Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
25 marzec, 1990
PRAWDZIWY ŻAL OTWIERA NAM NIEBO
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jak wszyscy pamiętacie, na Golgocie odbyła się szczególna Spowiedź. . . Jeden ze złoczyńców ukrzyżowanych wraz z Chrystusem, nawrócił się. Tradycja chrześcijańska dała mu imię Dyzma. W ostatniej chwili swego życia uznał, że jest człowiekiem grzesznym i uwierzył w miłosierdzie Boże. Świadomość winy łatwo odczytać z dialogu jaki się wywiązał miedzy nim a drugim łotrem, wiszącym po drugiej stronie Pana Jezusa. Przejęty żalem nie mógł już ścierpieć szyderstw i bluźnierstw swego towarzysza skierowanych przeciwko Jezusowi.Raniły jego serce słowa: " Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw wiec siebie i nas." Był wdzięczny, że towarzysz wstawia się również za nim, ale nie uznawał szyderstwa, w którym nie było nawet cienia skruchy za popełnione występki, ani chęci poprawy życia.
Dyzma był już innym człowiekiem. Nie prosił Jezusa o uchylenie kary, o zdjęcie z krzyża. Również swego towarzysza męki chciał przyprowadzić do opamiętania w ostatnim momencie życia. Karcąc jego zuchwałość, napominał go: "Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż te samą karę ponosisz? My przecież — sprawiedliwie cierpimy, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale on nic złego nie uczynił." A po tej Spowiedzi, w najgłębszej pokorze ducha, wyznał swój żal przed Zbawicielem: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa." W odpowiedzi Jezus natychmiast udzielił mu rozgrzeszenia i z Boską powagą zapewnił: "Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju". (Łk 23, 39-43).
Niechże ta wzruszająca scena wprowadzi nas do naszej pogadanki, której daję tytuł:
PRAWDZIWY ŻAL OTWIERA NAM NIEBO
Wszyscy jesteśmy grzeszni
Wszyscy bez wyjątku jesteśmy grzesznikami. Kto by uznawał się za bezgrzesznego, jest kłamcą i oszukuje samego siebie, poucza święty Jan Ewangelista (por. l J 1,8). Grzechy pokrywamy milczeniem, ukrywamy swe grzechy, przyjmujemy
pozę niewinnego, przywdziewamy maskę, którą mogą być wielkie słowa, błyskotliwa wiedza, pozycja życiowa, staranny ubiór zewnętrzny . . . Zazwyczaj tylko w głębokiej ciszy swego serca i w poczuciu całkowitego osamotnienia uświadamiamy sobie swą nędzę duchową i moralną. Te chwile olśnienia są łaską, zaproszeniem do zdarcia maski i nawrócenia się. Lecz szatan swej ofiary łatwo ze swych szponów nie puszcza. Napędza w nas zniechęcenie, że będziemy musieli walczyć z namiętnościami i pożądliwościami, które zdają się przerastać siły naszej natury. Podcina więc w nas wszelką nadzieję, że potrafimy wyjść z nich zwycięsko. Niekiedy korzysta z naszych nagłych upadków, gdyśmy myśleli, że nareszcie stoimy mocno na nogach.
Czy jest więc ratunek dla grzesznika? Ratunek wskazuje nam święty Jan Ewangelista: trzeba "poznać i uwierzyć miłości, jaka Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg w nim" (l J 4, 16). "Miłość mocniejsza jest niż śmierć" — mawiał z upodobaniem święty Maksymilian Kolbe. Pamięć na miłość Bożą potrafi wyrwać z każdego nałogu grzechowego i z każdego niebezpieczeństwa grzechu. Miłość rodzi miłość. Wzbudzić ją możemy w sobie w mgnieniu oka, podobnie jak z iskry możemy wskrzesić wielki ogień. "W miłości nie ma lęku" (l J 4, 18). W miłości nie ma miejsca na zniechęcenie. Miłość budzi ufność, że Bóg przybędzie nam z pomocą, że obżałowane winy miłosiernie przebaczy, bo "nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i żył" (Ez 33, 11).
Odmiany w grzeszniku możemy nie zauważyć, bo cud nawrócenia ma miejsce w myślach i w sercu, w których tylko Bóg umie czytać. Bóg widzi, że człowiek do niedawna był "umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się" (Łk 15, 32). Pokutu¬ący grzesznik może się zdradzić niekiedy ze swej gorącej miłości łzami, jak pokutnik z legendy słynnego powieściopisarza rosyjskiego Lwa Tołstoja, którą Wam przytoczę. Tołstoj nazwał opowieść legendą, lecz znając jego bardzo grzeszne życie i wielkie nawrócenie do Boga, możemy wnioskować, że w tej legendzie przedstawił siebie, by pociągnąć innych grzeszników do Boga. Legenda Lwa Tołstoja pouc; nas, że szczery żal otwiera nam niebo.
Przed świętym Piotrem
Pewien człowiek żył na świecie siedemdziesiąt lat, a całe swe życie spędził grzechu. Zachorował, ale też nie pokutował. A gdy nadeszła śmierć, w ostatniej chwili zapłakał mówiąc:
— Panie, przebacz mi, jak przebaczyłeś łotrowi na krzyżu.
Ledwo to powiedział, wyszła z niego dusza, wzniosła się do nieba, umiłowała Boga, uwierzyła w miłosierdzie i podeszła do drzwi raju. Zaczął Grzesznik pukać i prosić, by go wpuszczono do królestwa niebieskiego. Wkrótce spoza drzwi rozległ się głos:
— Co to za człowiek puka do drzwi raju? Co uczynił ten czwowiek w swym
życiu?
I odezwał się oskarżyciel, wymieniając same grzeszne uczynki, nie wymię jąć dobrych.
— Nie mogą grzesznicy wejść do królestwa niebieskiego. Odejdź stąd!
A człowiek prosił:
— Panie, głos twój słyszę, lecz oblicza twego nie widzę i nie znam twego imię
Odrzekł głos:
— Jestem Piotrem Apostołem.
Grzesznik odpowiedział błagając:
— Zmiłuj się nade mną, Piotrze Apostole. Wspomnij na słabość ludzką, a
miłosierdzie Boże. Czyż to nie ty byłeś uczniem Chrystusa i z ust Jego słuchałeś
nauk, widziałeś przykład dany nam przez Jego życie? Wspomnij, jak z bólem i
smutkiem w sercu prosił cię, byś nie spał, a czuwał z Nim na modlitwie, a tyś zasnął
— i On trzykrotnie zastał cię śpiącego. Tak też ja czyniłem. Przypomnij sobie, jak
Mu przyrzekłeś nie zaprzeć się Go do śmierci i jak trzykrotnie zaparłeś się Go na
dziedzińcu domu Kaifasza. Tak też ja czyniłem. Przypomnij sobie, że wyszedłeś
i gorzko zapłakałeś, gdy usłyszałeś pianie koguta. Ja też to uczyniłem. Nie możesz
mnie nie wpuścić.
Zamilkł głos za drzwiami rajskimi.
Przed królem Dawidem
Odczekał grzesznik chwilę i zaczął pukać do drzwi raju i prosić, by wpuszczono go do królestwa niebieskiego.
Odezwał się spoza drzwi drugi głos:
— Co to za człowiek? Jak żył na świecie?
I znów zabrzmiał głos oskarżającego, przypominając złe uczynki tego człowieka, nie wymieniając dobrych.
Zwrócił się do człowieka głos spoza drzwi:
— Odejdź stąd! Nie mogą tacy grzesznicy żyć razem z nami w raju.
Grzesznik odpowiedział:
— Panie, głos twój słyszę, lecz oblicza twego nie widzę i nie znam twego imienia.
— Jestem królem i prorokiem Dawidem — powiedział głos.
Nie przeląkł się grzesznik, nie odszedł od drzwi raju, lecz zaczął prosić:
— Zmiłuj się nade mną, królu Dawidzie! Wspomnij na słabość ludzką, a
miłosierdzie Boże. Pan Bóg miłował cię i wywyższył nad ludźmi. Miałeś wszystko:
królestwo, chwałę, bogactwo, żony i dzieci. Lecz będąc na dachu swego pałacu,
zobaczyłeś żonę biednego i skusił cię grzech. Zabrałeś żonę Uriasza, a jego zabiłeś
mieczem Amonitów. Będąc bogatym, odebrałeś biedakowi ostatnią jego owieczkę,
a jego samego zgubiłeś. Tak też i ja czyniłem. Ale przypomnij sobie, jak pokutowałeś,
mówiłeś wówczas: "Wyznaję swoją winę i żałuję, że popełniłem grzech swój." Ja
też tak postąpiłem. Nie możesz mnie nie wpuścić.
Zamilkł głos za drzwiami.
Przed Janem Ewangelistą
Poczekał grzesznik chwilę i znów zaczął pukać do drzwi raju i prosić, by wpuszczono go do królestwa niebieskiego. Usłyszał spoza drzwi trzeci głos pytający go:
— Kim jest ten człowiek? Jak żył na świecie?
Głos oskarżyciela po raz trzeci wymienił złe czyny tego człowieka, nie wymieniając żadnych dobrych. Głos spoza drzwi odpowiedział:
— Odejdź stąd! Nie mogą bowiem grzesznicy wejść do królestwa niebieskiego.
— Głos twój słyszę, lecz oblicza twego nie widzę i nie znam twego imienia
- odezwał się grzesznik.
— Jan Ewangelista, ukochany uczeń Chrystusa — brzmiała odpowiedź.
Wówczas ucieszył się grzesznik:
— Nie możesz mnie teraz nie wpuścić. Piotr i Dawid wpuszczą mnie, dlatego, że znają słabość człowieka i miłosierdzie Boże. A ty mnie wpuścisz, bo jesteś pełen miłości. Czy to nie ty, Janie, napisałeś w swej księdze, że Bóg jest miłością i kto nie miłuje, ten nie zna Boga? Czy to nie ty, będąc stary, pouczałeś ludzi słowami: "Bracia, miłujcie się wzajemnie?" Czy teraz możesz mnie znienawidzić i przepędzić? Albo wyrzekniesz się tego, co mówiłeś, albo mnie umiłujesz i wpuścisz do królestwa niebieskiego.
I otworzyły się wrota raju, objął Jan pokutującego grzesznika i wpuścił go do królestwa niebieskiego.
Legenda ta Lwa Tołstoja jasno poucza, że nie co innego, ale prawdziwy żal wyrażony słowami — "Panie, przebacz mi, jak przebaczyłeś łotrowi na krzyżu" — otworzył niebo człowiekowi, który 70 lat żył na ziemi z dala od Boga.
Bóg jest Miłością
Ale niech nas Pan Bóg broni, byśmy ośmielili się odkładać pokutę i żal na ostatnią chwilę życia. Żal łotra na krzyżu jest łaską wyjątkową! Teraz jest czas przynaglający, byśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg w nim (por l J 4, 16). Nie zniechęcajmy się naszymi upadkami. Podnośmy się z nich natychmiast i miłujmy Boga tym goręcej. Jezus jest surowy dla grzechu, a dobry dla grzesznika, podobnie jak chirurg jest bezwzględny dla schorzałej tkanki raka, który usadowił się w ciele ludzkim, a jest współczujący dla pacjenta.
Już teraz miłujmy Boga wzajemnie, za Jego miłosierdzie, za to, że "pierwszy nas umiłował" (l J 4, 19), że zapewnił nas: "Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników." Chrystus przyszedł powoływać nie sprawiedliwych, ale grzesznych ludzi. "Przyszedł ocalić to, co zginęło." "Nie zdrowi potrzebują lekarza, ale ci, którzy się źle mają" (Łk 5, 31 n.). W tym okresie pokuty przed radosną Wielkanocą, niech każdy z nas przeprowadzi dobrą Spowiedź. Jeśli ciąży nam nieznośnie pamięć o niewiernościach względem Boga i bliźnich, niech przywiodą nas do upamiętania, żalu i do Spowiedzi słowa Miłosiernego Zbawiciela: "W niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawrócił, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia" (Lk 15, 7).
SAKRAMENT POKUTY DZIEŁEM ODKUPIENIA
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
18 marzec, 1990
SAKRAMENT POKUTY DZIEŁEM ODKUPIENIA
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pisarz francuski Jean Claude Barreau w swej pięknej książce "Ewangelia dla każdego z nas" zwraca uwagę, że dramat odkupienia nie rozgrywa się wśród dobrych i złych, bo w oczach Bożych wszyscy są grzeszni. Tłem jego rozważań jest Golgota i zachowanie się dwóch łotrów, z których jeden wisi po lewej, a drugi po prawej stronie Jezusa.
Jeden znieważa Jezusa i żąda, aby dowiódł, że jest Mesjaszem i królem przez dokonanie czynu okazującego jego władzę, jakiegoś czynu magicznego: "Czy Ty jesteś Mesjaszem? Ocal więc siebie i nas!" Drugi łotr po prostu prosił ze skruchą, żalem i wiarą: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa" (Łk 23, 39 nn.).
Może święty Łukasz Ewangelista umyślnie zachował tę scenę na Golgocie, aby wykazać, że wiara rozgrywa się zawsze między grzesznikami. Jest to zresztą to, co miał na myśli pisarz Kierkegaard: "Dla chrześcijanina przeciwieństwem występku nie jest cnota, lecz wiara." Dobry łotr nie miał już czasu na cnotliwe życie, ale został zbawiony przez akt wiary, akt całkowitego zaufania wobec Chrystusa i dlatego właśnie jest on dziś z Jezusem w Królestwie (Pax 1973, por. str. 186).
Przejdźmy do sprawy naszego odkupienia, które nam wysłużył Chrystus na krzyżu, a którego udziela nam w sakramencie Chrztu świętego, i które miłościwie odnawia w Sakramencie Pokuty. Stad dzisiejsza pogadanka ma tytuł:
SAKRAMENT POKUTY DZIEŁEM ODKUPIENIA
Udaremnianie zamiaru Bożego
Pan Jezus zrobił raz wyrzut faryzeuszom i uczonym w Prawie, że "udaremnili zamiar Boży względem siebie" (Łk 7, 30). O jakim to zamiarze Pan Jezus mówił? Na czym ten zamiar polega? Odpowiedź nam daje katechizm katolicki: zamiarem Bożym jest odkupienie człowieka od grzechu, to jest od buntu przeciwko Bogu, od skutków chodzenia własnymi drogami i lekceważenia nakazów Bożych.
Objawienie zamiaru i planu Bożego tkwi już w samym imieniu Jezus. W czasie zwiastowania Bóg powiedział Maryi przez usta Anioła Gabriela: "I nadasz mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud od jego grzechów" (Mt l, 21). Później Chrystus osobiście określił zamiar i plan Boży wobec ludzkości. W czasie nocnego spotkania z członkiem najwyższej Rady Żydowskiej Nikodemem, rzekł: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginaj, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16).
Faryzeusze i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży odkupienia ich od grzechów przez to, że uważali się za sprawiedliwych. Za grzeszników uważali innych — celników, Samarytan, jawnogrzesznice i pogan. Sądzili, że jako sprawiedliwi, nie potrzebują oczywiście odkupienia. Zamiar Boży udaremnił także ogół narodu żydowskiego. Lud szukał u Chrystusa pociechy, cudów, które mogłyby poprawić ich osobistą sytuację życiową, albo wzbudzić sensację, rozgłos.
Kryzys pokuty
Sposób odnoszenia się do Sakramentu Pokuty mówi nam jaki jest stosunek dzisiaj żyjących ludzi do odkupienia?! Przypomniałem w poprzednich pogadankach, że niestety wielu współczesnych nie ma poczucia grzechu i potrzeby Spowiedzi, uważa się niemal za niepokalanie poczętych. Są święcie przekonani, że nie potrzebują odkupienia. Tym również grozi niebezpieczeństwo udaremnienia zamiaru Bożego, przejście obok Zbawiciela bez zwrócenia uwagi na Jego miłosierdzie. Grozi to nie tylko współczesnym poganom i odpadłym od wiary chrześcijanom, katolikom, ale i nam, którzy pozostajemy w Kościele. Obserwujemy niepokojące bardzo zjawisko przystępowania do Stołu Pańskiego całej wspólnoty bez korzystania z Sakramentu Spowiedzi.
Byłby to chwalebny objaw chrześcijańskiej pobożności, gdyby wszyscy rzeczywiście byli ozdobieni szatą łaski uświęcającej. W tym przecież celu Pan Jezus ustanowił Mszę świętą, ażeby podczas Uczty Eucharystycznej jednoczyć się z nami. Komunia Święta stanowi integralną część Mszy świętej. Kto bierze w niej udział powinien rzeczywiście być przygotowany do Uczty Eucharystycznej i godnego przyjęcia Pana Jezusa do serca swego. Rzeczywistość jednak zdaje się być inna, nie tak idealna. Rodacy przybywający z Polski pytają zgorszeni: "Ojcze, czy ci wszyscy są aniołami? Czy wszyscy są bez grzechu? W soboty konfesjonały są puste!'' Obecni ze zrozumiałym zgorszeniem rozpoznają również rozwiedzionych i żyjących w nieprawym związku małżeńskim, którzy również odważają się zbliżać w niedzielę do Stołu Pańskiego!
Wszyscy przeżywają głęboki kryzys Sakramentu Pokuty, jeśli zaniedbują Spowiedź sakramentalną całymi latami. Nikt nie powinien zadawać takiego gwałtu swojemu sumieniu katolickiemu, usypiać go i nawet bez Wielkanocnej Spowiedzi przystępować do Komunii Świętej. Jeśli przerażające zło dostrzegamy dzisiaj u innych, zdobywajmy się również na uczciwą ocenę swego sumienia przed Bogiem. Nie bądźmy podobni do faryzeuszów, którzy uważali się za sprawiedliwych, a tylko celników i pogan i drugich uważali za grzeszników! Czy wielu nie przychodzi do kościoła tylko ze zwyczaju, ze względów towarzyskich, po pociechę, po łaskę zdrowia cielesnego, powodzenia materialnego, nie odczuwając potrzeby odkupienia? Prawdziwa wiara ma wpływ na poprawę życia. Stąd Sakrament Pokuty jest ściś powiązany z Eucharystia. Sakrament Pokuty przygotowuje nas do godnego sprawowania i przyjęcia Eucharystii. Praktyka Spowiedzi jest normalnym objawem chrześcijańskiej pobożności. Stąd nie zaniedbujmy Spowiedzi, by nie udaremnić zamiaru Bożego względem siebie z wielkim zagrożeniem swej duszy, narażając się na utratę zbawienia wiecznego. Niektórzy tak zaniedbali się w praktyce Spowiedzi, że nie myślą o niej nawet w obliczu śmierci grożącej!
Potrzeba Spowiedzi
Spowiedź, wyznanie win, jest potrzebą serca ludzkiego. Ktoś powiedział, że gdyby Spowiedzi nie było, trzeba by ją było wymyślić. Słynny angielski powieściopisarz, poeta i działacz społeczny Gilbert K. Chesterton zmarły krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, za główną przyczynę swego nawrócenia na katolicyzm podał potrzebę Spowiedzi. Ludzie żyjący z dala od Boga i ci, którzy łamią Jego przykazania, wszyscy podświadomie czują potrzebę Spowiedzi, dlatego wymyślają różne jej namiastki. W nieświadomym poszukiwaniu Boga, wymyślają sobie jakąś formę spowiedzi na swoim własnym poziomie. I tak, ażeby w niektórych fabrykach podnieść wydajność, Amerykanie i Japończycy wprowadzili na użytek robotników "spowiedników świeckich": kto chce się uwolnić od swoich win za popełnione winy i z tym związanych kłopotów, wypowiada je człowiekowi.
Komunizm jest karykaturą religii i nie cofnął się przed deprawacją sumień ludzkich, wprowadzając pod terrorem coś w rodzaju katolickiej spowiedzi. Zobowiązywał winowajcę, by zgłosił się do politruka lub sędziego śledczego i sam przeprowadził przed nim samokrytykę, wyznał swe błędy i przewinienia popełnione przeciwko ideologii marksistowskiej, choć wszyscy wiedzą, że ideologia ta jest zbiorem kłamstw i podstępnym sposobem uciemiężenia człowieka. Dobrowolne pokajanie się miało zdruzgotać poczucie osobistej ludzkiej godności i wciągnąć nieszczęsną ofiarę do współpracy ze złem i do ciemiężenia drugich. Zapewnienie bezkarności, obietnica uniknięcia kary, a nawet awansu, to szczyt deprawacji!
A czymże są tak zwane "talk-shows" w telewizji, jak nie namiastką spowiedzi? W czasie seansu goście publicznie wyciągają ze swego wnętrza różne brudy moralne, ohydne sprawy, zaniedbania obowiązków po to, by uzyskać od słuchaczy i widzów "rozgrzeszenie", a w konsekwencji równowagę psychiczną i pokój. Ci, którzy nie mają odwagi przyznać się do swych słabości, błędów i win publicznie, korzystają z rubryki listów i porad w popularnych czasopismach. Jedną z nich jest słynna poradnia pod nazwą "Dear Abby." Pisanie do czasopism jest często okazją do "spowiedzi" i szukaniem "kierowników sumienia" u ludzi, którzy mają pomieszane pojęcie zła i dobra.
I wreszcie coraz więcej jest takich, którzy nie chcą uklęknąć przed kapłanem zastępującym Miłosiernego Chrystusa, co jakiś czas rozkładają się całą długością swego ciała na leżance psychoanalityka, aby rozwikłał ich problemy psychiczne, często owoc nieodpuszczonych grzechów.
Spowiedź, dziełem odkupienia
Serce człowieka roi się od przeróżnych złych namiętności. Jest ono ukrytym zbiornikiem niezliczonych win. Zbrodnie, przestępstwa, nadużycia podawane przez środki społecznego przekazu — radio, telewizję i prasę stanowią przysłowiowy
czubek góry lodowej. Przypomnę jeszcze raz słowa Marii Dąbrowskiej z jej powieści "Przygody człowieka myślącego": "Gdybyśmy wiedzieli ilu wykroczeń jesteśmy winni, to nikt nie byłby w stanie znieść życia, tak mało w nas niewinności."
Sam człowiek nie zepchnie swych grzechów do podświadomości, jak brudu pod dywan. Nie usunie ich z oczu kompletnie. Nie odpuszczone, odezwą się psychozą, nerwicą, lekiem, albo koszmarnym snem. Nie zazna człowiek prawdziwego pokoju, równowagi ducha. Nie będzie się cieszył życiem jak dziecko. Prędzej czy później będzie musiał się zająć swoimi winami. Ale własne pomysły pozbycia się grzechów też nie pomogą. To tylko namiastki Spowiedzi. W końcu musimy szukać ucieczki w Bogu i odkupienia u Chrystusa, który nas zapewnia: "Pokój mój daję wam. Nie tak jak świat daje, Ja wam daję." Chrystus ustanowił Sakrament Pokuty, jako owoc swego odkupienia dla naszego ratunku.
Nie udaremniajmy więc zamiaru Bożego. Nie lekceważmy planu odkupienia. Chrzest dał nam łaskę dziecięctwa Bożego. Sakrament Pokuty daje nam sposobność nawrócenia się i duchowej odnowy. Prędzej się jednak nie nawrócimy, jeśli nie spostrzeżemy, żeśmy pomylili drogę, zbłądzili, przekroczyli przykazania Boże, że jesteśmy grzeszni.
Nie myślmy o tym "co kapłan sobie o nas pomyśli." On też jest istotą ułomną i potrzebuje odkupienia. W nim spotykamy Chrystusa, który udzielił mu władzy odpuszczania grzechów. Nie przejmujmy się w ludzki sposób swoimi grzechami, ale zaufajmy Miłosierdziu Bożemu. Cieszmy się tym, że Spowiedź otwiera nam drogę do Serca Jezusowego, do Jego przebaczającej miłości. W Sakramencie Pokuty Jezus przekazuje nam swą zwycięską moc zmartwychwstania. Wierzmy całym sercem i duszą, że "On jest zmartwychwstaniem i życiem," i w Jego sakramentalnym rozgrzeszeniu otrzymamy zapewnienie: Zaprawdę powiadam ci, że jeśli będziesz we Mnie wierzył, przyjmę cię do raju, wprowadzę do domu Ojca, gdzie mieszkań jest wiele. Uprzedziłem cię do nieba, aby przygotować ci miejsce wiecznego szczęścia.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
18 marzec, 1990
SAKRAMENT POKUTY DZIEŁEM ODKUPIENIA
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pisarz francuski Jean Claude Barreau w swej pięknej książce "Ewangelia dla każdego z nas" zwraca uwagę, że dramat odkupienia nie rozgrywa się wśród dobrych i złych, bo w oczach Bożych wszyscy są grzeszni. Tłem jego rozważań jest Golgota i zachowanie się dwóch łotrów, z których jeden wisi po lewej, a drugi po prawej stronie Jezusa.
Jeden znieważa Jezusa i żąda, aby dowiódł, że jest Mesjaszem i królem przez dokonanie czynu okazującego jego władzę, jakiegoś czynu magicznego: "Czy Ty jesteś Mesjaszem? Ocal więc siebie i nas!" Drugi łotr po prostu prosił ze skruchą, żalem i wiarą: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa" (Łk 23, 39 nn.).
Może święty Łukasz Ewangelista umyślnie zachował tę scenę na Golgocie, aby wykazać, że wiara rozgrywa się zawsze między grzesznikami. Jest to zresztą to, co miał na myśli pisarz Kierkegaard: "Dla chrześcijanina przeciwieństwem występku nie jest cnota, lecz wiara." Dobry łotr nie miał już czasu na cnotliwe życie, ale został zbawiony przez akt wiary, akt całkowitego zaufania wobec Chrystusa i dlatego właśnie jest on dziś z Jezusem w Królestwie (Pax 1973, por. str. 186).
Przejdźmy do sprawy naszego odkupienia, które nam wysłużył Chrystus na krzyżu, a którego udziela nam w sakramencie Chrztu świętego, i które miłościwie odnawia w Sakramencie Pokuty. Stad dzisiejsza pogadanka ma tytuł:
SAKRAMENT POKUTY DZIEŁEM ODKUPIENIA
Udaremnianie zamiaru Bożego
Pan Jezus zrobił raz wyrzut faryzeuszom i uczonym w Prawie, że "udaremnili zamiar Boży względem siebie" (Łk 7, 30). O jakim to zamiarze Pan Jezus mówił? Na czym ten zamiar polega? Odpowiedź nam daje katechizm katolicki: zamiarem Bożym jest odkupienie człowieka od grzechu, to jest od buntu przeciwko Bogu, od skutków chodzenia własnymi drogami i lekceważenia nakazów Bożych.
Objawienie zamiaru i planu Bożego tkwi już w samym imieniu Jezus. W czasie zwiastowania Bóg powiedział Maryi przez usta Anioła Gabriela: "I nadasz mu imię Jezus, On bowiem zbawi lud od jego grzechów" (Mt l, 21). Później Chrystus osobiście określił zamiar i plan Boży wobec ludzkości. W czasie nocnego spotkania z członkiem najwyższej Rady Żydowskiej Nikodemem, rzekł: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginaj, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16).
Faryzeusze i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży odkupienia ich od grzechów przez to, że uważali się za sprawiedliwych. Za grzeszników uważali innych — celników, Samarytan, jawnogrzesznice i pogan. Sądzili, że jako sprawiedliwi, nie potrzebują oczywiście odkupienia. Zamiar Boży udaremnił także ogół narodu żydowskiego. Lud szukał u Chrystusa pociechy, cudów, które mogłyby poprawić ich osobistą sytuację życiową, albo wzbudzić sensację, rozgłos.
Kryzys pokuty
Sposób odnoszenia się do Sakramentu Pokuty mówi nam jaki jest stosunek dzisiaj żyjących ludzi do odkupienia?! Przypomniałem w poprzednich pogadankach, że niestety wielu współczesnych nie ma poczucia grzechu i potrzeby Spowiedzi, uważa się niemal za niepokalanie poczętych. Są święcie przekonani, że nie potrzebują odkupienia. Tym również grozi niebezpieczeństwo udaremnienia zamiaru Bożego, przejście obok Zbawiciela bez zwrócenia uwagi na Jego miłosierdzie. Grozi to nie tylko współczesnym poganom i odpadłym od wiary chrześcijanom, katolikom, ale i nam, którzy pozostajemy w Kościele. Obserwujemy niepokojące bardzo zjawisko przystępowania do Stołu Pańskiego całej wspólnoty bez korzystania z Sakramentu Spowiedzi.
Byłby to chwalebny objaw chrześcijańskiej pobożności, gdyby wszyscy rzeczywiście byli ozdobieni szatą łaski uświęcającej. W tym przecież celu Pan Jezus ustanowił Mszę świętą, ażeby podczas Uczty Eucharystycznej jednoczyć się z nami. Komunia Święta stanowi integralną część Mszy świętej. Kto bierze w niej udział powinien rzeczywiście być przygotowany do Uczty Eucharystycznej i godnego przyjęcia Pana Jezusa do serca swego. Rzeczywistość jednak zdaje się być inna, nie tak idealna. Rodacy przybywający z Polski pytają zgorszeni: "Ojcze, czy ci wszyscy są aniołami? Czy wszyscy są bez grzechu? W soboty konfesjonały są puste!'' Obecni ze zrozumiałym zgorszeniem rozpoznają również rozwiedzionych i żyjących w nieprawym związku małżeńskim, którzy również odważają się zbliżać w niedzielę do Stołu Pańskiego!
