywano podsumowania dorobku duchowego Polaków w kraju i poza jego granicami, o. Justyn Figas wszedł do grona współtwórców tego dorobku. Wtedy padło o nim następujące określenie: "Najpopularniejszy kapłan polsko-amerykański pierwszej połowy 20-go wieku; mądry socjolog, wytrawny psycholog o ojcowskim sercu, przyjaciel cierpiącego człowieka... pokorny, lecz zdecydowany, wyrozumiały lecz twardy, otwarty, sprawiedliwy, kochający szczerze duszę swego narodu". Do o. Justyna najbardziej pasuje słowo "Ojciec" - Ojciec o sercu otwartym dla każdego, człowiek o duszy dziecięcej, który wszystkimi siłami starał się, by imię Boga było znane i czczone.
Obszerny fragm. pogadanki Godziny Różańcowej
na podst. relacji ks. Józefa Średzińskiego, czerwiec 1998
Subskrybuj:
Posty (Atom)