<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152</id><updated>2012-01-23T01:32:01.531-08:00</updated><title type='text'>Ojciec Justyn z Buffalo - Apostoł Polonii</title><subtitle type='html'>24 czerwca 2012 r. - 126. rocznica urodzin Ojca Justyna</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>282</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-6461200863174841697</id><published>2012-01-22T23:10:00.000-08:00</published><updated>2012-01-22T23:10:34.219-08:00</updated><title type='text'>CZY  TO SIĘ OPŁACI? - pogadanka o. Justyna z 10.04.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś przypada Niedziela Palmowa   Mniej więcej dwa  tysiące lat temu miasto Jeruzalem i jego mieszkańcy, byli świadkami zdarzenia, którego pamiątkę obchodzi dziś cały świat cywilizowany.     Jeruzalem   było   teatrem.     Jerozolimczycy   byli aktorami.     Pierwsza   scena   była   radosna   i   tryumfalna.     Była zarazem krótka, króciuteńka.    Raczej,  był to tylko  wstęp do tragedii,  tak brutalnej i krwawej,  że  na samo jej  wspomnienie, nawet po upływie dwóch tysięcy lat, lęk i strach napełnia dusze  ludzkie.     Tragedia  rozpoczęła  się  tryumfalnym   pochodem  poza mury:   rozpoczęła się pochwalnymi  i   radosnymi  okrzykami:   "Hosanna",   zakończyła się bluźnierstwami i  zemstliwym hasłem: "Ukrzyżuj Go i na krzyż z Nim". Rozpoczęła się palmami, zakończyła się ciężkim i szorstkim krzyżem z drzewa!     Rozpoczęła się śpiewem:   "Błogosławiony który   idzie  w imię  Pańskie":   zakończyła się   wołaniem   nienawiści  i wzgardy: "Wybaw samego siebie z krzyża!" — Co za krótki czas od palm do krzyża, bo tylko trzy dni!    Co za przerażający ogrom zdarzeń  w  międzyczasie?    Zdarzeń,  wiekopomnych,  historycznych!    Zanurzmy,  na chwilę wyobraźnie nasze w  tej studni tajemnic Bożych!     Pocałunek zdradziecki Judasza!     Pojmanie przez zgraję najmitów uzbrojonych w kije i pały!   Więzienie.    Świadkowie pełni kłamstwa i fałszu!    Biczowanie, ciernistym wianem ukoronowanie.    Sąd. Sędziowie. Piłat i Herod! Porównanie Chrystusa z Barabaszem!   Wyrok śmierci.   Obłuda sędziów!    Zaparcie się Piotra!    Nawrócenie   zaprzańca.    Śmierć rozpaczającego, chytrego i chciwego Judasza!     Droga krzyżowa!     Pochód bolesny z tysiącem krwawych przygód!     Kalwaria.     Okrutne do krzyża przybijanie.     Trzy krzyże rzucające, na tłum bluźniący, cienie ogromne, przepowiadające gniew Boga i natury.     U stóp krzyża w pośrodku, kilka osób rzewliwie płaczących i serdecznie ubolewających nad konającą ofiarą złośliwości, niewdzięcznych  i obłudnych  i  fałszywych serc  ludzkich!    Od tych tragicznych zdarzeń Chrystusa, upłynęło wiele czasu, bo około dwa tysiące lat! Natura ludzka, nic się nie zmieniła.    Świat  dziś jest  tym, czym  był  za  czasów  Chrystusowych:   przebiegły,  sprytny,   fałszywy  i zdradliwy!     Światu   i jego czcicielom, oraz poplecznikom, nie można zaufać i uwierzyć!    Dziś was uwieńczą palmami, a jutro zacisną waszą głowę w czapeczkę cierniową!    Dziś  was  wychwalają, jutro potępią! Dziś "Hosanna", a jutro; "na krzyż z wami"! Ludzie są przyjaciółmi póki uważają, że jesteście im potrzebni, albo przynajmniej pożyteczni albo korzystni. Po tym was wypoliczkuja, zbiczują i zdepczą, jak robaka bezużytecznego i szkodliwego! Starsi już o tym wiedzą z doświadczenia; młodzi jednak nie wierzą, aż jest za późno. Dlatego na dziś skreśliłem mowę, pt.:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZY &amp;nbsp;TO SIĘ OPŁACI?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyście kiedy wydzieli rozbitki okrętowe? Nie macie wyobrażenia co to za smutny i zatrważający widok! Taka scena, raz i to krótko widziana, nie da wytrzeć się z wyobraźni. Pozostaje w pamięci aż do śmierci! Często sunie się przed oczyma, a za każdym razem wzbudza uczucia strachu, przerażenia i ohydy. Czym dłużej zaś rozbitek bywa bity przez bałwany wodne, tym widok jest więcej zatrważający! Okręt bywa szarpany, rzucany, przewalany z boku na bok. Ludzie patrzą bezradni, kiwają głowami, robią rozmaite uwagi i idą dalej! Bezustanne i niemiłosierne bałwany prowadzą dalej i bezustannie swoją niszczycielską robotę! Chociażby okręt należał do klasy pływających goliatów, pałaców i hoteli, w końcu pozostaną z niego tylko deski, belki i sztaby stalowe, które prędzej czy później, rozgniewane bałwany wyrzucą na brzeg lądu! — W oczach obecnych, nie ma większego rozbitka na świecie jak właśnie cała ludzkość! Świat to okręt, który płynie bez sternika, bez steru, bez kotwicy, bez latarni, bez łodzi ratunkowych! Ludzkość nie wie skąd odbiła, po co i dla czego podróżuje, gdzie i do jakiego portu zdąża. Dawniejsze normy i ideały życia zdeptane i złamane; dawniejsze wierzenia podmyte i chwiejące się; dawniejsze i wiekowe zapatrywania na początek, cel i koniec życia ludzkiego zrujnowane; dawniejsze poglądy na świętość, jedność i nierozerwalność pożycia małżeńskiego zdruzgotane; chwalebne i wzniosłe powołanie niewiasty wyszydzane; morderstwo, nie tylko kalek i rozmaitych innych tak fizycznych jak umysłowych nieszczęśliwców, lecz nawet istot jeszcze nie urodzonych, morderstwo wychwalane i zalecane! To wszystko to tylko kropla w tym morzu, które tak nielitościwie, stale i uporczywie bije od lat w ludzkość; nie tylko bije, lecz rozbija, a szczątki rozbite wyrzuca na brzegi śmierci doczesnej i wiecznej! Bodaj w całej historii świata nie było tyle i takiego zamętu i bezładu jak w tym wieku dwudziestym, a szczególnie w ostatnich dwudziestu latach! Jakaś gorączka opanowała umysły ludzkie; jakaś febra wtargnęła do dusz ludzkich; jakiś pasożyt wgryzł się w serca ludzkie. Ta trójka sformowała jakieś dziwaczne zasady; stworzyła jakąś nową naukę i rozbiła to, co było od wieków stawiane, budowane, ulepszane i udoskonalane! Boga zastąpił rozum, honor i pieniądz; miejsce wiary, wziął patriotyzm, lepiej — arcypatriotyzm; znikło prawdziwe pojecie małżeństwa, rodziny i domu! Dziś ludzie żyją, wyraźniej, istnieją i bytują, aby jedynie używać i zadowolić najmniejszą zachciankę swoją! Kto tam ma czas, zresztą, kto chce stanąć i pomyśleć sobie o Bogu, o duszy, o celu życia, o końcu i o wieczności! Przecież to wszystko należy do starych, średniowiecznych przesądów na które nie ma miejsca wśród oświaty, postępu i cywilizacji dwudziestego wieku! A nad światem coraz to większe i groźniejsze chmury; a w umysłach, coraz to ciemniej; a w sercach, coraz to więcej niepewności; a w duszach coraz to więcej rozpaczy! Ludzie żyją w gorzkości i cierpkości. Wiodą żywot przykry, niespokojny, niezadowolony. Sam ciekaw jestem, czy to się opłaci! Posłuchajcie urywków z rozmaitych listów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Buffalo: "Jestem nieślubną matką. Mam osiemnaście lat! Nie pracowałam. Rodzice mi dokuczali w domu. Dostałam zatrudnienie w klubie nocnym i padłam ofiarą naciągacza. Teraz rodzice mnie wyrzucają z domu! Ojcze, ja nie jestem tyle winna! Chciałam być uczciwą, ale miejsce i robota były powodem żem się poślizgnęła. Rodzice nie dbali jak żem wypłatę regularnie przynosiła. Teraz mają nade mną mniej litości, jak nad własnym psem. Ja się nie tylko wstydzę, ale jestem zrozpaczona! Gdzie pójdę? Postanowiłam już raz zakończyć wszystko. "I've made up my mind to end everything by taking poison, which I have already prepared!" Ja się pytam: Czy to się opłaci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z listu z Pittsburgha: "Świat się na mnie zawalił i ziemia pode mną się rozpadła. Nie mam czego się trzymać, i nie widzę żadnej przyszłości! Obawiam sig czekać na jutro. Rozpacz mnie bierze kiedy w domu patrzę na moich starych rodziców. Przez pięćdziesiąt lat żyli skromnie i oszczędzali co mogli. Odmawiali sobie nawet pewnych drobnych przyjemności, aby się zabezpieczyć na czarną godzinę. I co się stało? Dziś w starości, nic im nie pozostało. Stoją na progu przytułku dla starców! A ja? ja chyba pójdę w świat, bo tu nie zostanie mi nic!" Czy tak się opłaci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List z Detroit: "Czuję obrzydzenie do życia. Mam 22 lata. Chodzę z dziewczyną, której rodzice nie chcą dać jej dobrego słowa. Codziennie chodzę za robotą. Zbywają mnie wszędzie. Co mi pozostaje? Chyba iść i kraść! Jeśli czegoś&amp;nbsp;nie dostane   w  bardzo   krótkim  czasie,   lepiej   będzie   umrzeć!" Czy to się opłaci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List z Cicero: "Żadne pokolenie nie miało takich zadań jak obecne. Żadne też nie miało tak dziwnego zapatrywania na życie! Wszystko jest niewyraźne i w nieładzie! Życie zdaje się być bezsilne i ludzie bezradni. Szukamy czegoś co przed nami ucieka! Wyciągamy ręce po coś, lecz sami nie wiemy co to jest! Spieszymy się, pędzimy i wysilamy się! Chcemy zrozumieć, o co idzie, chcemy wydostać się z błota, na stalszy i pewniejszy grunt. Wokoło nas ciemności, z których żadną miarą, nie możemy się wydostać! Co nam pozostaje! Opuścić ręce, stanąć i czekać?" Czy to i tak się opłaci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu znów z Bostonu: "W krótkich latach mieliśmy wojnę. Przechodziliśmy przez kilka lat nadmiernego dobrobytu wraz z nieokiełzanemi obyczajami prohibicji, potem wpadliśmy w bezrobocie! Wszyscy upajali się nauką dogadzania sobie. Żyli, używali i nadużywali! Młodzież przyzwyczajona do wygód, stała się miękką, niewytrzymałą, niezdolną do powiedzenia sobie: nie! Dziś mamy odpływ, który zabrał ze sobą ludzi i rzuca nimi bez litości i bez pardonu! "People fold up and pity themselves and shed tears over their bad lat!" — Czy to się opłaci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz tym obrazkom, skreślonym piórem ludzi dzisiejszych, raz jeszcze przeciwstawiam przejścia Chrystusa od krwawego pocenia się w Ogrójcu, aż do niemiłosiernego przybicia do drzewa krzyża i do tej chwili, kiedy rzeczywiście znienawidzony od nigdy nienasyconego tłumu, a pozornie opuszczony przez Boga, z wysiłkiem otwierał spieczone i zbolałe usta, wołając rzewliwie: "Ojcze, w ręce twe, polecam ducha mego!" — Prawda, żyjemy w czasach przepełnionych trudnościami i przeszkodami materialnymi i duchowymi: wewnątrz i zewnątrz kłopoty! Nie chcemy jednak zrozumieć, że i dawniej nasi poprzednicy i praojcowie, też mieli swoją cząstkę trudności i kłopotów. Mimo to rąk nie opuszczali, nie ustawali, nie poddawali się! Z pewnością żeście nieraz słyszeli opowiadania waszych ojców i matek! Właśnie, dzięki im, ich odwadze, pracy, poświęceniu i zaparciu się, że ten świat stał się lepszym i wygodniejszym dla nas! Może nie wierzycie? Dobrze, porównajcie pomiędzy tym co wtenczas było a co dziś jest; pomiędzy tym co mieli oni, a co mamy my! Nie trzeba się zrażać! Nie trzeba się zniechęcać, bo czy to się opłaci?&lt;br /&gt;Trzeba myśleć, trzeba się kłopotać, trzeba się starać. Niech będzie co chce, trzeba mówić tak po amerykańsku: "Even though&amp;nbsp;I'm down, I'm not out! I can still push on! How? God only knows. I don't!" I to się na pewno opłaci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;— Aby jednak tak myśleć, mówić i żyć, trzeba nam do ufności w siebie, dodać wiarę w Tego, o którego przejściach, cierpieniach i śmierci wspomniałem na wstępie! Ponieważ tylko i jedynie ta wiara jest rozumnym sternikiem, silnym sterem, odpowiednią kotwicą, jasną latarnią, pewną łodzią ratunkową, na wzburzonych falach zdziczałego życia dzisiejszego! Kilka lat temu, umierało dziewczę. Wypiła dozę trucizny. Kilka minut przed skonaniem, z trudnością wykrztusiła taki zarzut: "On wyrwał Chrystusa z mego serca! Dlatego życie nie ma żadnej wartości!" Kto był tym złodziejem i zbrodniarzem? Jakiś profesor biologii, który prawdziwym sprytem szatańskim w imię prawdy, wiedzy i postępu zdołał biedaczkę przekonać, wydrzeć z serca niewinnego wszelką wiarę w Boga i w przyszłość. Zmiażdżył jej ideały życia i szczęścia. Wmówił w nią że była tylko, dzięki ewolucji, najdoskonalszym typem małpy, przeznaczona, aby zakończyć sposobem zwierza bezrozumnego. Kiedy przekonał ją, że w jej żyłach płynie krew brutalnego zwierzęcia, a nie ma śladu tchu Bożego, czyli duszy nieśmiertelnej; kiedy przekonał ją, że człowiek i życie ludzkie nie ma nad sobą Boga, wtenczas przekonał ją też, że nie opłaci się żyć dla drugich, że jedyny cel życia to zadowolenie zachcianek wyrafinowanego umysłu ludzkiego! Jeśli nie ma Boga, jeśli nie ma Chrystusa, jeśli nie ma wieczności, jeśli nie ma nieba, dlaczego nie zakończyć tej komedii, tej farsy, jaką jest życie ludzkie, bez Boga, bez Chrystusa, bez nieba, bez duszy? Takiego bytowania zwierzęcego, przyobleczonego w ciało ludzkie, nie opłaci się przeciągać! Chwyciła rozpaczliwie za butelkę trucizny i zaczęła — konać!&lt;br /&gt;Tak jak konała owa studentka, w tej chwili konają cale miliony! Miliony starszych, młodszych i dzieci! Cóż spowodowało i sprowadziło na nich taki straszny koniec? Niedbałość rodziców — złe towarzystwo z obecnymi rozrywkami i piciem — bezbożne zasady zasiewane przez modernistycznych nauczycieli i profesorów — nieuczciwa i niemoralna prasa, która pod płaszczykiem nauki i oświaty, ryje jak kret, i podkopuje fundamenty czystości i wstydliwości każdego powołania i stanu. Nie małą winę ponosi kino i radio! Posłuchajcie jak woła do młodzieży, jeden z uczonych: "Spojrzyj na nieprzejrzane szeregi młodzieńców, których serce przedwcześnie zestarzałe, skostniałe, próżne, bez odrobiny pociechy, ponieważ zgasło w nim ciepłe, miłe, światło wiary; policz młodocianych&amp;nbsp;zbrodniarzy, którzy z wściekłym gniewem daremnie usiłują potargać sprawiedliwie zasłużone kajdany więzienne, albo nawet na szubienicę muszą wstąpić; zajrzyj do szpitali i do domów obłąkanych, przepełnionych młodymi ludźmi, którzy pijąc z kielicha rozkoszy, bez miary, zatruli ducha swego na zawsze i zapytaj tych wszystkich: jakiż początek waszego okropnego losu? Cóż was tak daleko przywiodło?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz jeszcze i to z niemałym naciskiem odzywam się do rodziców! Zechciej, tak ojcze jak matko, zrozumieć, że przykazania Boże i kościelne, oraz prawa naturalne obowiązują nie tylko dzieci, lecz obowiązują i ciebie! Nie czyńcie sami tego, czego zabraniacie dzieciom! Czyńcie zaś to, co im nakazujecie, czego od nich wymagacie! Spamiętajcie sobie hasło św. Ignacego: "Gdy słowem budujesz, a czynem walisz, to nic nie postawisz!" Rozumnie zapatrywał się na sprawg pewien urzędnik probacyjny kiedy mówił: "Z prawdziwym żalem muszę wyznać, że przestępstwo coraz to więcej szerzy się wśród młodzieży. Powody: zaniedbanie domu — niedbali i samolubni rodzice — luźność w zachowaniu władzy i w wymaganiu posłuszeństwa, wyrabia lekceważenie każdego prawa!" Jak to się popłaca, widzimy z kronik sądowych!&lt;br /&gt;Życie ludzkie od kolebki do trumny jest krótkie. Czas od rodzenia do śmierci śmiało porównać możemy od niedzieli palmowej do Wielkiego Piątku. Świat nas wita radośnie. Żegna nas pogardliwie. W międzyczasie wtłacza na barki nie jeden krzyż, ale wiele krzyży! Smaga nas językami, które ranią aż do kości! Koronuje nas pośmiewiskami i urąganiami, rzuca na barki nasze płaszcz podszyty posądzeniami niesprawiedliwymi, podejrzywaniami bez powodu; pluje nam w twarz, zasłania wzrok, wtłacza się do serca, wkrada się do duszy. Dziwić się nie trzeba, że upadamy. Sam Chrystus padł trzykrotnie. Padł ale podniósł się i szedł dalej! Naszą powinnością jest iść Jego śladami. Doszedł On do końca, dojdziemy i my! Przecierpiał On, przecierpimy i my! Zwyciężył On, zwyciężymy i my! To się nam opłaci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wielki Piątek... Jakiś smętek powiał, wszystko naraz zmartwiało! Ot, daleko poza wsią, pod czarnym borem na rozstajnych drogach, stoi czarny krzyż. Wiatr pokruszył już przed laty wszystkie godła Męki Pańskiej. Ino Chrystus niezmieniony wisi na krzyżu, jak gdyby Go nie niszczył czas, ni deszcz ... A kiedy w siołach ludzie zasną w noc po Wielkim Piątku i w mrokach znikną drogowskazy na rozstajnych drogach. Pan Jezus z krzyża wyciąga ramiona i schodzi na niwy&amp;nbsp;ludzkim znojem przeorane. I przez pola idąc, o północy, z wyciagniętymi rękoma, błogosławi pracy rolnika na chleb powszedni! Potem przez wieś kroczy cicho i pod strzechy zagląda; w śnie spokojnym zjawi się rodzinom postać Zbawiciela i uśmiecha się łagodnie. Gdzie smutnych zastanie w rozpaczy, tam pocieszy! Płaczących ukoi przy swej piersi, ulży w niedoli ciężkiej najuboższym! Aż sioła ciche obszedłszy — ku miastu zdąża z miłością, krzepiąc wiarę i nadzieję słabnącą! Tam przez okno wsuwa się przez nocne cienie jasność wielka do izby mrocznej. I wyciąga Chrystus ramiona do nędzarza i tuli go do piersi swojej i pocałunek bratni kładzie mu na czole. — Wytrwaj — szepcze — cierp dla mnie!" Do tej rzewliwej prośby Chrystusa dodam upomnienie, bo to i to tylko ci się opłaci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwna to rzecz, że na uroczystość Zmartwychwstania każdy człowiek, wierzący lub niedowiarek, wystraja się w nowe i modne ubranie. Chce wyglądać świątecznie, chce być zauważony, widziany i pochwalony! Sprawdza się to zewnętrznie, materialnie i co do stroju ciała! Jak tam jednak z duszą? Czy wszyscy dbają, aby ich dusza była przystrojona w cnoty i łaski? Czy też nie zostawiają jej na śmietnisku, w sukni starganej w strzępy i zaszarganej brudami długoletnimi? Jak więc stoi sprawa twej duszy? Posłuchaj, niech ci przypomnę lata dawniejsze, kiedyś i ty, postem i umartwieniem ciała przygotował się do oczyszczenia i wykąpania duszy twej i przyodziania jej w suknie świąteczną radosnej Wielkiejnocy! Pamiętasz i ty te czasy, błogie, radosne, szczęśliwe! Pożądasz tych chwil. Niestety nie powrócą! Przepadły. Jest jednak w twej mocy przeżywać podobne. Prawda, może się zaniedbałeś, może nawet uparłeś się, i o Bogu zapomniałeś, wiarę porzuciłeś, praktyk religijnych zaniedbałeś. Otóż teraz czas i pora do Boga zawrócić, wiarę odnowić albo wskrzesić i dusze twoją w nową suknię cudownych łask Bożych ubrać! Postanów sobie w tej chwili iść do spowiedzi św. w następnych dniach. Nie bój się! Idź z sercem skruszonym, żalem i chęcią poprawy wypełnionym, ręczę ci że będziesz miał prawdziwe święta. Obchodzić będziesz nie tylko chwalebne Zmartwychwstanie Pańskie, ale zarówno wesołe zmartwychwstanie twej duszy. Niech ci Bóg dopomoże! Ja nie myślę, że jest potrzebną rzeczą zachęcać słuchaczy i słuchaczki do brania udziału w nabożeństwach Wielkiego Tygodnia! Są one śliczne i wzruszające! W Wielki Czwartek odwiedzajcie kościoły. Pomódlcie się przed Chrystusem więźniem w piwnicy! W Wielki Piątek idźcie najpierw do Krzyża&amp;nbsp;ucałować rany Chrystusa; potem do Jego grobu! Przynajmniej w Wielki Piątek odprawcie drogę krzyżową! Niech każdy idzie na rezurekcję, i niech wszyscy zaśpiewają jak nigdy dotychczas, całym sercem i pełnym głosem: "Wesoły nam dzień dziś nastał" i "Chrystus Zmartwychwstań Jest!" — Pokażcie światu, że jesteście katolikami i wyznawcami nauki Chrystusowej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My Polacy mamy dwa zwyczaje narodowe, uświęcone wiekowymi tradycjami. Nimi są: Opłatek i Święconka! Opłatek to znak braterstwa. Święconka to znak naszej gościnności! Czysto polskie zwyczaje, dzielenie się opłatkiem i świeconem jajkiem. Wielkanoc Polacy spędzają w domu. To uroczystość domowa i familijna. W drugie święto, czyli w tak zwany dyngus, ojcowie nasi chodzili w odwiedziny czyli w gościnę! — Niech w każdym polskim domu będzie święconka! Czy dotychczas była lub nie, niech będzie tego roku. Niech nasze dobre matki, zacne żony dopilnują tego. Szczególnie wy młodsze zachowujcie ten śliczny zwyczaj. Jeśli macie w rodzinie małe dzieci, każdemu dziecku uszykujcie koszyczek. Zobaczycie ile one będą miały uciechy, a wy radości i zadowolenia! Cały ten tydzień spędźcie z dała od wszystkiego co trąci duchem świata! Przygotujcie się zewnętrznie i wewnętrznie do wesołego i radosnego święta Zmartwychwstanie Pańskiego i waszego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz słówko lub dwa tak na ucho! Nie wszyscy są dziś tak szczęśliwi jak wy! Macie zdrowie, robotę i rodzinę. Czy za to nie należy się podziękować Bogu? Nie tylko modlitwą, lecz uczynkiem miłosierdzia! Z pewnością, że znacie jaką biedną rodzinę. Może tam ojciec nie robi; może tam ojciec pijak, niedbały o rodzinę; może znów w innej rodzinie matka choruje, dzieci są zaniedbane, tu znów umarł dobry ojciec, tam ukochana matka; w rodzinie pusto i smutno! Chcecie przyczynić się do rozweselenia i uszczęśliwienia tych istot przynajmniej w tym dniu, w którym każdy człowiek rozpoczyna patrzeć w przyszłość z nową wiarą i świeżą ufnością. Zakupcie kosz żywności — albo sukienkę biednej dziewuszce, albo surducik chłopcu sierotce! Albo rzućcie jaką znaczniejszą ofiarę na jaki dobry cel! — W nagrodę spłynie na was obficie pokój Chrystusowy i Allelujowa radość i wesele!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szperając pomiędzy wycinkami starych gazet, znalazłem opowiadanie jakiegoś A. Piotrowskiego p. t. "Pocałunek Judasza." Tak mi się spodobało, że dziś dzielę się nim ze słuchaczami. Proszę wysłuchać: "Chrystus sam podszedł nieco wyżej do sterczącego zrębu skały i padł na kolana! I oto otoczyła Go wizja strasznej męki na Golgocie! — Wisi rozpięty jak struna,&amp;nbsp;na drzewie krzyża, pomiędzy niebem a ziemią — i patrzy oczyma krwią i łzami zalanymi na rozedrganą tłuszczę. Wokoło kaci, nie nasyceni żądzą krwi. Dzika horda motłochu w konwulsyjnym tańcu, biega i klaszcze i krzyczy i bluźni, śmieje się, wyje z uciechy i radości iście szatańskiej! Są wszyscy, i ci których nauczał jeszcze niedawno, którym wskazywał drogę Prawdy, których braćmi swoimi mienił; są i ci, których uzdrawiał, którym do członków, na wpół zgnitych, nowe życie wlewał, z których szatana wypędzał, a ci jakoby ich na nowo szatan opętał! O niewdzięczności ludzka! Jezus opuścił powieki! Głowę, z której krwawe krople sączyć poczynały, oparł na dłoniach. I zobaczył Chrystus ludzkość, którą tak gorącą kochał, i dla której życie poświecił, dla której chciał być kluczem do nieba. A ludzkość ta? Oto prowadzi wojny mordercze miedzy sobą. Stają narody naprzeciw siebie i w dłoniach zaciśniętych trzymają karabiny, na których błyszczy stal bagnetu! A wrzaski i jęki wzbijają się pod niebo! Oto miłość bliźniego! — I widzi Chrystus ludzkość, uginającą się pod ciężarem złota, które chwyta chciwymi dłońmi i liczy pobladłemi wargami, szepce — tak — to modlitwa do szatana, który odbiera hołd!&lt;br /&gt;"Chciwość, duma fałszywa, pycha, pochlebstwa, rozpusta, kłamstwo, bluźnierstwo, niewiara, coraz szerszą falą obejmujące świat pogaństwo — oto obraz jaki przedstawił się oczom cierpiącego na górze Oliwnej Chrystusa! Wycieńczone bólem ciało Chrystusowe oblewa się krwawym potem. — Wie, że posiew zła, którego ziarno za chwile rzuci jeden z Jego uczniów, obejmie świat: że uczeń ten będzie przedstawicielem i dowódcą tej rzeszy, która dążyć będzie ku złu, która w złem zobaczy swój jedyny cel życia — a mimo to Jezus postanowił cierpieć dla tej ludzkości! Wiedział Chrystus, że pocałunek Judasza, który dotknie Jego twarzy, będzie symbolem zdrady i obłudy, która będzie cechowała odtąd nieskończone szeregi ludzi aż do skończenia wie¬ków! Wiedział Chrystus, że trzos z 30-tu srebrnikami, przygarnięty do wyschłych piersi, będzie milszy ludzkości, niż Chleb Żywota, wlewający w dusze ludzkie nieskończoną skarbnice łask! I modlił się Chrystus gorąco do Ojca, by nie zechciał zsyłać kar na tę ludzkość, za którą oddaje dobrowolnie swoje życie i za którą idzie oto na stracenie, jak baranek cichy i łagodny!&lt;br /&gt;"I zesłał Ojciec Anioła, by wychylił kielich goryczy do dna! A w tej chwili rozległy się głosy i rozbłysły strumienie światła wśród drzew ... I szedł ten, który Go miał wydać! A gdy zbliżył się Judasz do Chrystusa, Mistrza swego i Nauczyciela, złożył na policzku Jego pocałunek zdrady! — Bądź pozdrowion,&lt;br /&gt;Mistrzu! Szyderczo wykrzywiły się usta, nabiegłe pianą! I wzdrygnął się Chrystus od tego pierwszego pocałunku w Ogrójcu, a który odtąd będą składali na Jego policzku wszyscy, idący śladem Judasza Iskarioty!"&lt;br /&gt;Ten i taki obrazek zostawiam wam, abyście rozmyślali nad jego szczegółami od dziś do wieczora Wielkiego Piątku! Spodziewam się, że będzie to z korzyścią dla waszego zbawienia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-6461200863174841697?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/6461200863174841697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/czy-to-sie-opaci-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6461200863174841697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6461200863174841697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/czy-to-sie-opaci-pogadanka-o-justyna-z.html' title='CZY  TO SIĘ OPŁACI? - pogadanka o. Justyna z 10.04.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-4725827600655558015</id><published>2012-01-02T10:41:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T13:08:12.634-08:00</updated><title type='text'>KULT I ORĘDOWNICTWO MARYI ORAZ ŚWIĘTYCH - pogadanka z 11.12.1983 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół katolicki uważa, że święci nie zaciemniają obrazu Bogu, przeciwnie – ukazują Go jak nikt inny. Każdy święty jest odblaskiem i odbiciem Chrystusa; w każdym jak gdyby Bóg na nowo staje się człowiekiem, ponieważ osiągaon to, czym powinien być każdy człowiek, mianowicie „drugim Chrystusem” (por. Listy św. Pawła). Świętość istnieje tylko poprzez Chrystusa. Tytuł pogadanki brzmi: „Kult i orędownictwo Maryi oraz Świętych”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł i prawo do orędowania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł i prawo do orędowania za nami dał Maryi sam Bóg, gdy uczynił Ją Matką swego Syna Jezusa Chrystusa. On Ją od wieczności wybrał spośród wszystkich kobiet i wywyższył przez obdarowanie Ją pełnią łaski. Stąd błogosławioną jest między wszystkimi niewiastami. Powiązanie Maryi z Bożym planem zbawienia występuje bardzo wyraźnie podczas Zwiastowania. Bóg nie chciał narzucać Maryi swej woli i przeprowadzić planu zbawienia bez Jej zgody. Dopiero po otrzymaniu odpowiedzi: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Bóg rozpoczyna swą zbawczą akcję.&lt;br /&gt;Tu leży tytuł Maryi do orędowania za nami. Z tego tytułu skorzystała wstawiając się za weselnikami w Kanie Galilejskiej, kiedy im zabrakło wina. Towarzyszyła Jezusowi w całym Jego dziele zbawienia aż do Kalwarii. Z krzyża Jezus dał Ją za matkę swojemu umiłowanemu uczniowi Janowi, od której to chwili Kościół przyjął na siebie jego rolę i uważa Ją za Matkę wszystkich wierzących. Dlatego widzimy Maryję obecną przy wielkich wydarzeniach, jakie miały miejsce w Kościele, przede wszystkim podczas Zesłania Ducha Świętego. Po Wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa apostołowie wrócili z Góry Oliwnej do Jerozolimy i udali się do Wieczernika, gdzie – jak mówi Pismo święte – «wszyscy trwali jednomyślnie na modlitwie razem z Maryją, Matką Jezusa» (Dz 1,13).&lt;br /&gt;W V wieku po Chrystusie niejaki Nestoriusz zaprzeczył boskości Chrystusa twierdząc, że On był jedynie człowiekiem. Biskupi, następcy Apostołów, zebrali się wtedy w Efezie, w Azji Mniejszej i potępili jego naukę (431 r.).&lt;br /&gt;Przy tej okazji uznali również tytuł Maryi, Matki Jezusa, nazywając Ją Matką Bożą (Theotokos), co stanowi dowód, jak ściśle w świadomości ówczesnego Kościoła była Ona związana z Chrystusem i czczona jako dziewicza Boża Rodzicielka.&lt;br /&gt;Kościół Wschodni, prawosławny, który już prawie tysiąc lat temu oddzielił się od Kościoła rzymskokatolickiego, zawsze utrzymywał i utrzymuje cześć Maryi aż do dnia dzisiejszego, może nawet w intensywniejszej formie niż my, katolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cześć Maryi nie jest bałwochwalstwem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest rzeczą naturalną, że Matkę Jezusa obdarzamy szczególną miłością, skoro sam Bóg Ją wywyższył i napełnił wszelkimi dobrami. Musimy oczywiście dobrze odróżniać cześć oddawaną Bogu i Chrystusowi od czci okazywanej Maryi. Tylko Bogu należy się uwielbienie; uwielbienie bowiem czegoś stworzonego byłoby bałwochwalstwem, grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu. Tak więc katolik wie, że nigdy nie wolno mu ubóstwiać Maryi; wie, że Ona nie może zająć miejsca Chrystusa. Maryję czcimy jedynie z powodu wyjątkowego wyróżnienia, jakiego doznała od samego Boga. Tak więc wszelki hołd składany Maryi, sprowadza się w konsekwencji do Boga. Odnosi się on ostatecznie do Niego samego, gdyż Bóg okazał się wspaniały wobec Maryi i wobec ludzi. Cześć oddawana Matce Bożej jest w istocie wielbieniem łaski Boga, bez której Maryja nie byłaby bardziej święta niż ktokolwiek z nas. Oczywiście, że Maryja zasługuje na naszą cześć i z tego względu, że najwierniej współpracowała z łaską Bożą. O tym, że Maryja została wybrana, nie decydowały Jej cechy ludzkie, ponieważ jeszcze przed urodzeniem Bóg wyznaczył Ją na Matkę Jezusa i ze względu na to zadanie uwolnił Ją od grzechu pierworodnego, czyli uczynił Niepokalanie Poczętą.&lt;br /&gt;Kult maryjny istnieje również poza Kościołem katolickim. We wielu Kościołach ewangelickich znajdują się obrazy Matki Bożej, przed którymi – jak u nas – Jej czciciele zapalają świece. Luter czcił Maryję aż do swojej śmierci. Oto co napisał już po zerwaniu z Kościołem katolickim: «Nigdy dość wielbienia Maryi»... «Jak trzeba mówić do Niej? Gdy przypatrzysz się słowom, to nauczą cię one mówić tak: O Dziewico błogosławiona, Matko Boża, jakże byłaś nic nie znaczącą, lekceważoną, pogardzaną, a mimo to Bóg wejrzał na Ciebie tak nadzwyczaj łaskawie, hojnie i zapoczątkował w Tobie wielkie rzeczy. Nie byłaś przecież tego godna, zaś wysoko i daleko ponad wszelką Twoją zasługę wykracza bogata, nazbyt hojna łaska Boża w Tobie. O, bądź pozdrowiona: od chwili, gdy znalazłaś takiego Boga, błogosławiona jesteś po wszelkie czasy».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kult świętych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieraz łatwiej nam zwrócić się w modlitwie do Maryi niż do Chrystusa. Jest to rzecz naturalna, bo Maryja jest nam bliższa przez to, że jest zwykłym człowiekiem, stworzonym tak jak my. Słusznie więc oczekujemy od niej pomocy i obrony. Przez to, że jest Matką Bożą, jest wszechmocą proszącą. Podobnie oczekujemy pomocy od świętych. W szczególnych sytuacjach, gdy ktoś z naszych bliskich udaje się do szpitala na operację, gdy niesamowicie cierpi z powodu nieuleczalnego raka, albo gdy czyjś syn uwikłał się w nałóg narkotyczny, czyż wtedy znajomi nie proszą nas o modlitwę?&lt;br /&gt;W podobny sposób odwołujemy się do Maryi i do świętych jako do orędowników Boga. Święci są nam bliscy, bo są związani z historią naszego narodu i historią Kościoła. Są niejako naszymi przedstawicielami u Boga.&lt;br /&gt;Kult Maryi i świętych istniał od samego początku Kościoła. Dowodem tego są obrazy i rzeźby, jakimi pierwsi chrześcijanie zdobili grobowce w katakumbach. W tych wiekach rozwinął się szczególnie kult świętych męczenników, których relikwie przechowywano z największą pieczołowitością. W roku 156 chrześcijanie ze Smyrny, w Małej Azji, oznajmiali w liście o męczeńskiej śmierci swego biskupa – świętego Polikarpa: «Modlimy się do Chrystusa ponieważ jest On Synem Bożym. Męczenników kochamy zaś jako uczniów i naśladowców Pana». Na grobach męczenników chrześcijanie odprawiali Mszę świętą i na tym starym zwyczaju opiera się istniejący do dziś przepis kościelny dotyczący wmurowywania relikwii świętych w ołtarze, na których odprawia się Najświętsza Ofiara. Chrześcijanie ze Smyrny tak  mówili o doczesnych szczątkach swego biskupa-męczennika: «Są one dla nas one droższe od kamieni szlachetnych i ukochańsze od złota. Przechowujemy je we właściwym miejscu i będziemy się tam zbierać na radosne uroczystości i&lt;br /&gt;święcić rocznicę jego męczeństwa».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kult obrazów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mają też powodu Świadkowie Jehowy do gorszenia się z tego, że posiadamy obrazy i figury Maryi i świętych.&lt;br /&gt;Stary Testament, który zabrania przedstawień obrazowych dawno się skończył. Jesteśmy teraz w czasach Nowego Testamentu i stare przepisy kultu nas nie obowiązują. Szabas zastąpiła niedziela, a plemienny znak obrzezania został zastąpiony Sakramentem Chrztu świętego. Starotestamentowy zakaz tworzenia obrazów był konieczny ze względu na specyficzne warunki i poziom kultury starożytnych ludów. Naród żydowski był oblany morzem pogaństwa. Poza Izraelem wszystkie narody czciły bożków. Żydzi nieraz ulegali pokusie bałwochwalstwa. Na przykład po wyjściu z Egiptu, pod górą Synaj, podczas długiej nieobecności Mojżesza, ulali sobie złotego cielca na wzór egipski i oddawali mu pokłon. W pewnych wypadkach Stary Testament dopuszczał obrazowe przedstawienia. Na przykład, na przebłagalni, to jest na złotej płycie, która spoczywa na Arce Przymierza, stały dwa cheruby z rozpostartymi skrzydłami, wykute ze złota (Wj 25,18).&lt;br /&gt;Podobne postacie aniołów znajdowały się również na murach świątyni.&lt;br /&gt;Kiedy jednak Bóg ukazał na tym świecie «Swój obraz» w samym Chrystusie i przez niego oznajmił, że należy Go czcić «w duchu i prawdzie», niebezpieczeństwo bałwochwalstwa zanikło. Dlatego od pierwszych wieków chrześcijanie malowali i rzeźbili obrazy Jezusa, Maryi i świętych.&lt;br /&gt;Czy kto się gorszy dziś tym, że przechowujemy fotografie i portrety najdroższych i  najukochańszych osób, zwłaszcza zmarłej matki, ojca, dzieci, przyjaciół i bohaterów? To cecha głęboko ludzka. Chcemy bowiem, żeby wizerunki kochanych postaci były zawsze przed naszymi oczyma. Chcemy o nich pamiętać. Z tej samej pobudki wypływa zwyczaj kultu obrazów Najświętszej Maryi Panny i świętych. Wizerunki te pobudzają nas do pamięci o nich i do modlitwy. Każdy katolik wie, że nie czci w obrazie drzewa, płótna, farby, lecz osobę, którą dany obraz czy rzeźba przedstawia.&lt;br /&gt;Święty Maksymilian Kolbe zaraz po zesłaniu go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu poprosił współwięźnia Mieczysława Kościelniaka, aby mu namalował dwa obrazki – Chrystusa i Matkę Bożą. Artysta wzbraniał się, tłumaczył, że go bolą ręce popękane od pobicia i ciężkiej fizycznej pracy; że mu brak papieru i farb, ale właściwie bał się kary śmierci, bo tego rodzaju czyn był zaliczany do przestępstw naruszający regulamin obozowy. W końcu jednak dał się namówić, namalował je i wręczył Ojcu Kolbemu, który schował je natychmiast do specjalnej kieszonki wszytej w szeroki pas i nie rozstawał się z nimi aż do swej męczeńskiej śmierci.&lt;br /&gt;Maryja i święci nie zaciemniają nam obrazu Boga, nie stoją na przeszkodzie w drodze do Boga. Przeciwnie, pomagają nam do Niego dojść. Maryja jest dla nas pierwszą chrześcijanką, wzorem, jak powinniśmy odpowiedzieć Bogu na to, co nam ofiaruje. Dlatego nazywamy Ją «Matką Wiernych» i «Wzorem Kościoła». Nie ma więc najmniejszej obawy, że cześć im składana osłabi nabożeństwo do Jezusa Chrystusa, a ich orędownictwo wyprze pośrednictwo naszego Zbawiciela.&lt;br /&gt;Maryja i święci są odblaskiem i odbiciem Chrystusa. W każdym z nich jakby na nowo Bóg staje się człowiekiem, ponieważ osiąga On to, czym powinien być każdy katolik, mianowicie «drugim Chrystusem». Świętość Maryi i świętych&lt;br /&gt;istnieje poprzez Chrystusa. Każdy święty może powtórzyć za Maryją: «Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czcijmy więc Maryję i świętych przez modlitwę naśladowanie ich cnót.”&lt;br /&gt;„Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-4725827600655558015?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/4725827600655558015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/kult-i-oredownictwo-maryi-oraz-swietych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4725827600655558015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4725827600655558015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/kult-i-oredownictwo-maryi-oraz-swietych.html' title='KULT I ORĘDOWNICTWO MARYI ORAZ ŚWIĘTYCH - pogadanka z 11.12.1983 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-4530820175688682767</id><published>2012-01-02T10:40:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T13:09:12.155-08:00</updated><title type='text'>WIELKOŚĆ ŚWIĘTEGO JANA CHRZCICIELA - pogadanka z 30.11.1986 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach trzydziestych laureat nagrody Nobla (Aleksy Carell) nazwał wygodnictwo, zamiłowanie do luksusu i życie konsumpcyjne „Środkiem odurzającym” naszych czasów. Druga wojna światowa spowodowała głód, brak mieszkań, przemieszczanie ludności i w brutalny sposób powstrzymała wzrastające tendencje naszych czasów do wygodnictwa, do miękkości, do użycia. Całe nastawienie naszej technicznej cywilizacji zmierza w tym kierunku, by nam umożliwić jak najwygodniejsze życie. W tym duchu urabia się już dzieci szkolne, którym chciałoby się za wszelką cenę oszczędzić jakiegokolwiek wysiłku, cierpień i braków starszego pokolenia. Kiedy się pomyśli, że ludzie, którzy dokonali wielkich dzieł, mieli albo ciężką młodość, albo byli surowo wychowywani, to naprawdę trzeba się obawiać o przyszłość świata zachodniego.&lt;br /&gt;Miękkość czyni człowieka niezdolnym zarówno do życia doczesnego, jak przede wszystkim do życia duchowego,nadprzyrodzonego, które nam przyniósł Chrystus. Stając w obronie wartości duchowych, Kościół każdego roku obchodzi  Adwent, okres, w którym chce stworzyć odpowiedni klimat, abyśmy sobie pełniej uświadomili potrzebę surowości i prostoty w życiu. Nie „ludzie w miękkie szaty odziani” (Mt 11, 8) przygotują dla Pana Boga drogę do swoich serc i do serc bliźnich, lecz ludzie na miarę świętego Jana Chrzciciela, który prowadził surowy tryb życia. Toteż w przeżywanym obecnie Adwencie ukażę jego świetlaną postać, abyśmy przejęli się prostotą jego życia oraz słowami, które kieruje do wszystkich pokoleń, tym razem w oczekiwaniu na drugie przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię przy końcu czasów. Tytuł pogadanki brzmi: „Wielkość Świętego Jana Chrzciciela”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 400 latach nowy prorok&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czterysta lat lud żydowski oczekiwał z utęsknieniem nowego proroka,wiedząc, że gdy się zjawi, poprzedzi już samego Mesjasza.&lt;br /&gt;Gdy wreszcie wybiła ta godzina, zaledwie garstka ludzi została wtajemniczona i przygotowana na wypełnienie się czasów i tęsknot ludzkości. Sceną była maleńka, ale urocza wiosczyna Ain Karem, ukryta w górskiej kotlinie wśród drzew migdałowy, oliwek i fig, w odległości około czterech mil od Jerozolimy. Wybrańcami Boga byli Elżbieta i Zachariasz, kapłan służący na zmianę w świątyni Jerozolimskiej.&lt;br /&gt;Elżbieta powiła syna, lecz to narodzenie odbyło się w tak niezwykłych i tajemniczych okolicznościach, że nikt by się nie ośmielił tłumaczyć ich w sposób zwyczajny. Oto posłaniec Boski, anioł Gabriel obwieścił Zachariaszowi jego narodzenie i imię: „Nadasz mu imię Jan”. Imię „Jan” znaczy „Bóg się zmiłował”. To zmiłowanie odnosiło się jednak nie tylko do dotychczas bezpłodnej Elżbiety, lecz do całej ludzkości. Zachariasz wyśpiewał potem tę dobroć Bożą w hymnie – „Benedictus” : „Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój… i moc zbawczą nam wzbudził … jak zapowiedział nam z dawien dawna przez usta swych świętych proroków: że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że miłosierdzie okaże się ojcom naszym i wspomni na swoje święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi” (Łk 1, 68-73).