Wszyscy przeżywają głęboki kryzys Sakramentu Pokuty, jeśli zaniedbują Spowiedź sakramentalną całymi latami. Nikt nie powinien zadawać takiego gwałtu swojemu sumieniu katolickiemu, usypiać go i nawet bez Wielkanocnej Spowiedzi przystępować do Komunii Świętej. Jeśli przerażające zło dostrzegamy dzisiaj u innych, zdobywajmy się również na uczciwą ocenę swego sumienia przed Bogiem. Nie bądźmy podobni do faryzeuszów, którzy uważali się za sprawiedliwych, a tylko celników i pogan i drugich uważali za grzeszników! Czy wielu nie przychodzi do kościoła tylko ze zwyczaju, ze względów towarzyskich, po pociechę, po łaskę zdrowia cielesnego, powodzenia materialnego, nie odczuwając potrzeby odkupienia? Prawdziwa wiara ma wpływ na poprawę życia. Stąd Sakrament Pokuty jest ściś powiązany z Eucharystia. Sakrament Pokuty przygotowuje nas do godnego sprawowania i przyjęcia Eucharystii. Praktyka Spowiedzi jest normalnym objawem chrześcijańskiej pobożności. Stąd nie zaniedbujmy Spowiedzi, by nie udaremnić zamiaru Bożego względem siebie z wielkim zagrożeniem swej duszy, narażając się na utratę zbawienia wiecznego. Niektórzy tak zaniedbali się w praktyce Spowiedzi, że nie myślą o niej nawet w obliczu śmierci grożącej!
Potrzeba Spowiedzi
Spowiedź, wyznanie win, jest potrzebą serca ludzkiego. Ktoś powiedział, że gdyby Spowiedzi nie było, trzeba by ją było wymyślić. Słynny angielski powieściopisarz, poeta i działacz społeczny Gilbert K. Chesterton zmarły krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, za główną przyczynę swego nawrócenia na katolicyzm podał potrzebę Spowiedzi. Ludzie żyjący z dala od Boga i ci, którzy łamią Jego przykazania, wszyscy podświadomie czują potrzebę Spowiedzi, dlatego wymyślają różne jej namiastki. W nieświadomym poszukiwaniu Boga, wymyślają sobie jakąś formę spowiedzi na swoim własnym poziomie. I tak, ażeby w niektórych fabrykach podnieść wydajność, Amerykanie i Japończycy wprowadzili na użytek robotników "spowiedników świeckich": kto chce się uwolnić od swoich win za popełnione winy i z tym związanych kłopotów, wypowiada je człowiekowi.
Komunizm jest karykaturą religii i nie cofnął się przed deprawacją sumień ludzkich, wprowadzając pod terrorem coś w rodzaju katolickiej spowiedzi. Zobowiązywał winowajcę, by zgłosił się do politruka lub sędziego śledczego i sam przeprowadził przed nim samokrytykę, wyznał swe błędy i przewinienia popełnione przeciwko ideologii marksistowskiej, choć wszyscy wiedzą, że ideologia ta jest zbiorem kłamstw i podstępnym sposobem uciemiężenia człowieka. Dobrowolne pokajanie się miało zdruzgotać poczucie osobistej ludzkiej godności i wciągnąć nieszczęsną ofiarę do współpracy ze złem i do ciemiężenia drugich. Zapewnienie bezkarności, obietnica uniknięcia kary, a nawet awansu, to szczyt deprawacji!
A czymże są tak zwane "talk-shows" w telewizji, jak nie namiastką spowiedzi? W czasie seansu goście publicznie wyciągają ze swego wnętrza różne brudy moralne, ohydne sprawy, zaniedbania obowiązków po to, by uzyskać od słuchaczy i widzów "rozgrzeszenie", a w konsekwencji równowagę psychiczną i pokój. Ci, którzy nie mają odwagi przyznać się do swych słabości, błędów i win publicznie, korzystają z rubryki listów i porad w popularnych czasopismach. Jedną z nich jest słynna poradnia pod nazwą "Dear Abby." Pisanie do czasopism jest często okazją do "spowiedzi" i szukaniem "kierowników sumienia" u ludzi, którzy mają pomieszane pojęcie zła i dobra.
I wreszcie coraz więcej jest takich, którzy nie chcą uklęknąć przed kapłanem zastępującym Miłosiernego Chrystusa, co jakiś czas rozkładają się całą długością swego ciała na leżance psychoanalityka, aby rozwikłał ich problemy psychiczne, często owoc nieodpuszczonych grzechów.
Spowiedź, dziełem odkupienia
Serce człowieka roi się od przeróżnych złych namiętności. Jest ono ukrytym zbiornikiem niezliczonych win. Zbrodnie, przestępstwa, nadużycia podawane przez środki społecznego przekazu — radio, telewizję i prasę stanowią przysłowiowy
czubek góry lodowej. Przypomnę jeszcze raz słowa Marii Dąbrowskiej z jej powieści "Przygody człowieka myślącego": "Gdybyśmy wiedzieli ilu wykroczeń jesteśmy winni, to nikt nie byłby w stanie znieść życia, tak mało w nas niewinności."
Sam człowiek nie zepchnie swych grzechów do podświadomości, jak brudu pod dywan. Nie usunie ich z oczu kompletnie. Nie odpuszczone, odezwą się psychozą, nerwicą, lekiem, albo koszmarnym snem. Nie zazna człowiek prawdziwego pokoju, równowagi ducha. Nie będzie się cieszył życiem jak dziecko. Prędzej czy później będzie musiał się zająć swoimi winami. Ale własne pomysły pozbycia się grzechów też nie pomogą. To tylko namiastki Spowiedzi. W końcu musimy szukać ucieczki w Bogu i odkupienia u Chrystusa, który nas zapewnia: "Pokój mój daję wam. Nie tak jak świat daje, Ja wam daję." Chrystus ustanowił Sakrament Pokuty, jako owoc swego odkupienia dla naszego ratunku.
Nie udaremniajmy więc zamiaru Bożego. Nie lekceważmy planu odkupienia. Chrzest dał nam łaskę dziecięctwa Bożego. Sakrament Pokuty daje nam sposobność nawrócenia się i duchowej odnowy. Prędzej się jednak nie nawrócimy, jeśli nie spostrzeżemy, żeśmy pomylili drogę, zbłądzili, przekroczyli przykazania Boże, że jesteśmy grzeszni.
Nie myślmy o tym "co kapłan sobie o nas pomyśli." On też jest istotą ułomną i potrzebuje odkupienia. W nim spotykamy Chrystusa, który udzielił mu władzy odpuszczania grzechów. Nie przejmujmy się w ludzki sposób swoimi grzechami, ale zaufajmy Miłosierdziu Bożemu. Cieszmy się tym, że Spowiedź otwiera nam drogę do Serca Jezusowego, do Jego przebaczającej miłości. W Sakramencie Pokuty Jezus przekazuje nam swą zwycięską moc zmartwychwstania. Wierzmy całym sercem i duszą, że "On jest zmartwychwstaniem i życiem," i w Jego sakramentalnym rozgrzeszeniu otrzymamy zapewnienie: Zaprawdę powiadam ci, że jeśli będziesz we Mnie wierzył, przyjmę cię do raju, wprowadzę do domu Ojca, gdzie mieszkań jest wiele. Uprzedziłem cię do nieba, aby przygotować ci miejsce wiecznego szczęścia.
UZNAJMY PRZEZ SPOWIEDŹ, ŻE JESTEŚMY GRZESZNI
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
11 marzec, 1990
UZNAJMY PRZEZ SPOWIEDŹ, ŻE JESTEŚMY GRZESZNI
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
"Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!" — powiedział Jezus do Samarytanki gdy przyszła czerpać wodę ze studni. Słowa te sprowokowały przedziwne wyznanie: "Nie mam męża." Na to Jezus: "Dobrze powiedziałaś: nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten którego masz teraz, nie jest twoim mężem." Samarytanka była zaskoczona i zdziwiona odkryciem tajemnicy swego prywatnego życia. Biorąc więc nieznanego Człowieka za jasnowidza, rzekła: "Panie, widzę, że jesteś prorokiem." I usiłowała szybko zmienić krępujący ją temat rozmowy pytając: Kto właściwie ma rację, czy wy Żydzi, którzy sprawujecie służbę Bożą w Jerozolimie czy my, Samarytanie, którzy czcimy Boga na górze Garizim (por. J 4)?
Nie wnikając w spór między Żydami i Samarytanami, zwróćmy uwagę na wszechwiedzę Boską Jezusa Chrystusa. Święty Paweł Apostoł mówi, że słowo Boże "jest skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek" (Hbr 12 n).
Jest więc niemożliwą rzeczą i dla naszego zbawienia niebezpieczną ukrywać przed Bogiem nasze popełnione winy i grzechy. Wielki Post przypomina nam, że przed Bogiem dusza nasza jest zawsze obnażona. Niech ta prawda pobudzi nas do praktykowania częstego rachunku sumienia, szczerego żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy, zaniedbanej praktyki spowiedzi i zadośćuczynienia Panu Bogu i bliźnim.
Kościół zachęca nas do szczerości wobec Boga na początku każdej Mszy świętej. Posłużę się tym wezwaniem kapłana i zapowiadam temat pogadanki:
UZNAJMY PRZEZ SPOWIEDŹ, ŻE JESTEŚMY GRZESZNI
Znak miłosierdzia Bożego
Kto z nas nie słyszał o świątobliwym włoskim stygmatyku, o Ojcu Pio, króry przez trzydzieści lat nosił na swym ciele odnawiające się podczas Mszy świętej rany
Pana Jezusa. Ten niedawno zmarły zakonnik, kapucyn, otrzymał od Boga inny jeszcze nadzwyczajny charyzmat, a mianowicie dar czytania w sumieniach ludzkich. Ten charyzmat był darem wielkiego miłosierdzia Bożego. Niech pobudzi i nas do głębokiej refleksji i oceny wartości moralnej czynów w naszym życiu i do starannego przygotowania do Sakramentu Pokuty.
Maria Winowska w swojej pięknej książce "Prawdziwe oblicze Ojca Pio" (Londyn, Yeritas, 1965) przytacza cały szereg przykładów, które uczą poznać właściwe znaczenie Spowiedzi. Oto jeden z nich.
Pewien kupiec z Pizy zgłosił się do Ojca Pio z prośbą o uzdrowienie jego cór Tymczasem Padre Pio spojrzał na niego samego z uwagą i rzekł: "Jesteś ciężej chory od swojej córki. Widzę cię umarłym." Biedak zbladł i wyszeptał: "Ależ ni ależ nie, czuję się zupełnie dobrze." — "Nieszczęsny człowiecze!" — zawo Ojciec Pio. "Jak możesz czuć się dobrze z tylu grzechami na sumieniu? Widzę najmniej 32!" Możemy wyobrazić sobie zdumienie kupca. Po spowiedzi opowia każdemu kto chciał go słuchać: "Wszystko wiedział z góry! Wszystko mi powie dział!" (str. 35).
Święty Augustyn mówi, że każdy człowiek wnosi w swe otoczenie atmosfę albo świętości albo diabelstwa, zależnie od tego czy jest w stanie łaski czy w stan grzechu ciężkiego.
Otóż pewien człowiek, wplątany w stosunki z przestępcami, towarzyszył swojej żonie do San Giovanni Rotondo, miejscowości, gdzie działał Ojciec Pio. Udając pielgrzyma, chciał pozbyć się swojej żony. Postanowił ją zamordować, stwarzając pozory samobójstwa. Pielgrzymka miała zatrzeć ślady zbrodni w oczach jego rodziny. Był to bezbożnik, który nie wierzył ani w Boga ani w diabła. Bez najmniejszego wzruszenia poszedł do zakrystii, żeby, jak mówił, zobaczyć "ten charakterystyczny okaz histerii." Padre Pio był w trakcie rozmowy z zakonnikami, ale gdy go spostrzegł, podszedł, schwycił go za ramię i pchnął ku drzwiom, wołając: "Precz stąd! Nie wolno ci plamić krwią swych dłoni! Precz!" Obecni byli przerażeni. Nieszczęśnik uciekał w najwyższej trwodze, jakby go gonił sam szatan. Bóg jeden wie, co się działo w jego duszy w ciągu nocy. Wiedział też Ojciec Pio. Nazajutrz po Mszy świętej ten człowiek padł do nóg Ojca Pio, który tym razem przyjął go z miłością, wyspowiadał i udzielił mu rozgrzeszenia, po czym uściskał go czule. Przed odejściem spytał niespodzianie: "Pragnąłeś zawsze mieć dzieci, prawda?" Mężczyzna spojrzał na niego zdumiony. "Tak — odparł — bardzo pragnąłem." "Więc nie obrażaj już Boga, a syn ci się narodzi." W rok potem przyjechali oboje, aby ochrzcić dziecko (str. 36-37).
Konieczność przygotowania do Spowiedzi
Jakże często zaniedbujemy rachunek sumienia. Biegniemy do Spowiedzi w ostatniej minucie, żeby nie czekać przy konfesjonale, ale też bez należytego przygotowania i rachunku sumienia.
Pisarka nasza, Maria Winowska była świadkiem następującej sceny. Usłyszała nagle trzask okienka konfensjonału i surową naganę: "Idź precz, nie mam dla ciebie czasu!" Naganę tę skierował Ojciec Pio do rozszlochanej, jasnowłosej dziewczyny. Pisarka doznała pewnego wstrząsu. Przecie ta mała dała dowód odwagi, przychodząc tutaj. I ma odejść zrozpaczona? Pisarka przeprowadzała ją współczującym spojrzeniem, a dziewczyna nie przestawała szlochać, jakby jej serce miało pęknąć. Tymczasem Ojciec Pio znowu przechylał się w konfesjonale to w prawo, to w lewo. Nie miał czasu do stracenia wobec tej czyhającej ciżby. Dziewczyna próbuje przecisnąć się znowu. Jakaś kobieta czekająca w kolejce odpycha ją. Dopiero wtedy wycofuje się, by wyjść z kościoła.
— "Biedactwo, nie zrażaj się!" — rzekł do niej dyżurny zakonnik. Następuje krótka wymiana zdań. Dziewczyna podnosi głowę, uśmiecha się przez łzy. — "Dziękuję, Ojcze!" — pochyla się, całuje go w rękę i wraca do kościoła.
Winowska podeszła do dyżurnego zakonnika i zapytała: — "Jak to możliwe, ojcze, by Ojciec Pio odpędzał w ten sposób penitentkę? Uważam, że trochę za ostro!''
Zakonnik popatrzył na nią. Po akcencie od razu poznał cudzoziemkę i wyjaśnił: — "Bo widzi pani, Padre Pio czyta w sumieniach ludzkich jak w otwartej księdze i odpędza tych, którzy są źle usposobieni." — "A jeśli oni nie wrócą?" — "Niech pani będzie o to spokojna. Nie odprawiłby tych, którzy nie mają wrócić. Do obmycia serca potrzebny jest jeszcze deszcz łez. Dobry lekarz nie waha się przed użyciem skalpelu. Niech się pani o tę dziewczynę nie boi. Przyszła tu z ciekawości. Nieraz kobiety przychodzą tylko z ciekawości. Padre Pio wyczuwa to. Nie chce, aby przychodziły do spowiedzi po to, aby go zobaczyć. Spowiedź, to zupełnie co innego. Za dwa, trzy dni ta dziewczyna wróci, ale przygotowana. Myśli pani, że Padre Pio już teraz nie modlił się za nią? Trzeba czasu, żeby łaska podziałała (str. 34-35).
Długoletnie zaniedbanie praktyk religijnych
Pewien mężczyzna chełpił się przed ludźmi, że 35 lat nie był w kościele. Według jego własnych słów, żył jak potępieniec. Pewnego razu spotkał jedną z córek duchownych Ojca Pio. Powiedziała mu: "Niech pan idzie do San Giovanni Rotondo, zobaczy pan dopiero." Myśl pojechania do Ojca Pio drążyła go odtąd jak wiertarka, świdrowała i świdrowała, aż się tam udał. Z trudnością znalazł nocleg, takie było w miasteczku przepełnienie. Źle spał. Było gorąco. Rozmyślał o swoich grzechach. Nigdy nie przyjrzał się im dotąd z bliska. Defilowały jedne za drugimi, aż pot z niego spływał. Godzina druga w nocy, a tu jak nie rozdzwonią się budziki ze wszystkich stron! Co miał robić! Wstał, tak jak inni. Klął na czym świat stoi, bo lubił wygodę i sen. Poszedł za innymi do kościoła. Słuchał z innymi Mszy świętej Ojca Pio. Ludzie płakali ze wzruszenia, tak głęboko przeżywali Najświętszą Ofiarę, podczas której stygmaty Ojca Pio krwawiły.
Po Mszy świętej poszedł za innymi do zakrystii, bez woli, jak automat. Chciał zobaczyć Ojca Pio z bliska, i te jego rany. Stygmatyk od razu do niego podszedł 1 Pyta: "Nie czujesz ręki Boga na głowie?" Ledwo wybąkał: Niech Ojciec przyjmie moją spowiedź!" "Chodź" — usłyszał zaproszenie. Zaledwie ukląkł, poczuł, że ma głowę pustą jak garnek. Ani rusz nie mógł przypomnieć sobie swoich grzechów. Wydawało mu się, że je widzi zwalone na kupę jak błoto, ale przypomnieć sobie każdy z osobna, jak tej nocy, ani rusz nie mógł. Od czego zacząć, Ojciec chwilę czekał, a potem mówi: "Śmiało! Alboż nie powiedziałeś mi wszystkiego podczas Mszy świętej? Jakże to było . . .?" I wyliczaniu wszystkie jego grzechy. Wszystkie! Takie, o których nikt nie wiedział. Takie, o których sam zapomniał. A on nic, tylko wciąż powtarza: "Tak, Ojcze duchowny!" I udzielił mu rozgrzeszenia. Penitent czuł się jak nowonarodzone dziecko. Był taki lekki. Śpiewało mu w duszy. "Dziękuj Madonnie!" — powiedział Ojciec Pio i zostawił go zalanego uczuciem szczęścia (str. 37-39).
Kto zaniedbuje nawet Spowiedź wielkanocną i odkłada praktykę Spowiedzi przez całe lata, nie może prowadzić chrześcijańskiego życia. Niestety, obecnie obserwujemy z bólem zaniedbywanie praktyki sakramentalnej Pokuty. Tymczasem praktykowanie wiary chrześcijańskiej — to uznanie w najgłębszy sposób potrzeby pojednania, jaką Bóg daje nam w Sakramencie Pokuty. Wiara katolicka ułatwiona, bez trudu Spowiedzi, to wiara okaleczona i zafałszowana. Spowiedź sakramentalna, wyznawanie grzechów swoich, przeżywanie Sakramentu Pokuty prowadzi do tajemnicy wielkanocnej radości zgotowanej nam przez Zbawiciela. Nie poprzestawajmy więc na osobistym, modlitewnym żalu za grzechy ani na ogólnym wyznaniu, że jesteśmy grzeszni na początku Mszy świętej, czy też w czasie nabożeństwa pokutnego. Sakrament pokuty jest darem zmartwychwstałego Pana. Sakrament ten jedna nas z Bogiem i pomaga do pojednania z bliźnimi, przynosi nam pokój, radość i pewność, żeśmy uzyskali odpuszczenie grzechów. Wyznając na Spowiedzi swoje grzechy, głosimy chwałę Boga i wyznajemy wiarę w ogrom Jego miłosierdzia, że Bóg przebacza wszystkie grzechy. Ze Spowiedzią łączmy przede wszystkim uwielbienie Boga i wyznanie wiary, która jest fundamentem i korzeniem naszego usprawiedliwienia. Spowiedź jest prawdziwie wielkanocnym Sakramentem i niesie nam wielkanocna radość i pokój.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
11 marzec, 1990
UZNAJMY PRZEZ SPOWIEDŹ, ŻE JESTEŚMY GRZESZNI
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
"Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!" — powiedział Jezus do Samarytanki gdy przyszła czerpać wodę ze studni. Słowa te sprowokowały przedziwne wyznanie: "Nie mam męża." Na to Jezus: "Dobrze powiedziałaś: nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten którego masz teraz, nie jest twoim mężem." Samarytanka była zaskoczona i zdziwiona odkryciem tajemnicy swego prywatnego życia. Biorąc więc nieznanego Człowieka za jasnowidza, rzekła: "Panie, widzę, że jesteś prorokiem." I usiłowała szybko zmienić krępujący ją temat rozmowy pytając: Kto właściwie ma rację, czy wy Żydzi, którzy sprawujecie służbę Bożą w Jerozolimie czy my, Samarytanie, którzy czcimy Boga na górze Garizim (por. J 4)?
Nie wnikając w spór między Żydami i Samarytanami, zwróćmy uwagę na wszechwiedzę Boską Jezusa Chrystusa. Święty Paweł Apostoł mówi, że słowo Boże "jest skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek" (Hbr 12 n).
Jest więc niemożliwą rzeczą i dla naszego zbawienia niebezpieczną ukrywać przed Bogiem nasze popełnione winy i grzechy. Wielki Post przypomina nam, że przed Bogiem dusza nasza jest zawsze obnażona. Niech ta prawda pobudzi nas do praktykowania częstego rachunku sumienia, szczerego żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy, zaniedbanej praktyki spowiedzi i zadośćuczynienia Panu Bogu i bliźnim.
Kościół zachęca nas do szczerości wobec Boga na początku każdej Mszy świętej. Posłużę się tym wezwaniem kapłana i zapowiadam temat pogadanki:
UZNAJMY PRZEZ SPOWIEDŹ, ŻE JESTEŚMY GRZESZNI
Znak miłosierdzia Bożego
Kto z nas nie słyszał o świątobliwym włoskim stygmatyku, o Ojcu Pio, króry przez trzydzieści lat nosił na swym ciele odnawiające się podczas Mszy świętej rany
Pana Jezusa. Ten niedawno zmarły zakonnik, kapucyn, otrzymał od Boga inny jeszcze nadzwyczajny charyzmat, a mianowicie dar czytania w sumieniach ludzkich. Ten charyzmat był darem wielkiego miłosierdzia Bożego. Niech pobudzi i nas do głębokiej refleksji i oceny wartości moralnej czynów w naszym życiu i do starannego przygotowania do Sakramentu Pokuty.
Maria Winowska w swojej pięknej książce "Prawdziwe oblicze Ojca Pio" (Londyn, Yeritas, 1965) przytacza cały szereg przykładów, które uczą poznać właściwe znaczenie Spowiedzi. Oto jeden z nich.
Pewien kupiec z Pizy zgłosił się do Ojca Pio z prośbą o uzdrowienie jego cór Tymczasem Padre Pio spojrzał na niego samego z uwagą i rzekł: "Jesteś ciężej chory od swojej córki. Widzę cię umarłym." Biedak zbladł i wyszeptał: "Ależ ni ależ nie, czuję się zupełnie dobrze." — "Nieszczęsny człowiecze!" — zawo Ojciec Pio. "Jak możesz czuć się dobrze z tylu grzechami na sumieniu? Widzę najmniej 32!" Możemy wyobrazić sobie zdumienie kupca. Po spowiedzi opowia każdemu kto chciał go słuchać: "Wszystko wiedział z góry! Wszystko mi powie dział!" (str. 35).
Święty Augustyn mówi, że każdy człowiek wnosi w swe otoczenie atmosfę albo świętości albo diabelstwa, zależnie od tego czy jest w stanie łaski czy w stan grzechu ciężkiego.
Otóż pewien człowiek, wplątany w stosunki z przestępcami, towarzyszył swojej żonie do San Giovanni Rotondo, miejscowości, gdzie działał Ojciec Pio. Udając pielgrzyma, chciał pozbyć się swojej żony. Postanowił ją zamordować, stwarzając pozory samobójstwa. Pielgrzymka miała zatrzeć ślady zbrodni w oczach jego rodziny. Był to bezbożnik, który nie wierzył ani w Boga ani w diabła. Bez najmniejszego wzruszenia poszedł do zakrystii, żeby, jak mówił, zobaczyć "ten charakterystyczny okaz histerii." Padre Pio był w trakcie rozmowy z zakonnikami, ale gdy go spostrzegł, podszedł, schwycił go za ramię i pchnął ku drzwiom, wołając: "Precz stąd! Nie wolno ci plamić krwią swych dłoni! Precz!" Obecni byli przerażeni. Nieszczęśnik uciekał w najwyższej trwodze, jakby go gonił sam szatan. Bóg jeden wie, co się działo w jego duszy w ciągu nocy. Wiedział też Ojciec Pio. Nazajutrz po Mszy świętej ten człowiek padł do nóg Ojca Pio, który tym razem przyjął go z miłością, wyspowiadał i udzielił mu rozgrzeszenia, po czym uściskał go czule. Przed odejściem spytał niespodzianie: "Pragnąłeś zawsze mieć dzieci, prawda?" Mężczyzna spojrzał na niego zdumiony. "Tak — odparł — bardzo pragnąłem." "Więc nie obrażaj już Boga, a syn ci się narodzi." W rok potem przyjechali oboje, aby ochrzcić dziecko (str. 36-37).
Konieczność przygotowania do Spowiedzi
Jakże często zaniedbujemy rachunek sumienia. Biegniemy do Spowiedzi w ostatniej minucie, żeby nie czekać przy konfesjonale, ale też bez należytego przygotowania i rachunku sumienia.
Pisarka nasza, Maria Winowska była świadkiem następującej sceny. Usłyszała nagle trzask okienka konfensjonału i surową naganę: "Idź precz, nie mam dla ciebie czasu!" Naganę tę skierował Ojciec Pio do rozszlochanej, jasnowłosej dziewczyny. Pisarka doznała pewnego wstrząsu. Przecie ta mała dała dowód odwagi, przychodząc tutaj. I ma odejść zrozpaczona? Pisarka przeprowadzała ją współczującym spojrzeniem, a dziewczyna nie przestawała szlochać, jakby jej serce miało pęknąć. Tymczasem Ojciec Pio znowu przechylał się w konfesjonale to w prawo, to w lewo. Nie miał czasu do stracenia wobec tej czyhającej ciżby. Dziewczyna próbuje przecisnąć się znowu. Jakaś kobieta czekająca w kolejce odpycha ją. Dopiero wtedy wycofuje się, by wyjść z kościoła.
— "Biedactwo, nie zrażaj się!" — rzekł do niej dyżurny zakonnik. Następuje krótka wymiana zdań. Dziewczyna podnosi głowę, uśmiecha się przez łzy. — "Dziękuję, Ojcze!" — pochyla się, całuje go w rękę i wraca do kościoła.
Winowska podeszła do dyżurnego zakonnika i zapytała: — "Jak to możliwe, ojcze, by Ojciec Pio odpędzał w ten sposób penitentkę? Uważam, że trochę za ostro!''
Zakonnik popatrzył na nią. Po akcencie od razu poznał cudzoziemkę i wyjaśnił: — "Bo widzi pani, Padre Pio czyta w sumieniach ludzkich jak w otwartej księdze i odpędza tych, którzy są źle usposobieni." — "A jeśli oni nie wrócą?" — "Niech pani będzie o to spokojna. Nie odprawiłby tych, którzy nie mają wrócić. Do obmycia serca potrzebny jest jeszcze deszcz łez. Dobry lekarz nie waha się przed użyciem skalpelu. Niech się pani o tę dziewczynę nie boi. Przyszła tu z ciekawości. Nieraz kobiety przychodzą tylko z ciekawości. Padre Pio wyczuwa to. Nie chce, aby przychodziły do spowiedzi po to, aby go zobaczyć. Spowiedź, to zupełnie co innego. Za dwa, trzy dni ta dziewczyna wróci, ale przygotowana. Myśli pani, że Padre Pio już teraz nie modlił się za nią? Trzeba czasu, żeby łaska podziałała (str. 34-35).
Długoletnie zaniedbanie praktyk religijnych
Pewien mężczyzna chełpił się przed ludźmi, że 35 lat nie był w kościele. Według jego własnych słów, żył jak potępieniec. Pewnego razu spotkał jedną z córek duchownych Ojca Pio. Powiedziała mu: "Niech pan idzie do San Giovanni Rotondo, zobaczy pan dopiero." Myśl pojechania do Ojca Pio drążyła go odtąd jak wiertarka, świdrowała i świdrowała, aż się tam udał. Z trudnością znalazł nocleg, takie było w miasteczku przepełnienie. Źle spał. Było gorąco. Rozmyślał o swoich grzechach. Nigdy nie przyjrzał się im dotąd z bliska. Defilowały jedne za drugimi, aż pot z niego spływał. Godzina druga w nocy, a tu jak nie rozdzwonią się budziki ze wszystkich stron! Co miał robić! Wstał, tak jak inni. Klął na czym świat stoi, bo lubił wygodę i sen. Poszedł za innymi do kościoła. Słuchał z innymi Mszy świętej Ojca Pio. Ludzie płakali ze wzruszenia, tak głęboko przeżywali Najświętszą Ofiarę, podczas której stygmaty Ojca Pio krwawiły.
Po Mszy świętej poszedł za innymi do zakrystii, bez woli, jak automat. Chciał zobaczyć Ojca Pio z bliska, i te jego rany. Stygmatyk od razu do niego podszedł 1 Pyta: "Nie czujesz ręki Boga na głowie?" Ledwo wybąkał: Niech Ojciec przyjmie moją spowiedź!" "Chodź" — usłyszał zaproszenie. Zaledwie ukląkł, poczuł, że ma głowę pustą jak garnek. Ani rusz nie mógł przypomnieć sobie swoich grzechów. Wydawało mu się, że je widzi zwalone na kupę jak błoto, ale przypomnieć sobie każdy z osobna, jak tej nocy, ani rusz nie mógł. Od czego zacząć, Ojciec chwilę czekał, a potem mówi: "Śmiało! Alboż nie powiedziałeś mi wszystkiego podczas Mszy świętej? Jakże to było . . .?" I wyliczaniu wszystkie jego grzechy. Wszystkie! Takie, o których nikt nie wiedział. Takie, o których sam zapomniał. A on nic, tylko wciąż powtarza: "Tak, Ojcze duchowny!" I udzielił mu rozgrzeszenia. Penitent czuł się jak nowonarodzone dziecko. Był taki lekki. Śpiewało mu w duszy. "Dziękuj Madonnie!" — powiedział Ojciec Pio i zostawił go zalanego uczuciem szczęścia (str. 37-39).
