Świat cały obchodzi dziś uroczystą rocznicę Zmartwychwstania Pańskiego! I obchodzi to święto z weselem i radością, nucąc tę stosowną pieśń: "Wesoły nam dziś dzień nastał, którego z nas każdy żądał, tego dnia Chrystus Zmartwychwstał!" — Mówię do was, słowami Apostoła narodów: "Bo najpierw podałem wam, com też otrzymał: Że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pisma, i że pogrzebany został, i powstał też z martwych trzeciego dnia; i że widziany był przez Kefasa, a potem przez jedenastu. Potem widziany był przez Jakuba, a potem przez wszystkich Apostołów. Potem widziany był przez więcej niż pięciuset braci razem, z których wielu żyje aż dotąd, a niektórzy zasnęli. Ale czy ja, czy oni, wszyscy tak przepowiadamy i wy takeście uwierzyli. Jeśli wiec przepowiadają, że Chrystus zmartwychwstał, jakże niektórzy spomiędzy was mogą mówić, że nie ma zmartwychwstania? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie powstał z martwych. A jeśli Chrystus nie powstał z martwych, to próżne jest przepowiadanie nasze, próżna jest i wiara nasza!" Zaraz rozpoczynam mowę:
TRZY REZUREKCJE!
Już mijają blisko dwa tysiące lat od tej pierwszej rezurekcji! Posłuchajcie prostego i rzewliwego opisu tego historycznego zdarzenia: "A pierwszego dnia szabatu Maria Magdalena przyszła rano, gdy jeszcze były ciemności, do grobu Chrystusa Pana i ujrzała kamień, odwalony od grobu. Maria stała u grobu zewnątrz, płacząc. Gdy tedy płakała, nachyliła się i wejrzała w grób. I ujrzała dwu aniołów, w bieli siedzących, jednego u głowy, a drugiego u nóg, kędy położone było ciało Jezusowe. Rzekli jej oni: "Niewiasto, czemu płaczesz? Rzekła im: "Wzięto Pana mego, a nie wiem kędy Go położono.'' A to rzekłszy, obróciła się nazad i ujrzała Jezusa stojącego, a nie wiedziała, iż Jezus był! Rzekł jej Jezus: "Niewiasto! Czemu płaczesz? kogo szukasz?" Ona mniemając, że był ogrodnik, rzekła Mu: "Panie! Jeśliś Go ty wziął, powiedz mi, gdzieś Go położył, a ja Go wezmę!" Rzekł jej Jezus: "Mario!" Obróciwszy się, ona rzekła Mu: "Rabboni!" Rzekł jej Jezus: "Nie tykaj się mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego — ale idź do braci moich, a powiedz im: wstępuję do Ojca mojego i Ojca waszego, Boga mojego i Boga waszego!"
Prosty i przekonywujący opis pierwszego i rzeczywistego zmartwychwstania! — Teraz do czasów naszych, bo do roku 1930!
Rezurekcja w stolicy związków sowieckich! Cerkiew nabita po brzegi. Robotnicy, ich żony i dzieci, biedacy i żebracy, a jednak twarze pełne radości i rozrzewnienia usta szepcą modlitwy. Lud zapomniał o biedzie i nędzy, o prześladowaniu i katuszach, bo przecież dziś święto nad świętami, to Wielka Noc przypominająca Rezurekcję Chrystusową! Lud, prawie wyrwał przemocą z ust kapłana, zaintonowaną przez niego pieśń: "Chrystus powstał z martwych" i ciągnął dalej, "śmiercią zwyciężył śmierć, i ludziom dobrej woli, żywot wieczny w niebie dał!" Rządowi żołnierze, zamiast strzelać w tłum pobożnych, opuścili strzelby, zdjęli czapki i zaczęli mówić jeden do drugiego z jakiemś dziwnem rozczuleniem, — Chrystus Zmartwychwstał, bracie! — Zaiste Zmartwychwstał — brzmiała adpowiedź. Podawali sobie ręce i całowali się, tak jak ich nauczyła w dzieciństwie matka! I to, też prosty i zrozumiały spis tej drugiej rezurekcji na ulicach zroszonych krwią wierzących!
Teraz do trzeciej rezurekcji, która nosi tytuł "Ostatniej Rezurekcji!" Rzewliwa jest i serdeczna. "Wioska okryła się ciemnością, gdy Szymon Socha, stękając z cicha, zwlókł się z twardego łoża i wyszedł przed chałupę. Boso, w koszuli, z kożuchem narzuconym na wąskie ramiona, wdychał chciwie chłodne powietrze; dławiła go wielka gorączka, a i rana w boku, otrzymana w czasie inwazji bolszewickiej, doskwierała bardziej niż zwykle. — Piecze, jakby kto żywego ognia nakładł — szeptał, przyciskając rękę do prawego boku. — Człowiek przy wojsku nie służył — medytował dalej — a oberwał lepiej niż niejeden, co w okopach leżał. Bolesny uśmiech wykrzywił jego bezzębne usta, bo wyobraził sobie, iż on, blisko siedemdziesięcioletni starzec z karabinem w garści idzie na nieprzyjaciela. Tęgi byłby ze mnie sołdat — mruknął zanosząc się kaszlem. — A to choróbsko paskudne — zaklął — przyplątało się do człowieka i trzyma kiejby kleszcze. Na Gromniczną człowiek krzynę ostrego wiatru chwycił i od tego czasu przyjść do siebie nie może! Wyleguje się ino ciągiem w łóżku, nie jak jaki farmazon z miasta. Dobrze, że Magda go odwiedza i przynosi strawę, inaczej, ot co tu wiele gadać, zdechłby nieprzymierzając, jak pies bezpański. Co prawda, toć ona jego synowa, ale wszakci ma swego chłopa i dzieciaki, których musi doglądać, więc i tak łaskę mu robi, że do niego zachodzi. Mógłby ci i Antek, boć to syn rodzony, zaglądnąć do starego, ale ten ma gospodarstwo na głowie, całe czterdzieści mórg. Chce też zostać wójtem na przyszły rok, jakże więc mu przyjść, kiedy czasu nie ma! I chociaż markotno mu było, że syn o niego się nie troszczy, jednak najmniejszego żalu nie czuł do swego Antka. — Chłop, jak każden chłop, ambitny jest i gdzie ma starym ojcem zaprzątać sobie głowę!