&lt;br /&gt;Zachariasz był w takim uniesieniu ducha, że wplótł w swoją pieśń to, co wiedział o obietnicy Mesjasza z ksiąg świętych i to co słyszał od anioła, że syn jego, Jan, będzie wielki w oczach Boga; że już w łonie matki zostanie napełniony Duchem Świętym, że będzie prowadził życie umartwione, a gdy wystąpi przed ludem, to w duchu i mocy proroka Eliasza, by przygotować Mesjaszowi lud doskonały (por. Łk 1, 13-17). Zachariasz zatem dobrze zdawał sobie sprawę z roli, jaką Jan miał odegrać w planach Bożych. Śpiewał bowiem: „A ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, (co się dokona) przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego” (tamże 1, 76-78).&lt;br /&gt;Lecz były to tylko ogólne zarysy jego posłannictwa, ramy jego życia  i działalności. Jak teraz te ramy wypełni? Jak synem pokieruje, żeby spełniła się w nim wola Boża? Szczegóły najbliższych lat jego były dla Zachariasza tajemnicą. Liczył na Boga, który ma swoje obliczenia i metody, ale wiedział też, że Bóg liczy na niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Judzkiej pustyni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako dobry ojciec, a zarazem człowiek dopuszczony do tajemnic Bożych, Zachariasz przemyśliwał, gdzie by skierować syna i zapewnić mu jak najlepsze przygotowanie do spełnienia misji. Niektórzy bibliści skłaniają się i przyjmują, że oddał swego syna do pustelni Esseńczyków w Qumran, czyli jakby do klasztoru, leżącego na północno-zachodnim wybrzeżu Morza Martwego. Słynny biblista i pisarz polski, Roman Brandstaetter, w swej powieści pod tytułem „Jezus z Nazaretu” umieszcza Jana Chrzciciela w tymże klasztorze – pustelni. Pustelnicy ci żyli w stanie bezżennym, nie pili wina i nie strzygli włosów, ni posiadali własnego majątku. Troszczyli się jedynie o pogłębienie wiary przez umiłowanie Tory, czyli Prawa i wczytywanie się w księgi proroków.&lt;br /&gt;W 1947 roku w okolicy Qumran, w grotach, odkryto liczne rękopisy hebrajskie, a nawet greckie, zawierające wszystkie księgi biblijne prócz księgi Estery. A w kilka lat później odkopano tam ruiny starej pustelni, która za życia świętego Jana i Pana Jezusa była ożywionym ośrodkiem działalności religijnej. Nie wydaje się jednak, by święty Jan przebywał w tejże pustelni.&lt;br /&gt;Późniejsza działalność świętego Jana wskazuje, że nie odpowiadał mu tryb życia Esseńczyków, mimo, że tak wiele miał z nimi wspólnego. Prowadził na pewno bardziej surowe i samotne życie, na co wskazują słowa Ewangelii, że „rósł i umacniał się w duchu i przebywał na miejscach pustynnych, nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się&lt;br /&gt;szarańczą i miodem leśnym”. Żył tak „aż do czasu ukazania się w Izraelu” (por. Mk 1, 6; Mt 1, 80).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan toruję drogę Chrystusowi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Jan obrał za miejsce swej działalności mieliznę w rzece Jordanu, niedaleko jej ujścia do Morza Martwego. Tędy bowiem ciągnęły karawany kupców, odbywały się przemarsze wojsk, tu zjeżdżali się zimą wczasowicze – możni tego świata, jak u nas na Florydzie: tu mieli łatwy dostęp kapłani z świątyni jerozolimskiej i mieszkańcy całej Palestyny. Do Qumran, czy do&lt;br /&gt;pustelni świętego Jana było stąd też niedaleko.&lt;br /&gt;Treść nauk świętego Jana była zawarta w kilku zdaniach: „Czas się wypełnił i blisko jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15). Znakiem nawrócenia miał być chrzest z wody. Na razie z wody: „Ja chrzczę (tylko) wodą” – mówił – „lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie&lt;br /&gt;Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3, 16). Jan Chrzciciel nazywał się heroldem Mesjasza, Jezusa Chrystusa, Jego głosem: „Jam głos wołającego na pustyni – przygotujcie drogę Panu, prostujcie Jemu ścieżki; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi” (Łk 3, 4-6).&lt;br /&gt;Jan powtarzał słowa proroka Izajasza, który z górą 700 lat przed Janem zapowiadał przyjście Mesjasza. Analogia była dla słuchaczy przejrzysta. W starożytności drogi na Wschodzie były w opłakanym stanie. Przysłowie mówiło, że trzy nieszczęścia mogą spotkać człowieka: choroba, głód lub podróż. Toteż wybierającemu się w podróż radzono – jeśliby nie miał z niej wrócić – żeby „spłacił wszystkie długi, zabezpieczył byt domowników, rozdał podarki na pożegnanie, dał na przechowanie kosztowności, zabrał na drogę sporo pieniędzy, a przede wszystkim, żeby uzbroił się w humor.”&lt;br /&gt;Historyk żydowski Józef Flawiusz zanotował, że Salomon kazał wybrukować czarnym bazaltem drogi wiodące do Jerozolimy „zarówno dla dogodności wędrowców, jak i po to, by okazać wielkość swego bogactwa i władzy”. W rzeczywistości królowie budowali drogi tylko dla swego użytku, stąd nazywano je „drogami królewskimi.” Naprawiano je wtedy tylko, gdy król miał się wybrać w podróż. Heroldowie zjawiali się przed czasem i ogłaszali władzom miejskim i ludowi o przyjeździe króla i potrzebie naprawy dróg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkość św. Jana Chrzciciela&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Jan kazał wszystkim naprawić kręte ścieżki życia, wszelkie wyboje grzechów i doliny zaniedbań obowiązków.&lt;br /&gt;Mówił prawdę, która działała na przybyłych pielgrzymów jak światło na chore oczy. Dlatego bali się go mali i wielcy i uczeni w Zakonie; bali się go także władcy, choć był tylko wynędzniałym oberwańcem z pustyni. Herodiada, nieprawa żona Heroda, poprzysięgła mu zemstę.&lt;br /&gt;Wielkość Jana polegała na Jego wierności Bogu. Do końca pozostał tylko Głosem Chrystusa – Królem królów. Nie ściągał uwagi słuchaczy na siebie, na swoją mądrość, świętość i na wielką rolę, jaką go Bóg wyróżnił. Wiedział, że jest tylko Jego narzędziem.&lt;br /&gt;Nadszedł jednak czas, że miał zamilknąć. Okazji tej szukała Herodiada, by dokonać swej nienawiści i zemsty. Dla jej kaprysu Herod kazał ściąć głowę proroka. Jan przyjął ten los pogodnie i mężnie. Cieszył się , że Pan Bóg pozwolił mu być Jego głosem. Zrozumiał, że czas teraz ustąpić, czas zamilknąć. Swą rolę głosu Bożego określił słowami: „Człowiek nie może&lt;br /&gt;otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba... Moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On – Chrystus – wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 27-30).&lt;br /&gt;I tak kończy się opowieść o wielkim świętym Janie Chrzcicielu, poprzedniku Chrystusa. Nie był on „trzciną chwiejącą się od wiatru”. Stał się największym spośród ludzi wtedy właśnie, gdy w imię prawdy Bożej, położył swą głowę pod topór kata.&lt;br /&gt;Pan Bóg nie żąda od nas ofiary z życia, jak od Poprzednika Chrystusa, ale i my wzorujmy się w Adwencie na Janie Chrzcicielu w umiłowanie prostego, chrześcijańskiego i oryginalnego stylu życia. Nie szukajmy chrześcijaństwa ułatwionego bez trudu spowiedzi adwentowej i bez surowych, czystych obyczajów, bez czuwania nad zmysłami, bez codziennego przebaczania win naszym winowajcom, bez codziennej modlitwy i wytrwałego naśladowania Jezusa Chrystusa w Jego ubóstwie, wyniszczeniu, i wypełnianiu wiernym woli Ojca. W wiernym naśladowaniu Chrystusa, w naszym Adwencie, poznamy zbawienie przez odpuszczenie grzechów, dzięki serdecznej litości Boga naszego (por. Łk 1. 78).&lt;br /&gt;Z przyjściem Mesjasza nastąpił przełom dziejów historii i serc ludzkich. I dziś obserwujemy dalszą przemianę historii (...) opartej na Ewangelii. Przemiana historii rozpoczyna się od cudu przemiany serc. Zaś serca przemienia i odradza Chrystus. Od każdego z nas zależy, by adwentowa łaska Zbawiciela poruszyła i przemieniła nasze serca i przygotowała je na Boże&lt;br /&gt;Narodzenie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-4530820175688682767?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/4530820175688682767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/wielkosc-swietego-jana-chrzciciela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4530820175688682767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4530820175688682767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/wielkosc-swietego-jana-chrzciciela.html' title='WIELKOŚĆ ŚWIĘTEGO JANA CHRZCICIELA - pogadanka z 30.11.1986 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-3936379506102894768</id><published>2012-01-02T10:39:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T13:10:06.139-08:00</updated><title type='text'>BÓG OCZEKUJE OD NAS CZCI, MIŁOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI - pogadanka z 26.11.1989 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środkowych Włoszech, na wzgórzu z widokiem na Adriatyk leży miasto Atri, starożytna Hadria, skąd pochodził cesarz Hadrian. W późniejszych czasach miejscowość tę rozsławił dobry król Jan znany ze sprawiedliwych i łagodnych rządów. Żeby żadna krzywda nie uszła złoczyńcom płazem, król zawiesił na wieży dzwon i rozporządził, że ktokolwiek by doznał krzywdy od drugiego, miał pociągnąć za sznur i uderzyć na alarm, a sprawiedliwości stanie się zadość.&lt;br /&gt;Z początku głos dzwonu rozbrzmiewał dość często wołając o naprawienie zła, lecz z biegiem lat odzywał się coraz rzadziej, bo mieszkańcy przekonali się, że zło nie popłaca.&lt;br /&gt;Dzwony kościelne po całym świecie we wioskach i miastach zwołują ludzi do nabożeństwa, aby wspólnie okazywać Boskiemu Majestatowi cześć, uwielbienie, miłość i wdzięczność. Wielu ignoruje głos dzwonów. Jest dla nich co najwyżej wyrzutem sumienia za odmowę Bogu tych obowiązków, za okazanie niesprawiedliwości wobec Niego. W dzisiejszej pogadance zastanowimy się nad powinnościami naszymi wobec Boga. Tytuł pogadanki brzmi: „Bóg oczekuje od nas czci, miłości i wdzięczności”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obowiązek czci i chwały&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z pierwszych przejawów naszej religijności powinna być adoracja Boga, która w istocie swojej polega na okazywaniu Mu szczególnej czci i na uwielbieniu Jego majestatu. Skłania nas do niej świadomość, że jako stworzenia, całkowicie zależne w swoim bytowaniu i działaniu od Stwórcy powinniśmy ustawicznie oddawać Mu hołd i trwać przed Nim w postawie wyrażającej miłość, podziw, uwielbienie, wdzięczność i radość z powodu wyświadczanych nam przez Niego dobrodziejstw.&lt;br /&gt;Adorowania Boga domaga się sama natura istot stworzonych. Przypominamy przez Chrystusa starotestamentowy nakaz: „Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon” (Mt 4, 10), stanowi tylko wzmocnienie powagą Bożą tego wymagania.&lt;br /&gt;Jeden z czołowych wolnomyślicieli Anglii Antoni Collins, zmarły w 1729 roku, zajmował się pisaniem traktatów, w których namiętnie zwalczał religie zorganizowaną i Kościół. Miedzy innymi napisał traktat o wolnomyślicielstwie („A discourse of Freethinking”). Zdarzyło się, że pewnego dnia Collins spotkał robotnika, z którym wszedł w rozmowę.&lt;br /&gt;Wolnomyśliciel zapytał:&lt;br /&gt;– Gdzież to idziesz młody przyjacielu?&lt;br /&gt;– A do kościoła, panie.&lt;br /&gt;– A co tam będziesz robił?&lt;br /&gt;– Oddam Bogu należną cześć.&lt;br /&gt;– A czy ten twój Bóg jest wielkim Bogiem czy małym? – zapytał ironicznie Collins, próbując skonfundować prostego&lt;br /&gt;człowieka.&lt;br /&gt;Robotnik odparł:&lt;br /&gt;– On jest tak wielki, że wszystkie nieba nie potrafią Go pomieścić, a z drugiej strony tak mały, że może przebywać w moim sercu.&lt;br /&gt;Antoni Collins był deistą, to znaczy uznawał istnienie Boga, ale sądził, że Bóg się człowiekiem nie interesuje. Z tego powodu ani Go nie czcił, ani nie kochał. Nie wszyscy jednak uczeni są wobec Boga tak niesprawiedliwi.&lt;br /&gt;Michał Faraday na przykład, żyjący sto lat później, jeden z najwybitniejszych uczonych XIX wieku, fizyk i chemik, płodny wynalazca w zakresie młodej wówczas nauki o elektryczności był samoukiem. Ale im więcej czytał książek naukowych i im bardziej zgłębiał tajemniki przyrody, tym bardziej stawał się religijny, przekonany, że Bóg jest wielkim stwórcą i dobroczyńcą ludzkości. Toteż nikt się nie dziwił, że ostatnią jego wypowiedzią na łożu śmierci były słowa: „Chylę czoło przed Nim, który&lt;br /&gt;jest Panem wszystkiego”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adoracja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W adoracji główną uwagę powinniśmy zwracać na to, byśmy byli świadomi naszej całkowitej zależności od Boga i chcieli Go z tego powodu uwielbiać. W podniosłych przeżyciach religijnych często doznajemy uczuciowych uniesień, ale nie powinno nam zależeć na przeżywaniu w czasie adoracji podniosłych uczuć lub jakiegoś rozrzewnienia. Tym bardziej nie powinniśmy się też silić na tkliwe i układne słowa.&lt;br /&gt;Uświadamiać zaś sobie wielkość Boga i naszą pełną zależność od Niego możemy niemalże wszędzie i zawsze. Gdy matka podaje posiłek, możemy sobie przedstawić, że Bóg posłużył się jej rozumem, wyobraźnią, jej sercem i rękami, żeby nam dać zdrowy i smaczny pokarm. Gdy w Supermarkiecie wybieramy i wkładamy do wózka artykuły spożywcze, artykuły do prania bielizny i czyszczenia domu, możemy wyrazić swój podziw Bogu, który dał ludziom mądrość i zamiłowanie do pracy dla naszego pożytku. Podziw nasz dla Boga powinien budzić każdy kwiat, każdy ptak, każda chmurka. Bierzmy przykład z Psalmisty podziwiającego wspaniałość Bożą i Jego dzieło słowami: „Sławcie Boga z radością wszystkie ziemie, opiewajcie chwałę Jego imienia, cześć Mu świętą oddajcie” (Ps 66, 1-2).&lt;br /&gt;Bezpośrednio w sposób szczególny adorujemy Boga podczas przebywania sam na sam przed tabernakulum lub biorąc udział w procesji eucharystycznej. Znamienna jest zachęta zawarta w Księdze Mądrości Syracha (44, 30): „Gdy wychwalać będziecie Pana, wywyższajcie Go, o ile tylko możecie, albowiem i tak będzie jeszcze wyższym, a gdy Go wywyższać będziecie, pomnóżcie siły, nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie do końca”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obowiązek miłości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugą naszą powinnością jest miłować Boga. Powinniśmy Go kochać przede wszystkim z tej racji, że jest On tego najgodniejszy. A jest On taki dlatego, że stanowi pełnię dobra, piękna i świętości. Jest najwspanialszy i najpotężniejszy. Nic i nikt w niczym Go nie przewyższa. Istotną przesłankę stanowi tu również fakt, że Pan Bóg jest naszym Stwórcą. Zawdzięczamy Mu więc samo nasze istnienie i to nie tylko co do początku, ale też w zakresie ustawicznego podtrzymywania w nim. W związku z tym mówi się, że życie i działanie każdego człowieka jest nieustannym stwarzaniem go przez Boga.&lt;br /&gt;Stało się jeszcze coś więcej. Bo oto ten wszechdoskonały Bóg i Stwórca „sam pierwszy nas umiłował” (l J 4, 19). Wykazał największą z możliwych bezinteresowności. On, Który jest pełnią bytu, zaofiarował nam, którzy sami z siebie jesteśmy nicością, Swoją przyjaźń i bezgraniczną miłość ojcowską. Toteż Pan Bóg ma prawo żądać od nas miłości. Wyraził ten nasz obowiązek dwukrotnie – w Starym i Nowym Testamencie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Pwt 6, 4 n.; Mk 12, 30).&lt;br /&gt;Rozmiłowani w wolności i uczuleni na każdy przymus zapytamy: „Czy wolno narzucać komuś miłość? Czy można ją przykazywać?” Odpowiemy innym pytaniem: „Czy człowiek, który prawdziwie kocha czuje się przymuszony, czuje się niewolnikiem? Kochać to chcieć istnieć przez kogoś innego dla kogoś innego. Kochać to dar z siebie”. Nie można powiedzieć jednocześnie: „miłuję Boga – ale chcę być niezależny!” Jedno wyklucza drugie. Gdy ktoś kocha, pragnie zależności. „Gdzie ty Kajus, tam i ja Kaja” – mówi rzymskie przysłowie. Im większa miłość, tym większa zależność. Bóg dał nam przykazanie miłości po to, byśmy nie minęli się z celem życia. Jesteśmy bowiem stworzeni do miłowania: dajemy miłość i odbieramy miłość. Miłość tworzy szczęście. Nikt nam tak szczęścia nie życzy jak Pan Bóg. Jeśli spełnimy życzenie Boga, miłując Go całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą swoją mocą, to jednocześnie udoskonalamy swoje człowieczeństwo i osiągamy pełnię szczęścia. Przedsmak szczęścia wiecznego mamy już tu na ziemi.&lt;br /&gt;Pana Boga mamy też miłować całym sercem, ponad wszystko jako najwyższe dobro. „Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 37). Nie może mieć udziału w szczęściu Boga ten, kto miłuje Boga połowicznie. Bóg z całej swojej natury jest bowiem Miłością (l J 4, 8).&lt;br /&gt;Przykazanie to nie wymaga jakiegoś gorętszego pod względem uczuciowym miłowania Pana Boga. Uczucia bowiem nie zawsze podlegają naszej kontroli. A poza tym z natury swojej reagują przede wszystkim na dobro, które jest dla nas bardziej dostępne i dostrzegalne zmysłami. Bóg zaś jako byt czysto duchowy, jest dla zmysłów w ogóle niedostępny. Co jest zatem istotnym i przekonywującym sposobem miłowania Boga? Posłuszeństwo Jego woli, głównie miłowanie bliźnich tak jak nas Chrystus umiłował oraz słuchanie Jego słów, Jego nauki i zachowywanie jej (Łk 6, 47; J 14, 3 n.). W Starym Testamencie Bóg mówił przez proroków, że posłuszeństwo i uległość względem przykazań są milsze Bogu niż całopalenia i krwawe ofiary (l Sm 14, 22).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obowiązek wdzięczności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umysł pełen podziwu, serce pełne miłości czuje ponadto potrzebę wyrażania Bogu wdzięczności. Chrystus ujrzawszy tylko jednego człowieka uzdrowionego z trądu, składającego Mu hołd dziękczynienia, mówi mu z bolesnym wyrzutem: „Czyż nie dziesięciu było oczyszczonych? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec” (Łk 17, 17&lt;br /&gt;n.)? Bóg domaga się od nas wdzięczności nie po to, żeby ona przysporzyła Jemu więcej szczęścia i radości, ale ze względu na nasze dobro. Wdzięczność bowiem jest znakiem duchowej dojrzałości. Prawdę, iż Bóg chce, byśmy Mu wyrażali wdzięczność za dobrodziejstwa, podkreśla często Kościół święty w liturgii mszalnej. W Prefacji kapłan mówi w imieniu wierzących:&lt;br /&gt;„Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, a dla nas zbawienne, abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, Panie, Ojcze niebieski, Wszechmogący i miłosierny Boże”! Jan Kochanowski, poeta polski urzeczony pięknem psalmów w ten sposób mówi w jednym z nich o dziękczynieniu:&lt;br /&gt;„Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?&lt;br /&gt;Czego za dobrodziejstwa, których nie masz miary?&lt;br /&gt;Kościół Cię nie ogarnie, wszędzie pełno Ciebie,&lt;br /&gt;I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.&lt;br /&gt;Złota też wiem, nie pragniesz, bo to wszystko Twoje,&lt;br /&gt;Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.&lt;br /&gt;Wdzięcznym Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,&lt;br /&gt;Bo nad to przystojniejszej ofiary nie mamy”.&lt;br /&gt;Odmówienie Bogu czci, miłości i wdzięczności jest najwyższym stopniem niesprawiedliwości, współmiernym do obowiązku miłowania Boga całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą mocą. Człowiek nie znajdzie żadnej na to&lt;br /&gt;wymówki. Odmowa czci Bogu zazwyczaj pociąga za sobą odrzucenie praw moralnych. Jest to logiczne następstwo niewiary lub deizmu, czyli obojętności wypływającej z pychy i zarozumiałości człowieka. Niedowiarek bowiem lub deista mówi: czy Bóg jest czy Go nie ma, to mnie mało obchodzi. Jeżeli jest i stworzył mnie, to dał mi wolność i władzę stanowienia o sobie samym.&lt;br /&gt;Człowiek zatem może okazać niesprawiedliwym nie tylko wobec ludzi ale i wobec Boga. Niesprawiedliwość wobec Boga przez odmówienie Mu czci, miłości i wdzięczności jest zerwaniem z Bogiem, z tym, Który jest źródłem naszego wiecznego szczęścia.&lt;br /&gt;Człowiek niesprawiedliwy wobec Boga jest niesprawiedliwym najpierw wobec siebie, bo rozwija się nieprawidłowo, nie według woli Stwórcy, Pana i Ojca, nie dojrzewa dla nieba, które jest przede wszystkim Królestwem miłości, czci, uwielbienia i wdzięczności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-3936379506102894768?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/3936379506102894768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/bog-oczekuje-od-nas-czci-miosci-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/3936379506102894768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/3936379506102894768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/bog-oczekuje-od-nas-czci-miosci-i.html' title='BÓG OCZEKUJE OD NAS CZCI, MIŁOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI - pogadanka z 26.11.1989 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-7410673536932784041</id><published>2012-01-02T10:38:00.000-08:00</published><updated>2012-01-02T11:22:38.128-08:00</updated><title type='text'>NIECH KAŻDY DZIEŃ BĘDZIE DNIEM DZIĘKCZYNIENIA - pogadanka z 19 listopada 1989 - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywa nieraz, że nawet słowa pełne mądrości, zawarte choćby w ośmiu błogosławieństwach i w Modlitwie Pańskiej, nie robią na nas wielkiego wrażenia. Nie przeżywamy ich głębi jak konwertyta, dla którego są one jakby odkryciem cennych pereł.&lt;br /&gt;Może to nasze lekceważenie pochodzi z okresu dzieciństwa, kiedy rozum był częściowo uśpiony, horyzonty wiedzy ograniczone, toteż rzeczy arcyważne i dobrze znane, spowszedniały nam. Tego lata, podczas zamkniętych rekolekcji, uderzył mnie z nadzwyczajną siłą obowiązek dziękczynienia za wszystko, co Bóg dla nas czyni wprost, lub przez ludzi. Temat wdzięczności, jako kapłanowi, jest mi znany. Rozważałem go, poruszałem w kazaniach, lecz tym razem prawda ta olśniła mnie z jasnością słońca i przeniknęła do głębi. Wszystko, ale to absolutnie wszystko czym jesteśmy, co posiadamy i otrzymywać będziemy do końca życia, jest darem Bożym. Sami z siebie jesteśmy&lt;br /&gt;nędzarzami, nic nie posiadamy, a jeśli ktoś coś sobie przypisuje jest złodziejem i kłamcą. A tak, niestety przeważnie bywa, że swoje osiągnięcia uważamy całkowicie za naszą własną zasługę, siebie chwalimy i od innych oczekujemy pochwal. Święty Paweł oblewa tę naszą zarozumiałość zimną woda ironii: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś już otrzymał, to czemu&lt;br /&gt;się chełpisz tak jakbyś nie otrzymał” (l Kor 4, 7)?&lt;br /&gt;Wychodzę z tego przeżycia, aby Wam dzisiaj przypomnieć zaniedbaną cnotę wdzięczności, w pogadance pod tytułem:&lt;br /&gt;„Niech każdy dzień będzie «Dniem Dziękczynienia»”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historyjka o pastuszku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę, że wszystko, czym człowiek jest i co posiada jest darem Bożym, ilustruje następująca historyjka. Pewien pastuszek owiec lubił sobie umilać długie godziny w polu gwizdaniem. Gdy jedną melodię skończył, zaczynał drugą. Usłyszał te wesołe tony książę będący na polowaniu. Zwabiony nimi podążył w kierunku skąd dolatywały piosenki. Kiedy stanął przed chłopcem, zagadnął go:&lt;br /&gt;– A cóż ci to tak wesoło, chłopcze?&lt;br /&gt;– Nie mam powodu być smutnym. Odpowiedział, nie rozpoznając w przybyszu księcia.&lt;br /&gt;– Jestem bogaty we wszystko jak książę na zamku.&lt;br /&gt;– Jakże to? – zapytał arystokrata.&lt;br /&gt;– Ano, proszę pomyśleć: słońce tak samo jasno mi świeci jak księciu. Wzgórza i doliny są tak samo piękne dla mnie jak i dla niego. Posiadam dwoje oczu, i on też. Poza tym, mam co jeść, w co się ubrać, a choć moje zarobki są niskie, zaspakajają wszystkie moje potrzeby. Czy książę posiada coś więcej niż ja?&lt;br /&gt;Książę uśmiechnął się do rezolutnego chłopca, pogłaskał po główce i rzekł: dziecko, masz rację. Książę zupełnie podziela twoje zdanie. Staraj się zachować źródło twojej radości i szczęścia aż do końca życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wdzięczność próbą charakteru&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wdzięczność jest próbą charakteru, a próbę tę wytrzymuje tylko człowiek pokorny, niezależnie od tego czy jest człowiekiem prostym czy uczonym. Współczesny włoski konwertyta i pisarz Giovanni Papini (+1957) pod koniec życia dotknięty ciężką chorobą, przypomniał postawę biblijnego Hioba. „Dziwię się, – mówił – widząc ludzi zdumionych moim spokojem w czasie choroby. Straciłem władzę w nogach, ramionach, dłoniach: stałem się prawie niemy i ślepy. Nie mogę już chodzić i uścisnąć dłoni przyjaciela. Nie mogę już nawet podpisać się. Nie mogę już czytać i trudno mi rozmawiać, dyktować słowa . . . Lecz trzeba sobie zdać sprawę z tego, co mi jeszcze zostało . . . Mogę jeszcze cieszyć się szczęściem jakie przynosi mi słońce. Dzięki niemu mogę jeszcze trochę widzieć kolory kwiatów, kontury ludzi, rysy ich twarzy . . . Ale to wszystko jest niczym w porównaniu do darów, które Bóg jeszcze zachował dla mnie. Na przekór wszystkim zachowałem w sobie głęboką wiarę, mam jeszcze bystry rozum, czuję pasję do rozważań. Mam jeszcze to światło wewnętrzne, które zwie się intuicją i natchnieniem”.&lt;br /&gt;Oto jak słynny pisarz Papini, upodobniony w cierpieniu do Hioba cierpiącego, również w swoim wielkim cierpieniu znajdował wiele powodów do wdzięczności względem Pana Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewdzięczność zmraża serca ludzkie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shakespeare powiedział, że zima jest mniej sroga niż ludzka niewdzięczność. Lodowaty wiatr zmraża tylko ciało, lecz niewdzięczność – duszę. Człowiek bez uczucia wdzięczności w sercu jest biedny, natomiast człowiek o sercu przepełnionym wdzięcznością jest prawdziwie bogaty.&lt;br /&gt;Klasycznym przykładem niewdzięczności, który mamy w pamięci, jest historia dziesięciu trędowatych z Ewangelii. W tamtych czasach nie było ani lekarstw przeciw trądowi ani szpitali, gdzie mogliby przebywać. By nie zarazić innych, prawo Mojżeszowe kazało im opuścić swą rodzinę, swą wieś, i żyć daleko od ludzi wśród lasów czy na pustyni. Ich rodzice, bracia i siostry wynosili im na te odludne miejsca od czasu do czasu żywność, aby nie pomarli z głodu. Czekała ich długa choroba, bez nadziei wyzdrowienia, i śmierć.&lt;br /&gt;Kiedy się więc owych dziesięciu trędowatych z Ewangelii dowiedziało od opiekujących się nimi członków rodziny, że w Izraelu pojawił się wielki Prorok, że nie ma choroby, z której On by nie uleczył, a nawet wskrzesza zmarłych, nadzieja wstąpiła do ich serc. Czekali tylko na okazję, aby spotkać Pana Jezusa.&lt;br /&gt;Pewnego dnia ktoś im powiedział, że idzie On do Jerozolimy i będzie przechodził w pobliżu nich. Natychmiast wyszli naprzeciw Niego. Zatrzymali się jednak w pewnej odległości, bo tak nakazywało prawo Mojżeszowe. Zawołali głośno:&lt;br /&gt;„Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami” (Lk 17, 13). Pan Jezus widząc ich nieszczęście i jednocześnie wiarę, postanowił przywrócić im zdrowie. Nie od razu jednak. Najpierw polecił im pójść do kapłanów. W drodze poczuli jakieś dziwne dreszcze przejmujące, pełne ciepła, przywracające im siły. Czując, że jakieś zmiany zachodzą w ich ciałach, spojrzeli na swe ręce i nogi. Z radością stwierdzili, że nie ma już na nich owrzodzeń i zniekształceń spowodowanych przez trąd. Rozradowani, poczęli się szczypać w ręce i nogi, w miejscach dotychczas niewrażliwych na ból. Jednym z objawów trądu jest bowiem niewrażliwość na ból chorych części ciała, a oto oni teraz odczuli lekki ból, ale to był ból, jakiego pragnęli od lat.&lt;br /&gt;Fala radości ogarnęła ich dusze i ciała. Pospiesznie poszli do kapłanów, do których obowiązku należało oficjalnie stwierdzić uzdrowienie. Potem pragnęli jak najszybciej wrócić do swych rodziców, braci, sióstr, przyjaciół. Zapomnieli jednak o sprawie najważniejszej: podziękować Panu Jezusowi. Tylko jeden, i to nie Żyd, ale Samarytanin, wrócił, „upadł na twarz do Jego nóg i dziękował Mu” (Łk 17, 16).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praktykujmy wdzięczność&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy nie jest to znamienne zjawisko, że stosunek: jeden wdzięczny, na dziewięciu niewdzięcznych, utrzymuje się wśród ludzi od starożytności aż po dzisiejsze czasy, jak wykazuje sonda opinii publicznej instytutu Gallupa? Ileż to listów otrzymuję od żon, które piszą: „cokolwiek bym dla męża nie zrobiła, on tego nie zauważa i nie okazuje wdzięczności”. Również mężowie&lt;br /&gt;mają podobny zarzut dla niewdzięcznych żon: „cokolwiek bym nie zrobił dla niej, po prostu uważa, że się jej to należy i nie słyszę słowa wdzięczności 'dziękuję'”. Niewdzięczność dzieci, na którą tak często skarżą się rodzice, to sprawa wychowania. Z pustego i Salomon nie naleje, więc rodzice nie dający dobrego przykładu nie nauczą swych dzieci wdzięczności.&lt;br /&gt;Dlatego tyle w nas niewrażliwości? Bo jesteśmy przekonani, że wszystko nam się należy, i od Boga i od ludzi. Nie umiemy rozpoznawać dobroci i liczyć błogosławieństw Bożych tak jak ów pastuszek lub Papini. Nasza uwaga jest raczej skoncentrowana na krzywdach doznanych, choć w rzeczy samej jest ich mało wobec ogromu dobra, które nam Pan Bóg ustawicznie, bezpośrednio czy przez ludzi, świadczy.&lt;br /&gt;Praktykujmy więc wdzięczność, aby stała się potrzebą serca i cnotą. Zacznijmy od pokornego uznania, że wszystko czym jesteśmy i co posiadamy jest w ostatecznym rozrachunku darem. Bóg i ludzie mają upodobanie w osobie wyrażającej często swą wdzięczność. Ktoś może nie mieć naturalnej urody, i nie ma powabu młodości, a mimo to może być miły, uroczy, przyjemny, upragniony. Wdzięczność pobłyskuje w jego oczach, w układzie ust, w uśmiechu szczerym.&lt;br /&gt;Kościół zaprasza nas do dziękczynienia w każdej liturgii mszalnej. W prefacji kapłan mówi w imieniu wierzących:&lt;br /&gt;"Prawdziwie godną i sprawiedliwą, słuszną i zbawienną jest rzeczą, abyśmy Tobie zawsze i wszędzie dzięki czynili, Panie Święty, Ojcze Wszechmogący, Wieczny Boże”! Kościół uczy, by wdzięczności względem Boga nie zacieśniać jedynie w sprawie dóbr materialnych, z pominięciem wartości duchowych. Jesteśmy obywatelami kraju, w którym cieszymy się nie tylko wolności słowa, wolnością wypowiadania naszych przekonań politycznych, ale także wolnością wyznawania wiary i chwalenia Boga w sposób przez nikogo nieskrępowany.&lt;br /&gt;Niech wiec każdy dzień będzie „Dniem Dziękczynienia”. Pewna rodaczka z Toronto, z Kanady, była zesłanka na Sybir, którą los zagnał potem do Afryki nad jezioro Wiktorii w Ugandzie, czując potrzebę wyrażenia wdzięczności serca, przesłała mi wiersz, którym kończę dzisiejszą pogadankę:&lt;br /&gt;„Dzięki Ci, Panie, za pszeniczne łany,&lt;br /&gt;Rosę i słońce, skrzydła motyla,&lt;br /&gt;Za kwiaty polne i za duszę, która&lt;br /&gt;By mówić z Tobą używa dziś pióra.&lt;br /&gt;Dzięki za życie, które z Twojej łaski&lt;br /&gt;Matki mej łono nosiło szczęśliwe,&lt;br /&gt;Za Ojca, który dłonią spracowaną&lt;br /&gt;Gładząc mą główkę zwał córką kochaną.&lt;br /&gt;Dzięki za świergot wróbli na podwórzu,&lt;br /&gt;Ciszę i spokój, i za błękit nieba,&lt;br /&gt;Przestworzy ogrom Twej Nieskończoności,&lt;br /&gt;I za Twe Serce wieczystej Miłości.&lt;br /&gt;Za ludzi również dziękuję Ci, Panie,&lt;br /&gt;To oni są ze mną gdy jestem smutna,&lt;br /&gt;I z nimi do Ciebie prowadzi mnie droga,&lt;br /&gt;I z nimi w Tobie rozpoznaję Boga.&lt;br /&gt;Za rozkosz życia, ciężkie doświadczenia,&lt;br /&gt;I za pokorę, z którą trud przyjmuję,&lt;br /&gt;Za wiarę w Ciebie, za Twe wszystkie dary,&lt;br /&gt;Którymi darzysz cały świat bez miary”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-7410673536932784041?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/7410673536932784041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/niech-kazdy-dzien-bedzie-dniem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/7410673536932784041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/7410673536932784041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/niech-kazdy-dzien-bedzie-dniem.html' title='NIECH KAŻDY DZIEŃ BĘDZIE DNIEM DZIĘKCZYNIENIA - pogadanka z 19 listopada 1989 - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-329404233197094827</id><published>2012-01-02T10:35:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T11:29:35.246-08:00</updated><title type='text'>POWRÓT DO RAJU (Uroczystość Wszystkich Świętych) - pogadanka z 30.10.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>O. Marcel Sokalski: W dniu Wszystkich Świętych Kościół raduje się z faktu, iż bardzo wielu naszych zmarłych dostąpiło już zbawienia i przebywa u Boga w niebie. Radujemy się z wielkiej rzeszy świętych, o których pamięć wśród ludzi nieraz zaginęła. W odróżnieniu od tej uroczystości, następnego dnia – 2-giego listopada, w dniu zadusznym - wspomina się wszystkich wiernych zmarłych. A tematem naszego zbawienia zajmie się dzisiaj Ojciec Kornelian w archiwalnej pogadance pod tytułem: „Powrót do raju”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (11/4/1990): Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Angielski poeta Thomas Hood (zm. 1845) w utworze pod tytułem „Raj i czarodziejka”, opartym na mitologii perskiej, napisał, że przed czarodziejką Peri będą zamknięte bramy nieba dopóty, dopóki nie przebłaga Boga za swoje grzechy jakimś cennym darem. Peri przyniosła Bogu najpierw pocałunek dziewicy złożony na ustach umierającego kochanka. To jednak nie&lt;br /&gt;wystarczyło. Ofiarowała więc Bogu ostatnią kroplę krwi żołnierza wylaną w obronie ojczyzny. I to było mało. W dalszych swoich poszukiwaniach cennego skarbu czarodziejka natknęła się na wzruszającą scenę: Oto przy fontannie klęczało dziecko ze złożonymi do modlitwy rączkami. Wtem pojawił się rycerz na koniu, który chciał ugasić swoje pragnienie. Rysy jego twarzy zdradzały burzliwą przeszłość, pełną przewrotności i grubiaństwa. Jeździec, podnosząc kubek z wodą do ust, spostrzegł modlące się dziecko i wzruszył się tym widokiem. W mgnieniu oka zmiękł wyraz jego twarzy, a z oczu potoczyły się rzęsiste łzy na wspomnienie swych niewinnych lat, gdy u kolan matki uczył się składać rączki do modlitwy. Peri podstawiła czarkę pod spadające łzy i zaniosła ją w ofierze Bogu. On przyjął łzy pokutującego grzesznika i pokutującej Peri i pozwolił wpuścić ją do nieba.&lt;br /&gt;Rokrocznie Kościół obchodzi uroczyście święto Wszystkich Świętych. W tym dniu nie wspomina poszczególnych świętych, ale pamięcią ogarnia wszystkich, którzy osiągnęli na ziemi dojrzałość do pełnej i wiecznej wspólnoty z Bogiem. W dzisiejszej pogadance poruszę temat naszego zbawienia. Tę pogadankę tytułuję: „Powrót do raju”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raj ziemski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O człowieku, który przeżył życie w prawdzie i miłości, przez co osiągnął dojrzałość do pełnej i wiecznej wspólnoty z Bogiem, mówi się, że pójdzie do nieba. „Pójście do nieba” to oczywiście, wyrażenie nieścisłe. Niebo bowiem nie jest miejsce.&lt;br /&gt;Nie znajduje się ono gdzieś poza chmurami ani poza gwiazdami. Nie jest miejscem, o które można by się zapytać: „Dokąd?”. Niebo jest stanem, o które trzeba się zapytać: „Jak?”&lt;br /&gt;Biblijny ogród szczęśliwości, Eden, nazywany często rajem, nie był jakimś rezerwatem, sielankową oazą, w której rosły drzewa i kwiaty piękniejsze niż gdzieindziej, w której ptaki piękniej śpiewały, w której w bród było najrozmaitszych owoców, a w rześkich strumykach o kryształowej wodzie pluskały rybki, w której klimat był łagodny i często świeciło słońce. Gdyby taka kraina istniała, ekspedycje naukowe dotarłyby do niej i oznaczyłyby jej miejsce na naszym globie.&lt;br /&gt;Obraz użyty przez natchnionego pisarza wyraża raczej szczęście, jakie pierwsi rodzice przeżywali na skutek przebywania w obecności Boga. Każdą chwilę ich życia opromieniała świadomość, że Bóg ich kocha, że stworzył dla nich wspaniały dom wśród gwiazd, że w życiu ich panuje harmonia, spokój, że nawet zwierzęta i ptaki nie boją się ich. I to, że wzajemnie darzyli&lt;br /&gt;Boga miłością i mogli z Nim rozmawiać. Takie życie było dla nich źródłem niewysławionego szczęścia. Jednak to szczęście prysło niczym banka mydlana z chwilą gdy za podszeptem szatana sprzeniewierzyli się Bogu, zgrzeszyli nieposłuszeństwem i pychą, chcąc być na równi z Bogiem.&lt;br /&gt;Ten szczególny poranek dziejów ludzkości minął. Nad ziemią, którą zamieszkiwały następne pokolenia, zaciążył wyrok ogłoszony Adamowi: „Przeklęta niech będzie ziemia z tego powodu; w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła” (Rdz 3, 17-18). Trzeci rozdział Księgi Rodzaju kończy się następującą informacją: „Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza,&lt;br /&gt;aby strzec drogi do drzewa życia” (3, 24).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wielka nędza i wielkie miłosierdzie”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam i Ewa nie wyszli z raju potworami – wyszli jako stworzenia rozumne i wolne. Pan Bóg odebrał im radość z przebywania z Nim na co dzień „twarzą w twarz” – to było darem, łaską ale nie odebrał im człowieczeństwa. Gorzko&lt;br /&gt;przeżywali następstwa swego buntu, ale dowiedzieli się z ust Bożych, że nadal są kochani. Bóg dał im nawet ogólne zarysy swojego zbawczego planu.&lt;br /&gt;Najwybitniejszy po Szekspirze poeta nowożytnej Anglii, John Milton (zm. 1674), porwał się na odtworzenie sceny przekraczania przez Adama i Ewę granicy „ogrodu rozkoszy”, czego już Biblia nam nie podaje. Swój poemat kończy słowami: "Uronili trochę łez, lecz wprędce je otarli. Cały świat stał przed nimi otworem. Mogli w nim wybierać miejsce swego pobytu, a&lt;br /&gt;Opatrzność za przewodnika. Tak więc dłoń w dłoni, powolnym krokiem pielgrzymów, rozpoczęli z raju samotną wędrówkę” (Paradise Lost, Book XII). Jakie uczucia nurtowały ich serca i umysły? Chyba jeszcze lepiej niż Milton odgadł je św. Augustyn w V (piątym) wieku: „I pozostała wielka nędza i wielkie miłosierdzie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próby zbawienia ludzkości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po buncie pierwszych rodziców przeciwko Bogu w duszach ludzkich pokutuje jeszcze chęć do postawienia na swoim, bez pomocy Boga. Wielu odrzuca plan zbawienia, który w pełni objawił Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16-17). Nie wszyscy wierzą w Chrystusowi. Odrzucają zbawienie na Jego warunkach – przez wyznanie grzechu i pokutę. I tak na przestrzeni wieków pojawiły się różne systemy religijne, filozoficzne, społeczne i polityczne, które zaproponowały ludzkości wielorakie metody&lt;br /&gt;zbawienia człowieka.&lt;br /&gt;Ostatnia próbą zbawienia ludzkości był system komunistyczny. Uznał on religię za przeszkodę w realizowaniu pełnego szczęścia ludzkiego. Odrzucił więc Boga, zaprzeczył nawet Jego istnieniu. Ulegając obsesji raju ziemskiego, obiecywał stworzyć idealne, rajskie warunki bytowania na ziemi: chleb i pracę dla wszystkich, równość i braterstwo, a przede wszystkim&lt;br /&gt;wolność od Boga, wyzwolenie z alienacji. Wyznawcy komunizmu wierzyli, że odrzucenie Boga przywróci człowiekowi godność pana i władcy tej ziemi. Ideowi komuniści mieli najlepsze intencje, kierowali się nieraz bardzo szlachetnymi pobudkami, osiągali czasem doskonałe wyniki, ale podobno jak przy budowie wieży Babel – siły twórcze rozpraszały się, bo nie budowali według planów i zasad najwyższego Architekta. A „jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” – mówi Psalmista (Ps 127, 1).&lt;br /&gt;Po siedemdziesięciu latach budowania raju na ziemi ludzie, którym komuniści starali się dogodzić, odwrócili się od ich dokonań i powiedzieli: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. W krajach pokomunistycznych religia odżywa z żywiołową siłą.