Kto zaniedbuje nawet Spowiedź wielkanocną i odkłada praktykę Spowiedzi przez całe lata, nie może prowadzić chrześcijańskiego życia. Niestety, obecnie obserwujemy z bólem zaniedbywanie praktyki sakramentalnej Pokuty. Tymczasem praktykowanie wiary chrześcijańskiej — to uznanie w najgłębszy sposób potrzeby pojednania, jaką Bóg daje nam w Sakramencie Pokuty. Wiara katolicka ułatwiona, bez trudu Spowiedzi, to wiara okaleczona i zafałszowana. Spowiedź sakramentalna, wyznawanie grzechów swoich, przeżywanie Sakramentu Pokuty prowadzi do tajemnicy wielkanocnej radości zgotowanej nam przez Zbawiciela. Nie poprzestawajmy więc na osobistym, modlitewnym żalu za grzechy ani na ogólnym wyznaniu, że jesteśmy grzeszni na początku Mszy świętej, czy też w czasie nabożeństwa pokutnego. Sakrament pokuty jest darem zmartwychwstałego Pana. Sakrament ten jedna nas z Bogiem i pomaga do pojednania z bliźnimi, przynosi nam pokój, radość i pewność, żeśmy uzyskali odpuszczenie grzechów. Wyznając na Spowiedzi swoje grzechy, głosimy chwałę Boga i wyznajemy wiarę w ogrom Jego miłosierdzia, że Bóg przebacza wszystkie grzechy. Ze Spowiedzią łączmy przede wszystkim uwielbienie Boga i wyznanie wiary, która jest fundamentem i korzeniem naszego usprawiedliwienia. Spowiedź jest prawdziwie wielkanocnym Sakramentem i niesie nam wielkanocna radość i pokój.
POKOLENIE LUDZI BEZ POCZUCIA WINY
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
4 marzec, 1990
POKOLENIE LUDZI BEZ POCZUCIA WINY
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W telewizji amerykańskiej są dziś popularne "Talk- Shows" — dyskusyjne programy z licznym audytorium, których tematami są sprawy najbardziej kontrowersyjne, wstydliwe i żenujące, jak na przykład: dopasowanie seksualne przed małżeństwem, metody zapobiegające ciąży, trójkąty małżeńskie, okrucieństwa, obrzezanie, choroby weneryczne, epidemia AIDS. . . Rozbudzana sensacja, dostosowanie do upodobań publiczności i opinii, bez liczenia się z głosem moralności chrześcijańskiej, zapewniają tym programom popularność. Ponadto dyskutanci szukają taniej sławy i bez żenady odsłaniają swe słabości, nałogi i brudy moralne. Nie czują swej odpowiedzialności przed Bogiem i społeczeństwem, jakby nie mieli żadnego poczucia winy i grzechu. Interesuje ich własna korzyść i użycie. Nie przejmują się krzywdami, które wyrządzają drugim.
Talk-Shows są zwierciadłem obyczajowości nowego pokolenia, któremu imponuje swoboda nieskrępowana, a nawet rozwiązłość moralna. Pokolenie to uważa się nawet za awangardę ogólnoludzkiej cywilizacji bez moralności, w której wszystko ma być dozwolone, za nic nie będzie się odpowiadało, zwłaszcza w dziedzinie seksualnej. Znamiennym zjawiskiem jest na przykład taki fakt, że gdy Michaił Gorbaczow ogłosił pieriestrojke i głastność, Amerykanie skwapliwie poczęli wysyłać do Rosji miejscowy produkt "Playboy'a", jakby Rosji brakowało zgorszeń.
W dzisiejszej pogadance poruszę temat poczucia winy. Tytuł jej brzmi:
POKOLENIE LUDZI BEZ POCZUCIA WINY
Zanik poczucia winy i odpowiedzialności
Już arcybiskup Fulton Sheen, słynny katolicki kaznodzieja radiowy i telewizyjny, zwracał uwagę, że współczesne pokolenie Amerykanów nie uznaje grzechu i uważa się za ludzi bez zarzutu, nie skażonych grzechem pierworodnym — "niepokalanie poczętych" — i nie popełniających grzechów ani osobistych ani zbiorowych. Ale spośród szeregu prezydentów Stanów Zjednoczonych, Abraham Lincoln miał odwagę znać niesprawiedliwość i zbiorową winę narodu za trzymanie murzynów w niewoli i wyzysk nieludzki. W jednym ze swoich wystąpień w Waszyngtonie arcybiskup Fulton Sheen powitał słuchaczy tytułem: "My fellow sinners"! — "Moi współgrzesznicy"! A witając prezydenta J. Cartera i jego małżonkę powiedział, że ich również obejmuje tym tytułem. Carterowie jako wierzący przyjęli to uśmiechem.
Brak poczucia winy wypływa z braku uznawania Boga, stąd dzisiejsze pokolenie z trudem odróżnia dobro od zła. Nie widzi w sobie zła i tego zła nie nazywa grzechem. Grzech jest pojęciem religijnym. Ludzie religijni, wierzący w Boga, rozpanoszone zło nazywają grzechem, obrazą Bożą.
Skłonność do uniewinniania się posiadamy wszyscy. Prorok Natan musiał uciec się do podstępu, żeby wykazać królowi Dawidowi grzech cudzołóstwa i zabójstwa. Opowiedział mu o zamożnym gospodarzu, który posiadał tysiące owiec, ale złakomił się na jedyną owieczkę biedaka i zabrał mu ją. Ta krzycząca niesprawiedliwość wywołała gniew w duszy Dawida. Zażądał, by została surowo ukarana. Dopiero wtedy prorok Natan powiedział królowi, że to on tak postąpił z żoną Uriasza, gdy wobec jej męża dopuścił się morderstwa, bo celowo kazał go opuścić w najcięższym boju.
Tragedią naszych czasów jest zanik poczucia grzechu i odpowiedzialności przed Bogiem, utrata wrażliwości sumienia i życie w prawdziwym mroku duszy. Zło nazywa się pomyłką lub pechem. Hitlerowcy i komuniści za "grzech" uznawali tylko wystąpienie przeciwko ich partyjnej ideologii, a za frazeologią partyjną rozpętali morze zła i zbrodni najpotworniejszych. Żądali, by wszyscy przyjęli ich punkt widzenia oraz ich system uszczęśliwiania ludzkości. Najpotworniejsze zbrodnie i krzywdy wyrządzane drugim w imię ideologii nie uważali za zło, ale za absolutnie konieczną robotę służącą jako środek do zamierzonego celu.
Zaniedbania moralne
Ludzie uważają się za bezgrzesznych, a zla jest dużona swiecie. Jest go coraz więcej. Poznajemy je po owocach, po milionach ludzi nieszczęśliwych, którzy padli ofiarą pijaństwa, narkomanii, pornografii, wyuzdania seksualnego. Jakże wiele jest ludzi, którzy zmarnowali życie własne a nierzadko życie swoich żon, mężów, dzieci, znajomych. W postawie dzisiejszych ludzi tkwi jakaś tajemnicza zapowiedź klęski, ogólnej katastrofy, jeśli pokolenie dzisiejsze nie zatrzyma się nad przepaścią i nie powróci do Boga. Bóg, Stwórca nasz i Ojciec, ostrzega przed zgnilizną moralną, skutkami grzechu, tak jak ból zęba ostrzega przed jego próchnicą. Ból zęba nie jest karą. Skutki grzechu też nie są jeszcze karą, lecz miłosierny m ostrzeżeniem, sygnałem alarmowym, żeby nie lekceważyć ani zła fizycznego ani zła moralnego. Jeśli bowiem kto zaniedba swe uzębienie, może popsuć sobie cały system trawienny. Kto lekceważy grzech, może stracić zdrowie moralne.
Powrót do prawa Bożego
Podstawa porządku, ładu, zarówno w świecie fizycznym jak i moralnym jes Bóg i Jego prawo. Święty Jan Apostoł upomina: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy . . . Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Boga kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Każdy, kto dopuszcza się bezprawia, grzeszy . . . Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy kto się narodził z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże (to jest łaska uświęcająca) . . . Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła" (I J l, 8-10; 3, 4-10).
Filozof duński S. Kierkegaard mówił, że Sokrates, jeden z najszlachetniejszych ludzi na świecie, będąc poganinem nie umiał sobie poradzić z osądzeniem i "nazwaniem siebie samego". Brakowało mu bowiem jasnego określenia grzechu. Filozofia, która z tego określenia rezygnuje, jak na przykład filozofia marksistowska, może jakiś czas uwodzić łatwowiernych utopijną wizją raju na ziemi i ludzi podobnych do aniołów. Nagły rozpad komunizmu w tych ostatnich miesiącach jest dla całego świata lekcją poglądową. Każda wizja nie oparta na prawie Bożym sprowadza żałosne spustoszenia.
Pisarz francuski Albert Camus, człowiek niewierzący, szczerze jednak poszukujący prawdy, powiedział: "Nie ma ludzi niewinnych. Wszyscy jesteśmy winni". Rzeczywiście, choćby jeden tylko człowiek na ziemi żył w nędzy, albo tylko jeden naród był pozbawiony praw, cała ludzkość ponosi za to winę.
"Zapłatą za grzech jest śmierć" — mówi święty Paweł Apostoł (Rz 6, 23). Trzeba nowego aktu stwórczego ze strony Boga, żeby wrócić życie duszy. W przeciwnym razie śmierć duszy skończyłaby się śmiercią wieczną i wiecznym rozstaniem z Bogiem, co jest największym nieszczęściem dla człowieka. Bóg przez usta proroka Jeremiasza tak mówi do duszy grzesznika: "Twoja niegodziwość cię karze, a twoje niewierności cię osądzają. Wiedz zatem i przekonaj się jak przewrotne i pełne goryczy jest to, że opuściłeś Pana, Boga swego, a nie odczuwałeś lęku przede Mną" (Jer 2, 19).
Ratunek w Bogu
Od zgnilizny moralnej i upadku naszej cywilizacji uratować może nas tylko Bóg i powrót do Jego przykazań. Po katastrofie drugiej wojny światowej, zwłaszcza po słynnym procesie w Norymberdze, gdzie wymierzano sprawiedliwość zbrodniarzom hitlerowskich za grzechy ludobójstwa, świat cywilizowany mniemał, że przywrócono mu równowagę. Spostrzeżono jednak już wtedy swoją bezradność w określaniu granicy win i ciężaru kary. Zabrakło bowiem prawdziwej miary czynów ludzkich, zabrakło Boga, któremu podlegają zarówno zbrodniarze i ich ofiary. A przed tą najwyższą sprawiedliwością Boga my wszyscy, chociaż w różnej mierze, stać musimy w poczuciu winy.
W swoich "Przygodach człowieka myślącego" powieściopisarka polska Maria Dąbrowska każe bohaterowi Tomyskiemu mówić: "Ach, Joanka, gdybyśmy wiedzieli, ilu rzeczy jesteśmy winni, to nikt nie byłby znieść życia, tak mało w każdym niewinności". Zaś bohater noweli T. Różewicza "Tarcza z pajęczyny" takie snuje rozważania: "Należę chyba do ostatniego pokolenia, które jeszcze 'grzeszyło'; które rozróżniało dobro i zło i było gotowe pokutować za 'grzechy'. Pokolenia, które idą PO nas, nie znoszą pokuty, ponieważ nie wiedzą, co to jest grzech".
Człowiek nie wywikła się inaczej z grzechu i zła, jak tylko z pomocą Boga. Gdy bowiem człowiek pozostaje sam ze swoim złem, to ono go zniszczy. Gdy jednak pozwoli na to, żeby sumienie go przynaglało, to chociaż go ono zawstydza, jednak z drugiej strony ratuje i w Bogu ocala. I dopiero wówczas rozumiemy jak wielkim darem jest religia i Bóg, który poprzez głos sumienia zabiega nam drogę i ostrzega
przed złem. Stwierdzamy wtedy, że nikt inny nam pomóc nie może, tylko On. W tym leży wielkość naszej religii, naszej wiary chrześcijańskiej. Tak oto Bóg, dla tego ziarenka prochu, jakim jest człowiek, ma tyle miłości, że z najbardziej zdeprawowanego człowieka, z ludzkiego "zera", jak to nieraz złośliwie określamy, potra sobie uczynić dom i pragnie w nim zamieszkać.
Dziś Bóg wota na nas
Dziś, u progu Wielkiego Postu, kiedy rozważamy wielką miłość Boga do nas, że oto posłał na świat swego Syna nie po to, aby nas potępić, ale zbawić, ocalić, samo imię Jezus — Bóg zbawia — jest dla nas grzesznych radosną nowiną. On ratuje każdego z nas. Swe miłosierne wołanie kieruje do każdego z nas: uznaj swój grzech. Poczucie winy i poczucie odpowiedzialności przed Bogiem nie jest chorobą, ale jękiem udręczonej grzechami duszy. Utrata poczucia winy i zagłuszenie całkowite sumienia świadczą o oderwaniu duszy od Boga. Nieznajomość swych win i grzechów hamuje prawdziwy postęp, zamyka drogę do ideałów, odczłowiecza, degraduje nas, niszczy plan Boży. Zło, które popełnia człowiek wierzący nosi nazwę grzechu. Grzech jest więc pojęciem religijnym jako przeszkoda do naszego zbawienia. Kościół, nazywając zło grzechem, przypomina nam, że jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem i braćmi za dokonane wobec nich zło. Świadomość odpowiedzialności za popełnione grzechy jest początkiem naszego nawrócenia i powrotu do Boga.
Nie wstydźmy się więc zrobić rachunek sumienia i wyznać na Spowiedzi swe winy. Może masz wielkie stanowisko, wielką wiedzę, lub wielki urząd. Przed Bogiem ucisz w sobie wszystkie mechanizmy prestiżu. Wobec Mnie, Twojego Boga, pozostaniesz zawsze dzieckiem, a Ja nie przestanę cię nigdy kochać. Zaufaj mi. Oddaj mi swoje serce. Spowiedź wielkanocna zadecyduje o twoim nawróceniu. Przez Sakrament Spowiedzi Chrystus zbawia, leczy i uszczęśliwia osoby, rodziny, społeczeństwo, naród i całą rodzinę ludzką. Przez Sakrament Spowiedzi Chrystus ogłasza mieszkańcom nieba: Weselcie się i cieszcie się ze Mną, bo oto wielu mieszkańców ziemi przez grzech umarło i znów ożyło, zaginęło a odnalazło się!
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
4 marzec, 1990
POKOLENIE LUDZI BEZ POCZUCIA WINY
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W telewizji amerykańskiej są dziś popularne "Talk- Shows" — dyskusyjne programy z licznym audytorium, których tematami są sprawy najbardziej kontrowersyjne, wstydliwe i żenujące, jak na przykład: dopasowanie seksualne przed małżeństwem, metody zapobiegające ciąży, trójkąty małżeńskie, okrucieństwa, obrzezanie, choroby weneryczne, epidemia AIDS. . . Rozbudzana sensacja, dostosowanie do upodobań publiczności i opinii, bez liczenia się z głosem moralności chrześcijańskiej, zapewniają tym programom popularność. Ponadto dyskutanci szukają taniej sławy i bez żenady odsłaniają swe słabości, nałogi i brudy moralne. Nie czują swej odpowiedzialności przed Bogiem i społeczeństwem, jakby nie mieli żadnego poczucia winy i grzechu. Interesuje ich własna korzyść i użycie. Nie przejmują się krzywdami, które wyrządzają drugim.
Talk-Shows są zwierciadłem obyczajowości nowego pokolenia, któremu imponuje swoboda nieskrępowana, a nawet rozwiązłość moralna. Pokolenie to uważa się nawet za awangardę ogólnoludzkiej cywilizacji bez moralności, w której wszystko ma być dozwolone, za nic nie będzie się odpowiadało, zwłaszcza w dziedzinie seksualnej. Znamiennym zjawiskiem jest na przykład taki fakt, że gdy Michaił Gorbaczow ogłosił pieriestrojke i głastność, Amerykanie skwapliwie poczęli wysyłać do Rosji miejscowy produkt "Playboy'a", jakby Rosji brakowało zgorszeń.
W dzisiejszej pogadance poruszę temat poczucia winy. Tytuł jej brzmi:
POKOLENIE LUDZI BEZ POCZUCIA WINY
Zanik poczucia winy i odpowiedzialności
Już arcybiskup Fulton Sheen, słynny katolicki kaznodzieja radiowy i telewizyjny, zwracał uwagę, że współczesne pokolenie Amerykanów nie uznaje grzechu i uważa się za ludzi bez zarzutu, nie skażonych grzechem pierworodnym — "niepokalanie poczętych" — i nie popełniających grzechów ani osobistych ani zbiorowych. Ale spośród szeregu prezydentów Stanów Zjednoczonych, Abraham Lincoln miał odwagę znać niesprawiedliwość i zbiorową winę narodu za trzymanie murzynów w niewoli i wyzysk nieludzki. W jednym ze swoich wystąpień w Waszyngtonie arcybiskup Fulton Sheen powitał słuchaczy tytułem: "My fellow sinners"! — "Moi współgrzesznicy"! A witając prezydenta J. Cartera i jego małżonkę powiedział, że ich również obejmuje tym tytułem. Carterowie jako wierzący przyjęli to uśmiechem.
Brak poczucia winy wypływa z braku uznawania Boga, stąd dzisiejsze pokolenie z trudem odróżnia dobro od zła. Nie widzi w sobie zła i tego zła nie nazywa grzechem. Grzech jest pojęciem religijnym. Ludzie religijni, wierzący w Boga, rozpanoszone zło nazywają grzechem, obrazą Bożą.
Skłonność do uniewinniania się posiadamy wszyscy. Prorok Natan musiał uciec się do podstępu, żeby wykazać królowi Dawidowi grzech cudzołóstwa i zabójstwa. Opowiedział mu o zamożnym gospodarzu, który posiadał tysiące owiec, ale złakomił się na jedyną owieczkę biedaka i zabrał mu ją. Ta krzycząca niesprawiedliwość wywołała gniew w duszy Dawida. Zażądał, by została surowo ukarana. Dopiero wtedy prorok Natan powiedział królowi, że to on tak postąpił z żoną Uriasza, gdy wobec jej męża dopuścił się morderstwa, bo celowo kazał go opuścić w najcięższym boju.
Tragedią naszych czasów jest zanik poczucia grzechu i odpowiedzialności przed Bogiem, utrata wrażliwości sumienia i życie w prawdziwym mroku duszy. Zło nazywa się pomyłką lub pechem. Hitlerowcy i komuniści za "grzech" uznawali tylko wystąpienie przeciwko ich partyjnej ideologii, a za frazeologią partyjną rozpętali morze zła i zbrodni najpotworniejszych. Żądali, by wszyscy przyjęli ich punkt widzenia oraz ich system uszczęśliwiania ludzkości. Najpotworniejsze zbrodnie i krzywdy wyrządzane drugim w imię ideologii nie uważali za zło, ale za absolutnie konieczną robotę służącą jako środek do zamierzonego celu.
Zaniedbania moralne
Ludzie uważają się za bezgrzesznych, a zla jest dużona swiecie. Jest go coraz więcej. Poznajemy je po owocach, po milionach ludzi nieszczęśliwych, którzy padli ofiarą pijaństwa, narkomanii, pornografii, wyuzdania seksualnego. Jakże wiele jest ludzi, którzy zmarnowali życie własne a nierzadko życie swoich żon, mężów, dzieci, znajomych. W postawie dzisiejszych ludzi tkwi jakaś tajemnicza zapowiedź klęski, ogólnej katastrofy, jeśli pokolenie dzisiejsze nie zatrzyma się nad przepaścią i nie powróci do Boga. Bóg, Stwórca nasz i Ojciec, ostrzega przed zgnilizną moralną, skutkami grzechu, tak jak ból zęba ostrzega przed jego próchnicą. Ból zęba nie jest karą. Skutki grzechu też nie są jeszcze karą, lecz miłosierny m ostrzeżeniem, sygnałem alarmowym, żeby nie lekceważyć ani zła fizycznego ani zła moralnego. Jeśli bowiem kto zaniedba swe uzębienie, może popsuć sobie cały system trawienny. Kto lekceważy grzech, może stracić zdrowie moralne.
Powrót do prawa Bożego
Podstawa porządku, ładu, zarówno w świecie fizycznym jak i moralnym jes Bóg i Jego prawo. Święty Jan Apostoł upomina: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy . . . Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Boga kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Każdy, kto dopuszcza się bezprawia, grzeszy . . . Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy kto się narodził z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże (to jest łaska uświęcająca) . . . Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła" (I J l, 8-10; 3, 4-10).
Filozof duński S. Kierkegaard mówił, że Sokrates, jeden z najszlachetniejszych ludzi na świecie, będąc poganinem nie umiał sobie poradzić z osądzeniem i "nazwaniem siebie samego". Brakowało mu bowiem jasnego określenia grzechu. Filozofia, która z tego określenia rezygnuje, jak na przykład filozofia marksistowska, może jakiś czas uwodzić łatwowiernych utopijną wizją raju na ziemi i ludzi podobnych do aniołów. Nagły rozpad komunizmu w tych ostatnich miesiącach jest dla całego świata lekcją poglądową. Każda wizja nie oparta na prawie Bożym sprowadza żałosne spustoszenia.
Pisarz francuski Albert Camus, człowiek niewierzący, szczerze jednak poszukujący prawdy, powiedział: "Nie ma ludzi niewinnych. Wszyscy jesteśmy winni". Rzeczywiście, choćby jeden tylko człowiek na ziemi żył w nędzy, albo tylko jeden naród był pozbawiony praw, cała ludzkość ponosi za to winę.
"Zapłatą za grzech jest śmierć" — mówi święty Paweł Apostoł (Rz 6, 23). Trzeba nowego aktu stwórczego ze strony Boga, żeby wrócić życie duszy. W przeciwnym razie śmierć duszy skończyłaby się śmiercią wieczną i wiecznym rozstaniem z Bogiem, co jest największym nieszczęściem dla człowieka. Bóg przez usta proroka Jeremiasza tak mówi do duszy grzesznika: "Twoja niegodziwość cię karze, a twoje niewierności cię osądzają. Wiedz zatem i przekonaj się jak przewrotne i pełne goryczy jest to, że opuściłeś Pana, Boga swego, a nie odczuwałeś lęku przede Mną" (Jer 2, 19).
Ratunek w Bogu
Od zgnilizny moralnej i upadku naszej cywilizacji uratować może nas tylko Bóg i powrót do Jego przykazań. Po katastrofie drugiej wojny światowej, zwłaszcza po słynnym procesie w Norymberdze, gdzie wymierzano sprawiedliwość zbrodniarzom hitlerowskich za grzechy ludobójstwa, świat cywilizowany mniemał, że przywrócono mu równowagę. Spostrzeżono jednak już wtedy swoją bezradność w określaniu granicy win i ciężaru kary. Zabrakło bowiem prawdziwej miary czynów ludzkich, zabrakło Boga, któremu podlegają zarówno zbrodniarze i ich ofiary. A przed tą najwyższą sprawiedliwością Boga my wszyscy, chociaż w różnej mierze, stać musimy w poczuciu winy.
W swoich "Przygodach człowieka myślącego" powieściopisarka polska Maria Dąbrowska każe bohaterowi Tomyskiemu mówić: "Ach, Joanka, gdybyśmy wiedzieli, ilu rzeczy jesteśmy winni, to nikt nie byłby znieść życia, tak mało w każdym niewinności". Zaś bohater noweli T. Różewicza "Tarcza z pajęczyny" takie snuje rozważania: "Należę chyba do ostatniego pokolenia, które jeszcze 'grzeszyło'; które rozróżniało dobro i zło i było gotowe pokutować za 'grzechy'. Pokolenia, które idą PO nas, nie znoszą pokuty, ponieważ nie wiedzą, co to jest grzech".
Człowiek nie wywikła się inaczej z grzechu i zła, jak tylko z pomocą Boga. Gdy bowiem człowiek pozostaje sam ze swoim złem, to ono go zniszczy. Gdy jednak pozwoli na to, żeby sumienie go przynaglało, to chociaż go ono zawstydza, jednak z drugiej strony ratuje i w Bogu ocala. I dopiero wówczas rozumiemy jak wielkim darem jest religia i Bóg, który poprzez głos sumienia zabiega nam drogę i ostrzega
przed złem. Stwierdzamy wtedy, że nikt inny nam pomóc nie może, tylko On. W tym leży wielkość naszej religii, naszej wiary chrześcijańskiej. Tak oto Bóg, dla tego ziarenka prochu, jakim jest człowiek, ma tyle miłości, że z najbardziej zdeprawowanego człowieka, z ludzkiego "zera", jak to nieraz złośliwie określamy, potra sobie uczynić dom i pragnie w nim zamieszkać.
Dziś Bóg wota na nas
Dziś, u progu Wielkiego Postu, kiedy rozważamy wielką miłość Boga do nas, że oto posłał na świat swego Syna nie po to, aby nas potępić, ale zbawić, ocalić, samo imię Jezus — Bóg zbawia — jest dla nas grzesznych radosną nowiną. On ratuje każdego z nas. Swe miłosierne wołanie kieruje do każdego z nas: uznaj swój grzech. Poczucie winy i poczucie odpowiedzialności przed Bogiem nie jest chorobą, ale jękiem udręczonej grzechami duszy. Utrata poczucia winy i zagłuszenie całkowite sumienia świadczą o oderwaniu duszy od Boga. Nieznajomość swych win i grzechów hamuje prawdziwy postęp, zamyka drogę do ideałów, odczłowiecza, degraduje nas, niszczy plan Boży. Zło, które popełnia człowiek wierzący nosi nazwę grzechu. Grzech jest więc pojęciem religijnym jako przeszkoda do naszego zbawienia. Kościół, nazywając zło grzechem, przypomina nam, że jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem i braćmi za dokonane wobec nich zło. Świadomość odpowiedzialności za popełnione grzechy jest początkiem naszego nawrócenia i powrotu do Boga.
Nie wstydźmy się więc zrobić rachunek sumienia i wyznać na Spowiedzi swe winy. Może masz wielkie stanowisko, wielką wiedzę, lub wielki urząd. Przed Bogiem ucisz w sobie wszystkie mechanizmy prestiżu. Wobec Mnie, Twojego Boga, pozostaniesz zawsze dzieckiem, a Ja nie przestanę cię nigdy kochać. Zaufaj mi. Oddaj mi swoje serce. Spowiedź wielkanocna zadecyduje o twoim nawróceniu. Przez Sakrament Spowiedzi Chrystus zbawia, leczy i uszczęśliwia osoby, rodziny, społeczeństwo, naród i całą rodzinę ludzką. Przez Sakrament Spowiedzi Chrystus ogłasza mieszkańcom nieba: Weselcie się i cieszcie się ze Mną, bo oto wielu mieszkańców ziemi przez grzech umarło i znów ożyło, zaginęło a odnalazło się!
JAHWE
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
25 luty, 1990
JAHWE
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Człowiek nieraz próbował ująć Boga umysłem i określić Jego istotę. Potem nadawał Mu imiona, ale robił to zawsze w sposób niepełny, ograniczony. To rzecz zrozumiała, bo człowiek nie może ująć bez reszty nieskończonego Boga, tak jak chłopczyk z opowieści świętego Augustyna nie był zdolny przelać wód oceanu do małego dołka, jaki sobie wygrzebał na plaży.
Imię również dla człowieka ma doniosłe znaczenie. Przez poznanie czyjegoś imienia człowiek czuje się bliższy danej osoby, a gdy osoba ważna, dzierżąca władze wymieni jego imię, czuje się bardzo uhonorowany. Znając psychikę człowieka, Pan Bóg sam oznajmił mu swoje imię i to trzykrotnie, za każdym razem inne imię, w zależności od roli swej wobec człowieka. I tak najpierw nazwał się bytem najwyższym bez początku i końca, od którego wszelkie stworzenie pochodzi — w brzmieniu hebrajskim JAHWE. Potem objawił, że jest naszym Ojcem. Na koniec schodząc na ziemię w tajemnicy wcielenia nazwał się Jezusem czyli naszym Zbawicielem.
W dzisiejszej pogadance będziemy rozważać pierwsze imię Boże:
JAHWE
"W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy"
Określić Pana Boga i Jego istotę jest o wiele trudniej niż określić i oznaczyć istotę człowieka. Przed człowiekiem stajemy, obserwujemy go. rozmawiamy z nim, badamy go, a często dajemy mu jakiś epitet, nazwę dla podkreślenia jakiejś jego szczególnej cechy, na przykład słowami — godny, zacny, wspaniały, wielkich zasług. Ale nawet człowieka, z duszą i ciałem nie możemy poznać w całej pełni, bo stanowi dla nas tajemnicę.
Z Bogiem nie możemy tak samo postąpić. Nie możemy stanąć przed Nim, choć jest On wszędzie, dookoła nas. Właściwie, według wyrażenia świętego Pawła Apostoła: "W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17. 28). Duch Boży nie tylko wypełnia cały wszechświat, ale cały wszechświat jest w Bogu. Stad określić Boga jest rzeczą niemożliwą, bo jesteśmy ograniczeni, podobnie jak żółw żyjący? w oceanie nie jest zdolny poznać jego głębokości. Czy o Bogu myślimy czy nie, w każdym momencie — kiedy pracujemy, bawimy się, i śpimy, wszystkie te czynności spełniamy w obecności Boga. Wzruszająco o tym mówi Psalmista: "Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zmysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie rękę . . . Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś ... Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica" (139).
Pan Bóg zna nas "na wylot". W każdej sytuacji On nas wyprzedza, jest Kimś pierwszym, jest nawet bliższy mnie niż ja sam sobie, bo jest naszym Stwórcą, Ojcem i Panem. "Zanim cię utworzyłem w łonie matki, znałem cię" — mówi przez usta Jeremiasza (l, 5). Znał nas w swojej odwiecznej myśli. My zaś Boga znamy częściowo, dlatego imiona jakie sami Mu dajemy nie odzwierciedlają Jego istoty. Wymieniamy Jego przymioty: Wielki, Potężny, Nieogarniony, Miłosierny ... Te przymioty nie wyczerpują Jego istoty.
Bóg sam daje nam swoje imię
Biblia kilkakrotnie powtarza, że Bóg da ludziom swoje imię, że będzie to Jego imię własne. Oto okoliczności, w których odbyło się objawienie imienia Boga.