— Chłodny powiew wiatru załopotał drobnymi listkami przydrożnej wierzby. Socha skurczył się, zakaszlał, naciągnął na piersi kożuszek i spojrzał na niebo. Liliowy blask zaczął rozpraszać cienie nocne, zwiastując rychły świt. — Dzionek się zbliża. Patrzeć rychło jak Magda przyjdzie — przeżegnał się. — Ojcze nasz, który jesteś ... — przerwał modlitwę i zaczął się nad czymś głęboko zastanawiać. Przypomina mi się, jak Magda mówiła wczoraj, że dzisiaj Wielkanoc! Ani chybi, wszyscy idą do kościoła, trzeba i mnie iść! — Rozejrzał się dokoła. Niebo na wschodzie z liliowego przybrało odcień perłowy, lekko różowy ku górze. Szara mgła, unosząca sig nad łąkami, dotychczas dosyć przejrzysta, — gęstniała, zmieniając się w biało mleczny tuman który przysłonił pobliski las, tak że widać jeszcze było tylko czubki drzew. Nagle na horyzoncie, ukazała się ognista tarcza wschodzącego słońca; kaskada purpurowych promieni zalała okolicę. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozwiały się opary mgły i nikły, unosząc się ku górze! Przed oczyma Sochy zabłysnął w całym swym majestacie cały bór. Różowy od promieni słonecznych, które ślizgały się po wierzchołkach drzew, i drgały we wielkich kroplach rosy, całą gamą barw tęczowych, wilgotny od rannej mgły, jak by się przed chwilą wyłonił z odmętu wód, nęcił tajemnicą mrocznego wnętrza. Chałupa Szymona jak i on, samotna stała nieco opodal; do najbliższych wiejskich zabudowań było dobre ćwierć kilometra; starcze oczy Szymona nie dostrzegły ruchu, jaki tam panował. Z niskich, świeżo obielonych wapnem chałup, wychodzili odświętnie ubrani ludzie i szli do kościoła na Rezurekcję! Socha westchnął i poszedł do chałupy. — Trzeba się przyodziać i pójść do kościoła — postanowił! Oddychając ciężko i odpoczywając co chwila, ubrał się w szare spodnie i takąż kapotę, wciągnął długie buty, głowę nakrył barankową czapką. Przez kilka minut zastanawiał się, czy ma wdziać kożuch, czy też nie, ale że gorączka mu dokuczała i pragnienie wysuszyło wargi i język, machnął ręką i wyszedł bez kożucha! — Lżej będzie człowiekowi i nie tak gorąco, — mruknął pod nosem! Ruszył zwolna naprzód, noga za nogą, wąską dróżką przez pola, omijając wieś i kierując się w stronę kościoła. Szedł z wielkim trudem i wreszcie usiadł na miedzy! — Odpocznę krzynę — wyszeptał. Do kościoła było już niedaleko, ale Socha tak czuł się osłabiony, że nie chciało mu się ruszyć z miejsca. — Stary już jestem; nie dojdę! — Narzekał. Nagle do uszu jego doszedł potężny głos spiżowy dzwonów kościelnych, zwiastujących Zmartwychwstanie Chrystusa Pana, a wieść ta radosna płynęła hen, od jednego do drugiego krańca Rzeczypospolitej. Od srebrzystych szczytów Karpat, od dzikich turni Tatr, nad bursztynowy brzeg, oblany siną wodą Bałtyku; od Dźwiny po Odrę wiatr niesie radosną nowinę: Odkupiciel nasz z grobu powstał Wesel się ludu! Słońce wiosenne złoci młodą ruć na błoniach i pieści promiennym pocałunkiem nabrzmiałe sokiem gałązki krzewów i drzew! Radość ogromna wstępuje w serca ludzkie. — Zmartwychwstał! — W drewnianym kościółku korzą się liczne ludu rzesze, przed swym Zbawicielem; nad pochylonymi głowami unosi się wonna mgła kadzideł i płynie hen pod strop niebieski do stóp Pana dziękczynna pieśń-modlitwa: — Alleluja! — Alleluja! Chrystus z grobu wstał — głosi pieśń zwycięstwa dobra nad złem, światła nad mrokiem. Nad głową Sochy szary skowronek wzbił się w przestworza i nuci swój hymn radosny. — Toć i to ptaszę chwali Pana — szepce starowina — trzeba i mnie iść do kościoła — usiłuje podnieść się z wilgotnej ziemi, ale siły mu nie dopisują, więc opada z powrotem na miedzę. — Nie mogę, Jezusienku, za stary jestem, sił mi brak — zawodzi. I zdało mu się nagle, że ujrzał wielką światłość, która zbliża się ku niemu. Patrzy i patrzy i oczom nie wierzy. Toć to sam Jezus miłościwy idzie do niego przez zieleniejące pola. — O Jezusienku najsłodszy; — łkanie rozrywa mu schorzałą pierś — adyć robak mizerny jestem i na łaskę Twoją nie zasłużyłem — zakrył rękoma oczy i szlocha z wielkiej radości.
Miękka dłoń spoczęła na jego głowie i usłyszał pieszczotliwy głos: — Szymonie! Odjął od oczu ręce i widzi — Zbawiciel koło niego stoi i uśmiecha się łagodnie. — Nie mogłeś przyjść do mnie, to ja do ciebie przyszedłem — toć ja chłop prosty jestem — szlocha Socha — z kobietą jak żyła, kłóciłem się i często ją sprałem, wódkę za młodu piłem, grzesznik jestem wielki ... a dzisiaj . . . Jezusienku miłościwy, niegodzien jestem Cię oglądać. . . . Droższy mi jesteś niż inni! — Jezu miłosierny — Oddala się zwolna Zbawiciel, a za nim postępuje Socha. Idzie gdzieś w światło, hen ku gwiazdom! Powracający z kościoła wieśniacy, natknęli się na martwe ciało Szymona. Na bladej jego twarzy igrał uśmiech szczęścia!— No, czy nie jest to rzewliwy opis trzeciej i ostatniej rezurekcji? Kończę stosownym wierszem pisarza Antoniego Pietkiewicza:
"Alleluja! Zmartwychwstał Odkupiciel świata,
Co na miłości zakon swój utwierdził Boży,
Co kazał w każdym bliźnim znać i kochać brata,
Nieść z nim brzemię, sprowadzać z błędnych go bezdroży,
Nakarmić gdy łaknący, przyodziać gdy nagi;
Dodać w smutku pociechy, w zwątpieniu odwagi.