&lt;br /&gt;Ernst Bloch, zbuntowany marksista niemiecki, przytaczając powiedzenie mędrca: „Łatwiej człowieka zbawić aniżeli go nakarmić chlebem”, stwierdził: „Człowieka łatwiej nakarmić chlebem aniżeli go zbawić”. Wszyscy zbawiciele, którzy usiłują bez Boga i poza Bogiem uszczęśliwić ludzkość, karmiąc ją wiedzą, techniką, sztuką i osiągnięciami kulturalnymi, prędzej czy później dochodzą do przekonania, że dusza ludzka nie tęskni do takiego szczęścia, że żadne dzieło człowieka wewnętrznie rozdartego nikogo nie nasyca, że ludzkość po wielu manipulacjach przywódców i błądzeniu po manowcach zatrzyma się przy tej propozycji, która uszanuje godność wolnego i rozumnego stworzenia, jego prawa i prawdę o sprawiedliwym i miłosiernym&lt;br /&gt;Stwórcy.&lt;br /&gt;Włoski kaznodzieja z siedemnastego wieku przyrównał arenę naszego świata do targowiska „wypełnionego krzykiem kupców i zachwalaniem różnych towarów nazywanych jednak zawsze zbawieniem”. Radził więc kupującym, aby dobrze&lt;br /&gt;zbadali każdy towar, zanim zdecydują się go nabyć i „wnieść do domu swoich myśli, uczuć i działania”.&lt;br /&gt;Dziś na tym targowisku pod etykietą „zbawienie” sprzedaje się ludziom pogański humanizm, socjalizm, tu i ówdzie jeszcze komunizm. Prawdą pozostaje zawsze to, co powiedział św. Piotr przed najwyższą Radą żydowską w Jerozolimie: Jezus Chrystus „jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgla. I nie ma w żadnym innym&lt;br /&gt;zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 11-12).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święci naszymi przewodnikami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół katolicki głosi ludzkości dzieło zbawienia, jakiego dokonał Chrystus przez krzyż i zmartwychwstanie swoje. Droga zbawienia jest drogą krzyża, czyli samozaparcia i wyrzeczenia się grzesznych pożądliwości. Wyzwolenie z grzechów nie jest jednak łatwe. Wie o tym rozpustnik, pijak, narkoman, kłamczuch, wie o tym oszust, pyszałek, zazdrośnik, złodziej… Innej drogi nie ma. Jest tylko droga przez krzyż. Wskazuje nam ją Ewangelia, a obierają ją święci, którzy po wyzwoleniu z grzechu swoje&lt;br /&gt;życie wypełniają prawdą, sprawiedliwością i pokojem. W dniu Wszystkich Świętych ogarniamy pamięcią ich wszystkich. Nie tylko tych, których imiona zapisane są w kalendarzu kościelnym. Wspominamy także tych, których imion nie znamy, na których może nikt za życia nie zwrócił uwagi, a także tych,&lt;br /&gt;którzy nigdy nie starali się o rozgłos, a jednak ich imiona zostały zapisane w księdze życia. Są teraz u Boga - królowie i żebracy, ojcowie i matki, bogaci i biedni, młodzi i starzy. Wszyscy zjednoczeni w wiecznej szczęśliwości przebywają w domu Ojca niebieskiego. Wśród nich króluje Chrystus jako korona wszystkich świętych. On był Drogą, którą szli i Prawdą, którą naśladowali, a teraz jest ich Życiem. Zostali przez Boga wyniesieni na wyżyny majestatu. W nich wypełniło się słowo Pana: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce, a gdy odejdę i przygotuję wam miejsce przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14,2-3).&lt;br /&gt;A teraz zjednoczmy się na modlitwie za zmarłych.&lt;br /&gt;Boże, Ty nam nakazałeś miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, także tych, których śmierć zabrała z tej ziemi. Wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy zjednoczymy się z Tobą w jednej wierze i miłości. Dopomóż nam, miłosierny Boże, zawsze dążyć ku temu zjednoczeniu, z miłością pomagając naszym żyjącym braciom i siostrom radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługami płynącymi z naszych dobrych uczynków. Racz przyjąć tę modlitwę, a przez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Zbawiciela i Odkupiciela, zmiłuj się nad duszami zatrzymanymi w czyśćcu, które muszą odpokutować za swoje grzechy, zanim wejdą do Twojej chwały. Ześlij im Ducha Twego, Pocieszyciela, aby je oświecił światłem i Twoją łaską oraz umacniał w nadziei Twego Miłosierdzia. Racz je wprowadzić do Królestwa Twojej chwały za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Twoich świętych, jak również przez modlitwy Twego świętego Kościoła i nas wszystkich, niegodnych sług Twoich, którzy błagamy dla nich o Twe zmiłowanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-329404233197094827?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/329404233197094827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/powrot-do-raju-uroczystosc-wszystkich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/329404233197094827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/329404233197094827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/powrot-do-raju-uroczystosc-wszystkich.html' title='POWRÓT DO RAJU (Uroczystość Wszystkich Świętych) - pogadanka z 30.10.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-1084747409592615051</id><published>2012-01-02T10:34:00.000-08:00</published><updated>2012-01-02T12:27:54.095-08:00</updated><title type='text'>OJCIEC JUSTYN FIGAS (52-ga rocznica śmierci)  - pogadanka z 23.10.2011 r.</title><content type='html'>O. Marcel Sokalski: W swojej historii Polonia północnoamerykańska miała i ma wiele wspaniałych postaci, które mogą być naszą dumą i radością. Wychodząc z rodzin, w których wiarę katolicką i polski patriotyzm łączono z ofiarnością i zaangażowaniem w życie nowego kraju, ci przewodnicy wspólnoty polskiej wyrastali na wielkich obywateli, jak również świetlanych synów Kościoła katolickiego. Wielu ich było i myślę, że w jeszcze niejednym naszym programie usłyszycie o nich. Dziś jednak, z racji 52 rocznicy śmierci Ojca Justyna Figasa pragnę zaprosić Was, którzy słuchacie Godziny&lt;br /&gt;Różańcowej od lat do przypomnienia sobie, a tych, którzy stali się słuchaczami od niedawna do poznania założyciela naszego programu, duchowego Ojca Polonii i jej wielkiego syna, którym jest franciszkanin – Ojciec Justyn Figas.&lt;br /&gt;Od roku 1997, z inicjatywy Rycerzy Kolumba z Rady noszącej jego imię rozpoczęły się starania o uznanie go Sługą Bożym, co jest pierwszym stopniem w ewentualnej beatyfikacji i kanonizacji. Staranie o wyniesienie Ojca Justyna na ołtarze ma doprowadzić nie do oddalenia go od nas, ale jeszcze większego zbliżenia, przypomnienia, że wyrósł spośród nas do Bożej miary świętości.&lt;br /&gt;Dzisiaj zapraszam na pogadankę Księdza Józefa Średzińskiego, który przez dziesięć lat był proboszczem rodzinnej parafii Ojca Justyna w Everson, PA. Przypomni on nam postać Ojca Justyna Figasa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Józef Średziński (6/21/98): Uważam sobie za wielki i niezasłużony honor, że mogę wystąpić przed mikrofonem słynnej „Godziny Różańcowej O. Justyna”. Powołano zaś mnie do przemówienia dlatego, że jej założyciel i pierwszy dyrektor Ojciec Justyn Figas pochodził z parafii św. Józefa, Opiekuna Najświętszej Rodziny w Everson, PA, w której Opatrzność Boża powierzyła mi sprawowanie obowiązków proboszcza. […] Ile razy bowiem mówimy o ojcu ziemskim, fizycznym czy duchownym, dobrze wrócić do źródła wszelkiego bytu i oddać hołd Bogu, Ojcu wszystkich ludzi, słowami Apostoła św. Pawła: „Zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3,14-15) czyli wszelkie ojcostwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszelkie ojcostwo od Boga pochodzi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę, że Bóg jest Ojcem, a my Jego dziećmi, wybrany naród żydowski pojmował stopniowo. W cudownym hymnie Tobiasza czytamy: „Wynoście Go pochwałami przed wszystkim, co żyje, [...] On sam Ojcem naszym” (Tb 13,4).&lt;br /&gt;W miarę jak religia stawała się bardziej osobista, Psalmy i Księga Mądrości ujawniały ojcowską czułość, którą Bóg otacza człowieka sprawiedliwego. Dotyczyło to jednak jednego ludu. Chrystus rozszerzył horyzonty i odniósł tę czułość do wszystkich narodów, do ludzi wszystkich czasów. To było celem Jego misji – objawić Ojca. W przeddzień swej ofiarniczej śmierci na krzyżu, we Wieczerniku, powiedział w modlitwie arcykapłańskiej: „Objawiłem Twoje imię” (J 17,26).&lt;br /&gt;Jakie było to imię i w jakich okolicznościach je objawił? Pewnego dnia Apostołowie z głębokim wzruszeniem a może nawet z pewną zazdrością obserwowali jak ich Mistrz się modlił. Trwał w wielkim skupieniu i w wielkiej gorącości ducha.&lt;br /&gt;Czuli, że odsłania się przed nimi nieznany świat, że nagle znaleźli się w obecności żywego Boga. Prosili więc: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). Chrystus zaspokoił nie tylko ich pragienie, ale pragnienie wszystkich ludzi aż do końca świata. Rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie»” (Mt 6,9).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy mówimy „Ojcze nasz…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlitwę tę nazywamy „Modlitwą Pańską” albo modlitwą „Ojcze nasz”. A nazywamy ją nie tylko dlatego, że zaczyna się tymi słowami, lecz dlatego, że obejmuje ona sprawy Boga i niedole grzesznika. Modlić się umiemy tylko&lt;br /&gt;wtenczas, gdy odważamy się mówić do Boga jak dziecko. Człowiek zarozumiały, pyszny nie potrafi się modlić, bo nie czuje swojej zależności od Boga, sądzi, że wszystko sobie zawdzięcza. Człowiek pokorny prosi Boga o wszystko jak dziecko, świadom, że Bóg jest jego Ojcem, że wszystko, czym jest i co posiada teraz i w przyszłości, od Niego, od Ojca otrzymuje.&lt;br /&gt;Modlitwa Pańska jest streszczeniem całej naszej religii, całej Ewangelii, powiedział Tertulian, jeden z Ojców rodzącego się Kościoła. Z relacji, że Bóg jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi wynika, że my, ludzie wszystkich ras, narodów i języków, jesteśmy dla siebie braćmi. Ale nie stajemy się automatycznie dziećmi Boga, z samej natury, przez urodzenie, lecz przez łaskę. Bóg nie zmusza nikogo do miłowania Go. Przez łaskę stajemy się „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4). Nie znaczy to jednak, że nasze dziecięctwo Boże jest tylko nazwą, jest ono rzeczywistością. „Patrzcie,&lt;br /&gt;jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1) – woła św. Jan Apostoł. Zaś św. Paweł mówi do Rzymian: „Otrzymaliście ducha przybrania za synów w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze»” (8,15). Aramejskie słowo „Abba” pełne czułości, tkliwości oznacza zdrobniałe „Tatusiu!” Ojciec ziemski jest odblaskiem mocy i dobroci Bożej. Pan Jezus budząc w nas ufność i wiarę w dobroć Ojca, mówi:&lt;br /&gt;„Proście, a będzie wam dane...Bo każdy, kto prosi, otrzymuje […]. Gdy kogo z was syn prosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo, gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dobre dary dawać swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy Go proszą” (Mt 7,7-11).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Justyn Figas – Ojciec Polonii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok ojcostwa fizycznego istnieje jeszcze ojcostwo duchowe. Pan Jezus powierzył je Apostołom i ich następcom – biskupom i kapłanom. Jednym z nich jest właśnie O. Justyn Figas zwany za życia „Ojcem Polonii”. Był on rzeczywiście ojcem dla wszystkich, zwłaszcza dla biednych, nieszczęśliwych i sierot.&lt;br /&gt;O. Justyn Figas urodził się dnia 24 czerwca 1886 roku w McClure, PA. Dziś mała ta górnicza osada nosi nazwę Everson. Na chrzcie dano mu imię Michał. Ojciec, emigrant, utrzymywał rodzinę z ciężkiej pracy w kopalni węgla, podobnie jak wielu innych polskich i słowackich emigrantów. W czwartym roku życia Michał został dotknięty paraliżem dziecięcym. Ojciec jego, widząc, że chłopiec nie powraca do zdrowia, ofiarował go Matce Boskiej Częstochowskiej.&lt;br /&gt;Złożył jednocześnie przyrzeczenie, że jak syn wyzdrowieje, uczyni wszystko, aby został kapłanem. Świadomość tego faktu i to, że w siódmym roku życia Michał odzyskał zdrowie, miało niezwykły wpływ na życie późniejszego Ojca&lt;br /&gt;Justyna. Żywił on wielkie nabożeństwo do Matki Bożej, a jej częstochowski obraz był zawsze w jego celi zakonnej.&lt;br /&gt;Podczas podróży do Polski nigdy nie ominął Jasnej Góry, gdzie za każdym razem odprawiał Mszę świętą w kaplicy Cudownego Obrazu.&lt;br /&gt;Od czwartego roku życia Michał chodził cztery mile co niedziela ze swoimi rodzicami do kościoła, a od szóstego roku do szkoły parafialnej prowadzonej najpierw przez nauczycieli świeckich, a od 1898 roku przez siostry Nazaretanki. W 10 roku zmarła jego matka. Odtąd Michał, jako najstarszy z rodzeństwa, zajmował się uprawą małej działki przy domu, a w 11 roku życia rozpoczął prace w kopalni węgla. Nie zaniedbał jednak nauki. Pilnie się kształcił w literaturze polskiejnczytając pisma Adama Mickiewicza, Henryka Sienkiewicza, a później Bolesława Prusa i Władysława Reymonta. Duch jego był na wskroś przeniknięty miłością do narodu polskiego i Polski, kraju swych przodków. Czerpał obficie z bogactwa dwóch kultur – polskiej i amerykańskiej.&lt;br /&gt;Jako młodzieńca niezwykle zdolnego w 14 roku życia wysłano najpierw do Gimnazjum św. Franciszka i na naukę filozofii w Trenton, N.J., a potem, po wstąpieniu do nowicjatu OO. Franciszkanów, na studia teologiczne do Rzymu, gdzie uzyskał doktorat z teologii i został wyświęcony na kapłana. Po powrocie z Rzymu piastował w prowincji różne funkcje, między innymi sekretarza prowincji, u boku ówczesnego prowincjała i zarazem twórcy polskiej prowincji franciszkańskiej, Ojca Jacka Fudzińskiego. Sam też piastował urząd prowincjała przez jakiś czas. Ze wszystkich osiągnięć O. Justyna największym było założenie i zorganizowanie sieci radiowej w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie pod nazwą Godzina Różańcowa. Głos jego docierał również do jego rodzinnego miasteczka Everson, z czego jego rodzina i mieszkańcy byli niezwykle dumni. Po śmierci wielkiego kaznodziei 23 października 1959 r. jego imieniem nazwano Godzinę Różańcową. Z najbliższej rodziny pozostała jeszcze przy życiu najmłodsza siostra O. Justyna, Stella, licząca 93 lata. Ale wszyscy mieszkańcy jego rodzinnej miejscowości dobrze wiedzą kim był O. Justyn i wraz z Ojcami Franciszkanami modlą się o jego beatyfikację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W okresie Milenium Polski Chrześcijańskiej, gdy dokonywano podsumowania dorobku duchowego Polaków w Kraju i poza jego granicami, Ojciec Justyn Figas wszedł do grona współtwórców tego dorobku. Wtedy padło o nim następujące określenie: „Najpopularniejszy kapłan polsko-amerykański pierwszej połowy 20-go wieku; mądry socjolog, wytrawny psycholog o ojcowskim sercu, przyjaciel cierpiącego człowieka […] pokorny, lecz zdecydowany, wyrozumiały lecz twardy, otwarty, sprawiedliwy, kochający szczerze duszę swego narodu.” Zakończę stwierdzeniem, że do Ojca Justyna&lt;br /&gt;najbardziej pasuje słowo „Ojciec” – Ojciec o sercu otwartym dla każdego, człowiek o duszy dziecięcej, który wszystkimi siłami starał się, by imię Boga było znane i czczone.&lt;br /&gt;Módlmy się dzisiaj do Boga przez wstawiennictwo Ojca Justyna:&lt;br /&gt;Ojcze Justynie – przez swoje wstawiennictwo u Boga wspomagaj wszystkich, którzy starają się ewangelizować współczesny świat, tak aby ludzie na całym świecie coraz doskonalej poznawali Ojca Niebieskiego i Jego wolę, i miłowali&lt;br /&gt;Go coraz goręcej. Ojcze Justynie – prosimy Cię także o wstawiennictwo w tych wszystkich sprawach, które zostały nam polecone podczas tegorocznej nowenny na Dzień Ojców. Szczególnie prosimy o duchowe dary dla wszystkich ojców Polonii, aby naśladowali Twój wzór, a zmarłym aby zaświtał blaskiem zmartwychwstania Chrystus, który żyje na wieki. Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-1084747409592615051?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/1084747409592615051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/ojciec-justyn-figas-52-ga-rocznica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1084747409592615051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1084747409592615051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/ojciec-justyn-figas-52-ga-rocznica.html' title='OJCIEC JUSTYN FIGAS (52-ga rocznica śmierci)  - pogadanka z 23.10.2011 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-6617516233038776607</id><published>2012-01-02T10:32:00.000-08:00</published><updated>2012-01-02T12:32:43.527-08:00</updated><title type='text'>DZIEŃ PAPIESKI - Bł. Jan Paweł II - pogadanka z 16.10.2011 r.</title><content type='html'>O. Marcel Sokalski: Corocznie od roku 2001, w niedzielę poprzedzającą 16 października, w rocznicę wyboru Kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową w Polskim Kościele, organizowany jest „Dzień Papieski”.&lt;br /&gt;Jest to szczególna forma wdzięczności Janowi Pawłowi II za katechezę jego życia i nauczania, za chrześcijańską miłość, odwagę, pokorę i mądrość, którymi dzielił się z ludźmi.&lt;br /&gt;Zapraszam Was na homilię bł. Jana Pawła II, wygłoszoną podczas apostolskiej pielgrzymki do Polski w sierpnia 2002 roku na Błoniach krakowskich. Myślą przewodnią homilii jest to, abyśmy byli świadkami miłosierdzia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bł. Jan Paweł II: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;«To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem» (J 15, 12).&lt;br /&gt;Drodzy Bracia i Siostry! Te słowa Pana Jezusa, […] wpisują się w szczególny sposób w temat […] «Bóg bogaty w miłosierdzie». To hasło jest niejako streszczeniem całej prawdy o tej miłości Boga do człowieka, która przyniosła ludzkości odkupienie. «Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia» (Ef 2, 4-5). Pełnia tej miłości objawiła się w ofierze Krzyża. Nikt&lt;br /&gt;bowiem «nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich» (J 15, 13). Taka jest miara miłosiernej miłości! Taka jest miara miłosierdzia Bożego!&lt;br /&gt;Kiedy uświadamiamy sobie tę prawdę, zdajemy sobie sprawę, iż Chrystusowe wezwanie do miłości wzajemnej na wzór Jego miłości wyznacza nam wszystkim tę samą miarę. Doznajemy niejako przynaglenia, abyśmy korzystając z daru miłosiernej miłości Boga, sami z dnia na dzień oddawali życie, czyniąc miłosierdzie wobec braci. Uświadamiamy sobie, że Bóg, okazując nam miłosierdzie, oczekuje, że będziemy świadkami miłosierdzia w dzisiejszym świecie.&lt;br /&gt;Wezwanie do dawania świadectwa miłosierdziu brzmi szczególnie wymownie tu, w umiłowanym Krakowie, nad którym góruje sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach […]. Tu to wezwanie brzmi znajomo, bo odwołuje się do wielowiekowej tradycji tego miasta, której szczególnym znamieniem była zawsze gotowość do niesienia pomocy potrzebującym. Nie można zapomnieć, że z tej tradycji wyrosło wielu świętych, błogosławionych – kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych świeckich – którzy poświęcili swe życie posłudze miłosierdzia. Od biskupa Stanisława, Królowej&lt;br /&gt;Jadwigi Wawelskiej, Jana Kantego, Piotra Skargi SJ, aż do Brata Alberta, Anieli Salawy i kardynała Sapiehy kolejne pokolenia wiernych mieszkańców tego miasta podejmowały dziedzictwo miłosierdzia. Dziś to dziedzictwo zostało przekazane w nasze ręce i nie może pójść w zapomnienie […].&lt;br /&gt;Pozdrawiam. W myślach przemierzam ten świetlisty szlak, na którym św. Faustyna Kowalska przygotowywała się do przyjęcia orędzia o miłosierdziu – szlak od Łodzi i Warszawy, przez Płock, Wilno, po Kraków – wspominając również tych, którzy na tym szlaku służyli św. Faustynie pomocą.&lt;br /&gt;[…] Sercem obejmuję wszystkich moich rodaków, szczególnie dotkniętych cierpieniem i chorobą. O mej duchowej bliskości i o stałym towarzyszeniu w modlitwie pragnę zapewnić wszystkich doświadczonych wielorakimi trudnościami, zwłaszcza bezrobotnych, bezdomnych, ludzi w podeszłym wieku, ludzi samotnych, rodziny wielodzietne. Pozdrowieniem obejmuję naszych rodaków rozsianych po całym świecie […].&lt;br /&gt;Kościół od początku swego istnienia, odwołując się do tajemnicy Krzyża i zmartwychwstania, naucza o Bożym miłosierdziu, które jest rękojmią nadziei i źródłem zbawienia człowieka. Wydaje się jednak, że dzisiaj jest szczególnie wezwany, by głosić światu to orędzie. Nie może zaniechać tej misji, skoro wzywa go do tego sam Bóg przez świadectwo św. Faustyny.&lt;br /&gt;A wybrał Bóg do tego nasze czasy. Może dlatego, że wiek XX, mimo niewątpliwych osiągnięć w wielu dziedzinach, naznaczony był w szczególny sposób «misterium nieprawości». Z tym dziedzictwem dobra, ale też i zła weszliśmy w nowe tysiąclecie. Przed ludzkością jawią się nowe perspektywy rozwoju, a równocześnie nowe zagrożenia. Człowiek nierzadko żyje tak, jak gdyby Boga nie było. Uzurpuje sobie prawo Stwórcy do ingerowania w tajemnicę życia ludzkiego. Usiłuje decydować o&lt;br /&gt;jego zaistnieniu, wyznaczać jego kształt przez manipulacje genetyczne i w końcu określać granicę śmierci. Odrzucając Boże prawa i zasady moralne, otwarcie występuje się przeciw rodzinie. Na wiele sposobów usiłuje się zagłuszyć głos Boga w ludzkich sercach, a Jego samego uczynić «wielkim nieobecnym» w kulturze i społecznej świadomości narodów. […]&lt;br /&gt;«Tajemnica nieprawości» wciąż wpisuje się w rzeczywistość świata, w którym żyjemy.&lt;br /&gt;Doświadczając tej tajemnicy, człowiek przeżywa lęk przed przyszłością, przed pustką, przed cierpieniem, przed unicestwieniem. Może właśnie dlatego przez świadectwo skromnej zakonnicy z Łagiewnik Chrystus niejako wchodzi w nasze czasy, ażeby wyraźnie wskazać na to źródło ukojenia i nadziei, jakie jest w odwiecznym miłosierdziu Boga.&lt;br /&gt;Trzeba, ażeby Jego orędzie o miłosiernej miłości zabrzmiało z nową mocą. Świat potrzebuje tej miłości. Nadszedł czas, żeby Chrystusowe przesłanie dotarło do wszystkich, zwłaszcza do tych, których człowieczeństwo i godność zdają się zatracać w mysterium iniquitatis. Nadszedł czas, aby orędzie o Bożym miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji — cywilizacji miłości […].&lt;br /&gt;To orędzie Kościół pragnie niestrudzenie głosić nie tylko żarliwym słowem, ale także gorliwą praktyką miłosierdzia. Dlatego też nieustannie wskazuje na przykłady tych, którzy w imię miłości Boga i człowieka «szli i owoc przynosili». Dziś dołącza do nich czworo nowych błogosławionych. Różne były czasy, w których żyli, różne były ich osobiste dzieje. Jednak jednoczy ich ten szczególny rys świętości, jakim jest oddanie sprawie miłosierdzia.&lt;br /&gt;Bł. Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup warszawski w trudnym czasie niewoli narodowej, wytrwale wzywał do ofiarności na rzecz ubogich, do otwierania instytucji wychowawczych i zakładów dobroczynnych. […] Po upadku powstania styczniowego, wiedziony miłosierdziem wobec braci, otwarcie wystąpił w obronie prześladowanych. Ceną za tę wierność miłości było zesłanie w głąb Rosji, które trwało dwadzieścia lat.&lt;br /&gt;Oto przykład duszpasterskiej posługi, który dziś w sposób szczególny pragnę powierzyć moim braciom w biskupstwie. Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliński patronuje waszym wysiłkom mającym na celu tworzenie i realizację duszpasterskiego programu miłosierdzia. Ten program niech kształtuje wasze zaangażowanie w życie Kościoła, a także w życie społeczne, polityczne na arenie narodowej, europejskiej i światowej.&lt;br /&gt;[…] Pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło bł. Jana Beyzyma – jezuitę, wielkiego misjonarza — na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. […]&lt;br /&gt;Cieszę się, że duch solidarności w miłosierdziu wciąż panuje w polskim Kościele, czego dowodem jest wiele dzieł pomocy społecznościom dotkniętym przez klęski żywiołowe w różnych regionach świata […].&lt;br /&gt;W duchu miłosierdzia wspierajcie nieustannie misjonarzy pomocą i modlitwą.&lt;br /&gt;Służbą miłosierdziu było również życie bł. Jana Balickiego. Jako kapłan miał zawsze otwarte serce dla wszystkich potrzebujących. Jego posługa miłosierdzia przejawiała się w niesieniu pomocy chorym i ubogim, ale szczególnie mocno wyraziła się przez posługę w konfesjonale. Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski.&lt;br /&gt;[…] Wspominając o tym, zwracam się do kapłanów i seminarzystów: proszę was, nie zapominajcie, że na was, szafarzach Bożego miłosierdzia, spoczywa wielka odpowiedzialność,&lt;br /&gt;Dzieło miłosierdzia wyznaczało również drogę powołania zakonnego bł. Sancji Janiny Szymkowiak, serafitki. […] Już z domu rodzinnego wyniosła gorącą miłość do Najświętszego Serca Jezusowego i w tym duchu była pełna dobroci dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących.&lt;br /&gt;Pozdrawiając Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej – serafitek, zwracam się do wszystkich sióstr zakonnych i osób konsekrowanych: niech bł. Sancja będzie wam przykładem, patronką. Przyjmijcie na swój sposób jej duchowy testament, który zawarła w jednym prostym zdaniu: «Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe».&lt;br /&gt;Bracia i siostry! Wpatrując się w postaci tych błogosławionych, pragnę przypomnieć raz jeszcze słowa, które napisałem w encyklice o Bożym miłosierdziu: «Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich» (n. 14). Obyśmy na tej drodze odkrywali coraz pełniej tajemnicę miłosierdzia Bożego i żyli nią na co dzień! […].&lt;br /&gt;Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba «wyobraźni miłosierdzia», aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo czy materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. […]. Potrzeba tej wyobraźni miłosierdzia wszędzie tam,&lt;br /&gt;gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj». Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! […]. «Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią» (Mt 5, 7).&lt;br /&gt;[…].&lt;br /&gt;Podczas mej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w r. 1979 tu, na tych Błoniach mówiłem, że «gdy jesteśmy mocni Duchem Boga, jesteśmy także mocni wiarą w człowieka — wiarą, nadzieją i miłością: są one nierozerwalne i jesteśmy gotowi świadczyć sprawie człowieka wobec każdego, któremu ta sprawa prawdziwie leży na sercu». […]. Dlatego też prosiłem was wówczas, «abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest ‘największa’, która się wyraziła przez krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu» […].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dziękuję Wam za cierpliwość.&lt;br /&gt;O. Marcel: W sobotę, 22 października przypada pierwsze liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II. Jest ono obowiązkowe w diecezji rzymskiej oraz w całej Polsce.&lt;br /&gt;Boże, bogaty w miłosierdzie, z Twojej woli błogosławiony Jan Paweł II, papież, kierował całym Kościołem, spraw, prosimy, abyśmy dzięki jego nauczaniu z ufnością otworzyli nasze serca na działanie zbawczej łaski Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-6617516233038776607?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/6617516233038776607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/dzien-papieski-b-jan-pawe-ii-pogadanka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6617516233038776607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6617516233038776607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/dzien-papieski-b-jan-pawe-ii-pogadanka.html' title='DZIEŃ PAPIESKI - Bł. Jan Paweł II - pogadanka z 16.10.2011 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-2663211883522495268</id><published>2012-01-02T10:31:00.000-08:00</published><updated>2012-01-02T12:39:08.689-08:00</updated><title type='text'>MOJA SOLIDARNOŚĆ Z CIERPIĄCYM CZŁOWIEKIEM - podanaka z 9.10.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>O. Marcel Sokalski: Niektóre wydarzenia z życia człowieka domagają się odkrycia poprzez nadanie im głębszego sensu.&lt;br /&gt;Do takich niewątpliwie należy konkretny świat ludzkiego cierpienia. Czym jest cierpienie? Pozbawienie dobra do którego człowiek ma prawo (por. SD 7). Cierpiący jest osobą, która z różnych przyczyn utraciła dobro, które jej się należało. Przeżywanie straty jest typowe dla&lt;br /&gt;człowieka. Tylko w przypadku człowieka możemy mówić o cierpieniu. Nie można powiedzieć, że zwierzęta cierpią. One jedynie doświadczają bólu. Przykład: utrata bliskiej osoby jest dla rodziny ciężkim przeżyciem, naznaczonym cierpieniem. Utrata zwierzęcia nie jest przeżyciem dla pozostałych osobników, nawet sami są czasami w stanie pozbawić się życia i żadne z nich nie płacze z tego tytułu (chyba, że w kreskówkach). A więc cierpienie dotyka jedynie człowieka, dotyka wszystkich jego sfer, może mieć bardzo dużo powodów i może bardzo długo trwać.&lt;br /&gt;Jak powinno wyglądać moje spotkanie z osobą, która została pozbawiona jakiegoś dobra i boleśnie to przeżywa?&lt;br /&gt;Współczesne nauki, zwłaszcza psychologia, zachęcają, aby w kontaktach z cierpiącymi, nie uciekać od tego tematu, ale pomagać tym ludziom jakby powtórnie przeżyć ich sytuację, słuchać, pozwolić, żeby się wypowiedzieli, pytać o uczucia. W przypadku cierpienia nie wystarczy być blisko fizycznie, trzeba również być blisko problemu, który dotknął tego człowieka.&lt;br /&gt;Czasami, ośmielę się również powiedzieć zawsze - w kontaktach z cierpiącymi - mamy poczucie kompletnej bezradności, niemocy. Nie wiemy, jak pomóc, interweniować w takich potrzebach. Nie zawsze przy okazywaniu pomocy należy być aktywnym w sensie coś robić, działać. W tym przypadku wszystko, co można zrobić, co jest potrzebą cierpiącej, to zwyczajnie dopuścić ją do głosu i razem przeżywać.&lt;br /&gt;Płakać z płaczącymi, śmiać się ze śmiejącymi. Tu mamy do czynienia z tak zwaną empatią - zdolnością wczucia się w sytuację drugiego. Posługując się językiem wiary, tę predyspozycję określimy mianem miłosierdzia - które w przełożeniu znaczy tyle, co wejść w cudzą skórę.&lt;br /&gt;Łatwe do zrozumienia, ale tak trudne do zrobienia. Przykładem podejścia do cierpiących, chorych był Chrystus. Może w tym momencie mamy przed oczami jakieś Jego spotkanie z osobą cierpiącą. Dla każdej sytuacji, kluczowy był jeden zwrot, który demaskował stan duchowy Jezusa. Na widok cierpienia, był zdjęty litością, przejęty do głębi serca. Uszczęśliwiał, bo zauważał człowieka i jego życiową sytuację.&lt;br /&gt;Być zdjętym litością, przejętym do głębi serca. Dla jednego będzie to talent, a dla drugiego zwyczajne pragnienie bycia nie tylko z człowiekiem, ale także z jego cierpieniem. Chodzi o bycie milczące, cierpliwe, uczuciowe.&lt;br /&gt;Nie dysponujemy mocą uzdrawiającą, jak Chrystus, ale dysponujemy wiarą, która podpowiada nam, jak w danej sytuacji doprowadzić cierpiącego do Chrystusa; może zaproponować modlitwę o uzdrowienie, przeczytać fragment z Pisma św., który wleje nadzieje w serce; niekoniecznie od razu mówić o spełnieniu woli Bożej. Człowiekowi trzeba pozwolić dojrzewać w nowej rzeczywistości. Nie każdy temat nadaje się na pierwsze spotkanie. Potrzeba ogromnego wyczucia, miłosierdzia.&lt;br /&gt;Życzę, sobie i Wam, dojrzałych spotkań z cierpiącymi. Aby rozwinąć ten temat zapraszam Was na archiwalną pogadankę Ojca Korneliana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (9/18/83): Witam Was Drodzy Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ludzie są bardzo zróżnicowani. Ludzie mają niepowtarzalne cechy indywidualne. Każdy z nich jest dla siebie swoim światem.&lt;br /&gt;Szukając jednak spraw wspólnych na pierwszym miejscu wymieniamy cierpienie. Wszyscy ludzie w swoim życiu cierpią. Od chwili urodzenia, gdy wychodząc z łona matki reagują na pierwsze zetknięcie ze światem bolesnym krzykiem. Cierpienia zadaje im los, inni ludzie, sami sobie… Cierpienie jest najpowszechniejszym zjawiskiem życia. Co więcej, jest ono koniecznością rozwoju… Dla wielu filozofów życia cierpienie jest podstawowym składnikiem. ‘Ludzie rodzą się, cierpią i umierają’ – tak we wschodniej bajce mędrcy streścili istotę życia ludzkiego dla swojego króla, który na łożu śmierci jeszcze chciał poznać cel i sens swojej egzystencji”. Tymi słowy rozpoczyna swoją książkę o „Sprawach ludzkich” znany polski socjolog, profesor Jan Szczepański, wskazując na najpowszechniejszą, najbardziej podstawową płaszczyznę naszej ogólnoludzkiej solidarności – na cierpienie. (Jan Szczepański: Sprawy ludzkie. Warszawa 1978 s. 9).&lt;br /&gt;Istotnie żyjemy w świecie, gdzie panuje cierpienie i śmierć. Prawdziwiej – gdzie człowiek cierpi i umiera. Każdy człowiek. Dlatego równie dobrze przystaje do człowieka określenie „homo sapiens” – „istota rozumna” jak i „homo patiens” – „istota cierpiąca”.&lt;br /&gt;Można jednak mówić o innej jeszcze solidarności. Bardziej osobistej. Przez to bardziej ludzkiej. Święty Paweł – na podstawie własnego doświadczenia – tak ją formułuje, zalecając pierwszym chrześcijanom: „jedni drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusa” (Ga 6, 2).&lt;br /&gt;Z „problemem cierpienia” spotykamy się przy czytaniu niejednej książki. Próbują one wielostronnie analizować cierpienie: od opisu bólu fizjologicznego i jego analiz psychologicznych aż do rozważań problemów moralnych, jakie rodzą się z cierpienia. Bardzo to&lt;br /&gt;pożyteczne książki. W życiu jednak mamy do czynienia z żywym cierpiącym człowiekiem, nie z problemem. I dlatego za temat dzisiejszej pogadanki obrałem: „Moja solidarność z cierpiącym człowiekiem”.&lt;br /&gt;Brak skutecznej recepty na cierpienie. Słowa są bezsilne.&lt;br /&gt;Co krok stajemy wobec paradoksu. Z jednej strony książki na temat cierpienia cieszą się ogromną poczytnością. Panuje niezmiennie ogromny popyt na tego rodzaju literaturę, bo powszechnie jest w nas pragnienie, żeby zabezpieczyć się przed cierpieniem, znaleźć na nie kojący środek, czy choćby odrobinę pociechy i pokrzepienia.&lt;br /&gt;Z drugiej natomiast strony – też co krok – spotyka nas zawód. Gdy trzeba stanąć oko w oko z żywym, szamocącym się z bólu człowiekiem – to niedawno jeszcze podziwiane błyskotliwe słowa, kunsztowne zdania, subtelne rozumowania okazują się zupełnie nieprzydatne. Gdy przez czyjeś życie przetacza się straszliwie walec fizycznego lub duchowego cierpienia, miażdżąc wszystko po drodze, wtedy najwspanialsze teorie tracą moc przekonywania. Nie przynoszą ukojenia. Budzą raczej irytację. Po prostu cierpienia nie da się „zagadać”.&lt;br /&gt;Przy najlepszej woli i najszczerszej chęci niesienia pomocy, słowa ludzkie, nawet najżyczliwsze i najprostsze, bardzo niewiele mogą zdziałać. Jeden z niezlicznych przykładów na potwierdzenie tego opisała przed ośmiu laty polska lekarka, pracująca w Kuwejcie, doktor Maria Prawecka: „Wezwano mnie kiedyś do małego dziecka. Dziecko to poprzedniego dnia rodzice zabrali z kuwejckiego szpitala. Miało umrzeć w domu. Przyjechałam do beduińskiego szałasu, gdzie przy ognisku głośno zawodziło kilkanaście kobiet. Dziecko rzeczywiście umierało, a ja nic nie mogłam pomóc. Powiedziałam o tym matce - była zrozpaczona. Spytałam ją: ‘Ile masz jeszcze dzieci’? Nie umiała odpowiedzieć. Wyciągnęła obie dłonie i na palcach zaczęła wyliczać imiona. Okazało się, że ma jeszcze dwanaścioro dzieci. Próbowałam ja pocieszyć. – ‘Nie rozpaczaj, masz dla kogo żyć’ - powiedziałam. Spojrzała na mnie z wyrzutem. – ‘Pokaz mi twoje ręce, hakima’ – powiedziała. Dotykała kolejno moich palców. ‘Widzisz, to wszystko jest twoje. Gdybym obcięła ci któryś z palców, byłabyś kaleką na całe życie. Nigdy nie mów tak do Matki’” (Ile masz palców, hakima? „Dookoła świata” 1975 nr 32).&lt;br /&gt;Nie tylko do matki. Do każdego! Zwykle życzliwa obecność bez wielkich słów może zdziałać o wiele więcej niż mądre czy uczone rady. Toteż bardziej ludzkie i rozsądniejsze jest to, co pisze C. S. Lewis we wstępie do książki o „Problemie cierpienia”: „Nigdy nie byłem tak szalony, żeby upatrywać w sobie powołanie do uczenia innych męstwa i cierpliwości. Nie potrafię też nic innego ofiarować moim czytelnikom jak tylko przekonanie, że jeśli już przyjdzie znieść cierpienie, szczypta odwagi jest bardziej pomocna niż wielka wiedza; trochę ludzkiej sympatii działa skuteczniej od dużej dozy odwagi, a najmniejszy odblask miłości Boga okazuje się tu ,mocniejszy niż wszystkie pozostałe środki”, (Znak 1961 nr 80 s. 234).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie zatem ma być rozwiązanie? Nie rozwiązanie teoretyczne, a praktyczne, konkretne, na co dzień. Nie rozwiązanie w ogóle, ale rozwiązanie dla mnie!&lt;br /&gt;Tym rozwiązaniem jest solidarność z bliźnim, wspólne „dźwiganie ciężarów” (Ga 6, 2) zgodnie z zaleceniem św. Pawła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Solidarność pozorna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hasło solidarności stało się ostatnio bardzo popularne […]. Tym bardziej więc zobowiązuje to nas, by nasza solidarność była prawdziwa. Żeby nie stała się sloganem bez pokrycia ani działaniem pozornym. A o to zupełnie łatwo.&lt;br /&gt;Jak to przekłada się na sytuacje praktyczne, widać w epizodzie „z życia”, jaki opowiada Marie Killilea w przejmującej książce „Z pozdrowieniem od Karen”. Opisuje w niej walkę z kalectwem córki Karen, wynikiem z dziecięcego porażenia mózgu. Ogromnym wysiłkiem całej rodziny dziewczynka nauczyła się mówić, pisać, w pewnej mierze także chodzić. Stoi teraz u progu samodzielnego życia. I oto matka pisze: „Przedwczoraj zobaczyłam, jak jeden z przyjaciół niesie Karen przez trawnik. – ‘Cóż to za nowy genialny pomysł’? – spytałam. Karen uśmiechnęła się i odparła: ‘Ależ Mom, on się czuje dzięki temu taki dobry’ (Z pozdrowieniem od Karen. Warszawa 1980 s. 171)! A przecież w takiej sytuacji życiowej wcale nie chodzi o to, żebym poprawił sobie samopoczucie, dostarczając pożywki zwykłemu samolubstwu. Celem mojego postępowania ma być przyjście bliźniemu z prawdziwą, skuteczną pomocą. Dlatego też tak niezbędna jest z&lt;br /&gt;mojej strony ciągła, rzetelna samokontrola.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Solidarność prawdziwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym się zasadza solidarność autentyczna? Na wspólnym stawianiu czoła cierpieniu. Na wspólnym wysiłku, zmierzającym do pokonania go. W rzeczach wielkich i w sprawach drobnych. Żeby przynosiła owoce, musi być oparta na prawdziwym szacunku i wielkiej, ofiarnej miłości. To bowiem daje siłę i tytuł do stawiania drugiemu, cierpiącemu człowiekowi i – przede wszystkim! – sobie wymagań, pobudzenia do wysiłku, nierzadko też nawet do ofiary.&lt;br /&gt;A oto dwa przykłady, pokazujące jak to może wyglądać w praktyce. Pierwszy – ze wspomnianej książki „Z pozdrowieniem od Karen”.&lt;br /&gt;Matka jej opowiada:&lt;br /&gt;„Karen, która czytała, podniósłszy głowę odezwała się: Pić się chce Glorio. – Gloria od razu wstała.&lt;br /&gt;- Usiądź powiedziała do niej krótko. A do Karen: - Jeżeli chce ci się pić, to możesz sama sobie przynieść. – Zapięłam aparat, podałam&lt;br /&gt;kule, pomogłam wstać. Możesz iść!&lt;br /&gt;Kiedy Karen była już daleko, żeby to słyszeć, spytałam Glorię:&lt;br /&gt;- Czy nie zdajesz sobie sprawy, że Karen cały czas chce czegoś od ciebie?&lt;br /&gt;- Chętnie jej pomagam – odparła.&lt;br /&gt;- No właśnie. A tym wcale jej nie pomagasz, tylko szkodzisz…&lt;br /&gt;- Naprawdę… - zaczęła Gloria z lekkim rozdrażnieniem.&lt;br /&gt;- Naprawdę. Posłuchaj przez chwilę. Tak jak i my robisz, co możemy, żeby Karen stała się niezależna, a tymczasem twoja łagodność, pewien rodzaj samolubnej miłości, ponieważ nie możesz patrzeć na jej zmagania, pozbawiają ją pragnienia niezależności. Wy wszyscy, moje&lt;br /&gt;dzieci, robicie błąd, ale ty najczęściej” (Tamże s. 177).&lt;br /&gt;I drugi przykład, z życia wielkiego katolickiego pisarza włoskiego Giovanniego Papini (+1956).