Mojżesz po zabiciu Egipcjanina schował się przed gniewem faraona w kramie Madianitów. Któregoś dnia, pasąc owce u stóp góry Horeb, ujrzał dziwne zjawisko: jakiś krzew zapłonął jasnym płomieniem i nie spalał się. Gdy się przybliżył ku temu zjawisku, "zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: 'Mojżeszu, Mojżeszu'! On zaś odpowiedział: 'Oto jestem' Rzekł mu (Bóg): 'Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce na którym stoisz jest ziemią świętą.' Powiedział jeszcze pan: 'Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba.' ' Potem Pan wezwał Mojżesza, by natychmiast udał się do Egiptu i wyzwolił Izraelitów z niewoli. Mojżesz w uczuciu wielkiej bojaźni zasłonił dłońmi oblicze, zdobył się na odwagę, by wyznać swoje wątpliwości: "Oto ja pójdę do synów Izraelowych — odparł pokornie — i rzekę im: "Bóg Ojców naszych posłał mię do was. Jeżeli mi rzekną: Jakie jest imię Jego, cóż im powiem?" W odpowiedzi Bóg po raz pierwszy ujawnił mu się pod imieniem, które było bardzo dziwne i tajemnicze: "JESTEM KTÓRY JESTEM. Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was /9 To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia" (por. Wj 3, 4-15). Otóż w języku hebrajskim imię JESTEM, KTÓRY JESTEM brzmi JAHWE. Jest to odpowiedź bardzo zagadkowa i pełna niewyczerpanej treści.
Ale imię to znaczy: Jestem teraz, a to teraz jest bez początku ni końca. Jestem zawsze. Jestem Samoistnym Istnieniem, Bytem nieskończenie doskonałym, źródłem wszelkiego istnienia, wszystkich stworzeń, niewidzialnego i widzialnego wszechświata. Ja jestem Istotą wiecznie żyjącą i nieustannie działającą. Stwarzając, dałem początek dziejom wszechświata: stwarzając człowieka jako mężczyznę i kobietę, dałem początek dziejom ludzkości. Jako Stwórca jestem więc Panem historii. Jestem Panem, który włada wszystkimi i czuwa nad wszystkimi. Jestem Pełnią Istnienia, Istotą, która przewyższa wszystko co stworzone.
W języku filozofii imieniu JAHWE odpowiada "Absolut" czyli "Pełnia bytu."
Ciekawe jest jak bardzo grecki filozof, wierny uczeń Platona, historyk i przez dwadzieścia lat kapłan bożka Apollona w Delfach, Plutarch, żyjący w I wieku naszej
przeczuł, że Panu Bogu przystoi właśnie imię JESTEM — JAHWE. Oczy pielgrzyma zbliżającego się do świątyni delfickiej uderzał napis składający się z jednej litery "E". Plutarch tłumaczy, że jest to słowo, którym mamy powitać boga, a znaczy ono po prostu: "Jesteś" — po grecku: ei. "Jest to bowiem dokładne i wierne określenie boga, — mówi Plutarch — jedynie odpowiednie i takie, które tylko jemu jednemu odpowiada, po prostu stwierdzenie, że jest. My sami nie mamy bowiem rzeczywistego udziału w istnieniu ..."
Izraelici przyjmując to imię, z zachwytem i miłością będą powtarzać słowa swych natchnionych mężów: "O JAHWE, nasz Panie, jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!" "Nikogo nie można porównać do Ciebie" (Ps 8, 2; Jr 10, 6). Święta Katarzyna ze Sieny usłyszała przejmujące słowa Boga: "Ty jesteś tym, co nie jest. Ja jestem Ten, który JEST."
Bóg właściwie nie potrzebuje imienia
Imię JAHWE utrzymywało Izraelitów w wierze w Jednego Boga, podczas gdy wszystkie inne ludy, jak Egipcjanie, Babilończycy, Grecy i Rzymianie, wierzyli w wiele bogów. W rzeczy samej Bóg nie potrzebuje imienia. Bóg w niebie, sam wobec swej obecności, imienia nie posiada. Teolog polski Ksiądz Jan Zieją tak to wyjaśnia: "Imienia potrzebuje ktoś, kto nie jest jedyny, ale obok siebie ma drugiego, trzeciego, czwartego i piątego i od nich się imieniem swoim odróżnia. Ale Ojciec Niebieski, Ojciec nasz, nie ma równego sobie, bo On jest wszystkością. On wszystko ogarnia, jakkolwiek będziemy to po przestrzeniach i czasach rozrzucali ... I nawet kiedy Pismo święte zapisało słowa Boże do Mojżesza: 'Powiedz, że Ten, KTÓRY JEST, posłał mnie do was' — to tylko dlatego, że mały człowiek pyta o Boga, jak o drugiego człowieka" ("Miasto Świateł", Kinga Strzelecka, Kraków 1987, s. 45).
Ludzkie "jest" i boskie "JEST" różnią się nieskończenie. Bo był czas kiedy nas nie było i nadejdzie czas, gdy nas nie będzie. Bóg zaś jest Bytem wiecznym, nie mającym początku ani końca, nie podlegającym żadnym zmianom w żadnym czasie. On jest Jedyny, który jest, sam wypełnia całą wieczność jednym teraz.
Losy świętego imienia JAHWE
Kiedy monoteizm utrwalił się, Żydzi przez uszanowanie zaczęli bardziej lękać się używania imienia JAHWE. W końcu doszło do tego, że jednemu tylko arcykapłanowi i to jeden jedyny raz w roku, kiedy w Dzień Pojednania stawał w Miejscu Najświętszym świątyni jerozolimskiej i będąc sam na sam z Bogiem, wypowiadał imię JAHWE pośród dźwięków trąb i cymbałów, żeby zwykli śmiertelnicy nie mogli go słyszeć.
W czasach Pana Jezusa Żydzi zupełnie już nie używali tego imienia. Nawet czytający Stary Testament, w którym tyle razy pojawia się to imię, zastępowano je słowami "Adonai", to znaczy Pan. Również w Ewangeliach ani razu nie cytuje się tego imienia. Więcej jeszcze, we wszystkich bez wyjątku cytatach starotestamentalnych, w miejsce słowa "JAHWE" Nowy Testament umieszcza konsekwentnie słowo "Pan". I tak było zawsze od początku zarówno w Kościele katolickim, jak we wszystkich chrześcijańskich wyznaniach.
Wobec powyższego jest rzeczą śmieszna, że Świadkowie Jehowy robią z tego problem i wyklinają wszystkich, którzy nie używają imienia Jahwe. Zresztą Swadkowie Jehowy fałszywie wymieniają imię JAHWE. U nich jest Jehowa, co wszystkie poczytne encyklopedie i słowniki łącznie z żydowskimi odrzucają. Atakami Świadków Jehowy nie ma co się przejmować. Oni nie są nawet sektą chrześcijańską, odrzucają bowiem ewangeliczne orędzie o odkupieniu przez krzyż Chrystusa, Bóstwo Chrystusa i nasze przebóstwienie, a także Boże ojcostwo wobec nas.
Imię JAHWE zawiera głęboką, przekraczającą możliwości naszego rozumu treść Nie jest ono jednak nam, ludziom, tak bliskie jak imię "Ojciec", albo "Jezus" gdyż dopiero te imiona odsłaniają prawdę Bożej miłości względem nas. Wymieniajnv te najdroższe imiona z uszanowaniem i miłością.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
25 luty, 1990
JAHWE
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Człowiek nieraz próbował ująć Boga umysłem i określić Jego istotę. Potem nadawał Mu imiona, ale robił to zawsze w sposób niepełny, ograniczony. To rzecz zrozumiała, bo człowiek nie może ująć bez reszty nieskończonego Boga, tak jak chłopczyk z opowieści świętego Augustyna nie był zdolny przelać wód oceanu do małego dołka, jaki sobie wygrzebał na plaży.
Imię również dla człowieka ma doniosłe znaczenie. Przez poznanie czyjegoś imienia człowiek czuje się bliższy danej osoby, a gdy osoba ważna, dzierżąca władze wymieni jego imię, czuje się bardzo uhonorowany. Znając psychikę człowieka, Pan Bóg sam oznajmił mu swoje imię i to trzykrotnie, za każdym razem inne imię, w zależności od roli swej wobec człowieka. I tak najpierw nazwał się bytem najwyższym bez początku i końca, od którego wszelkie stworzenie pochodzi — w brzmieniu hebrajskim JAHWE. Potem objawił, że jest naszym Ojcem. Na koniec schodząc na ziemię w tajemnicy wcielenia nazwał się Jezusem czyli naszym Zbawicielem.
W dzisiejszej pogadance będziemy rozważać pierwsze imię Boże:
JAHWE
"W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy"
Określić Pana Boga i Jego istotę jest o wiele trudniej niż określić i oznaczyć istotę człowieka. Przed człowiekiem stajemy, obserwujemy go. rozmawiamy z nim, badamy go, a często dajemy mu jakiś epitet, nazwę dla podkreślenia jakiejś jego szczególnej cechy, na przykład słowami — godny, zacny, wspaniały, wielkich zasług. Ale nawet człowieka, z duszą i ciałem nie możemy poznać w całej pełni, bo stanowi dla nas tajemnicę.
Z Bogiem nie możemy tak samo postąpić. Nie możemy stanąć przed Nim, choć jest On wszędzie, dookoła nas. Właściwie, według wyrażenia świętego Pawła Apostoła: "W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17. 28). Duch Boży nie tylko wypełnia cały wszechświat, ale cały wszechświat jest w Bogu. Stad określić Boga jest rzeczą niemożliwą, bo jesteśmy ograniczeni, podobnie jak żółw żyjący? w oceanie nie jest zdolny poznać jego głębokości. Czy o Bogu myślimy czy nie, w każdym momencie — kiedy pracujemy, bawimy się, i śpimy, wszystkie te czynności spełniamy w obecności Boga. Wzruszająco o tym mówi Psalmista: "Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zmysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie rękę . . . Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś ... Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica" (139).
Pan Bóg zna nas "na wylot". W każdej sytuacji On nas wyprzedza, jest Kimś pierwszym, jest nawet bliższy mnie niż ja sam sobie, bo jest naszym Stwórcą, Ojcem i Panem. "Zanim cię utworzyłem w łonie matki, znałem cię" — mówi przez usta Jeremiasza (l, 5). Znał nas w swojej odwiecznej myśli. My zaś Boga znamy częściowo, dlatego imiona jakie sami Mu dajemy nie odzwierciedlają Jego istoty. Wymieniamy Jego przymioty: Wielki, Potężny, Nieogarniony, Miłosierny ... Te przymioty nie wyczerpują Jego istoty.
Bóg sam daje nam swoje imię
Biblia kilkakrotnie powtarza, że Bóg da ludziom swoje imię, że będzie to Jego imię własne. Oto okoliczności, w których odbyło się objawienie imienia Boga.
Mojżesz po zabiciu Egipcjanina schował się przed gniewem faraona w kramie Madianitów. Któregoś dnia, pasąc owce u stóp góry Horeb, ujrzał dziwne zjawisko: jakiś krzew zapłonął jasnym płomieniem i nie spalał się. Gdy się przybliżył ku temu zjawisku, "zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: 'Mojżeszu, Mojżeszu'! On zaś odpowiedział: 'Oto jestem' Rzekł mu (Bóg): 'Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce na którym stoisz jest ziemią świętą.' Powiedział jeszcze pan: 'Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba.' ' Potem Pan wezwał Mojżesza, by natychmiast udał się do Egiptu i wyzwolił Izraelitów z niewoli. Mojżesz w uczuciu wielkiej bojaźni zasłonił dłońmi oblicze, zdobył się na odwagę, by wyznać swoje wątpliwości: "Oto ja pójdę do synów Izraelowych — odparł pokornie — i rzekę im: "Bóg Ojców naszych posłał mię do was. Jeżeli mi rzekną: Jakie jest imię Jego, cóż im powiem?" W odpowiedzi Bóg po raz pierwszy ujawnił mu się pod imieniem, które było bardzo dziwne i tajemnicze: "JESTEM KTÓRY JESTEM. Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was /9 To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia" (por. Wj 3, 4-15). Otóż w języku hebrajskim imię JESTEM, KTÓRY JESTEM brzmi JAHWE. Jest to odpowiedź bardzo zagadkowa i pełna niewyczerpanej treści.
Ale imię to znaczy: Jestem teraz, a to teraz jest bez początku ni końca. Jestem zawsze. Jestem Samoistnym Istnieniem, Bytem nieskończenie doskonałym, źródłem wszelkiego istnienia, wszystkich stworzeń, niewidzialnego i widzialnego wszechświata. Ja jestem Istotą wiecznie żyjącą i nieustannie działającą. Stwarzając, dałem początek dziejom wszechświata: stwarzając człowieka jako mężczyznę i kobietę, dałem początek dziejom ludzkości. Jako Stwórca jestem więc Panem historii. Jestem Panem, który włada wszystkimi i czuwa nad wszystkimi. Jestem Pełnią Istnienia, Istotą, która przewyższa wszystko co stworzone.
W języku filozofii imieniu JAHWE odpowiada "Absolut" czyli "Pełnia bytu."
Ciekawe jest jak bardzo grecki filozof, wierny uczeń Platona, historyk i przez dwadzieścia lat kapłan bożka Apollona w Delfach, Plutarch, żyjący w I wieku naszej
przeczuł, że Panu Bogu przystoi właśnie imię JESTEM — JAHWE. Oczy pielgrzyma zbliżającego się do świątyni delfickiej uderzał napis składający się z jednej litery "E". Plutarch tłumaczy, że jest to słowo, którym mamy powitać boga, a znaczy ono po prostu: "Jesteś" — po grecku: ei. "Jest to bowiem dokładne i wierne określenie boga, — mówi Plutarch — jedynie odpowiednie i takie, które tylko jemu jednemu odpowiada, po prostu stwierdzenie, że jest. My sami nie mamy bowiem rzeczywistego udziału w istnieniu ..."
Izraelici przyjmując to imię, z zachwytem i miłością będą powtarzać słowa swych natchnionych mężów: "O JAHWE, nasz Panie, jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!" "Nikogo nie można porównać do Ciebie" (Ps 8, 2; Jr 10, 6). Święta Katarzyna ze Sieny usłyszała przejmujące słowa Boga: "Ty jesteś tym, co nie jest. Ja jestem Ten, który JEST."
Bóg właściwie nie potrzebuje imienia
Imię JAHWE utrzymywało Izraelitów w wierze w Jednego Boga, podczas gdy wszystkie inne ludy, jak Egipcjanie, Babilończycy, Grecy i Rzymianie, wierzyli w wiele bogów. W rzeczy samej Bóg nie potrzebuje imienia. Bóg w niebie, sam wobec swej obecności, imienia nie posiada. Teolog polski Ksiądz Jan Zieją tak to wyjaśnia: "Imienia potrzebuje ktoś, kto nie jest jedyny, ale obok siebie ma drugiego, trzeciego, czwartego i piątego i od nich się imieniem swoim odróżnia. Ale Ojciec Niebieski, Ojciec nasz, nie ma równego sobie, bo On jest wszystkością. On wszystko ogarnia, jakkolwiek będziemy to po przestrzeniach i czasach rozrzucali ... I nawet kiedy Pismo święte zapisało słowa Boże do Mojżesza: 'Powiedz, że Ten, KTÓRY JEST, posłał mnie do was' — to tylko dlatego, że mały człowiek pyta o Boga, jak o drugiego człowieka" ("Miasto Świateł", Kinga Strzelecka, Kraków 1987, s. 45).
Ludzkie "jest" i boskie "JEST" różnią się nieskończenie. Bo był czas kiedy nas nie było i nadejdzie czas, gdy nas nie będzie. Bóg zaś jest Bytem wiecznym, nie mającym początku ani końca, nie podlegającym żadnym zmianom w żadnym czasie. On jest Jedyny, który jest, sam wypełnia całą wieczność jednym teraz.
Losy świętego imienia JAHWE
Kiedy monoteizm utrwalił się, Żydzi przez uszanowanie zaczęli bardziej lękać się używania imienia JAHWE. W końcu doszło do tego, że jednemu tylko arcykapłanowi i to jeden jedyny raz w roku, kiedy w Dzień Pojednania stawał w Miejscu Najświętszym świątyni jerozolimskiej i będąc sam na sam z Bogiem, wypowiadał imię JAHWE pośród dźwięków trąb i cymbałów, żeby zwykli śmiertelnicy nie mogli go słyszeć.
W czasach Pana Jezusa Żydzi zupełnie już nie używali tego imienia. Nawet czytający Stary Testament, w którym tyle razy pojawia się to imię, zastępowano je słowami "Adonai", to znaczy Pan. Również w Ewangeliach ani razu nie cytuje się tego imienia. Więcej jeszcze, we wszystkich bez wyjątku cytatach starotestamentalnych, w miejsce słowa "JAHWE" Nowy Testament umieszcza konsekwentnie słowo "Pan". I tak było zawsze od początku zarówno w Kościele katolickim, jak we wszystkich chrześcijańskich wyznaniach.
Wobec powyższego jest rzeczą śmieszna, że Świadkowie Jehowy robią z tego problem i wyklinają wszystkich, którzy nie używają imienia Jahwe. Zresztą Swadkowie Jehowy fałszywie wymieniają imię JAHWE. U nich jest Jehowa, co wszystkie poczytne encyklopedie i słowniki łącznie z żydowskimi odrzucają. Atakami Świadków Jehowy nie ma co się przejmować. Oni nie są nawet sektą chrześcijańską, odrzucają bowiem ewangeliczne orędzie o odkupieniu przez krzyż Chrystusa, Bóstwo Chrystusa i nasze przebóstwienie, a także Boże ojcostwo wobec nas.
Imię JAHWE zawiera głęboką, przekraczającą możliwości naszego rozumu treść Nie jest ono jednak nam, ludziom, tak bliskie jak imię "Ojciec", albo "Jezus" gdyż dopiero te imiona odsłaniają prawdę Bożej miłości względem nas. Wymieniajnv te najdroższe imiona z uszanowaniem i miłością.
"ZAZDROSNY" BÓG
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
18-ty luty, 1990
"ZAZDROSNY" BÓG
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zatrzymajmy się jeszcze przy Pierwszym Przykazaniu Bożym, bo jest niewyczerpanym źródłem mądrości Bożej. W drugiej części tego Przykazania, gdzie mowa o zakazie czynienia sobie wyobrażeń i podobizn Boga i oddawaniu czci fałszywym bożkom oraz służeniu im, znajdujemy zaskakujący, a nawet szokujący współczesnego człowieka przymiot Boży, mianowicie, że Pan Bóg jest zazdrosny. Przypomnę słowa Boże: "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i strzegą przykazań moich" (Wj 20, 5 n).
Czy to możliwe? Czy Pan Bóg może być zazdrosny? Zazdrosny o co, albo o kogo? Zazdrość to skaza, plama na charakterze człowieka. Czy Bogu też przypisuje się jakąś plamę, jakąś słabość? Trudność tę omówię w pogadance pod tytułem:
"ZAZDROSNY" BÓG
To nie pomyłka
Może po prostu uznać, że do tekstu Pierwszego Przykazania Bożego wkradła się pomyłka? Na pewno nie, bo w Piśmie świętym Starego Testamentu zazdrość Boża jest wymieniona w kilku miejscach. Wydaje się, jakby natchnieni autorzy Pisma świętego bez wahania i bez lęku podawali, że Bóg jest zazdrosny, zawistny. Mojżesz ganił Izraelitów, że "obcymi bogami do zazdrości pobudzają Boga" (Pwt 32, 16). Bóg ze swej strony też użył przymiotnika "zazdrosny". Przy odnawianiu Przymierza rzekł: "Nie będziesz oddawał pokłonu bogom obcym, bo Pan ma na imię Zazdrosny: Jest Bogiem "zazdrosnym" (Wj 34, 14). Wyrzucając później Izraelitom niewierność, Bóg rzekł do Mojżesza: "Odwrócę od nich oblicze, gdyż są narodem niestałym. Pobudzili Mnie do zazdrości swymi czczymi bożkami" (Wj 32,20 n.). Bliżej czasów Chrystusa, 500 lat przed Jego przyjściem na świat, Bóg używa tego samego szokującego wyrażenia do proroka Zachariasza: "Tak mówi Pan Zastępów: zazdrosna miłość moja obejmuje Syjon" (18, 2).
Nawet w Nowym Testamencie święty Jakub Apostoł przytacza zdanie, w którym słowo "zazdrosny Bóg" również występuje: "Bóg zazdrośnie pożąda ducha, którego w nas utwierdził" (Jk 4, 5).
Wydaje się, jakby Bóg umyślnie używał mocnego słowa "zazdrosny", "zawistny", byśmy przez podobieństwo do stosunków panujących miedzy ludźmi lepiej rozumieli sens Jego wypowiedzi. A może tylko we współczesnych jeżykach słowo "zazdrosny" ma ujemne tylko znaczenie? Może u Izraelitów wyraz ten miał sens pozytywny, bliższy słowu: zaborczy, posesywny, zachłanny? W każdym razie zazdrość Boga wyraźnie odnosi się tu do miłości jaka Bóg ma do ludzi, zwłaszcza do ludu wybranego w Starym i Nowym Testamencie, czyli do Synagogi i do Kościoła. Lud wybrany jest bowiem jakby Jego oblubienicą, On zaś Oblubieńcem.
O co, albo o kogo mógłby być Bóg zazdrosny
O co, albo o kogo może być Bóg zazdrosny? Czy mu chodziło o bożki pogańskie Sumerów, Babilończyków, Kananejczyków, Egipcjan? Z pewnością nie! Mędrcy Starego Testamenu kpili z pogan, że do bezdusznego posążka zanoszą prośbę
0 zdrowie i szczęśliwe pożycie małżeńskie dla swych dzieci. Najbardziej bezradnego,
który ani ręką ani nogą ruszyć nie może błagają o pomoc, prace, szczęśliwą rękę
(Mdr 13, 17-19). Jeremiasz wołał, że bożki pogańskie są pustką, nicością przyo-
dzianą w kamień, albo drewno, w złoto i farby.
Bóg wiec nie może być zazdrosny o pustkę przyodzianą w pozory. Cześć oddawana drewnu, słońcu lub gwiazdom nie mogła umniejszyć wielkości majestatu Boga. Żadne stworzenie, ani człowiek ani anioł nie może dodać do wielkości i chwały Boga, ani do Jego szczęścia. Bóg na Synaju w Pierwszym Przykazaniu nie żąda od nas pokłonów, czci czołobitnej, kadzideł, chwały albo strachu. Czego wiec od nas żąda? Czego pragnie? Pragnie wzajemnej miłości. Miłość za miłość, oto czego od nas pragnie. Za miłość, którą nam ciągle świadczy. I nie zniesie żadnego rywala. Jest zazdrosny. "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.'' Przykazanie to, pierwsze i największe, ogłoszone w Starym Testamencie powtórzył Chrystus w Nowym (Pwt 6, 5; Mt 22, 37).
Czym jest miłość Boga
Co to iest miłość Boga? "Bóg jest miłością" — uczy nas święty Jan Apostoł (I J 4, 8 i 16). Miłość nie jest wiec jednym z wielu atrybutów, przymiotów Boga. Bóg z całej swej istoty jest miłością. Zgodnie z twierdzeniem Apostoła, miłość jest podmiotem: mówić "Bóg" znaczy mówić "Miłość." A zatem przymioty Boga są przymiotami miłości. To właśnie Miłość jest wszechmogąca, mądra, wolna, dobra i piękna. Nawet w naszym ludzkim doświadczeniu żaden człowiek nie jest prawdziwie
mądry, mocny i dobry jeśli nie ma miłości. Święty Paweł poucza: "Gdybym mówił
jeżykami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący. Gdybym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice
i posiadał wszelką wiedze, a miłości bym nie miał, byłbym niczym" (I Kor 13, l n.).
Pan Bóg chce, abyśmy Go miłowali. Chce, by Jego miłość do nas została odwzajemniona. Pragnie, byśmy się przez miłość jednoczyli z Nim. "Bóg jest miłością. Kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w Nim" (I J 4, 16). Prawdziwa miłość rozwija się miedzy osobami, jest osobowym obdarowaniem.
Prawdziwa miłość ludzka ubogaca nas. W niepojęty sposób ubogaca nas dar osobowej miłości Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Bóg ubogaca nas swoim Bożym życiem i swą Bożą miłością, która przekracza granice ludzkiej możliwości i miłości, aż do miłowania nieprzyjaciół.
Bezbronna miłość
Skoro Bóg jest samą miłością i to w stopniu nieskończonym, to dlaczego nie podbije wszystkich serc ludzkich żarem swej miłości? Dlaczego nie pociąga wszystkich ku sobie? Przecież "Pan Bóg jest ogniem trawiącym" — jak wyraził się Mojżesz (Pwt 4, 24). Dzieje się to dlatego, bo osobowa Miłość Boża zwraca się delikatnie, w sposób wolny do każdej osoby ludzkiej, nie wywiera nacisku ani przymusu. Miłość sama jest jakby bezbronna i miłującego czyni również w sposób Boży jakby bezbronnym. Czy nie doświadczają tego nieraz wierni małżonkowie, gdy współmałżonek jednego dnia zawodzi i rani osobową wieź małżeńską, rani serce najbliższej osoby. Niestety, człowiek może źle użyć Swej wolności. Dlatego miłość jest jakby bezbronna. Czyż można wymusić wierną miłość?!
Miłość jest w pierwszym rzędzie wyrazem duszy ludzkiej, ludzkiej woli, szlachetności serca, ale przybiera też kształt cielesny. Osoby ludzkie są zróżnicowane przez władze cielesną, seksualną. Tą władzą mamy kierować siłą duszy, serca i woli. Szlachetna miłość duszy przenika również dziedzinę cielesności i seksualności. Ale obserwujemy dziś wielkie zakłócenie równowagi miedzy duszą i ciałem. Rozwydrze¬nia seksualne prowadzą do sponiewierania ludzkiej godności i miłości. Widzimy tyle zgorszeń seksualnych, upodlenia osoby ludzkiej, deprawacji niewinnych dziewcząt i niewinnych chłopców. A Pan Bóg zdaje się milczeć, bo zarówno miłość ludzka jak i miłość Boża są jakby bezbronne wobec daru wolności, którym jesteśmy wspaniałomyślnie wyposażeni. Pan Bóg kocha każdego, nawet gdy surowo karze gorszycieli, lub czeka cierpliwie na ich upamietanie i nawrócenie, na ich głęboką, prawdziwą skruchę, naprawienie zgorszeń wyrządzonych, i dobrowolny powrót do miłości Bożej. Ale nawet złoczyńców i morderców nie pozbawia wolności. Stąd mamy solidaryzować się w dobrym, tworzyć środowiska chrześcijańskiej miłości, cywilizacji chrześcijańskiej, Bożej miłości w rodzinie, w społeczeństwie, w szkole, w miejscach pracy, by w ten sposób przeciwstawić się deprawacji i współczesnym zgorszeniom.
Wśród tylu zgorszeń, w pomieszaniu dobra i zła mogą ucierpieć również niewinni. Niedawno zwolniono człowieka niewinnie oskarżonego o morderstwo. Kilkanaście lat siedział w wiezieni. Groziła mu śmierć na krześle elektrycznym. Zapytany jakby zareagowała jego matka, gdyby wykonano wyrok? Odpowiedział: Nosiłaby na piersi medalion z moimi prochami jako męczennika.
Starzec Symeon przepowiedział najniewinniejszej i najświętszej istocie ludzkiej, Maryji, że dusze Jej Niepokalaną przeniknie miecz. Był to miecz boleści, gdy Syna Jej krzyżowano, samą Miłość i Świętość niepojętą. Ta zbawcza ofiara Chrystusa winna pociągnąć nas wszystkich do miłowania Boga, do składania Mu naszej ludzkiej miłości za Jego niepojętą miłość, by miłość Boga nie była bezbronna!
Dlaczego Bóg jest tak o nas zazdrosny
Dlaczego Bóg jest tak o nas zazdrosny? Bo nie chce, by człowiek swą wiarę, nadzieje i miłość ulokował w pustce, w fałszu. W czasach starożytnych pustką i fałszem były pogańskie bożki. W naszych czasach takimi bożkami mogą się stać:
bogactwo, zdrowie, sława, honory, wiedza. Wszystko to bowiem przemija najpierw z naszym życiem, potemzcalym światem doczesnym, bo Bóg stworzy "nową ziemie i nowe niebo" (2 P 3, 13). Gospodarzowi z przypowieści ewangelicznej nadzwyczaj dobrze powodziło się w życiu, wobec czego postanowił na miejce małych i starych spichlerzy pobudować" większe i nowe, aby zgromadzić" w nich zapasy zboża i dóbr na długie lata. Cieszył się młodością, dobrym zdrowiem i bogactwem. Mówił sobie: "Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone: odpoczywaj, jedz, pij i używaj." Lecz Bóg rzeki do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu wiec przypadnie to, coś przygotował" (Łk 12, 16 nn.). I my nie upatrujmy całej swej wiary, nadziei i miłości tylko w przemijających dobrach doczesnych, czyli w pustce, bez perspektywy wieczności.
A wiec gra wcale nie idzie o chwałę Boga Jedynego, gdyż ani ludzie, choćby najbardziej genialni, ani świeci, ani sami aniołowie chwały Mu przydać ani ujatf nie mogą. Gra idzie o chwałę i ocalenie człowieka, bo przecież człowiek przegrywa zwracając się ku bożkom i ku marnościom tego świata. To człowiek obumiera, staje się pusty i goły, gdy utraci miłość do Boga i ludzi, gdy miłość Boga staje się wobec niego bezbronna.