O niechże On i w duszy naszej zmartwychwstanie!
Niechaj w dzień ten wesoły, co nam nastał ninie,
Umocni w nas zakonu swego panowanie.
Byśmy żyli jak bracia w poczciwej rodzinie,
Gdzie z jednym wszyscy smutni, lub wszyscy weseli,
I gdzie każdy rad z drugim chleb i serce dzieli.
Byśmy jako ci, których Bóg dostatkiem darzy,
Dziś gości na wspaniałe spraszając "Święcone."
Pomnąc przytem o głodzie wdów, sierót, nędzarzy,
I hojnie opatrują szpital i ochronę;
Tak zawsze bodaj zbytków swych nieśli okruchy
Tym, co łzami i potem chleb swój święcą suchy.
Lecz karmiąc głodne ciało, miejmy też na względzie,
Że nie samym jedynie chlebem człek tu żywię,
I duchowny mu pokarm rozdawajmy wszędzie;
A gdy się wszelka dusza, co go łaknie chciwie,
Nasyci, zmartwychwstanie Pańskie wnet poczuje
I wielkim wtedy chórem zabrzmią — alleluja!
KRZYŻ BARANKA - pogadanka o. Justyna z 2.04.1939 r.
Dziś Niedziela Palmowa! Jesteśmy na progu Wielkiego Tygodnia! W tych następnych dniach, Kościół katolicki, zwraca uwagę wiernych na mękę i śmierć Chrystusa Zbawiciela. Z cierpieniami za Zbawiciela, z męką Jego i śmiercią, jak najściślej złączony jest — Krzyż! Krzyż, ten krzyż, od którego za życia wszyscy uciekają, który od siebie odpychają lub nawet odrzucają — ten sam krzyż, do którego w godzinę śmierci powracają i w cieniach którego umierać pragną. Nieraz pytam się zdziwiony: dlaczego nawet takim, którzy za życia ten krzyż nienawidzili i z tego krzyża szydzili, nawet tym, po śmierci do rąk wkładają krzyż? Ponieważ ten krzyż jest nie tylko godłem chrześcijanina wierzącego w naukę Krzyża, lecz jest zarazem symbolem zwycięstwa nad śmiercią i nadzieją zmartwychwstania przyszłego, oraz znakiem i świadkiem bolesnych i ciężkich przejść na drodze pielgrzymki życiowej! Pewien uczony protestant woła tak: "Jednak krzyż to godło zbawienia, któryście zatknąć powinni wszędzie, nie tylko na waszych kościołach! Owszem On jaśnieć powinien i na waszych gmachach publicznych, na waszych pałacach, aby wam przypominać, że i wy macie swe obowiązki, że i was za grzechy czeka sąd straszny. "Jeżeli na zielonym drzewie to czynisz, cóż będzie na suchym?" Krzyż powinien także swe dobroczynne ramiona rozciągnąć nad chatą ubogiego, aby mu przypominać, że dzieląc z Chrystusem cierpienie, upokorzenie, poniżenie, trud i niedostatek, dzielić z Nim może także Jego chwałę, byleby był cierpliwym. Na krzyż powinni zwracać swe oczy wszyscy, i wielcy i mali, aby się uczyć pokory, zaparcia siebie, aby się zaprawiać do walki z pychą i innymi namiętnościami, które przeciw duchowi w ciele ich walczą! Sam widok krzyża powinien wywołać uczucia zbawienne. Przemówienie dzisiejsze, poświęcam z czcią i pokorą temu Krzyżowi, któremu dziś tylu bluźni i któremu tvlu złorzeczy!
KRZYŻ BARANKA
Wybieram opis zostawiony nam przez Tomasza a Kempis, "W Naśladowaniu Chrystusa!" "Twardą zda się dla wielu ta mowa: Zaprzyj samego siebie, weź krzyż swój i idź za Jezusem! Lecz nie równie przykrzej będzie usłyszeć ten wyrok ostateczny: Idźcie ode mnie przeklęci, w ogień wieczny. Ci, którzy teraz chętnie słuchają
słowa o krzyżu i spełniają je, nie będą się obawiać w on czas, gdy zagrzmi głos potępienia wiecznego. Ten znak krzyża ukaże się na niebie, gdy Pan sądzić przyjdzie. Wtedy wszyscy słudzy krzyża, którzy w tym życiu naśladowali Ukrzyżowanego, przystąpią z wielką ufnością do Chrystusa, Sędziego swojego. Dlaczegoż więc obawiasz sig wziąść na się krzyż, który do królestwa prowadzi? W krzyżu zbawienie, w krzyżu życie, w krzyżu obrona od nieprzyjaciół; w krzyżu źródło niebieskiej słodkości, w krzyżu moc ducha, w krzyżu wesele serca, w krzyżu szczyt cnoty, w krzyżu doskonałość i świętość. Nie masz dla duszy zbawienia, ani nadziei wiecznego żywota poza krzyżem. Weź więc krzyż swój i idź za Chrystusem, a zajdziesz do żywota wiecznego. Szedł On przed tobą, dźwigając krzyż swój, i na krzyżu umarł za ciebie, ażebyś i ty dźwigał krzyż swój i pragnął umrzeć na krzyżu. Albowiem, jeśli z Chrystusem umrzesz, z Chrystusem żyć będziesz. Jeśli będziesz towarzyszem cierpienia, będziesz też towarzyszem chwały Jego. Otóż wszystko zawiera się w krzyżu i wszystko w tym się streszcza, aby umrzeć samemu sobie; i nie masz innej drogi do żywota i do prawdziwego, wewnętrznego pokoju, prócz drogi Krzyża świętego i codziennego umartwienia. Idź, dokąd chcesz i szukaj, czego chcesz, a nie znajdziesz ani na niebie wznioślejszej, ani na ziemi bezpieczniejszej drogi nad drogę Krzyża świętego! Układaj i urządzaj wszystko, jak ci się podoba i