&lt;br /&gt;„Ostatnie lata swego życia spędził w łóżku, w stanie okropnym: był sparaliżowany i niemy. Chorobę znosił z budującym poddaniem się woli Bożej i prawdziwie po chrześcijańsku, ale nie opuszczała go chęć i potrzeba tworzenia. Było to technicznie niewykonalne. I wtedy przyszła mu z pomocą jego wnuczka - piękna czarnooka Anna Paszkowska. Pisanie wymagało heroizmu, chyba ze stron obu. Oto piękna Anna trzymała przed oczyma starca alfabet i przesuwała po nim palcem. Gdy natrafiła na odpowiadającą pisarzowi literę, ten dawał jej znak bądź głową, bądź mrugnięciem. Z tak szeregowanych liter powstawały artykuły, dalej regularnie drukowane co dwa tygodnie w Corriere Della Sera”, a z tych artykułów powstała książka „Szczęście nieszczęśliwego” (Z. Starowieyska–Morstinowa: Szukam człowieka. Kraków 1973 s. 286-287).&lt;br /&gt;Łatwo zdać sobie sprawę, jak ogromnego trudu wymagało to od obu stron. Trudu nieefektywnego a zarazem tym heroiczniejszego, że rozłożonego na miesiące i lata całe. A stać na to było zupełnie zwykłych ludzi. Takich jak my!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co wynika stąd dla mnie? Co powinno wynikać?! – Wniosek narzuca się sam: „Iść i czynić podobnie”, jak to niejednokrotnie zalecał swoim słuchaczom Chrystus Pan. Wtedy w ostatecznym obrachunku naszego życia „Ojciec mój – mówił Chrystus – przez to dozna chwały,&lt;br /&gt;że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (J 15, 8).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-2663211883522495268?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/2663211883522495268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/moja-solidarnosc-z-cierpiacym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2663211883522495268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2663211883522495268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/moja-solidarnosc-z-cierpiacym.html' title='MOJA SOLIDARNOŚĆ Z CIERPIĄCYM CZŁOWIEKIEM - podanaka z 9.10.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-6745389265400807232</id><published>2012-01-02T10:29:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T12:44:53.997-08:00</updated><title type='text'>SPOWIEDŹ POTRZEBĄ SERCA - pogadanka z 2.10.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Spowiedź jest potrzebna, tak bardzo potrzebna, że gdyby jej nie było trzeba by ją było wymyślić. Tak powiadają całkiem poważni i mądrzy ludzie, znawcy psychiki ludzkiej. Jakże więc powinniśmy sobie cenić spowiedź ustanowioną przez Jezusa Chrystusa, który jako najlepszy Znawca naszej duszy, daje nam zawsze sposobność do zrzucenia ciężaru grzechów przetłaczających nasze serce i sposobność do odrodzenia życia. Tym tematem dzisiaj zajmie się Ojciec Kornelian w archiwalnej&lt;br /&gt;pogadance pod tytułem: „Spowiedź potrzebą serca”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (10/2/83): Witam Was Drodzy Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spowiedź wymyślona przez ludzi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serce każdego człowieka roi się od przeróżnych namiętności, jest ukrytym zbiornikiem niezliczonych win. Czy człowiek chce, czy nie chce, musi się nimi zająć, w przeciwnym razie grożą mu niebezpieczeństwa. Jeśli grzechy zepchnie do podświadomości, to wypłyną one na wierzch podczas snu w postaci niepokojących, gwałtownych zmor. Jeśli będzie je gromadził przez lata nieodpuszczone – wybuchną psychiczną chorobą jak garnek wody hermetycznie zamknięty i stale&lt;br /&gt;podgrzewany. Wybuchną w postaci powikłać sumienia, nieokreślonych lęków, smutków, zaburzeń psychicznych lub chorób umysłowych. Ponieważ w społeczeństwie naszym jest bardzo dużo niedowiarków oraz ludzi wierzących, ale zmaterializowanych, którzy dobrodziejstw spowiedzi nie potrafią ocenić, więc liczba ludzi psychicznie i umysłowo chorych wzrasta w zastraszającym tempie tak, że nie można nadążyć budować dla nich szpitali. Większość ich żyje pośród nas. Zdają się być normalni. Nie domyślamy się, że w sercu swoim przeżywają cichy dramat, czasem i piekło.&lt;br /&gt;W wielu wypadkach choroby psychiczne mają podłoże wyłącznie biologiczne, to znaczy, że są spowodowane zakłóceniem równowagi chemicznej, brakiem odpowiedniej diety, zbyt wytężonej pracy lub hałasem i zawrotnym tempem życia. Ci nieszczęśliwi szukają pomocy u psychologów i lekarzy chorób organicznych. Gorsza sprawa, gdy sumienie niedowiarków i materialistów jest tak obciążone grzechami, że nie znajdują żadnej ulgi dla swej udręki. Dla tych właśnie musiano wymyśleć&lt;br /&gt;świecką „spowiedź, na poziomie ludzkim, niedoskonałym. Jeden jej rodzaj jest bardziej rozpowszechniony na Zachodzie, drugi na Wschodzie. Na Zachodzie symbolem jej jest leżanka, tapczan psychiatry. Człowiek myśli, że to wielka wygoda, bo nie potrzebuje już klękać przed kapłanem zastępującym Boga. Wystarczy, że się rozłoży na tapczanie i wyspowiada ze wszystkich&lt;br /&gt;przestępstw, mniejszych i większych, dotąd skrzętnie ukrywanych przed okiem ludzkim, jako sprawy najbardziej osobiste.&lt;br /&gt;Jeśli na domiar złego psychiatra również jest człowiekiem niewierzącym lub bardziej zmaterializowanym wówczas sytuacja staje się beznadziejna, bo jak mówił Chrystus – wtedy ślepy prowadzi ślepego. Na zabicie poczucia winy lekarz zapisuje pigułki i bierze za wizytę kilkanaście dolarów. Ale na jednej wizycie się nie kończy. „Spowiedź” ludzka czasami trwa&lt;br /&gt;miesiącami, a nawet latami, a pacjent nadal łyka pigułki, zacierając w sobie pamięć o swoich bezeceństwach, na posiedzeniach zaś psychiatra stara się wyjaśnić, że poczucie winy jest tylko urojeniem umysłu.&lt;br /&gt;Zła moralnego jednak nie da się usunąć chemicznym sposobem. Każde zło jest bowiem zarejestrowane w duszy raz na zawsze, w bardziej trwały sposób niż informacja w komputerze, toteż żadne pigułki, ani rzucanie się w wir zajęć, ani hulaszcze życie nie zagłuszą głosu sumienia. Coś z tych głęboko w podświadomości zakopanych złoży grzechów mógłby odgrzebać hipnotyzer po uśpieniu pacjenta. W ostatecznym razie przypomni je sobie człowiek na sądzie szczegółowym. Wtedy nie Bóg,&lt;br /&gt;lecz sam człowiek wyda na siebie wyrok na podstawie bilansu życia i jasno ujrzy, czy zasłużył na szczęście wieczne w Królestwie Bożym czy na wieczne potępienie. „Wszyscy staniemy przed trybunałem Boga; – mówi święty Paweł Apostoł – każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu”. (Rz 14, 10.12).&lt;br /&gt;W Stanach Zjednoczonych bardzo popularna jest również spowiedź publiczna, aczkolwiek anonimowa, w rubryce listów, porad albo ankiet w popularnych czasopismach. Jedną z najbardziej znanych ankiet czytaną nieraz przed „kominkami” i wiadomościami ze świata sportu jest rubryka dwóch sióstr, jedna pod tytułem „Dear Abby”, druga „Ann Landers”. Tysiące tysięcy, jeśli nie miliony uważają owe kobiety za kierowniczki swego sumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spowiedź marksistowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komuniści wymyślili „spowiedź” już mniej przyjemną niż ta na Zachodzie, nie na tapczanie psychiatry. Po prostu gwałcą sumienia ludzkie. Zmuszają bowiem obywateli, by „dobrowolnie” przyznawali się do własnych win popełnionych w domu, w warsztacie pracy, podczas zabawy a także, by donosili do urzędu bezpieczeństwa winy cudze. Kto tego nie uczyni, ten w razie wsypy, odkrycia przestępstwa, ponosi większą odpowiedzialność. A już nagminnie praktykuje się spowiedź w więzieniach, gdzie funkcjonują tak zwane „specjalne urzędy”, niezależne od administracji więziennej. W większych więzieniach „komórki” tych urzędów działają na każdym piętrze. Do ich wyłącznej kompetencji należą wszystkie sprawy personalne więźniów. Każdy więzień jest przesiewany jak przez sito na nieustannych indagacjach – „spowiedziach” przez personel specjalnie do tego szkolony.&lt;br /&gt;Oficera takiego urzędu nazywa się „kierownikiem specjalnym”, a w żargonie więziennym zwie się go popularnie „specem”. Ma on swój osobny, luksusowo urządzony gabinet, przez który musza przemaszerować w ciągu jednego lub dwóch tygodni wszyscy mieszkańcy piętra. Oczywiście pojedynczo, dyskretnie! Wymaga on od nich pod „prośbą i groźbą” szczerego „wyznania” nie tylko swoich osobistych spraw, przeżyć i tajemnic życia przeszłego i teraźniejszego, ale również tego, co dzieje się w celi, co robią i mówią współtowarzysze. Nierzadko wymaga się takiego wyznania na piśmie. Partyjni, pracownicy tajnej policji i wojskowi, zwłaszcza sprawujący ważne funkcje, muszą takie wymagania z reguły pisać. Nie tylko o sobie, ale o swoich współpracownikach a nawet przełożonych, których wyznaczą im władze nadzorcze pod obserwację. W takich „spowiedziach”&lt;br /&gt;wymagają ujawnienia najbardziej intymnych osobistych tajemnic. Często przy tym podkreśla się, że należy tak szczerze i poważnie traktować to zagadnienie, jak katolicy traktują swoją spowiedź…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokój jaki daje Bóg&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te karykaturalne sposoby spowiadania się wymyślone przez ateistów i materialistów świadczą jak bardzo człowiek potrzebuje uwolnić się od ciężaru win dla równowagi duchowej i psychicznej. Bóg jako Stwórca naszej natury, wie o tej potrzebie najlepiej, dlatego Jego Syn Jezus Chrystus przychodząc na świat ustanowił spowiedź, którą Kościół nazwał sakramentem pojednania.&lt;br /&gt;Grzech to przede wszystkim zdrada miłości i przyjaźni jaką nas Bóg obdarza, a potem przekroczenie Jego woli, czyli naruszenie porządku moralnego przez Niego ustalonego. Grzech to nie jest zwykła pomyłka, ani nawet zakłócenie psychiki ludzkiej, lecz choroba duszy, o czym zaświadczył doktor Karol Jung, nie mniej słynny niż doktor Zygmunt Freud. Oto jego słowa: „Całe życie strawiłem na leczenie chorych umysłów i zapuszczałem się w najgłębsze tajniki serca ludzkiego. W większości wypadków stwierdziłem, że mam do czynienia z chorą duszą”.&lt;br /&gt;Tylko Bóg może zdjąć z serca ludzkiego ciężar grzechów, nie lekarz, nie specjalny kierownik komunistyczny, choćby był geniuszem. Stąd owa ogromna różnica w skutkach między „spowiedzią” wynalezioną przez ludzi a tą ustanowioną przez Jezusa Chrystusa. Wyraża się ona w słowach naszego Zbawiciela: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14, 27).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O potrzebie wyznania grzechów świadczą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O potrzebie wyznania grzechów świadczą liczne przykłady. Najbardziej klasycznym jest pokutne wyznanie grzechów króla Dawida w psalmie pięćdziesiątym: „Zlituj się nade mną Boże, wedle miłosierdzia Twego i w wielkiej dobroci Twojej zmaż moje winy! Obmyj mnie całego z nieprawości mojej i z grzechu mojego oczyść mnie. Albowiem znam winy moje i mój grzech jest zawsze przede mną. Tobie, Tobie samemu zgrzeszyłem i zło w Twoich oczach czyniłem, abyś okazał się sprawiedliwy w Twoim wyroku i prawy w Twoim sądzie. Serce czyste stwórz we mnie, Boże, i ducha mocy odnów we wnętrznościach moich… Przywróć mi radość Twojego zbawienia i duch gorliwości niechaj mnie wspiera (Ps 51, tłum. C. Miłosza).&lt;br /&gt;Księga zmarłych w Tebach, w Egipcie, pochodząca z XV (piętnastego) wieku przed Chrystusem, zawiera wzór deklaracji czystości moralnej dla zmarłych, którzy stają przed trybunałem Bożym. Wynika z niej, że Egipcjanie uznali grzech i starali się z niego oczyścić, by móc wejść do Królestwa Bożego. Oświadczenie brzmi: „Bądź pozdrowiony Wszechpotężny Boże, Panie Królestwa Prawdy i Sprawiedliwości! Sprowadzono mnie przed Ciebie, abym oglądał twą chwałę i dał o niej świadectwo. Ty wiesz, że nie skrzywdziłem nikogo; nie uciskałem biednych; nie nakładałem na nikogo pracy ponad jego siły; nie zaniedbywałem swych obowiązków; nie popełniłem niczego, co by w twoich oczach uchodziło za brzydkie; nie odmówiłem pożywienia głodnym; nie sprawiłem nikomu bólu ani nie wycisnąłem łez; nie oszukałem nikogo na wadze, ani nie pozbawiłem niemowląt mleka; nie przywłaszczyłem sobie niczego, co by należało do Ciebie czy ludzi. Jestem czysty, czysty, czysty”!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spowiedź prowadzi do wiary&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spowiedź jest aktem wiary i prowadzi do wiary.&lt;br /&gt;Karol de Foucauld, oficer francuskiej Legii Cudzoziemskiej, po hulaszczym i rozwiązłym życiu szukał drogi powrotu do Boga. Jednego razu wstąpił w Paryżu do kościoła świętego Augustyna, gdzie spowiadał wikary, ksiądz Huvelin. Ale oficer nie przyszedł do spowiedzi. Prosił księdza o rozmowę, aby wyjaśnić wątpliwości wiary. Na to ksiądz:&lt;br /&gt;– Proszę uklęknąć i spowiadać się Bogu, a będzie pan wierzył.&lt;br /&gt;– Ależ ja nie po to przyszedłem – opierał się de Foucauld.&lt;br /&gt;– Proszę się spowiadać – powtórzył kapłan.&lt;br /&gt;De Foucauld miał wolny wybór. Mógł odejść, a jednak pozostał. Przykląkł i wyznał grzechy całego życia. Gdy wstał z klęczek, czuł, że nie tylko otrzymał rozgrzeszenie przez ofiarę Krwi Chrystusa, ale, że odzyskał także wiarę porzuconą lekkomyślnie w latach młodzieńczych. Czuł, że odzyskał wiarę tak silną, tak pewną, jakoby jej nigdy nie był utracił.&lt;br /&gt;O potrzebie spowiedzi świadczy również przykład świętego Jana Vianney’a z Ars, męczennika konfesjonału, który w ciasnej tej skrzyni spędził największą część swojego życia, 16 (szesnaście) do 18 (osiemnaście) godzin dziennie, bo tysiące ludzi cisnęło się do niego, gnani tęsknotą, aby wreszcie spotkać księdza, który rozpozna do głębi stan ich duszy. A on płakał nad&lt;br /&gt;nimi, za nich pokutował, pościł i biczował się, bo oni nie dość płakali nad sobą; bo poznawał, że grzesznemu człowiekowi przede wszystkim potrzebna jest miłość, a miłością Bożą nie można się cieszyć, nie można jej odczuwać bez posiadania czystości duszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-6745389265400807232?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/6745389265400807232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/spowiedz-potrzeba-serca-pogadanka-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6745389265400807232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/6745389265400807232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/spowiedz-potrzeba-serca-pogadanka-z.html' title='SPOWIEDŹ POTRZEBĄ SERCA - pogadanka z 2.10.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-4593707330944859145</id><published>2012-01-02T10:28:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T12:50:09.473-08:00</updated><title type='text'>KRYZYS SPOWIEDZI - pogadanka z 25.09.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>Jak pamiętacie w Wielki Piątek Ojciec Święty, błogosławiony Jan Paweł II w czarnym płaszczu przychodził do bazyliki świętego Piotra w Rzymie spowiadać. W tedy zdejmowano napis głoszący, że w tym konfesjonale spowiada się w języku niemieckim, węgierskim i włoskim, bo Papież władał wieloma językami Europy Wschodniej i Zachodniej. Przy konfesjonale tworzyła się zwykle długa kolejka, ale Papież spowiadał tylko godzinę.&lt;br /&gt;Tym dramatycznym posunięciem Jan Paweł II pragnął coś przekazać kapłanom i wiernym. Domyśleć się nie trudno.&lt;br /&gt;Przeżywamy przecież głęboki kryzys spowiedzi. Konfesjonały świecą pustkami, podczas gdy do Komunii Świętej przystępuje niemal cała wspólnota parafialna, co gorszy naszych rodaków z Polski, którzy ironicznie pytają: Czy Amerykanie i Kanadyjczycy są aniołami? – Czy przestali grzeszyć?&lt;br /&gt;Tym dramatycznym wystąpieniem w bazylice świętego Piotra Namiestnik Chrystusa z pewnością chciał również ukrócić nadużycia tak zwanych spowiedzi generalnych, oświadczając, że spowiedź indywidualna nadal obowiązuje i jest konieczna w wypadku grzechu ciężkiego.&lt;br /&gt;Dlatego też powinniśmy zmierzać do ożywienia praktyki spowiedzi. Godzina Różańcowa pragnie na nowo ten temat poruszyć. Zrobi to Ojciec Kornelian w kilku pogadankach, z których pierwsza, dzisiejsza, nosi tytuł: „Kryzys spowiedzi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (9/25/83): Witam Was Drodzy Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Psychologiczne opory&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pismo chińskie ma na słowo „kryzys” dwa znaki: jeden oznacza katastrofę, drugi nadzieję. My chrześcijanie, wiążemy z kryzysem spowiedzi nadzieję, bo spowiedź jest potrzebą duszy.&lt;br /&gt;Spowiedź nastręcza wiernym i kapłanom wiele trudności. Mają wobec niej psychologiczne opory, gdy patrzą na ten sakrament od strony ludzkiego kontaktu z kapłanem, lub niewidocznych skutków spowiedzi. U wiernych budzi się często fałszywy wstyd i nieokreślony lęk. Bronią się przed tym, czego pragnie ich dusza. Wstydzą się tego, z czego właściwie powinni być dumni. Bo przyznanie się do winy, usiłowanie rozpoczęcia nowego życia, pojednanie się z Bogiem, upodobnienie się do Niego – to nie hańba, to nie wstyd, ale to męska odwaga, honor, szlachetna ambicja, to wola&lt;br /&gt;dźwignięcia się wzwyż.&lt;br /&gt;Są również tacy, którzy stronią od konfesjonału, bo nie widzą u siebie żadnego moralnego czy duchowego postępu.&lt;br /&gt;Wydaje im się, że im są starsi, im dłużej przystępują do spowiedzi, tym są gorsi. Tymczasem Spowiedź zawsze pomaga do postępu moralnego i duchowego. Bóg nigdy łaski nie odmawia, lecz człowiek nie zawsze z nią współpracuje. O zniechęcenie więc do spowiedzi łatwo. Poważnie jednak traktowana spowiedź jest wielkim dobrodziejstwem człowieka, bo pomaga mu zobaczyć siebie w prawdziwym świetle i w tej mierze w jakiej to w ogóle możliwe.&lt;br /&gt;U innych penitentów trudności występują na tle pięciu warunków wymaganych do dobrej spowiedzi. Jedni nie są pewni czy mają dostateczny żal za grzechy, albo mocne postanowienie poprawy. Drudzy zamartwiają się czy należycie przetrząsnęli swoje sumienie, czy się z wszystkich grzechów wyspowiadali. Jeszcze inni trapią się czy dobrze przeprowadzili zadośćuczynienie za grzechy. Niemałą przeszkodą w spowiedzi u bardziej wrażliwych jednostek jest zbyt surowe lub zbyt pobłażliwe traktowanie penitenta przez za surowego, albo znowu za pobłażliwego spowiednika.&lt;br /&gt;Spowiednik nie powinien być ani inkwizytorem bez miłosierdzia, ani liberałem. Zdarza się, że wierni nie mają zaufania do spowiednika i jego dyskrecji. I ze strony kapłana i ze strony spowiadającego się potrzeba wiary w nadprzyrodzoną potęgę Sakramentu Spowiedzi. Zbytnią surowość i drobiazgowość penitent uważa za przejaw braku szacunku dla wolności jego sumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spowiedź to najcięższa i najbardziej odpowiedzialna służba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te psychologiczne opory są na ogół dobrze znane, ale dla dobra sprawy zapoznajmy się z punktem widzenia kapłanów na sprawę spowiedzi i na jej kryzys. Niektórzy ludzie, sami żądni sensacji, mniemają, że spowiedź jest dla kapłana bardzo przyjemną i miłą funkcją, gdyż z niej dowiaduje się wiele różnych nowinek i najbardziej intymnych zwierzeń. Tymczasem kapłani uważają służbę w konfesjonale za najtrudniejszą i najbardziej odpowiedzialną i zarazem najbardziej monotonną.&lt;br /&gt;Kapłana najbardziej boli niepoważne traktowanie spowiedzi i nienależyte przygotowanie do niej, które wypływa z niewiedzy i rutyny. Z pewnością to nie wina kapłanów i penitentów, że całe nasze życie jest zrutynizowane. Codziennie kładziemy się do snu i wstajemy. Codziennie myjemy się, jemy i w ogóle wykonujemy ciągle te same czynności. Toteż łatwo popaść w rutynę również w spowiedzi, i spowiadać się z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby.&lt;br /&gt;Inną bolączką spowiednika jest gdy penitent nie siebie samego oskarża, lecz przystępuje do ataku swoich krewnych, znajomych i sąsiadów, wylicza całą litanię ich wad i upadków, pomawia ich o złość, przewrotność, podstęp, fałsz, mściwość. Zapomina, że ma oskarżyć się ze swoich win. Dostrzega w oku bliźniego źdźbło, a nie widzi u siebie belki.&lt;br /&gt;Niektóre spowiedzi to wyłącznie wybielenie samego siebie: „Nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem, nie oszukałem, nie okłamałem…” i tak dalej.&lt;br /&gt;Kłopot sprawia kapłanowi penitent, gdy prosi żeby mu spowiednik pomógł w spowiedzi. Może się zdarzyć, że ktoś tej pomocy bardzo potrzebuje, przeżywa wątpliwości, skrupuły… Lecz bywają wypadki, że penitent w ogóle się nie przygotował. Kapłan nie chce go zniechęcić do spowiedzi, więc traci cenny czas na przeprowadzanie rachunku sumienia, zwłaszcza, gdy przy konfesjonale są długie kolejki. Często penitent oddaje całą inicjatywę spowiednikowi, który beznadziejnie trafia jak kulą w płot, wymieniając możliwe uchybienia, na co penitent wygodnie odpowiada krótkimi:&lt;br /&gt;„Nie, tego nie zrobiłem”, albo: „za kogo mnie ksiądz ma, że o taką rzecz posądza”!&lt;br /&gt;Pewien kapłan, który miał za sobą dwadzieścia siedem lat służby w duszpasterstwie i konfesjonale, pisał w jakimś czasopiśmie” „Mówi się, że spowiedź to jak pańszczyzna dla penitentów. Otóż pozwólcie mi powiedzieć, że dla mnie słuchanie spowiedzi to największy ciężar. Niekiedy czuję się współwinny w kłamstwie, wspólnikiem okaleczenia sumień.&lt;br /&gt;Wierzę, że istnieje stan łaski i stan grzechu, a ponieważ w to mocno wierzę, dlatego boleję, gdy wielu lekkomyślnie traktuje sakrament pojednania, że wielu nad tym się wcale nie zastanawia, jaką wagę ma spowiedź dla jego życia. Boleję nad marnotrawstwem i lekceważeniem łaski Bożej, nad brakiem podstawowych wiadomości, co to jest grzech, czym jest dla mnie spowiedź. Dla wielu spowiedź jest pigułką usypiającą sumienie, agencją ubezpieczeniową, poddanie się jakby&lt;br /&gt;jakiemuś magicznemu obrzędowi, po którym, wolni od ciężaru grzechów, sądzą, że mogą od nowa zacząć broić…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie z Chrystusem przebaczającym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kryzys spowiedzi zostanie rozwiązany, gdy zarówno kapłan jak i penitent będą świadomi istoty spowiedzi. Spowiedź jest pojednaniem się z Bogiem, powrotem do niego poprzez spotkanie z Chrystusem przynoszącym łaskę przebaczenia, łaskę miłosierdzia, i duchowe odrodzenie, odnowę. Wspaniałą ilustracją do zrozumienia istoty spowiedzi jest przypowieść Jezusa Chrystusa o synu marnotrawnym. W przypowieści tej ani razu nie pada słowo „miłosierdzie”, a mimo to cała&lt;br /&gt;opowieść jest przesiąknięta miłosierdziem.&lt;br /&gt;Analogia pozwala lepiej zrozumieć tajemnicę miłosierdzia Bożego aniżeli słowa wypowiedziane wprost. Dramat rozgrywa się pomiędzy miłością ojca a marnotrawstwem syna. Syn opuszcza dom, aby w dalekich stronach roztrwonić część majątku otrzymanego od ojca „żyjąc rozrzutnie”. Analogia jest przejrzysta. Marnotrawstwem jest każdy grzech, postępowanie człowieka naruszające moralny porządek w świecie. Człowiek sam sobie wyrządza krzywdę, bo idzie wbrew woli Bożej, a tylko Bóg wie dobrze, co człowiekowi przynosi szczęście. Grzech jest zdradą miłości Boga, złamaniem przymierza tej miłości. Dopiero gdy syn marnotrawny utracił wszystko: majętność, przyjaciół zabaw, dobra opinię a może i zdrowie fizyczne, zaczyna cierpieć niedostatek. Głód szerzący się w onej krainie pogłębia jego niedolę.&lt;br /&gt;Wtedy przypomina sobie dobrego, kochającego ojca, rodzinny dom, gdzie cieszył się godnością syna, gdzie niczego mu nie brakowało. Tu zaś, w obcej krainie, każdego dnia musi przeżywać gorycz swojego marnotrawstwa i upodlenia. Żeby przeżyć głód najął się jako parobek i pasał świnie, a także żywił się tym czym one. Upokorzony do cna jednego dnia zdecydował się: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie;&lt;br /&gt;już nie jestem godzien nazwać się twym synem, uczyń mnie choćby jednym z najemników”. Dalszy ciąg przypowieści jest nam dobrze znany. Dobry ojciec przyjmuje marnotrawnego syna z otwartymi ramionami, urządza ucztę, zwołuje przyjaciół, domowników, aby wszyscy się weselili z nim i cieszyli z tego, że ten jego syn „był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cud zmartwychwstania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypowieść o synu marnotrawnym jest wspaniałą ilustracją tego, co się dzieje w sakramencie pojednania, w spowiedzi. Mianowicie, że nie chodzi w nim specjalnie o kształtowanie i formowanie sumienia przez kapłańskie nauczanie. Konfesjonał nie jest do tego najlepszą okazją, zwłaszcza, gdy przy konfesjonale stoją długie kolejki. Chodzi zaś głównie o to, aby kapłan i penitent spotkali się w Chrystusie: spowiednik w roli szafarza sakramentu łaski miłosierdzia Bożego, ale szafarza pokornego, który świadom swej własnej grzeszności i nieudolności nie przywłaszcza sobie autorytetu Chrystusa przemawiając w Jego imieniu tak, jakby posiadał Jego wszechwiedzę i Jego prawo sądzenia. Penitent zaś ma wynieść ze spotkania z Chrystusem, którego kapłan reprezentuje, łaskę Bożego miłosierdzia i duchowe odrodzenie, nową szansę służby Bogu i ludziom.&lt;br /&gt;Obaj więc winni być świadomi niepojętej tajemnicy odkupienia, dzięki której w duszy penitenta dokonuje się cud przemiany, zmartwychwstanie do nowego życia. Kapłan modli się: „Bóg Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła”. Poczem następuje formuła przebaczenia: „Pan nasz Jezus Chrystus cię rozgrzesza, i ja, Jego powagą, cie rozgrzeszam w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Słowa te są nie tyle formułą&lt;br /&gt;sądowego wyroku ile także modlitwą, przez którą spowiednik chce powiedzieć: „Rozgrzeszam cię powagą Chrystusa w tej mierze, w jakiej mogę i ty tego potrzebujesz”. Te słowa znaczą również: „Idź w pokoju i nie grzesz już więcej”!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-4593707330944859145?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/4593707330944859145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/kryzys-spowiedzi-pogadanka-z-25092011-r.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4593707330944859145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4593707330944859145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/kryzys-spowiedzi-pogadanka-z-25092011-r.html' title='KRYZYS SPOWIEDZI - pogadanka z 25.09.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-4287371865582700402</id><published>2012-01-02T10:26:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T13:05:45.033-08:00</updated><title type='text'>PRZEDZIWNA KSIĘGA BOŻA (II) - pogadanka z 18.09.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>W jaki sposób powstała Biblia? To Bóg mówił Swoim prorokom o czym mają mówić i pisać. Biblia mówi: „Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym.” 2 PIOTRA 1,21 (BW)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (9/1/85): Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia jest księgą wielowarstwową, to znaczy, że uczeni muszą ją rozpatrywać pod wieloma kątami: literackim, archeologicznym, historycznym i religijnym. Są to dziedziny bardzo rozległe, toteż w obecnych czasach ogromnego rozwoju nauk biblijnych i fenomenalnych odkryć archeologicznych, nie znajdziemy już naukowca, który by potrafił ogarnąć całe bogactwo problematyki biblijnej. Uczeni są specjalistami w jakieś poszczególnej dziedzinie, a swoje prace bardzo często wydają zbiorowo. Toteż wspomniana przeze mnie tydzień temu książka polskiego komunisty Zenona Kosidowskiego „Opowieści biblijne” wzbudziła wielkie zdziwienie pośród prawdziwych specjalistów od spraw&lt;br /&gt;biblijnych, bo autor nie zna ani języków wschodnich, w których Księgi biblijne były pisane, ani nie jest archeologiem, ani historykiem. Kiedy więc obiecywał we wstępie do książki dać czytelnikowi wielowarstwowy komentarz do Ksiąg Starego Testamentu i to na współczesnym poziomie nauk biblijnych, to po prostu nie wiedział, co mówił i porywał się z motyką na słońce.&lt;br /&gt;Po tym wstępie przystępuję do dalszego omówienia tematu o Biblii w pogadance pod tytułem: „Przedziwna Księga Boża” – II.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkie odkrycie archeologiczne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmach w badaniach biblijnych dały liczne odkrycia archeologiczne spowodowane wyprawami napoleońskimi do Egiptu. Przełom nastąpił przede wszystkim z chwilą, gdy uczony francuski Jean F. Champollion odcyfrował pismo klinowe. Odkopane miasta, biblioteki, obeliski, grobowce faraonów odsłoniły nagle tajemnice starożytności. „Kamienie przemawiają” – niósł się triumfujący okrzyk radości poprzez cały świat naukowy. Archeologowie zachęceni wspaniałymi odkryciami w Egipcie, rzucili się do odkopywania zabytków w innych starożytnych krajach, a więc w Syrii, Fenicji, Babilonii… Racjonaliści, czyli uczeni, którzy odrzucają wiarę i opierają swe wnioski tylko na badaniach i rozumie, nie posiadali się z radości. Po zapoznaniu się z zabytkami Babilonii poczęli głosić, że wszystko, co Izrael posiadał pięknego i wielkiego na każdym polu, zawdzięcza nie Objawieniu Bożemu, lecz kulturze babilońskiej, a więc: wiarę w jednego Boga,&lt;br /&gt;instytucje religijne, opis stworzenia świata, raju, potopu i inne.&lt;br /&gt;Odkrycia te tak ich oszołomiły, że nie zwracali uwagi na mały kraj, Palestynę i lud Izraela, wciśnięty pomiędzy dawnymi mocarstwami o wysokiej kulturze. Twierdzili, że naród żydowski nigdy nie posiadał rodzimej cywilizacji, że wiele zapożyczył z Egiptu i Babilonii, jako że Abraham, Ojciec narodu żydowskiego wyszedł z Babilonu, zaś Mojżesz, twórca narodowości żydowskiej i prawodawca, otrzymał wychowanie na dworze faraonów. A wiadomo także, że królowie babilońscy, później zaś asyryjscy, często wyprawiali się ze swoimi armiami do Ziemi Kanaan, czyli do Ziemi Świętej, do Palestyny, łupili miasta i uprowadzali lud w niewolę. Żydzi byli masowo przesiedlani do Babilonii, a wcześniej przeżyli gorzką niewolę w Egipcie… W Egipcie przecież sprawiedliwy Józef został obrany głównym rządcą kraju.&lt;br /&gt;Wykopaliska w Egipcie, Babilonii i Fenicji mimo wszystko rzuciły też wiele światła na dzieje Izraela. Potwierdziły wszystkie zdarzenia opisane w Biblii. Na różnego rodzaju pomnikach królowie babilońscy i asyryjscy zapisali swoje czyny wojenne, o których Biblia wspomina. Faraon egipski Menftath przechwala się pisząc na swej steli: „Izrael i jego ludzie są zniszczeni, potomstwo jego nie istnieje już więcej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zainteresowanie Ziemią Świętą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z chwilą objęcia rządów w Palestynie przez rząd Izraela, wykopaliska ruszyły naprzód na niebywałą dotąd skalę.&lt;br /&gt;Każdy niemal dzień przynosi nowe odkrycia. Uczeni spodziewają się nawet odkryć kiedyś sarkofag z mumią Józefa egipskiego, bo Biblia wyraźnie mówi, że ciało jego zabalsamowano, co się zgadza ze zwyczajem faraonów, którzy swym wysokim urzędnikom sprawiali okazałe pogrzeby.&lt;br /&gt;Ziemia Święta stała się przedmiotem żywego zainteresowania uczonych dopiero po pierwszej wojnie światowej, gdy Palestyna przeszła pod mandat brytyjski. Przedtem bowiem rząd turecki okazał się podejrzliwy wobec zamierzeń archeologów, będąc zdania, że mają na celu wykopywanie legendarnych jakichś skarbów.&lt;br /&gt;Wobec tych wspaniałych i licznych odkryć racjonalistom wypadła broń z ręki. Konkretnie nie umieli wskazać żadnego wypadku stawiającego pod znakiem zapytania dane historyczne w Księgach biblijnych zawarte. Racjonaliści zaprzeczają na przykład autentyczności Pięcioksięgu Mojżesza, twierdząc, że język hebrajski w tym czasie nie istniał.&lt;br /&gt;Tymczasem uczeni odkryli dokumenty z napisami staro-hebrajskimi pochodzącymi z XIII (trzynastego) wieku przed Chrystusem. Kilkadziesiąt lat temu odkryto w Północnej Syrii (Ras Szamra) całą bibliotekę świątynną posiadającą dokumenty pisane w ośmiu językach. Wśród nich rozpoznano archaiczny język hebrajski pisany znakami klinowymi, ale o znaczeniu alfabetycznym.&lt;br /&gt;W przeciwieństwie do Egipcjan, Asyro-Babilończyków jak i Chińczyków, którzy w ciągu tysięcy lat posługiwali się systemem nadzwyczaj skomplikowanym, złożonym z setek znaków – obrazków, naród żydowski używał alfabetu fenickiego złożonego z 22 (dwudziestu dwu) liter, z którego wywodzi się również język grecki i łaciński. Napisy w Byblos, w Libanie, z roku 1250 (tysiąc dwieście pięćdziesiątego), z okresu faraona Ramzesa II (drugiego), świadczą, że w tej epoce, w której żył Mojżesz, alfabet fenicki był już ustalony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa stworzenia świata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezpodstawnymi okazały się również zarzuty racjonalistów jakoby opis stworzenia świata, raju, grzechu pierworodnego, potopu i inne, były wyciągiem ze zbioru legend babilońskich. Gruntowne studia przy pomocy metody porównawczej pozwoliły nam zobrazować jak wielkie różnice istnieją między religią Babilończyków a Żydów.&lt;br /&gt;Wspomnijmy tylko fakt, jak silna była wiara Żydów w jedynego Boga, podczas gdy narody sąsiednie pławiły się w wielobóstwie. Bóg Izraelitów stwarza świat i człowieka z miłości, podczas gdy bogowie babilońscy stwarzają go z pobudek sadystycznych, by przenieść własne cierpienia na ludzkość. Co może dziś naprowadzić powierzchownego czytelnika na wydanie sądu, że opisy w Pięcioksięgu Mojżesza są podobne do opisów babilońskich, to użycie przez autorów wspólnych Wschodowi wyrażeń, porównań, modeli świata, alegorii, sposobu przedstawienia. Jak już zaznaczyłem, autor drugorzędny Biblii, to znaczy człowiek, pozostał sobą tak, co do stylu, jak co do rodzajów literackich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa potopu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż w literaturze babilońskiej spotykamy bogatą tradycję o potopie, nie wynika z tego, że historia ta jest tworem wyobraźni, że należy ją zaliczyć do legend. Autor biblijny mógł nawet z literatury babilońskiej znać ten opis, jednakże kiedy pisał Księgi święte, Bóg dawał mu natchnienie, co ma pisać. Straszna opowieść ukarania ludzi potopem była powszechnie znana. Czy ludzkość mogłaby zapomnieć o tym strasznym kataklizmie? Gdyby dziś biała rasa zginęła w&lt;br /&gt;większości od bomby wodorowej, czy opowieść o tym nieszczęściu nie niosłaby się korytarzami wieków z pokolenia na pokolenie? Potop zapisany w księgach babilońskich potwierdza tym więcej fakt podany za natchnieniem przez Boga autorowi biblijnemu. Archeologowie pracujący w pobliżu dawnego Ur w Mezopotamii, skąd wyszedł Abraham, natknęli się na ślady potopu. Polscy archeologowie to samo stwierdzili podczas postoju Drugiego Korpusu w Iraku, który jest&lt;br /&gt;częścią dawnej Babilonii i Asyrii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badania na Biblię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To więc, co dla dawnych badaczy stanowiło zagadkę nie do rozwiązania, dziś już nie przedstawia żadnych trudności. Papieże, korzystając ze wspaniałych odkryć archeologicznych, pchnęli studia biblijne na nowe tory. Pius XII (Dwunasty) w specjalnej encyklice na ten temat powiedział, że trudności pewne jeszcze istnieją, ale wyraził nadzieję, że tak jak wiele już usunięto, tak i pozostałe z postępem metod naukowych i ciągle nowych odkryć, zostaną rozwiązane.&lt;br /&gt;Papieże też przystąpili z wielką troska do dzieła rozprawienia się z krytyką racjonalistyczną, zachęcając uczonych katolickich do studiowania tekstów biblijnych w ich oryginalnych językach, według nowych metod naukowych i w świetle najnowszych zdobyczy naukowych i wykopalisk. I tak za Leona XIII (Trzynastego) powstała w Jerozolimie Szkoła Biblistyczna prowadzona przez Dominikanów. Z kolei utworzono Komisję Biblijną, która kieruje studiami biblijnymi i czuwa nad zachowaniem tekstu w nieskażonej formie. Pius X (Dziesiąty) ustanowił stopnie akademickie dla ekspertów biblijnych, których nadawanie przysługuje Komisji Biblijnej. Dalej, w 1909 (tysiąc dziewięćset dziewiątym) roku założył Papieski Instytut biblijny w Rzymie kierowany przez Jezuitów. Uczeni katoliccy nieraz wspólnie z niekatolikami pracują nad pogłębieniem wiedzy biblijnej. Tak na przykład w zespole biblistów na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie&lt;br /&gt;pracował w latach powojennych młody Polak wielkiej erudycji, Ksiądz Józef Tadeusz Milik. Wraz z innymi ekspertami pracował on nad ratowaniem i odcyfrowaniem słynnych rękopisów znalezionych w grocie Qumran, nad Morzem Martwym.&lt;br /&gt;Największy bodaj impet pracom naukowym nad Biblią dał drugi sobór watykański. Znaczenie Biblii w Kościele podkreśla uroczysta ceremonia wniesienia Księgi Pisma Świętego każdego dnia na rozpoczęcie nowej sesji. W każdym niemal narodzie przetłumaczono Biblię z języków oryginalnych i zaopatrzono w komentarze, zaś na tematy biblijne pojawiły się liczne książki, czasopisma, ilustrowane magazyny, słowniki i atlasy. Sobór Watykański zalecił, aby Pismo święte było czytane w każdym domu katolickim. Liturgia mszalna została ubogacona tekstami biblijnymi i, dla większego zrozumienia jest odprawiana w języku narodowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina Różańcowa od samego początku wprowadzała postanowienia soborowe w życie. Propaguje przede wszystkim Biblię i przypomina, że jest ona znakiem obecności Bożej a także modlitwą. Z kart Starego i Nowego Testamentu wyłania się czytelnikowi wizerunek Wcielonego Boga Jezusa Chrystusa, który raczył przyjąć naturę ludzką, aby się z nami jeszcze ściślej zjednoczyć, uczynić nas dziećmi Bożymi i dziedzicami nieba.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-4287371865582700402?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/4287371865582700402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/przedziwna-ksiega-boza-ii-pogadanka-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4287371865582700402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4287371865582700402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/przedziwna-ksiega-boza-ii-pogadanka-z.html' title='PRZEDZIWNA KSIĘGA BOŻA (II) - pogadanka z 18.09.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-2303155174407986190</id><published>2012-01-02T10:25:00.001-08:00</published><updated>2012-01-02T13:00:52.278-08:00</updated><title type='text'>PRZEDZIWNA KSIĘGA BOŻA (I) - pogadanka z 11.09.2011 r. - O. Kornelian Dende</title><content type='html'>W Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „Pismo święte jest podstawą i siłą żywotną dla Kościoła. Jest dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy i trwałym źródłem życia duchowego. Jest duszą teologii i przepowiadania duszpasterskiego. (…) Dlatego Kościół zachęcą do częstego czytania Pisma świętego, ponieważ nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa, jak mówi święty Hieronim. Więcej na temat Biblii świętej opowie nam dzisiaj O. Kornelian Dende w archiwalnej pogadance Godziny Różańcowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. Kornelian Dende (8/25/85): Witam Was Zacni Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;W gabinecie psychiatry pacjent zauważył na stole leżącą Biblię.&lt;br /&gt;– Czy Pan czyta Biblię? – zapytał pacjent.&lt;br /&gt;– Nie tylko czytam, ale ją studiuję – odpowiedział lekarz. Jest to najciekawsze dzieło uczące jak postępować w życiu.&lt;br /&gt;Gdyby ludzie zechcieli tylko przyjąć wskazówki, jakie ona zawiera, większość nas lekarzy psychiatrów, musiałaby zamknąć swe gabinety i szukać sobie innego zawodu.&lt;br /&gt;– Myśli pan o dziesięciu przykazaniach i o złotej zasadzie miłości Boga i bliźniego?&lt;br /&gt;– Oczywiście – o nich, ale i o czymś więcej – odrzekł lekarz. Jest w Biblii cały szereg innych wskazań, które mają głęboką wartość psychiatryczną. Niech pan weźmie własny przypadek. Przez przeszło godzinę mówił pan, że czynił to i to, a próbował tamtego – i wszystko bezskutecznie. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że dręczy się pan niepotrzebnie, doprowadzając się do ostrego stanu leków. Czyż nie mam racji?&lt;br /&gt;Wydaje się szaleństwem nie chcieć korzystać z głębokiej wiedzy sprzed lat. Na setki lat przed psychiatrami Biblia znała to, co nazywamy podświadomością – ale tyko słowo jest nowe, nie sama myśl. Od początku do końca Biblia uczy, że dusza ludzka jest polem walki, gdzie dobro ściera się ze złem. Mówi o siłach wrogich i zaczepnych, które walczą z pobudkami miłości w naturze ludzkiej… Ogromnie porywająca jest lektura Biblii, właśnie przy dobrej znajomości psychiatrii…” – Tyle psychiatra. Jakie piękne i mądre jego słowa…&lt;br /&gt;Obcowanie z Biblią jest łaską. Łaska – powtarzam – bo człowiek nie zbliża się sam do tych jedynych ksiąg, lecz jest do nich prowadzony. Najlepszym do niej przewodników od samego początku jest Kościół. Czasami przewodnikiem do niej jest jakiś przypadek, jak w życiu świętego Augustyna, który siedząc w ogrodzie i widząc na ławce Biblię, usłyszał głos: „Weź i czytaj”! A kiedy przeczytał, już nigdy się z nią nie rozstawał. Bardzo często tym przewodnikiem jest&lt;br /&gt;człowiek. Dzisiaj ja pragnę nim być i otworzyć Wam oczy na Biblię w pogadance, którą tytułuję: „Przedziwna Księga Boża” – I.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia bestsellerem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka, która osiąga największy nakład spośród książek zdobywa sobie tytuł bestseller’a. Chociaż Biblia nie każdego roku osiąga największy nakład, to jednak ciągle pozostaje najpopularniejszą, nawet najwięcej czytaną książką.&lt;br /&gt;Pismo święte od wieków kieruje losami jednostek i niektórych narodów. Jest ich sumieniem, zapładnia umysły filozofów, artystów, poetów, przeobraża chorych, nieszczęśliwych, stapia zatwardziałe serca, pobudza do heroicznej miłości bliźniego. Z trudnością moglibyśmy wyobrazić sobie położenie świata bez Objawienia Bożego podanego w Biblii.&lt;br /&gt;Ludzie, którzy wiary nie mają, nie mogą pojąć popularności Biblii. Z podejrzeniem patrzą na miliony wiernych, którzy przyjęli Słowo Boże, jako drogowskaz życia, jako podstawę swego światopoglądu. Nie mogą zrozumieć, że wiele tysięcy dało swe gardła pod nóż, jak mówi francuski myśliciel Blaise Pascal, by zaświadczyć swą wiarę i miłość do Boga.&lt;br /&gt;Wydaje się im, że te miliony chrześcijan każdego pokolenia padły ofiarą oszustwa lub własnej łatwowierności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia „kamieniem obrazy” lub „programem odrodzenia”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chrystus dla wielu stał się „kamieniem obrazy”, „znakiem, któremu się wielu sprzeciwia”. Jedni miłują Go do szaleństwa, drudzy nienawidzą Go do białej wściekłości. Podobny los podziela Biblia – Słowo Boże.&lt;br /&gt;Biblię odrzucają dwie kategorie ludzi. Najpierw Ci, którzy mimo upadku racjonalizmu, w dalszym ciągu uprawiają kult czystego rozumu i nie odważają się wyjść poza jego granice; ci, którzy boją się wejść w dziedzinę ducha, osobowego Boga, cudów i niezgłębionych tajemnic. Tę dziedzinę można przebyć tylko przy pomocy wiary, a oni ją odrzucają z góry, całą dziedzinę nadprzyrodzoną, a w tym Objawienie Boże. Biblię odrzucają również ateiści moralni, to znaczy ci, dla których przeszkoda w wierze stanowią nie artykuły wiary, lecz twardość przykazań Bożych, chrześcijańska moralność.&lt;br /&gt;Dla wierzących Biblia będzie zawsze zbiorem prawd objawionych. Słowo Boże w niej zawarte będzie ustawicznie odnawiać oblicze tej ziemi splamione krwią bratnią, rozpustą, niesprawiedliwością i niewolą. Biblia zawiera bowiem „istotny program każdego odrodzenia” – pisał Kardynał August Hlond do polskich wygnańców podczas drugiej wojny światowej. „Jest natchnieniem sumień i wiecznym ośrodkiem prawdy, zasadą i tajemnicą szczęścia, królewskim szlakiem duchowego postępu. Bez stosowania Odkupienia Chrystusowego nie ma wyzwolenia z grzechu, nie ma odwrotu od barbarzyństwa, nie ma warunków dla miłości i braterstwa”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia dziełem religijnym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biblia przede wszystkim jest dziełem religijnym, bo kreśli dzieje religii, stosunku Boga do ludzi i ludzi do Boga. Biblia jest od początku uznawana za księgę Objawienia Bożego. Nie zalicza się ona do typu dzieł historycznych, bo historia, aczkolwiek bardzo bogata, jest w niej pojęta tylko w sposób fragmentaryczny. Dane historyczne stanowią cenne źródło do ustalenia chronologicznego następstwa zdarzeń. Pokreślić należy, że równie bogatej dokumentacji nie&lt;br /&gt;posiadamy do żadnej innej religii starożytnej. Ze względu na zawarty w Biblii pierwiastek boski i ludzki, dzieje narodu wybranego zwiemy Historia Świętą. Biblia rejestruje kontakty człowieka z Bogiem, bunty przeciwko Niemu, sankcje Boże, narodową pokutę, heroiczne wysiłki patriarchów, proroków i kapłanów celem uchronienia ludu od wpływów bałwochwalczych i ducha zmysłowości&lt;br /&gt;sąsiednich narodów, zwłaszcza Babilończyków, Fenicjan i Egipcjan. Biblia zapisuje przypomnienia przywódców religijnych o zaciągniętych wobec Boga zobowiązaniach. Podając wiernie dzieje ludzkości, Biblia nie zawsze swą treścią jest dziełem budującym. Ilustruje bowiem dramat człowieka przed Bogiem. Odsłania w całej nagości ludzką podłość, zdradę, niewdzięczność, obłudę, ale też nie przemilcza szlachetności, wielkości, rodzinnych i obywatelskich cnót. W końcu, Pismo Święte zawsze opiewa triumf łaski Bożej, zwycięstwo dobra nad złem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor Biblii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Księgi święte mają dwóch autorów: pierwszym jest Bóg, drugim człowiek. Człowiek jest tu rozumnym narzędziem piszącym pod natchnieniem Boga. On prawdy Boże objaśnia, zachowując całkowitą swą osobowość intelektualną i literacką. Natchnionymi więc są nie tyle poszczególne wyrazy, ile same prawdy. Stąd mamy w Biblii to wielkie bogactwo odmian stylu, języka i rodzajów literackich. Księgi święte nie zawierają żadnego błędu i to zarówno w zakresie prawd tylko wierze dostępnych, jak i podanych w nim faktów historycznych, dostępnym badaniom naukowym, ponieważ źródłem ich jest Prawda Najwyższa, Bóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrogowie Biblii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W II (drugim) wieku po Chrystusie pojawił się na Wschodzie heretyk Marcjon, który próbowało usunąć cały Stary Testament, wyolbrzymiając słowa świętego Pawła o „ustaniu starego prawa”. „Kresem (starego) Prawa jest Chrystus” – pisze tenże Apostoł w Liście do Rzymian (10,4). W odpowiedzi heretykowi Marcjonowi słynny adwokat kartagiński Tertulian odpalił z mocą w imieniu Kościoła: „Marcjonie! Jakim prawem ścinasz mój las? … Ty i twoja siekiera, precz z&lt;br /&gt;mojej plantacji”! Główne jednak ataki przeciwko Księgom Świętym nadeszły ze strony racjonalistów w XVIII i XIX (osiemnastym i dziewiętnastym) wieku. Racjonaliści ukuli swe zarzuty wyłącznie na podstawie przesłanek filozoficznych. Najpierw więcn odrzucili możliwość cudów i interwencji Boga w dzieje wszechświata. Potem odrzucili historyczną powagę Biblii.&lt;br /&gt;W pomoc uczonym katolickim przyszły i nadal przychodzą wielkie odkrycia archeologiczne na Środkowym Wschodzie, zwłaszcza w Ziemi Świętej. Ale o tym powiem w następnej pogadance. Dziś ograniczę się tylko do tego, że wiele przebrzmiałych już argumentów, zarzutów przeciwko Biblii, podnoszonych przez racjonalistów „odgrzewają” dziś komuniści w walce z religią chrześcijańską.&lt;br /&gt;Podważania autorytetu Biblii podjął się w katolickiej Polsce bezbożnik – komunista Zenon Kosidowski, który w roku 1963 wydał książkę popularnonaukową pod tytułem „Opowieści biblijne”. W ciągu kilku lat książka zrobiła prawdziwą i rzadko spotykana karierę na rynku księgarskim. Ukazywała się bowiem prawie corocznie w nakładzie pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy, a ponadto została przetłumaczona na siedem języków bloku komunistycznego. Okazało się jednak,&lt;br /&gt;że książka nie spełniła marzenia ateisty, nie podważyła w czytelnikach wiary. Swoje powodzenie książka zawdzięczała faktowi, że druk biblii jest w bloku komunistycznym zakazany, a co najmniej bardzo ograniczony. Czytelnicy głodni wiedzy biblijnej rzucili się na książkę Kosidowskiego, z umiejętnością ekspertów odrzucając propagandę ateistyczną. Z pasją rozczytywali się w opowieściach biblijnych, oddanych wiernie i pięknie językiem danego kraju. Tak więc Bóg&lt;br /&gt;udaremnił zamiary bezbożników. „Duch Święty tchnie kędy chce”. Posługuje się nawet narzędziami, którymi bezbożnicy chcą poderwać wiarę i miłość do Boga w duszach ludzkich.&lt;br /&gt;Biblia, choć zawiera wiele ksiąg tak Starego jak i Nowego Testamentu, tworzy przedziwną całość i jedność, z której wyłania się przed czytelnikiem postać Wcielonego Boga, Jezusa Chrystusa. Człowieczeństwo Chrystusa stało się dla nas zasadą postępowania, toteż „powinniśmy być przekonani – jak mówi belgijski kardynał Suenens – że dla wielu ludzi jedyną Biblią, zwłaszcza Ewangelią, jaką spotykają w swoim życiu, jesteśmy my. Oni nie czytają Ewangelii, lecz czytają&lt;br /&gt;Chrystusa zaświadczonego przez nasze życie, jeżeli ono naprawdę odzwierciedla Chrystusa”.&lt;br /&gt;Zatem bierzmy do rąk Biblię, a zwłaszcza Ewangelię, czytania z mszalika ze Starego i Nowego Testamentu przeznaczone na każdy dzień, abyśmy z Kościołem nauczyli się żyć po chrześcijańsku i innym wskazywali prostą drogę do Boga przykładem naszego życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-2303155174407986190?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/2303155174407986190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/przedziwna-ksiega-boza-i-pogadanka-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2303155174407986190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2303155174407986190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/przedziwna-ksiega-boza-i-pogadanka-z.html' title='PRZEDZIWNA KSIĘGA BOŻA (I) - pogadanka z 11.09.2011 r. - O. Kornelian Dende'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-1446159642698732263</id><published>2012-01-02T10:23:00.000-08:00</published><updated>2012-01-02T12:55:05.907-08:00</updated><title type='text'>MARYJA W ŻYCIU PAPIEŻA JANA PAWŁA II - pogadanka z 21.08.2011 r. - Ksiądz Tadeusz Bocianowski</title><content type='html'>Witam Was Drodzy Rodacy i Miłe Rodaczki staropolskim: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób zrozumieć pontyfikatu Jana Pawła II, bez obecności i działania Matki Bożej. Dlatego dzisiaj przed uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej pogadance nadaję tytuł: „Maryja w życiu Papieża Jana Pawła II”.&lt;br /&gt;Wspominając o relacji między Papieżem a Maryją, odkrywamy ocean – wzrok napotyka przestrzeń, której granic i głębokości nie sposób uchwycić. Tajemnica bowiem jest pieczęcią każdego przymierza; w tym wypadku – przymierza między małą, „białą łódką”, a szeroką i łagodną błękitną falą, która niesie łódkę na coraz większą głębię. Człowiek w bieli nosił na palcu pierścień Rybaka Ludzi, a jego sieć od 16 października 1978 roku do 2 kwietnia 2005 roku była zarzucona na wielki połów, którego miał on dokonać. (Zdania te nawiązują do objawień otrzymanych przez ks. Jana Bosco).&lt;br /&gt;Nie można rozdzielić osób Papieża i Maryi ani też sądzić, że była Ona mniej obecna ze Swą pomocą w czasie jego „życia ukrytego” niż w czasie poświęconym całemu światu. Nie sposób zrozumieć tego pontyfikatu, bez obecności i działania Matki Bożej od samego urodzenia się chłopca – Karola Wojtyły. „To Ja go ukształtowałam” (Z objawienia danego ks. Gobbiemu 13.8.1987).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maryja przyjmuje Karola pod swój płaszcz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karol Wojtyła przychodzi na świat w roku 1920, w maju – miesiącu Maryi. Rośnie pod Jej opieką, wśród nadchodzących z ręki Opatrzności zdarzeń pierwszego okresu życia, zwłaszcza śmierci matki – (1929) oraz brata – 1932. Wszystko spoczywa teraz na barkach niezwykle pobożnego ojca, zabierającego chłopca do rozmaitych sanktuariów maryjnych, m. in. w Kalwarii Zebrzydowskiej, o której syn będzie pamiętał i do której będzie wracał przez resztę życia. Od najmłodszych lat uczęszcza on w Wadowicach do kościoła pod wezwaniem Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, gdzie został ochrzczony. Codziennie wpatruje się tam w obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.&lt;br /&gt;Już w swoich pierwszych wierszach: „Na twoim białym grobie” oraz „Magnificat”, daje wyraz swemu bólowi i nadziei, pokazując, jak strata najukochańszej matki prowadzi go w objęcia Matki Boga i ludzi.&lt;br /&gt;Dzięki klasztorom karmelitańskim, najpierw w swoim rodzinnym mieście, następnie zaś w Krakowie, pozostaje on pod wpływem duchowości tego zakonu i od dziesiątego roku życia nosi na szyi szkaplerz. Za namową Ojca Zachera zakłada i przez trzy lata kieruje lokalną Sodalicją Mariańską (ma wówczas dopiero trzynaście lat).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwój pobożności maryjnej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przyjeździe Karola Wojtyły na studia uniwersyteckie do Krakowa w 1938, rozpoczyna się czas jego pogłębionej formacji maryjnej, pod szczególną opieką Matki chroniącej go przed nazistowskim okupantem. Po śmierci ojca w 1941 roku Jan Tyranowski wprowadzi młodego Karola w tajniki modlitwy do Chrystusa i Maryi w oparciu o pisma wielkich świętych Karmelu – Jana od Krzyża i Teresy z Avila. Mistycy ci ukażą mu niezmierzone horyzonty łaski i pomogą zrozumieć, że jako sierota, został przygarnięty przez Maryję. W swojej parafii należy on od tej pory do koła „Żywego Różańca”, który stanie się dla niego szkołą życia z Jezusem i Maryją. Szuka w nim pełni życia wewnętrznego i zjednoczenia z Bogiem. Utwierdza się w tym poszukiwaniu coraz bardziej podczas studiów na Uniwersytecie. Właśnie wtedy wyrusza na pielgrzymkę do słynnego sanktuarium maryjnego w Częstochowie, gdzie powierzy Czarnej Madonnie całą swoją przyszłość. Podtrzymywany na duchu przez Maryję w tak trudnym również dla niego czasie okupacji, wróci na Jasną Górę potajemnie, 23 maja 1943 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opieka Matki Bożej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego seminarzystę pasjonuje go dzieło św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort „Traktat o  doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. W nim odkrywa to, co stanie się dla niego osią całego życia – czyli – akt poświęcenia się Bogu przez Maryję. Dniami i nocami rozmyśla nad tym, co oznacza bycie doskonałym synem Maryi. Akceptując bez zastrzeżeń refleksje Grigniona de Montfort, uważa za coś naturalnego całkowite powierzenie się Matce Bożej i bycie jej sługą. Jak napisze później, „W doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, określanym przez Grigniona de Montfort jako „niewola”, ważne jest, by dobrze poznać Maryję, ofiarować się&lt;br /&gt;Jej myślą, wolą i sercem, tak, aby ochrzczony został doskonale ukształtowany na podobieństwo Jezusa Chrystusa. Traktat staje się jego książką do poduszki, źródłem natchnienia podczas modlitwy i przedmiotem rozmów z krakowskimi studentami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akt ofiarowania się Maryi i jego pierwsze owoce&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 listopada 1946 r., ofiarowuje się on Maryi w swoim kapłańskim sercu. Podobnie, jak św. Jan, „bierze Matkę do siebie”. Jego miłość do Najświętszej Dziewicy ciągle wzrasta. W późniejszym czasie zwróci się do kapłanów następującymi słowy: „Kapłaństwo Chrystusa pozwala nam odkryć Maryję ponownie, a nasza relacja z Nią zostaje ustanowiona w nowy, głębszy i pełniejszy sposób. Więź ta staje się bardziej zasadnicza, teologiczna.” W 1958 roku, gdy Papież Pius XII mianuje go biskupem, Karol Wojtyła „oficjalnie” przyjmie Maryję, jako Matkę swojego kapłaństwa.&lt;br /&gt;Obrany przez niego herb symbolizuje zarówno jego przeszłość, jak i przyszłość, oraz podwójną oś jego życia, jaką stał się krzyż. Pod jednym z ramion krzyża widnieje pierwsza litera imienia Maryi. Dewiza herbu, zapożyczona od św. Bernarda za pośrednictwem Grigniona de Montfort, brzmi: „Cały Twój jestem, a wszystko co moje, do Ciebie należy. Przyjmuję Cię do wszystkiego, co moje. Użycz mi twego serca, Maryjo.”&lt;br /&gt;Bardziej niż kiedykolwiek, obecność Maryi staje się odtąd częścią jego życia. Wszystko, co czyni dla swego Pana, jest wspomagane przez Matkę. Maryja wszędzie poprzedza go na jego drogach. To ona przyprowadzi do niego całe rzesze dusz potrzebujących zbawienia.&lt;br /&gt;Biskup Wojtyła doskonale wie, że Najświętsza Dziewica jest nie tylko Matką księży, lecz także wszystkich ludzi i całego Kościoła. Służy mu Ona więc najbardziej niezawodnym oparciem.&lt;br /&gt;Młodzieży i rodzinom przedstawia on Maryję, jako absolutny wzorzec świętości, obrończynię rodzin i życia, a swoim kapłanom każe widzieć w niej ich duchową Matkę. Przewodzi pielgrzymkom do Kalwarii Zebrzydowskiej i na Jasną Górę. Kościół na świecie i w Polsce przeżywa wówczas swoje przełomowe chwile. Po II Soborze Watykańskim, przemówienia i publikacje ks. biskupa Karola Wojtyły odzwierciedlają soborowe nauczanie o Maryi, a zwłaszcza wymowę ostatniego rozdziału Konstytucji Lumen Gentium: „Maryja uczestniczy w dziele Chrystusa, tak, że nie tylko odkrywamy Chrystusa w Maryi, lecz także Maryję poprzez Chrystusa.”&lt;br /&gt;W ojczyźnie, aktywnie bierze on udział w obchodach jubileuszu tysiąclecia chrztu Polski (966-1966), odprawiając dziewięcioletnią nowennę, zakończoną w Krakowie uroczystym poświęceniem narodu Najświętszej Maryi Pannie.&lt;br /&gt;Coraz częściej wyjeżdżając za granicę, przybywa do Lourdes, gdzie można go ujrzeć na kolanach w krypcie, modlącego się i adorującego Najświętszy Sakrament. Nieświadomie przygotowuje się on w ten sposób do wielkiej posługi, jaką Bóg wyznaczył mu w Kościele. „Ten Papież jest arcydziełem, w którym mam upodobanie” (Tamże 1978-2000).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maryja prowadzi Papieża ku poświęceniu świata Jej Sercu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dnia wyboru Karola Wojtyły na Papieża, cały świat poznaje dewizę, która stanie się zawsze aktualnym wezwaniem do ofiarowania siebie Maryi, dla udaremnienia uknutego przez szatana planu zniszczenia świata.&lt;br /&gt;Jan Paweł II jest dla nas przykładem powierzenia siebie samego kierownictwu Maryi. Jego nabożeństwo do Matki Bożej porusza tłumy:od Gwadelupy do Wilna, od Lourdes i Fatimy do Częstochowy, odwiedza on sanktuaria maryjne i poświęca ich Pani całe kraje oraz kontynenty.&lt;br /&gt;3 marca 1979 roku zapoczątkowuje on w Rzymie zwyczaj publicznego odmawiania różańca w każdą pierwszą sobotę miesiąca.&lt;br /&gt;Powróciwszy do Lourdes w 1983 roku, wyjątkowo odmawia go w języku francuskim. Nie zdarza mu się przyjmować kogokolwiek bez ofiarowania swemu gościowi różańca. W każdym z kazań i przemówień Jana Pawła II znajdziemy choć jedną wzmiankę o Maryi.&lt;br /&gt;Pragnie Ona jednak zaprowadzić go jeszcze dalej, bo świat oczekuje odpowiedzi na orędzie z 1917 roku, które zepchnięto w niepamięć po II wojnie światowej. By przyśpieszyć wydarzenia, Bóg dopuszcza do zamachu w roku 1981, a Maryja kolejny raz ocala „swojego” Papieża, „Papieża swojego cierpienia i miłości.” W ten sposób, „ujmuje go za rękę” i prowadzi ku wielkiej konsekracji Kościoła, świata i Rosji, w Rzymie (1981 i 1984) i Fatimie (1982 i 1991).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkie dzieła Królowej Różańca Świętego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjmuje w Rzymie figurę Matki Bożej Fatimskiej. W jej koronie, jako wotum, umieszczona zostanie kula wystrzelona przez zamachowca.&lt;br /&gt;Pod koniec Roku Maryjnego w 1988 roku Papież oświadcza 15 sierpnia w Bazylice św. Piotra: „Smok nie jest silniejszy od Niewiasty-Maryi. Zwieńczeniem wszystkiego jest publikacja znakomitej encykliki Redemptoris Mater – Matka Odkupiciela, 25 marca 1987 r.&lt;br /&gt;Królowa Różańca Świętego, poruszona wszystkimi hołdami złożonymi jej Niepokalanemu Sercu i miłością „syna, w którym ma upodobanie”, nagradza go upadkiem ateistycznego systemu na Wschodzie i odzyskaniem przez narody wolności oraz wiary. Daje nam Ona poznać moc konsekracji dokonanej zgodnie z Jej słowami, a ukazanej w proroczy sposób przez św. Ludwika de Montfort.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;«Apostołowie czasów ostatecznych»&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymowa Podstawowego dokumentu Jana Pawła II poświęconego Maryi, pozwala przewidywać tryumf Maryi nad szatanem, zapowiadany począwszy od Księgi Rodzaju aż po objawienia w Fatimie...&lt;br /&gt;Św. Ludwik de Montfort z przekonaniem i mocą pisze o „Apostołach czasów ostatecznych”, którzy podążając z krzyżem w jednym i różańcem w drugim ręku, pośród trudów i prześladowań zostaną doprowadzeni przez Maryję do wielkiej świętości i przyczynia się do nadejścia nowej Pięćdziesiątnicy przepowiedzianej przez Martę Robin i do powstania cywilizacji miłości, o której mówią ostatni Papieże.&lt;br /&gt;Tym pierwowzorem i przewodnikiem jest ten, o którym Maryja mówi w trzeciej tajemnicy fatimskiej, idący swoją drogą krzyżową razem z innymi męczennikami XX wieku, „mąż boleści, oswojony z cierpieniem”, ofiarowujący siebie, na wzór Jezusa i Maryi, za zbawienie braci oraz wskazujący im drogę przez krzyż do zmartwychwstania.&lt;br /&gt;Taki jest ów niezwykły człowiek, którego jednoczy łagodna i macierzyńska opieka Maryi, tak ściśle, że nie sposób dopatrzyć się między nimi jakiegokolwiek rozdźwięku; wszystkie ingerencje Maryi w tzw. „życie ukryte” Karola Wojtyły, miały za zadanie przygotować jej Papieża do przyszłego pontyfikatu.&lt;br /&gt;Wydaje się, że naczelny cel tego pontyfikatu zawiera się w słowach, – „Do Jezusa przez Maryję”.&lt;br /&gt;Tak oto, jako posłuszny syn, Jan Paweł II przeżywa trzy tajemnice różańcowe: początkową radość, ból doświadczeń oraz chwałę, która go oczekuje w przyszłym życiu. Już na tej ziemi otrzymuje on nagrodę sprawiedliwego, która zostanie mu jednak dana w całej pełni dopiero w niebieskim Jeruzalem, w czasie oznaczonym przez Boga, który pozwoli, aby Najświętsza Maryja Panna sama ukoronowała swego sługę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanktuarium Jana Pawła II w Buffalo, NY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drodzy Słuchacze na pewno zrozumiecie, że trudno jest ująć tak obszerny temat w tak krótkiej pogadance. Musiałem ograniczyć się tutaj do kilku zasadniczych zagadnień.&lt;br /&gt;Moi drodzy słuchacze, umiłowani bracia i siostry, droga Polonio! Ta duchowa więź między wami a błogosławionym Janem Pawłem II, który był Piotrem naszych czasów, trwa. Możemy być przekonani, że dzisiaj spogląda on na nas i cieszy się z prężnego życia wiary Polonii w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. Cieszy się, że jego Rodacy żyjący na amerykańskiej czy kanadyjskiej ziemi pozostają wierni Chrystusowi i Jego Najświętszej Matce. Pragnę przemówić dzisiaj do was w szczególnym momencie. Chciałbym wszystkich poinformować, że w przy Kościele św. Stanisława w Buffalo, New York, który został nazwany „Matką Kościołów Polonijnych”, a którego jestem obecnie&lt;br /&gt;proboszczem pragniemy utworzyć Sanktuarium bł. Jana Pawła II.&lt;br /&gt;Uroczystego rozpoczęcia istnienia tego Sanktuarium dokona w czasie Mszy świętej 23-go października o godzinie 4 po południu Jego Ekscelencja ks. Biskup Edward Kmieć, na którą już dzisiaj bardzo serdecznie wszystkich zapraszam.&lt;br /&gt;„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, tak powiedział nasz błogosławiony Jan Paweł II.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-1446159642698732263?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/1446159642698732263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/maryja-w-zyciu-papieza-jana-pawa-ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1446159642698732263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1446159642698732263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2012/01/maryja-w-zyciu-papieza-jana-pawa-ii.html' title='MARYJA W ŻYCIU PAPIEŻA JANA PAWŁA II - pogadanka z 21.08.2011 r. - Ksiądz Tadeusz Bocianowski'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-4671729481038393092</id><published>2011-12-14T04:39:00.000-08:00</published><updated>2011-12-14T04:40:16.590-08:00</updated><title type='text'>KTO WINIEN? KTO JEST KAINEM? - pogadanka o. Justyna z 3.04.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za wstęp do dzisiejszej  mowy  przyswajam  sobie  wyjątki z życiorysu staruszki, mieszkającej w jednej z najbrudniejszych części miasta Nowy Jork!    Hisioria tej, dziś już osiemdziesiecioletniej kobiety jest nie tylko wzruszająca lecz zarazem i smutna. Ponad wszystko, jest prawdziwa.    Rzućcie na nią okiem.    Głowa zroszona włosami bielusieńkiemi, jak nitkami lnu.    Czoło zorane   głębokimi   bruzdami   fałdowatych   zmarszczek;   twarz blada, wynędzniała; usta bezkrwiste! Jak inny i odmienny obraz przedstawiała ona blisko pół wieku temu!    Historia jej życia, to zarazem historia czasów, tak cudacznych i dziwacznych jakby wyjętych z bajek starożytnych.    Mimo to, jest jednak nowoczesna, dzisiejsza, prawdziwa i życiowa!    W roku 1896 na pokładzie małego i powolnego parowca, wjeżdżającego do zatoki nowojorskiej, stała kobieta  w  sile wieku.    Przed dwudziestu dniami porzuciła  marną izdebkę  w  Palermo,  w  Sycylii.   Widocznie oczyma patrzyła na wielkie zabudowania nowoczesnsgo olbrzyma amerykańskiego, myślami jednak goniła do tej marnej izby, het tam daleko za wodami!    Robiła też z pewnością porównanie z tym co było tam, a tym co będzie tu!    Bóg miłosierny jednak nie pozwolił jej rozedrzeć tajemniczej przyszłości. Lepiej, że tak!    Przy niej stało trzech chłopców.    Najstarszy liczył zaledwie dziewięć lat!    Matka stała nieruchoma.    Po licach jednak kulały się łzy.    Czy łzy  radości?    Nie wiem!    Na tę gromadkę czekał mąż i ojciec!    Powitanie było ciepłe, serdeczne, długie!     Rodzina  rozpoczęła  prowadzić normalne  życie  dawnych przybyszów do ziemi, gdzie niby każdy jest równy,  ma równe  prawa,   równe okazje  i   równe możliwości!     Najstarszy syn był bardzo pojętny i sprytny.   W dodatku twardy i hardy. Po amerykańsku mówimy: "tough"!   Już w siedemnastym roku życia zderzył się z prawem.    Dzięki sprytowi obrońcy, wydostał się z tarapatów.   Dziewięć lat później już był znany jako "big shot" gembler!    Znów wpadł w ręce policji, bo wynajął fachowego zbrodniarza, aby zgładził jego przeciwnika.    Zbrodniarz jednak przez pomyłkę zamordował inną osobę. Teraz nasz bohater zmądrzał.     Stał się rakiecerem w  kontrolowaniu sprzedaży karczochów czyli  "artichokes".    Opodatkował każde pudło tego warzywa.    Kupcy musieli mu opłacać podatek!   Dano mu miano "króla karczochów"!    W międzyczasie dwaj jego bracia padli pod strzałami morderców!    Obaj uprawiali  rakieterstwo. W nagrodę ciała ich wyglądały jak ludzkie rzeszota. I pochowano ich w kosztownych trumnach, wśród powodzi kwiatów, przy dźwiękach doborowych kapeli. Dwukrotnie w pierwszym szeregu za trumną synów-zbrodniarzy postępowała stara matka, rozmyślając i dziwując się, że tu wszystko tak tanie, nawet życie ludzkie! Wreszcie nadszedł rok 1930, a z tym rokiem nadeszły inwestygacje rządowe. Rząd polował na przestępców. Usidlił też króla karczochów! Padł król i upadło jego królestwo. Rząd skonfiskował jego pałac; policja nie dała mu odpoczynku ani wytchnienia! Zachorował. Dostał dwa ataki paraliżu. Odstawiono go do szpitala. Już nie odzyskał przytomności! Umarł w komie. Pochowano go 24-go lutego. Pogrzeb miał niewystawny. Za trumną, z nogi na nogę, zanosząc się od płaczu, postępowała staruszka matka, nie zdając sobie zdania ze zwyczajów naszego kraju i naszych czasów, kiedy to już tak cicho o równości i sposobności, a tak głośno o występkach i rozlewie krwi ludzkiej! Może miała jedną pociechę. Przynajmniej ten jeden syn umarł śmiercią naturalną! Staruszka wiele przeżyła; wiele widziała i wiele cierpiała. Trzesącymi palcami przewraca kartki księgi swego życia. Zdaje się, że już jest przy ostatniej stronicy. Cudaczna i dziwaczna historia naszej ery posuwa się jednak dalej, bez ustanku i bez przerwy! Podmywa umysły, pojęcia; targa sumieniami i duszami; niszczy zdrowie, łamie cnotę, bo to wszystko jeśli już nie bezwartościowe, to tak tanie, że nie warto o to dbać. nie opłaci się o to starać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KTO WINIEN?  KTO JEST KAINEM?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero przed sześciu czy siedmiu tygodniami na kampusie uniwersyteckim władze znalazły trupa młodej studentki. Popełniła samobójstwo, zażywając trucizny. Obok niej leżała książka; była to filozofia modernistyczna autora obecnej doby! W niej wypisane brutalne zasady i zapatrywania na człowieka, na życie ludzkie, na cel i na koniec życia ludzkiego. Wszystko to przesiąknięte zimnym materializmem i pogańską brutalnością! I to dziewczę, stojąc dopiero na progu życia, już się tak wymęczyło i tak zniechęciło, że poszukało sobie odpoczynku i spokoju - w śmierci własnoręcznej! Ludzie, wykształceni brutale, przedstawili jej świat w kolorach tak dziwacznych, że zbrzydziło się jej życie. Pochodziła z dobrej i zamożnej rodziny. Miała w dostatku rzeczy materialne. Ktoś wyrwał ów kwiat tajemniczy z jej umysłu, serca i duszy! Tam zostały pustki. Nie wystarczały jej ani wygody, ani używanie, ani wolność, ani wykształcenie nowoczesne. To wszystko spowodowało chaos: sprowadziło przesyt, obrzydzenie i załamanie. Co powiecie na to wy wszyscy modernistyczni nauczyciele i bezsumienni pisarze, którzy waszymi naukami bezbożnymi, zalewacie umysły, serca i dusze młodociane, trucizną drukowaną i ustną? Co powiecie na to wy wszyscy rodzice, którzy pewne prawa, przedwieczne, Boże i naturalne, chcecie zastąpić rozumem, honorem i jakąś wolnością osobistą, która w każdym wypadku kończy się na swawoli i niewoli? Kto jest winien? Kto zasługuje sobie na miano Kaina?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma na świecie, i być nie może wolności bez granic. Każda wolność musi mieć pewne ograniczenia. Inaczej biada ludziom i biada światu! biada, ponieważ tacy ludzie stają się swawolnymi, a władza traci nad nimi kcntrolę! Proszę popatrzeć prawdzie w oczy! Czemu nie? Przecież jesteśmy ludźmi i z ludźmi żyć musimy; Nie opłaci się nam być strusiami. Nie warto przymrużać oczu, albo je całkowicie zamykać, z obawy przed rzeczywistością! To ani wad nie usunie ani ran nie zagoi! Każdy mi przyzna, że jest ogromna różnica, pomiędzy zapatrywaniami dzisiejszych pokoleń, a zapatrywaniami pokolenia przed wojną światową! O, co za głęboka przepaść, co za szeroka przepaść rozdziela starszych od młodszych! I to porównanie nie wypada na całkowitą niekorzyść młodszych. Daleko od tego! Nasza młodzież ma jedną zaletę, jest szczera. Powiedziałbym, nie tylko serdecznie, ale brutalnie szczera! Ta młodzież, bez obawy, wypowiada swoje zapatrywania każdemu, bez względu na osobę lub stan! Przez ostatnie szesnaście miesięcy, miałem wiele do czynienia z tą młodzieżą, w sprawach robotniczych. Całymi godzinami wsłuchiwałem się w wywody i argumenty młodzieży. Ta młodzież zrobiła nie jedną pomyłkę i nie jeden fałszywy krok, ale nigdy nie uciekała się do nieszczerości, fałszu lub kłamstwa. Zawsze była szczerą. Może, przy pierwszym spotkaniu i na pierwszy rzut oka, mogła wydawać się swawolną i zuchwałą, w rzeczywistości jednak, z małymi wyjątkami, okazywała szacunek i pogodne zapatrywanie się na przyszłość. Nie rozpaczała, ale owszem wymyślała nowe sposoby nad polepszeniem swego losu! Jedni z młodych uczęszczali do szkół wieczornych, aby wyszkolić się w jakimś fachu; drudzy chwytali co mogli, sprzedawali gazety, albo nawet wieczorami i nocami zbierali stare gazety, opony, pudła itp.! Czy takim nie trzeba dać uznania i pochwały? Przecież sobie na to zasługują! Jak często słyszałem z ust młodych "Pierwsza rzecz, to oddam długi które zaciągnąłem!"; "Bgdę szczęśliwym jak będę mógł iść kupić sobie wszystko potrzebne i płacić gotówką!"; "Nieraz gotów byłem dopuścić się kradzieży, ale przecież Boga się boję!"; "Żal mi mojej żony, bo ja o siebie nie dbam!"; "Że się nie rozpiłem, to zasługa mojej żony, która mnie zawsze pociesza!" I przez całe szesnaście miesięcy, takie wypowiadania się odbijały się o uszy moje! Tu macie odbitkę naszej dobrej i zacnej młodzieży. Już słyszę, jak rzucacie we mnie pytanie: "Czy wszystka młodzież jest taka i zgadza się z twoim opisem?" — Odpowiadam wam bez wahania, że nie! Niestety, że nie! W ostatnich dwudziestu latach zbrodniczość wśród młodzieży amerykańskiej podniosła się w sposób przerażający! Wzrosła więc i wśród młodzieży naszej narodowości. Do roku 1920 w sądach stawali przestępcy w starszym wieku. Od wtenczas, większy procent to młodzież. Statystyka wskazuje, że z 51.209 przestępstw - około 62 procent to zbrodniarze poniżej trzydziestu lat! Kto jednak zaczął łamać stary ład? wiekowe ideały życia ludzkiego? kto zaczął podkopywać zasady nierozerwalności małżeńskiej oraz stałości stanu małżeńskiego? Czy za to winić możemy obecne pokolenie młodych? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchajcie listu: "Mam lat 18-naście! Przed sześciu miesiącami, zaręczyłam się z młodzieńcem nie Polakiem. Wszystko mi obiecywał. Jego rodzice już dawno się rozwiedli! Matka nas zaprosiła kilka razy. Urządziła nam party. Ja nie wiem co mi się stało co ze mną zrobili. Ja przyznaję, żem zrobiła pomyłkę. Oni mnie też skrzywdzili. On wkrótce po tym, uciekł z miasta. Kiedym poszła do jego matki, z prośbą o pomoc, wyzwała mnie od ulicznicy, splunęła mi w twarz i powiedziała mi, że syn dobrze robi; po co ma się żenić i wiązać sobie ręce i tracić wolność na całe życie? Teraz jestem w szpitalu. Doktorzy mówią, że moje dziecko urodzi się albo niewidome, albo nie przy rozumie! Proszę przeczytać mój list na przestrogę tym, które myślą, że mogą używać "and get away with it!" Kto jest bez grzechu, i tylko ten kto jest bez grzechu, niech weźmie do ręki kamień potępienia i rzuci w tę politowania godną istotę! Ja nie mam ani odwagi, ani serca uczynić tego! Kto w rzeczywistości jest tu winien? Kto zasługuje sobie na miano Kaina?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z nas rozumie, że wojna światowa nie tylko wymazała słupy graniczne dawnych i starożytnych państw i zmieniła oblicze i wygląd świata; złamała też przykazania Boże, skruszyła prawa naturalne oraz zmiażdżyła prawa ludzkie; czyniąc to wszystko, wymazała pojęcia i poglądy zdrowe i trzeźwe na życie ludzkie! Słowem, zmieniła oblicze życia ludzkiego! Żołnierze powracający z transzów i pola walki, to już nie byli ci sami ojcowie, mężowie i synowie, którzy niedawno przedtem opuścili swe domy i żegnali swych bliskich! Z powrotem znaleźli też całkowicie inny typ rodziców, żon i dzieci! Za szeregami powracających wojaków, zwaliła się fala gwałtownych zbrodni. Morderstwa, zabójstwa, kradzieże, kto je liczyć zdoła. Obok płynęły fale rozwodów —samobójstw! Nie mniejsze fale rozmaitych nadużyć kończących się na chorobach zakaźnych i zaraźliwych. Obecne pokolenie właśnie wtenczas przychodziło na świat! Na świat, skąpany krwią ludzką i taczajacy się pod krzywdami i cierpieniami istot niewinnych! Na świat, po powierzchni którego przez cztery lata krążyła śmierć; chodziła bieda i nędza; stąpało kalectwo, w najokropniejszych szczegółach! W takich warunkach i okolicznościach, powiedzieć by można w krwawych kołyskach składały ówczesne matki swoje dzieci! Kto jest winien temu? Kto stał się Kainem tego pokolenia? Nie chce sądzić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bodaj tu już był koniec tej smutnej historii! Jakiś niezrozumiały i nierozumny szał opanował nasze społeczeństwo. Przecież nam tak łatwo iść i chwycić za krańce sprawy i krańcowych środków! Pewni nie znając ludzi, ani ludzkiej natury, chcieli wyrwać naród z bagna niedoli i nie tylko ulepszyć, ale nawet udoskonalić, prawem ludzkim! W naszym wypadku nie tylko nierozumnem i śmiesznem, ale niesprawiedliwym i w skutkach —przerażającym! Ludzkość od tylu tysięcy lat ogrodzona jest przykazaniami Boga; świat od dwóch tysięcy lat ma przed sobą naukę Chrystusa! Mimo to daleko ludzkości i światu nie tylko od doskonałości, lecz nawet do przeciętnej uczciwości!&lt;br /&gt;Ręka ludzka jednym machnięciem pióra chciała nasze społeczeństwo zamienić w jakaś wymarzoną utopie, która jest możebna tylko w wyobraźni, ale nie w życiu codziennym! No, i mniejszość w swym zapale zarzuciła kaganiec prohibicyjny większości nieroztropnej i niedbałej. Nastąpiły wyścigi rozumów ludzkich, w wytężaniu się w zdolnościach łamania tego prawa! Według tej zdolności, wzrastały wzory zdolności, mądrości i sprytu! Co za nieszlachetna miara dla ludzi rozumnych! Nastąpiła era popuszczania pasa w każdej dziedzinie! Spryt w łamaniu jednego prawa ludzkiego, przeniósł się do przekraczania praw kościelnych i Bożych. Teraz ludzie zaczęli szaleć. Te lata noszą nazwę ery "jazzu"! Na arenie mody, dumnie i pociągająco, spacerowały pijaństwo, gemblerstwo; tańce dzikusów, importowane z dżungli, przy dźwiękach bębenków, trzasku pałek i wyciu instrumentów dziwacznych! Te trzy czynniki uprawiały grunt i uprawiały gruntownie na zasiewy wolnej miłości — małżeństw na próbę —separacji — rozwodów — sztucznej kontroli urodzin, morderstw niewiniątek! W tej erze, w umysły kobiet wpajano zasady męskości. Wmawiano w nią, że jest równą mężczyźnie we wszystkim i że ma z nim równe prawa; kobieta nauczyła się pić, palić, kląć na równi z chłopami! Zapanowały hasła znamiennie amerykańskie; Each one is at liberty to lead his own life! — Each has the right to take a fling at life! — Tak bez końca! Przypominam, że takie poglądy zakorzeniały się w umysłach ludzkich przez blisko czternaście lat! Przypominam też, że takie zapatrywania, zastosowane do życia stu trzydziestu milionów ludzi, nie pozostają bez skutków, widzialnych i namacalnych. Proszę spamiętać sobie to, i spamiętać dobrze! Tam gdzie jest naturalny powód, muszą być, w dodatku, naturalne skutki! W dodatku pamiętajmy, że mimo, iż Pan jest cierpliwy i wielkiego miłosierdzia, nawiedza grzechy ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia! Pamiętać na to wszystko dopomoże nam do dania sobie prawdziwej odpowiedzi na pytania; kto jest winien? kto jest Kainem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę, że żadne pokolenie nie przechodziło tak nagłych i gwałtownych zmian, i nie trafiało na tyle trudności, jak właśnie pokolenie obecne! Przyszło na świat kiedy ziemia trzęsła się od huku armat i innych dział morderczych; przyszło na świat, kiedy po ziemi chodziła śmierć w rozmaitych postaciach; przyszło na świat, kiedy umysły ludzkie pałały zawziętością, kiedy serca ludzkie gorzały nienawiścią, a usta ludzkie śpiewały pieśni zemsty i odwetu! Naprawdę, że to pokolenie wykolebało się w kolebce krwi ludzkiej! Postawiło pierwsze kroki w erze "jazzu"! i uczyło się stąpać w latach, w których nasz naród stracił poszanowanie dla wszelkiego prawa i każdej władzy. Proszę mieć to wszystko przed oczyma, kiedy rozprawiamy o dzisiejszem naprężeniu umysłowem i o dzisiejszem rozprężeniu moralnem. Łatwo nam wskazywać na wzrost zbrodni wśród młodych; łatwo nam potępiać przestępców młodocianych! Nie miło nam słuchać, że choroby zaraźliwe szerzą się pośród młodzieży; co gorsza, że procentowo sprawdza się to więcej wśród dziewcząt jak chłopców; że dziewczęta nasze coraz to częściej idą na bezdroża, i na to wskazuje statystyka; mimo to nie wolno nam rzucać kamieniem potępienia na tę młodzież! Powiedziałbym szczerze, że z tej młodzieży, tylko najwyżej trzy procent, jest sobie sama winną, bo jest zuchwałą, swawolną, niedbałą i zbrodniczo usposobioną! Co do reszty, ktoś inny jest winien!