Bóg jest Bogiem zawistnym w najszlachetniejszym znaczeniu, bo nie chce naszego zatracenia. "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginał, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16 n.). Chrystus z krzyża pociąga wszystkich do miłowania Boga ponad wszystko, z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił. Taka miłość zapewnia nam prawdziwe, trwałe, wieczne szczęście.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
18-ty luty, 1990
"ZAZDROSNY" BÓG
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zatrzymajmy się jeszcze przy Pierwszym Przykazaniu Bożym, bo jest niewyczerpanym źródłem mądrości Bożej. W drugiej części tego Przykazania, gdzie mowa o zakazie czynienia sobie wyobrażeń i podobizn Boga i oddawaniu czci fałszywym bożkom oraz służeniu im, znajdujemy zaskakujący, a nawet szokujący współczesnego człowieka przymiot Boży, mianowicie, że Pan Bóg jest zazdrosny. Przypomnę słowa Boże: "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i strzegą przykazań moich" (Wj 20, 5 n).
Czy to możliwe? Czy Pan Bóg może być zazdrosny? Zazdrosny o co, albo o kogo? Zazdrość to skaza, plama na charakterze człowieka. Czy Bogu też przypisuje się jakąś plamę, jakąś słabość? Trudność tę omówię w pogadance pod tytułem:
"ZAZDROSNY" BÓG
To nie pomyłka
Może po prostu uznać, że do tekstu Pierwszego Przykazania Bożego wkradła się pomyłka? Na pewno nie, bo w Piśmie świętym Starego Testamentu zazdrość Boża jest wymieniona w kilku miejscach. Wydaje się, jakby natchnieni autorzy Pisma świętego bez wahania i bez lęku podawali, że Bóg jest zazdrosny, zawistny. Mojżesz ganił Izraelitów, że "obcymi bogami do zazdrości pobudzają Boga" (Pwt 32, 16). Bóg ze swej strony też użył przymiotnika "zazdrosny". Przy odnawianiu Przymierza rzekł: "Nie będziesz oddawał pokłonu bogom obcym, bo Pan ma na imię Zazdrosny: Jest Bogiem "zazdrosnym" (Wj 34, 14). Wyrzucając później Izraelitom niewierność, Bóg rzekł do Mojżesza: "Odwrócę od nich oblicze, gdyż są narodem niestałym. Pobudzili Mnie do zazdrości swymi czczymi bożkami" (Wj 32,20 n.). Bliżej czasów Chrystusa, 500 lat przed Jego przyjściem na świat, Bóg używa tego samego szokującego wyrażenia do proroka Zachariasza: "Tak mówi Pan Zastępów: zazdrosna miłość moja obejmuje Syjon" (18, 2).
Nawet w Nowym Testamencie święty Jakub Apostoł przytacza zdanie, w którym słowo "zazdrosny Bóg" również występuje: "Bóg zazdrośnie pożąda ducha, którego w nas utwierdził" (Jk 4, 5).
Wydaje się, jakby Bóg umyślnie używał mocnego słowa "zazdrosny", "zawistny", byśmy przez podobieństwo do stosunków panujących miedzy ludźmi lepiej rozumieli sens Jego wypowiedzi. A może tylko we współczesnych jeżykach słowo "zazdrosny" ma ujemne tylko znaczenie? Może u Izraelitów wyraz ten miał sens pozytywny, bliższy słowu: zaborczy, posesywny, zachłanny? W każdym razie zazdrość Boga wyraźnie odnosi się tu do miłości jaka Bóg ma do ludzi, zwłaszcza do ludu wybranego w Starym i Nowym Testamencie, czyli do Synagogi i do Kościoła. Lud wybrany jest bowiem jakby Jego oblubienicą, On zaś Oblubieńcem.
O co, albo o kogo mógłby być Bóg zazdrosny
O co, albo o kogo może być Bóg zazdrosny? Czy mu chodziło o bożki pogańskie Sumerów, Babilończyków, Kananejczyków, Egipcjan? Z pewnością nie! Mędrcy Starego Testamenu kpili z pogan, że do bezdusznego posążka zanoszą prośbę
0 zdrowie i szczęśliwe pożycie małżeńskie dla swych dzieci. Najbardziej bezradnego,
który ani ręką ani nogą ruszyć nie może błagają o pomoc, prace, szczęśliwą rękę
(Mdr 13, 17-19). Jeremiasz wołał, że bożki pogańskie są pustką, nicością przyo-
dzianą w kamień, albo drewno, w złoto i farby.
Bóg wiec nie może być zazdrosny o pustkę przyodzianą w pozory. Cześć oddawana drewnu, słońcu lub gwiazdom nie mogła umniejszyć wielkości majestatu Boga. Żadne stworzenie, ani człowiek ani anioł nie może dodać do wielkości i chwały Boga, ani do Jego szczęścia. Bóg na Synaju w Pierwszym Przykazaniu nie żąda od nas pokłonów, czci czołobitnej, kadzideł, chwały albo strachu. Czego wiec od nas żąda? Czego pragnie? Pragnie wzajemnej miłości. Miłość za miłość, oto czego od nas pragnie. Za miłość, którą nam ciągle świadczy. I nie zniesie żadnego rywala. Jest zazdrosny. "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.'' Przykazanie to, pierwsze i największe, ogłoszone w Starym Testamencie powtórzył Chrystus w Nowym (Pwt 6, 5; Mt 22, 37).
Czym jest miłość Boga
Co to iest miłość Boga? "Bóg jest miłością" — uczy nas święty Jan Apostoł (I J 4, 8 i 16). Miłość nie jest wiec jednym z wielu atrybutów, przymiotów Boga. Bóg z całej swej istoty jest miłością. Zgodnie z twierdzeniem Apostoła, miłość jest podmiotem: mówić "Bóg" znaczy mówić "Miłość." A zatem przymioty Boga są przymiotami miłości. To właśnie Miłość jest wszechmogąca, mądra, wolna, dobra i piękna. Nawet w naszym ludzkim doświadczeniu żaden człowiek nie jest prawdziwie
mądry, mocny i dobry jeśli nie ma miłości. Święty Paweł poucza: "Gdybym mówił
jeżykami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący. Gdybym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice
i posiadał wszelką wiedze, a miłości bym nie miał, byłbym niczym" (I Kor 13, l n.).
Pan Bóg chce, abyśmy Go miłowali. Chce, by Jego miłość do nas została odwzajemniona. Pragnie, byśmy się przez miłość jednoczyli z Nim. "Bóg jest miłością. Kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w Nim" (I J 4, 16). Prawdziwa miłość rozwija się miedzy osobami, jest osobowym obdarowaniem.
Prawdziwa miłość ludzka ubogaca nas. W niepojęty sposób ubogaca nas dar osobowej miłości Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Bóg ubogaca nas swoim Bożym życiem i swą Bożą miłością, która przekracza granice ludzkiej możliwości i miłości, aż do miłowania nieprzyjaciół.
Bezbronna miłość
Skoro Bóg jest samą miłością i to w stopniu nieskończonym, to dlaczego nie podbije wszystkich serc ludzkich żarem swej miłości? Dlaczego nie pociąga wszystkich ku sobie? Przecież "Pan Bóg jest ogniem trawiącym" — jak wyraził się Mojżesz (Pwt 4, 24). Dzieje się to dlatego, bo osobowa Miłość Boża zwraca się delikatnie, w sposób wolny do każdej osoby ludzkiej, nie wywiera nacisku ani przymusu. Miłość sama jest jakby bezbronna i miłującego czyni również w sposób Boży jakby bezbronnym. Czy nie doświadczają tego nieraz wierni małżonkowie, gdy współmałżonek jednego dnia zawodzi i rani osobową wieź małżeńską, rani serce najbliższej osoby. Niestety, człowiek może źle użyć Swej wolności. Dlatego miłość jest jakby bezbronna. Czyż można wymusić wierną miłość?!
Miłość jest w pierwszym rzędzie wyrazem duszy ludzkiej, ludzkiej woli, szlachetności serca, ale przybiera też kształt cielesny. Osoby ludzkie są zróżnicowane przez władze cielesną, seksualną. Tą władzą mamy kierować siłą duszy, serca i woli. Szlachetna miłość duszy przenika również dziedzinę cielesności i seksualności. Ale obserwujemy dziś wielkie zakłócenie równowagi miedzy duszą i ciałem. Rozwydrze¬nia seksualne prowadzą do sponiewierania ludzkiej godności i miłości. Widzimy tyle zgorszeń seksualnych, upodlenia osoby ludzkiej, deprawacji niewinnych dziewcząt i niewinnych chłopców. A Pan Bóg zdaje się milczeć, bo zarówno miłość ludzka jak i miłość Boża są jakby bezbronne wobec daru wolności, którym jesteśmy wspaniałomyślnie wyposażeni. Pan Bóg kocha każdego, nawet gdy surowo karze gorszycieli, lub czeka cierpliwie na ich upamietanie i nawrócenie, na ich głęboką, prawdziwą skruchę, naprawienie zgorszeń wyrządzonych, i dobrowolny powrót do miłości Bożej. Ale nawet złoczyńców i morderców nie pozbawia wolności. Stąd mamy solidaryzować się w dobrym, tworzyć środowiska chrześcijańskiej miłości, cywilizacji chrześcijańskiej, Bożej miłości w rodzinie, w społeczeństwie, w szkole, w miejscach pracy, by w ten sposób przeciwstawić się deprawacji i współczesnym zgorszeniom.
Wśród tylu zgorszeń, w pomieszaniu dobra i zła mogą ucierpieć również niewinni. Niedawno zwolniono człowieka niewinnie oskarżonego o morderstwo. Kilkanaście lat siedział w wiezieni. Groziła mu śmierć na krześle elektrycznym. Zapytany jakby zareagowała jego matka, gdyby wykonano wyrok? Odpowiedział: Nosiłaby na piersi medalion z moimi prochami jako męczennika.
Starzec Symeon przepowiedział najniewinniejszej i najświętszej istocie ludzkiej, Maryji, że dusze Jej Niepokalaną przeniknie miecz. Był to miecz boleści, gdy Syna Jej krzyżowano, samą Miłość i Świętość niepojętą. Ta zbawcza ofiara Chrystusa winna pociągnąć nas wszystkich do miłowania Boga, do składania Mu naszej ludzkiej miłości za Jego niepojętą miłość, by miłość Boga nie była bezbronna!
Dlaczego Bóg jest tak o nas zazdrosny
Dlaczego Bóg jest tak o nas zazdrosny? Bo nie chce, by człowiek swą wiarę, nadzieje i miłość ulokował w pustce, w fałszu. W czasach starożytnych pustką i fałszem były pogańskie bożki. W naszych czasach takimi bożkami mogą się stać:
bogactwo, zdrowie, sława, honory, wiedza. Wszystko to bowiem przemija najpierw z naszym życiem, potemzcalym światem doczesnym, bo Bóg stworzy "nową ziemie i nowe niebo" (2 P 3, 13). Gospodarzowi z przypowieści ewangelicznej nadzwyczaj dobrze powodziło się w życiu, wobec czego postanowił na miejce małych i starych spichlerzy pobudować" większe i nowe, aby zgromadzić" w nich zapasy zboża i dóbr na długie lata. Cieszył się młodością, dobrym zdrowiem i bogactwem. Mówił sobie: "Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone: odpoczywaj, jedz, pij i używaj." Lecz Bóg rzeki do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu wiec przypadnie to, coś przygotował" (Łk 12, 16 nn.). I my nie upatrujmy całej swej wiary, nadziei i miłości tylko w przemijających dobrach doczesnych, czyli w pustce, bez perspektywy wieczności.
A wiec gra wcale nie idzie o chwałę Boga Jedynego, gdyż ani ludzie, choćby najbardziej genialni, ani świeci, ani sami aniołowie chwały Mu przydać ani ujatf nie mogą. Gra idzie o chwałę i ocalenie człowieka, bo przecież człowiek przegrywa zwracając się ku bożkom i ku marnościom tego świata. To człowiek obumiera, staje się pusty i goły, gdy utraci miłość do Boga i ludzi, gdy miłość Boga staje się wobec niego bezbronna.
Bóg jest Bogiem zawistnym w najszlachetniejszym znaczeniu, bo nie chce naszego zatracenia. "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginał, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 16 n.). Chrystus z krzyża pociąga wszystkich do miłowania Boga ponad wszystko, z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił. Taka miłość zapewnia nam prawdziwe, trwałe, wieczne szczęście.
KULT OBRAZÓW (I-sze Przykazanie Boże)
Radiowe przemówienia wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
11-ty luty, 1990
KULT OBRAZÓW (I-sze Przykazanie Boże)
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pewien młody człowiek z sekty Świadków Jehowy spostrzegłszy figurkę Matki Bożej w moim aucie, fanatycznie natarł na mnie i pomawiał o bałwochwalstwo. To nieprzyjemne wydarzenie przekonało mnie, że przy omawianiu Pierwszego Przykazania Bożego nie można się ograniczyć tylko do znanej nam z katechizmu jego pierwszej części, którą powtarzamy w codziennym pacierzu: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną." Trzeba wyjaśnić jeszcze drugą jego cześć, która zakazuje tworzenia wyobrażeń i podobizn Boga na kształt stworzeń żyjących na ziemi, w powietrzu i w wodzie — ptaków, zwierząt i ryb. Nie wolno im się kłaniać ani służyć (por. Wj 20, 3-5). Obie części wzajemnie się uzupełniają, wspierają i wyjaśniają.
W takim razie jak rozumieć cześć jaką my, katolicy, oddajemy świętym obrazom i figurom? Czy przez to może nas ktoś pomawiać o bałwochwalstwo? Na to postawione pytanie odpowiem w dzisiejszej pogadance pod tytułem:
KULT OBRAZÓW (l Przykazanie Boże)
Wiara w jednego Boga i wielobóstwo
Starożytni Izraelici wierzyli w jednego Boga, Stworzyciela i Pana wszechświata. Pierwsze Przykazanie otrzymane na Górze Synaj zabraniało im kategorycznie sporządzać wyobrażenia i podobizny Boga z tej prostej przyczyny, że Boga nikt nie widział, ani oczyma ludzkimi widzieć by nie mógł, gdyż jest istotą czysto duchową i nadprzyrodzoną. Żydzi otrzymali wiarę w jednego Boga dzięki objawieniu, natomiast wszystkie inne ludy, które nie miały objawienia, grzęzły w wielobóstwie, przedstawiając sobie Boga w sposób materialny; upatrywały Go w imponujących w swym majestacie stworzeniach takich, jak słońce, gwiazdy, lub w zjawiskach przyrody takich, jak pioruny, wichry, nawałnice . . . Żydzi nazywali ich poganami, czyli niewiernymi. W ścisłym tego słowa znaczeniu nie byli oni bezbożnikami. Oni też wierzyli. Wszystkie ludy tej ziemi od zarania historii szukały Boga jakby po omacku, błądząc w swoich wierzeniach.
Przywódcy Izraelitów tępią bałwochwalstwo
Izraelici nieraz ulegali pokusie bałwochwalstwa. Na przykład u stóp góry Synaj, w tym samym czasie, kiedy Mojżesz odbierał od Boga tablice Dziesięciorga Przykazań, ulali sobie na wzór egipski złotego cielca i tańcząc dokoła niego oddawali mu pokłon. Przywódcy Ludu Bożego tępili bałwochwalstwo i wzywali do wierności jednemu Bogu. Autor Księgi Powtórzonego Prawa mówił: "Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy . . . obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył (4, 19).
Bóg nigdy nie objawił się w postaci ludzkiej ani zwierzęcej. Mężowie Boży tacy jak Abraham, Izaak i Mojżesz słyszeli tylko Jego głos spośród obłoku lub ognia (por. Pp4, 5).
Gdy nakazy nie skutkowały, przywódcy narodu, zwłaszcza prorocy posługiwali się ironia i szyderstwem. Jeremiasz tłumaczył, że bożki, które tak wielki wzbudzają lęk u pogan są niczym innym jak tylko drewnem wyrąbanym w lesie, obrobionym dłutem rzeźbiarza, ozdobionym srebrem lub złotem, które potem umocowuje się za pomocą gwoździ i młotka do ściany, by się nie chwiało. Porównał je do strachów na ptaki wśród pola melonów; nie mówią, trzeba je nosić, bo nie chodzą. "Nie bójcie się ich — wołał — gdyż nie mogą zaszkodzić, ani są zdolne dobrze czynić" (por. Jer 10, 2-5).
Psalmista znów przemawia do rozsądku: Bożki pogańskie "to srebro i złoto, robota rąk ludzkich. Mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą. Mają uszy, ale nie słyszą; nozdrza mają, ale nie czują zapachu. Mają ręce, lecz nie dotykają; nogi mają, ale nie chodzą; gardłem swoim nie wydają głosu" (115, 4-7).
Pierwsi chrześcijanie idą za nauką Apostolów
W Nowym Testamencie zakaz tworzenia podobizny Boga trwał, bo — jak objaśniał święty Jan Ewangelista: "Nikt nigdy Boga nie oglądał" (I J 4, 12). Podobnie pouczał święty Paweł: "Król królujących i Pan panujących zamieszkuje światłość niedostępną, żaden z ludzi Go nie widział ani nie może zobaczyć." Toteż pierwsi chrześcijanie, podobnie jak Izraelici, zwalczali bałwochwalstwo. Autor Listu do Diogneta pisał, polemizując z poganami: "Jaka jest w rzeczywistości istota i postać zewnętrzna tych, których nazywacie bogami i za bogów też uznajecie? Czyż ten oto nie jest po prostu kamieniem podobnym do innych kamieni, po jakich depczemy? Czyż tamten z brązu ma większą wartość od sprzętów odlewanych na nasz użytek? Ten znowu z drewna już gnić zaczyna, ów zaś ze srebra potrzebuje stróża, żeby go nie ukradziono. Inny jest kawałkiem żelaza, które rdza przeżera, inny bryłą gliny, wcale nie szlachetniejszej od używanej do sporządzania najmniej godnych naczyń . . . Czyż wszyscy ci bogowie, których teraz czcicie nie są głupi, ślepi, pozbawieni życia, czucia i możliwości ruchu? Czyż wszyscy nie gniją i nie niszczeją? Oto co nazywacie bogami, czemu służycie, czemu cześć oddajecie!" Wcielenie Boże modyfikuje zakaz
Chrześcijanie nigdy nie odważyli się tworzyć podobizny Boga. Święty Jan Damasceński mówił: "Któż może tworzyć ikony przedstawiające Boga, Niewidzialnego, Niematerialnego, Nieopisanego, Niewyobrażalnego? Malowanie obrazu Bóstwa, to szczyt szaleństwa i bezbożności. Święty Augustyn uczył podobnie: "Strzeżmy się pojmowania Boga jako Starca . . . Chcecie ujrzeć Boga? Przecież On jest miłością! A jaką formę ma miłość? Nikt nie może tego powiedzieć".
Ale przyjście Boga na świat pod postacią człowieka musiało zmienić dotychczasowy zakaz przedstawiania podobizn i wyobrażeń Boga. Pierwsi chrześcijanie w dalszym ciągu byli wierni zakazowi tworzenia obrazów Boga, ale poczęli malować, rzeźbić obrazy Wcielonego Boga, Jezusa Chrystusa. Oczywiście tylko podobizny, wyobrażenia oparte na Ewangelii, bo nikt ze współczesnych Jezusowi nie pozostawił nam wiernego portretu Boga-Człowieka.
Zachętę do sporządzania obrazów Jezusa dał poniekąd sam Chrystus, mówiąc do swego ucznia Filipa: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca, bo ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie". Zachętę stanowią również słowa świętego Jana, który pouczał: Oznajmiamy wam Chrystusa, który istniał zanim powstał świat. My, Jego uczniowie ujrzeliśmy Go własnymi oczami, słyszeliśmy jak do nas przemawiał i dotykaliśmy Go naszymi rękami (por. l J l, 13).
Zakaz tworzenia obrazów z jednej strony, i wolność przedstawiania obrazów Jezusa z drugiej strony, w jednym zdaniu streszcza papież Grzegorz II: "Dlaczego nie przedstawiamy Ojca Pana Jezusa Chrystusa? Bo nie wiemy jakim jest . . . Gdybyśmy Go ujrzeli i poznali, tak jak Jego Syna, próbowalibyśmy opisywać Go i wyobrażać w sztuce".
Prześladowania utrudniają sztukę
Prześladowania pierwszych chrześcijan przyhamowały rozwój szuki religijnej, obrazowania Jezusa Chrystusa w rzeźbie, malowidle, w mozaice. Poza tym nie chcieli oni wystawiać nawracających się pogan na pokusy bałwochwalstwa, do którego tak byli skłonni. W katakumbach pojawiają się jednak obrazy Pana Jezusa, na przykład jako Dobrego Pasterza. Sztuka religijna rozkwitła dopiero z upadkiem cesarstwa rzymskiego i po przyznaniu prawa wolności chrześcijanom.
Nad niektórymi ciążył jeszcze surowy i absolutny zakaz starotestamentarny, toteż próbowali rozciągnąć go również na Osobę Chrystusa. Na tym tle w VIII wieku na Wschodzie wybuchł spór teologiczny. Wywołał go cesarz bizantyjski Leon III, wspaniały reformator państwa, który niestety rościł sobie też prawo do reformy Kościoła. Kult obrazów Pana Jezusa, Matki Jego Maryi i świętych nazwał dziełem szatana. Bez pozwolenia papieża zwołał sobór, który potępił kult obrazów. Cesarz wezwał wiernych do znoszenia obrazów na rynek i palenia ich. Niszczył obrazy w kościołach, na naczyniach liturgicznych i szatach. Czcicieli obrazów karał torturami, banicją a nawet śmiercią. Po cesarzu Leonie III wojnę przeciwko obrazom podjęli jego następcy na tronie. W sumie okres burzenia obrazów trwał przez ponad wiek.
Ale nie udało się cesarstwu podporządkować Kościoła. Walkę o cześć obrazów Kościół wygrał dzięki obrońcom tej miary, co święty Bazyli Wielki (+379), jego brat, święty Grzegorz z Nyssy (+399) i święty Grzegorz z Nazjanzu (+390), a przede wszystkim święty Jan Damasceński. Mowy świętego Jana przeciwko niszczycielom obrazów religijnych czyli obrazoburcom stanowią doskonały wykład nauki katolickiej o czci obrazów. Według Jana nie można przedstawiać Boga, który jest czystym duchem. Można natomiast przedstawić Chrystusa, Boga-Człowieka, a tym bardziej Maryję i świętych. Tak więc kult obrazów Chrystusa ma podstawę w Jego wcieleniu, przez które materia została uczczona do tego stopnia, że stała się godną, by przez nią został wyrażony obraz Chrystusa. Cześć oddawana obrazom nie odnosi się do nich, ale do tych, których przedstawiają, a ostatecznie do Boga; jest to więc kult względny. Boga adorujemy, świętych czcimy, a adoracja jest czymś innym od czci. Obraz jest nosicielem łaski. Gdzie jest symbol Chrystusa, jest także On sam swoją mocą. Pożytek kultu obrazów jest wieloraki: przypomina Boże dobrodziejstwa, pobudza do pobożności, ułatwia modlitwę. Kult obrazów ma wartość duszpasterską. Obrazy podnoszą duszę naszą ku Bogu.
Owoce Soboru Nicejskiego II
Kościół przełamał gwałtowny nurt obrazoburców i wyjaśnił naukę o czci obrazów. Dlatego dziś tyle milionów ludzi udaje się w pielgrzymkach do Częstochowy, Guadelupe, Lourdes, świętej Anny de Beaupres w Kanadzie. Czcimy w domach i kościołach obrazy Jezusa Miłosiernego objawione Służebnicy Bożej Siostrze Faustynie Kowalskiej. Świątynie nasze nie są puste i zimne jak synagogi i meczety. Mamy wielkie dzieła sztuki religijnej jak Wieczerza Pańska Leonarda da Vinci, Sąd Ostateczny Michała Anioła, obrazy religijne Fra Angelico, Giotta, Rubensa i innych mistrzów.
Wielkie przeżycie religijne dają nam po dziś dzień ikony wschodnie. Ikony te tworzyli artyści, którzy przed przystąpieniem do pracy odbywali długie posty i modlitwy. Dlatego ikony, jak na przykład Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, uspasabiają do modlitwy. Centrum każdej ikony stanowi twarz Pana Jezusa i Matki Bożej, a zwłaszcza oczy. Oczy patrzące na nas z ikony stawiają nas w obecności Bożej. Każdy z modlących się odczytuje w dobrych oczach Pana lub Jego Matki jakieś bezpośrednie słowo dla siebie: smutek z powodu swoich grzechów, obietnicę pomocy, bezinteresowną miłość, wezwanie do wytrwania lub do pokuty, współradowanie się swoimi prawdziwymi radościami. Klęcząc przed ikoną, modlimy się z wiarą i doznajemy jakby sakramentalnej obecności Chrystusa i Jego Matki. Oczy Chrystusa z ikony przenikają nas światłem Bożym i mocą.
Może się nam wydaje, że tańce i bałwochwalcza cześć ulanego cielca u stóp Góry Synaj to przeżytek i opowiadanie dla małych dzieci. Tymczasem potworne zbrodnie XX wieku — wojny, obozy, łagry, Katyń, mordowanie dzieci nienarodzonych, rozpusta, narkotyki, ujarzmienie słabszych narodów — to wszystko dowodzi o odstępstwie sprawców tych zbrodni od czci prawdziwego Boga.
I nasz kończący się wiek XX, wiek obrazów i środków wizualnych, wznowił gwałtowne obrazobustwo, niszczenie obrazów świętych. Wyobraźnię naszą, czy chcemy, czy nie chcemy, przepełniają obrazy świeckie, często gorszące, pornograficzne. Na skutek obniżenia życia religijnego i ducha świeckości ludzie powyrzucali obrazy święte ze swoich domów. Kościół znowu przypomina nam, by w nowoczesnych mieszkaniach powiesić i intronizować krzyż z wizerunkiem Zbawiciela, Obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa, Matki Bożej, świętych Patronów . . . Wszycy dobrze rozumiemy, że cześć oddawana obrazom świętym przez pobożne spojrzenia, skłony, ucałowanie, palenie kadzidła, świec, lampek, klękanie do modlitwy rodzinnej, wyklucza wszelkie bałwochwalstwo.
Czymże jest trud i apostolstwo, Godziny Różańcowej jak nie nawoływaniem serdecznym do oddawania czci Prawdziwemu Bogu, jak nie przypominaniem staropolskiej mądrości:, "bez Boga — ani do proga!". Cześć prawdziwego Boga może pojednać rozbite i rozwiedzione rodziny, uratować zagrożone rodziny, uchronić młodzież od zgorszeń i narkotyków. Dlatego podaję Wam do rąk katechizm religii katolickiej. Dlatego wzywam do Spowiedzi, Komunii świętej, do gromadzenia się rodzin w Niedzielę na Mszy świętej. To wszystko skłania nas do oddawania czci prawdziwemu Bogu, w Trójcy Świętej Jedynemu.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
11-ty luty, 1990
KULT OBRAZÓW (I-sze Przykazanie Boże)
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Pewien młody człowiek z sekty Świadków Jehowy spostrzegłszy figurkę Matki Bożej w moim aucie, fanatycznie natarł na mnie i pomawiał o bałwochwalstwo. To nieprzyjemne wydarzenie przekonało mnie, że przy omawianiu Pierwszego Przykazania Bożego nie można się ograniczyć tylko do znanej nam z katechizmu jego pierwszej części, którą powtarzamy w codziennym pacierzu: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną." Trzeba wyjaśnić jeszcze drugą jego cześć, która zakazuje tworzenia wyobrażeń i podobizn Boga na kształt stworzeń żyjących na ziemi, w powietrzu i w wodzie — ptaków, zwierząt i ryb. Nie wolno im się kłaniać ani służyć (por. Wj 20, 3-5). Obie części wzajemnie się uzupełniają, wspierają i wyjaśniają.
W takim razie jak rozumieć cześć jaką my, katolicy, oddajemy świętym obrazom i figurom? Czy przez to może nas ktoś pomawiać o bałwochwalstwo? Na to postawione pytanie odpowiem w dzisiejszej pogadance pod tytułem:
KULT OBRAZÓW (l Przykazanie Boże)
Wiara w jednego Boga i wielobóstwo
Starożytni Izraelici wierzyli w jednego Boga, Stworzyciela i Pana wszechświata. Pierwsze Przykazanie otrzymane na Górze Synaj zabraniało im kategorycznie sporządzać wyobrażenia i podobizny Boga z tej prostej przyczyny, że Boga nikt nie widział, ani oczyma ludzkimi widzieć by nie mógł, gdyż jest istotą czysto duchową i nadprzyrodzoną. Żydzi otrzymali wiarę w jednego Boga dzięki objawieniu, natomiast wszystkie inne ludy, które nie miały objawienia, grzęzły w wielobóstwie, przedstawiając sobie Boga w sposób materialny; upatrywały Go w imponujących w swym majestacie stworzeniach takich, jak słońce, gwiazdy, lub w zjawiskach przyrody takich, jak pioruny, wichry, nawałnice . . . Żydzi nazywali ich poganami, czyli niewiernymi. W ścisłym tego słowa znaczeniu nie byli oni bezbożnikami. Oni też wierzyli. Wszystkie ludy tej ziemi od zarania historii szukały Boga jakby po omacku, błądząc w swoich wierzeniach.
Przywódcy Izraelitów tępią bałwochwalstwo
Izraelici nieraz ulegali pokusie bałwochwalstwa. Na przykład u stóp góry Synaj, w tym samym czasie, kiedy Mojżesz odbierał od Boga tablice Dziesięciorga Przykazań, ulali sobie na wzór egipski złotego cielca i tańcząc dokoła niego oddawali mu pokłon. Przywódcy Ludu Bożego tępili bałwochwalstwo i wzywali do wierności jednemu Bogu. Autor Księgi Powtórzonego Prawa mówił: "Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy . . . obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył (4, 19).
Bóg nigdy nie objawił się w postaci ludzkiej ani zwierzęcej. Mężowie Boży tacy jak Abraham, Izaak i Mojżesz słyszeli tylko Jego głos spośród obłoku lub ognia (por. Pp4, 5).