najlepiej zdaje, a przekonasz się, że wszędzie cierpieć trzeba, bądź dobrowolnie, bądź z musu, a tak zawsze krzyż znajdziesz; bo albo boleści ciała albo utrapienia duszy doznawać będziesz. Niekiedy Bóg cię odstąpi, niekiedy bliźni prześladować cię będą, a co większa, często sam sobie ciężarem będziesz. A wtedy żadne lekarstwo nie pomoże, żadna pociecha nie ulży cierpieniom; lecz musisz cierpieć, dopóki Bóg zechce. Albowiem Bóg chce, abyś się nauczył znosić uciski bez pociechy i abyś Jemu zupełnie się poddawał, a przez cierpienia coraz pokorniejszym się stawał. Nikt tak serdecznie nie odczuwa męki Chrystusowej, jak ten, komu się wydarzyło coś podobnego cierpieć. Krzyż przeto zawsze gotowy stoi i wszędzie cię czeka. Nie ujdziesz przed nim, dokądkolwiek byś się zapędził; albowiem gdzie bądź zajdziesz, poniesiesz sam siebie i znajdziesz sam siebie! Czy zwrócisz się w górę, czy na dół, zewnątrz, czy wewnątrz siebie, wszędzie krzyż znajdziesz i wszędzie potrzeba ci cierpliwości, jeśli chcesz mieć pokój wewnętrzny i dosłużyć się wiekuistej korony. Jeśli chętnie krzyż dźwigasz, on cię też dźwignie i zaprowadzi do pożądanego celu, to jest tam, gdzie koniec cierpieniom, które tu się nie kończą!
Jeśli niechętnie krzyż dźwigasz, sam sobie sprawiasz ciężar i samego siebie bardziej obciążasz, a jednak znosić go musisz. Jeśli odrzucisz krzyż jeden, niechybnie spotkasz drugi, może i cięższy jeszcze! Czyż myślisz, że unikniesz tego, czego żaden z śmiertelnych ominąć nie mógł? Któryż święty był na tym świecie bez krzyża i utrapienia? Bo nawet Pan nasz, Jezus Chrystus, dopóki żył, ani jednej godziny nie był bez boleści i męki. Trzeba było, aby Chrystus to cierpiał, aby z martwych powstał, i tak wszedł do chwały Swojej! Jakżeż ty śmiesz szukać innej drogi poza tą królewską drogą, drogą Krzyża świętego? Całe życie Chrystusowe było krzyżem i męczeństwem, a ty sobie szukasz spoczynku i rozkoszy? Błądzisz, błądzisz, jeśli szukasz czego innego, prócz cierpień; albowiem cały ten żywot śmiertelny, pełen jest nędzy i zewsząd naznaczony krzyżami. A im kto wyżej postąpi w duchu, tym cięższe częstokroć znajduje krzyże; albowiem im większa miłość, tym większą budzi tęsknotę w wygnaniu naszym. Ale nie jest bez ulgi i pociechy ten, kto w tak rozmaity sposób doświadczony bywa; czuje bowiem, że w miarę cierpliwego znoszenia, wzrasta w nader wielkie zasługi. Albowiem, gdy dobrowolnie się jemu poddaje, cały ciężar utrapienia niknie wobec ufności, że nawiedzi go pociecha Boża. A im bardziej ciało pod cierpieniami upada, tym silniej łaska umacnia duszę. Wskutek żądzy cierpień i znoszenia przeciwności, pochodzącej z żarliwej chęci naśladowania krzyża Chrystusowego, dochodzi dusza niekiedy do takiej siły, że ani by chciała żyć bez boleści i utrapienia; ponieważ wierzy, że tym milszą Bogu się staje, im więcej dla Niego cierpi. Nie jest to moc ludzka, ale łaska Chrystusowa, która tyle może i sprawia w ułomnym ciele, że na co natura wzdryga się i przed czym ucieka, to przez żarliwość ducha staje się pożądanym i miłym.
Krzyż dźwigać — krzyż miłować — ciało umartwiać i poddawać duchowi; unikać zaszczytów, chętnie obelgi znosić, sobą pogardzać i pragnąć pogardy; przyjmować przeciwności i szkody cierpliwie ponosić, a żadnego szczęścia i pomyślności na tym świecie nie żądać — wszystko to nie jest po myśli ludzkiej. Jeśli w siebie wglądniesz, poznasz, że nic takiego sam z siebie nie zdołasz. Lecz jeśli zaufasz w Panu, dana ci będzie moc z nieba, a świat i ciało będą poddane panowaniu twemu. I nie zlękniesz się nieprzyjaciela szatana, gdy wiara cię uzbroi, a krzyż Chrystusowy naznaczy. Usposób się więc, jako dobry i wierny sługa Chrystusowy, do mężnego dźwigania krzyża Pana twego, który z miłości ku tobie dał się ukrzyżować za ciebie. Przygotuj się do znoszenia wielu przeciwności i rozmaitych dolegliwości w tym nędznem życiu; bo taki jest twój los gdziekolwiek będziesz przebywał; tego naprawdę doświadczysz, gdziekolwiek byś się schronił. Tak to być musi. I nie masz innego lekarstwa na pokonanie strapień i boleści, jak umieć je znosić! Spełniaj kielich Pański, jeśli pragniesz być Jego przyjacielem, i mieć cząstkę w dziedzictwie Jego. Zdaj na Boga pociechy twoje; niech On je zlewa według upodobania Swego. Ty zaś przykładaj się do znoszenia cierpień i poczytuj je sobie za największe pociechy; bo utrapienia tego czasu niniejszego nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi, a którą one wysłużyć mają, chociażbyś je wszystkie sam jeden wytrzymać zdołał.