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wystarczała jednak, ani wojna światowa, ani prohibicja. Potrzebna była jeszcze depresja, aby uzupełnić szkody i krzywdy obecnego pokolenia! Trzy zastraszające katy. Od 1914 do 1934 roku bezrobocie wyrzuciło na bruk miliony młodocianych robotników i robotnic w najwrażliwszych i najniebezpieczniejszych latach ich życia! Młodzi, w domu nie mieli spokoju; o ich uszy odbijały się nie tylko wyrzuty i narzekania, lecz nie raz wyzwiska, urągania i przekleństwa; poza domem, młodzi znaleźli się  pod  okiem   sprytnych  osobistości,   którzy  pod płaszczykiem  troski o robotnika i jego sprawę, tłoczyli w  umysły niespokojne, naukę twardą nienawiści i zemsty!   Ta młodzież, została sama bez kierownika, bez opieki, bez rady i bez rozumnego  i  rozumiejącego opiekuna!   Może  się  mylę!   Bo  cześć   tej młodzieży  nie  mając co innego  do  roboty,  przesiadywała   po tawernach, kształcąc się w rzeczach podejrzliwych od nauczycieli biegłych w sprawach  światowych!  Może uczęszczała do kina, gdzie widziała obrazki z życia gengsterów, wyświetlanych  w całej chwale i bohaterstwie; może czytała opisy, w najdrobniejszych szczegółach, odważnych rakieterów, sprytnych porywaczy dzieci dla okupu, i setek innych przestępców prawa; może wsłuchiwała się w programy radiowe, wychwalające odwagę samobójców i samobójczyń,  itp.!    Posłuchajcie wypowiedzenia się, jednej z kelnerek, w jakimś "beer-garden" w Detroit:    "Mam swoje lata i nie łatwo się gorszę.   Opisać jednak nie mogę, to na co muszę codziennie patrzeć!  Starsi i starsze gorzej się zachowują jak  młodzież!  Młodzi  widzą  i potem  naśladują!  Picie, tańce i automobile łamią więcej młodych żyć, jak co innego na świecie!   Czemu matki pozwalają 17 letnim dziewczynom, chodzić na zabawy, ze starymi żonatymi mężczyznami!   Ile znam takich, które już straciły zdrowie z tego powodu.    Niech Ojciec Justyn mówi ostro do ojców i matek naszych polskich dziewcząt, które sprzedają swe szczęście za chwilę przy kieliszku wódki lub wina!" &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec tego pytam się kto jest winien? Teraz w szczególny sposób zwracam się do was rodzice drodzy!   Na barki wasze  spada  wielka  część odpowiedzialności  za  dzieci  wasze. Wychowanie dziecka nie rozpoczyna się dopiero od czasu kiedy dziecko zaczyna chodzić!   Rozpoczyna się przy piersiach matki. Od kołyski.   Dzieci wszystko widzą, wszystko słyszą, wszystko zauważą i wszystko spamiętają.  Na nic przydadzą się upomnienia, jeśli dzieci nie widzą dobrego przykładu! Dzieciom i młodzieży trzeba tłumaczyć skutki uczciwego i cnotliwego życia; nie trzeba jednak milczeć o skutkach złego i występnego prowadzenia się!  Trzeba wykazać, że życie występne nie popłaca!  Trzeba udowodnić że nie warto spędzić kilka godzin pozornego szczęścia, aby potem przez długie lata patrzeć smutnie na dno kielicha, okryte gorzkością piołunową! Trzeba wykazać różnice pomiędzy murami więzienia, a ścianami domku bodaj najbiedniejszego! Naturalnie   trzeba   wskazywać   na   tablicę  przykazań   Bożych. Uczyć  bojaźni Boga!   Przestrzegać  przed  złym  towarzystwym. Co najważniejsze,  do przestróg i upomnień, trzeba koniecznie dodać żywy przykład! Niech rodzice będą nie tylko nauczycielami i doradcami w słowach ale przewodnikami w uczynkach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcesz ojcze, aby syn mówił pacierze? Sam nie wstydź się klęknąć na kolana; chcesz aby syn szedł do kościoła, sam chodź regularnie; chcesz aby syn szedł do Spowiedzi św.? Sam daj mu przykład. Wy matki uczyńcie tak samo! Wtenczas przynajmniej wy rodzice, będziecie mogli śmiało powiedzieć: Nie my, lecz kto inny jest winien! Nie my, lecz kto inny jest Kainem!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-4671729481038393092?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/4671729481038393092/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/12/30438.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4671729481038393092'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/4671729481038393092'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/12/30438.html' title='KTO WINIEN? KTO JEST KAINEM? - pogadanka o. Justyna z 3.04.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5321031060425617462</id><published>2011-12-09T14:46:00.000-08:00</published><updated>2011-12-09T14:46:36.123-08:00</updated><title type='text'>CZEMU NIE PO CHRZEŚCIJAŃSKU! - pogadanka o. Justyna z 27.03.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co dopiero rozpoczęliśmy nadawanie dwudziestego pierwszego programu Godziny Różańcowej! Pozostaje więc nam tylko pięć więcej w obecnym sezonie. Ponieważ następne, z wyjątkiem Wielkanocnego, zamierzam poświęcić sprawom naszej młodzieży, w dzisiejszej mowie muszę pokryć kilka spraw, i to w bardzo treściwy sposób! Mimo wszystkiego, ja wierzę, że nasz ludek polski jest pracowity, pobożny i spokojny. Tak też określiłem otwarcie i szczerze nasze wychodźstwo Generałowi Góreckiemu, kiedy mówiłem: "Nasi Polacy i Polki miłują Boga, dbają o swe rodziny, kochają bliźniego, chcą w spokoju pracować i żyć uczciwie!" Nie ma jednego prawa, które by nie miało swego wyjątku. To samo sprawdza się też w naszej sprawie! W gronie naszym są nie tylko ludzie. Znajdują się zarazem ludziska. Tak jak wśród zboża musi znaleźć się kąkol, tak jak wśród tatarki widzi się zielsko, tak jak wśród koniczyny ujrzy się chwasty — tak w każdym społeczeństwie znajdą się niedowiarkowie, mędrkowie, faryzeusze, fałszywi prorocy; gdzie jest pachnąca kawa, tam będą i fusy; nie ma dobrego piwa bez szumowin, butelka najwytrawniejszego wina, na wewnątrz jest wykpiona osadą, a na zewnątrz pokryta śniedzią i pajęczyną, smaczna herbatka zawsze pozostawia niekształtne i drażliwą woń wydające listki! Nie trzeba więc się dziwić, że wśród naszych, czyli w naszym społeczeństwie, mamy garbate umysły, skarłowaciałe dusze, skamieniałe serca, ludzi, którzy nie żyją, tylko bytują z dnia na dzień, od kolebki do grobu! Ludzi, z których Bóg nie ma chwały, ludzie nie mają pożytku, sami nie wiedzą po co i dlaczego żyją! Pewien procent takich zawsze był. Dziś jest. Zawsze będzie! Nad takimi warto jednak pracować. Czym więcej wysiłków i trudów, to i zawsze większe zadowolenie, kiedy się słyszy, że ten lub owa przejrzeli i zrozumieli, że życie ludzkie powinno posuwać się w prostej linii, bo ta zawsze łatwiej i prędzej zaprowadzi do spokojnego i zadowolonego, chociaż nie do nadmiernego i wygodnego życia, które znów jest pewną wskazówką do spokojnej i zadawalniającej śmierci i nie mniej szczęśliwej wieczności! Czas wielkopostny, nadaje się do dzisiejszej rozprawy, ponieważ w tym czasie powinniśmy otrząsnąć się z przywyknień i przyzwyczajeń, nie zgadzających się z wysokim i podniosłem powołaniem chrześcijanina; to ma posłużyć do naszego powstania z grobu nędzy i upadku, ubrać się w odświętne szaty nowego człowieka do nowego  i lepszego życia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZEMU NIE PO CHRZEŚCIJAŃSKU!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę wysłuchać takiego listu z Holyoke, Mass.: "Ja też jestem postępowcem! Od lat nie chodzę do kościoła. Nie wierzę w modlitwy, a jednak jeszcze we mnie piorun nie trzasł! Nie widzę żadnej potrzeby poszczenia. Boję się, żebym w rybę się zamienił. Wszystkie religie są mi równe! Żyję sobie jak mi się podoba. Niczego się nie boję!"&lt;br /&gt;Mój drogi rodaku, mianujący się postępowcem! Jeśli każdy ten, który nie wierzy, nie modli się, nie chodzi do kościoła; lub ten, który porzucił prawowitą żonę i siedzi z kobietą na wiarę; albo wykradł drugiemu żonę, albo taki, który rozwiódł się ze żoną, aby drugą zaślubić cywilnie, jeśli taki zasługuje sobie na tytuł postępowca, to każdy psiątek czyli hycel ma równe prawo do mianowania się następcą tronu rosyjskiego! Mimo, że uroiliście sobie patent na postęp i rościcie sobie pretensje do postępu, ten dzikus w dżungli afrykańskiej przewyższa ciebie w postępie! Nie chodzisz do kościoła, bo właśnie nie chcesz pogodzić twego życia z nauką Kościoła. I ten kościół i wszystko z kościołem związane jest ci kością w gardle! Twierdzisz, że nie wierzysz w modlitwy, a jeszcze w ciebie piorun nie trzasł! Jeszcze jeden powód, abyś rzucił się przed Bogiem na kolana, że jeszcze w ciebie piorun nie trzasł to zawdzięczasz cierpliwości, dobroci i miłosierdziu Bożemu, a nie twej niewierze. Że jeszcze w ciebie piorun nie trzasł, to nie znak, że kiedyś nie trzaśnie! Sam widocznie się tego spodziewasz, kiedy mówisz, "że jeszcze nie!" Zresztą Bóg nie jest tak skory do rzucania gromów w bluźnierców. Zazwyczaj Stwórca zostawia sprawę czasowi i zdarzeniom życiowym! Padnie na tego ciężka i długa choroba, aby miał czas do wnijścia w siebie i do naprawienia drogi życia, albo taki ulegnie jakiemu kalectwu, albo własną ręką wpakuje sobie kulkę, albo umyślnie zawiesi się na sznurze, może taki wskoczy do wody, albo rzuci się z wysoka, albo też wypije szklanicę trucizny!&lt;br /&gt;Ze siedem lat temu, tu niedaleko od Buffalo zderzyły się dwa samochody. Na miejscu zabiło mężczyznę i kobietę, albo raczej dziewczynę. W kolizji mężczyźnie coś przecięło język na pół! To też był taki postępowy niedowiarek i bluźnierca, który mimo, że miał żonę i dzieci, bałamucił inne, lekceważąc sobie prawa Boże! Sprawiedliwość go dogoniła, kiedy jechał na "good-time"! Zginął w mgnieniu oka! Twarzy tak strasznie wykrzywionej i wystraszonej nigdym w życiu nie widział! &lt;br /&gt;— Drugiemu, też takiemu, który wyzwolił się spod przykazań Boskich i kościelnych, Opatrzność zabrała mu syna jedynaka! To też poskutkowało! Dziś inaczej mówi i inaczej żyje! Trzeci, który wzbogacił się naciąganiem i nadużywaniem maluczkich, aż sąd go dogonił i zamknął za kratami, ten odnalazł Boga i odzyskał wiarę w więzieniu! Widzisz mój kochany, Bóg nie rzucił piorunem ani w pierwszego, ani w drugiego, ani w trzeciego! Nie naśmiewaj się i nie szydź sobie z wyroków Boskich, my za słabi jesteśmy, aby je zrozumieć, wierz mi jednak, że są one sprawiedliwe!&lt;br /&gt;Dlatego, że ty nie widzisz potrzeby poszczenia, to jeszcze nie znak, że myśmy pościć nie powinni! Bóg w Starym Testamencie dał pewne przepisy postne; sam Chrystus pościł i nam post polecił wielokrotnie! Pierwszy post nadał Bóg naszym rodzicom w raju, kiedy zakazał im spożywać owocu! Żydom zakazane były pewne gatunki mięsiwa; w niektóre uroczystości nie było im wolno ani jeść ani pić przez 24 godziny! Pościli Mojżesz, Eliasz i Jan Chrzciciel. Post kościelny nikomu szkody i krzywdy nie przynosi! Zapytaj się doktora, ten ci powie, ile i jakie choroby sprowadza na siebie każdy, który się objada mięsiwem! Zresztą ty wiesz, że dziś kładzie się na dietę nie tylko cierpiących i schorzałych, ale nawet zdrowych. Ludzie płacą za to i płacą ochoczo! Kościół wypisuje receptę postną za darmo! Czemu więc nie mamy tej recepty przyjąć i do niej się zastosować, kiedy za jej pomocą możemy odzyskać tak zaszargane i zbankrutowane zdrowie nie tylko ciała, lecz również i duszy? Przecież nie ma zdrowotniejszych potraw nad jajka, ryby, sałatki i jarzyny! Co zdrowego widzisz w przepakowaniu żołądka jakiemś "ścierwem", które przez miesiące lub lata leżało w lodowni i czekało na żarłoczny apetyt nie lubiących postu i umartwienia! Ja jeszcze nie słyszałem, aby zachowanie postu kościelnego komu na zdrowiu zaszkodziło, ale wiem ze zeznań doktorów, że wielu, bardzo wielu powędrowało na cmentarz z powodu — obżarstwa! Boisz się, żebyś, jedząc rybę, w rybę się nie zamienił! No, a jedząc cielęcinę, nie boisz się, że zamienisz się w cielątko głupiutkie? Jedząc wołowinę, nie myślisz, że we woła powolnego wyrośniesz? Jedząc skopowinę, nie obawiasz się, że wyrośniesz w barana upartego? Nie bój się ryby, bo przecież ona ani wieloryb, ani ty — Jonasz! Ty ją z łatwością przełkniesz. Ze smakiem też i z nie małą korzyścią dla ciała i duszy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może w twoich bezkrytycznych i niewiarą zamglonych oczach wszystkie wiary są równe! W rzeczywistości tak nie jest! Czy ta wiara, która pobudza do nienawiści, ma tę sama wartość jak ta, która uczy braterstwa, równości i miłości? Są wiary, których wyznawcy kłaniają się słońcu, księżycowi, gwiazdom i kometom! Są takie wiary, w których za bożka mają białego słonia, białego wołu z czarna gwiazdką na czole, żmije, ptaki itp. Czy te wiary mogą być porównane z wiarą chrześcijańską? Czy wszystkie sekty tu w Ameryce, a jest ich przeszło trzysta, są równe i jednakowo doskonałe? Chyba nie jesteś maleńkim dzieckiem, aby nie uznać różnicy przynajmniej pomiędzy religią katolicką a zwolennikami sekty Judasza, albo wyznawcami sług szatana, nieprawdaż?&lt;br /&gt;Przyznaj się, że nie żyjesz jak ci się podoba, tylko jesteś niewolnikiem i ślepym służalcem twych skłonności, wybryków i nałogów. Wołasz na głos, "że się niczego nie boisz." To są słowa jałowe, puste i nic nie znaczące. Żaden człowiek odważny tak nie głosi tej cnoty, ale daje ją poznać uczynkiem. Tylko tchórz trąbi o swej odwadze wszędzie i wszystkim. Nikogo jednak nie oszuka! Zresztą poczekaj aż staniesz w obliczu śmierci, kiedy ona spojrzy ci w oczy, bo przecież wiesz, że inaczej człowiek mówi w zdrowiu i szczęściu, a inaczej zachowuje się w chorobie i kiedy chyli się nad trumną. Ja stawiam ci tylko pytanie, czemu nie rozpoczynasz myśleć, mówić i żyć więcej po chrześcijańsku? Post święty, to najlepsza okazja na zmianę trybu życia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny list też zawiera opis sprawy, dziś na porządku dziennym; "Mamy mały sklepik z groserią i mięsiwem. Kiedy była bieda dawaliśmy naszym klientom na książkę, bo przecież nie mogliśmy pozwolić, aby kto z głodu cierpiał. Kostumerzy nabrali nas na przeszło siedem tysięcy dolarów. Co teraz zrobili? Nie chcą nam oddać. Co my mamy zrobić? Ludzie nie mają sumienia. Chodzą do kościoła, modlą się, a nam długów nie oddają!"&lt;br /&gt;W połączeniu z tą sprawą, wysłuchajcie też i takiego: "W czasie depresji pożyczyliśmy naszym krewnym przeszło tysiąc dolarów, bo bank chciał im dom odebrać. Przez dwa lata płacili nam procent. Ze sumy nic nie spłacili, teraz dom sprzedali i wyjechali z miasta!"&lt;br /&gt;Jeszcze taki: "Nasza siostra miała wielką pożyczkę od taty, bo za te pieniądze kupiła sobie wielki dom. Tata umarł. Teraz ona się wypiera, że nic jej tata nie pożyczył. Myśmy zostali bez ojca i matki i bez pieniędzy!"&lt;br /&gt;Ktokolwiek nie odpłaca zaciągniętych długów, popełnia kradzież. "Nie bądźcie nikomu nic winni", upomina Apostoł, i "oddawajcie tedy wszystkim coście powinni!" W księdze Eklezjastyka: "Nakłoń ubogiemu bez smutku ucha twego, oddaj dług twój!" W księdze Przypowieści znajdujemy taką radę i ostrzeżenie: "Nie bywaj między tymi, którzy rękę dają i którzy się czynią rękojmiami za długi, bo jeśli nie masz skąd wrócić, czemuć nie ma wziąść przykrycia z łóżka twego?" — Św. Augustyn woła: "Nigdy nie będzie twa wina zmazaną, jeśli nie będzie rzecz cudza oddaną!" Dług musi być oddany albo właścicielowi albo jego spadkobiercom. Jeśli pierwszy umarł, drugich nie ma, lub nie są znani, dług należy przelać na dobre cele, jak na sieroty, staruszków lub inne! Kto nie jest w stanie oddać wszystkiego, niech odda część! Kto nie może oddać od razu, niech przynajmniej przyzna się do długu i przyobieca spłacić jak najprędzej! Nasi jednak inaczej postępują: nie chcą przyznać się do pożyczek i długów, lecz nawet na sądzie przysięgają, że nie są winni! Narobią długów u polskiego rzeźnika, grosernika lub piekarza, potem idą za gotówkę kupować u innonarodowca! Zresztą dziś całe nasze społeczeństwo żyje ponad głowę i stan! Dawniej, nasi nic nie brali na kredyt. Obawiali się pożyczek. Długów nie znali i długów nie mieli! Kiedy młodzi się pobierali, mieli tylko własny piec, łóżko, stół i kilka krzeseł. Z czasem jak się dorabiali, dokupowali za gotówkę najpotrzebniejsze sprzęty. Dziś, jeszcze przed ślubem młodzi zakupią na kredyt wszystko najnowsze, najmodniejsze i najdroższe! Lecz na — kredyt! Mają wszystko do użytku, ale nic nie jest ich własnością, bo to na wypłatę! W dodatku, mają długi z nadmiernym procentem! Uginają się młodzi pod tym ciężarem. Jeśli nie są w stanie opłacić cząstki wyznaczonej, bo zgubią robotę, albo przyjdzie choroba — wtenczas nadjeżdża "truck" i zabiera im wszystko, od pieca do solniczki! I to powtarza się po kilka razy! Ja znam takich nowożeńców, którzy ślubowali przed dziewięciu latami, a którzy po dziś dzień nie mają własnej patelni! Regularnie raz, lub nawet dwa razy do roku, kredytorzy zabierają im niewypłacone ruchomości!&lt;br /&gt;Nieraz człowiek powątpiewa o uczciwości ludzkiej kiedy wie, że ludzie, którzy narobili długów, ich nie oddają, je sobie lekceważą i o nich chętnie zapominają. Nie rozumieją, że piją pot i łzy ludzkie, i że karmią się krwawą pracą drugich, przyprawioną błaganiami i prośbami o sprawiedliwą karę Bożą! Lepiej jest raz na dzień jeść za własne pieniądze, aniżeli tuczyć się na zadłużonych dolarach! Lepiej jeździć konikami apostolskiemi, aniżeli pokazywać się w samochodzie zakupionym za pożyczone pieniądze! Ten, który ma dług u księdza, doktora, piekarza, rzeźnika, a nie chce go oddać, najpierw staje się dłużnikiem u Boga, który mu nie odpuści, aż odda do ostatniego szeląga, potem staje się ofiarą prawa naturalnego, bo nigdy się niczego nie dorobi, wreszcie idzie do "poor-hauzu"! Bądź więc człowiecze sprawiedliwym i honorowym dłużnikiem. Teraz rozpocznij oddawać coś winien. Zaoszczędzaj, nawet odmawiaj sobie nieco, ale oddaj coś z długu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech teraz dam wam jedną przestrogę w pożyczaniu drugim. Wszyscy bądźcie ostrożni. Szczególnie wy rodzice! Jeśli chcecie zatrzymać szacunek waszych dzieci i nie chcecie sobie zrobić nieprzyjaciół, nie pożyczajcie im pieniędzy, szczególnie w cztery oczy! Jeśli im koniecznie chcecie pożyczyć, zróbcie to legalnie i przez adwokata! Za często zmuszony jestem słuchać zażaleń zacnych ojców i matek, którzy za mało kierują się rozumem, a za łatwo idą za popędami uczuć serca polskiego, dają się nakłonić do prywatnych pożyczek, tak bez krzyża i świeczek. Potem płaczą, narzekają i pomstują. Nieraz, w dodatku, bywają wyrzuceni z domów, i zmuszeni są szukać stołu i łóżka u obcych! Nic zaś na świecie, żadna wymówka nie usprawiedliwia dzieci od zwrócenia pożyczek zrobionych u rodziców! Jeśli sprawiedliwość jest podwaliną państw, musi też być podwaliną szczęścia jednostek i rodzin! Pamiętajcie o tym dłużnicy, oraz wspomnijcie na słowa Apostoła, że "niesprawiedliwi i złodzieje nie posiędą Królestwa Bożego"!&lt;br /&gt;Następujący list zawiera taką prośbę: "Słucham programów niedzielnych. Czemu O. Justyn nigdy nie przypomni naszym rodzicom, aby zrobili testament. Zostawiają nas bez testamentu; potem dzieci kłócą się o spadek i nawet procesują się. Nieporozumienia trwają przez lata, albo i na całe życie! Tego można przecież uniknąć!" — Jak to dobrze, prawda, że od czasu do czasu ktoś nadepnie na moje nagniotki i zbudzi mnie do omawiania spraw ważnych, odnoszących się do szczęścia ludzkiego? Bez wątpienia, że rodzice powinni sporządzić testament czyli rozporządzenie ostatnich życzeń! Przez to uniknie się kłótni, procesów i rozkładu majątku! Testament, dla ważności musi być wyrobiony z przytomnością umysłu i dlatego nie powinno się odkładać i niedbale się zapatrywać na obowiązek zrobienia go. Św. Bazyli robi taką uwagę: "Nieszczęsny, zechcesz może umierając, ostatnią swą wolę wyjawić, lecz wtedy język twój zdębiały wymówić słów nie potrafi, drżąca ręka pisać nie zdoła. Jeśli nawet zdążysz jeszcze żywym słowem albo na pismie wydać rozporządzenie, to każda omyłka, zapomnienie, litera lub znaczek chybiony zmieni myśl twoją, a wolę niezrozumiałą i w skutkach niespełnioną uczyni. Robiąc testament trzeba iść według sumienia, trzymać się prawa sprawiedliwości i przed oczyma mieć zasadę miłości chrześcijańskiej! Trzeba dokładnie wyszczególnić co, wiele i komu. Może, że jedno dziecko dłużej pracowało, całe pejdy oddawało. Drugie z domu poszło, we więzieniu siedziało itp. Wszystkie te szczegóły trzeba rozważyć i stosownie do tego mająteczkiem rozporządzić. Pamiętać trzeba, aby wyszczególnić pewną sumę na koszta pogrzebu, na Msze św., na sierotki, na kształcenie biednych chłopców, lub na inne cele dobroczynne i szlachetne! Znam ja wypadki, gdzie dzieci wiedząc, że rodzice nie zrobili testamentu, a łaszcząc się na majątek, sprawiły ojcu lub matce najtańszą trumnę. Msze świętą cichą, albo bez wigilii. Inne dzieci kłóciły się o spadek, kiedy matka konała.    Inne ani raz na Mszę św.  za duszę rodziców nie dały!     Jeśli jakim dzieciom  rodzice już za życia coś im dali, należy wymienić w testamencie, aby te dzieci nie miały  równych  pretensji z drugimi, co  nic  nie  dostały.&lt;br /&gt;Przez testament nic  nie oddajecie za życia;   testament  nie jest&lt;br /&gt;proroctwem lub zapowiedzią waszej rychłej śmierci.   Jest tylko znamieniem dobrego, uczciwego i sprawiedliwego gospodarstwa.&lt;br /&gt;Rodzic, który uporządkował sprawy duchowe przez sumienną i skruszoną Spowiedź świętą,  a sprawy materialne rozporządził sprawiedliwym testamentem, może w końcu z całym spokojem ducha mówić:  "Ojcze, w ręce Twoje oddaje, ducha mego!"&lt;br /&gt;Ten list celowo zostawiłem do końca! Proszę słuchać: "Czemu w protestanckich kościołach nigdy nie wołają o pieniądze? W naszych kościołach prawie co niedzielę tylko się słyszy nawoływanie o pieniądze! Czy trzeba płacić za wiarę? Mnie już się nie chce chodzić do kościoła!" — Jedni nie chodzą do kościoła, ponieważ im się niepodoba, że Kościół nie pozwala na rozwody. To nikt inny jak sam rozwodnik, albo żyjący na wiarę, na knebel lub w dzikim małżeństwie! Drudzy nie chodzą do kościoła, bo Kościół woła: "Nie kradnij" — to są złodzieje, naciągacze, oszukańcy i niesprawiedliwi. Trzeci nie idzie do kościoła, bo słyszy naukę o świętości małżeństwa, o umartwieniu i szlachetnej wstrzemięźliwości w pożyciu małżeńskim.    To go niepokoi, i nie daje mu spokoju!    Gdyby Kościół nie był Boski, tylko ludzki, czysto  ludzki, kierowałby  się zapatrywaniami  i&lt;br /&gt;zachciankami  ludzkimi.     Będąc  jednak  Boskim,   trzymać   się&lt;br /&gt;musi nauki Chrystusa,  która nie jednemu wydaje się twardą i&lt;br /&gt;niezrozumiałą!    W rzeczywistości za wiarę trzeba płacić; trzeba płacić nie tylko pieniądzem i mieniem, ale krwią i życiem. Tak zawsze płacili od początku wiary Chrystusowej do dnia dzisiejszego praktyczni chrześcijanie-katolicy! Pierwotnie, chrześcijanie znosili wszystkie swe posiadłości i składali w ofierze u stóp Apostołów. To trwało przez całe wieki! Potem obowiązani byli składać starożytne dziesięciny! Kiedy jednak słabła wiara zmniejszała się ofiarność wierzących Kościół zmuszony był wprowadzić przykazanie zmuszające wiernych do wspomagania swych kościołów. I to przykazanie obowiązuje w sumieniu! Żaden praktyczny katolik nie wymawia się od obowiązku składania ofiar na cele kościelne! Jak inaczej można utrzymać budynki parafialne, opłacać obsługę kościelną i szkolną? Czy ty myślisz, że księdzu jest miło iść na ambonę przypominać, prosić i błagać o ofiarę? Przecież to jest poniżający i upokarzający obowiązek! Albo czy ksiądz jest na to, aby urządzać bazary, zabawy i rozmaite afery na dochód parafii? A jednak mus nie łaska. Z konieczności ten biedny ksiądz staje się po prostu dziadem, żebrakiem i manażerem igrzysk towarzyskich! Bo przecież banki domagają się procentu, nauczycielki proszą o pensję, służba domaga się należytej zapłaty, a tu jeszcze trzeba budynki ogrzać i oświetlić, w porządku utrzymać! — Mija się z prawdą twoje twierdzenie, że w zborach innowierców nie nawoływują do ofiar. Mówią o tym nie raz. I dostają ofiary w papierkach i przekazach, nie jak my w indianach i bawołach. Jeśli zaś nie proszą o ofiary w niedzielę, to dlatego, że to jest zbyteczne! Niech ja ci to wytłumaczę. Na początku roku schodzą się tak zwani prowizorzy kościoła i układają budżet roczny. Teraz obliczają ile jest rodzin i ile jest mniej więcej dochodu w rodzinie. Każdą rodziny opodatkowują. Każdej rodzinie wysyłają zawiadomienie, że taka lub taka ofiara jest od nich spodziewana. Nikt nie protestuje. Nikt nie krzyczy. Każdy płaci swoje ratami lub jednorazowo! Albo inni znów składają całkowicie dobrowolną ofiarę! Ta wynosi przeciętnie, na rok, trzydzieści dolarów od osoby! Gdyby nasi Polacy okazali podobną ofiarność, żaden ksiądz by nie prosił o ofiary! Ja rozumiem, że nasi są biedni, że nie mają tyle co drudzy. Prawda. Jednak i nasi mają dosyć na palenie, na picie, na uczęszczanie do teatrów, na karty i na konie!&lt;br /&gt;Jakiś komitet przeprowadził inwestygację tu w Stanach Zjednoczonych, z której dowiadujemy się, że mimo faktu iż w roku 1936 zarobki wzrosły o 61 procent, ofiary na kościoły spadły o 30 procent, a na cele dobroczynne o 29 procent. W tym samym czasie wydatki na samochody wzrosły o 203 procent, na&lt;br /&gt;wódkę o 220 procent, na piwo o 317 procent, na radioaparaty o 302 procent. Udowodniono, że Amerykanin wydaje 98 centów, na religię rzuca całe dwa wielkie miedziaki. Czy to nie prawdziwy grosz małpi? Niech będę zrozumianym. Wiem dobrze, że niektórzy nie są w stanie złożyć większej ofiary. Bardzo dobrze. Niech ci dadzą swój grosz wdowi. Są jednak tacy, którzy by dać mogli stosunkowo więcej, aniżeli dają! Ja wątpię czy tacy kupią sobie paszport do zbawienia i nieba za cenciki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc, bądźmy wyrozumiali na potrzeby materialne kościoła. Krytykujmy mniej, dawajmy więcej. Ofiarami podtrzymujmy i rozkrzewiajmy Wiarę świętą i często przypominajmy sobie, że "kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie", czyli niech tyle daje ile może, a kto skąpy datek daje, mały owoc odniesie! I ciągnie dalej Apostoł: "Każdy jako postanowił w sercu swoiem; nie z zamarszczenia, albo z przymuszenia; albowiem ochotnego dawcę Bóg miłuje!" czyli, niech każdy daje ochotnie i dobrowolnie, nie zaś skąpo i niechętnie, albo przez wstyd lub z bojaźni! Szczodrość i hojność serc waszych Chrystus Zbawiciel Wam i Waszym już tu za życia wynagrodzi — zdrowiem i powodzeniem!&lt;br /&gt;Dowiedziałem się, że w pewnych osiedlach Nowej Anglii kręcą się jacyś ludzie, agenci i agentki, sekciarze i sekciarki, sprzedając jakieś broszurki. Podobno nawet mają rekordy moich słów, których używają do ułatwienia im sprzedaży tej sekciarskiej literatury. Stwierdzam publicznie, że to są oszuści i naciągacze, których trzeba raportować na policję. Jeśli taki lub taka przyjdzie do was, zatelefonujcie do policji. Niech władza sprawę załatwi z oszustami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-5321031060425617462?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/5321031060425617462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/12/czemu-nie-po-chrzescijansku-pogadanka-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5321031060425617462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5321031060425617462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/12/czemu-nie-po-chrzescijansku-pogadanka-o.html' title='CZEMU NIE PO CHRZEŚCIJAŃSKU! - pogadanka o. Justyna z 27.03.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5556570000097644699</id><published>2011-11-22T12:19:00.000-08:00</published><updated>2011-12-09T14:47:27.215-08:00</updated><title type='text'>CO TO ZA WIARA? - pogadanka o. Justyna z 20.03.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stany Zjednoczone wychwalają się oświatą, postępem i dobrobytem! Wmawiają w nas wszyscy, że nie ma cywilizacji, ponad tutejszą! Tu wszystko nie tylko dobre, ale najlepsze, nawet najdoskonalsze! Wskazują nam na szkoły i uniwersytety; wyliczają nam tysiące i tysiące uczniów! Przytaczają nam cyfry, które stwierdzają, że mamy najwięcej samochodów, radioaparatów, wanien i szczotek do zębów! U nas najwięcej ludzi jeżdżą samolotami i pociągami. U nas najwięcej pociągów pospiesznych o modnych liniach opływowych, czyli, "stream-lined!" Mimo tego wszystkiego, mamy też jeszcze ludzi nieumiejących czytać i pisać, a w Ameryce jest ich przeszło cztery miliony i pół; mamy wśród nas około dziewięć milionów bezrobotnych; mamy biedy i nędzy aż po same uszy; mamy najwięcej domów Dobrego Pasterza, szkół poprawczych i rozmaitych więzień, w których obecnie zamieszkuje ogromna armia, bo przeszło ćwierć miliona przestępców, i do których rokrocznie, bywa skazywanych około siedemset tysięcy nowych, mniejszych łamaczy prawa, na krótszy lub dłuższy termin; wszystkie kraje Europy nie wydają tyle na wiezienia i więźniów, co wydają Stany Zjednoczone! Od roku 1914 do 1936, z tej liczby zbrodniarzy, było przeszło siedemset tysięcy niepełnoletnich, czyli poniżej dwadzieścia jeden lat! Nawet w tej chwili, kiedy do was przemawiam, według zeznań dyrektora jednego z biur federalnych, w tej chwili, po ulicach naszych miast i miasteczek snuje się przeszło trzy miliony i pół rozmaitego typu zbrodniarzy; dwadzieścia procent z tych, to jeszcze chłopcy i dziewczęta! Patrzcie i podziwiajcie, albo raczej patrzcie i rozpaczajcie, dokąd to i do czego, oświata, postęp i cywilizacja doprowadziła nasze społeczeństwo! Mimo że według statystyki, tylko nieco ponad 60 milionów mieszkańców w Stanach Zjednoczonych przyznaje swą przynależność do jakiego kościoła, mamy około trzysta rozmaitych sekt. Od sekty, która uczy, że dusza ludzka po śmierci powraca i żyje w psie lub w kocie, do sekty której członkowie nazywają się wielbicielami szatana! Nie ma też drugiego pozornie cywilizowanego kraju, w którym by ludzie tracili tak bajeczne sumy na znachorów—wróżki—spirytyzm i leczenia cudowne - jak tu w Ameryce! Ci niesumienni a sprytni naciągacze wyłudzają rocznie miliony dolarów z kieszeń naiwnych i łatwowiernych. Posłuchajcie: "Moja matka nie chodziła do kościoła, bo musiała dawać kolektę, ale co tydzień leci do jakiegoś "divine healer" i tam daje mu dwa dolary za poradę. Nam się zdaje, że już dostaje pomieszania zmysłów. Nie chce z nami rozmawiać, tylko całymi godzinami siedzi bez ruchu i patrzy w jedno miejsce. Niech Ojciec kiedyś wytłumaczy na radio, bo tu w Chicago wiele Polaków i Polek bierze udział w takich posiedzeniach i wierzy we wróżki!" Bez dalszego argumentowania, do mowy dzisiejszej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CO TO ZA WIARA?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natura ludzka jest nam tajemnicą. Człowiek jest wiązką sprzeczności, dla tego, nie jesteśmy zdolni, zrozumieć i wytłumaczyć prowadzenia i zachowania się ludzi. Jedno myślą, drugie mówią, a całkowicie inaczej żyją! Jedni twierdzą, że w nic nie wierzą, a mimo to żyją według przepisów wiary. Drudzy twierdzą, że wierzą, a jednak uciekają się do sztuczek kuglarzy, przywiązani są do praktyk, wyraźnie zakazanych przez samego Stwórcę-Boga! Cofam wyobraźnie wasze kilka tysięcy lat temu wstecz! Na górze Synaj klęczy Mojżesz i słucha. Bóg mówi do niego tak: "I będę mieszkał w pośrodku synów Izraelowych, i będę im Bogiem, i poznają żem Ja Pan Bóg ich, którym je wyprowadził ze ziemi egipskiej. I dał Pan Mojżeszowi, dokonawszy tych mów na górze Synaj, dwie tablice świadectwa kamienne, pisane palcem Bożym!" Pierwsze z nich: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!" W międzyczasie lud Izraela wołał do Aarona: "Uczyń nam bogi, którzy by szli przed nami!" — Sprawił sobie lud buntowniczy, cielca odlanego z zausznic złotych, kłaniał się mu, składał ofiary, jadł, pił i weselił się! Rozgniewany Bóg wołał: "Widzę, że lud ten jest twardego karku. Puść mnie, że się rozgniewa zapalczywość moja i wygładźę je!" Ja nigdy nie mogłem pojąć i dziś nie rozumię jak człowiek, który nie chce uwierzyć w Boga, tak chętnie wierzy ludziom sobie podobnym, i zazwyczaj wcale nie grzeszącym ani uczciwością, ani szczerością, ani prawdą? Albo jak ci, którzy pozornie wierzą w Boga, a publicznie szukają pociechy i ratunku u proroków — leczniczych — wróżów i innych znachorów? Nie mogę wytłumaczyć to dziwne zapatrywanie i dziwaczne wierzenie takich, co to chcą "jedną ręką trzymać Pana Jezusa za nóżki, a drugą trzymają diabełka za różki!" Jeden ze sławnych kaznodziejów francuskich, tak się wypowiedział: "Pozostanie to zawsze niezbitą prawdą, że człowiek, który z wierzącego stanie się niedowiarkiem, poczyna być łatwowiernym. Nie będzie on wprawdzie wierzyć Prorokom i Apostołom, ale wierzyć będzie szarlatanom; odrzuci praktyki religijne, a odda się praktykom zabobonnym; unikać będzie kościołów Bożych —ale uczęszczać będzie na posiedzenia spiritystów. Przed Panem Bogiem nie chciałeś się ukorzyć, kórz się tedy przed podobnym do ciebie człowiekiem, kórz się przed szarlatanem, przed medium, przed samym szatanem! Jakie bóstwo — tacy i jego czciciele!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtarzam, że niedowiarkowie wierzą w rozmaite zabobony, że poganie uprawiają takowe, mało dbam. Dbam jednak bardzo i ubolewam nad faktem, że nasi, wierzący i katolicy szukają rady u wróżów i wróżek; dawają sobie stawiać horoskopy, aby dowiedzieć się czy gwiazdy są im wrogie lub przychylne; biorą udział w seansach spiritystów, szukają porady i pomocy lekarskiej u jakichś "boskich lekarzy" i cudownych lekarek, którzy sprytnie - i bez żadnych skrupułów wykorzystują naiwność i łatwowierność Polek i Polaków. Koniec końcem, zabobonni tracą zdrowie i tracą pieniądze. Bankrutują moralnie, fizycznie i finansowo. Płacą, ciężko płacą za swoją głupotę! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa lata temu, tu w Buffalo, mieliśmy cały szereg zdarzeń bardzo smutnych na tle wróżbiarstwa. Najpierw matka, namawiana przez sąsiadkę poszła w poradę do wróża-lekarza. Ten ją nastraszył, opowiadając zwyczajne koszały-opały o duchach, wałęsających się w jej mieszkaniu! Podobno były bardzo wrogo usposobione względem jej męża. Kobiecina się nastraszyła co niemało. Namówiła męża aby i on odwiedził wróża-znachora, dla zabezpieczenia sobie zdrowia i życia! Chłopek, wystraszony na śmierć, oddał znachorowi pięćset dolarów. Groźba duchów trzymających nad nim i nad głowami rodziny, miechy i wory nieszczęść, go niepokoiła we dnie i w nocy. Rozpoczęła działać na jego nerwy i wyobraźnie! Biedaczysko stracił apetyt. Spać nie mógł. Aby się ratować, chodził regularnie do znachora. Chodziła i żona. Płacili za każdą wizytę. Pieniądz w banku malał, duchy się mnożyły. Wreszcie znachor zażądał większej sumy pieniędzy. Chłop popadł w rozpacz. Gdzieś dorwał się do rewolwera. Poszedł niby z wizytą do naciągacza, pod pozorem, że mu niesie pieniądze; wpakował w niego kilka kuł, kładąc go trupem na miejscu. Zamknięto go w celi więziennej, gdzie oczekując procesu, powiesił się! Kilka miesięcy później, jego żona dostała pomieszania zmysłów. Zamknięto ją w domu wariatów. Tam też niedawno umarła. Czworo ich dzieci, miasto odesłało do publicznych instytucji. Oto skutki, smutne i bolesne skutki ludzi zabobonnych!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie kochani, uderzcie się całą pięścią w te wasze twarde polskie makówy,  i wytłumaczcie  mi,  jak zwyczajny człowiek może przedrzeć zasłonę waszej przyszłości i przepowiedzieć wam co was czeka, co się wam stanie?  Co gwiazdy mają do czynienia z waszym szczęściem lub nieszczęściem?   Komu Bóg daje  moc wywołania dusz nieśmiertelnych, aby ludziom służyły na zabawkę, lub rozrywkę? Co za śmiertelnik ma wtadzę cudownego leczenia? Wy zaś bez namysłu pędzicie, do pierwszej lepszej Ksantypy, która zapala świeczki, każe wam pić jakaś cuchnącą mieszaninę, mamrocze nad wami jakieś tajemnicze: "ciri, cyt; cyt, psina, pies — choroba przepadła w owies", albo takie: "jum, jum, jem, jadia, kowadło — choróbsko do brzucha wam wpadło!" I po tych i takich naciąganiach, tere-fere-kukach i "hum-bugach", wy wierzycie w cudowna moc siły tej, która niby was leczy i wam ulgi przynosi, a sama sobie nie może ulżyć i dopomóc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;—Może do waszej okolicy, sprowadził się jakiś nadzwyczajny stwór, który wygląda jak by co dopiero z wiezienia powrócił, albo przed dwoma dniami z trumny powstał. Wygląda on tak tajemniczo, a zarazem tak imponująco. Wywiesza klapkę z napisem: "Cudowny leczniczy!" Nazwisko chociaż wypisane złotemi literami, jest prawdopodobnie fałszywe: po amerykańsku "przybrane"! To dla zrobienia większego wrażenia! Taki Signor Banano, albo Profesor Kręcippies, albo Senior Hottama'i, albo Herr Kartofel, naokoło głowy zakręca sobie turban z tureckiego ręcznika, zarzuca na siebie starożytną koszulę nocna, w dodatku kraciastą; na nogi wciąga jakieś importowane i haftowane pantofle; na nos zakłada nowomodne okulary, albo w oko wtyka angielski monokel, i czeka za kostumerami! Oto cudowny łgarz—prorok—wywoływacz duchów, pocieszyciel i zbawca ludzkości! Za niedługo zajrzy tam jakaś pani ciekawska; potem kilka kumoszek! nie zabraknie i wuja lub stryja! Klientela już wyrobiona! Nie ma ani kolekty, ani opłaty. Wszystko dobrowolne. W kieszeniach wielbicieli i wielbicielek coraz to suszej; na książce bankowej naciągacza i znachora, coraz to nowe cyfry i większe sumy! Ludziska chwalą go, że to pobożny człowiek, bo każe się modlić i chodzić do kościoła! Na to powiem tylko, że dla własnej korzyści i dla pozyskania dusz, sam diabeł nie tylko, że chętnie przebrałby się za kościelnego i biłby ogonem w dzwony zwołujące lud do kościoła, ale gotów nawet w ornat się ubrać! Ludzie przypisują im moc leczenia! Nasze matki, starej daty, też umiały wyleczyć bóle głowy i żołądka; umiały i wiedziały co było skuteczne na przeziębienia, na okaleczenia. Używały do tego rozmaitych ziół i ziółek, kwiecia, listków i korzeni! To wszystko jednak, już z siebie, ze swej natury ma moc kojenia, łagodzenia, gojenia i leczenia. Udaj śle jednak do takiego znachora kiedy złamiesz rękę, nogę, żebra; lub rozbijesz głowę, czy on uśmierzy twój ból lub złączy połamane gnaty z pomocą własną, i na mocy jakichś modlitw, stękań i mruczeń tajemniczych, w rzeczywistości nic nie znaczących? Może on nad tobą wywijać rękoma, jak pijak na krzyżówce ulic miasta, albo może popaść w cudowny sen, a potem wić się jak nagi w pokrzywach, co to wszystko tobie pomoże? Twoja noga złamana się nie zrośnie; twoja ręka wykręcona dalej boleć będzie; twoje żebra nadwyrężone się nie wyprostują. Ty i nadal będziesz nie tylko jęczał, albo płakał, może nawet zaczniesz kląć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy właśnie pisze te słowa, braciszek przynosi mi gazety. Rzucam na nie okiem i w jednej czytam: "Cyganki wywróżyły dla dwu kobiet szczęście! Łatwowierne kobietki oddały cygankom 39 dolarów, "aby je zaniosły do kościoła i tam je pobłogosławią!" Jedna z pań tak się ucieszyła obietnicą pomnożenia dukatów, że nawet obdarzyła cyganki dwoma sukniami. "Obiecane szczęście" jakoś nie chciało przyjść do wyżej wspomnianych kobiet, ale przez pomyłkę musiało zabłądzić do cyganek, gdyż pieniądze, suknie, cyganki, a nawet wiara w "szczęście", wszystko to gdzieś znikło jak kamfora!