Gdy nakazy nie skutkowały, przywódcy narodu, zwłaszcza prorocy posługiwali się ironia i szyderstwem. Jeremiasz tłumaczył, że bożki, które tak wielki wzbudzają lęk u pogan są niczym innym jak tylko drewnem wyrąbanym w lesie, obrobionym dłutem rzeźbiarza, ozdobionym srebrem lub złotem, które potem umocowuje się za pomocą gwoździ i młotka do ściany, by się nie chwiało. Porównał je do strachów na ptaki wśród pola melonów; nie mówią, trzeba je nosić, bo nie chodzą. "Nie bójcie się ich — wołał — gdyż nie mogą zaszkodzić, ani są zdolne dobrze czynić" (por. Jer 10, 2-5).
Psalmista znów przemawia do rozsądku: Bożki pogańskie "to srebro i złoto, robota rąk ludzkich. Mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą. Mają uszy, ale nie słyszą; nozdrza mają, ale nie czują zapachu. Mają ręce, lecz nie dotykają; nogi mają, ale nie chodzą; gardłem swoim nie wydają głosu" (115, 4-7).
Pierwsi chrześcijanie idą za nauką Apostolów
W Nowym Testamencie zakaz tworzenia podobizny Boga trwał, bo — jak objaśniał święty Jan Ewangelista: "Nikt nigdy Boga nie oglądał" (I J 4, 12). Podobnie pouczał święty Paweł: "Król królujących i Pan panujących zamieszkuje światłość niedostępną, żaden z ludzi Go nie widział ani nie może zobaczyć." Toteż pierwsi chrześcijanie, podobnie jak Izraelici, zwalczali bałwochwalstwo. Autor Listu do Diogneta pisał, polemizując z poganami: "Jaka jest w rzeczywistości istota i postać zewnętrzna tych, których nazywacie bogami i za bogów też uznajecie? Czyż ten oto nie jest po prostu kamieniem podobnym do innych kamieni, po jakich depczemy? Czyż tamten z brązu ma większą wartość od sprzętów odlewanych na nasz użytek? Ten znowu z drewna już gnić zaczyna, ów zaś ze srebra potrzebuje stróża, żeby go nie ukradziono. Inny jest kawałkiem żelaza, które rdza przeżera, inny bryłą gliny, wcale nie szlachetniejszej od używanej do sporządzania najmniej godnych naczyń . . . Czyż wszyscy ci bogowie, których teraz czcicie nie są głupi, ślepi, pozbawieni życia, czucia i możliwości ruchu? Czyż wszyscy nie gniją i nie niszczeją? Oto co nazywacie bogami, czemu służycie, czemu cześć oddajecie!" Wcielenie Boże modyfikuje zakaz
Chrześcijanie nigdy nie odważyli się tworzyć podobizny Boga. Święty Jan Damasceński mówił: "Któż może tworzyć ikony przedstawiające Boga, Niewidzialnego, Niematerialnego, Nieopisanego, Niewyobrażalnego? Malowanie obrazu Bóstwa, to szczyt szaleństwa i bezbożności. Święty Augustyn uczył podobnie: "Strzeżmy się pojmowania Boga jako Starca . . . Chcecie ujrzeć Boga? Przecież On jest miłością! A jaką formę ma miłość? Nikt nie może tego powiedzieć".
Ale przyjście Boga na świat pod postacią człowieka musiało zmienić dotychczasowy zakaz przedstawiania podobizn i wyobrażeń Boga. Pierwsi chrześcijanie w dalszym ciągu byli wierni zakazowi tworzenia obrazów Boga, ale poczęli malować, rzeźbić obrazy Wcielonego Boga, Jezusa Chrystusa. Oczywiście tylko podobizny, wyobrażenia oparte na Ewangelii, bo nikt ze współczesnych Jezusowi nie pozostawił nam wiernego portretu Boga-Człowieka.
Zachętę do sporządzania obrazów Jezusa dał poniekąd sam Chrystus, mówiąc do swego ucznia Filipa: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca, bo ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie". Zachętę stanowią również słowa świętego Jana, który pouczał: Oznajmiamy wam Chrystusa, który istniał zanim powstał świat. My, Jego uczniowie ujrzeliśmy Go własnymi oczami, słyszeliśmy jak do nas przemawiał i dotykaliśmy Go naszymi rękami (por. l J l, 13).
Zakaz tworzenia obrazów z jednej strony, i wolność przedstawiania obrazów Jezusa z drugiej strony, w jednym zdaniu streszcza papież Grzegorz II: "Dlaczego nie przedstawiamy Ojca Pana Jezusa Chrystusa? Bo nie wiemy jakim jest . . . Gdybyśmy Go ujrzeli i poznali, tak jak Jego Syna, próbowalibyśmy opisywać Go i wyobrażać w sztuce".
Prześladowania utrudniają sztukę
Prześladowania pierwszych chrześcijan przyhamowały rozwój szuki religijnej, obrazowania Jezusa Chrystusa w rzeźbie, malowidle, w mozaice. Poza tym nie chcieli oni wystawiać nawracających się pogan na pokusy bałwochwalstwa, do którego tak byli skłonni. W katakumbach pojawiają się jednak obrazy Pana Jezusa, na przykład jako Dobrego Pasterza. Sztuka religijna rozkwitła dopiero z upadkiem cesarstwa rzymskiego i po przyznaniu prawa wolności chrześcijanom.
Nad niektórymi ciążył jeszcze surowy i absolutny zakaz starotestamentarny, toteż próbowali rozciągnąć go również na Osobę Chrystusa. Na tym tle w VIII wieku na Wschodzie wybuchł spór teologiczny. Wywołał go cesarz bizantyjski Leon III, wspaniały reformator państwa, który niestety rościł sobie też prawo do reformy Kościoła. Kult obrazów Pana Jezusa, Matki Jego Maryi i świętych nazwał dziełem szatana. Bez pozwolenia papieża zwołał sobór, który potępił kult obrazów. Cesarz wezwał wiernych do znoszenia obrazów na rynek i palenia ich. Niszczył obrazy w kościołach, na naczyniach liturgicznych i szatach. Czcicieli obrazów karał torturami, banicją a nawet śmiercią. Po cesarzu Leonie III wojnę przeciwko obrazom podjęli jego następcy na tronie. W sumie okres burzenia obrazów trwał przez ponad wiek.
Ale nie udało się cesarstwu podporządkować Kościoła. Walkę o cześć obrazów Kościół wygrał dzięki obrońcom tej miary, co święty Bazyli Wielki (+379), jego brat, święty Grzegorz z Nyssy (+399) i święty Grzegorz z Nazjanzu (+390), a przede wszystkim święty Jan Damasceński. Mowy świętego Jana przeciwko niszczycielom obrazów religijnych czyli obrazoburcom stanowią doskonały wykład nauki katolickiej o czci obrazów. Według Jana nie można przedstawiać Boga, który jest czystym duchem. Można natomiast przedstawić Chrystusa, Boga-Człowieka, a tym bardziej Maryję i świętych. Tak więc kult obrazów Chrystusa ma podstawę w Jego wcieleniu, przez które materia została uczczona do tego stopnia, że stała się godną, by przez nią został wyrażony obraz Chrystusa. Cześć oddawana obrazom nie odnosi się do nich, ale do tych, których przedstawiają, a ostatecznie do Boga; jest to więc kult względny. Boga adorujemy, świętych czcimy, a adoracja jest czymś innym od czci. Obraz jest nosicielem łaski. Gdzie jest symbol Chrystusa, jest także On sam swoją mocą. Pożytek kultu obrazów jest wieloraki: przypomina Boże dobrodziejstwa, pobudza do pobożności, ułatwia modlitwę. Kult obrazów ma wartość duszpasterską. Obrazy podnoszą duszę naszą ku Bogu.
Owoce Soboru Nicejskiego II
Kościół przełamał gwałtowny nurt obrazoburców i wyjaśnił naukę o czci obrazów. Dlatego dziś tyle milionów ludzi udaje się w pielgrzymkach do Częstochowy, Guadelupe, Lourdes, świętej Anny de Beaupres w Kanadzie. Czcimy w domach i kościołach obrazy Jezusa Miłosiernego objawione Służebnicy Bożej Siostrze Faustynie Kowalskiej. Świątynie nasze nie są puste i zimne jak synagogi i meczety. Mamy wielkie dzieła sztuki religijnej jak Wieczerza Pańska Leonarda da Vinci, Sąd Ostateczny Michała Anioła, obrazy religijne Fra Angelico, Giotta, Rubensa i innych mistrzów.
Wielkie przeżycie religijne dają nam po dziś dzień ikony wschodnie. Ikony te tworzyli artyści, którzy przed przystąpieniem do pracy odbywali długie posty i modlitwy. Dlatego ikony, jak na przykład Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, uspasabiają do modlitwy. Centrum każdej ikony stanowi twarz Pana Jezusa i Matki Bożej, a zwłaszcza oczy. Oczy patrzące na nas z ikony stawiają nas w obecności Bożej. Każdy z modlących się odczytuje w dobrych oczach Pana lub Jego Matki jakieś bezpośrednie słowo dla siebie: smutek z powodu swoich grzechów, obietnicę pomocy, bezinteresowną miłość, wezwanie do wytrwania lub do pokuty, współradowanie się swoimi prawdziwymi radościami. Klęcząc przed ikoną, modlimy się z wiarą i doznajemy jakby sakramentalnej obecności Chrystusa i Jego Matki. Oczy Chrystusa z ikony przenikają nas światłem Bożym i mocą.
Może się nam wydaje, że tańce i bałwochwalcza cześć ulanego cielca u stóp Góry Synaj to przeżytek i opowiadanie dla małych dzieci. Tymczasem potworne zbrodnie XX wieku — wojny, obozy, łagry, Katyń, mordowanie dzieci nienarodzonych, rozpusta, narkotyki, ujarzmienie słabszych narodów — to wszystko dowodzi o odstępstwie sprawców tych zbrodni od czci prawdziwego Boga.
I nasz kończący się wiek XX, wiek obrazów i środków wizualnych, wznowił gwałtowne obrazobustwo, niszczenie obrazów świętych. Wyobraźnię naszą, czy chcemy, czy nie chcemy, przepełniają obrazy świeckie, często gorszące, pornograficzne. Na skutek obniżenia życia religijnego i ducha świeckości ludzie powyrzucali obrazy święte ze swoich domów. Kościół znowu przypomina nam, by w nowoczesnych mieszkaniach powiesić i intronizować krzyż z wizerunkiem Zbawiciela, Obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa, Matki Bożej, świętych Patronów . . . Wszycy dobrze rozumiemy, że cześć oddawana obrazom świętym przez pobożne spojrzenia, skłony, ucałowanie, palenie kadzidła, świec, lampek, klękanie do modlitwy rodzinnej, wyklucza wszelkie bałwochwalstwo.
Czymże jest trud i apostolstwo, Godziny Różańcowej jak nie nawoływaniem serdecznym do oddawania czci Prawdziwemu Bogu, jak nie przypominaniem staropolskiej mądrości:, "bez Boga — ani do proga!". Cześć prawdziwego Boga może pojednać rozbite i rozwiedzione rodziny, uratować zagrożone rodziny, uchronić młodzież od zgorszeń i narkotyków. Dlatego podaję Wam do rąk katechizm religii katolickiej. Dlatego wzywam do Spowiedzi, Komunii świętej, do gromadzenia się rodzin w Niedzielę na Mszy świętej. To wszystko skłania nas do oddawania czci prawdziwemu Bogu, w Trójcy Świętej Jedynemu.
PIERWSZE PRZYKAZANIE BOŻE W PRAKTYCE
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
4-ty luty 1990
PIERWSZE PRZYKAZANIE BOŻE W PRAKTYCE
Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Kolega szkolny zwrócił się do przyjaciela z taką radą: "Staraj się być zawsze i wszędzie pierwszy, osobą Nr l. Nikt ci w tym nie pomoże, raczej będą ci przeszkadzali. Ja nie dbam czy się to komu podoba, czy nie, ale to jest moja filozofia życia. Nauczyło mnie życie. Patrzyłem jak życie potraktowało mego ojca. On nie walczył o to, by być we wszystkim na pierwszym miejscu. Ja nie pozwolę, żeby mnie taki los spotkał. Możesz się ze mną nie zgadzać, ale mnie nie przekonasz i nie zmienisz. Muszę we wszystkim górować nad innymi."
Rzeczywiście, rodzina, szkoła i otoczenie powinny wyzwalać zdrową ambicję młodzieży, stwarzać jej sprzyjające warunki do prawidłowego rozwoju wszechstronnego, fizycznego, umysłowego, duchowego. Młodzież jest przecież przyszłością. Jeśli więc ktoś pragnie być prymusem w szkole, albo najlepszym sportowcem, genialnym chirurgiem czy nawet prezydentem Stanów Zjednoczonych, niech mu Bóg szczęści. Zdrowa to ambicja wyzyskać wszystkie siły i możliwości jakie Stwórca dał człowiekowi i rozwinąć je do najwyższego stopnia dla dobra drugich. Jeśli jednak ktoś chce być zawsze i wszędzie pierwszym z krzywdą innych, za wszelką cenę, nawet niegodziwą, dla zaspokojenia swej żądzy błyszczenia i górowania nad drugimi, wtedy taka postawę musimy potępiać. Podstawą całego naszego postępowania etycznego, moralnego powinno być Pierwsze Przykazanie Boże: "Jam jest Pan, Bóg twój! Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną." I w dzisiejszej pogadance będziemy rozważać praktyczną mądrość tego przykazania. Tytuł jej brzmi:
PIERWSZE PRZYKAZANIE BOŻE W PRAKTYCE
Bóg porządkuje nasze życie
Jakie może mieć znaczenie Pierwsze Przykazanie Boże w życiu codziennym? Przede wszystkim ustala skalę czyli hierarchię wartości: na pierwszym miejscu Bóg, na drugim społeczność, na trzecim dopiero ja, jako jednostka, a na czwartym nierozumne stworzenia i środowisko. Dzięki temu życie nasze będzie uporządkowane. Człowiek jako jednostka jest istotą niepełną, niekompletną, sam sobie nie wystarcza. Nie może zadowolić się sobą, być niezależnym, i kierować się winien ku drugim,
przede wszystkim do Boga, od którego pochodzi wszelkie dobro i bez którego pomocy nic dobrego uczynić nie możemy (por. J 15, 5) — potem do innych ludzi, a w końcu do stworzeń. Będziemy rozwijać się prawidłowo, gdy będziemy stale wykraczać poza siebie, poza swoje ciasne ja; będziemy wychodzić z siebie, przerastać siebie, kierując się do Boga i bliźnich. Dlatego amerykański kompozytor Ernest Bloch (+1959) nazywa człowieka istotą transcendująca, tą, która musi ciągle przekraczać siebie.
Jeśli ten porządek zaprowadzony w świecie przez Stwórcę naruszymy, pogwałcimy, złamiemy, unieszcześliwimy siebie i innych. Jeśli nie damy pierwszeństwa Bogu i Jego przykazaniom, skołtunimy i powichrzymy swe życie. Postawa wspomnianego we wstępie młodzieńca, który za wszelką cenę, godziwą czy nie godziwą, chce być wszędzie, zawsze, we wszystkim pierwszy, najważniejszy, na szczycie, nie prowadzi do szczęścia. Najgroźniejszym wrogiem porządku ustalonego przez Boga w świecie jest człowiek, który chciałby zrobić z siebie bożyszcze. Stawiając siebie na piedestale, usiłując podporządkować sobie wszystkich przez niegodziwe środki, jak zakłamanie, oszustwa, oszczerstwa, zazdrość, nienawiść, podejrzliwość, przygotowuje sobie haniebną ruinę. Do niczego godnego nie prowadzi przepychanie się przez życie łokciami, deptanie po trupach innych, znieważanie drugich, by siebie wywyższyć, błyszczeć przed wszystkimi fałszywym blaskiem. Taka nieludzka postawa jest bałwochwalstwem.
Pragnijmy całym sercem oddać należne pierwszeństwo Bogu nie tylko z ducha pobożności, ale niech skłania nas do tego ludzka roztropność poświadczona mądrością Pierwszego Przykazania Bożego. Stosujmy w życiu ten porządek, jeśli chcemy być szczęśliwi, żyć w zgodzie i harmonii z Bogiem, z ludźmi, ze sobą i stworzeniami; żebyśmy nie powikłali swego życia, żebyśmy uniknęli sprzeczności, konfliktów i nieszczęść. Stawiajmy Boga i Jego prawo na pierwszym miejscu w naszym życiu.
Społeczność
Życie stawia nas w społeczności, we wspólnocie z drugimi, a więc w rodzinie, parafii, szkole, narodzie, ludzkości — w wielkiej rodzinie ludzkiej. Dobro wspólnoty wyprzedza dobro jednostki. Kierujmy więc swe życie dla dobra wspólnoty, dla dobra wspólnego.
Do zachowania Pierwszego Przykazania Bożego, jak zresztą każdego innego, skłania nas miłość Boga i bliźnich i dobrze pojęta miłość samego siebie. Miłość łączy nas z bliźnimi i z Bogiem, stwarzając równowagę, harmonie i wywołując radość życia. Bez miłości bylibyśmy niczym, zerem, choćbyśmy posiadali szeroką wiedzę i znajomość języków. Miłość jest twórcza, usuwa i łagodzi wstrząsy we wspólnocie, odnawia jej łączność serdeczną, bo jest życzliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z cudzej krzywdy, lecz współweseli się z prawdą. Ona wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość jest siłą przyciągającą, Bożą. Miłość jest wieczna, nigdy nie ustaje (por. l Kor 13).
Świadczyć miłość Bogu i bliźnim, to znaczy przekraczać siebie. Pierwszym przedmiotem naszej miłości ma być Bóg, bo jest Istotą najwyższą, odwieczną, w swych przymiotach nieskończoną. Bóg jest źródłem prawdziwej miłości. Jemu należy się miłość ponad wszystko: całym sercem, całą duszą, całym umysłem (Mt 22, 37). Istotą miłości Bożej jest: "chcieć tego samego, co chce Bóg, i tego samego nie chcieć, czego nie chce Bóg."
Miłość nasza wybiega również ku bliźnim. Powinniśmy ich kochać jak kochamy samych siebie. Miłować bliźniego po chrześcijańsku, to znaczy widzieć obraz Boży w każdym człowieku i obraz Chrystusa. Obraz Chrystusa wyciska w naszej duszy chrzest jako niezatarte znamię dziecięctwa Bożego. Przez te nadprzyrodzone dary Boże miłość łączy nas w jedną wielką rodzinę ludzką, w której Bóg jest naszym Ojcem, my zaś w Chrystusie jesteśmy sobie wzajem siostrami i braćmi. Światowe podróże Ojca Świętego Jana Pawła n rozniecają taką nadprzyrodzoną miłość na całym skłóconym globie ziemskim.
Miłość samego siebie
Pierwsze Przykazanie Boże wyznacza również właściwe miejsce każdemu z nas. Na trzecim miejscu jestem ja. Mam kochać sam siebie uporządkowaną miłością. Byłoby rzeczą złą pogardzać sobą, nienawidzić siebie, uważać się za zero. Pan Bóg chroni nas od takiej małoduszności. W oczach Boga jestem przecież jedyny w swoim rodzaju, różny od innych, niepowtarzalny. Mam wielką wartość, bo jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boże i odkupiony męką Chrystusa. Gdybyśmy wiec nie umieli miłować siebie uporządkowaną miłością, jak moglibyśmy miłować bliźnich? Na pierwszym miejscu kochajmy Boga całym sercem. Niech nasza miłość rozlewa się na wszystkich bliźnich i ubogaca również nasze serca, spragnione miłości.
Prawdziwość takiego porządku miłości sprawdza się w codziennym doświadczeniu życiowym. Każde poważne naruszenie przykazania miłości Boga, każde bolesne zranienie bliźnich odbija się ujemnie na naszej psychice, pomniejsza nas wewnętrznie, odbiera nam radość i chęć do życia, utrudnia nam życie. Pozbawieni ciepła miłości, możemy łatwo pogrążyć się w pogardzie dla samych siebie i przygnębiającej małoduszności, w zwątpieniu o swych wielkich możliwościach a nawet o swym wiecznym przeznaczeniu.
Nasz krwawy wiek dobiegający do końca w tym dziesięcioleciu, a szczególnie okres ostatniej wojny światowej, dał nam wiele przykładów na to, że tam, gdzie ignoruje się Boga, otwarcie walczy się z Nim, gdzie człowiek uzurpuje sobie Jego miejsce, depcze prawa Boże i ustanawia swoje własne ludzkie prawa, takie prawa sprowadzają nieszczęścia po nieszczęściu na winnych i na niewinnych. Prawo Pierwszego Przykazania Bożego jest zgodne z prawem naturalnym, wypisanym przez Boga w sercu każdego człowieka — ' 'Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.''
Gdzie usuwa się Boga z życia i wyrywa wiarę z serc, wszystkie prawa człowieka są zagrożone i pogwałcone. Stąd Kościół katolicki tak żarliwie walczy o wolność religijną we wszystkich krajach, o wolność wyznawania wiary i publicznego składania czci Bogu. To jest podstawowe uprawnienie człowieka. Obserwujemy zryw wolnościowy narodów Europy Środkowo-Wschodniej, którym narzucono terrorem przez czterdzieści pięć lat obowiązujący ateizm — bezbożnictwo. Jakżesz dokona się zaleczenie tylu ran w komunistycznych krajach Rosji i Chin, w których prowadzono najdłuższe, i krwawe prześladowanie za wiarę w Boga?! Dlatego Kościół nie przestaje przypominać i podkreślać mądrości Pierwszego Przykazania Bożego. Bóg wprowadza równowagę do bujnego życia jednostek i narodów. Kościół zaś budzi swiadomość obecności Boga w świecie i naszej przed Nim odpowiedzialności, a tym samym wpływa na uleczenie stosunków międzyludzkich i międzynarodowych, na pomyślniejszy bieg wydarzeń. Nie ignorujmy Boga! Liczmy się z Jego wolą! Czcijmy Go i miłujmy całym sercem. W codziennym pacierzu przypominajmy sobie mądrość Pierwszego Przykazania Bożego: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."
Najważniejsza decyzja życia
Pan Bóg szanuje ofiarowana nam wolność. Już na Chrzcie świętym obdarza nas darem wiary, ale każdy z nas w swych przeżyciach życiowych, przy poznawaniu katechizmu religii katolickiej, winien dobrowolnie otworzyć się na Boga, otworzyć drzwi swego serca na przyjęcie skarbu wiary w jednego Boga. Mówi Pan: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3, 20). Dobrowolnie i z radością mamy pielęgnować życie religijne.
Wiara w jednego Boga nie jest wcale prawdą oderwaną całkowicie od życia. Jej wyznawanie ma ogromne, praktyczne znaczenie. Opierając się na Bogu, wierząc w jedynego Boga zdobywamy chrześcijańską wolność wobec świata , ludzi i siebie. Przekonujemy się, że "służąc Bogu znaczy panować." Im bardziej uznajemy władzę Boga, tym mniej jesteśmy niewolnikami rzeczy i ludzi. Stajemy się dziećmi Bożymi radującymi się wolnością we wspólnym domu Ojca Niebieskiego. Odrzucamy bóstwa i bożki dzisiejszego świata, a więc to wszystko, co świat czyni wartością najwyższą w miejsce Boga, jak pieniądze, znaczenie, praca, władza, postęp, użycie, także naród, rasa, klasa, państwo, nasze poglądy i zapatrywania, ideologie, modne dzisiejsze zasady . . . Każda z tych spraw ziemskich jest dobra sama w sobie, ale z natury jest ograniczona i skończona i może stać się zniewalającym nas bożkiem, jeżeli postawimy ją obok Boga, czy nawet ponad Bogiem i Jego wolą. Bądźmy wdzięczni kościołowi za skarb wiary otrzymany na Chrzcie świętym, dzięki której zwracamy się z najwyższą czcią do jedynego Boga jako swego Ojca i swego ostatecznego celu. Wszystkimi sprawami ziemskimi pragniemy się posługiwać rozumnie dla osiągnięcia celu najwyższego — Boga.
Wiara w jednego Boga, to najważniejsza decyzja całego naszego życia ziemskiego, bo wiara zapewnia nam szczęście.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
4-ty luty 1990
PIERWSZE PRZYKAZANIE BOŻE W PRAKTYCE
Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Kolega szkolny zwrócił się do przyjaciela z taką radą: "Staraj się być zawsze i wszędzie pierwszy, osobą Nr l. Nikt ci w tym nie pomoże, raczej będą ci przeszkadzali. Ja nie dbam czy się to komu podoba, czy nie, ale to jest moja filozofia życia. Nauczyło mnie życie. Patrzyłem jak życie potraktowało mego ojca. On nie walczył o to, by być we wszystkim na pierwszym miejscu. Ja nie pozwolę, żeby mnie taki los spotkał. Możesz się ze mną nie zgadzać, ale mnie nie przekonasz i nie zmienisz. Muszę we wszystkim górować nad innymi."
Rzeczywiście, rodzina, szkoła i otoczenie powinny wyzwalać zdrową ambicję młodzieży, stwarzać jej sprzyjające warunki do prawidłowego rozwoju wszechstronnego, fizycznego, umysłowego, duchowego. Młodzież jest przecież przyszłością. Jeśli więc ktoś pragnie być prymusem w szkole, albo najlepszym sportowcem, genialnym chirurgiem czy nawet prezydentem Stanów Zjednoczonych, niech mu Bóg szczęści. Zdrowa to ambicja wyzyskać wszystkie siły i możliwości jakie Stwórca dał człowiekowi i rozwinąć je do najwyższego stopnia dla dobra drugich. Jeśli jednak ktoś chce być zawsze i wszędzie pierwszym z krzywdą innych, za wszelką cenę, nawet niegodziwą, dla zaspokojenia swej żądzy błyszczenia i górowania nad drugimi, wtedy taka postawę musimy potępiać. Podstawą całego naszego postępowania etycznego, moralnego powinno być Pierwsze Przykazanie Boże: "Jam jest Pan, Bóg twój! Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną." I w dzisiejszej pogadance będziemy rozważać praktyczną mądrość tego przykazania. Tytuł jej brzmi:
PIERWSZE PRZYKAZANIE BOŻE W PRAKTYCE
Bóg porządkuje nasze życie
Jakie może mieć znaczenie Pierwsze Przykazanie Boże w życiu codziennym? Przede wszystkim ustala skalę czyli hierarchię wartości: na pierwszym miejscu Bóg, na drugim społeczność, na trzecim dopiero ja, jako jednostka, a na czwartym nierozumne stworzenia i środowisko. Dzięki temu życie nasze będzie uporządkowane. Człowiek jako jednostka jest istotą niepełną, niekompletną, sam sobie nie wystarcza. Nie może zadowolić się sobą, być niezależnym, i kierować się winien ku drugim,
przede wszystkim do Boga, od którego pochodzi wszelkie dobro i bez którego pomocy nic dobrego uczynić nie możemy (por. J 15, 5) — potem do innych ludzi, a w końcu do stworzeń. Będziemy rozwijać się prawidłowo, gdy będziemy stale wykraczać poza siebie, poza swoje ciasne ja; będziemy wychodzić z siebie, przerastać siebie, kierując się do Boga i bliźnich. Dlatego amerykański kompozytor Ernest Bloch (+1959) nazywa człowieka istotą transcendująca, tą, która musi ciągle przekraczać siebie.
Jeśli ten porządek zaprowadzony w świecie przez Stwórcę naruszymy, pogwałcimy, złamiemy, unieszcześliwimy siebie i innych. Jeśli nie damy pierwszeństwa Bogu i Jego przykazaniom, skołtunimy i powichrzymy swe życie. Postawa wspomnianego we wstępie młodzieńca, który za wszelką cenę, godziwą czy nie godziwą, chce być wszędzie, zawsze, we wszystkim pierwszy, najważniejszy, na szczycie, nie prowadzi do szczęścia. Najgroźniejszym wrogiem porządku ustalonego przez Boga w świecie jest człowiek, który chciałby zrobić z siebie bożyszcze. Stawiając siebie na piedestale, usiłując podporządkować sobie wszystkich przez niegodziwe środki, jak zakłamanie, oszustwa, oszczerstwa, zazdrość, nienawiść, podejrzliwość, przygotowuje sobie haniebną ruinę. Do niczego godnego nie prowadzi przepychanie się przez życie łokciami, deptanie po trupach innych, znieważanie drugich, by siebie wywyższyć, błyszczeć przed wszystkimi fałszywym blaskiem. Taka nieludzka postawa jest bałwochwalstwem.
Pragnijmy całym sercem oddać należne pierwszeństwo Bogu nie tylko z ducha pobożności, ale niech skłania nas do tego ludzka roztropność poświadczona mądrością Pierwszego Przykazania Bożego. Stosujmy w życiu ten porządek, jeśli chcemy być szczęśliwi, żyć w zgodzie i harmonii z Bogiem, z ludźmi, ze sobą i stworzeniami; żebyśmy nie powikłali swego życia, żebyśmy uniknęli sprzeczności, konfliktów i nieszczęść. Stawiajmy Boga i Jego prawo na pierwszym miejscu w naszym życiu.
Społeczność
Życie stawia nas w społeczności, we wspólnocie z drugimi, a więc w rodzinie, parafii, szkole, narodzie, ludzkości — w wielkiej rodzinie ludzkiej. Dobro wspólnoty wyprzedza dobro jednostki. Kierujmy więc swe życie dla dobra wspólnoty, dla dobra wspólnego.
Do zachowania Pierwszego Przykazania Bożego, jak zresztą każdego innego, skłania nas miłość Boga i bliźnich i dobrze pojęta miłość samego siebie. Miłość łączy nas z bliźnimi i z Bogiem, stwarzając równowagę, harmonie i wywołując radość życia. Bez miłości bylibyśmy niczym, zerem, choćbyśmy posiadali szeroką wiedzę i znajomość języków. Miłość jest twórcza, usuwa i łagodzi wstrząsy we wspólnocie, odnawia jej łączność serdeczną, bo jest życzliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z cudzej krzywdy, lecz współweseli się z prawdą. Ona wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość jest siłą przyciągającą, Bożą. Miłość jest wieczna, nigdy nie ustaje (por. l Kor 13).