Kiedy już dojdziesz do tego, że utrapienie stanie ci się słodkim i polubisz je dla Chrystusa, wtedy bądź pewien, że dobrze dzieje się z tobą, bo drogę do raju na ziemi znalazłeś. Dopóki zaś przykro ci jest cierpieć i przed cierpieniem uciekasz, dopóty źle z tobą się dzieje, i wszędzie troska za tobą pogoni. Jeśli przykładasz się do cierpienia i umierania sobie samemu, wkrótce szczęście i pokój znajdziesz. A chociażbyś z św. Pawłem porwany był aż do trzeciego Nieba, nie jesteś jeszcze przez to zwolniony od znoszenia przeciwności. "Ja mu ukażę — mówi Jezus — jako wielce potrzeba mu cierpieć dla Imienia Mojego." A więc potrzeba ci cierpieć, jeśli ci się podoba miłować Jezusa i służyć Mu wiernie. Bodajbyś był godny cierpieć dla Imienia Jezus! O, jakaż by stąd była chwała dla ciebie, jakaż radość dla świętych Pańskich, a zbudowanie dla bliźnich! Wszyscy wprawdzie zalecają cierpliwość, ale mało kto chce cierpieć. Słusznie powinieneś z chęcią pocierpieć nieco dla Chrystusa, gdy tylu innych tak wiele cierpi dla świata. Wiedz na pewno, że żywot twój powinien być ciągłym umieraniem sobie samemu. Im więcej kto umiera sobie, tym więcej żyje dla Boga. Nikt nie jest zdolny do pojmowania rzeczy niebieskich, jeśli się tak nie uniży, iżby chciał dla Chrystusa znosić przeciwności. Nie ma nic Bogu milszego, nic dla ciebie zbawienniejszego na tym świecie, jak chętnie cierpieć dla Chrystusa. A gdyby ci przyszło wybierać, powinien byś raczej życzyć sobie cierpieć dla Chrystusa, aniżeli doznawać pociech; bo tym sposobem zbliżysz się bardziej do Chrystusa i staniesz się podobniejszym Świętym Jego. Przecież zasługa nasza i postęp w zawodzie nie polega również na wielu słodyczach i pociechach, lecz raczej na znoszeniu licznych ucisków i strapień.
Gdyby było coś lepszego i pożyteczniejszego dla zbawienia ludzi nad cierpienie, niechybnie byłby Chrystus nam to pokazał słowem i przykładem. Lecz On i uczniów swoich, i tych wszystkich, którzyby za Nim iść chcieli, wzywa wyraźnie do noszenia krzyża i mówi; "kto chce iść za Mną, niech sam siebie zaprze i weźmie krzyż swój, a naśladuje Mnie!" Wszystko to odczytawszy i zgłębiwszy, wysnujmy wniosek, że "przez wiele ucisków trzeba nam wnijść do królestwa Bożego!"
Skłońmy pokornie głowy nasze i mówmy z uwielbieniem:
"Krzyżu święty nade wszystko,
Drzewo najszlachetniejsze
W żadnym lesie takie nie jest,
Jedno, na którym sam Bóg jest;
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe,
Rozkoszny owoc nosiło.
Skłoń gałązki, drzewo święte,
Ulżyj członkom zbyt rozpiętym,
Odmień teraz oną srogość,
Którąś miało z przyrodzenia
Spuść lekkuchno i cichuchno
Ciało króla niebieskiego.
Tyś samo było dostojne,
Nosić światowe zbawienie,
Przez Cię przewóz jest naprawień,
Światu, który był zagubion
Który święta Krew polała,
Co z Baranka wypływała!"
W czasie wojny z Japonią wybuchła w państwie rosyjskim rewolucja, która zmusiła cara do zrobienia pewnych ustępstw na korzyść Polaków w ówczesnem Królestwie Polskiem! Lud się radował. W Warszawie urządzili Polacy dnia 5-go listopada 1905 roku ogromną manifestację narodową. Naoczny świadek pisze tak: "Oto, gdybyście mieli szczęście w tym dniu stanąć pod pomnikiem Mickiewicza i widzieć tę procesję, ujrzelibyście jak morze głów odkrytych, zbliżało się szeroką ulicą ku pomnikowi wieszcza. W pierwszych szeregach szło duchowieństwo i dygnitarze. Potem lud! Szli razem jak wielki naród! A na samym przedzie sztandarów błyszczał krzyż i bieliła się śnieżna chorągiew zgody! A gdy przebrzmiała już pieśń z dziesiątków tysięcy piersi ku niebiosom śpiewana: "Boże coś Polskę'' — kiedy już mówcy ukończyli przemawiać od pomnika, kiedy umilkło tysiączne echo radosnych okrzyków — nagle oczy wszystkich zwróciły się w jedną stronę, na widok jeszcze jednej dziwnej procesji. Oto z zakrętu ulicy Nowosenatorskiej, wysypała się biegiem czereda wyrostków, za którą kroczył szybko, ogromny, chudy ksiądz, bez komży, otulając się czarnym płaszczem, a za nim przewalał się tłum robotników — czarny, skłębiony, już z dala złowrogi. A nad tym czarnym, ruchliwym morzem ludu dwa sztandary, jak krew czerwone! Ale to nie bratobójcza napaść, to nasi, to prawdziwie polscy robotnicy, bo na krwawych sztandarach znów — Biały Krzyż i Biały Orzeł! A więc znowu razem Krzyż i Orzeł! A w pierwszych szeregach owego tłumu szła dziewczyna z ludu, oczyma ekstatycznymi wpatrzona w Orły Białe, w ręce ciągle trzymając wysoko nad głową krzyżyk z różańcem! Oto obraz procesji narodowych z różnych stanów! Oto symbol postępu całego narodu! Oto znak i oto dowód, że lud można i trzeba uświadomiać, ale nie wytrącać mu z ręki krzyża, ani różańca, bo wtenczas wzroku swego nie utkwi w sztandar Białego Orła, ale w ziemi i we krwi bratniej — utopi!" Tak pisał pewien naoczny świadek owego święta narodowego w roku 1905! A więc blisko pięćdziesiąt lat temu!
