Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Stany Zjednoczone wychwalają się oświatą, postępem i dobrobytem! Wmawiają w nas wszyscy, że nie ma cywilizacji, ponad tutejszą! Tu wszystko nie tylko dobre, ale najlepsze, nawet najdoskonalsze! Wskazują nam na szkoły i uniwersytety; wyliczają nam tysiące i tysiące uczniów! Przytaczają nam cyfry, które stwierdzają, że mamy najwięcej samochodów, radioaparatów, wanien i szczotek do zębów! U nas najwięcej ludzi jeżdżą samolotami i pociągami. U nas najwięcej pociągów pospiesznych o modnych liniach opływowych, czyli, "stream-lined!" Mimo tego wszystkiego, mamy też jeszcze ludzi nieumiejących czytać i pisać, a w Ameryce jest ich przeszło cztery miliony i pół; mamy wśród nas około dziewięć milionów bezrobotnych; mamy biedy i nędzy aż po same uszy; mamy najwięcej domów Dobrego Pasterza, szkół poprawczych i rozmaitych więzień, w których obecnie zamieszkuje ogromna armia, bo przeszło ćwierć miliona przestępców, i do których rokrocznie, bywa skazywanych około siedemset tysięcy nowych, mniejszych łamaczy prawa, na krótszy lub dłuższy termin; wszystkie kraje Europy nie wydają tyle na wiezienia i więźniów, co wydają Stany Zjednoczone! Od roku 1914 do 1936, z tej liczby zbrodniarzy, było przeszło siedemset tysięcy niepełnoletnich, czyli poniżej dwadzieścia jeden lat! Nawet w tej chwili, kiedy do was przemawiam, według zeznań dyrektora jednego z biur federalnych, w tej chwili, po ulicach naszych miast i miasteczek snuje się przeszło trzy miliony i pół rozmaitego typu zbrodniarzy; dwadzieścia procent z tych, to jeszcze chłopcy i dziewczęta! Patrzcie i podziwiajcie, albo raczej patrzcie i rozpaczajcie, dokąd to i do czego, oświata, postęp i cywilizacja doprowadziła nasze społeczeństwo! Mimo że według statystyki, tylko nieco ponad 60 milionów mieszkańców w Stanach Zjednoczonych przyznaje swą przynależność do jakiego kościoła, mamy około trzysta rozmaitych sekt. Od sekty, która uczy, że dusza ludzka po śmierci powraca i żyje w psie lub w kocie, do sekty której członkowie nazywają się wielbicielami szatana! Nie ma też drugiego pozornie cywilizowanego kraju, w którym by ludzie tracili tak bajeczne sumy na znachorów—wróżki—spirytyzm i leczenia cudowne - jak tu w Ameryce! Ci niesumienni a sprytni naciągacze wyłudzają rocznie miliony dolarów z kieszeń naiwnych i łatwowiernych. Posłuchajcie: "Moja matka nie chodziła do kościoła, bo musiała dawać kolektę, ale co tydzień leci do jakiegoś "divine healer" i tam daje mu dwa dolary za poradę. Nam się zdaje, że już dostaje pomieszania zmysłów. Nie chce z nami rozmawiać, tylko całymi godzinami siedzi bez ruchu i patrzy w jedno miejsce. Niech Ojciec kiedyś wytłumaczy na radio, bo tu w Chicago wiele Polaków i Polek bierze udział w takich posiedzeniach i wierzy we wróżki!" Bez dalszego argumentowania, do mowy dzisiejszej!
CO TO ZA WIARA?
Natura ludzka jest nam tajemnicą. Człowiek jest wiązką sprzeczności, dla tego, nie jesteśmy zdolni, zrozumieć i wytłumaczyć prowadzenia i zachowania się ludzi. Jedno myślą, drugie mówią, a całkowicie inaczej żyją! Jedni twierdzą, że w nic nie wierzą, a mimo to żyją według przepisów wiary. Drudzy twierdzą, że wierzą, a jednak uciekają się do sztuczek kuglarzy, przywiązani są do praktyk, wyraźnie zakazanych przez samego Stwórcę-Boga! Cofam wyobraźnie wasze kilka tysięcy lat temu wstecz! Na górze Synaj klęczy Mojżesz i słucha. Bóg mówi do niego tak: "I będę mieszkał w pośrodku synów Izraelowych, i będę im Bogiem, i poznają żem Ja Pan Bóg ich, którym je wyprowadził ze ziemi egipskiej. I dał Pan Mojżeszowi, dokonawszy tych mów na górze Synaj, dwie tablice świadectwa kamienne, pisane palcem Bożym!" Pierwsze z nich: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!" W międzyczasie lud Izraela wołał do Aarona: "Uczyń nam bogi, którzy by szli przed nami!" — Sprawił sobie lud buntowniczy, cielca odlanego z zausznic złotych, kłaniał się mu, składał ofiary, jadł, pił i weselił się! Rozgniewany Bóg wołał: "Widzę, że lud ten jest twardego karku. Puść mnie, że się rozgniewa zapalczywość moja i wygładźę je!" Ja nigdy nie mogłem pojąć i dziś nie rozumię jak człowiek, który nie chce uwierzyć w Boga, tak chętnie wierzy ludziom sobie podobnym, i zazwyczaj wcale nie grzeszącym ani uczciwością, ani szczerością, ani prawdą? Albo jak ci, którzy pozornie wierzą w Boga, a publicznie szukają pociechy i ratunku u proroków — leczniczych — wróżów i innych znachorów? Nie mogę wytłumaczyć to dziwne zapatrywanie i dziwaczne wierzenie takich, co to chcą "jedną ręką trzymać Pana Jezusa za nóżki, a drugą trzymają diabełka za różki!" Jeden ze sławnych kaznodziejów francuskich, tak się wypowiedział: "Pozostanie to zawsze niezbitą prawdą, że człowiek, który z wierzącego stanie się niedowiarkiem, poczyna być łatwowiernym. Nie będzie on wprawdzie wierzyć Prorokom i Apostołom, ale wierzyć będzie szarlatanom; odrzuci praktyki religijne, a odda się praktykom zabobonnym; unikać będzie kościołów Bożych —ale uczęszczać będzie na posiedzenia spiritystów. Przed Panem Bogiem nie chciałeś się ukorzyć, kórz się tedy przed podobnym do ciebie człowiekiem, kórz się przed szarlatanem, przed medium, przed samym szatanem! Jakie bóstwo — tacy i jego czciciele!"
Powtarzam, że niedowiarkowie wierzą w rozmaite zabobony, że poganie uprawiają takowe, mało dbam. Dbam jednak bardzo i ubolewam nad faktem, że nasi, wierzący i katolicy szukają rady u wróżów i wróżek; dawają sobie stawiać horoskopy, aby dowiedzieć się czy gwiazdy są im wrogie lub przychylne; biorą udział w seansach spiritystów, szukają porady i pomocy lekarskiej u jakichś "boskich lekarzy" i cudownych lekarek, którzy sprytnie - i bez żadnych skrupułów wykorzystują naiwność i łatwowierność Polek i Polaków. Koniec końcem, zabobonni tracą zdrowie i tracą pieniądze. Bankrutują moralnie, fizycznie i finansowo. Płacą, ciężko płacą za swoją głupotę!
Dwa lata temu, tu w Buffalo, mieliśmy cały szereg zdarzeń bardzo smutnych na tle wróżbiarstwa. Najpierw matka, namawiana przez sąsiadkę poszła w poradę do wróża-lekarza. Ten ją nastraszył, opowiadając zwyczajne koszały-opały o duchach, wałęsających się w jej mieszkaniu! Podobno były bardzo wrogo usposobione względem jej męża. Kobiecina się nastraszyła co niemało. Namówiła męża aby i on odwiedził wróża-znachora, dla zabezpieczenia sobie zdrowia i życia! Chłopek, wystraszony na śmierć, oddał znachorowi pięćset dolarów. Groźba duchów trzymających nad nim i nad głowami rodziny, miechy i wory nieszczęść, go niepokoiła we dnie i w nocy. Rozpoczęła działać na jego nerwy i wyobraźnie! Biedaczysko stracił apetyt. Spać nie mógł. Aby się ratować, chodził regularnie do znachora. Chodziła i żona. Płacili za każdą wizytę. Pieniądz w banku malał, duchy się mnożyły. Wreszcie znachor zażądał większej sumy pieniędzy. Chłop popadł w rozpacz. Gdzieś dorwał się do rewolwera. Poszedł niby z wizytą do naciągacza, pod pozorem, że mu niesie pieniądze; wpakował w niego kilka kuł, kładąc go trupem na miejscu. Zamknięto go w celi więziennej, gdzie oczekując procesu, powiesił się! Kilka miesięcy później, jego żona dostała pomieszania zmysłów. Zamknięto ją w domu wariatów. Tam też niedawno umarła. Czworo ich dzieci, miasto odesłało do publicznych instytucji. Oto skutki, smutne i bolesne skutki ludzi zabobonnych!
Ludzie kochani, uderzcie się całą pięścią w te wasze twarde polskie makówy, i wytłumaczcie mi, jak zwyczajny człowiek może przedrzeć zasłonę waszej przyszłości i przepowiedzieć wam co was czeka, co się wam stanie? Co gwiazdy mają do czynienia z waszym szczęściem lub nieszczęściem? Komu Bóg daje moc wywołania dusz nieśmiertelnych, aby ludziom służyły na zabawkę, lub rozrywkę? Co za śmiertelnik ma wtadzę cudownego leczenia? Wy zaś bez namysłu pędzicie, do pierwszej lepszej Ksantypy, która zapala świeczki, każe wam pić jakaś cuchnącą mieszaninę, mamrocze nad wami jakieś tajemnicze: "ciri, cyt; cyt, psina, pies — choroba przepadła w owies", albo takie: "jum, jum, jem, jadia, kowadło — choróbsko do brzucha wam wpadło!" I po tych i takich naciąganiach, tere-fere-kukach i "hum-bugach", wy wierzycie w cudowna moc siły tej, która niby was leczy i wam ulgi przynosi, a sama sobie nie może ulżyć i dopomóc?