Świadczyć miłość Bogu i bliźnim, to znaczy przekraczać siebie. Pierwszym przedmiotem naszej miłości ma być Bóg, bo jest Istotą najwyższą, odwieczną, w swych przymiotach nieskończoną. Bóg jest źródłem prawdziwej miłości. Jemu należy się miłość ponad wszystko: całym sercem, całą duszą, całym umysłem (Mt 22, 37). Istotą miłości Bożej jest: "chcieć tego samego, co chce Bóg, i tego samego nie chcieć, czego nie chce Bóg."
Miłość nasza wybiega również ku bliźnim. Powinniśmy ich kochać jak kochamy samych siebie. Miłować bliźniego po chrześcijańsku, to znaczy widzieć obraz Boży w każdym człowieku i obraz Chrystusa. Obraz Chrystusa wyciska w naszej duszy chrzest jako niezatarte znamię dziecięctwa Bożego. Przez te nadprzyrodzone dary Boże miłość łączy nas w jedną wielką rodzinę ludzką, w której Bóg jest naszym Ojcem, my zaś w Chrystusie jesteśmy sobie wzajem siostrami i braćmi. Światowe podróże Ojca Świętego Jana Pawła n rozniecają taką nadprzyrodzoną miłość na całym skłóconym globie ziemskim.
Miłość samego siebie
Pierwsze Przykazanie Boże wyznacza również właściwe miejsce każdemu z nas. Na trzecim miejscu jestem ja. Mam kochać sam siebie uporządkowaną miłością. Byłoby rzeczą złą pogardzać sobą, nienawidzić siebie, uważać się za zero. Pan Bóg chroni nas od takiej małoduszności. W oczach Boga jestem przecież jedyny w swoim rodzaju, różny od innych, niepowtarzalny. Mam wielką wartość, bo jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boże i odkupiony męką Chrystusa. Gdybyśmy wiec nie umieli miłować siebie uporządkowaną miłością, jak moglibyśmy miłować bliźnich? Na pierwszym miejscu kochajmy Boga całym sercem. Niech nasza miłość rozlewa się na wszystkich bliźnich i ubogaca również nasze serca, spragnione miłości.
Prawdziwość takiego porządku miłości sprawdza się w codziennym doświadczeniu życiowym. Każde poważne naruszenie przykazania miłości Boga, każde bolesne zranienie bliźnich odbija się ujemnie na naszej psychice, pomniejsza nas wewnętrznie, odbiera nam radość i chęć do życia, utrudnia nam życie. Pozbawieni ciepła miłości, możemy łatwo pogrążyć się w pogardzie dla samych siebie i przygnębiającej małoduszności, w zwątpieniu o swych wielkich możliwościach a nawet o swym wiecznym przeznaczeniu.
Nasz krwawy wiek dobiegający do końca w tym dziesięcioleciu, a szczególnie okres ostatniej wojny światowej, dał nam wiele przykładów na to, że tam, gdzie ignoruje się Boga, otwarcie walczy się z Nim, gdzie człowiek uzurpuje sobie Jego miejsce, depcze prawa Boże i ustanawia swoje własne ludzkie prawa, takie prawa sprowadzają nieszczęścia po nieszczęściu na winnych i na niewinnych. Prawo Pierwszego Przykazania Bożego jest zgodne z prawem naturalnym, wypisanym przez Boga w sercu każdego człowieka — ' 'Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.''
Gdzie usuwa się Boga z życia i wyrywa wiarę z serc, wszystkie prawa człowieka są zagrożone i pogwałcone. Stąd Kościół katolicki tak żarliwie walczy o wolność religijną we wszystkich krajach, o wolność wyznawania wiary i publicznego składania czci Bogu. To jest podstawowe uprawnienie człowieka. Obserwujemy zryw wolnościowy narodów Europy Środkowo-Wschodniej, którym narzucono terrorem przez czterdzieści pięć lat obowiązujący ateizm — bezbożnictwo. Jakżesz dokona się zaleczenie tylu ran w komunistycznych krajach Rosji i Chin, w których prowadzono najdłuższe, i krwawe prześladowanie za wiarę w Boga?! Dlatego Kościół nie przestaje przypominać i podkreślać mądrości Pierwszego Przykazania Bożego. Bóg wprowadza równowagę do bujnego życia jednostek i narodów. Kościół zaś budzi swiadomość obecności Boga w świecie i naszej przed Nim odpowiedzialności, a tym samym wpływa na uleczenie stosunków międzyludzkich i międzynarodowych, na pomyślniejszy bieg wydarzeń. Nie ignorujmy Boga! Liczmy się z Jego wolą! Czcijmy Go i miłujmy całym sercem. W codziennym pacierzu przypominajmy sobie mądrość Pierwszego Przykazania Bożego: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."
Najważniejsza decyzja życia
Pan Bóg szanuje ofiarowana nam wolność. Już na Chrzcie świętym obdarza nas darem wiary, ale każdy z nas w swych przeżyciach życiowych, przy poznawaniu katechizmu religii katolickiej, winien dobrowolnie otworzyć się na Boga, otworzyć drzwi swego serca na przyjęcie skarbu wiary w jednego Boga. Mówi Pan: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3, 20). Dobrowolnie i z radością mamy pielęgnować życie religijne.
Wiara w jednego Boga nie jest wcale prawdą oderwaną całkowicie od życia. Jej wyznawanie ma ogromne, praktyczne znaczenie. Opierając się na Bogu, wierząc w jedynego Boga zdobywamy chrześcijańską wolność wobec świata , ludzi i siebie. Przekonujemy się, że "służąc Bogu znaczy panować." Im bardziej uznajemy władzę Boga, tym mniej jesteśmy niewolnikami rzeczy i ludzi. Stajemy się dziećmi Bożymi radującymi się wolnością we wspólnym domu Ojca Niebieskiego. Odrzucamy bóstwa i bożki dzisiejszego świata, a więc to wszystko, co świat czyni wartością najwyższą w miejsce Boga, jak pieniądze, znaczenie, praca, władza, postęp, użycie, także naród, rasa, klasa, państwo, nasze poglądy i zapatrywania, ideologie, modne dzisiejsze zasady . . . Każda z tych spraw ziemskich jest dobra sama w sobie, ale z natury jest ograniczona i skończona i może stać się zniewalającym nas bożkiem, jeżeli postawimy ją obok Boga, czy nawet ponad Bogiem i Jego wolą. Bądźmy wdzięczni kościołowi za skarb wiary otrzymany na Chrzcie świętym, dzięki której zwracamy się z najwyższą czcią do jedynego Boga jako swego Ojca i swego ostatecznego celu. Wszystkimi sprawami ziemskimi pragniemy się posługiwać rozumnie dla osiągnięcia celu najwyższego — Boga.
Wiara w jednego Boga, to najważniejsza decyzja całego naszego życia ziemskiego, bo wiara zapewnia nam szczęście.
MĄDROŚĆ PIERWSZEGO PRZYKAZANIA BOŻEGO
Radiowe przemówienie wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
28 styczeń, 1990
MĄDROŚĆ PIERWSZEGO PRZYKAZANIA BOŻEGO
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Trzy miesiące po wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej, Bóg wezwał ich duchowego wodza, Mojżesza, na górę Synaj i oznajmił mu, że pragnie zawrzeć z nimi przymierze. Rozmowa mogła zawierać następującą treść: "Mojżeszu! Twój lud jest teraz w drodze do dobrobytu. Ziemia, którą mu obiecałem jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Ona będzie mu rodzić więcej niż potrzebuje. Zwróć mu jednak uwagę, że nie zazna szczęścia ani powodzenia jedynie przez samo gromadzenie dóbr materialnych. Daleko ważniejszą jest rzeczą jak on będzie postępował i żył, niż to, co będzie posiadał. Dlatego dam mu Dziesięć Przykazań, dziesięć reguł życia, dziesięć drogowskazów. Naucz ich swoich rodaków. Jeśli będą według nich postępo¬wali, będę im błogosławił. Jeśli natomiast złamią jakieś z tych przykazań, będą surowo ukarani. I jeszcze jedno: Te reguły życia są dla wszystkich ludów, wszystkich czasów. One nigdy nie stracą na swej aktualności, nie staną się niemodne. Ja ich nigdy nie zmienię, ani ich nie odwołam".
Reguły życia zanotowane w XX rozdziale Księgi Wyjścia, znamy jako Dziesięcioro Przykazań Bożych. W dzisiejszej pogadance wyjaśnię czego uczy Pierwsze Przykazanie Boże. Tytuł pogadanki będzie brzmiał:
MĄDROŚĆ PIERWSZEGO PRZYKAZANIA BOŻEGO
Człowiek istotą religijną
Przypomnijmy sobie Pierwsze Przykazanie Boże z katechizmu. Brzmi ono: "Jam jest Pan, Bóg twój . . . Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".
Prawdę mówiąc Przykazanie to jest dla niektórych zaskoczeniem. Według nich na początku Dekalogu powinno być prawo przeciwko ateizmowi. Mogłoby brzmieć w ten sposób: "Pamiętaj, że masz obowiązek wierzyć w Boga!"
Dlaczego Bóg nie dał nam takiego przykazania? Bo sprawę wiary załatwia samo dzieło Jego stworzenia. Ogrom wszechświata, galaktyki słońc i planet, nasz własny układ słoneczny, mądrość zakodowana w każdym najmniejszym stworzeniu, ich prawdziwa celowość, piękno, dalej: różne poziomy życia, a zwłaszcza wielkość
rozumu człowieka — to wszystko budzi w nas wiarę. Nikt przecież nie uczy dziecka jak ma odczuwać głód i pragnienie. Natura sama tego uczy. Uczymy tylko dzieci zaspakajać głód i pragnienie odpowiednimi dla zdrowia pokarmami i napojami. Człowiek instynktownie wierzy w Boga i pragnie oddawać mu cześć. Dlatego Biblia w żadnym miejscu nie próbuje udowodnić istnienia Boga. To jest oczywiste. Człowiek został stworzony jako istota niekompletna, zależna i nie zazna spokoju, dopóki nie zaspokoi największego głodu, tęsknoty swej duszy za Bogiem. Każdy z nas może wyznać za świętym Augustynem: "Stworzyłeś nas, Panie, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie."
Pierwsze Przykazanie ofertą i wezwaniem
Pierwsze Przykazanie jest przede wszystkim obietnicą i wezwaniem Boga, który pragnie nas zbawić i uszczęśliwić na wieki. Jest wezwaniem do nawiązania z Nim serdecznej łączności i życiowego przymierza. Pierwsze Przykazanie tworzy niejako podstawę dla całośco etycznego i religijnego postępowania. Ono określa hierarchie celów i wartości. Ono mówi, że w życiu naszym pierwszeństwo ma Pan Bóg. On jest Osobą Numer Jeden. Pierwsze Przykazanie pragnie, by nasza wiara, nadzieja i miłość kierowały się samorzutnie w stronę Boga, który się nam objawił jako początek i cel naszego życia. On jest jeden. Tylko On jest dobrem. Samym dobrem. Pełnym dobrem. Bóg jest prawdą. Pełną prawdą. Jemu mamy dać pełną wiarę. W Nim mamy pokładać całą naszą nadzieje. On jest miłością naszą najwyższą. Tylko On jest święty i tylko On uświęcić nas może. On jest dawcą życia i On jest lekarzem. Z Niego mają moc uzdrawiającą wszelkie siły przyrody: źródła, zioła i promienie. On jest wszechmocny. On kieruje ruchami gwiazd i planet. On ma w rękach swoich nasze losy. Tylko On wie wszystko i zna przyszłość naszą. On nadaje sens i wartość naszemu życiu. Niechże więc wyrywa się z naszych serc okrzyk zachwytu świętego Pawła Apostoła: "Królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu — cześć i chwała na wieki wieków. Amen." (l Tym l, 17).
Niech nas nie uwodzą, współczesne bożki
Jesteśmy jednak zawsze narażeni na wielkie niebezpieczeństwo, bo możemy niestety zniekształcić, i zdeprawować swój porywający instynkt religijny i dać się omamić fałszywym bożkom współczesnym.
Wielkie rzeki, jak na przykład matka naszych rzek majestatyczna Mississipi, a w Polsce Wisła mają dwa koryta. Jednym już woda nie płynie. Jest suche. Jest to stare koryto, którym płynęła rzeka dopóki kataklizmy lub inżynierowie nie skierowali wód w nowe koryto. Ale biegu rzeki zatrzymać nie można, najwyżej można zmienić jego kierunek. Tak ma się również z potężnym i prostym instynktem religijnym. Można go obałamucić, odwrócić od Boga i skierować ku sprawom stwo¬rzonym, ku swoistym bożkom. Widzimy dziś, że takie zaplanowane omamienie i taka narzucona terrorem deprawacja zawodzą zarówno w Czerwonej Rosji jak w Czerwonych Chinach. Dawniej ludzie, jak na przykład nasi rodzimi Indianie, przede wszystkim czcili Jedynego Boga, ale mieszali tę część ze czcią słońca, gwiazd, księżyca, rzek, gór, nawet zwierząt . . . Nazywamy ich ludźmi prymitywnymi, pogańskimi. Dawniej pogańscy władcy wymuszali dla siebie cześć boską, bałwochwalczą. Podobny, pogański i prymitywny kult tworzyli wokół siebie krwawi dyktatorzy nawet w obecnym wieku. Oni splamili i dotąd plamią biedną ziemię krwią milionów niewinnych ofiar, bo gdzie przez terror jest zabroniony kult prawdziwego Boga, tam zawsze będzie sponiewierana godność niewinnych ludzi.
Narasta inna groźba, bo obecnie zmaterializowane społeczeństwa potworzyły współczesne bożyszcza a środki masowego przekazu nawołują nieustannie do oddawania im hołdu i czci. Takim bałwochwalczym kultem otaczają młodość, urodę, sukces, bogactwo, władzę, seks . . . Hitler, Stalin, Mao Cetung i pomniejsi kacykowie w różnych stronach świata rozdmuchali ideę państwa do roli pogańskiego bożyszcza z podeptaniem osobowej godności ludzi. Również zeświecczona i spoganiała sztuka, nawet sport, jeśli celowo odwodzą człowieka od Boga, stają się współczesnymi bożkami. Narkotyki, deprawacja seksualna to już najniższej kategorii bożki upadlają zagubionego i oddalonego od Boga człowieka.
Bożki stare jak świat
Większość z nas nie ma nadziei na osiągnięcie bogactw, ale nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego co posiadamy. To niezadowolenie w pewnej mierze jest słuszne. Rodzina na przykład musi mieć stałe zabezpieczenie materialne dla wychowania i wykształcenia dzieci, czy utrzymania rodziców w czasie ich starości. Ale uczucie materialnego niedosytu łatwo przekracza granicę roztropności. Nie możemy tak spożytkować swojej energii i czasu na sprawy materialne, byśmy całkowicie zaniedbywali sprawy duszy i Boga. Wyłączna gonitwa za bogactwem — to współczesne bożyszcze!
Chrystus ostrzega nas przed takim bożkiem w napomnieniu: "Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać . . . Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie . . . Nie bądźcie o to niespokojni. O to wszystko zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane" (Łk 12, 22-32). Innymi słowy, niech nas ożywia sprawiedliwość i miłość w budowaniu Królestwa Bożego na ziemi i ufność w Opatrzność Bożą nad światem, a nie będzie głodu i nędzy w rodzinie ludzkiej. Miejmy tyle energii i mądrości, by każdego dnia ofiarować Bogu na chwałę swą pracę i swe utrudzenie. Każdy z nas powinien czuć się pracownikiem przy warsztacie Bożym do dobra swej rodziny i dobra całej rodziny ludzkiej.
Nie dajmy się uwodzić bożkowi przyjemności zewnętrznych. Wszyscy pagniemy być szczęśliwi, ale dajemy się uwodzić, jeśli sądzimy, że gonitwa za przyjemnością, doznaniami zmysłowymi, zwłaszcza seksualnymi zaprowadzą nas do szczęścia, gdy ośmielamy się przy tym łamać Przykazania Boże. Doznania spowodowane narkotykami domagają się ciągłego powiększania ich dawek i prowadzą do rozstroju organizmu i kalectwa. Rozkosze zmysłowe, którymi światowcy zaspokajają swe żądze nieuchronnie prowadzą ich na cmentarzysko wyuzdanych chuci. Taka deprawacja nie pozostawia już miejsca dla Boga, a nawet dla bardziej duchowych, osobistych zainteresowań.
Podobna przezorność jest potrzebna wobec bożków władzy i wiedzy.
Władza jest rzeczą dobrą i konieczną. Pan Jezus powiedział Piłatowi, że wszelka władza pochodzi od Boga (por. J 19, 11). Uznawał ją, gdy mówił: "Oddajcie Cezarowi to co należy do Cezara" (Mt 22, 21). Ale żądza władzy wyjęta spod
kontroli prawa Bożego ponosi człowieka na manowce jak dziki koń jeźdźca. Ta tyrania może się rozpocząć już w rodzinie. Nasz wiek wydał wielu osławionych krwawych tyranów, upojonych żądzą bożka niesprawiedliwej dominacji. Tymczasem władza szlachetnie pojęta jest wierną służbą jak służba oddanych rodziców.
Tak może stać się z wiedzą. Jest ona dobra sama w sobie i ma służyć dobru jednostek i społeczeństw całych. Lecz wiedza-bożyszcze, urągająca samemu Bogu, może przywieźć swiat do zagłady zamiast budować chrześcijańską solidarność i cywilizację miłości w rodzinie ludzkiej.
Wierność Bogu
Gdy Mojżesz odbierał na Górze Synaj tablice Dziesięciorga Przykazań Bożych, na dole Izraelici ulali sobie złotego cielca i tańczyli wariacko wokół niego. Mimo tej zuchwałej niewierności, mimo skłonności Izraelitów do oddawania czci bożkom egipskim, potem babilońskim i fenickim, Bóg nie odrzucił swego przewrotnego ludu. Pozostał wierny Przymierzu. Bóg jest wierny i dziś. Przez Pierwsze Przykazanie pragnie nas uchronić przed oddawaniem się w niewolę wartości drugorzędnych lub pozornych, w niewolę egoizmu, zmysłowości, zbytniego i nieumiarkowania używania dóbr doczesnych, w niewolę prymitywnej konsumpcji. Prowadzi to do zaprzepaszczenia spraw duchowych, Bożych.
Sprawdźmy więc czy nie hołdujemy jakiemuś bożkowi? Odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy moje życie nie wyczerpuje się w czysto ziemskich przyjemnościach i sprawach? Zapytajmy się w skrytości serca, co jest w naszym życiu największą wartością? Chrystus nas poucza: "Gdzie jest twój skarb, tam i serce twoje" (Mt 6, 21). Jeśli nie jesteśmy wierni Pierwszemu Przykazaniu Bożemu, jeśli daliśmy się uwieść tak nachalnej ateizacji, jesteśmy zagubieni jak człowiek, o którym współczesny pisarz angielski Herbert G. Wells (+1946) powiedział: Dopóki nie odnajdzie on Boga i nie odda Mu pierwszeństwa, będzie wiódł życie bez początku i bez końca, to znaczy bez sensu i celu.
Prawdziwą wiedzę o Bogu dał nam przede wszystkim Jezus Chrystus, który nam objawił Ojca (J l, 18). Chętnie więc starajmy się lepiej poznać Boga przez naukę katechizmu religii katolickiej o Pierwszym Przykazaniu Bożym. "W rzeczywistości Bóg jest niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17, 27-28).
w ramach programu
GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA
28 styczeń, 1990
MĄDROŚĆ PIERWSZEGO PRZYKAZANIA BOŻEGO
Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Trzy miesiące po wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej, Bóg wezwał ich duchowego wodza, Mojżesza, na górę Synaj i oznajmił mu, że pragnie zawrzeć z nimi przymierze. Rozmowa mogła zawierać następującą treść: "Mojżeszu! Twój lud jest teraz w drodze do dobrobytu. Ziemia, którą mu obiecałem jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Ona będzie mu rodzić więcej niż potrzebuje. Zwróć mu jednak uwagę, że nie zazna szczęścia ani powodzenia jedynie przez samo gromadzenie dóbr materialnych. Daleko ważniejszą jest rzeczą jak on będzie postępował i żył, niż to, co będzie posiadał. Dlatego dam mu Dziesięć Przykazań, dziesięć reguł życia, dziesięć drogowskazów. Naucz ich swoich rodaków. Jeśli będą według nich postępo¬wali, będę im błogosławił. Jeśli natomiast złamią jakieś z tych przykazań, będą surowo ukarani. I jeszcze jedno: Te reguły życia są dla wszystkich ludów, wszystkich czasów. One nigdy nie stracą na swej aktualności, nie staną się niemodne. Ja ich nigdy nie zmienię, ani ich nie odwołam".
Reguły życia zanotowane w XX rozdziale Księgi Wyjścia, znamy jako Dziesięcioro Przykazań Bożych. W dzisiejszej pogadance wyjaśnię czego uczy Pierwsze Przykazanie Boże. Tytuł pogadanki będzie brzmiał:
MĄDROŚĆ PIERWSZEGO PRZYKAZANIA BOŻEGO
Człowiek istotą religijną
Przypomnijmy sobie Pierwsze Przykazanie Boże z katechizmu. Brzmi ono: "Jam jest Pan, Bóg twój . . . Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".
Prawdę mówiąc Przykazanie to jest dla niektórych zaskoczeniem. Według nich na początku Dekalogu powinno być prawo przeciwko ateizmowi. Mogłoby brzmieć w ten sposób: "Pamiętaj, że masz obowiązek wierzyć w Boga!"
Dlaczego Bóg nie dał nam takiego przykazania? Bo sprawę wiary załatwia samo dzieło Jego stworzenia. Ogrom wszechświata, galaktyki słońc i planet, nasz własny układ słoneczny, mądrość zakodowana w każdym najmniejszym stworzeniu, ich prawdziwa celowość, piękno, dalej: różne poziomy życia, a zwłaszcza wielkość
rozumu człowieka — to wszystko budzi w nas wiarę. Nikt przecież nie uczy dziecka jak ma odczuwać głód i pragnienie. Natura sama tego uczy. Uczymy tylko dzieci zaspakajać głód i pragnienie odpowiednimi dla zdrowia pokarmami i napojami. Człowiek instynktownie wierzy w Boga i pragnie oddawać mu cześć. Dlatego Biblia w żadnym miejscu nie próbuje udowodnić istnienia Boga. To jest oczywiste. Człowiek został stworzony jako istota niekompletna, zależna i nie zazna spokoju, dopóki nie zaspokoi największego głodu, tęsknoty swej duszy za Bogiem. Każdy z nas może wyznać za świętym Augustynem: "Stworzyłeś nas, Panie, dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie."
Pierwsze Przykazanie ofertą i wezwaniem
Pierwsze Przykazanie jest przede wszystkim obietnicą i wezwaniem Boga, który pragnie nas zbawić i uszczęśliwić na wieki. Jest wezwaniem do nawiązania z Nim serdecznej łączności i życiowego przymierza. Pierwsze Przykazanie tworzy niejako podstawę dla całośco etycznego i religijnego postępowania. Ono określa hierarchie celów i wartości. Ono mówi, że w życiu naszym pierwszeństwo ma Pan Bóg. On jest Osobą Numer Jeden. Pierwsze Przykazanie pragnie, by nasza wiara, nadzieja i miłość kierowały się samorzutnie w stronę Boga, który się nam objawił jako początek i cel naszego życia. On jest jeden. Tylko On jest dobrem. Samym dobrem. Pełnym dobrem. Bóg jest prawdą. Pełną prawdą. Jemu mamy dać pełną wiarę. W Nim mamy pokładać całą naszą nadzieje. On jest miłością naszą najwyższą. Tylko On jest święty i tylko On uświęcić nas może. On jest dawcą życia i On jest lekarzem. Z Niego mają moc uzdrawiającą wszelkie siły przyrody: źródła, zioła i promienie. On jest wszechmocny. On kieruje ruchami gwiazd i planet. On ma w rękach swoich nasze losy. Tylko On wie wszystko i zna przyszłość naszą. On nadaje sens i wartość naszemu życiu. Niechże więc wyrywa się z naszych serc okrzyk zachwytu świętego Pawła Apostoła: "Królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu — cześć i chwała na wieki wieków. Amen." (l Tym l, 17).
Niech nas nie uwodzą, współczesne bożki
Jesteśmy jednak zawsze narażeni na wielkie niebezpieczeństwo, bo możemy niestety zniekształcić, i zdeprawować swój porywający instynkt religijny i dać się omamić fałszywym bożkom współczesnym.
Wielkie rzeki, jak na przykład matka naszych rzek majestatyczna Mississipi, a w Polsce Wisła mają dwa koryta. Jednym już woda nie płynie. Jest suche. Jest to stare koryto, którym płynęła rzeka dopóki kataklizmy lub inżynierowie nie skierowali wód w nowe koryto. Ale biegu rzeki zatrzymać nie można, najwyżej można zmienić jego kierunek. Tak ma się również z potężnym i prostym instynktem religijnym. Można go obałamucić, odwrócić od Boga i skierować ku sprawom stwo¬rzonym, ku swoistym bożkom. Widzimy dziś, że takie zaplanowane omamienie i taka narzucona terrorem deprawacja zawodzą zarówno w Czerwonej Rosji jak w Czerwonych Chinach. Dawniej ludzie, jak na przykład nasi rodzimi Indianie, przede wszystkim czcili Jedynego Boga, ale mieszali tę część ze czcią słońca, gwiazd, księżyca, rzek, gór, nawet zwierząt . . . Nazywamy ich ludźmi prymitywnymi, pogańskimi. Dawniej pogańscy władcy wymuszali dla siebie cześć boską, bałwochwalczą. Podobny, pogański i prymitywny kult tworzyli wokół siebie krwawi dyktatorzy nawet w obecnym wieku. Oni splamili i dotąd plamią biedną ziemię krwią milionów niewinnych ofiar, bo gdzie przez terror jest zabroniony kult prawdziwego Boga, tam zawsze będzie sponiewierana godność niewinnych ludzi.
Narasta inna groźba, bo obecnie zmaterializowane społeczeństwa potworzyły współczesne bożyszcza a środki masowego przekazu nawołują nieustannie do oddawania im hołdu i czci. Takim bałwochwalczym kultem otaczają młodość, urodę, sukces, bogactwo, władzę, seks . . . Hitler, Stalin, Mao Cetung i pomniejsi kacykowie w różnych stronach świata rozdmuchali ideę państwa do roli pogańskiego bożyszcza z podeptaniem osobowej godności ludzi. Również zeświecczona i spoganiała sztuka, nawet sport, jeśli celowo odwodzą człowieka od Boga, stają się współczesnymi bożkami. Narkotyki, deprawacja seksualna to już najniższej kategorii bożki upadlają zagubionego i oddalonego od Boga człowieka.
Bożki stare jak świat
Większość z nas nie ma nadziei na osiągnięcie bogactw, ale nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego co posiadamy. To niezadowolenie w pewnej mierze jest słuszne. Rodzina na przykład musi mieć stałe zabezpieczenie materialne dla wychowania i wykształcenia dzieci, czy utrzymania rodziców w czasie ich starości. Ale uczucie materialnego niedosytu łatwo przekracza granicę roztropności. Nie możemy tak spożytkować swojej energii i czasu na sprawy materialne, byśmy całkowicie zaniedbywali sprawy duszy i Boga. Wyłączna gonitwa za bogactwem — to współczesne bożyszcze!
Chrystus ostrzega nas przed takim bożkiem w napomnieniu: "Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać . . . Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie . . . Nie bądźcie o to niespokojni. O to wszystko zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane" (Łk 12, 22-32). Innymi słowy, niech nas ożywia sprawiedliwość i miłość w budowaniu Królestwa Bożego na ziemi i ufność w Opatrzność Bożą nad światem, a nie będzie głodu i nędzy w rodzinie ludzkiej. Miejmy tyle energii i mądrości, by każdego dnia ofiarować Bogu na chwałę swą pracę i swe utrudzenie. Każdy z nas powinien czuć się pracownikiem przy warsztacie Bożym do dobra swej rodziny i dobra całej rodziny ludzkiej.
Nie dajmy się uwodzić bożkowi przyjemności zewnętrznych. Wszyscy pagniemy być szczęśliwi, ale dajemy się uwodzić, jeśli sądzimy, że gonitwa za przyjemnością, doznaniami zmysłowymi, zwłaszcza seksualnymi zaprowadzą nas do szczęścia, gdy ośmielamy się przy tym łamać Przykazania Boże. Doznania spowodowane narkotykami domagają się ciągłego powiększania ich dawek i prowadzą do rozstroju organizmu i kalectwa. Rozkosze zmysłowe, którymi światowcy zaspokajają swe żądze nieuchronnie prowadzą ich na cmentarzysko wyuzdanych chuci. Taka deprawacja nie pozostawia już miejsca dla Boga, a nawet dla bardziej duchowych, osobistych zainteresowań.
Podobna przezorność jest potrzebna wobec bożków władzy i wiedzy.
Władza jest rzeczą dobrą i konieczną. Pan Jezus powiedział Piłatowi, że wszelka władza pochodzi od Boga (por. J 19, 11). Uznawał ją, gdy mówił: "Oddajcie Cezarowi to co należy do Cezara" (Mt 22, 21). Ale żądza władzy wyjęta spod
kontroli prawa Bożego ponosi człowieka na manowce jak dziki koń jeźdźca. Ta tyrania może się rozpocząć już w rodzinie. Nasz wiek wydał wielu osławionych krwawych tyranów, upojonych żądzą bożka niesprawiedliwej dominacji. Tymczasem władza szlachetnie pojęta jest wierną służbą jak służba oddanych rodziców.
Tak może stać się z wiedzą. Jest ona dobra sama w sobie i ma służyć dobru jednostek i społeczeństw całych. Lecz wiedza-bożyszcze, urągająca samemu Bogu, może przywieźć swiat do zagłady zamiast budować chrześcijańską solidarność i cywilizację miłości w rodzinie ludzkiej.