Zastosowuję je do czasów, zdarzeń i stosunków dzisiejszych: Postawmy Chrystusa i Krzyż Jego na czele wszystkich prac i wysiłków naszych, tak na polu religijnym, jako też narodowym i społecznym, wtenczas nad naszem obywatelstwem powieje czerwony sztandar wzajemnej miłości, oraz biała chorągiew zgody ogólnej, tak koniecznie potrzebnych do zwycięstwa nad nienawiściami, nielitością i brakiem miłosierdza, które gnieżdżą się w sercach ludzkich! Niech dusze nasze rozpalą się miłością Mickiewiczowską "nic nie spychać nigdy w dół!" Nie wyrywajmy z rąk naszego zacnego ludu, ani różańca, ani krzyża, bo wtenczas na nieszczęście wzrok swój utkwi w ziemi i we krwi bratniej utopi!
Za tydzień uroczystość Wielkiej Nocy! Przypominam naszym zacnym Polkom, aby nie było jednej polskiej rodziny bez naszej tradycyjnej święconki! Niech będzie najskromniejsza, lecz niech będzie — święconka! Gdzie można, niech matki przyszykują swym małym dzieciom osobne koszyczki ze święconym! Uciecha i radość tych maleńkich panów i panienek upiększy i umili wam ten święty wielki dzień pamiątki Zmartwychwstania Pańskiego!
W tym tygodniu wszyscy zajrzyjcie do konfesjonału. Idźcie do spowiedzi św. Wy mężczyźni nie zapominajcie o tym. Dajcie dobry przykład. Wypełnijcie nasze świątynie w Wielkim Tygodniu, potem wszyscy na świętą rezurekcję! Wszyscy!
Niech wszyscy powracają do Chrystusa Zmartwychwstałego przez odprawienie dobrej spowiedzi św. — Wreszcie są pewni mężowie i ojcowie, żony i matki, synowie i córki, którzy lekkomyślnie porzucili swe domy. Niech się zastanowią, czy nie lepiej powrócić do domu, do swoich, do serc ciepłych i kochających? Warto sobie o tym pomyśleć w Wielkim Tygodniu!
KRZYŻ BARANKA
Wybieram opis zostawiony nam przez Tomasza a Kempis, "W Naśladowaniu Chrystusa!" "Twardą zda się dla wielu ta mowa: Zaprzyj samego siebie, weź krzyż swój i idź za Jezusem! Lecz nie równie przykrzej będzie usłyszeć ten wyrok ostateczny: Idźcie ode mnie przeklęci, w ogień wieczny. Ci, którzy teraz chętnie słuchają
słowa o krzyżu i spełniają je, nie będą się obawiać w on czas, gdy zagrzmi głos potępienia wiecznego. Ten znak krzyża ukaże się na niebie, gdy Pan sądzić przyjdzie. Wtedy wszyscy słudzy krzyża, którzy w tym życiu naśladowali Ukrzyżowanego, przystąpią z wielką ufnością do Chrystusa, Sędziego swojego. Dlaczegoż więc obawiasz sig wziąść na się krzyż, który do królestwa prowadzi? W krzyżu zbawienie, w krzyżu życie, w krzyżu obrona od nieprzyjaciół; w krzyżu źródło niebieskiej słodkości, w krzyżu moc ducha, w krzyżu wesele serca, w krzyżu szczyt cnoty, w krzyżu doskonałość i świętość. Nie masz dla duszy zbawienia, ani nadziei wiecznego żywota poza krzyżem. Weź więc krzyż swój i idź za Chrystusem, a zajdziesz do żywota wiecznego. Szedł On przed tobą, dźwigając krzyż swój, i na krzyżu umarł za ciebie, ażebyś i ty dźwigał krzyż swój i pragnął umrzeć na krzyżu. Albowiem, jeśli z Chrystusem umrzesz, z Chrystusem żyć będziesz. Jeśli będziesz towarzyszem cierpienia, będziesz też towarzyszem chwały Jego. Otóż wszystko zawiera się w krzyżu i wszystko w tym się streszcza, aby umrzeć samemu sobie; i nie masz innej drogi do żywota i do prawdziwego, wewnętrznego pokoju, prócz drogi Krzyża świętego i codziennego umartwienia. Idź, dokąd chcesz i szukaj, czego chcesz, a nie znajdziesz ani na niebie wznioślejszej, ani na ziemi bezpieczniejszej drogi nad drogę Krzyża świętego! Układaj i urządzaj wszystko, jak ci się podoba i najlepiej zdaje, a przekonasz się, że wszędzie cierpieć trzeba, bądź dobrowolnie, bądź z musu, a tak zawsze krzyż znajdziesz; bo albo boleści ciała albo utrapienia duszy doznawać będziesz. Niekiedy Bóg cię odstąpi, niekiedy bliźni prześladować cię będą, a co większa, często sam sobie ciężarem będziesz. A wtedy żadne lekarstwo nie pomoże, żadna pociecha nie ulży cierpieniom; lecz musisz cierpieć, dopóki Bóg zechce. Albowiem Bóg chce, abyś się nauczył znosić uciski bez pociechy i abyś Jemu zupełnie się poddawał, a przez cierpienia coraz pokorniejszym się stawał. Nikt tak serdecznie nie odczuwa męki Chrystusowej, jak ten, komu się wydarzyło coś podobnego cierpieć. Krzyż przeto zawsze gotowy stoi i wszędzie cię czeka. Nie ujdziesz przed nim, dokądkolwiek byś się zapędził; albowiem gdzie bądź zajdziesz, poniesiesz sam siebie i znajdziesz sam siebie! Czy zwrócisz się w górę, czy na dół, zewnątrz, czy wewnątrz siebie, wszędzie krzyż znajdziesz i wszędzie potrzeba ci cierpliwości, jeśli chcesz mieć pokój wewnętrzny i dosłużyć się wiekuistej korony. Jeśli chętnie krzyż dźwigasz, on cię też dźwignie i zaprowadzi do pożądanego celu, to jest tam, gdzie koniec cierpieniom, które tu się nie kończą!