—Może do waszej okolicy, sprowadził się jakiś nadzwyczajny stwór, który wygląda jak by co dopiero z wiezienia powrócił, albo przed dwoma dniami z trumny powstał. Wygląda on tak tajemniczo, a zarazem tak imponująco. Wywiesza klapkę z napisem: "Cudowny leczniczy!" Nazwisko chociaż wypisane złotemi literami, jest prawdopodobnie fałszywe: po amerykańsku "przybrane"! To dla zrobienia większego wrażenia! Taki Signor Banano, albo Profesor Kręcippies, albo Senior Hottama'i, albo Herr Kartofel, naokoło głowy zakręca sobie turban z tureckiego ręcznika, zarzuca na siebie starożytną koszulę nocna, w dodatku kraciastą; na nogi wciąga jakieś importowane i haftowane pantofle; na nos zakłada nowomodne okulary, albo w oko wtyka angielski monokel, i czeka za kostumerami! Oto cudowny łgarz—prorok—wywoływacz duchów, pocieszyciel i zbawca ludzkości! Za niedługo zajrzy tam jakaś pani ciekawska; potem kilka kumoszek! nie zabraknie i wuja lub stryja! Klientela już wyrobiona! Nie ma ani kolekty, ani opłaty. Wszystko dobrowolne. W kieszeniach wielbicieli i wielbicielek coraz to suszej; na książce bankowej naciągacza i znachora, coraz to nowe cyfry i większe sumy! Ludziska chwalą go, że to pobożny człowiek, bo każe się modlić i chodzić do kościoła! Na to powiem tylko, że dla własnej korzyści i dla pozyskania dusz, sam diabeł nie tylko, że chętnie przebrałby się za kościelnego i biłby ogonem w dzwony zwołujące lud do kościoła, ale gotów nawet w ornat się ubrać! Ludzie przypisują im moc leczenia! Nasze matki, starej daty, też umiały wyleczyć bóle głowy i żołądka; umiały i wiedziały co było skuteczne na przeziębienia, na okaleczenia. Używały do tego rozmaitych ziół i ziółek, kwiecia, listków i korzeni! To wszystko jednak, już z siebie, ze swej natury ma moc kojenia, łagodzenia, gojenia i leczenia. Udaj śle jednak do takiego znachora kiedy złamiesz rękę, nogę, żebra; lub rozbijesz głowę, czy on uśmierzy twój ból lub złączy połamane gnaty z pomocą własną, i na mocy jakichś modlitw, stękań i mruczeń tajemniczych, w rzeczywistości nic nie znaczących? Może on nad tobą wywijać rękoma, jak pijak na krzyżówce ulic miasta, albo może popaść w cudowny sen, a potem wić się jak nagi w pokrzywach, co to wszystko tobie pomoże? Twoja noga złamana się nie zrośnie; twoja ręka wykręcona dalej boleć będzie; twoje żebra nadwyrężone się nie wyprostują. Ty i nadal będziesz nie tylko jęczał, albo płakał, może nawet zaczniesz kląć!
Kiedy właśnie pisze te słowa, braciszek przynosi mi gazety. Rzucam na nie okiem i w jednej czytam: "Cyganki wywróżyły dla dwu kobiet szczęście! Łatwowierne kobietki oddały cygankom 39 dolarów, "aby je zaniosły do kościoła i tam je pobłogosławią!" Jedna z pań tak się ucieszyła obietnicą pomnożenia dukatów, że nawet obdarzyła cyganki dwoma sukniami. "Obiecane szczęście" jakoś nie chciało przyjść do wyżej wspomnianych kobiet, ale przez pomyłkę musiało zabłądzić do cyganek, gdyż pieniądze, suknie, cyganki, a nawet wiara w "szczęście", wszystko to gdzieś znikło jak kamfora!
Każdy kto przypisuje osobie lub rzeczy jaką moc większą niż te osoby lub rzeczy mają ze siebie, z natury, lub przez modlitwę Kościoła, jest zabobonny i grzeszy przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu! Przykład praktyczny? Dziś rozsyłają jakieś modlitwy, przepisane tyle ": tyle razy, czyli tak zwane "chain prayers", albo "modlitwy łańcuchowe", z groźbą nieszczęścia, jeśli kto nie poprowadzi dalej tego łańcucha, nie prawdziwej pobożności, ale głupiego wymysłu, jakiejś zabobonnej i histerycznej osoby, która uroiła sobie, że to jest niezbędnie potrzebne tak do szczęścia doczesnego, jako też nawet do zbawienia wiecznego! Nie wierzcie w coś podobnego! Do kosza albo do pieca ze wszystkiemi "chain letters"! Inni znów odkrywają albo odnajdują jakieś cudowne listy, obiecujące obronę przeciw wylewom, piorunom, pożarom itp. Jakiś półgłupek głupstwa się najadł, w głupstwo uwierzył i głupstwo rozsiewa. Nic więcej! Tak może uczyć człowiek zabobonny, lecz tego nigdy Kościół nie uczył i nie uczy!
Przed laty, nasi wierzyli, że na pewno spadnie nieszczęście na tych, którzy spotkają się z rana ze starszą osobą, druciarzem, kominiarzem, rzeźnikiem; lub jeśli zobaczą czarnego kota, zezowarego chłopa, kawał powroza. Znakiem szczęścia, kiedy człowieka dłoń świerzbiła, kiedy prawą nogą rano z łóżka powstał, kiedy rychło rankiem w prawą stronę splunął, lub kiedy garbuska albo małoludka lub krasnoludka spotkał! Dzisiejsze pokolenie nie tylko, mimo tej okrzyczanej oświaty i wychwalanego postępu, nie wyzuło się z tych prawdziwych babskich przesądów, ale dodało cały legion zabobonnych uwierzeń. Nikt inny jak profesor Tozzer stwierdza, że około 75 procent uczniów na uniwersytecie Harvard oraz dobra część panów profesorów, praktykują obrządki zabobonne! Noszą przy sobie pazurki lub ogonki zajęcze. To ma im pomóc w naukach i egzaminach. Czy nie lepiej byłoby nosić w butonierce łape niedźwiedzią albo ośle ucho, albo nóżkę tchórza? To oznaczałoby przynajmniej inteligencję umysłową pewnych studentów! Inni chowają czteropłatkowe liście koniczyny, bo wierzą, że ten skarb ochroni ich od nieszczęścia! Czemu tona siana lub słomy nie ma być tak samo przepowiednią powodzenia? Inni noszą przy sobie albo trzymają na biurku starą podkowę! Dlaczego nie oponę od samochodu? Jeśli nie od takiego lepszej marki, to przynajmniej od takiej starej blaszanej Elżbietki? I tacy, to synowie i córy elity i śmietanki naszego kraju! Z nas zaś się wyśmiewają, bo przy sobie nosimy krzyżyk, medalik, szkaplerz lub różaniec święty! — Mamy ludzi którzy twierdzą, że następujące rzeczy są powodem nieszczęścia dwudolarowy banknot! Od trzynastki każdy stroni, bo podobno Judasz był trzynastym jak zasiadł do stołu; albo że kiedyś trzynaście stopni prowadziło na szubienicę! Ten zabobon jest tak ogólny, że na żadnym samolocie nie znajdziecie siedzenia numerowanego trzynastką; na okrętach jeśli jest kabina 13, każdy jej unika; niektóre hotele nie mają trzynastego piętra; w całym Paryżu nie znajdziecie jednego domu pod numerem trzynastym; żaden gość nie chce być trzynasty przy stole! Są znów tacy, którzy większą wiarę pokładają w trzynastce jak w Trójcy Przenajświętszej! Naprawdę, że głupota ludzka nie ma granic i nie zna końca! Dlaczego trzech palaczy nie użyje jednej i tej samej zapałki? Bo to znak nieszczęścia! Czemu kobieta nie lubi kiedy rozbije solniczkę? Czemu dziewczę płacze kiedy stłucze zwierciadło? Czemu chłop spluwa kiedy widzi, że pies ogonem wywija, chociaż wie, że ogon nie może psem kiwać, chłopisko się gniewa, bo to oznacza nieszczęście! Dziś, jeszcze dziś, nie wolno zdeptać pająka, bo przecież to sprowadzi burzę, trzeba palec na palec założyć, aby zażegnać febrę; nie trzeba śpiewać z rana, bo będzie się płakać wieczorem; nie trzeba łaskotać dziecka, bo się będzie jąkało. Całe stosy przesądów i zabobonów! Jak to trudno wierzyć w Boga, jak trudno wierzyć w to co Kościół naucza, a jak łatwo wierzyć ludziom i w to co ludzie twierdzą! Zaprawdę, że na ruinach i szczątkach wiary Boskiej ludzie budują i stawiają pomniki przesądów i zabobonów. Nie dziw też, że mamy przysłowie, że głupich nie sieją, tylko sami się rodzą! Bez przesady powiedział sławny Barnum: "A jeden rodzi się co minutę!"
Jeszcze słów kilka o wróżbiarstwie! Do przepowiadania albo do odgadywania przyszłości jedni używają kart, drudzy gwiazd; to znów wróżą z lini na dłoni, albo z listków herbaty! Wróżenie z kart nazywa się kabałą; wróżka —- kabalarką; wróż — kabalistą: pierwsze, drugie i trzecie, razem — głupstwem oszukaństwem i złodziejstwem! Przy stoliku siada taka wypchana trocinami spódnica, bierze do ręki talię kart i wykłada Wojtkowi, który płaci pewną sumę pieniędzy, aby być oszukiwanym i nabieranym. Wojtek patrzy w zezowatą Domicellę jak wół w malowane wrota i słucha z nabożeństwem i zachwytem i mimo, że z kraju uciekł od żony i dzieci, te dwieście funtów sadła ludzkiego stwierdza, że nasz Wojtek to kawaler pierwszej wody, przepowiada mu różane jutro, pod warunkiem, że nie będzie ufał sąsiadom, że powinien mieć się na baczności przed tym lub owym towarzyszem, itd. Naszemu Wojtkowi aż oczy pałają i świeczki w nosie stawają ze wzruszenia. Nierozumny, nie widzi, że to początek złości, podejrzewania, nienawiści itp. On jednak wierzy. Opowiada drugim o cudownych mocach kabalarki. Zastępy ludzkich kartofli w mundurach powiększają się. Trzos wróżki też się nie zmniejsza. Rośnie i pęcznieje. Sama wróżka podziwia, że ludzie są tak łatwowierni i w kułak dmucha i w rękaw się śmieje! Albo weźmy pod rozwagą taki wypadek. Żona podejrzewa męża, że ponieważ chodzi jak zmyty, iż ją więcej nie kocha. W rzeczywistości, chłop cierpi na żołądek, bo objadł się polską kiełbasą domowego wyrobu. Żonka pędzi do wróżki. Opowiada jej historyjkę. Niesumienna wróżka rzuca podejrzenie to na siostrę, to na brata, to na ojca, matkę, znajomego i znajomą. Młoda kobieta wierzy. I rozpoczyna się wojna domowa. Docinki, niewyraźne słowa, zarzuty, kłótnie, bitki, sąd, seperacja, rozwody! Widzicie jak i czym ludzie opłacają wiarę we wróżki! W pobliżu Buffalo jest arystokracka zajezdnia publiczna. Tu przepowiadają gościom przyszłość doczesną i wieczną z listków herbaty. Ponieważ to jest ulubione miejsce dla młodzieży, w wieku wrażliwym i romantycznym, młócarka idzie pełną parą i żniwo pieniężne jest bardzo obfite! Najpierw idzie płeć brzydka. Daje wróżce dokładny opis swej partnerki. Opowie jej co chce, aby przepowiedziała jego przyjaciółce. Wsuwa jej piątkę. Resztę historyjki możecie sami zgadnąć i jej się domyśleć! Mimo takich jawnych naciągan i otwartych oszukaństw, nasza młodzież wierzy w te cudowne przepowiednie! I w dodatku — płaci!