Wierność Bogu
Gdy Mojżesz odbierał na Górze Synaj tablice Dziesięciorga Przykazań Bożych, na dole Izraelici ulali sobie złotego cielca i tańczyli wariacko wokół niego. Mimo tej zuchwałej niewierności, mimo skłonności Izraelitów do oddawania czci bożkom egipskim, potem babilońskim i fenickim, Bóg nie odrzucił swego przewrotnego ludu. Pozostał wierny Przymierzu. Bóg jest wierny i dziś. Przez Pierwsze Przykazanie pragnie nas uchronić przed oddawaniem się w niewolę wartości drugorzędnych lub pozornych, w niewolę egoizmu, zmysłowości, zbytniego i nieumiarkowania używania dóbr doczesnych, w niewolę prymitywnej konsumpcji. Prowadzi to do zaprzepaszczenia spraw duchowych, Bożych.
Sprawdźmy więc czy nie hołdujemy jakiemuś bożkowi? Odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy moje życie nie wyczerpuje się w czysto ziemskich przyjemnościach i sprawach? Zapytajmy się w skrytości serca, co jest w naszym życiu największą wartością? Chrystus nas poucza: "Gdzie jest twój skarb, tam i serce twoje" (Mt 6, 21). Jeśli nie jesteśmy wierni Pierwszemu Przykazaniu Bożemu, jeśli daliśmy się uwieść tak nachalnej ateizacji, jesteśmy zagubieni jak człowiek, o którym współczesny pisarz angielski Herbert G. Wells (+1946) powiedział: Dopóki nie odnajdzie on Boga i nie odda Mu pierwszeństwa, będzie wiódł życie bez początku i bez końca, to znaczy bez sensu i celu.
Prawdziwą wiedzę o Bogu dał nam przede wszystkim Jezus Chrystus, który nam objawił Ojca (J l, 18). Chętnie więc starajmy się lepiej poznać Boga przez naukę katechizmu religii katolickiej o Pierwszym Przykazaniu Bożym. "W rzeczywistości Bóg jest niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17, 27-28).
PRZEZ MARYJĘ DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI POLSKI
Radiowe przemówienie wygłoszone pną O. Korneliana Dende, OFMConv.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWE) O. JUSTYNA
21 styczeń 1990
PRZEZ MARYJĘ DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI POLSKI
(Ks. Kanonik Henryk Jankowski)
Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Gwałtowne załamanie się systemu komunistycznego w Europie Środkowowschodniej doszło do szczytu w samo Boże Narodzenie (1989), gdy w Rumunii obficie polała się krew bratnia.
W roku 1917 na parę miesięcy przed wybuchem komunistycznej rewolucji październikowej, Maryja ostrzegła świat. Prosiła o zmianę pogańskiego stylu życia na chrześcijański, o pokutę i modlitwę o nawrócenie Rosji komunistycznej. W obecnym stuleciu Rosja Sowiecka zdołała rozszerzyć swe błędy, wszczynała krwawe rewolucje i krwawe, najsroższe prześladowania religii i Kościoła, przeprowadzała programową ateizacje w podbitych krajach, uknuła zamach na życie Papieża Jana Pawła II. Nieszczęścia przybrały najpotworniejsze rozmiary podczas drugiej wojny światowej. Komunizm przeniknął do Chin, Azji, Afryki i Ameryki Środkowej. Dziś' komunizm jest upokorzony i skompromitowany, ale wcale nie rozbrojony. Rosja i Chiny są uzbrojone po zęby.
Cud nad Wisła, wiekopomne zwycięstwo oręża polskiego w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia 1920 roku za sprawą Matki Najświętszej powstrzymało rozszerzenie się rewolucji komunistycznej na Europę.
Obecnie "Solidarność" w Polsce, w imię Krzyża Chrystusowego i przez ufność w orędownictwo Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, zapoczątkowała śmiała, przykładowa walkę o niepodległość Narodu i o "wolność nasza i wasza". Walka ta prowadzona orężem ducha w imię prawdy zdaje się obezwładniać militarną potęgę komunizmu opartego na kłamstwie. Świadkiem naocznym tych zdumiewających wydarzeń był Ksiądz Kanonik Henryk Jankowski, proboszcz parafii świętej Brygidy w Gdańsku. Przybył on do Stanów Zjednoczonych, aby odebrać wraz z Lechem Wałęsa honorowy doktorat na Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie. Księdza Kanonika nie muszę Warn przedstawiać. Wszyscy Go dobrze znamy choćby z fotografii z Księdzem Jerzym Popiełuszką i Lechem Wałęsa i z odważnych wystąpień w czasie trudnych narodzin "Solidarności" w Gdańsku.
Oddaje więc głos duchowemu opiekunowi "Solidarności". Przemówi teraz do Was, Ksiądz Doktor Henryk Jankowski z kościoła świętej Brygidy z Gdańska na temat tak bardzo aktualny:
PRZEZ MARYJE DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI POLSKI
Ks. Kanonik Henryk Jankowski
Maryja Obronicielką Narodu walczącego o wolność
Cieszę się ogromnie, że dzisiaj mogę być na Ziemi, która była Ziemią moich tęsknot i pragnień ze względu na to, że dużo słyszałem o radiostacji, o ogromnym sercu Ojca Korneliana. Przybyłem do Ameryki, aby spotkać się z Wami, Drodzy Rodacy!
W innej sytuacji żyjemy tam, w Kraju. I dzisiaj w innej sytuacji patrzy się na Polskę. Ale jedna jest odpowiedź, dlaczego tak jest a nie inaczej. To tu jest krótka odpowiedź! Dzięki wierności Polski Kościołowi, Chrystusowi, Ewangelii i wierności Krzyżowi poprzez Maryję.
Różaniec stał się bronią w ręku gdzie panoszy się wszelkie zło. Jest to broń nasza ostateczna, ratunek, kierowanie naszych myśli, serca, uczucia względem Jasnej Góry. I dlatego z tą ideą walki przybyłem na Ziemię Amerykańską, wiedząc o tym, że to, co się dokonało w naszej Ojczyźnie bez rozlewu krwi, to dzięki Różańcowi Świętemu. I to właśnie chciałem Warn powiedzieć, Drodzy Rodacy, że Różaniec, to najcenniejsza broń. Ta trwała modlitwa, ten kontakt z Bogiem poprzez Maryję.
Ta, która dała światu swojego Syna również w różnych okolicznościach walki o doczesny tron, który był też przejściowym dla każdego monarchy, Ona dała swo¬jego Syna, aby odkupił świat. I przez Maryję dokonało się odkupienie świata. I przez Maryję dzisiaj Polska cieszy się nową rzeczywistością. Cieszy się wolnością upragnioną, nie w pełni tego słowa znaczenia, bo to był pierwszy krok poprzez walkę, poprzez rewolucję bezkrwawą do wolnej Ojczyzny, określający się w swoistym statusie. Jest to pierwszy krok w demokracji, bo drugi krok będzie zobowiązujący, gdzie cały Naród wypowie się, ale wypowie się wtedy, kiedy ten Naród może powiedzieć jaką bronią walczył, co osiągnął i co pragnie osiągnąć w przyszłości dla umęczonej Golgoty-Ojczyzny.
Maryja jest ostoją, jest nadzieją wszelkich poczynań, w wszelkiej walce dla Narodu Polskiego w Kraju i poza granicami.
To, że Naród Polski na przestrzeni historii doznawał wielkich krzywd, ofiar, cierpień, rozbiorów, rządów zawistnych, nieprzyjaciół ze wschodu, czy nawet z zachodu, to jednak ten Naród pozostał Narodem dzięki komu? Dzięki Maryi, dzięki Różańcowi w ręku, dzięki tarczy z wizerunkiem Matki Bożej na piersi każdego żołnierza polskiego, każdego człowieka, który podejmował inicjatywy w obronie tożsamości narodowej.
Różaniec to święta rzecz!
Drodzy Rodacy!
Ceńcie sobie to, co jest skarbem i Waszym i naszym. Waszym, żebyście również poprzez ten Różaniec święty wypraszali dla siebie siły i mocy tych wartości, które mają podtrzymać ducha polskości w Narodzie Polskim na Ziemi Amerykańskiej.
A Różaniec w naszym ręku, to broń, to ustawiczne wołanie do nieba: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!"
Bolesne ofiary
Jesteśmy na tej drodze, gdzieśmy ogromnie dużo osiągnęli, gdzieśmy zrobili to, co do nas należało. Dlatego dziś święcimy te pierwsze tryumfy, tej pierwszej gwiazdki, która jest zwiastunem wielkiej wolności Narodu. Ale nie można zapomnieć o tym, że dla Narodu Polskiego, dla Narodu, który w historii, bogatej historii, zawsze kierował wzrok ku Kościołowi. Kościół był ostateczną nadzieją na przestrzeni całej historii. I wtenczas Bóg doświadczał Naród Polski. Weźmy chociaż ostatnie pokolenia, gdzie również w tych wszystkich walkach wyzwoleńczych o niepodległość Polski, czy nawet w rozbiorach, były ofiary na Ołtarzu Ojczyzny, kapłani — czy to Ojciec Skorupka, który zginął, czy też Jozafat Kuncewicz, czy Andrzej Bobola na rubieżach wschodnich, czy Ojciec Maksymilian Kolbe, świadek tragedii dramatu Narodu daje swoje życie, czy nawet za naszych dni, kiedy to w różnych okolicznościach ginęli oficerowie Armii Krajowej, kapłani, poprzez tak zwane "wyroki podziemia sądów kapturowych". Miliony ludzi zginęło w okresie terroryzmu stalinowskiego. Ginęli również za naszych dni ci, którzy mu głosili prawdę: "zło dobrym zwyciężaj!" Mam tu na sercu w tej chwili Księdza Jerzego Popiełuszkę, Księdza Zycha, Księdza Suchowolca, czy innych kapłanów, którzy głosem potężnym wołali o sprawiedliwość, o wolność dla tego Narodu. Jaka zapłata? Zapłata krwi! Ale Kościół buduje swoją wolność również na tejże ziemi poprzez ofiary, ofiary, które stają się dzisiaj niewątpliwie fundamentem wszelkiego budowania, bo skoro odprawiamy Mszę świętą na szczątkach męczenników Kościoła, męczenników, którzy dali swoje życie, to i dzisiaj mamy te ofiary, na których trzeba zacząć budować od nowa.
Reforma przez Różaniec
Reforma! Reforma życia narodowego, życia gospodarczego. Reforma życia politycznego w stałym poszanowaniu pluralizmu dla przekonań takich czy innych każdego człowieka. Reforma w znaczeniu, które niesie za sobą również wielkie, wielkie działanie Kościoła w odnowie moralnej. To jest reforma! Bo reforma musi być respektowana od człowieka. Następnie rodzina, po rodzinie społeczność danego kręgu, regionu, i reforma narodu. To reforma moralna narodu! Ten naród, który został zakażony poprzez system materialistyczny, poprzez naukę leninowską-marksistowską, zakażony nieróbstwem, niedbałością . . . Wszystkie inne cnoty pochodne — ale w ujemnym znaczeniu — nie sprzyjały temu rozwojowi. Naród ocknął się dzięki komu? Dzięki wielkiej wierze i nadziei w Kościele, dzięki Różańcowi Świętemu. Każdy robotnik w Stoczni Gdańskiej, w stoczni nawet wojskowej Westerplatte, czy stoczni remontowej imieniem Piłsudskiego, gdzie jestem proboszczem, to mogę Warn dzisiaj, Drodzy Bracia i Siostry, powiedzieć: czarne spracowane ręce, ale Różaniec w ręku, medalion Madonny Jasnogórskiej na piersi! To nie tylko dla gry, dla własnej kariery dla jakiejś taniej publikacji! Ale właśnie chciałbym przez to podkreślić, że z Różańcem w ręku wymadlamy wolność dla Narodu.
Znacie, Drodzy Rodacy, historię Austrii. Austria wyszła z Różańcem na ulice zdobywając swoją wolność. Ponury dramat terroru stalinowskiego usuwa się z regionów Austrii.
I dzisiaj Naród Polski, w innych okolicznościach, właśnie z Różańcem w ręku wyprosił sobie wolność, tę wolność, ten zwiastun dla przyszłości, którego zmarnować nie można.
Dlatego Kościół stał się zawsze nadzieją dla wszystkich ludzi, dla mas pracujących, dla młodzieży, która jest tak bardzo związana z Kościołem, dla dziatwy, która tak chętnie uczęszcza na lekcje religii. Dlatego mówię o Różańcu, bo mam poczucie odpowiedzialności, a szczególnie z wielkiego szacunku dla Ojca Korneliana, który z Wami dzieli wygody, niewygody, cierpienia i radości drogą radiową.
Wolność płynąca z wiary
Dlatego właśnie chciałem uwypuklić ten moment tak bardzo znaczący w walce o niepodległość Ojczyzny, o wolność Kościoła na ziemi ojczystej, o wolność obywatela i człowieka. Ale w tym wszystkim jest właśnie uzasadniony program działania, ten program czytelny w życiu każdego człowieka, którym jest właśnie modlitwa różańcowa. Pismo święte w ręku robotnika, encykliki papieskie w ręku robotnika, nie inteligenta czy nawet człowieka bardzo bogatego, bo na pewno jest wielki parawan między człowiekiem, który dzisiaj doznaje wielkich rozkoszy, dobrobytu, a wielką wartością, jaką jest cel ostateczny. Dlatego bardzo często ci ludzie uciekają, bo program eschatologii staje się dramatem tragedii tuż teraz, a dla człowieka wierzącego nie ma parawanu. Każdy przyjmie z woli rąk Bożych te sytuacje, które się rodzą, te, które są, te, które mają być dla przyszłości, bo człowiek wierzący, człowiek rozmodlony, człowiek, który kocha, nie może być człowiekiem przegranym lub przegrywającym. Staje się zawsze tym, który wygrywa, który będzie również święcił swój dzień Wiktorii, zwycięstwa, bo sam siebie zwyciężył. Przezwycięża trudności, aby potem był niezwyciężonym i osiągający nagrodę od Pana.
Drodzy Rodacy! Niech tych kilka myśli moich, kierowanych ku Wam drogą radiową za zgodą Ojca Korneliana, będzie przypomnieniem, abyście wyciągnęli ten Różaniec, który mo£e dzisiaj od Komunii świętej leży u Was gdzieś w szufladzie, zamknięty w szafie, odświeżyli swoją książeczkę od pierwszej Komunii świętej, czy nawet sięgnęli ręką na półkę po Testament, który jest testamentem miłości Bożej. A skoro tak będę czytał dla przyszłości Testament, to pamiętajmy wszyscy, że w nas, przez nas działa Chrystus Pan.
Przepięknie w swoich słowach Ojciec Święty Jan Paweł n powiedział, że wszystkie problemy człowieka trzeba rozwiązywać specjalnym kluczem. I tym kluczem do rozwiązywania problemów człowieka, do rozwiązywania problemów rodziny, do rozwiązywania problemów narodu, jest jeden, jedyny klucz, który ma na imię, Jezus Chrystus. I my, jako naród, dzieci Maryi, tym bardziej jesteśmy upoważnieni do tego, że będziemy rozwiązywali tym kluczem problemy Jej Syna, trzymając Różaniec w ręku i prosząc o wstawiennictwo, prosząc o orędownictwo, prosząc o szczególną opiekę łaski dla tego Umęczonego Narodu, który dzisiaj święci pierwsze dni swojej wolności. Daj Boże, abyśmy wytrwali wspólnie, my tam w Gdań¬sku na Ziemi Polskiej, a Wy tu, na Ziemi Amerykańskiej!
Szczęść Boże! Podziękowanie O. Korneliana
Dziękuję serdecznie Drogiemu Księdzu Kanonikowi w imieniu Słuchaczy Godziny Różańcowej za wskazanie nam Krzyża i Różańca jako zwycięskiego oręża w walce z bezbożnym komunizmem i szatanem. Krzyż Chrystusa i Różaniec Maryi prowadzą do duchowego odrodzenia i zwycięstwa dusz i narodów w trudnej walce o prawdziwą wolność. Łączymy nasze modlitwy i błagania, żeby wraz z Rodakami doczekał się pełnej wolności i niepodległości Polskiego Narodu i Bratnich Narodów.
w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWE) O. JUSTYNA
21 styczeń 1990
PRZEZ MARYJĘ DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI POLSKI
(Ks. Kanonik Henryk Jankowski)
Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Gwałtowne załamanie się systemu komunistycznego w Europie Środkowowschodniej doszło do szczytu w samo Boże Narodzenie (1989), gdy w Rumunii obficie polała się krew bratnia.
W roku 1917 na parę miesięcy przed wybuchem komunistycznej rewolucji październikowej, Maryja ostrzegła świat. Prosiła o zmianę pogańskiego stylu życia na chrześcijański, o pokutę i modlitwę o nawrócenie Rosji komunistycznej. W obecnym stuleciu Rosja Sowiecka zdołała rozszerzyć swe błędy, wszczynała krwawe rewolucje i krwawe, najsroższe prześladowania religii i Kościoła, przeprowadzała programową ateizacje w podbitych krajach, uknuła zamach na życie Papieża Jana Pawła II. Nieszczęścia przybrały najpotworniejsze rozmiary podczas drugiej wojny światowej. Komunizm przeniknął do Chin, Azji, Afryki i Ameryki Środkowej. Dziś' komunizm jest upokorzony i skompromitowany, ale wcale nie rozbrojony. Rosja i Chiny są uzbrojone po zęby.
Cud nad Wisła, wiekopomne zwycięstwo oręża polskiego w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia 1920 roku za sprawą Matki Najświętszej powstrzymało rozszerzenie się rewolucji komunistycznej na Europę.
Obecnie "Solidarność" w Polsce, w imię Krzyża Chrystusowego i przez ufność w orędownictwo Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, zapoczątkowała śmiała, przykładowa walkę o niepodległość Narodu i o "wolność nasza i wasza". Walka ta prowadzona orężem ducha w imię prawdy zdaje się obezwładniać militarną potęgę komunizmu opartego na kłamstwie. Świadkiem naocznym tych zdumiewających wydarzeń był Ksiądz Kanonik Henryk Jankowski, proboszcz parafii świętej Brygidy w Gdańsku. Przybył on do Stanów Zjednoczonych, aby odebrać wraz z Lechem Wałęsa honorowy doktorat na Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie. Księdza Kanonika nie muszę Warn przedstawiać. Wszyscy Go dobrze znamy choćby z fotografii z Księdzem Jerzym Popiełuszką i Lechem Wałęsa i z odważnych wystąpień w czasie trudnych narodzin "Solidarności" w Gdańsku.
Oddaje więc głos duchowemu opiekunowi "Solidarności". Przemówi teraz do Was, Ksiądz Doktor Henryk Jankowski z kościoła świętej Brygidy z Gdańska na temat tak bardzo aktualny:
PRZEZ MARYJE DO PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI POLSKI
Ks. Kanonik Henryk Jankowski
Maryja Obronicielką Narodu walczącego o wolność
Cieszę się ogromnie, że dzisiaj mogę być na Ziemi, która była Ziemią moich tęsknot i pragnień ze względu na to, że dużo słyszałem o radiostacji, o ogromnym sercu Ojca Korneliana. Przybyłem do Ameryki, aby spotkać się z Wami, Drodzy Rodacy!
W innej sytuacji żyjemy tam, w Kraju. I dzisiaj w innej sytuacji patrzy się na Polskę. Ale jedna jest odpowiedź, dlaczego tak jest a nie inaczej. To tu jest krótka odpowiedź! Dzięki wierności Polski Kościołowi, Chrystusowi, Ewangelii i wierności Krzyżowi poprzez Maryję.
Różaniec stał się bronią w ręku gdzie panoszy się wszelkie zło. Jest to broń nasza ostateczna, ratunek, kierowanie naszych myśli, serca, uczucia względem Jasnej Góry. I dlatego z tą ideą walki przybyłem na Ziemię Amerykańską, wiedząc o tym, że to, co się dokonało w naszej Ojczyźnie bez rozlewu krwi, to dzięki Różańcowi Świętemu. I to właśnie chciałem Warn powiedzieć, Drodzy Rodacy, że Różaniec, to najcenniejsza broń. Ta trwała modlitwa, ten kontakt z Bogiem poprzez Maryję.
Ta, która dała światu swojego Syna również w różnych okolicznościach walki o doczesny tron, który był też przejściowym dla każdego monarchy, Ona dała swo¬jego Syna, aby odkupił świat. I przez Maryję dokonało się odkupienie świata. I przez Maryję dzisiaj Polska cieszy się nową rzeczywistością. Cieszy się wolnością upragnioną, nie w pełni tego słowa znaczenia, bo to był pierwszy krok poprzez walkę, poprzez rewolucję bezkrwawą do wolnej Ojczyzny, określający się w swoistym statusie. Jest to pierwszy krok w demokracji, bo drugi krok będzie zobowiązujący, gdzie cały Naród wypowie się, ale wypowie się wtedy, kiedy ten Naród może powiedzieć jaką bronią walczył, co osiągnął i co pragnie osiągnąć w przyszłości dla umęczonej Golgoty-Ojczyzny.
Maryja jest ostoją, jest nadzieją wszelkich poczynań, w wszelkiej walce dla Narodu Polskiego w Kraju i poza granicami.
To, że Naród Polski na przestrzeni historii doznawał wielkich krzywd, ofiar, cierpień, rozbiorów, rządów zawistnych, nieprzyjaciół ze wschodu, czy nawet z zachodu, to jednak ten Naród pozostał Narodem dzięki komu? Dzięki Maryi, dzięki Różańcowi w ręku, dzięki tarczy z wizerunkiem Matki Bożej na piersi każdego żołnierza polskiego, każdego człowieka, który podejmował inicjatywy w obronie tożsamości narodowej.
Różaniec to święta rzecz!
Drodzy Rodacy!
Ceńcie sobie to, co jest skarbem i Waszym i naszym. Waszym, żebyście również poprzez ten Różaniec święty wypraszali dla siebie siły i mocy tych wartości, które mają podtrzymać ducha polskości w Narodzie Polskim na Ziemi Amerykańskiej.
A Różaniec w naszym ręku, to broń, to ustawiczne wołanie do nieba: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!"
Bolesne ofiary
Jesteśmy na tej drodze, gdzieśmy ogromnie dużo osiągnęli, gdzieśmy zrobili to, co do nas należało. Dlatego dziś święcimy te pierwsze tryumfy, tej pierwszej gwiazdki, która jest zwiastunem wielkiej wolności Narodu. Ale nie można zapomnieć o tym, że dla Narodu Polskiego, dla Narodu, który w historii, bogatej historii, zawsze kierował wzrok ku Kościołowi. Kościół był ostateczną nadzieją na przestrzeni całej historii. I wtenczas Bóg doświadczał Naród Polski. Weźmy chociaż ostatnie pokolenia, gdzie również w tych wszystkich walkach wyzwoleńczych o niepodległość Polski, czy nawet w rozbiorach, były ofiary na Ołtarzu Ojczyzny, kapłani — czy to Ojciec Skorupka, który zginął, czy też Jozafat Kuncewicz, czy Andrzej Bobola na rubieżach wschodnich, czy Ojciec Maksymilian Kolbe, świadek tragedii dramatu Narodu daje swoje życie, czy nawet za naszych dni, kiedy to w różnych okolicznościach ginęli oficerowie Armii Krajowej, kapłani, poprzez tak zwane "wyroki podziemia sądów kapturowych". Miliony ludzi zginęło w okresie terroryzmu stalinowskiego. Ginęli również za naszych dni ci, którzy mu głosili prawdę: "zło dobrym zwyciężaj!" Mam tu na sercu w tej chwili Księdza Jerzego Popiełuszkę, Księdza Zycha, Księdza Suchowolca, czy innych kapłanów, którzy głosem potężnym wołali o sprawiedliwość, o wolność dla tego Narodu. Jaka zapłata? Zapłata krwi! Ale Kościół buduje swoją wolność również na tejże ziemi poprzez ofiary, ofiary, które stają się dzisiaj niewątpliwie fundamentem wszelkiego budowania, bo skoro odprawiamy Mszę świętą na szczątkach męczenników Kościoła, męczenników, którzy dali swoje życie, to i dzisiaj mamy te ofiary, na których trzeba zacząć budować od nowa.
Reforma przez Różaniec
Reforma! Reforma życia narodowego, życia gospodarczego. Reforma życia politycznego w stałym poszanowaniu pluralizmu dla przekonań takich czy innych każdego człowieka. Reforma w znaczeniu, które niesie za sobą również wielkie, wielkie działanie Kościoła w odnowie moralnej. To jest reforma! Bo reforma musi być respektowana od człowieka. Następnie rodzina, po rodzinie społeczność danego kręgu, regionu, i reforma narodu. To reforma moralna narodu! Ten naród, który został zakażony poprzez system materialistyczny, poprzez naukę leninowską-marksistowską, zakażony nieróbstwem, niedbałością . . . Wszystkie inne cnoty pochodne — ale w ujemnym znaczeniu — nie sprzyjały temu rozwojowi. Naród ocknął się dzięki komu? Dzięki wielkiej wierze i nadziei w Kościele, dzięki Różańcowi Świętemu. Każdy robotnik w Stoczni Gdańskiej, w stoczni nawet wojskowej Westerplatte, czy stoczni remontowej imieniem Piłsudskiego, gdzie jestem proboszczem, to mogę Warn dzisiaj, Drodzy Bracia i Siostry, powiedzieć: czarne spracowane ręce, ale Różaniec w ręku, medalion Madonny Jasnogórskiej na piersi! To nie tylko dla gry, dla własnej kariery dla jakiejś taniej publikacji! Ale właśnie chciałbym przez to podkreślić, że z Różańcem w ręku wymadlamy wolność dla Narodu.
Znacie, Drodzy Rodacy, historię Austrii. Austria wyszła z Różańcem na ulice zdobywając swoją wolność. Ponury dramat terroru stalinowskiego usuwa się z regionów Austrii.
I dzisiaj Naród Polski, w innych okolicznościach, właśnie z Różańcem w ręku wyprosił sobie wolność, tę wolność, ten zwiastun dla przyszłości, którego zmarnować nie można.
Dlatego Kościół stał się zawsze nadzieją dla wszystkich ludzi, dla mas pracujących, dla młodzieży, która jest tak bardzo związana z Kościołem, dla dziatwy, która tak chętnie uczęszcza na lekcje religii. Dlatego mówię o Różańcu, bo mam poczucie odpowiedzialności, a szczególnie z wielkiego szacunku dla Ojca Korneliana, który z Wami dzieli wygody, niewygody, cierpienia i radości drogą radiową.
Wolność płynąca z wiary
Dlatego właśnie chciałem uwypuklić ten moment tak bardzo znaczący w walce o niepodległość Ojczyzny, o wolność Kościoła na ziemi ojczystej, o wolność obywatela i człowieka. Ale w tym wszystkim jest właśnie uzasadniony program działania, ten program czytelny w życiu każdego człowieka, którym jest właśnie modlitwa różańcowa. Pismo święte w ręku robotnika, encykliki papieskie w ręku robotnika, nie inteligenta czy nawet człowieka bardzo bogatego, bo na pewno jest wielki parawan między człowiekiem, który dzisiaj doznaje wielkich rozkoszy, dobrobytu, a wielką wartością, jaką jest cel ostateczny. Dlatego bardzo często ci ludzie uciekają, bo program eschatologii staje się dramatem tragedii tuż teraz, a dla człowieka wierzącego nie ma parawanu. Każdy przyjmie z woli rąk Bożych te sytuacje, które się rodzą, te, które są, te, które mają być dla przyszłości, bo człowiek wierzący, człowiek rozmodlony, człowiek, który kocha, nie może być człowiekiem przegranym lub przegrywającym. Staje się zawsze tym, który wygrywa, który będzie również święcił swój dzień Wiktorii, zwycięstwa, bo sam siebie zwyciężył. Przezwycięża trudności, aby potem był niezwyciężonym i osiągający nagrodę od Pana.
Drodzy Rodacy! Niech tych kilka myśli moich, kierowanych ku Wam drogą radiową za zgodą Ojca Korneliana, będzie przypomnieniem, abyście wyciągnęli ten Różaniec, który mo£e dzisiaj od Komunii świętej leży u Was gdzieś w szufladzie, zamknięty w szafie, odświeżyli swoją książeczkę od pierwszej Komunii świętej, czy nawet sięgnęli ręką na półkę po Testament, który jest testamentem miłości Bożej. A skoro tak będę czytał dla przyszłości Testament, to pamiętajmy wszyscy, że w nas, przez nas działa Chrystus Pan.
Przepięknie w swoich słowach Ojciec Święty Jan Paweł n powiedział, że wszystkie problemy człowieka trzeba rozwiązywać specjalnym kluczem. I tym kluczem do rozwiązywania problemów człowieka, do rozwiązywania problemów rodziny, do rozwiązywania problemów narodu, jest jeden, jedyny klucz, który ma na imię, Jezus Chrystus. I my, jako naród, dzieci Maryi, tym bardziej jesteśmy upoważnieni do tego, że będziemy rozwiązywali tym kluczem problemy Jej Syna, trzymając Różaniec w ręku i prosząc o wstawiennictwo, prosząc o orędownictwo, prosząc o szczególną opiekę łaski dla tego Umęczonego Narodu, który dzisiaj święci pierwsze dni swojej wolności. Daj Boże, abyśmy wytrwali wspólnie, my tam w Gdań¬sku na Ziemi Polskiej, a Wy tu, na Ziemi Amerykańskiej!
Szczęść Boże! Podziękowanie O. Korneliana
Dziękuję serdecznie Drogiemu Księdzu Kanonikowi w imieniu Słuchaczy Godziny Różańcowej za wskazanie nam Krzyża i Różańca jako zwycięskiego oręża w walce z bezbożnym komunizmem i szatanem. Krzyż Chrystusa i Różaniec Maryi prowadzą do duchowego odrodzenia i zwycięstwa dusz i narodów w trudnej walce o prawdziwą wolność. Łączymy nasze modlitwy i błagania, żeby wraz z Rodakami doczekał się pełnej wolności i niepodległości Polskiego Narodu i Bratnich Narodów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)