Jeśli niechętnie krzyż dźwigasz, sam sobie sprawiasz ciężar i samego siebie bardziej obciążasz, a jednak znosić go musisz. Jeśli odrzucisz krzyż jeden, niechybnie spotkasz drugi, może i cięższy jeszcze! Czyż myślisz, że unikniesz tego, czego żaden z śmiertelnych ominąć nie mógł? Któryż święty był na tym świecie bez krzyża i utrapienia? Bo nawet Pan nasz, Jezus Chrystus, dopóki żył, ani jednej godziny nie był bez boleści i męki. Trzeba było, aby Chrystus to cierpiał, aby z martwych powstał, i tak wszedł do chwały Swojej! Jakżeż ty śmiesz szukać innej drogi poza tą królewską drogą, drogą Krzyża świętego? Całe życie Chrystusowe było krzyżem i męczeństwem, a ty sobie szukasz spoczynku i rozkoszy? Błądzisz, błądzisz, jeśli szukasz czego innego, prócz cierpień; albowiem cały ten żywot śmiertelny, pełen jest nędzy i zewsząd naznaczony krzyżami. A im kto wyżej postąpi w duchu, tym cięższe częstokroć znajduje krzyże; albowiem im większa miłość, tym większą budzi tęsknotę w wygnaniu naszym. Ale nie jest bez ulgi i pociechy ten, kto w tak rozmaity sposób doświadczony bywa; czuje bowiem, że w miarę cierpliwego znoszenia, wzrasta w nader wielkie zasługi. Albowiem, gdy dobrowolnie się jemu poddaje, cały ciężar utrapienia niknie wobec ufności, że nawiedzi go pociecha Boża. A im bardziej ciało pod cierpieniami upada, tym silniej łaska umacnia duszę. Wskutek żądzy cierpień i znoszenia przeciwności, pochodzącej z żarliwej chęci naśladowania krzyża Chrystusowego, dochodzi dusza niekiedy do takiej siły, że ani by chciała żyć bez boleści i utrapienia; ponieważ wierzy, że tym milszą Bogu się staje, im więcej dla Niego cierpi. Nie jest to moc ludzka, ale łaska Chrystusowa, która tyle może i sprawia w ułomnym ciele, że na co natura wzdryga się i przed czym ucieka, to przez żarliwość ducha staje się pożądanym i miłym.
Krzyż dźwigać — krzyż miłować — ciało umartwiać i poddawać duchowi; unikać zaszczytów, chętnie obelgi znosić, sobą pogardzać i pragnąć pogardy; przyjmować przeciwności i szkody cierpliwie ponosić, a żadnego szczęścia i pomyślności na tym świecie nie żądać — wszystko to nie jest po myśli ludzkiej. Jeśli w siebie wglądniesz, poznasz, że nic takiego sam z siebie nie zdołasz. Lecz jeśli zaufasz w Panu, dana ci będzie moc z nieba, a świat i ciało będą poddane panowaniu twemu. I nie zlękniesz się nieprzyjaciela szatana, gdy wiara cię uzbroi, a krzyż Chrystusowy naznaczy. Usposób się więc, jako dobry i wierny sługa Chrystusowy, do mężnego dźwigania krzyża Pana twego, który z miłości ku tobie dał się ukrzyżować za ciebie. Przygotuj się do znoszenia wielu przeciwności i rozmaitych dolegliwości w tym nędznem życiu; bo taki jest twój los gdziekolwiek będziesz przebywał; tego naprawdę doświadczysz, gdziekolwiek byś się schronił. Tak to być musi. I nie masz innego lekarstwa na pokonanie strapień i boleści, jak umieć je znosić! Spełniaj kielich Pański, jeśli pragniesz być Jego przyjacielem, i mieć cząstkę w dziedzictwie Jego. Zdaj na Boga pociechy twoje; niech On je zlewa według upodobania Swego. Ty zaś przykładaj się do znoszenia cierpień i poczytuj je sobie za największe pociechy; bo utrapienia tego czasu niniejszego nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi, a którą one wysłużyć mają, chociażbyś je wszystkie sam jeden wytrzymać zdołał.
Kiedy już dojdziesz do tego, że utrapienie stanie ci się słodkim i polubisz je dla Chrystusa, wtedy bądź pewien, że dobrze dzieje się z tobą, bo drogę do raju na ziemi znalazłeś. Dopóki zaś przykro ci jest cierpieć i przed cierpieniem uciekasz, dopóty źle z tobą się dzieje, i wszędzie troska za tobą pogoni. Jeśli przykładasz się do cierpienia i umierania sobie samemu, wkrótce szczęście i pokój znajdziesz. A chociażbyś z św. Pawłem porwany był aż do trzeciego Nieba, nie jesteś jeszcze przez to zwolniony od znoszenia przeciwności. "Ja mu ukażę — mówi Jezus — jako wielce potrzeba mu cierpieć dla Imienia Mojego." A więc potrzeba ci cierpieć, jeśli ci się podoba miłować Jezusa i służyć Mu wiernie. Bodajbyś był godny cierpieć dla Imienia Jezus! O, jakaż by stąd była chwała dla ciebie, jakaż radość dla świętych Pańskich, a zbudowanie dla bliźnich! Wszyscy wprawdzie zalecają cierpliwość, ale mało kto chce cierpieć. Słusznie powinieneś z chęcią pocierpieć nieco dla Chrystusa, gdy tylu innych tak wiele cierpi dla świata. Wiedz na pewno, że żywot twój powinien być ciągłym umieraniem sobie samemu. Im więcej kto umiera sobie, tym więcej żyje dla Boga. Nikt nie jest zdolny do pojmowania rzeczy niebieskich, jeśli się tak nie uniży, iżby chciał dla Chrystusa znosić przeciwności. Nie ma nic Bogu milszego, nic dla ciebie zbawienniejszego na tym świecie, jak chętnie cierpieć dla Chrystusa. A gdyby ci przyszło wybierać, powinien byś raczej życzyć sobie cierpieć dla Chrystusa, aniżeli doznawać pociech; bo tym sposobem zbliżysz się bardziej do Chrystusa i staniesz się podobniejszym Świętym Jego. Przecież zasługa nasza i postęp w zawodzie nie polega również na wielu słodyczach i pociechach, lecz raczej na znoszeniu licznych ucisków i strapień.