Co też gwiazdy i planety mają do czynienia z dolą lub niedolą ludzką, to też przechodzi pojęcie ludzkie! Wy, którzy wierzycie w gwiazdy i w astrologię, czemu teraz wiosną nie wyjdziecie na dachy waszych domów, czemu nie zapatrzycie się w niebiosa, tak obficie zasiane gwiazdkami, czemu się ich nie zapytacie, co one mają wam do powiedzenia? Te bezrozumne światełka powiedzą wam nie szeptem ale głośnym śpiewem: "Wierzcie w Stwórcę waszego, naszego i wszystkiego. Losy wasze w rękach Stwórcy i w rękach waszych. Od Boga i od was zależy przyszłość wasza, nie od nas!" — Średniowiecze nazywa świat czasami czarnymi, zacofanymi, błędnymi! Jak więc nazwać wiek dwudziesty, w którym ludzie zawzięcie i uparcie pokładają wiarę w kreaturach bezrozumnych i martwych? Na jaki przydomek zasługują sobie ludzie obdarzeni rozumem i wolną wolą, którzy łączą i wiążą swoje losy z losami ślepej natury?
Nadmienię jeszcze wiarę w sny. Ludzie kupują sobie tak zwane senniki i tłumaczą sobie znaczenie snów, liter, figur, cyfr i sam tylko Bóg wie czego! -— Tu pies zawyje, już sąsiadka twierdzi, że ktoś umrze. Przecież ludzie umierają, czy psy wyją lub nie wyją! Tam stanie zegar, a już babcia przepowiada, że widzi nad sobą śmierć. I znów strachy. Zegar stanął, bo albo coś w zegarze się popsuło, albo był nienakręcony, a babulinka żyje dalej i dalej przepowiada; dziecko kichnie, matka twierdzi, że będzie bogate. Ludzie kichają od czasów Adama i kichać będą do końca świata, a patrz ile biedusów na świecie. Tak się sprawdzają te i takie przepowiednie!
Nasza polska elita, niestety, poszła o kilka kroków wyżej. Do przesądów i zabobonów ludowych i prostaczków, zaczęła wprawiać się w spirytyzm, hipnotyzm i w dziesiątki innych "izmów"! Panowie i panie naszej inteligencji nie mają czasu odmówić pacierza codziennego, zdrowie i interes nie pozwalają im uczęszczać do kościoła, rozum i honor wstrzymuje ich od spowiedzi św., mają jednak czas, zdrowie i tyle naiwności, aby godziny spędzać nad stolikami w powietrzu wirującemi, przy wywoływaniu jakichś duchów, które duchami nie są, i przy wyprawianiu hec głupiutkich i zwariowanych! Od Boga uciekają, od kościoła stronią, wiarę odrzucają, do fałszywych, obłudnych i sprytnych naciągaczy spieszą i w ich kuglarskie sztuczki całkowicie wierzą! To nie tylko ironiczne ale tragiczne!
Ludu polski! Wierz w Boga prawdziwego; miej w sercu, na ustach i w życiu codziennym wiarę katolicką, która jest wiarą Chrystusową. Wierz w Boga, w Opatrzność i we własne siły. To ci potrzebne. To ci wystarczy. Pamiętaj na przestrogę daną przez Boga i wypisaną w Księdze Powtórzonego Prawa: "Niech się nie znajduje w tobie który by się radził praktykarzy i wierzył snom i wróżkom; i ani niech nie będzie guślarz, ani czarownik, ani kto by się duchów złych radził, ani wieszczków, albo się od umarłych prawdy dowiadywał. Tym bowiem wszystkim brzydzi się Pan, i dla takich złości wygubi je Pan na przyjście swoje!"
JESZCZE. DLACZEGO? - pogadanka o. Justyna z 13.03.38 r.
Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jestem przekonany, żeście zauważyli jedną, może poniekąd wam niezrozumiałą rzecz, że w moich przemowach mało przytaczam przykładów z wieków starożytnych lub z żywotów Świętych. Biorę jednak masę przykładów z czasów naszych i z życia dzisiejszego. Czynię to naumyślnie. W żadnej książce, z wyjątkiem Pisma św., nie znajdziecie takiego bogatego materiału i takich zapasów, jakie znajdują się w księdze życia ludzkiego obecnego wieku, tak znamiennego i zmiennego! Każdy z nas też żywiej się interesuje ludźmi i życiem ludzkim tych, którzy do niedawna temu musieli, lub jeszcze po dziś dzień muszą dźwigać ten ogromny i ciężki krzyż życia codziennego. To wszystko do nas jakoś serdeczniej i więcej przekonywująco przemawia, aniżeli to, co się działo setki, lub tysiące lat temu. Zresztą, to co kiedyś było, lub się działo — i dziś jest i dziś się dzieje, ponieważ nie ma nic nowego pod słońcem! Dziś z obawą i trwogą patrzymy na to, co się dzieje w krajach i społeczeństwach. Na nasze braki, bóle i bolączki, tak społeczne jak narodowe, dają nam ogólne rady, powszechne środki i jakieś gromadne leki i lekarstwa. Wszystko to jest sztuczne i nieskuteczne, bo nie idzie do źródła i nie tyka korzeni. Nasze kłopoty społeczne i trudności narodowe, to nic innego jak kłopoty, trudności i cierpienia rodzin, członków familii czyli pojedynczych istot ludzkich, tylko że w powiększeniu. Trzeba wiec najpierw zajrzeć do serc ojców i matek, synów i córek. Ci i te muszą zażyć lekarstwa i przyjść do zdrowia. Potem trzeba związać i zespolić więzy rodzicielskie, małżeńskie i rodzinne! Posuwać się tak powoli, stopniowo i systematycznie. Zawsze jednak na zasadach Bożych, Chrystusowych, chrześcijańskich. Wtenczas odżyją społeczeństwa, narody, świat cały!
Oto przykład:
Przed Bożem Narodzeniem przyjechał do mnie rodak z Pensylwanii, do Spowiedzi św. Do wtenczas go nigdy nie widziałem i wątpię czy się znów za życia spotkamy. Mówił mi tak: "Ojcze, urodziłem się w lasach wiskonsińskich. Nie było tam ani kościoła ani szkoły. Ojciec mnie wychował, bo matka, z pochodzenia Szwedka, uciekła od ojca. Mieszkaliśmy z drwalami. Większa cześć z nich przepijała cały zarobek. Mając 17 lat i ja opuściłem ojca. Pojechałem do Chicago. Dostałem robotę w fabryce. Wieczorami chodziłem do szkoły. Nie chodziłem do kościoła, nie mówiłem pacierzy, bo mi nikt o tym nie mówił. Pewnego wieczora szedłem koło polskiego kościoła. Wszedłem. Ksiądz mówił przeciw pijaństwu, że trzeba unikać okazji i modlić się. Wysłuchałem kazania. Poszedłem do księdza po informacje. Chodziłem na naukę. Zostałem ochrzcony i przystąpiłem do Komunii św. Zacząłem chodzić regularnie do kościoła. Szło mi dobrze. Oszczędzałem we wszystkim. Ożeniłem się. Pojechałem do Pittsburga, bo żona miała tam krewnych. Założyłem dwa interesy. Szło mi jak z rękawa. Powodzenie jednak mnie upijało. Zabrakło mi czasu na pacierze, zaniedbałem kościół i zapomniałem o Spowiedzi św. Za dobrze mi się powodziło. Zacząłem skupować realność i powiększać biznes. Nie liczyłem się z przyszłością. Czym lepiej mi szło — tym dalej ja od Boga i Kościoła. Przyszedł krach. Uderzył we mnie młotem. Rozbił moje interesy w kawałki, a mnie złamał. Zabrano mi sklepy. Zabrano mi domy i grunta. Zostałem bez centa. Zostałem bez fundamentu, bez podpory. Nie miałem nic ani w duszy, ani w sercu, ani w rękach. Ogołocony wewnątrz i zewnątrz! Teraz dopiero zrozumiałem, że całą wiarę włożyłem w rzeczy czasowe i materialne, które się zarwały i mnie zdusiły. Zrozumiałem, że jedyną pewnością i zabezpieczeniem jest wiara w Boga, bo ta jedynie trwa zawsze, na wieki! Nawróciłem do wiary i Kościoła. Znów jestem na nogach. Jestem spokojny, zadowolony i szczęśliwy — bo wierzę praktycznie".
Tak, każdy i każda: rodziny, społeczeństwa, narody, świat, będą spokojni, zadowoleni, szczęśliwi, kiedy zaczną wierzyć praktycznie. Teraz do dokończenia rozprawy z ubiegłej niedzieli p. t.
JESZCZE. DLACZEGO?