&lt;br /&gt;Każdy kto przypisuje osobie lub rzeczy jaką moc większą niż te osoby lub rzeczy mają ze siebie, z natury, lub przez modlitwę Kościoła, jest zabobonny i grzeszy przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu! Przykład praktyczny? Dziś rozsyłają jakieś modlitwy, przepisane tyle ": tyle razy, czyli tak zwane "chain prayers", albo "modlitwy łańcuchowe", z groźbą nieszczęścia, jeśli kto nie poprowadzi dalej tego łańcucha, nie prawdziwej pobożności, ale głupiego wymysłu, jakiejś zabobonnej i histerycznej osoby, która uroiła sobie, że to jest niezbędnie potrzebne tak do szczęścia doczesnego, jako też nawet do zbawienia wiecznego! Nie wierzcie w coś podobnego! Do kosza albo do pieca ze wszystkiemi "chain letters"! Inni znów odkrywają albo odnajdują jakieś cudowne listy, obiecujące obronę przeciw wylewom, piorunom, pożarom itp. Jakiś półgłupek głupstwa się najadł, w głupstwo uwierzył i głupstwo rozsiewa. Nic więcej! Tak może uczyć człowiek zabobonny, lecz tego nigdy Kościół nie uczył i nie uczy! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed laty, nasi wierzyli, że na pewno spadnie nieszczęście na tych, którzy spotkają się z rana ze starszą osobą, druciarzem, kominiarzem, rzeźnikiem; lub jeśli zobaczą czarnego kota, zezowarego chłopa, kawał powroza. Znakiem szczęścia, kiedy człowieka dłoń świerzbiła, kiedy prawą nogą rano z łóżka powstał, kiedy rychło rankiem w prawą stronę splunął, lub kiedy garbuska albo małoludka lub krasnoludka spotkał! Dzisiejsze pokolenie nie tylko, mimo tej okrzyczanej oświaty i wychwalanego postępu, nie wyzuło się z tych prawdziwych babskich przesądów, ale dodało cały legion zabobonnych uwierzeń. Nikt inny jak profesor Tozzer stwierdza, że około 75 procent uczniów na uniwersytecie Harvard oraz dobra część panów profesorów, praktykują obrządki zabobonne! Noszą przy sobie pazurki lub ogonki zajęcze. To ma im pomóc w naukach i egzaminach. Czy nie lepiej byłoby nosić w butonierce łape niedźwiedzią albo ośle ucho, albo nóżkę tchórza? To oznaczałoby przynajmniej inteligencję umysłową pewnych studentów! Inni chowają czteropłatkowe liście koniczyny, bo wierzą, że ten skarb ochroni ich od nieszczęścia! Czemu tona siana lub słomy nie ma być tak samo przepowiednią powodzenia? Inni noszą przy sobie albo trzymają na biurku starą podkowę! Dlaczego nie oponę od samochodu? Jeśli nie od takiego lepszej marki, to przynajmniej od takiej starej blaszanej Elżbietki? I tacy, to synowie i córy elity i śmietanki naszego kraju! Z nas zaś się wyśmiewają, bo przy sobie nosimy krzyżyk, medalik, szkaplerz lub różaniec święty! — Mamy ludzi którzy twierdzą, że następujące rzeczy są powodem nieszczęścia dwudolarowy banknot! Od trzynastki każdy stroni, bo podobno Judasz był trzynastym jak zasiadł do stołu; albo że kiedyś trzynaście stopni prowadziło na szubienicę! Ten zabobon jest tak ogólny, że na żadnym samolocie nie znajdziecie siedzenia numerowanego trzynastką; na okrętach jeśli jest kabina 13, każdy jej unika; niektóre hotele nie mają trzynastego piętra; w całym Paryżu nie znajdziecie jednego domu pod numerem trzynastym; żaden gość nie chce być trzynasty przy stole! Są znów tacy, którzy większą wiarę pokładają w trzynastce jak w Trójcy Przenajświętszej! Naprawdę, że głupota ludzka nie ma granic i nie zna końca! Dlaczego trzech palaczy nie użyje jednej i tej samej zapałki? Bo to znak nieszczęścia! Czemu kobieta nie lubi kiedy rozbije solniczkę? Czemu dziewczę płacze kiedy stłucze zwierciadło? Czemu chłop spluwa kiedy widzi, że pies ogonem wywija, chociaż wie, że ogon nie może psem kiwać, chłopisko się gniewa, bo to oznacza nieszczęście! Dziś, jeszcze dziś, nie wolno zdeptać pająka, bo przecież to sprowadzi burzę, trzeba palec na palec założyć, aby zażegnać febrę; nie trzeba śpiewać z rana, bo będzie się płakać wieczorem; nie trzeba łaskotać dziecka, bo się będzie jąkało. Całe stosy przesądów i zabobonów! Jak to trudno wierzyć w Boga, jak trudno wierzyć w to co Kościół naucza, a jak łatwo wierzyć ludziom i w to co ludzie twierdzą! Zaprawdę, że na ruinach i szczątkach wiary Boskiej ludzie budują i stawiają pomniki przesądów i zabobonów. Nie dziw też, że mamy przysłowie, że głupich nie sieją, tylko sami się rodzą! Bez przesady powiedział sławny Barnum: "A jeden rodzi się co minutę!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze słów kilka o wróżbiarstwie! Do przepowiadania albo do odgadywania przyszłości jedni używają kart, drudzy gwiazd; to znów wróżą z lini na dłoni, albo z listków herbaty! Wróżenie z kart nazywa się kabałą; wróżka —- kabalarką; wróż — kabalistą: pierwsze, drugie i trzecie, razem — głupstwem oszukaństwem i złodziejstwem! Przy stoliku siada taka wypchana trocinami spódnica, bierze do ręki talię kart i wykłada Wojtkowi, który płaci pewną sumę pieniędzy, aby być oszukiwanym i nabieranym. Wojtek patrzy w zezowatą Domicellę jak wół w malowane wrota i słucha z nabożeństwem i zachwytem i mimo, że z kraju uciekł od żony i dzieci, te dwieście funtów sadła ludzkiego stwierdza, że nasz Wojtek to kawaler pierwszej wody, przepowiada mu różane jutro, pod warunkiem, że nie będzie ufał sąsiadom, że powinien mieć się na baczności przed tym lub owym towarzyszem, itd. Naszemu Wojtkowi aż oczy pałają i świeczki w nosie stawają ze wzruszenia. Nierozumny, nie widzi, że to początek złości, podejrzewania, nienawiści itp. On jednak wierzy. Opowiada drugim o cudownych mocach kabalarki. Zastępy ludzkich kartofli w mundurach powiększają się. Trzos wróżki też się nie zmniejsza. Rośnie i pęcznieje. Sama wróżka podziwia, że ludzie są tak łatwowierni i w kułak dmucha i w rękaw się śmieje! Albo weźmy pod rozwagą taki wypadek. Żona podejrzewa męża, że ponieważ chodzi jak zmyty, iż ją więcej nie kocha. W rzeczywistości, chłop cierpi na żołądek, bo objadł się polską kiełbasą domowego wyrobu. Żonka pędzi do wróżki. Opowiada jej historyjkę. Niesumienna wróżka rzuca podejrzenie to na siostrę, to na brata, to na ojca, matkę, znajomego i znajomą. Młoda kobieta wierzy. I rozpoczyna się wojna domowa. Docinki, niewyraźne słowa, zarzuty, kłótnie, bitki, sąd, seperacja, rozwody! Widzicie jak i czym ludzie opłacają wiarę we wróżki! W pobliżu Buffalo jest arystokracka zajezdnia publiczna. Tu przepowiadają gościom przyszłość doczesną i wieczną z listków herbaty. Ponieważ to jest ulubione miejsce dla młodzieży, w wieku wrażliwym i romantycznym, młócarka idzie pełną parą i żniwo pieniężne jest bardzo obfite! Najpierw idzie płeć brzydka. Daje wróżce dokładny opis swej partnerki. Opowie jej co chce, aby przepowiedziała jego przyjaciółce. Wsuwa jej piątkę. Resztę historyjki możecie sami zgadnąć i jej się domyśleć! Mimo takich jawnych naciągan i otwartych oszukaństw, nasza młodzież wierzy w te cudowne przepowiednie! I w dodatku — płaci!&lt;br /&gt;Co też gwiazdy i planety mają do czynienia z dolą lub niedolą  ludzką,  to też przechodzi pojęcie  ludzkie! Wy, którzy wierzycie w gwiazdy i w astrologię, czemu teraz wiosną nie wyjdziecie na dachy waszych domów, czemu nie zapatrzycie się w niebiosa, tak obficie zasiane gwiazdkami, czemu się ich nie zapytacie, co one mają wam do powiedzenia? Te bezrozumne światełka powiedzą wam nie szeptem ale głośnym śpiewem: "Wierzcie w Stwórcę waszego, naszego i wszystkiego. Losy wasze w rękach Stwórcy i w rękach waszych. Od Boga i od was zależy przyszłość wasza, nie od nas!" — Średniowiecze nazywa świat czasami czarnymi, zacofanymi, błędnymi! Jak więc nazwać wiek dwudziesty, w którym ludzie zawzięcie i uparcie pokładają wiarę w kreaturach bezrozumnych i martwych? Na jaki przydomek zasługują sobie ludzie obdarzeni rozumem i wolną wolą, którzy łączą i wiążą swoje losy z losami ślepej natury?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadmienię jeszcze wiarę w sny. Ludzie kupują sobie tak zwane senniki i tłumaczą sobie znaczenie snów, liter, figur, cyfr i sam tylko Bóg wie czego! -— Tu pies zawyje, już sąsiadka twierdzi, że ktoś umrze. Przecież ludzie umierają, czy psy wyją lub nie wyją! Tam stanie zegar, a już babcia przepowiada, że widzi nad sobą śmierć. I znów strachy. Zegar stanął, bo albo coś w zegarze się popsuło, albo był nienakręcony, a babulinka żyje dalej i dalej przepowiada; dziecko kichnie, matka twierdzi, że będzie bogate. Ludzie kichają od czasów Adama i kichać będą do końca świata, a patrz ile biedusów na świecie. Tak się sprawdzają te i takie przepowiednie!&lt;br /&gt;Nasza polska elita, niestety, poszła o kilka kroków wyżej. Do przesądów i zabobonów ludowych i prostaczków, zaczęła wprawiać się w spirytyzm, hipnotyzm i w dziesiątki innych "izmów"! Panowie i panie naszej inteligencji nie mają czasu odmówić pacierza codziennego, zdrowie i interes nie pozwalają im uczęszczać do kościoła, rozum i honor wstrzymuje ich od spowiedzi św., mają jednak czas, zdrowie i tyle naiwności, aby godziny spędzać nad stolikami w powietrzu wirującemi, przy wywoływaniu jakichś duchów, które duchami nie są, i przy wyprawianiu hec głupiutkich i zwariowanych! Od Boga uciekają, od kościoła stronią, wiarę odrzucają, do fałszywych, obłudnych i sprytnych naciągaczy spieszą i w ich kuglarskie sztuczki całkowicie wierzą! To nie tylko ironiczne ale tragiczne!&lt;br /&gt;Ludu polski! Wierz w Boga prawdziwego; miej w sercu, na ustach i w życiu codziennym wiarę katolicką, która jest wiarą Chrystusową. Wierz w Boga, w Opatrzność i we własne siły. To ci potrzebne. To ci wystarczy. Pamiętaj na przestrogę daną przez Boga i wypisaną w Księdze Powtórzonego Prawa: "Niech się nie znajduje w tobie który by się radził praktykarzy i wierzył snom i wróżkom; i ani niech nie będzie guślarz, ani czarownik, ani kto by się duchów złych radził, ani wieszczków, albo się od umarłych prawdy dowiadywał. Tym bowiem wszystkim brzydzi się Pan, i dla takich złości wygubi je Pan na przyjście swoje!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-5556570000097644699?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/5556570000097644699/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/11/co-to-za-wiara-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5556570000097644699'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5556570000097644699'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/11/co-to-za-wiara-pogadanka-o-justyna-z.html' title='CO TO ZA WIARA? - pogadanka o. Justyna z 20.03.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-2002174757393380180</id><published>2011-11-11T06:10:00.000-08:00</published><updated>2011-11-11T06:10:48.206-08:00</updated><title type='text'>JESZCZE. DLACZEGO? - pogadanka o. Justyna z 13.03.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przekonany, żeście zauważyli jedną, może poniekąd wam niezrozumiałą rzecz, że w moich przemowach mało przytaczam przykładów z wieków starożytnych lub z żywotów Świętych. Biorę jednak masę przykładów z czasów naszych i z życia dzisiejszego. Czynię to naumyślnie. W żadnej książce, z wyjątkiem Pisma św., nie znajdziecie takiego bogatego materiału i takich zapasów, jakie znajdują się w księdze życia ludzkiego obecnego wieku, tak znamiennego i zmiennego! Każdy z nas też żywiej się interesuje ludźmi i życiem ludzkim tych, którzy do niedawna temu musieli, lub jeszcze po dziś dzień muszą dźwigać ten ogromny i ciężki krzyż życia codziennego. To wszystko do nas jakoś serdeczniej i więcej przekonywująco przemawia, aniżeli to, co się działo setki, lub tysiące lat temu. Zresztą, to co kiedyś było, lub się działo — i dziś jest i dziś się dzieje, ponieważ nie ma nic nowego pod słońcem! Dziś z obawą i trwogą patrzymy na to, co się dzieje w krajach i społeczeństwach. Na nasze braki, bóle i bolączki, tak społeczne jak narodowe, dają nam ogólne rady, powszechne środki i jakieś gromadne leki i lekarstwa. Wszystko to jest sztuczne i nieskuteczne, bo nie idzie do źródła i nie tyka korzeni. Nasze kłopoty społeczne i trudności narodowe, to nic innego jak kłopoty, trudności i cierpienia rodzin, członków familii czyli pojedynczych istot ludzkich, tylko że w powiększeniu. Trzeba wiec najpierw zajrzeć do serc ojców i matek, synów i córek. Ci i te muszą zażyć lekarstwa i przyjść do zdrowia. Potem trzeba związać i zespolić więzy rodzicielskie, małżeńskie i rodzinne! Posuwać się tak powoli, stopniowo i systematycznie. Zawsze jednak na zasadach Bożych, Chrystusowych, chrześcijańskich. Wtenczas odżyją społeczeństwa, narody, świat cały! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto przykład:&lt;br /&gt;Przed Bożem Narodzeniem przyjechał do mnie rodak z Pensylwanii, do Spowiedzi św. Do wtenczas go nigdy nie widziałem i wątpię czy się znów za życia spotkamy. Mówił mi tak: "Ojcze, urodziłem się w lasach wiskonsińskich. Nie było tam ani kościoła ani szkoły. Ojciec mnie wychował, bo matka, z pochodzenia Szwedka, uciekła od ojca. Mieszkaliśmy z drwalami. Większa cześć z nich przepijała cały zarobek. Mając 17 lat i ja opuściłem ojca. Pojechałem do Chicago. Dostałem robotę w fabryce. Wieczorami chodziłem do szkoły. Nie chodziłem do kościoła, nie mówiłem pacierzy, bo mi nikt o tym nie mówił. Pewnego wieczora szedłem koło polskiego kościoła. Wszedłem. Ksiądz mówił przeciw pijaństwu, że trzeba unikać okazji i modlić się. Wysłuchałem kazania. Poszedłem do księdza po informacje. Chodziłem na naukę. Zostałem ochrzcony i przystąpiłem do Komunii św. Zacząłem chodzić regularnie do kościoła. Szło mi dobrze. Oszczędzałem we wszystkim. Ożeniłem się. Pojechałem do Pittsburga, bo żona miała tam krewnych. Założyłem dwa interesy. Szło mi jak z rękawa. Powodzenie jednak mnie upijało. Zabrakło mi czasu na pacierze, zaniedbałem kościół i zapomniałem o Spowiedzi św. Za dobrze mi się powodziło. Zacząłem skupować realność i powiększać biznes. Nie liczyłem się z przyszłością. Czym lepiej mi szło — tym dalej ja od Boga i Kościoła. Przyszedł krach. Uderzył we mnie młotem. Rozbił moje interesy w kawałki, a mnie złamał. Zabrano mi sklepy. Zabrano mi domy i grunta. Zostałem bez centa. Zostałem bez fundamentu, bez podpory. Nie miałem nic ani w duszy, ani w sercu, ani w rękach. Ogołocony wewnątrz i zewnątrz! Teraz dopiero zrozumiałem, że całą wiarę włożyłem w rzeczy czasowe i materialne, które się zarwały i mnie zdusiły. Zrozumiałem, że jedyną pewnością i zabezpieczeniem jest wiara w Boga, bo ta jedynie trwa zawsze, na wieki! Nawróciłem do wiary i Kościoła. Znów jestem na nogach. Jestem spokojny, zadowolony i szczęśliwy — bo wierzę praktycznie".&lt;br /&gt;Tak, każdy i każda: rodziny, społeczeństwa, narody, świat, będą spokojni, zadowoleni, szczęśliwi, kiedy zaczną wierzyć praktycznie. Teraz do dokończenia rozprawy z ubiegłej niedzieli p. t.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;JESZCZE. DLACZEGO?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie pytanie naszego wiarusa ze Springfield brzmi tak: "Dlaczego we Mszy św. używane są szaty tkane srebrnymi lub złotymi nićmi? Przecież Chrystus w takich nie chodził. Czyżby tańsze nie wystarczały?" Kiedy w Starym Testamencie rozchodziło się o urządzenie Przybytku, sam Bóg tak mówił do Mojżesza: "Mów synom Izraelowym, aby mi wzięli pierwiastki od każdego człowieka, który ofiaruje dobrowolnie. A to jest co brać macie: złoto i srebro i miedź, hiacynt, szkarłat i karmazyn dwakroć farbowany, i bisior, i sierść kozią. I uczynią mi Świątnicę i będę mieszkał pośród nich. Skrzynie z drzewa Setim spójcie. I pozłocisz ją złotem co najczystszym wewnątrz i z wierzchu i uczynisz na niej koronę złotą w kole. Uczynisz stół z drzewa Setim; pozłocisz go złotem najczystszem i uczynisz mu listnię złotą".    Widzisz na co Bóg sam nalegał  kiedy rozchodziło się o Przybytek, o Arkę, o tablice, o ołtarz do całopalenia!     Bóg też  dał pewne przepisy co   do  ubiorów kapłańskich, które miały być sporządzone ze złota, hiacyntu, szkarłatów, karmazynu i bisioru.   Nakazał, aby były ozdobione  drogimi kamieniami, złotymi  haczykami i łańcuszkami.   Wymaga dwanaście drogich kamieni dla oznaczenia dwunastu imion synów Izraela.    Mówi o złotych naramiennikach,  pierścieniach i dzwonkach,   o  wyrobach  blaszanych,   pokrytych  najczystszem złotem, upiększonych wytworną robotą snycerską. — Wreszcie czytaj o zdumiewających bogactwach i  świetnościach świątyni Salomońskiej.  O tym nie tylko mówi Pismo św., ale i historycy świeccy!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Gdybyśmy  chcieli zrozumieć tajemnicę i wielkość i świętość Mszy św., nie dziwilibyśmy się używaniu czystych, pięknych i ozdobnych szat liturgicznych.   Jedź do Turcji, Afryki, Chin i Japonii, zobaczysz jakich wytwornych  i przebogatych okryć używają kapłani pogańscy przy obrządkach swych wyznań.    Czytasz o przyjęciach na dworach królewskich.   Czytasz też o ubiorach przyjmowanych.   Wiesz, że przy tych okazjach,   ubiory  kosztują  tysiące dolarów;   całe  fortuny   mieszczą się  w  pierścieniach,  kolczykach,  branzoletkach,  naszyjnikach  i łańcuchach.   Ty sam z całą rodziną ubieracie się w najlepsze i najmodniejsze szaty kiedy spodziewacie się gości lub idziecie w odwiedziny.    My katolicy wierzymy mocno i stanowczo, że w naszych kościołach mieszka Bóg.    Bóg,  Stworca, Pan,  Zbawiciel i Sędzia.    Jeśli wierni spieszą do kościoła, ubierają się w to co mają najlepszego, co mamy mówić o kapłanach przy ołtarzu? Prawda, Chrystus się nie ubierał w szary kosztowne, ale to czynił, aby w oczach świata podnieść znaczenie ubóstwa i umartwienia!    Zresztą Zbawiciel był nie tylko człowiekiem ale zarazem i Bogiem!    My jesteśmy tylko ludźmi!    Czy dlatego,  że Chrystus urodził się w stajence, to wszyscy mamy się rodzić w stajenkach?    Czy  dlatego,  że  Chrystus jeżdził na osiołku,  to żadnemu z nas nie wolno jeżdzić koleją, samochodem, samolotem, albo nawet bryczką lub na rowerze? Czy dlatego, że Chrystusa przybito do krzyża  — to i  my  mamy zginąć  śmiercią krzyżową?    Zresztą Chrystus zamienił wodę w wino!    Spróbuj i ty!    Chrystus kilkotysięczny tłum nakarmił kilku rybkami i bochenkami!    Spróbuj i ty!    Chrystus uzdrawiał i wskrzeszał! Czemu ty nie robisz tego?    Chrystus uspokajał burze!   Zrób to samo!   Chrystus własnymi siłami powstał z grobu!   Czy ty tego dokonasz?   Rozumiesz więc, że twój argument, ponieważ Chrystus coś uczynił lub nie uczynił, nie utrzyma wody!     Czy nie można   tu   przytoczyć słów Chrystusa,   który   się żalił:   "Ubogich zawsze macie ze sobą, ale Mnie nie zawsze macie"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecie pytanie: "Dlaczego Papież jeździ autem wyścielonym adamaszkiem i ozłoconym? i dlaczego noszonym jest w lektyce, nie będąc kaleką? Przecież Chrystus nie wynosił się w ten sposób."&lt;br /&gt;Znów przewracam karty Pisma św. Św. Mateusz pisze, że do Jezusa przywiedli oślicę i oślę (na wyraźny rozkaz Zbawiciela) i włożyli na nie odzienia swoje; a rzesza bardzo wielka słała szaty swoje na drodze: a drudzy obcinali gałązki drzew, i na drodze słali; a rzesze, które uprzedzały i które szły za Nim, wołały mówiąc: Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;— Z tego poznajemy: 1. Sam Chrystus nie chciał pieszo wchodzić do Jerozolimy, lecz chciał wjeżdżać, jak wówczas robili królo¬wie, cezarowie, rządzący i zwycięzcy! &lt;br /&gt;2. Dla okazania Chrystusowi czci i szacunku, poniekąd i dla wygody, uczniowie własnymi szatami okryli oślice, na której usiadł Zbawiciel. Chrystus ich nie zrzucił ani nie wzgardził. &lt;br /&gt;3. Lud z uwielbienia i wdzięczności wyścielił drogę, po której stąpała oślica, nie tylko gałązkami drzew palmowych, ale i własnymi szatami, chwaląc i śpiewając! Czy Chrystus Pan ich zgromił i skarcił? Czy zakazał tych oznak czci, chwały i wdzięczności? Nie! Przyjął to wszystko! — Jak wtenczas ogólny zwyczaj podróżowania, można powiedzieć, najszybszy oraz najwygodniejszy był koniem lub osłem, dziś mamy samochód. Szczególnie tu w Ameryce. Wystarczy rzucić okiem na ulice. Przed każdym domem stoi automobil. Czy kto dziś ma robotnikowi za złe, że posiada samochód? Jest to taki stalowy koń, albo blaszana oślica, która cię wszędzie zawiezie i wszędzie dostawi! Naturalnie z pewnymi przeszkodami, ale zajedziesz gdzie chcesz! Dziś samochód nie jest luksusem, ale rzeczą praktyczną, korzystną, wygodną i koniecznie potrzebną! Jeśli każdy nieomal robotnik posiada "auto", czemu Ojcu św. nie wolno go mieć? Mniejsza o to, czy ten samochód jest wybity adamaszkiem, jedwabiem lub skórą zajączkową, lub ma pozłacane opaski! Zresztą ten samochód, czy samochody, były złożone w podarunku Ojcu św. przez zamożnych protestantów amerykańskich. Ojciec św. je przyjął i pięknie podziękował. Ja bym zrobił tak samo! Jestem przekonany, że żaden ze słuchaczy i słuchaczek by też nie odmówił! — Ojca św. nie noszą w lektyce, tylko na tak zwanej "sedes gestatoria". Jest to tronik papieski na małej platformie, która spoczywa na barkach szambelanów papieskich. Oni niosą Ojca św. wysoko ponad głowami widzów, to tylko dlatego, aby być lepiej widzianym od zgromadzonych. Nie ma w tym ani pychy, ani zarozumiałości. Jest to bardzo praktycznie. Ileż to razy czytamy, że poddani odprzęgają konie, od powozów królewskich i sami ciągną powóz przez ulice miasta aż do pałacu królewskiego? Jak często się zdarza, że bohaterów chwyta ktoś z tłumu, podnosi w górę i trzyma na ramionach, aby go wszyscy lepiej widzieli! Zresztą sam Chrystus Pan, kiedy otoczony był tłumami, prawie zawsze zdążał na górę lub pagórek, aby być widzianym przez gromady. W końcu powinniśmy pamiętać, że Papieże wybierani są na ten urząd w starszym wieku, kiedy należą im się pewne względy, jeśli już nie z powodu ich wysokiego urzędu, to przynajmniej ze względu na ich wiek! — Ojciec św. się ani pyszni, ani wynosi; wystarczy czytać rozkład godzin pracy i zajęcia codziennego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarte pytanie; "Dlaczego mówimy w pacierzu: "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode złego"? Przecież Bóg nikogo na złe nie wiedzie, wiec dlaczego Mu tak ubliżać?" &lt;br /&gt;Te dwie prośby "i nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode ziego" są zakończeniem modlitwy Pańskiej. Nazywa się zaś modlitwą Pańską, bo sam Chrystus Pan jej ludzi nauczył, kiedy mówił: "Wy tedy tak się modlić będziecie: Ojcze nasz itd." Więc jak możemy Bogu ubliżyć, modląc się słowami, których nauczył nas Syn Boży? Zresztą słowo kusić, nie zawsze znaczy prowadzić do złego; często znaczy wystawiać na próbę. Tak a nie inaczej mają być zrozumiane te słowa: Nie wystawiaj nas na próbę, a potem nas nie opuszczaj; ale nie dozwalaj abyśmy w próbie byli zwyciężeni, lecz daj nam łaskę zwyciężenia! — Żaden z nas nie będzie miał trudności w takim, lub podobnych wypadkach, jeśli trzymać się będziemy tłumaczeń Kościoła. Inaczej, albo odpadniemy od Kościoła, albo dostaniemy pomieszania zmysłów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piąte pytanie: "Dlaczego dziewczę, które przyjechało z kraju dopiero przed paru tygodniami, nie było wpuszczone do kościoła, bo zapomniało pieniędzy? Przecież Chrystus nie odpędzał nikogo, kto Jego nauki chciał słuchać?" — Jeśli taki wypadek zaszedł w rzeczywistości, to źle! Może to jednak wina niedyplomatycznych marszałków, może też dziewczę nietaktownie lub nawet hardo się postawiło. Zaraz dam ci przykład: Dwa lata temu na północną pasterkę do naszego kościoła przyszedł sobie nie bardzo praktyczny katolik. W dodatku nalał sobie tyle w tę otchłań pod nosem, że kolebał się jak gąsior. Było to już wpół do dwunastej. Kościół był nabity. Nasz gwiazdkowy&lt;br /&gt;delegat dostał się do średniego ganka, stanął przy ławce i zaczął mamrotać. Posłyszałem szmer i podszedłem do niego. Pytam się go: "Ojciec, co wy chcecie?" Odpowiedział mi: "Psia pies, raz do roku przychodzę do kościoła i jeszcze dla mnie miejsca niema!" — Prosiłem go, aby się uspokoił i stał cicho! Odwrócił się i wyszedł. Kilka dni później dowiedziałem się, że opowiada głośno i szeroko, że "Ks. Justyn wywalił go z kościoła!"&lt;br /&gt;— Widzisz, co może się zdarzyć!    Prawda, Chrystus nie odpędzał, ale proszę pamiętać, że nauczał o dziesięcinach i ofiarach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby  dziś każdy chrześcijanin i każda chrześcijanka złożyli jedną dziesiąta cześć swego zarobku na potrzeby kościoła?   No, gdyby, gdyby tylko!    Wtenczas żaden ksiądz by już  nie  był takim prostym dziadem żebrakiem w kościele Bożym, zatruwając swe życie rozmyślaniem gdzie, skąd i jak pokryć wydatki kościelne!   Patrzmy na wszystko praktycznie i rozumnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szóste pytanie: "Czy pasuje księdzu, który głosi naukę "nie zabijaj" błogosławić krzyżem, symbolem miłości i zgody, wojsko idące na bój? Przecież Bóg z nimi nie pójdzie, bo jest przeciwny morderstwu?" — Znów idę do ksiąg Starego Testamentu. W księdze Rodzaju czytamy, że nieprzyjaciel uderzył na Sodomę i Gomorę i zrabował je. Pomiędzy mieszkańcami byt Lot, synowiec Abrahama. Abraham zebrał swych żołnierzy, puścił się w pogoń za nieprzyjacielem; dognał go w nocy, rozbił i rozproszył. Kiedy Abraham powracał, wyszedł na jego spotkanie Melchizedek, najwyższy kapłan, i błogosławił żołnierzy."&lt;br /&gt;— Chociaż nie każda wojna jest słuszna i sprawiedliwa, są wypadki, gdzie jest usprawiedliwiona, szczególnie kiedy rozchodzi się o obronę własnych granic i poddanych od najazdu.   Widocznie i to miał na myśli Zbawiciel kiedy mówił:   "Gdy mocarz zbrojny strzeże dworu swego, w pokoju jest co ma;  ale jeśli mocniejszy naderi nadszedłszy zwycięży go,  obejmie wszystką&lt;br /&gt;broń jego, w której ufał i korzyści jego rozda!" Jeśli więc Kościół pozwala na święcenie broni, to tylko na to, aby ta broń służyła na obronę ojczyzny.    I słusznie, bo ojczyzna, jak uczy nas Skarga, jest: "Gniazdo wszystkich gniazd,  matka wszystkich matek, korona ze wszystkich skarbów; Ojczyzna, to ziemia ojczysta, to język ojczysty, to skarby ducha i skarby ziemi, a jakżeż można nie kochać takiej wspólnej matki?    Ojczyzna zatem to wielka rzecz, a miłość Ojczyzny, to nie frazes pusty, ale&lt;br /&gt;cnota i obowiązek święty!" — Niech będę zrozumianym, ja nie jestem za wojną.   Lecz wierzę, że kraj ma obowiązek bronienia swych granic i swego narodu.  Jeśli ma obowiązek, ma też prawo używania odpowiednich środków  ku temu.    Dlatego i po to, Kościół zezwala na poświecenie tych środków! Sprawiedliwa obrona nie jest ani morderstwem ani zabójstwem! Nie jest więc grzechem! Zresztą można sobie przeczytać rozdział dwudziesty księgi Powtórzonego Prawa. Tam znajdziesz ustawy względem prowadzenia wojny. Przytaczam tylko urywki: "Jeśli ruszysz na wojnę przeciw nieprzyjaciołom twoim, nie będziesz się ich bał, bo Pan Bóg twój jest z tobą. Stanie kapłan przed wojskiem uszykowanym, i będzie tak mówił do ludu: Słuchaj Izraelu, wy dziś przeciw nieprzyjaciołom waszym bitwę staczacie; niechże się nie lęka serce wasze, nie bójcie się, nie ustępujcie, ani się ich strachajcie, bo Pan Bóg wasz jest w pośrodku was." Z tego wynika, że są wojny sprawiedliwe; że kapłan powinien być przy żołnierzach i że sam Bóg jest pośrodku armii prowadzącej wojnę sprawiedliwą, póki ta armia unika okrucieństw, zemsty itp. Czy to nie jest jasne i zrozumiałe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siódme i ostatnie pytanie: "Więc jeśli Bóg stworzył ten świat dla dzieci swoich i rządzi tym światem, to dlaczego zsyła na nie trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie itp. Czy czyni to naumyślnie, czy też nie umie temu zapobiec? A przecież zażegnał burzę na morzu skinieniem ręki?" — Pismo św. uczy nas wyraźnie, że Bóg stworzył świat; Pismo św. uczy nas, że Bóg nad światem czuwa; przecież sam Zbawiciel uczy, że: "Ojciec mój aż dotąd działa i ja działam!" W księdze Mądrości czytamy: "Wszystko przez i w Nim jest stworzone, a On jest przed wszystkimi, a wszystko w Nim stoi!" Pytasz się, czemu Opatrzność zezwala na te rozmaite zła? Rozmaite są powody. Posłuchaj: Bo sami ludzie bardzo często sprowadzają je na siebie. Przecież wiesz, czemu był potop! Wiesz dlaczego na Sodomę i Gomorę lał się deszcz ognisty! Wiesz czemu żona Lota zamieniła się w słup soli! Wiesz dlaczego Bóg zesłał plagi na Egipcjan! Wiesz czemu Faraon z wojskiem zatopił się w morzu Czerwonym! Wiesz dlaczego Kain nie mógł znaleźć spokoju na ziemi! Wiesz dlaczego sam Mojżesz tylko z dala widział ziemię obiecaną! Wiesz dlaczego nałogowy pijak traci zdrowie; dlaczego leniuch lub nieoględny marnotrawca idzie do domu ubogich; dlaczego skąpiec lub chciwiec często z głodu umiera! Przecież to wszystko wiesz i rozumiesz! Pan Bóg stworzył naturę i prawa naturalne. Stworzył siły naturalne, które mają przyczyny naturalne! Bóg tych praw nie znosi i nie zawiesza, chyba w wyjątkowych wypadkach. Wtenczas mamy cud! Zwyczajnie jednak Bóg zezwala, aby natura i prawa naturalne miały swój przebieg naturalny. Człowiekowi jednak Bóg dał rozum, aby mógł i umiał się obronić przeciw żywiołom natury. Jeśli&lt;br /&gt;zaś człowiek tego zaniedbuje, czy to wina Boga? Wskazuje to na niedbalstwo, słabość i niemoc ludzką! Czy Pan Bóg chciał wojny światowej? Z pewnością że nie! Chcieli jej mocarze ziemscy, którymi kierowały chciwość, zemsta, nienawiść i bezrozumny oraz absolutny arcypatrjotyzm! Otwarcie Boga wyrzucili z państw i krajów. I dostali co chcieli! Spustoszenie, głód, nędza, śmierć! Czy Bóg sprowadził na nas depresję? Przecież nigdy w historii Stanów Zjednoczonych nie mieliśmy tak obfitych urodzajów i tak bogatych zbiorów jak w czasie depresji! Owoc gnił na drzewach — warzywa butwialy w polu — zboże pleśniało w spichlerzach. W międzyczasie rządy paliły kawę — niszczyły zboże — topiły owoce, a ludy z głodu umierały! I w tym Boga winić! Bóg jest dobrotliwy i miłosierny, ale ludzie są źli i przewrotni; w swej zarozumiałości, mali, nędzni i bezradni! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytasz się, czemu Pan Bóg więc tych nie ukarze? Bo jest Bogiem, bo nie chce zguby grzesznika, bo chce aby się nawrócił! Zresztą dla nas śmiertelników wyroki Boże są niezbadane! Bóg zawsze ludziom daje sposobność wykorzystania przykrości i cierpień! W oczach Boga świat jest synem marnotrawnym; ludzie zaś hartują siebie przechodząc przez trudy i cierpienia! Od takich uczymy się cierpliwości i pokory; robiąc porównania pobudzamy się do wdzięczności i modlitwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po  tak  długiej   rozprawie,   robię  następujące   streszczenie:&lt;br /&gt;1. Bóg często już tu za życia obdarza dobrami materialnymi ludzi obojętnych i w Boga niewierzących, w nagrodę że uczynili coś dobrego, aby ci po śmierci nie mieli żadnej pretensji do Boga.   Wtenczas Bóg im powie: Już za życia dostałeś nagrodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wielu z niewierzących prowadzi życie uczciwe i wzorowe,&lt;br /&gt;nie dlatego, że nie wierzą, lecz dlatego, że prowadzą się według&lt;br /&gt;zasad Chrystusa.    To się sprawdza szczególnie u tych, którzy&lt;br /&gt;kiedyś wierzyli, a potem wiarę stracili.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Pan Bóg nie chce, aby ludzie cierpieli i aby na świecie źle   się działo.    Bóg jednak nie stworzył człowieka niewolnikiem, tylko rozumną  i wolną istotą.    Człowiek zaś przez rozumne i swawolne postępowanie&lt;br /&gt;sprowadza na siebie  niedolę  i  nieszczęście.    Bóg nie zawiesza&lt;br /&gt;działalności natury i praw naturalnych.    Puszcza nas w świat,&lt;br /&gt;dając nam łaski i talenta!    Zostawia nam do wyboru z powodu&lt;br /&gt;nagrody lub kary!    Mówi: Wybieraj uważnie, abyś potem nie narzekał! — Św. Tomasz z Akwinu tak uczy: "Bóg jest Rządcą wszelkiego bytu, dopuszcza wiec braki w pewnych poszczególnych  rzeczach,   aby   nie  było  udaremnione    doskonałe    dobro wszechświata!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jeszcze słów kilka w bardzo drażliwej sprawie. Ja nie jestem wybrany na adwokata ani wyznaczony na obrońcę kapłanów! Mówię to, co mi dyktuje sumienie. Nie ma na świecie lepszego i pobożniejszego ludu, jak nasz ludek polski! Mimo to, żaden ksiądz na świecie nie jest tak surowo krytykowany, tak bacznie pilnowany, tak często poniżany, upokarzany, zelżony i nawet prześladowany jak biedny ksiądz polski! Ludzie zapominają, że ksiądz dostając świecenia kapłańskie, to jeszcze nie zmazuje jego ludzkiej słabości i ułomności. Apostołów byto tylko dwunastu. Mimo tak małej liczby, znalazł się pomiędzy nimi Tomasz niedowiarek; Piotr zaprzaniec i Judasz sknera i zdrajca! Proszę zapamiętać to sobie dobrze! Nasz polski kler jest zacny, przykładny, mający wielkie serce, współczujący z ludem, sumiennie spełniający swoje obowiązki. Te zaś obowiązki nigdy nie były łatwe, tym bardziej w czasach naszych. Czego bowiem dziś lud nie chce i nie wymaga od swego księdza? Zmuszony jest ciągnąć wóz kapłański, przeładowany trudnościami, ciężarami i kłopotami ludzkiemi, po drodze swego powołania. Zamiast usłyszeć słowa zachęty i uznania; miasto ujrzeć rękę pomagającą i go podtrzymującą, zmuszony jest słuchać słowa obelgi i potępienia. Widzi tylko szydzących i krytykujących! Albo przynajmniej oziębłych i niedbałych. Polak katolik nie umie, nie chce, nie ma odwagi stanąć w obronie swego księdza! Ksiądz w obronie swego ludu idzie na pierwszy ogień. Lud zaś cofa się, kryje i chowa! Inaczej postępowali nasi ojcowie. Czytajcie historię kulturkampfu i prześladowań rosyjskich rządów. Uczcie się i bierzcie przykład. Niejeden i niejedna, przestają chodzić do kościoła, porzucają wiarę, ponieważ jakiś ksiądz okazał nieco więcej surowości, w nawoływaniu do zachowania porządku, do zastosowania się do przepisów itp. Zapatrujcie się na te sprawy rzeczowo, praktycznie, sprawiedliwie, rozumnie! Zaprzestańcie czytać pism, szczególnie polskich, które każdego księdza polskiego ubierają w szaty Judasza lub w habit Macocha! Pamiętajcie, że zawsze i wszędzie, w szczęściu i nieszczęściu z polskim księdzem — polski lud!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze słówko do autora listu z pytaniami! Drogi rodaku! Ty nie jesteś niedowiarkiem. Miałeś rodziców wierzących; wychowanie miałeś chrześcijańskie. Sam wierzyłeś i mimo że chcesz siebie i mnie przekonać inaczej, jeszcze po dziś dzień wierzysz! Zobojętniałeś dla wiary, to prawda! Zaniechałeś pewnych praktyk religijnych, i to prawda! W życiu jednak kierujesz się zasadami wiary! Upokorz się nieco. Schyl głowę, zegnij kolano, uderz się w piersi i powracaj jak najprędzej do domu ojcowskiego.   Okaż dobrą wole i już dłużej nie pytaj się:  "Dlaczego?" ale powiedz: "Wierzę!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-2002174757393380180?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/2002174757393380180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/11/jeszcze-dlaczego-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2002174757393380180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/2002174757393380180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/11/jeszcze-dlaczego-pogadanka-o-justyna-z.html' title='JESZCZE. DLACZEGO? - pogadanka o. Justyna z 13.03.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-948854138458190962</id><published>2011-10-25T11:32:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T12:21:14.182-07:00</updated><title type='text'>CZEMU NIE DZIŚ? - pogadanka o. Justyna z 6.03.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden karnawał się zakończył! W ubiegłą środę rozpoczął się okres wielkiego, czyli czterdziestodniowego postu; postu nie tylko co się tyczy jedzenia i picia, lecz równocześnie wstrzymywania się od wszelkich dozwolonych zabaw i rozrywek. Czas umartwienia chrześcijańskiego, Kościół doraźnie nam przypominał w środę popielcową, kiedy to kapłan, kreśląc na czole znak krzyża świętego, poświęconym popiołem, mówił nad każdym z nas: "Pamiętaj, człowiecze, żeś jest prochem i w proch się obrócisz!" — Pamięć na śmierć, jest nam najlepszą i najskuteczniejszą pobudką do żalu i skruchy i pokuty, którymi zmazać możemy nasze przewinienia! Te uczucia również upokarzają nas i zachęcają nas do wszelkich umartwień postnych. Warto też słuchaczom przypomnieć, że popiół używany do posypywania głów, pochodzi z palm ubiegłego roku, które zdobiły ołtarze w niedzielę palmową. I ten zwyczaj ma głębokie znaczenie. Przypomina nam bowiem, że te palmy, kiedyś oznaczały zwycięstwo, tryumf, chwałę i uwielbienie ludu. Popioły tych gałązek palmowych, nie dają nam zapomnieć, że to wszystko jest tylko chwilowe, zmienne, mało znaczące i szybko przemijające! Jeszcze tu i tam, w niektórych z naszych kościołów, w czasie ceremonii popielcowej, organista z chórem śpiewa:&lt;br /&gt;Posypmy popiołem głowy.    Bo głos sumienia surowy, &lt;br /&gt;Do pokuty woła za grzechy. Na stronę teraz uciechy! &lt;br /&gt;Posypmy głowy  popiołem.   Módlmy się  wszyscy  już&lt;br /&gt;społem, &lt;br /&gt;Bo sąd Pański choć sprawiedliwy, Jest dla grzesznika&lt;br /&gt;straszliwy!