Gdyby było coś lepszego i pożyteczniejszego dla zbawienia ludzi nad cierpienie, niechybnie byłby Chrystus nam to pokazał słowem i przykładem. Lecz On i uczniów swoich, i tych wszystkich, którzyby za Nim iść chcieli, wzywa wyraźnie do noszenia krzyża i mówi; "kto chce iść za Mną, niech sam siebie zaprze i weźmie krzyż swój, a naśladuje Mnie!" Wszystko to odczytawszy i zgłębiwszy, wysnujmy wniosek, że "przez wiele ucisków trzeba nam wnijść do królestwa Bożego!"
Skłońmy pokornie głowy nasze i mówmy z uwielbieniem:
"Krzyżu święty nade wszystko,
Drzewo najszlachetniejsze
W żadnym lesie takie nie jest,
Jedno, na którym sam Bóg jest;
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe,
Rozkoszny owoc nosiło.
Skłoń gałązki, drzewo święte,
Ulżyj członkom zbyt rozpiętym,
Odmień teraz oną srogość,
Którąś miało z przyrodzenia
Spuść lekkuchno i cichuchno
Ciało króla niebieskiego.
Tyś samo było dostojne,
Nosić światowe zbawienie,
Przez Cię przewóz jest naprawień,
Światu, który był zagubion
Który święta Krew polała,
Co z Baranka wypływała!"
W czasie wojny z Japonią wybuchła w państwie rosyjskim rewolucja, która zmusiła cara do zrobienia pewnych ustępstw na korzyść Polaków w ówczesnem Królestwie Polskiem! Lud się radował. W Warszawie urządzili Polacy dnia 5-go listopada 1905 roku ogromną manifestację narodową. Naoczny świadek pisze tak: "Oto, gdybyście mieli szczęście w tym dniu stanąć pod pomnikiem Mickiewicza i widzieć tę procesję, ujrzelibyście jak morze głów odkrytych, zbliżało się szeroką ulicą ku pomnikowi wieszcza. W pierwszych szeregach szło duchowieństwo i dygnitarze. Potem lud! Szli razem jak wielki naród! A na samym przedzie sztandarów błyszczał krzyż i bieliła się śnieżna chorągiew zgody! A gdy przebrzmiała już pieśń z dziesiątków tysięcy piersi ku niebiosom śpiewana: "Boże coś Polskę'' — kiedy już mówcy ukończyli przemawiać od pomnika, kiedy umilkło tysiączne echo radosnych okrzyków — nagle oczy wszystkich zwróciły się w jedną stronę, na widok jeszcze jednej dziwnej procesji. Oto z zakrętu ulicy Nowosenatorskiej, wysypała się biegiem czereda wyrostków, za którą kroczył szybko, ogromny, chudy ksiądz, bez komży, otulając się czarnym płaszczem, a za nim przewalał się tłum robotników — czarny, skłębiony, już z dala złowrogi. A nad tym czarnym, ruchliwym morzem ludu dwa sztandary, jak krew czerwone! Ale to nie bratobójcza napaść, to nasi, to prawdziwie polscy robotnicy, bo na krwawych sztandarach znów — Biały Krzyż i Biały Orzeł! A więc znowu razem Krzyż i Orzeł! A w pierwszych szeregach owego tłumu szła dziewczyna z ludu, oczyma ekstatycznymi wpatrzona w Orły Białe, w ręce ciągle trzymając wysoko nad głową krzyżyk z różańcem! Oto obraz procesji narodowych z różnych stanów! Oto symbol postępu całego narodu! Oto znak i oto dowód, że lud można i trzeba uświadomiać, ale nie wytrącać mu z ręki krzyża, ani różańca, bo wtenczas wzroku swego nie utkwi w sztandar Białego Orła, ale w ziemi i we krwi bratniej — utopi!" Tak pisał pewien naoczny świadek owego święta narodowego w roku 1905! A więc blisko pięćdziesiąt lat temu!
Zastosowuję je do czasów, zdarzeń i stosunków dzisiejszych: Postawmy Chrystusa i Krzyż Jego na czele wszystkich prac i wysiłków naszych, tak na polu religijnym, jako też narodowym i społecznym, wtenczas nad naszem obywatelstwem powieje czerwony sztandar wzajemnej miłości, oraz biała chorągiew zgody ogólnej, tak koniecznie potrzebnych do zwycięstwa nad nienawiściami, nielitością i brakiem miłosierdza, które gnieżdżą się w sercach ludzkich! Niech dusze nasze rozpalą się miłością Mickiewiczowską "nic nie spychać nigdy w dół!" Nie wyrywajmy z rąk naszego zacnego ludu, ani różańca, ani krzyża, bo wtenczas na nieszczęście wzrok swój utkwi w ziemi i we krwi bratniej utopi!
Za tydzień uroczystość Wielkiej Nocy! Przypominam naszym zacnym Polkom, aby nie było jednej polskiej rodziny bez naszej tradycyjnej święconki! Niech będzie najskromniejsza, lecz niech będzie — święconka! Gdzie można, niech matki przyszykują swym małym dzieciom osobne koszyczki ze święconym! Uciecha i radość tych maleńkich panów i panienek upiększy i umili wam ten święty wielki dzień pamiątki Zmartwychwstania Pańskiego!
W tym tygodniu wszyscy zajrzyjcie do konfesjonału. Idźcie do spowiedzi św. Wy mężczyźni nie zapominajcie o tym. Dajcie dobry przykład. Wypełnijcie nasze świątynie w Wielkim Tygodniu, potem wszyscy na świętą rezurekcję! Wszyscy!
Niech wszyscy powracają do Chrystusa Zmartwychwstałego przez odprawienie dobrej spowiedzi św. — Wreszcie są pewni mężowie i ojcowie, żony i matki, synowie i córki, którzy lekkomyślnie porzucili swe domy. Niech się zastanowią, czy nie lepiej powrócić do domu, do swoich, do serc ciepłych i kochających? Warto sobie o tym pomyśleć w Wielkim Tygodniu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)