Drugie pytanie naszego wiarusa ze Springfield brzmi tak: "Dlaczego we Mszy św. używane są szaty tkane srebrnymi lub złotymi nićmi? Przecież Chrystus w takich nie chodził. Czyżby tańsze nie wystarczały?" Kiedy w Starym Testamencie rozchodziło się o urządzenie Przybytku, sam Bóg tak mówił do Mojżesza: "Mów synom Izraelowym, aby mi wzięli pierwiastki od każdego człowieka, który ofiaruje dobrowolnie. A to jest co brać macie: złoto i srebro i miedź, hiacynt, szkarłat i karmazyn dwakroć farbowany, i bisior, i sierść kozią. I uczynią mi Świątnicę i będę mieszkał pośród nich. Skrzynie z drzewa Setim spójcie. I pozłocisz ją złotem co najczystszym wewnątrz i z wierzchu i uczynisz na niej koronę złotą w kole. Uczynisz stół z drzewa Setim; pozłocisz go złotem najczystszem i uczynisz mu listnię złotą". Widzisz na co Bóg sam nalegał kiedy rozchodziło się o Przybytek, o Arkę, o tablice, o ołtarz do całopalenia! Bóg też dał pewne przepisy co do ubiorów kapłańskich, które miały być sporządzone ze złota, hiacyntu, szkarłatów, karmazynu i bisioru. Nakazał, aby były ozdobione drogimi kamieniami, złotymi haczykami i łańcuszkami. Wymaga dwanaście drogich kamieni dla oznaczenia dwunastu imion synów Izraela. Mówi o złotych naramiennikach, pierścieniach i dzwonkach, o wyrobach blaszanych, pokrytych najczystszem złotem, upiększonych wytworną robotą snycerską. — Wreszcie czytaj o zdumiewających bogactwach i świetnościach świątyni Salomońskiej. O tym nie tylko mówi Pismo św., ale i historycy świeccy!
Gdybyśmy chcieli zrozumieć tajemnicę i wielkość i świętość Mszy św., nie dziwilibyśmy się używaniu czystych, pięknych i ozdobnych szat liturgicznych. Jedź do Turcji, Afryki, Chin i Japonii, zobaczysz jakich wytwornych i przebogatych okryć używają kapłani pogańscy przy obrządkach swych wyznań. Czytasz o przyjęciach na dworach królewskich. Czytasz też o ubiorach przyjmowanych. Wiesz, że przy tych okazjach, ubiory kosztują tysiące dolarów; całe fortuny mieszczą się w pierścieniach, kolczykach, branzoletkach, naszyjnikach i łańcuchach. Ty sam z całą rodziną ubieracie się w najlepsze i najmodniejsze szaty kiedy spodziewacie się gości lub idziecie w odwiedziny. My katolicy wierzymy mocno i stanowczo, że w naszych kościołach mieszka Bóg. Bóg, Stworca, Pan, Zbawiciel i Sędzia. Jeśli wierni spieszą do kościoła, ubierają się w to co mają najlepszego, co mamy mówić o kapłanach przy ołtarzu? Prawda, Chrystus się nie ubierał w szary kosztowne, ale to czynił, aby w oczach świata podnieść znaczenie ubóstwa i umartwienia! Zresztą Zbawiciel był nie tylko człowiekiem ale zarazem i Bogiem! My jesteśmy tylko ludźmi! Czy dlatego, że Chrystus urodził się w stajence, to wszyscy mamy się rodzić w stajenkach? Czy dlatego, że Chrystus jeżdził na osiołku, to żadnemu z nas nie wolno jeżdzić koleją, samochodem, samolotem, albo nawet bryczką lub na rowerze? Czy dlatego, że Chrystusa przybito do krzyża — to i my mamy zginąć śmiercią krzyżową? Zresztą Chrystus zamienił wodę w wino! Spróbuj i ty! Chrystus kilkotysięczny tłum nakarmił kilku rybkami i bochenkami! Spróbuj i ty! Chrystus uzdrawiał i wskrzeszał! Czemu ty nie robisz tego? Chrystus uspokajał burze! Zrób to samo! Chrystus własnymi siłami powstał z grobu! Czy ty tego dokonasz? Rozumiesz więc, że twój argument, ponieważ Chrystus coś uczynił lub nie uczynił, nie utrzyma wody! Czy nie można tu przytoczyć słów Chrystusa, który się żalił: "Ubogich zawsze macie ze sobą, ale Mnie nie zawsze macie"?
Trzecie pytanie: "Dlaczego Papież jeździ autem wyścielonym adamaszkiem i ozłoconym? i dlaczego noszonym jest w lektyce, nie będąc kaleką? Przecież Chrystus nie wynosił się w ten sposób."
Znów przewracam karty Pisma św. Św. Mateusz pisze, że do Jezusa przywiedli oślicę i oślę (na wyraźny rozkaz Zbawiciela) i włożyli na nie odzienia swoje; a rzesza bardzo wielka słała szaty swoje na drodze: a drudzy obcinali gałązki drzew, i na drodze słali; a rzesze, które uprzedzały i które szły za Nim, wołały mówiąc: Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!"
— Z tego poznajemy: 1. Sam Chrystus nie chciał pieszo wchodzić do Jerozolimy, lecz chciał wjeżdżać, jak wówczas robili królo¬wie, cezarowie, rządzący i zwycięzcy!
2. Dla okazania Chrystusowi czci i szacunku, poniekąd i dla wygody, uczniowie własnymi szatami okryli oślice, na której usiadł Zbawiciel. Chrystus ich nie zrzucił ani nie wzgardził.
3. Lud z uwielbienia i wdzięczności wyścielił drogę, po której stąpała oślica, nie tylko gałązkami drzew palmowych, ale i własnymi szatami, chwaląc i śpiewając! Czy Chrystus Pan ich zgromił i skarcił? Czy zakazał tych oznak czci, chwały i wdzięczności? Nie! Przyjął to wszystko! — Jak wtenczas ogólny zwyczaj podróżowania, można powiedzieć, najszybszy oraz najwygodniejszy był koniem lub osłem, dziś mamy samochód. Szczególnie tu w Ameryce. Wystarczy rzucić okiem na ulice. Przed każdym domem stoi automobil. Czy kto dziś ma robotnikowi za złe, że posiada samochód? Jest to taki stalowy koń, albo blaszana oślica, która cię wszędzie zawiezie i wszędzie dostawi! Naturalnie z pewnymi przeszkodami, ale zajedziesz gdzie chcesz! Dziś samochód nie jest luksusem, ale rzeczą praktyczną, korzystną, wygodną i koniecznie potrzebną! Jeśli każdy nieomal robotnik posiada "auto", czemu Ojcu św. nie wolno go mieć? Mniejsza o to, czy ten samochód jest wybity adamaszkiem, jedwabiem lub skórą zajączkową, lub ma pozłacane opaski! Zresztą ten samochód, czy samochody, były złożone w podarunku Ojcu św. przez zamożnych protestantów amerykańskich. Ojciec św. je przyjął i pięknie podziękował. Ja bym zrobił tak samo! Jestem przekonany, że żaden ze słuchaczy i słuchaczek by też nie odmówił! — Ojca św. nie noszą w lektyce, tylko na tak zwanej "sedes gestatoria". Jest to tronik papieski na małej platformie, która spoczywa na barkach szambelanów papieskich. Oni niosą Ojca św. wysoko ponad głowami widzów, to tylko dlatego, aby być lepiej widzianym od zgromadzonych. Nie ma w tym ani pychy, ani zarozumiałości. Jest to bardzo praktycznie. Ileż to razy czytamy, że poddani odprzęgają konie, od powozów królewskich i sami ciągną powóz przez ulice miasta aż do pałacu królewskiego? Jak często się zdarza, że bohaterów chwyta ktoś z tłumu, podnosi w górę i trzyma na ramionach, aby go wszyscy lepiej widzieli! Zresztą sam Chrystus Pan, kiedy otoczony był tłumami, prawie zawsze zdążał na górę lub pagórek, aby być widzianym przez gromady. W końcu powinniśmy pamiętać, że Papieże wybierani są na ten urząd w starszym wieku, kiedy należą im się pewne względy, jeśli już nie z powodu ich wysokiego urzędu, to przynajmniej ze względu na ich wiek! — Ojciec św. się ani pyszni, ani wynosi; wystarczy czytać rozkład godzin pracy i zajęcia codziennego.
Czwarte pytanie; "Dlaczego mówimy w pacierzu: "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode złego"? Przecież Bóg nikogo na złe nie wiedzie, wiec dlaczego Mu tak ubliżać?"
Te dwie prośby "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode ziego" są zakończeniem modlitwy Pańskiej. Nazywa się zaś modlitwą Pańską, bo sam Chrystus Pan jej ludzi nauczył, kiedy mówił: "Wy tedy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz itd." Więc jak możemy Bogu ubliżyć, modląc się słowami, których nauczył nas Syn Boży? Zresztą słowo kusić, nie zawsze znaczy prowadzić do złego; często znaczy wystawiać na próbę. Tak a nie inaczej mają być zrozumiane te słowa: Nie wystawiaj nas na próbę, a potem nas nie opuszczaj; ale nie dozwalaj abyśmy w próbie byli zwyciężeni, lecz daj nam łaskę zwyciężenia! — Żaden z nas nie będzie miał trudności w takim, lub podobnych wypadkach, jeśli trzymać się będziemy tłumaczeń Kościoła. Inaczej, albo odpadniemy od Kościoła, albo dostaniemy pomieszania zmysłów!
Piąte pytanie: "Dlaczego dziewczę, które przyjechało z kraju dopiero przed paru tygodniami, nie było wpuszczone do kościoła, bo zapomniało pieniędzy? Przecież Chrystus nie odpędzał nikogo, kto Jego nauki chciał słuchać?" — Jeśli taki wypadek zaszedł w rzeczywistości, to źle! Może to jednak wina niedyplomatycznych marszałków, może też dziewczę nietaktownie lub nawet hardo się postawiło. Zaraz dam ci przykład: Dwa lata temu na północną pasterkę do naszego kościoła przyszedł sobie nie bardzo praktyczny katolik. W dodatku nalał sobie tyle w tę otchłań pod nosem, że kolebał się jak gąsior. Było to już wpół do dwunastej. Kościół był nabity. Nasz gwiazdkowy
delegat dostał się do średniego ganka, stanął przy ławce i zaczął mamrotać. Posłyszałem szmer i podszedłem do niego. Pytam się go: "Ojciec, co wy chcecie?" Odpowiedział mi: "Psia pies, raz do roku przychodzę do kościoła i jeszcze dla mnie miejsca niema!" — Prosiłem go, aby się uspokoił i stał cicho! Odwrócił się i wyszedł. Kilka dni później dowiedziałem się, że opowiada głośno i szeroko, że "Ks. Justyn wywalił go z kościoła!"
— Widzisz, co może się zdarzyć! Prawda, Chrystus nie odpędzał, ale proszę pamiętać, że nauczał o dziesięcinach i ofiarach!
Gdyby dziś każdy chrześcijanin i każda chrześcijanka złożyli jedną dziesiąta cześć swego zarobku na potrzeby kościoła? No, gdyby, gdyby tylko! Wtenczas żaden ksiądz by już nie był takim prostym dziadem żebrakiem w kościele Bożym, zatruwając swe życie rozmyślaniem gdzie, skąd i jak pokryć wydatki kościelne! Patrzmy na wszystko praktycznie i rozumnie!
Szóste pytanie: "Czy pasuje księdzu, który głosi naukę "nie zabijaj" błogosławić krzyżem, symbolem miłości i zgody, wojsko idące na bój? Przecież Bóg z nimi nie pójdzie, bo jest przeciwny morderstwu?" — Znów idę do ksiąg Starego Testamentu. W księdze Rodzaju czytamy, że nieprzyjaciel uderzył na Sodomę i Gomorę i zrabował je. Pomiędzy mieszkańcami byt Lot, synowiec Abrahama. Abraham zebrał swych żołnierzy, puścił się w pogoń za nieprzyjacielem; dognał go w nocy, rozbił i rozproszył. Kiedy Abraham powracał, wyszedł na jego spotkanie Melchizedek, najwyższy kapłan, i błogosławił żołnierzy."
— Chociaż nie każda wojna jest słuszna i sprawiedliwa, są wypadki, gdzie jest usprawiedliwiona, szczególnie kiedy rozchodzi się o obronę własnych granic i poddanych od najazdu. Widocznie i to miał na myśli Zbawiciel kiedy mówił: "Gdy mocarz zbrojny strzeże dworu swego, w pokoju jest co ma; ale jeśli mocniejszy naderi nadszedłszy zwycięży go, obejmie wszystką
broń jego, w której ufał i korzyści jego rozda!" Jeśli więc Kościół pozwala na święcenie broni, to tylko na to, aby ta broń służyła na obronę ojczyzny. I słusznie, bo ojczyzna, jak uczy nas Skarga, jest: "Gniazdo wszystkich gniazd, matka wszystkich matek, korona ze wszystkich skarbów; Ojczyzna, to ziemia ojczysta, to język ojczysty, to skarby ducha i skarby ziemi, a jakżeż można nie kochać takiej wspólnej matki? Ojczyzna zatem to wielka rzecz, a miłość Ojczyzny, to nie frazes pusty, ale
cnota i obowiązek święty!" — Niech będę zrozumianym, ja nie jestem za wojną. Lecz wierzę, że kraj ma obowiązek bronienia swych granic i swego narodu. Jeśli ma obowiązek, ma też prawo używania odpowiednich środków ku temu. Dlatego i po to, Kościół zezwala na poświecenie tych środków! Sprawiedliwa obrona nie jest ani morderstwem ani zabójstwem! Nie jest więc grzechem! Zresztą można sobie przeczytać rozdział dwudziesty księgi Powtórzonego Prawa. Tam znajdziesz ustawy względem prowadzenia wojny. Przytaczam tylko urywki: "Jeśli ruszysz na wojnę przeciw nieprzyjaciołom twoim, nie będziesz się ich bał, bo Pan Bóg twój jest z tobą. Stanie kapłan przed wojskiem uszykowanym, i będzie tak mówił do ludu: Słuchaj Izraelu, wy dziś przeciw nieprzyjaciołom waszym bitwę staczacie; niechże się nie lęka serce wasze, nie bójcie się, nie ustępujcie, ani się ich strachajcie, bo Pan Bóg wasz jest w pośrodku was." Z tego wynika, że są wojny sprawiedliwe; że kapłan powinien być przy żołnierzach i że sam Bóg jest pośrodku armii prowadzącej wojnę sprawiedliwą, póki ta armia unika okrucieństw, zemsty itp. Czy to nie jest jasne i zrozumiałe?
Siódme i ostatnie pytanie: "Więc jeśli Bóg stworzył ten świat dla dzieci swoich i rządzi tym światem, to dlaczego zsyła na nie trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie itp. Czy czyni to naumyślnie, czy też nie umie temu zapobiec? A przecież zażegnał burzę na morzu skinieniem ręki?" — Pismo św. uczy nas wyraźnie, że Bóg stworzył świat; Pismo św. uczy nas, że Bóg nad światem czuwa; przecież sam Zbawiciel uczy, że: "Ojciec mój aż dotąd działa i ja działam!" W księdze Mądrości czytamy: "Wszystko przez i w Nim jest stworzone, a On jest przed wszystkimi, a wszystko w Nim stoi!" Pytasz się, czemu Opatrzność zezwala na te rozmaite zła? Rozmaite są powody. Posłuchaj: Bo sami ludzie bardzo często sprowadzają je na siebie. Przecież wiesz, czemu był potop! Wiesz dlaczego na Sodomę i Gomorę lał się deszcz ognisty! Wiesz czemu żona Lota zamieniła się w słup soli! Wiesz dlaczego Bóg zesłał plagi na Egipcjan! Wiesz czemu Faraon z wojskiem zatopił się w morzu Czerwonym! Wiesz dlaczego Kain nie mógł znaleźć spokoju na ziemi! Wiesz dlaczego sam Mojżesz tylko z dala widział ziemię obiecaną! Wiesz dlaczego nałogowy pijak traci zdrowie; dlaczego leniuch lub nieoględny marnotrawca idzie do domu ubogich; dlaczego skąpiec lub chciwiec często z głodu umiera! Przecież to wszystko wiesz i rozumiesz! Pan Bóg stworzył naturę i prawa naturalne. Stworzył siły naturalne, które mają przyczyny naturalne! Bóg tych praw nie znosi i nie zawiesza, chyba w wyjątkowych wypadkach. Wtenczas mamy cud! Zwyczajnie jednak Bóg zezwala, aby natura i prawa naturalne miały swój przebieg naturalny. Człowiekowi jednak Bóg dał rozum, aby mógł i umiał się obronić przeciw żywiołom natury. Jeśli
zaś człowiek tego zaniedbuje, czy to wina Boga? Wskazuje to na niedbalstwo, słabość i niemoc ludzką! Czy Pan Bóg chciał wojny światowej? Z pewnością że nie! Chcieli jej mocarze ziemscy, którymi kierowały chciwość, zemsta, nienawiść i bezrozumny oraz absolutny arcypatrjotyzm! Otwarcie Boga wyrzucili z państw i krajów. I dostali co chcieli! Spustoszenie, głód, nędza, śmierć! Czy Bóg sprowadził na nas depresję? Przecież nigdy w historii Stanów Zjednoczonych nie mieliśmy tak obfitych urodzajów i tak bogatych zbiorów jak w czasie depresji! Owoc gnił na drzewach — warzywa butwialy w polu — zboże pleśniało w spichlerzach. W międzyczasie rządy paliły kawę — niszczyły zboże — topiły owoce, a ludy z głodu umierały! I w tym Boga winić! Bóg jest dobrotliwy i miłosierny, ale ludzie są źli i przewrotni; w swej zarozumiałości, mali, nędzni i bezradni!
Pytasz się, czemu Pan Bóg więc tych nie ukarze? Bo jest Bogiem, bo nie chce zguby grzesznika, bo chce aby się nawrócił! Zresztą dla nas śmiertelników wyroki Boże są niezbadane! Bóg zawsze ludziom daje sposobność wykorzystania przykrości i cierpień! W oczach Boga świat jest synem marnotrawnym; ludzie zaś hartują siebie przechodząc przez trudy i cierpienia! Od takich uczymy się cierpliwości i pokory; robiąc porównania pobudzamy się do wdzięczności i modlitwy.
Po tak długiej rozprawie, robię następujące streszczenie:
1. Bóg często już tu za życia obdarza dobrami materialnymi ludzi obojętnych i w Boga niewierzących, w nagrodę że uczynili coś dobrego, aby ci po śmierci nie mieli żadnej pretensji do Boga. Wtenczas Bóg im powie: Już za życia dostałeś nagrodę.
2. Wielu z niewierzących prowadzi życie uczciwe i wzorowe,
nie dlatego, że nie wierzą, lecz dlatego, że prowadzą się według
zasad Chrystusa. To się sprawdza szczególnie u tych, którzy
kiedyś wierzyli, a potem wiarę stracili.
3. Pan Bóg nie chce, aby ludzie cierpieli i aby na świecie źle się działo. Bóg jednak nie stworzył człowieka niewolnikiem, tylko rozumną i wolną istotą. Człowiek zaś przez rozumne i swawolne postępowanie
sprowadza na siebie niedolę i nieszczęście. Bóg nie zawiesza
działalności natury i praw naturalnych. Puszcza nas w świat,
dając nam łaski i talenta! Zostawia nam do wyboru z powodu
nagrody lub kary! Mówi: Wybieraj uważnie, abyś potem nie narzekał! — Św. Tomasz z Akwinu tak uczy: "Bóg jest Rządcą wszelkiego bytu, dopuszcza wiec braki w pewnych poszczególnych rzeczach, aby nie było udaremnione doskonałe dobro wszechświata!"
Teraz jeszcze słów kilka w bardzo drażliwej sprawie. Ja nie jestem wybrany na adwokata ani wyznaczony na obrońcę kapłanów! Mówię to, co mi dyktuje sumienie. Nie ma na świecie lepszego i pobożniejszego ludu, jak nasz ludek polski! Mimo to, żaden ksiądz na świecie nie jest tak surowo krytykowany, tak bacznie pilnowany, tak często poniżany, upokarzany, zelżony i nawet prześladowany jak biedny ksiądz polski! Ludzie zapominają, że ksiądz dostając świecenia kapłańskie, to jeszcze nie zmazuje jego ludzkiej słabości i ułomności. Apostołów byto tylko dwunastu. Mimo tak małej liczby, znalazł się pomiędzy nimi Tomasz niedowiarek; Piotr zaprzaniec i Judasz sknera i zdrajca! Proszę zapamiętać to sobie dobrze! Nasz polski kler jest zacny, przykładny, mający wielkie serce, współczujący z ludem, sumiennie spełniający swoje obowiązki. Te zaś obowiązki nigdy nie były łatwe, tym bardziej w czasach naszych. Czego bowiem dziś lud nie chce i nie wymaga od swego księdza? Zmuszony jest ciągnąć wóz kapłański, przeładowany trudnościami, ciężarami i kłopotami ludzkiemi, po drodze swego powołania. Zamiast usłyszeć słowa zachęty i uznania; miasto ujrzeć rękę pomagającą i go podtrzymującą, zmuszony jest słuchać słowa obelgi i potępienia. Widzi tylko szydzących i krytykujących! Albo przynajmniej oziębłych i niedbałych. Polak katolik nie umie, nie chce, nie ma odwagi stanąć w obronie swego księdza! Ksiądz w obronie swego ludu idzie na pierwszy ogień. Lud zaś cofa się, kryje i chowa! Inaczej postępowali nasi ojcowie. Czytajcie historię kulturkampfu i prześladowań rosyjskich rządów. Uczcie się i bierzcie przykład. Niejeden i niejedna, przestają chodzić do kościoła, porzucają wiarę, ponieważ jakiś ksiądz okazał nieco więcej surowości, w nawoływaniu do zachowania porządku, do zastosowania się do przepisów itp. Zapatrujcie się na te sprawy rzeczowo, praktycznie, sprawiedliwie, rozumnie! Zaprzestańcie czytać pism, szczególnie polskich, które każdego księdza polskiego ubierają w szaty Judasza lub w habit Macocha! Pamiętajcie, że zawsze i wszędzie, w szczęściu i nieszczęściu z polskim księdzem — polski lud!
Jeszcze słówko do autora listu z pytaniami! Drogi rodaku! Ty nie jesteś niedowiarkiem. Miałeś rodziców wierzących; wychowanie miałeś chrześcijańskie. Sam wierzyłeś i mimo że chcesz siebie i mnie przekonać inaczej, jeszcze po dziś dzień wierzysz! Zobojętniałeś dla wiary, to prawda! Zaniechałeś pewnych praktyk religijnych, i to prawda! W życiu jednak kierujesz się zasadami wiary! Upokorz się nieco. Schyl głowę, zegnij kolano, uderz się w piersi i powracaj jak najprędzej do domu ojcowskiego. Okaż dobrą wole i już dłużej nie pytaj się: "Dlaczego?" ale powiedz: "Wierzę!"
Jestem przekonany, żeście zauważyli jedną, może poniekąd wam niezrozumiałą rzecz, że w moich przemowach mało przytaczam przykładów z wieków starożytnych lub z żywotów Świętych. Biorę jednak masę przykładów z czasów naszych i z życia dzisiejszego. Czynię to naumyślnie. W żadnej książce, z wyjątkiem Pisma św., nie znajdziecie takiego bogatego materiału i takich zapasów, jakie znajdują się w księdze życia ludzkiego obecnego wieku, tak znamiennego i zmiennego! Każdy z nas też żywiej się interesuje ludźmi i życiem ludzkim tych, którzy do niedawna temu musieli, lub jeszcze po dziś dzień muszą dźwigać ten ogromny i ciężki krzyż życia codziennego. To wszystko do nas jakoś serdeczniej i więcej przekonywująco przemawia, aniżeli to, co się działo setki, lub tysiące lat temu. Zresztą, to co kiedyś było, lub się działo — i dziś jest i dziś się dzieje, ponieważ nie ma nic nowego pod słońcem! Dziś z obawą i trwogą patrzymy na to, co się dzieje w krajach i społeczeństwach. Na nasze braki, bóle i bolączki, tak społeczne jak narodowe, dają nam ogólne rady, powszechne środki i jakieś gromadne leki i lekarstwa. Wszystko to jest sztuczne i nieskuteczne, bo nie idzie do źródła i nie tyka korzeni. Nasze kłopoty społeczne i trudności narodowe, to nic innego jak kłopoty, trudności i cierpienia rodzin, członków familii czyli pojedynczych istot ludzkich, tylko że w powiększeniu. Trzeba wiec najpierw zajrzeć do serc ojców i matek, synów i córek. Ci i te muszą zażyć lekarstwa i przyjść do zdrowia. Potem trzeba związać i zespolić więzy rodzicielskie, małżeńskie i rodzinne! Posuwać się tak powoli, stopniowo i systematycznie. Zawsze jednak na zasadach Bożych, Chrystusowych, chrześcijańskich. Wtenczas odżyją społeczeństwa, narody, świat cały!
Oto przykład:
Przed Bożem Narodzeniem przyjechał do mnie rodak z Pensylwanii, do Spowiedzi św. Do wtenczas go nigdy nie widziałem i wątpię czy się znów za życia spotkamy. Mówił mi tak: "Ojcze, urodziłem się w lasach wiskonsińskich. Nie było tam ani kościoła ani szkoły. Ojciec mnie wychował, bo matka, z pochodzenia Szwedka, uciekła od ojca. Mieszkaliśmy z drwalami. Większa cześć z nich przepijała cały zarobek. Mając 17 lat i ja opuściłem ojca. Pojechałem do Chicago. Dostałem robotę w fabryce. Wieczorami chodziłem do szkoły. Nie chodziłem do kościoła, nie mówiłem pacierzy, bo mi nikt o tym nie mówił. Pewnego wieczora szedłem koło polskiego kościoła. Wszedłem. Ksiądz mówił przeciw pijaństwu, że trzeba unikać okazji i modlić się. Wysłuchałem kazania. Poszedłem do księdza po informacje. Chodziłem na naukę. Zostałem ochrzcony i przystąpiłem do Komunii św. Zacząłem chodzić regularnie do kościoła. Szło mi dobrze. Oszczędzałem we wszystkim. Ożeniłem się. Pojechałem do Pittsburga, bo żona miała tam krewnych. Założyłem dwa interesy. Szło mi jak z rękawa. Powodzenie jednak mnie upijało. Zabrakło mi czasu na pacierze, zaniedbałem kościół i zapomniałem o Spowiedzi św. Za dobrze mi się powodziło. Zacząłem skupować realność i powiększać biznes. Nie liczyłem się z przyszłością. Czym lepiej mi szło — tym dalej ja od Boga i Kościoła. Przyszedł krach. Uderzył we mnie młotem. Rozbił moje interesy w kawałki, a mnie złamał. Zabrano mi sklepy. Zabrano mi domy i grunta. Zostałem bez centa. Zostałem bez fundamentu, bez podpory. Nie miałem nic ani w duszy, ani w sercu, ani w rękach. Ogołocony wewnątrz i zewnątrz! Teraz dopiero zrozumiałem, że całą wiarę włożyłem w rzeczy czasowe i materialne, które się zarwały i mnie zdusiły. Zrozumiałem, że jedyną pewnością i zabezpieczeniem jest wiara w Boga, bo ta jedynie trwa zawsze, na wieki! Nawróciłem do wiary i Kościoła. Znów jestem na nogach. Jestem spokojny, zadowolony i szczęśliwy — bo wierzę praktycznie".
Tak, każdy i każda: rodziny, społeczeństwa, narody, świat, będą spokojni, zadowoleni, szczęśliwi, kiedy zaczną wierzyć praktycznie. Teraz do dokończenia rozprawy z ubiegłej niedzieli p. t.
JESZCZE. DLACZEGO?
Drugie pytanie naszego wiarusa ze Springfield brzmi tak: "Dlaczego we Mszy św. używane są szaty tkane srebrnymi lub złotymi nićmi? Przecież Chrystus w takich nie chodził. Czyżby tańsze nie wystarczały?" Kiedy w Starym Testamencie rozchodziło się o urządzenie Przybytku, sam Bóg tak mówił do Mojżesza: "Mów synom Izraelowym, aby mi wzięli pierwiastki od każdego człowieka, który ofiaruje dobrowolnie. A to jest co brać macie: złoto i srebro i miedź, hiacynt, szkarłat i karmazyn dwakroć farbowany, i bisior, i sierść kozią. I uczynią mi Świątnicę i będę mieszkał pośród nich. Skrzynie z drzewa Setim spójcie. I pozłocisz ją złotem co najczystszym wewnątrz i z wierzchu i uczynisz na niej koronę złotą w kole. Uczynisz stół z drzewa Setim; pozłocisz go złotem najczystszem i uczynisz mu listnię złotą". Widzisz na co Bóg sam nalegał kiedy rozchodziło się o Przybytek, o Arkę, o tablice, o ołtarz do całopalenia! Bóg też dał pewne przepisy co do ubiorów kapłańskich, które miały być sporządzone ze złota, hiacyntu, szkarłatów, karmazynu i bisioru. Nakazał, aby były ozdobione drogimi kamieniami, złotymi haczykami i łańcuszkami. Wymaga dwanaście drogich kamieni dla oznaczenia dwunastu imion synów Izraela. Mówi o złotych naramiennikach, pierścieniach i dzwonkach, o wyrobach blaszanych, pokrytych najczystszem złotem, upiększonych wytworną robotą snycerską. — Wreszcie czytaj o zdumiewających bogactwach i świetnościach świątyni Salomońskiej. O tym nie tylko mówi Pismo św., ale i historycy świeccy!
Gdybyśmy chcieli zrozumieć tajemnicę i wielkość i świętość Mszy św., nie dziwilibyśmy się używaniu czystych, pięknych i ozdobnych szat liturgicznych. Jedź do Turcji, Afryki, Chin i Japonii, zobaczysz jakich wytwornych i przebogatych okryć używają kapłani pogańscy przy obrządkach swych wyznań. Czytasz o przyjęciach na dworach królewskich. Czytasz też o ubiorach przyjmowanych. Wiesz, że przy tych okazjach, ubiory kosztują tysiące dolarów; całe fortuny mieszczą się w pierścieniach, kolczykach, branzoletkach, naszyjnikach i łańcuchach. Ty sam z całą rodziną ubieracie się w najlepsze i najmodniejsze szaty kiedy spodziewacie się gości lub idziecie w odwiedziny. My katolicy wierzymy mocno i stanowczo, że w naszych kościołach mieszka Bóg. Bóg, Stworca, Pan, Zbawiciel i Sędzia. Jeśli wierni spieszą do kościoła, ubierają się w to co mają najlepszego, co mamy mówić o kapłanach przy ołtarzu? Prawda, Chrystus się nie ubierał w szary kosztowne, ale to czynił, aby w oczach świata podnieść znaczenie ubóstwa i umartwienia! Zresztą Zbawiciel był nie tylko człowiekiem ale zarazem i Bogiem! My jesteśmy tylko ludźmi! Czy dlatego, że Chrystus urodził się w stajence, to wszyscy mamy się rodzić w stajenkach? Czy dlatego, że Chrystus jeżdził na osiołku, to żadnemu z nas nie wolno jeżdzić koleją, samochodem, samolotem, albo nawet bryczką lub na rowerze? Czy dlatego, że Chrystusa przybito do krzyża — to i my mamy zginąć śmiercią krzyżową? Zresztą Chrystus zamienił wodę w wino! Spróbuj i ty! Chrystus kilkotysięczny tłum nakarmił kilku rybkami i bochenkami! Spróbuj i ty! Chrystus uzdrawiał i wskrzeszał! Czemu ty nie robisz tego? Chrystus uspokajał burze! Zrób to samo! Chrystus własnymi siłami powstał z grobu! Czy ty tego dokonasz? Rozumiesz więc, że twój argument, ponieważ Chrystus coś uczynił lub nie uczynił, nie utrzyma wody! Czy nie można tu przytoczyć słów Chrystusa, który się żalił: "Ubogich zawsze macie ze sobą, ale Mnie nie zawsze macie"?
Trzecie pytanie: "Dlaczego Papież jeździ autem wyścielonym adamaszkiem i ozłoconym? i dlaczego noszonym jest w lektyce, nie będąc kaleką? Przecież Chrystus nie wynosił się w ten sposób."
Znów przewracam karty Pisma św. Św. Mateusz pisze, że do Jezusa przywiedli oślicę i oślę (na wyraźny rozkaz Zbawiciela) i włożyli na nie odzienia swoje; a rzesza bardzo wielka słała szaty swoje na drodze: a drudzy obcinali gałązki drzew, i na drodze słali; a rzesze, które uprzedzały i które szły za Nim, wołały mówiąc: Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!"
— Z tego poznajemy: 1. Sam Chrystus nie chciał pieszo wchodzić do Jerozolimy, lecz chciał wjeżdżać, jak wówczas robili królo¬wie, cezarowie, rządzący i zwycięzcy!
2. Dla okazania Chrystusowi czci i szacunku, poniekąd i dla wygody, uczniowie własnymi szatami okryli oślice, na której usiadł Zbawiciel. Chrystus ich nie zrzucił ani nie wzgardził.
3. Lud z uwielbienia i wdzięczności wyścielił drogę, po której stąpała oślica, nie tylko gałązkami drzew palmowych, ale i własnymi szatami, chwaląc i śpiewając! Czy Chrystus Pan ich zgromił i skarcił? Czy zakazał tych oznak czci, chwały i wdzięczności? Nie! Przyjął to wszystko! — Jak wtenczas ogólny zwyczaj podróżowania, można powiedzieć, najszybszy oraz najwygodniejszy był koniem lub osłem, dziś mamy samochód. Szczególnie tu w Ameryce. Wystarczy rzucić okiem na ulice. Przed każdym domem stoi automobil. Czy kto dziś ma robotnikowi za złe, że posiada samochód? Jest to taki stalowy koń, albo blaszana oślica, która cię wszędzie zawiezie i wszędzie dostawi! Naturalnie z pewnymi przeszkodami, ale zajedziesz gdzie chcesz! Dziś samochód nie jest luksusem, ale rzeczą praktyczną, korzystną, wygodną i koniecznie potrzebną! Jeśli każdy nieomal robotnik posiada "auto", czemu Ojcu św. nie wolno go mieć? Mniejsza o to, czy ten samochód jest wybity adamaszkiem, jedwabiem lub skórą zajączkową, lub ma pozłacane opaski! Zresztą ten samochód, czy samochody, były złożone w podarunku Ojcu św. przez zamożnych protestantów amerykańskich. Ojciec św. je przyjął i pięknie podziękował. Ja bym zrobił tak samo! Jestem przekonany, że żaden ze słuchaczy i słuchaczek by też nie odmówił! — Ojca św. nie noszą w lektyce, tylko na tak zwanej "sedes gestatoria". Jest to tronik papieski na małej platformie, która spoczywa na barkach szambelanów papieskich. Oni niosą Ojca św. wysoko ponad głowami widzów, to tylko dlatego, aby być lepiej widzianym od zgromadzonych. Nie ma w tym ani pychy, ani zarozumiałości. Jest to bardzo praktycznie. Ileż to razy czytamy, że poddani odprzęgają konie, od powozów królewskich i sami ciągną powóz przez ulice miasta aż do pałacu królewskiego? Jak często się zdarza, że bohaterów chwyta ktoś z tłumu, podnosi w górę i trzyma na ramionach, aby go wszyscy lepiej widzieli! Zresztą sam Chrystus Pan, kiedy otoczony był tłumami, prawie zawsze zdążał na górę lub pagórek, aby być widzianym przez gromady. W końcu powinniśmy pamiętać, że Papieże wybierani są na ten urząd w starszym wieku, kiedy należą im się pewne względy, jeśli już nie z powodu ich wysokiego urzędu, to przynajmniej ze względu na ich wiek! — Ojciec św. się ani pyszni, ani wynosi; wystarczy czytać rozkład godzin pracy i zajęcia codziennego.
Czwarte pytanie; "Dlaczego mówimy w pacierzu: "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode złego"? Przecież Bóg nikogo na złe nie wiedzie, wiec dlaczego Mu tak ubliżać?"
Te dwie prośby "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode ziego" są zakończeniem modlitwy Pańskiej. Nazywa się zaś modlitwą Pańską, bo sam Chrystus Pan jej ludzi nauczył, kiedy mówił: "Wy tedy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz itd." Więc jak możemy Bogu ubliżyć, modląc się słowami, których nauczył nas Syn Boży? Zresztą słowo kusić, nie zawsze znaczy prowadzić do złego; często znaczy wystawiać na próbę. Tak a nie inaczej mają być zrozumiane te słowa: Nie wystawiaj nas na próbę, a potem nas nie opuszczaj; ale nie dozwalaj abyśmy w próbie byli zwyciężeni, lecz daj nam łaskę zwyciężenia! — Żaden z nas nie będzie miał trudności w takim, lub podobnych wypadkach, jeśli trzymać się będziemy tłumaczeń Kościoła. Inaczej, albo odpadniemy od Kościoła, albo dostaniemy pomieszania zmysłów!
Piąte pytanie: "Dlaczego dziewczę, które przyjechało z kraju dopiero przed paru tygodniami, nie było wpuszczone do kościoła, bo zapomniało pieniędzy? Przecież Chrystus nie odpędzał nikogo, kto Jego nauki chciał słuchać?" — Jeśli taki wypadek zaszedł w rzeczywistości, to źle! Może to jednak wina niedyplomatycznych marszałków, może też dziewczę nietaktownie lub nawet hardo się postawiło. Zaraz dam ci przykład: Dwa lata temu na północną pasterkę do naszego kościoła przyszedł sobie nie bardzo praktyczny katolik. W dodatku nalał sobie tyle w tę otchłań pod nosem, że kolebał się jak gąsior. Było to już wpół do dwunastej. Kościół był nabity. Nasz gwiazdkowy
delegat dostał się do średniego ganka, stanął przy ławce i zaczął mamrotać. Posłyszałem szmer i podszedłem do niego. Pytam się go: "Ojciec, co wy chcecie?" Odpowiedział mi: "Psia pies, raz do roku przychodzę do kościoła i jeszcze dla mnie miejsca niema!" — Prosiłem go, aby się uspokoił i stał cicho! Odwrócił się i wyszedł. Kilka dni później dowiedziałem się, że opowiada głośno i szeroko, że "Ks. Justyn wywalił go z kościoła!"
— Widzisz, co może się zdarzyć! Prawda, Chrystus nie odpędzał, ale proszę pamiętać, że nauczał o dziesięcinach i ofiarach!
Gdyby dziś każdy chrześcijanin i każda chrześcijanka złożyli jedną dziesiąta cześć swego zarobku na potrzeby kościoła? No, gdyby, gdyby tylko! Wtenczas żaden ksiądz by już nie był takim prostym dziadem żebrakiem w kościele Bożym, zatruwając swe życie rozmyślaniem gdzie, skąd i jak pokryć wydatki kościelne! Patrzmy na wszystko praktycznie i rozumnie!
Szóste pytanie: "Czy pasuje księdzu, który głosi naukę "nie zabijaj" błogosławić krzyżem, symbolem miłości i zgody, wojsko idące na bój? Przecież Bóg z nimi nie pójdzie, bo jest przeciwny morderstwu?" — Znów idę do ksiąg Starego Testamentu. W księdze Rodzaju czytamy, że nieprzyjaciel uderzył na Sodomę i Gomorę i zrabował je. Pomiędzy mieszkańcami byt Lot, synowiec Abrahama. Abraham zebrał swych żołnierzy, puścił się w pogoń za nieprzyjacielem; dognał go w nocy, rozbił i rozproszył. Kiedy Abraham powracał, wyszedł na jego spotkanie Melchizedek, najwyższy kapłan, i błogosławił żołnierzy."
— Chociaż nie każda wojna jest słuszna i sprawiedliwa, są wypadki, gdzie jest usprawiedliwiona, szczególnie kiedy rozchodzi się o obronę własnych granic i poddanych od najazdu. Widocznie i to miał na myśli Zbawiciel kiedy mówił: "Gdy mocarz zbrojny strzeże dworu swego, w pokoju jest co ma; ale jeśli mocniejszy naderi nadszedłszy zwycięży go, obejmie wszystką
broń jego, w której ufał i korzyści jego rozda!" Jeśli więc Kościół pozwala na święcenie broni, to tylko na to, aby ta broń służyła na obronę ojczyzny. I słusznie, bo ojczyzna, jak uczy nas Skarga, jest: "Gniazdo wszystkich gniazd, matka wszystkich matek, korona ze wszystkich skarbów; Ojczyzna, to ziemia ojczysta, to język ojczysty, to skarby ducha i skarby ziemi, a jakżeż można nie kochać takiej wspólnej matki? Ojczyzna zatem to wielka rzecz, a miłość Ojczyzny, to nie frazes pusty, ale
cnota i obowiązek święty!" — Niech będę zrozumianym, ja nie jestem za wojną. Lecz wierzę, że kraj ma obowiązek bronienia swych granic i swego narodu. Jeśli ma obowiązek, ma też prawo używania odpowiednich środków ku temu. Dlatego i po to, Kościół zezwala na poświecenie tych środków! Sprawiedliwa obrona nie jest ani morderstwem ani zabójstwem! Nie jest więc grzechem! Zresztą można sobie przeczytać rozdział dwudziesty księgi Powtórzonego Prawa. Tam znajdziesz ustawy względem prowadzenia wojny. Przytaczam tylko urywki: "Jeśli ruszysz na wojnę przeciw nieprzyjaciołom twoim, nie będziesz się ich bał, bo Pan Bóg twój jest z tobą. Stanie kapłan przed wojskiem uszykowanym, i będzie tak mówił do ludu: Słuchaj Izraelu, wy dziś przeciw nieprzyjaciołom waszym bitwę staczacie; niechże się nie lęka serce wasze, nie bójcie się, nie ustępujcie, ani się ich strachajcie, bo Pan Bóg wasz jest w pośrodku was." Z tego wynika, że są wojny sprawiedliwe; że kapłan powinien być przy żołnierzach i że sam Bóg jest pośrodku armii prowadzącej wojnę sprawiedliwą, póki ta armia unika okrucieństw, zemsty itp. Czy to nie jest jasne i zrozumiałe?
Siódme i ostatnie pytanie: "Więc jeśli Bóg stworzył ten świat dla dzieci swoich i rządzi tym światem, to dlaczego zsyła na nie trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie itp. Czy czyni to naumyślnie, czy też nie umie temu zapobiec? A przecież zażegnał burzę na morzu skinieniem ręki?" — Pismo św. uczy nas wyraźnie, że Bóg stworzył świat; Pismo św. uczy nas, że Bóg nad światem czuwa; przecież sam Zbawiciel uczy, że: "Ojciec mój aż dotąd działa i ja działam!" W księdze Mądrości czytamy: "Wszystko przez i w Nim jest stworzone, a On jest przed wszystkimi, a wszystko w Nim stoi!" Pytasz się, czemu Opatrzność zezwala na te rozmaite zła? Rozmaite są powody. Posłuchaj: Bo sami ludzie bardzo często sprowadzają je na siebie. Przecież wiesz, czemu był potop! Wiesz dlaczego na Sodomę i Gomorę lał się deszcz ognisty! Wiesz czemu żona Lota zamieniła się w słup soli! Wiesz dlaczego Bóg zesłał plagi na Egipcjan! Wiesz czemu Faraon z wojskiem zatopił się w morzu Czerwonym! Wiesz dlaczego Kain nie mógł znaleźć spokoju na ziemi! Wiesz dlaczego sam Mojżesz tylko z dala widział ziemię obiecaną! Wiesz dlaczego nałogowy pijak traci zdrowie; dlaczego leniuch lub nieoględny marnotrawca idzie do domu ubogich; dlaczego skąpiec lub chciwiec często z głodu umiera! Przecież to wszystko wiesz i rozumiesz! Pan Bóg stworzył naturę i prawa naturalne. Stworzył siły naturalne, które mają przyczyny naturalne! Bóg tych praw nie znosi i nie zawiesza, chyba w wyjątkowych wypadkach. Wtenczas mamy cud! Zwyczajnie jednak Bóg zezwala, aby natura i prawa naturalne miały swój przebieg naturalny. Człowiekowi jednak Bóg dał rozum, aby mógł i umiał się obronić przeciw żywiołom natury. Jeśli
zaś człowiek tego zaniedbuje, czy to wina Boga? Wskazuje to na niedbalstwo, słabość i niemoc ludzką! Czy Pan Bóg chciał wojny światowej? Z pewnością że nie! Chcieli jej mocarze ziemscy, którymi kierowały chciwość, zemsta, nienawiść i bezrozumny oraz absolutny arcypatrjotyzm! Otwarcie Boga wyrzucili z państw i krajów. I dostali co chcieli! Spustoszenie, głód, nędza, śmierć! Czy Bóg sprowadził na nas depresję? Przecież nigdy w historii Stanów Zjednoczonych nie mieliśmy tak obfitych urodzajów i tak bogatych zbiorów jak w czasie depresji! Owoc gnił na drzewach — warzywa butwialy w polu — zboże pleśniało w spichlerzach. W międzyczasie rządy paliły kawę — niszczyły zboże — topiły owoce, a ludy z głodu umierały! I w tym Boga winić! Bóg jest dobrotliwy i miłosierny, ale ludzie są źli i przewrotni; w swej zarozumiałości, mali, nędzni i bezradni!
Pytasz się, czemu Pan Bóg więc tych nie ukarze? Bo jest Bogiem, bo nie chce zguby grzesznika, bo chce aby się nawrócił! Zresztą dla nas śmiertelników wyroki Boże są niezbadane! Bóg zawsze ludziom daje sposobność wykorzystania przykrości i cierpień! W oczach Boga świat jest synem marnotrawnym; ludzie zaś hartują siebie przechodząc przez trudy i cierpienia! Od takich uczymy się cierpliwości i pokory; robiąc porównania pobudzamy się do wdzięczności i modlitwy.
Po tak długiej rozprawie, robię następujące streszczenie:
1. Bóg często już tu za życia obdarza dobrami materialnymi ludzi obojętnych i w Boga niewierzących, w nagrodę że uczynili coś dobrego, aby ci po śmierci nie mieli żadnej pretensji do Boga. Wtenczas Bóg im powie: Już za życia dostałeś nagrodę.
2. Wielu z niewierzących prowadzi życie uczciwe i wzorowe,
nie dlatego, że nie wierzą, lecz dlatego, że prowadzą się według
zasad Chrystusa. To się sprawdza szczególnie u tych, którzy
kiedyś wierzyli, a potem wiarę stracili.
3. Pan Bóg nie chce, aby ludzie cierpieli i aby na świecie źle się działo. Bóg jednak nie stworzył człowieka niewolnikiem, tylko rozumną i wolną istotą. Człowiek zaś przez rozumne i swawolne postępowanie
sprowadza na siebie niedolę i nieszczęście. Bóg nie zawiesza
działalności natury i praw naturalnych. Puszcza nas w świat,
dając nam łaski i talenta! Zostawia nam do wyboru z powodu
nagrody lub kary! Mówi: Wybieraj uważnie, abyś potem nie narzekał! — Św. Tomasz z Akwinu tak uczy: "Bóg jest Rządcą wszelkiego bytu, dopuszcza wiec braki w pewnych poszczególnych rzeczach, aby nie było udaremnione doskonałe dobro wszechświata!"
Teraz jeszcze słów kilka w bardzo drażliwej sprawie. Ja nie jestem wybrany na adwokata ani wyznaczony na obrońcę kapłanów! Mówię to, co mi dyktuje sumienie. Nie ma na świecie lepszego i pobożniejszego ludu, jak nasz ludek polski! Mimo to, żaden ksiądz na świecie nie jest tak surowo krytykowany, tak bacznie pilnowany, tak często poniżany, upokarzany, zelżony i nawet prześladowany jak biedny ksiądz polski! Ludzie zapominają, że ksiądz dostając świecenia kapłańskie, to jeszcze nie zmazuje jego ludzkiej słabości i ułomności. Apostołów byto tylko dwunastu. Mimo tak małej liczby, znalazł się pomiędzy nimi Tomasz niedowiarek; Piotr zaprzaniec i Judasz sknera i zdrajca! Proszę zapamiętać to sobie dobrze! Nasz polski kler jest zacny, przykładny, mający wielkie serce, współczujący z ludem, sumiennie spełniający swoje obowiązki. Te zaś obowiązki nigdy nie były łatwe, tym bardziej w czasach naszych. Czego bowiem dziś lud nie chce i nie wymaga od swego księdza? Zmuszony jest ciągnąć wóz kapłański, przeładowany trudnościami, ciężarami i kłopotami ludzkiemi, po drodze swego powołania. Zamiast usłyszeć słowa zachęty i uznania; miasto ujrzeć rękę pomagającą i go podtrzymującą, zmuszony jest słuchać słowa obelgi i potępienia. Widzi tylko szydzących i krytykujących! Albo przynajmniej oziębłych i niedbałych. Polak katolik nie umie, nie chce, nie ma odwagi stanąć w obronie swego księdza! Ksiądz w obronie swego ludu idzie na pierwszy ogień. Lud zaś cofa się, kryje i chowa! Inaczej postępowali nasi ojcowie. Czytajcie historię kulturkampfu i prześladowań rosyjskich rządów. Uczcie się i bierzcie przykład. Niejeden i niejedna, przestają chodzić do kościoła, porzucają wiarę, ponieważ jakiś ksiądz okazał nieco więcej surowości, w nawoływaniu do zachowania porządku, do zastosowania się do przepisów itp. Zapatrujcie się na te sprawy rzeczowo, praktycznie, sprawiedliwie, rozumnie! Zaprzestańcie czytać pism, szczególnie polskich, które każdego księdza polskiego ubierają w szaty Judasza lub w habit Macocha! Pamiętajcie, że zawsze i wszędzie, w szczęściu i nieszczęściu z polskim księdzem — polski lud!
Jeszcze słówko do autora listu z pytaniami! Drogi rodaku! Ty nie jesteś niedowiarkiem. Miałeś rodziców wierzących; wychowanie miałeś chrześcijańskie. Sam wierzyłeś i mimo że chcesz siebie i mnie przekonać inaczej, jeszcze po dziś dzień wierzysz! Zobojętniałeś dla wiary, to prawda! Zaniechałeś pewnych praktyk religijnych, i to prawda! W życiu jednak kierujesz się zasadami wiary! Upokorz się nieco. Schyl głowę, zegnij kolano, uderz się w piersi i powracaj jak najprędzej do domu ojcowskiego. Okaż dobrą wole i już dłużej nie pytaj się: "Dlaczego?" ale powiedz: "Wierzę!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)