&lt;br /&gt;Posypmy popiołem głowy, Bo już jest za nas gotowy &lt;br /&gt;Zbawiciel na męki katusze. By nasze odkupić dusze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, lecz czy może i dziś do nas wszystkich nie woła głos Boży, tak jak kiedyś błagał przez usta proroka: "Nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego, w poście i w płaczu i w żalu! I rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze, a nawróćcie się do Pana Boga waszego, bo dobrotliwy i miłosierny jest, cierpliwy i mnogiego miłosierdzia i łatwy do ubłagania. Trąbcie w trąbę na Syonie, poświęćcie post, zwołajcie gromadę. Zgromadźcie lud, poświęćcie kościół, zbierzcie starce, zbierzcie dzieci i ssące piersi! Niech wynijdzie oblubienica z komnaty swej! Między przysionkiem a ołtarzem płakać będą kapłani, słudzy Pańscy, a będą mówić: Przepuść, Panie, przepuść ludowi Twemu!" — Kto wie zresztą, czy to dla niejednego z nas nie jest ostatnia okazja przygotowania się do ostatniej spowiedzi świętej wielkanocnej, przez umartwienia wielkopostne. Naprawdę, kto wie? Czy więc, jeszcze dziś nie powinniśmy zastanowić się nad powstaniem z oziębłości i niedbałości, aby kiedyś chwalebnie z martwych powstać do wiecznej radości i wiekuistego szczęścia? Dlatego podaje wam dzisiejsze rozmyślanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZEMU NIE DZIŚ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spomiędzy podobieństw, albo raczej przypowieści biblijnych, jedna szczególnie, zawsze na mnie robiła głębokie wrażenie. Jest to przypowieść Chrystusowa o synu marnotrawnym. Czemu? Dlatego, że jest tak zgodliwą z niewdzięcznością ludzką z jednej strony, a z miłosierdziem Bożem, z drugiej! Dlatego, że pokazuje wielkość Boga, a słabość i marność człowieka! Dlatego, że w obrazku narysowanym ręką Zbawiciela, widzę podobieństwo każdego człowieka, oraz odbitkę samego siebie! Każdy z nas powinien nosić przy sobie obrazek syna marnotrawnego, zamiast własnej fotografi. Każdy z nas też powinien często, nawet kilkakrotnie na dzień, rzucić okiem na ten obrazek i mówić sobie: "Oto w rzeczywistości jestem ja!" — Mówię to bez przesady! Ponieważ Bóg mi dał wszystko, co człowiekowi marnemu mógł dać! Życie, zdrowie; duszę, rozum, wolę; słowem, dary co do ciała i łaski co do duszy! Z ilu upadków mnie podniósł? Ile nieszczęść ode mnie odwrócił? Nieraz zdawało się, że sama ziemia zerwie się pod moimi stopami, że niebiosa runą na moją głowę. Wokoło mnie trudności i kłopoty; przede mną widma cierpień i krzyży, nade mną grzmoty, błyskawice i grozy, a jednak, zawsze nade mną czuwała Opatrzność Boska. Bóg prowadził mnie za rękę, wskazywał wąską, ale bezpieczną ścieżynę, i tak człowiek przeżył, zniósł, wytrzymał i zwyciężył! Syn marnotrawny, jeden raz zbłądził: raz jeden kochającego ojca opuścił i od niego się oddalił i o nim zapomniał. Wnet jednak błąd swój nie tylko poznał, ale co lepsze, ten błąd uznał, do błędu się przyznał, i skruszony w progi ojcowskie powrócił! A ja? ileż to razy naśladowałem syna marnotrawnego w upadku, zapominając o opamiętaniu i nawróceniu? Kto wie czy nawet nie uparłem i nie zaciąłem się, zamykając szczelnie drzwiczki i okienka sumienia mojego przed blaskami łaski Bożej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę was, posłuchajcie tej tragedji życia ludzkiego, z czasów Chrystusa, która tylekroć powtarza się w życiu każdego śmiertelnika. "Człowiek niektóry miał dwóch synów; i rzekł młodszy z nich ojcu: Ojcze daj mi część majętności, która na mnie przypada. I rozdzielił im majętność. A po niewielu dniach, zabrawszy wszystko, młodszy syn odjechał w daleką krainę; i rozproszył tam majętność swa, żyjąc rozpustnie. A gdy wszystko utracił, stał się głód wielki w onej krainie, i on począł niedostatek cierpieć. A poszedł i przystał do jednego obywatela w onej krainie. I postał go do wsi swojej, aby pasł wieprze. I rad by był napełnił brzuch swój młótem, które jadali wieprze, a mu nikt nie dawał! A przyszedłszy ku sobie, rzekł: jako wielu najemników w domu ojca mego mają dosyć chleba, a ja tu z głodu umieram. Wstanę i pójdę do ojca mego i rzeknę mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przed tobą; jużem nie jest godzien być zwan synem twoim; uczyń mnie jako jednego z najemników twoich, a wstawszy szedł do ojca swego. A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go ojciec jego, i miłosierdziem wzruszony jest, a przybieżawszy upadł na szyję jego i pocałował go. I rzekł mu syn: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przed tobą! Jużem nie jest godzien być zwan synem twoim. I rzekł ojciec do sług swoich: Rychło przynieście pierwszą szatę, a obleczcie go; i dajcie pierścień na rękę jego, i buty na nogi jego. I przywiedźcie cielca utuczonego, i zabijcie, a jedzmy, i używajmy, albowiem ten mój syn umarł był, a ożył: zginął był, a znalazł się. I poczęli używać! A starszy syn jego był na polu; a gdy przychodził, i przybliżał się do domu, usłyszał muzykę, i taniec; a przyzwał jednego ze służebników i spytał co by to było. A on mu powiedział: brat twój przyszedł; i zabił ojciec twój cielca utuczonego, iż go zdrowego zaś dostał. I rozgniewał się i nie chciał wnijść. A tak ojciec jego wyszedłszy począł go prosić. Lecz on odpowiedziawszy rzekł ojcu swemu: oto tak wiele lat służę tobie, i nigdym nie przestąpił rozkazania twego, a nigdyś mi nie dał koźlęcia żebym używał z przyjacioły moimi, ale gdy ten syn twój, który pożarł majętność swą z nierządnicami, przyszedł, zabiłeś mu utuczonego cielca. A on mu odpowiedział: Synu, tyś zawżdy jest ze mną i wszystko moje twoje jest; lecz trzeba było używać, i weselić się, iż ten brat twój był umarły, a ożył; zginął był, a znalezien jest!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszej części tego opisu, czy może nie widzisz dosłownego określenia siebie samego i twoich przejść i twego zachowania? Z ramek opowieści Chrystusowej, wyrwij podobiznę syna marnotrawnego, i wsuń siebie samego! I ty kiedyś temu, o ja nie wiem do kiedy, zaliczałeś się do jednej wielkiej rodziny Boga. Nie tylko było ci nieźle, wśród tej zawieruchy życiowej, ale przyznasz, że dobrze ci było! Miałeś dobrych rodziców -— kochającą żonę — uwielbiającego cię męża — dzieci widzące w was szczyt dobroci i wzór szlachetności — miałeś Boga — miałeś wiarę — miałeś spokój i zadowolenie, oh, miałeś wiele, bardzo wiele darów Bożych. Mimo to czułeś się niewolnikiem, skrępowanym; twoje życie pachniało ciasnotą; kto wie, może ci kto szepnął, że nie zawsze powinnaś być ptaszkiem w małej klatce uwięzionym; możeś też wyczytał coś z dzisiejszych piśmideł zatrutych i trujących; możeś coś widział lub widziała w teatrze, przez co starali ci się przedstawić, że rozumnemu człowiekowi wszystko wolno, aby wiedział że żyje; tam na ekranie dano ci do zrozumienia, że nie ma żadnego grzechu, ani występku, ani zbrodni! Truciznę moralną tak ocukrzyli, że zamieniła się w jakieś lekarstwo, leczące wszelkie skutki grzechu pierworodnego, gojące rany ze słabostkami twoimi. Pozwoliłeś się dać uchwycić na tę wędkę światową, teraz nie możesz jej ani połknąć, ani przełknąć! — Najpierw więc porzuciłeś dom Boży; potem zapomniałeś o domie wiary; wreszcie, kto wie, czy nie poszedłeś z domu rodziców, może nawet z domu własnej rodziny! Tam ci niby źle, niewygodnie, ciasno i ciężko było! Dziś poza obrębem tych domów może ci lepiej i weselej? Może swobodniej? Czy może nie błąkasz się po śmierci zgłodzony i spragniony odpoczynku i spokoju? Czy może nie uciekasz przed tym niewidzialnym gońcem Bożym, przed głosem własnego sumienia, który we dnie i w nocy, wszędzie, zawsze i wszędzie upomina cię abyś powrócił do domu Ojca? Czy może nie ukrywasz się przed oczyma ludzi, w obawie, że wyczytają co się dzieje w sumieniu i co się odgrywa na dnie duszy twojej? — Chcesz przykładów? Posłuchaj listów. Jak w nich uskarżają się synowie i córki marnotrawne. I pamiętaj, że najwymowniejsze opisy nie pochodzą z pióra pisarzy, tylko z życia ludzi! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, czytam w liście, z Milwaukee, Wis.: "Nie mogę zdobyć się na odwagę, aby iść się wyspowiadać, ponieważ już od 29 lat się nie spowiadałem! W młodszym wieku, tak nie odczuwałem braku praktyk religijnych jak teraz! Będąc chłopcem, uciekłem z domu. Zapisałem się do marynarki i cały świat objechałem. Kiedy powróciłem do domu, rodzice już nie żyli! Zacząłem więcej pić i dłużej grywać w karty. Miałem dobry fach w ręku! Zdrowie mi służyło! Nieraz moja siostra mnie napominała, abym szedł do kościoła. Śmiałem się z tego! Teraz jakoś się zmieniłem. Często, nawet przy robocie zdaje mi się, że widzę postać mojej matki! Pacierze odmawiam i do kościoła chodzę, ale brak mi odwagi, wyspowiadać się!" — Słuchaj mój drogi: Tylko nie odkładaj. Pamiętaj że spowiedź święta, jest na to, aby przed kapłanem oskarżyć się z występków i grzechów, nie na to, aby się chwalić z dobrych i cnotliwych uczynków. Każdy ksiądz przyjmie cię z otwartemi rękoma i z radością. Idź do spowiedzi św., przy pierwszej okazji i mów: "Ojcze zgrzeszyłem przeciw niebu i przed Tobą!" Nie dasz się przekonać, to słuchaj dalej. Dopiero niedawno, była u mnie, staruszka matka, skarżąc się, że jej pięćdziesięcioletni syn, niestety pijak, nie chce słyszeć o Bogu, i że od lat nie był w kościele. Kiedym jej oznajmił, żem gotów każdej chwili go odwiedzić, aby z nim pomówić, odpowiedziała mi, że lepiej jeszcze poczekać. Kiedy powróciła do domu, zastała syna na podłodze, — bez życia! Czemu więc nie dziś?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List z Salamanca, N. Y.: "W domu miałam dobrze. Ojciec mój ostry, ale posyłał mnie do high school. Matka bardzo dbała! Poznałam się z mężczyzną który już miał żonę. Nie wiem co się ze mną stało. Uciekłam z nim. Po sześciu miesiącach mnie porzucił i powrócił do żony. Obecnie jestem na służbie. Nie wiem jak długo będę mogła robić! Co ja teraz zrobię i gdzie pójdę?"&lt;br /&gt;Upokórz się, mimo wszystko, powracaj do domu. Dziś sama rozumiesz ile kłopotów i zmartwienia spowodowałaś ojcu i matce, i ile wstydu przyniosłaś sobie. Jednak jeszcze nie za późno. Powracaj do rodziców, z pokorą i żalem. Takie twoje usposobienie nie tylko zmiękczy serca, ale skruszy opór rodziców! Znajdziesz odpoczynek i ochronę w domu rodziców! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz znów z Braddock, Pa.: "Pięc lat temu uciekłem z domu. Do dnia dzisiejszego moi rodzice nie wiedzą, gdzie ja jestem. Ja też nie wiem, co się z nimi dzieje. Kiedyś zarobkowałem dobrze. Teraz nie mam roboty. Ze zmartwienia, upadam na zdrowiu. Naturalnie, że nikt nie wie, że jestem Polakiem. Nikt też nie podejrzewa, że jestem katolikiem. We wszystkim się zaniedbałem. Już nieraz myślałem sobie, aby rzucić się do rzeki. Sam nie wiem gdzie się obrócić i do kogo się udać!" — Zanim cokolwiek innego zrobisz, najpierw zwróć się do Boga. Idź do pierwszego lepszego rzymskokatolickiego księdza i wyspowiadaj się. Zacznij znów modlić się. Spełniaj inne obowiązki naszej wiary świętej! Zobaczysz jakiego nowego wyglądu nabierze twoje życie. Zajdzie też zmiana w twoich poglądach na świat, na ludzi, na twoje zachowanie i prowadzenie się! Nie wymawiaj się. Czemu dziś tego nie zrobić? Potem usiądź i napisz list do twoich rodziców, pod dawniejszym adresem. Pan Bóg już jakoś sprawą pokieruje, że dostaniesz się z powrotem pod dach domu rodziców. Ty się rozradujesz i rodzice się ucieszą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu znów z Chelsea, Mass.: "Trzy miesiące temu, opuściłam męża, z którym żyłam dziesięć miesięcy i przyjechałam tu z chłopakiem, którego znałam od lat. Mój mąż był dla mnie dobrym, tylko nie chciał nigdzie iść ze mną. Dałam się namówić, aby go opuścić. Teraz nie wiem co bym nie dała, aby wymazać to, co się stało w ostatnich trzech miesiącach. "God what I would not do to start anew with a clean slate!" — Mimo pozornych trudności, powracaj do męża, póki czas! Bądź przygotowana na pewne wyrzuty, na które sobie słusznie zasłużyłaś, lecz postanów sobie, porzucić obecny sposób życia i stań przy boku tego, któremuś, niedawno temu ślubowała, "że go nie opuścisz aż do śmierci!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchajcie dalej, żali istoty, która wiele przeszła i niemało wycierpiała. List pochodzi z Chicago. "Jedenaście lat temu ślubowałam na sądzie. Stosunki, bowiem, tak się ułożyły, że w kościele nie mogliśmy dostać ślubu. Ja dostałam rozwód od człowieka który był bez iskierki uczucia. Pił. pieniądze przegrywał i mnie bił! Jednego razu wybił mi dwa zęby. Nieraz skopał mnie. Zabił we mnie dziecko! Nie mogłam już wytrzymać. W tym czasie przyjechał do nas dawny znajomy. Też miał rozwód, bo żona jego latała ze wszystkimi, nawet z murzynami! Zadecydowaliśmy się pobrać sądownie. Mamy czworo dzieci. Żadne z nich nie ochrzczone. Rok temu mojego obecnego męża żonę znaleziono na ulicy. Zdaje mi się, że po dziś nie znają przyczyny śmierci. Sześć miesięcy temu, znaleźli mojego pierwszego męża pokaleczonego przez automobil. Umarł po dwóch dniach, bez odzyskania przytomności. Był pochowany na cmentarzu niekatolickim! Ja przez wszystkie te lata nie miałam spokoju. Dla mnie mąż był dobrym, ale nigdy nie pozwolił sobie i dzieciom wspominać o Bogu. Mimo to, potajemnie nauczyłam je pacierza! Teraz proszę, aby O. Justyn, przemówił do niego, aby zechciał ślub poprawić i dzieci dać ochrzcić. Już jest wielki czas, abym mogła chodzić śmiało do kościoła, dostać Sakramenta święte i żyć tak, jak mnie moja matka w domu nauczyła!" — Właśnie czas postu wielkiego, nadaje się do załatwienia wszelkich spraw sumienia. Obowiązkiem waszym jest sprawę przedłożyć waszemu proboszczowi. On wam chętnie dopomoże we wszystkim. Nie tylko w poprawieniu ślubu cywilnego, ale również w ochrzceniu dzieci waszych. Jeśli naprawdę chcesz żyć tak, jak cię nauczyła twoja matka, nie ma stosowniejszego czasu, aby rozpocząć takie życie, jak czas wielkopostny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden list. Ten pochodzi z Toledo, Ohio: "Mój mąż już trzy razy mnie opuścił. Teraz nie ma go w domu, chociaż syn i córka codziennie się pytają: "kiedy nasz tata przyjdzie?" Ja jestem obojętna, ponieważ ma charakter prawdziwego cygana, we wszystkim. Na utrzymanie dawał mi trzydzieści centów dziennie na cztery osoby. Mnie osobiście na inne wydatki ani centa. Nie tylko, że sam do kościoła nie chodził, mnie też zabronił. Obraz zerwał ze ściany i połamał w kawałki. Nigdy mu nie mogłam wygodzić. Dziś była jego matka. Prosiła abym go wzięła z powrotem!"&lt;br /&gt;Jeszcze go przyjąć. Postawić mu jednak jasno kilka warunków: że nie tylko da ci swobodę w wypełnianiu twoich obowiązków wiary, ale że sam zacznie chodzić do kościoła i pójdzie do Sakramentów świętych, oraz że da ci odpowiednią sumę na prowadzenie domu i opłacenie wydatków! Wy mężowie uważajcie żony wasze, za wam równe, za towarzyszki i współpracowniczki, nie miejcie je za bortniczki, za najemnice, za służące i nieraz za prawdziwe niewolnice! Możebne, że tu lub ówdzie, znajdzie się żona niedbała i niegospodarna. Na ogół jednak nie ma zaradniejszych, oszczędniejszych i gospodarniejszych kobiet na świecie jak są nasze Polki! Oddajcie im prowadzenie domowej gospodarki! Rozumny mąż i dbały ojciec nigdy nie będzie oddzielał swej żonie, tyle i tyle na dzień! Odda jej całą pejdę. Jeśli zauważy że jest rozrzutna, niech usiądzie razem z nią, niech sprawę wymłócą! Niech zrobią obrachunki! Mąż nie ma wyobrażenia ile kosztuje dzisiejsza gospodarka domowa! Czemu to dawniej nasze matki nie tylko wiązały koniec z końcem, ale jeszcze coś odłożyły i uciułały? Ojciec zarobił, przyniósł i oddał! Matka miała kasę. Była opiekunką i szafarką finansów domowych! I nie było bankructwa familijnego! Czemu dziś tak być nie może? Zresztą każdy z mężów traci na piwo, wódkę, papierosy, cygara itp. Niech obrachuje ile to wypadnie na tydzień; potem niech żonie odstąpi podobną sumę na jej osobiste wydatki! Przekona się ile jego żona zaoszczędzi na tym! Poza tym, żona będzie mu wdzięczna za te pewne względy i za takie zaufanie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo że pozornie odstąpiłem od tematu, wszystkie listy wskazują na potrzebę powrócenia do domu Ojca naszego; do domu rodziców naszych; do domu wiary naszej, do domu rodziny naszej! Czemu tego nie zrobić dziś. W czasie Wielkiego Postu? Zacznijmy zgromadzać majętność naszą, żyjąc cnotliwie. Ćwiczmy się w poście, nie tylko co jemy i pijemy, ale umartwiajmy się we wszystkiem innym. Co oszczędzimy, złóżmy jałmużnę! Uczęszczajmy na nasze piękne i do głębi serc wzruszające nabożeństwa postne, tak na stacje drogi krzyżowej, jak też na Gorzkie Żale! Rozbudźmy i rozpalmy w sobie ducha nabożeństwa prawdziwego! Ukoronujmy to wszystko wieńcem pokornej i skruszonej spowiedzi św., wtenczas naprawdę zapanuje radość w niebie, nad nami pokutę czyniącymi, ponieważ umarli odżyją, a zaginieni się odnajdą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej chwili nasi rodacy w dalekim Montrealu w Kanadzie, za pomocą specjalnego połączenia telefonicznego, wsłuchują się dzisiejszemu programowi! To z powodu uroczystego odnowienia kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej, gdzie proboszczem jest bardzo małomówny, ale uparcie ruchliwy i robotny O. Bernard. Aktu poświęcenia odnowionej świątyni dokonał Najprzew. Ks. Arcybiskup Gauthier, ordynariusz Montrealu, który zawsze tamtejszą Polonię otaczał szczególną pieczą i troskliwością, nie tylko pasterską, ale na wskroś ojcowską! Za to należy mu się nie tylko uznanie ale i serdeczna wdzięczność! Polonia montrealska wiele przechodziła i wiele wytrzymała! To zawdzięcza swemu synowskiemu przywiązaniu do wiary ojców i do ziemi praojców! Polacy montrealscy to z krwi i z kości katolicy i Polacy, chociaż wcale niemniej wzorowi obywatele Kanady! Ich czyny katolickie — polskie i kanadyjskie dają wymowne świadectwo o nich! Powinni służyć za wzór wszystkim Polakom rozrzuconym po całej ziemi kanadyjskiej, szczególnie w czasach obecnych, kiedy to rozmaite żywioły, wytężają swe siły, aby rozbić jedność religijną i narodową. Rodacy nie dajcie posłuchu żadnym agitatorom, agentom i wysłannikom. Nie czytajcie gazet, ani broszurek trujących dusze wasze! Strońcie od płatnych burzycieli. Stawcie im jednolity front religijny i narodowy. Zacieśnijcie szeregi wasze. Bądźcie gorliwymi i wiernymi wyznawcami wiary; twardymi Polakami oraz wzorowymi Kanadyjczykami! W jedności wiary, wyznania i patriotyzmu rozumnego jest siła i obfite błogosławieństwo niebios, które niech będzie w udziale wam i waszym!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-948854138458190962?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/948854138458190962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/czemu-nie-dzis-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/948854138458190962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/948854138458190962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/czemu-nie-dzis-pogadanka-o-justyna-z.html' title='CZEMU NIE DZIŚ? - pogadanka o. Justyna z 6.03.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5789703424596019244</id><published>2011-10-25T10:52:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T10:52:58.969-07:00</updated><title type='text'>DLACZEGO? - pogadanka o. Justyna z 27.02.38 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszych dniach lipca 1911 roku, ukończyłem egzaminy w Rzymie. Kilka dni potem, dostałem depeszę kablogramową od zacnego, dziś już świętej pamięci, a ówczesnego prowincjała Przewielebnego O. Jacka Fudzińskiego, z rozkazem, abym zaraz powracał do Ameryki! Mówiąc prawdę, rozkaz przełożonego ucieszył mnie niemało. Mijało bowiem już prawie pięć lat, i to takich długich, chudych lat studenckich, kiedym wyjechał z Ameryki, opuszczając rodziców i rodzeństwo, aby dokończyć nauki, daleko od swoich, na obcej ziemi i wśród innonarodowego otoczenia. Ponieważ przez pewien czas pełniłem obowiązki lokaja, czyli służącego dla naszego arcybiskupa Jaquet, prosiłem go, abym, przed wyjazdem, mógł mieć prywatną audjencję, czyli posłuchanie u Ojca św. Piusa X. I tak 16 lipca 1911 r. wieczorem o godzinie pół do siódmej znalazłem się w Watykanie, w pokojach papieskich. Przy biurku siedział świątobliwy Ojciec św. Miał na sobie zwyczajną białą sutannę. Obok niego leżała wielka tabakierka. W ręku trzymał pióro. Kiedy klęknąłem przed Nim, spojrzał na mnie dobrotliwie i uśmiechnął się. Mnie opanowało jakieś dziwne wzruszenie — zaniemówiłem. W krtani utkwiła mi jakaś kluska, w oczach łzy stanęły. Klęczałem przecież przed Namiestnikiem Chrystusa — przed następcą Klucznika nieba, przed głową widzialną Kościoła Chrystusowego. Ojciec św. widocznie zauważył i zrozumiał moje zmieszanie, bo mówił: "Arcybiskup mówił mi, że powracasz do Ameryki, aby pracować wśród Polaków. Pamiętaj, aby nauka twoja "wzmacniała, smakowała i leczyła", jak mówi św. Augustyn." Dosłownie: "L'Arcivescovo mi dice che tu debbi tornare in America per lavorare fra i Polacchi. Ricordi ti duuque, che le tue prediche debbano invigotare, gustare i medicare, come dice San Agostino." Dziwnym trafem okoliczności, na drugi dzień 17 lipca, poszedłem pożegnać się z sekretarzem stanu, kardynałem Merry del Val, który zarazem był protektorem naszego zakonu, Braci Mniejszych Konwentualnych. Podałem Jego Eminencji małą podobiznę z prośbą o własnoręczny podpis. Rzucił na mnie okiem badawczem, i nakreślił takie zdanie: "Sit doctrina tua spiritualis medecina populo Dei." Czyli "Nauka twoja niech będzie duchownym lekarstwem dla ludu Bożego." — Przez wszystkie lata mego kapłaństwa powracałem tak do rady Ojca św., jako też do przestrogi Kardynała. Przypomiałem sobie jedno i drugie! Nie tylko w naukach głoszonych z ambony, lecz i w przemówieniach do radia, nigdy nie krępowałem się w głoszeniu prawd Bożych. Nigdy nie wyszukiwałem ani wyrazów wysokich, ani słów słodkich, ani frazesów dobieranych. Ludzkość kochałem i kocham, ale na wady, błędy i grzechy które dziś oblepiają człowieka, jak mak kluskę, wskazuję, wytykam i biję. Tym bardziej jeśli tyczy się to naszych Polaków i Polek, którzy do niedawna słynęli cnotami, na widok których zdumiewał się świat cały i  wolał: "Bierzcie przykład z rycerskości i szlachetności Polaków i Polek!" — I tak do mowy, której tytuł jest jednowyrazowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DLACZEGO?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytaczam wyjątki z listu datowanego l0-go stycznia, br., przez pewnego A. S., ze Springfield, Mass. Wierzę, że list był pisany w dobrej wierze, przez człowieka, któty naprawdę szuka światła i mimo przyznania się do niedowiarstwa — niedowiarkiem nie jest, tylko nie praktykuje obowiązków wiary dla błahych i małoznaczących powodów, które on sam sobie zbudował w olbrzymie trudności. Proszę posłuchać: "Słuchając programów radiowych, nie odzywałem się z moimi poglądami, lecz mowa na ostatnim programie radiowym naruszyła mój honor, którego staram się bronić, przez napisanie załączonego listu! Słyszałem wyrażenie, że tylko tym ludziom bez wiary się powodzi, którzy niegodziwymi uczynkami i oszustwem dorobili się! Myślę, że było za wiele przesady w tym wyrażeniu, ponieważ znam sporą ilość ludzi niewierzących, lecz prowadzących swe życie bardzo cnotliwie! Mówiąc o sobie muszę się przyznać, że też jestem niedowiarkiem. W młodym wieku wierzyłem, lecz w starszym uczęszczając do szkół, zacząłem na świat patrzeć inaczej. Z rozumowań tych wysnułem zdanie, że człowiek chcąc być człowiekiem, obowiązany jest czynić tylko to co honoru jego nie splami, bez względu na religię. Pomimo mego zapatrywania, nie naśmiewam się z religii, nie bluźnię i nie staram się wpajać w innych tego w co sam wierze, ale ubolewam z niefortunnymi, którzy skazani są na tym świecie na cierpienia, które ich powinny ominąć, kiedy weźmiemy pod uwagę ich religijne i zacne życie. I wtenczas to nasuwa mi się pytanie — dlaczego ten miłosierny Bóg może patrzeć i pozwolić na te cierpienia ludzkie? Mój rozum wskazuje, iż każdy ojciec kochając dziecko swoje, pomaga mu, a nie popycha go w otchłań nędzy.  wtenczas ojca tego nazwalibyśmy wyrzutkiem społeczeństwa! Może i ja byłbym religijnym, lecz do tej pory nikt nie chciał zadać sobie tyle trudu, aby wyjaśnić niektóre niezrozumiałe dla mnie prawdy i nauki religijne! Co zaś tyczy się duchowieństwa, ileż to urągań płynie z ambony? Czyż daje nam się często słyszeć, ażeby nauczyciele nauki Chrystusa współczuli z tym biednym narodem? Och, jak miło byłoby człowiekowi, ażeby z ust księży naszych wychodziły nie słowa postrachu, lecz słowa nauczające, słowa które by wpajały w młodzież naszą i w cały naród naukę: "Kochaj bliźniego jak siebie samego" — "Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" itp.! — Wtenczas na pewno byłbym pierwszym do zapisania się w te szeregi! Dzieje się zaś przeciwnie. Każdy tylko dba o siebie i o dobre czasy! Kończę moje wynurzania, bo i tak spodziewam się, że list ten powędruje do kosza, lecz prosiłbym bardzo o odpowiedź na następujące pytanie. P. S. Pomimo wszystko, lubię mowy słuchać na programach niedzielnych, ponieważ nauki są mądre i porządne, dla niektórych może nawet potrzebne!" &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle co do listu.&lt;br /&gt;Ponieważ pytań jest aż siedem, a na każde zamierzam odpowiedzieć nieco obszerniej, czas mi nie pozwoli, przynajmniej obawiam się, że nie będę w stanie pokryć je wszystkie na dzisiejszym programie. Uważam jednak, że czas będzie wykorzystany odpowiednio i rzuci światło prawdziwe na pewne zarzuty. Pod blaskiem wytłumaczenia i prawdy znikną pewne trudności. Najpierw więc naznaczam, że wiara jest aktem nie tylko rozumu, ale również i wolnej woli i serca! Bóg nie zmusza żadnego człowieka do wierzenia. Bóg jednak udziela każdemu człowiekowi łaski odpowiednie do wierzenia; od człowieka jednak zależy te łaski przyjąć lub je odrzucić. Tu przypominam, że Pan Bóg w szczególniejszy sposób "łaskę swą pokornym daje, a pysznym się sprzeciwia!" Mimo licznych i głośnych zaprzeczeń trzy są główne przyczyny utraty wiary. Pierwsza z nich, to oziębłość i niedbałość. Aby zatrzymać lokomotywę, nie potrzeba nagle zarzucić hamulce: wystarczy nie dosypywać węgla, i nie dolewać wody; aby zatrzymać samochód, nie potrzeba wysadzić motor w powietrze, wystarczy zaniedbać dolać do zbiornika gazoliny! Najlepszy chirurg straci spryt i biegłość w przeprowadzeniu operacji, jeśli zaprzestanie operować przez kilka miesięcy! Najsławniejszy organista lub pianista zatraci sztukę grania, jeśli nie będzie bezustannie praktykował. To samo dzieje się z tymi, którzy wiarę stracili. Nie stało się to od razu! Najpierw zaniedbał pacierzy rannych i wieczornych; potem w piątki postu nie zachował; potem w niedzielę Msze św. opuścił; potem od Spowiedzi św. stronił. W końcu wczytał się w gazety bezbożne, książki przewrotne i pogańskie! "Teraz widzę, że wszystko co mię spotkało, łącznie z osłabieniem wiary, to wszystko wyczytałem w dziennikach i różnych piśmidłach"  -stwierdzał Francuz, skazany na gilotynę. Zaniedbywanie obowiązków praktycznego katolika powoli i stopniowo prowadzi do utraty wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi powód jest niemądre i zarozumiałe pojecie własnych sił i zdolności! Pewna cześć takich pyszałków zalicza się dziś do jakichś postępowców — uczonych i mądrych! Ci mędrkowie twierdzą, że oni i oni tylko mają patenty do nauki, wiedzy i mądrości, nie tylko narodowych lecz międzynarodowych! Tacy, mimo niedowiarstwa osobistego, stają się wszechmądrym teologami i biegłymi w zakonie! Dziś mamy ogromną siłę teologów! Krawiec, szewc, rzeźnik, doktor, adwokat, dziennikarz, krzyczy że Boga nie ma. Wiara dobra dla ludu lecz nie potrzebna arystokracji, Kościół jest zacofany itp. Ludzie słuchają, podziwiają i wiarę tracą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci powód, dziś bodaj najczęstszy i najogólniejszy, to zepsute i zgangrenowane serce. Innymi słowy, rozpasane i rozhasane obyczaje. Łatwiej jest w czasach naszych złamać przykazania Boże i kościelne — aniżeli do nich zastosować życie codzienne! Ilu traci wiarę, ponieważ ta wiara nie pozwala na rozwody, na śluby cywilne, na sztuczną kontrolę urodzin, lub na mordowanie dzieci nieurodzonych? Ile traci wiarę z powodu, że Kościół zakazuje oszukaństwa, zdzierstwa, kradzieży, zabobonów? Ilu porzuca Boga, bo ten Bóg stoi przed nim we dnie i w nocy i ognistym palcem wskazuje na szóste przykazanie dekalogu: "Nie cudzołóż!" Na dziewiąte: "Nie pożądaj żony bliźniego twego!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mowie z 9-go stycznia, pomiędzy innymi mówiłem tak: "Zresztą ci bez wiary, jeśli mają tak wiele tych darów materialnych, skąd je wzięli i jak się ich dorobili? Z pewnością i ty wiesz tak dobrze jak wiem i ja! Czy sumiennością, sprawiedliwością i ciężka pracą? Czy może tak zwanym sprytem, co w gwarze amerykańskiej nie oznacza nic innego jak oszukaństwo, chciwość, wyzysk, niesprawiedliwość i pogwałcenie wszelkich praw Bożych i naturalnych! I to wszystko czelnie i zuchwale praktykowane na biednych, na wdowach i sierotkach!" I przy tym moim twierdzeniu, może poniekąd szorstkiem, stoję uparcie i hardo! Z tego nie wycofuję ani słowa. Fakty, zimne i gołe fakty stwierdzają prawdę mego wypowiedzenia się. Weź magnatów stali, złota, blachy, srebra, miedzi, węgla, koksu; właścicieli fabryk okrętów, samochodów, samolotów, składów łańcuchowych, banków, i innych goliatów biznesowych, i wytłumacz mi w jaki sposób dorobili się milionowych majątków, które nieraz lokują poza granicą lub wywożą do innych krajów! Zapytaj się pracowników i robotnic. Niech ci odpowiedzą kalecy i chorzy. Niech ci wytłumaczą wdowy i sierotki. W odpowiedzi ujrzysz krwawy pot — zobaczysz krwawe łzy — usłyszysz gorzkie narzekania i pomstowania. Co później? Nic innego jak to co pisał św. Jakub: "Sąd bez miłosierdzia temu, który miłosierdzia nie uczynił!" — Przyznaję jak najchętniej, że są wśród niewierzących tacy, którzy "mogą z dumą powiedzieć, że nie splamili sumienia swego żadnym oszustwem i że wspomagali biedniejszych od siebie!" — Zaznaczam, że właśnie dlatego Opatrzność sprawiedliwie wynagradza im te dobre uczynki, tu na ziemi za życia, aby po śmierci nie mieli powodu domagania się nagrody wiekuistej. Wtenczas na wszystkie ich argumenty usłyszą wyrok Boski: "Wspomnijcie, moi synowie, żeście odebrali dobra za żywota waszego, a Łazarze także złe; teraz oni mają pociechę, a wy? cierpicie męki!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze z własnego doświadczenia dodaję kilka zdarzeń. Przed kilku laty wysilałem się, aby przekonać, bardzo uczciwego i młodego Polaka, aby zaczął praktykować swą wiarę. Odpowiedział mi szczerze: "Ojcze, ja nie jestem praktykującym z powodu biznesu. Z małymi wyjątkami, cały mój interes zależy od poparcia niekatolików i członków tajemnych stowarzyszeń. Gdyby się dowiedzieli, żem katolik, zrujnowaliby mnie!" Na szczęście, nawrócił się na kilka miesięcy przed śmiercią! Drugi nie mniej otwarcie tak się wypowiedział: "Straciłem wiarę na uniwersytecie. Od lat wszyscy moi krewni, znajomi i przyjaciele wiedzą, że nie mam wiary. Zresztą mój sposób życia nie zgadza się z przepisami wiary. Żona moja wzięła rozwód, ja się ożeniłem poza kościołem! Nie mogę być katolikiem!" Trzeci całą winę swego niedowiarstwa składał na odpowiedzialność swego ojca: "Mój ojciec nie wierzył, dlaczego mam ja wierzyć? Jemu wiara nie była potrzebna, czemu ja nie mogę sobie dać rady bez wiary?" Nawiasem mówiąc, tak świadczył młody bandyta, skazany na długoletnie więzienie za handlowanie narkotykami. Jego ojciec zaś porzucił rodzinę i wyjechał do innego miasta.&lt;br /&gt;Aby honoru czyli godności człowieczej nie splamić, nie wystarczy tylko dobrze czynić drugim; najpierw trzeba uznać swoją zależność od Boga, ponieważ od Boga pochodzimy, w Bogu żyjemy i do Boga zdążamy! Człowiek honorowy tylko wtenczas poznaje i ocenia swą godność, kiedy uznaje, że jest dziełem rąk Bożych, że posiada duszę, która jest cząstką Boga nieśmiertelnego - że po tym życiu jest i wieczność, w której Bóg wymierzy sprawiedliwą karę lub nagrodę; że ma sumienie którego trzeba słuchać w zakazach i nakazach. To wszystko stanowi religię. A więc człowiek honorowy tylko wtenczas poznaje swą godność, kiedy wierzy. Od wiary zależy życie szczęśliwe lub nieszczęśliwe człowieka, życie rodzinne, życie społeczne, polityczne i narodowe! Dlatego taki senator Porro wołał: "Moim życzeniem najgorętszem jest, aby ojczyzna nasza uznała wiarę, tę wiarę, która sama tylko zapewnić jej może pokój, wzmocnić i dodać sił do walki z tymi, którzy na dobro publiczne się sprzysięgli, którzy chcą zniszczyć i zburzyć wszelkie szlachetne porywy jednostek i podkopać naszą wielkość." Dlatego dziś, kiedy nad światem gromadzą się chmury czarne wojny, rewolucji, niepokoju i przewrotu, ludzie rozumni i roztropni, pragnąc zażegnać burze tuż nad naszymi głowami wiszącą, radzą nam sprowadzić Chrystusa do dusz, domów, szkół, fabryk i biur naszego kraju! — Honor nigdy nie może zastąpić i faktycznie nigdy nie zastąpi religii! Bo ludzie nie zgadzają się na znaczenie honoru. To, co jeden uważa za honor, drugi uważa za słabość, za poniżenie, za brak charakteru, za podłość! Dajmy na to, ja uważam sobie za honor że jestem wierzącym; ty to uważasz za nieszczerość, za udawanie; inny znów uważa to za przyzwyczajenie i tak bez końca! Ja uważam, że ten człowiek jest honorowy, który żyje wstrzemięźliwie i sprawiedliwie. Świat zaś twierdzi, że ten jest honorowy, który bez wzglądu na środki, wybija się na czoło społeczeństwa. Poczucie honoru może w ostateczności wstrzymać człowieka od wybryków publicznych i otwartych, nigdy go jednak nie wstrzyma od wykroczeń potajemnych i prywatnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znam ja pewnego patriotę, który usprawiedliwiał się przede mną mówiąc: "Proszę księdza dobrodzieja, ja jestem honorowym człowiekiem!" — A więc jeśli nazywasz się honorowym, czemu żonę i dzieci porzuciłeś w innym mieście, zostawiając ich bez chleba i dachu? czemu ślubowałeś z drugą i żyjesz z nią na wiarę?" — "Proszę księdza dobrodzieja, trzeba się ratować przed opinią publiczną i w oczach ludzi!" — Śliczny to, nieprawda, wprost cudowny ten jakiś honor ludzki, który można wyciągnąć i przypasować nie tylko do skrzypiec i wioli — lecz nawet do barbarzyńskiej gitary hawajskiej! — Ja uważam sobie za honor, że jestem Franciszkaninem, ubogim jak mysz kościelna; drugi drwi sobie ze mnie, wyzywając mnie od powroźnika, że jestem darmozjadem, naciągaczem, nic nie wartym. — Widzisz co za mniemanie ludzie mają o honorze! — Opatrzność Boska pamięta o każdym człowieku i troszczy się o niego. Przecież tak nauczał nas sam Chrystus Pan, kiedy mówił: "wejrzyjcie na ptaki niebieskie, iż nie sieją, ani żną, ani zbierają do gumien; a Ojciec wasz niebieski żywi je. Azażcie wy nie daleko ważniejsi niż oni?" i "azali dwóch wróbli za pieniądz nie sprzedają; a jeden z nieba nie upadnie na ziemię bez ojca waszego. A wasze włosy wszystkie na głowie są policzone." Pan Bóg nie chce złego, jedynie zezwala na to, dopuszcza złego, chociażby naturalnie mógł wstrzymać, lub przeszkodzić. Pamiętać zawsze powinniśmy, że człowiek posiada dwa dary nieocenione: rozum i wolną wolę. Rozum służyć powinien do rozpoznania dobrego od złego. Wola zaś, aby nakłaniała człowieka do wybrania dobrego, a do odrzucenia złego! Bóg nie zmusza. Zostawia wolny wybór. Od tego wyboru zależy los człowieka. Tu i tam. Za życia i za grobem! Nie powinniśmy się spodziewać ani zawieszenia prawa naturalnego, ani innego cudownego działania ze strony Stwórcy. Masz bowiem rozum, posiadasz wolę i dostajesz łaskę wystarczającą! W końcu, często i to bardzo często zło i nieszczęście obraca na dobro! Przez nie bowiem przebijają się cnoty, wzmnaga się zasługa ludzi i przejawia się chwała Boża. Naprawdę, że "nieograniczone są sądy Boże i niedościgłe drogi Jego. Bo któż poznał umysł Pański, albo kto był radcą Jego."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz do pierwszego pytania: "Dlaczego Bóg stwarzając Adama i Ewę, a także Aniołów, wiedząc, że zgrzeszą, pozwolił im na ten grzech, kiedy mógł to wszystko stworzyć inaczej, jako wszechmocny?"&lt;br /&gt;Nie tylko Bóg Ojciec mógł to wszystko inaczej stworzyć, lecz też mógł przeszkodzić zgrzeszeniu tak Adamowi, jak i Ewie, właśnie dlatego, że jest wszechmocny. Czy Bóg przewidział, że te stworzenia zgrzeszą? Bez wątpienia! Bo Bóg jako wszechwiedzący wie co ludzie w ciągu czasu zrobią! Czy może Bóg chciał, aby pierwsi rodzice i Aniołowie zgrzeszyli? Sama myśl sprzeciwia się świętości Boga. Dlaczego więc Bóg w swej mądrości zezwolił na grzech pierworodny i na grzech Aniołów? Jedynie dlatego, że tak pierwszych naszych rodziców, jako też Aniołów obdarzył wolnością. A więc tak Adam i Ewa, jako też Aniołowie mogli lub nie, czyli jeśli chcieli lub nie chcieli zachować prawa im nakreślone. Od tego zachowania lub złamania wyłącznie zależała zasługa i nagroda, albo też kara! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam przykład praktyczny: Pewien człowiek tu w Buffalo miał dwoje dzieci, córkę i syna. Strzegł ich jako oka w głowie. Starał się o ich wychowanie. Dał im wszystko, co tylko ojciec dobry i troskliwy dać może dzieciom.   Kiedy dzieci powróciły do domu po kończonych  studiach,   syn   adwokat   i  córka  aptekarka,   ojciec zawołał ich do ofisu i tak im powiedział: "Dzieci, co mogłem dla was uczyniłem!   Wiecie, że mam spory majątek i dobry interes.   Wiecie też, że do grobu ze sobą tego nie zabiorę.  Jeśli poprowadzicie się uczciwie, zostawię wam wszystko. Jeśli nie, wydziedziczę was.  Od was i od życia waszego zależy czy dostanie się wam mająteczek!" — Niespełna rok po tej rozmowie, adwokacik rozpoczął pić, gemblować i na koniki zakłady kłaść!   Córka też wybrała sobie jakiegoś rozwodnika i bez żadnej ceremonii rozpoczęła z nim życie "na knebel"!  — Ojciec zmartwiony wykreślił ich nazwiska z testamentu i zabronił tak nieposłusznemu synowi, jak krnąbrnej córce, wstępu do domu.    Dziś syn błąka się po Stanach Zjednoczonych, z piętnem pijaństwa i gemblerstwa; córka zaś złamana na duchu i ciele jest poniewierana przez dawniejszego  ulubieńca  i  wybranka  serca!     Pytam   się: Kto tu zawinił?    Ojciec czy dzieci?    Ten ojciec który tyle serca okazał, i tyle starań położył wokoło syna i córki?    Ten ojciec, który pod warunkiem obiecał im podzielić i oddać majątek, nagromadzony po długoletniej pracy i mozołach?   Czy też dzieci naiwne i łatwowierne,  które mimo ojcowskiej  przestrogi,  wolały usłuchać głosu obcych, podstępnych, zazdrosnych i ma się rozumieć przewrotnych? — Prawda, Bóg mógłby stworzyć tak ludzi jak aniołów, bez mocy zgrzeszenia.   Wtenczas z konieczności i musowo musieliby być dobrymi i cnotliwymi.    Nie mogliby sobie jednak na nic zarobić, nic sobie wysłużyć,  ani pochwały ani nagrody.    Byliby tylko robotami — automatami — niewolnikami!     Ojciec   rodziny,  zimny   i surowy,  który  tylko na mocy rózgi i bata szuka czci i szacunku i miłości dzieci, raczej te dzieci od siebie odpycha, aniżeli przyciąga; dzieci od takiego ojca nie tylko stronią, lecz od niego uciekają i przed nim się kryją.    Co zaś za obraz miły i serdeczny przedstawia nam rodzina, w której dzieci rozumiejąc co dla nich ojciec uczynił, dobrowolnie idą do ojca i okazują mu wdzięczność, szacunek i miłość!    Czy przed oczami naszymi nie przesuwa się ten sam obrazek, kiedy widzimy ludzi Boga miłujących  — modlących się i poszczących —  chodzących do kościoła,  którzy by  mogli inaczej postępować i zachować się?    Słowem ludzi, którzy dobrowolnie zachowują przykazania Boże i kościelne, kiedy by mogli je łamać i miażdżyć? — Tak!  Pan Bóg, w swej wszechmocy - mógłby stworzyć inaczej świat — ludzi i aniołów, uważał jednak znów w swej nieskończonej  mądrości najlepszym i najdoskonalszym stworzyć tak tak jak stworzył, obdarzając tak Aniołów jak ludzi wolną wolą, którą mogą sobie wysłużyć nagrodę lub karę, według których znów jaśnieje cały szereg zalet Boskich, szczególnie miłosierdzie i sprawiedliwość Boża! Nie dziw więc, że powiada nam Pismo św., iż po stworzeniu świata całego: "widział Bóg wszystkie rzeczy, które był uczynił; i były bardzo dobre!"&lt;br /&gt;W przyszłą niedzielę, ciąg dalszy odpowiedzi na pytania ze Springfield, Mass.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-5789703424596019244?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/5789703424596019244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/dlaczego-pogadanka-o-justyna-z-270238-r.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5789703424596019244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5789703424596019244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/dlaczego-pogadanka-o-justyna-z-270238-r.html' title='DLACZEGO? - pogadanka o. Justyna z 27.02.38 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5185278473932409938</id><published>2011-10-25T05:30:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T12:14:15.857-07:00</updated><title type='text'>CO SIĘ STAŁO Z DOMEM I RODZINĄ? - pogadanka o. Justyna z 20.02.1938 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dosyć często spotykam ludzi, którzy na świat obecny patrzą przez czarne okulary. Nie widzą odrobiny dobrego w nikim i w niczym. Rzucają kamienie potępienia na wszystkich i we wszystko. Robią porównania pomiędzy czasami ich dzieciństwa i młodości, a czasami obecnymi i zawsze kończą żałosnym twierdzeniem: wtenczas było lepiej. Ludzie nie byli tak zepsuci i świat nie był tak przewrotny! Słuchając takich wywodów, zawsze się nie tylko niecierpliwię, ale obruszam się i poniekąd oburzam! Czemu? Z tego jasnego powodu, że zło, występek i grzech zawsze były z ludźmi. Świat zawsze miał pewien procent zepsucia i złego; przewrotnych i występnych nigdy nie brakowało. Nie ma jednego wieku w historii świata i ludzkości, który by nie miał cechy sobie właściwego, chociaż przejściowego, zła i zbrodni. Prawda, zbrodnie czasów kiedyśmy spędzali lata dziecinne w spokojnych progach rodzicielskich bez troski i zmartwień, w przeciągu czasu straciły swą straszność i ohydę. W owych czasach też nie rozpisywano o przestępkach tak szczegółowo jak dziś. Nie było tej łatwości w komunikacji. Zanim doszła wiadomość o jakiej zbrodni, wzięło to nie tylko dni, lecz tygodnie i miesiące! Radio było nieznane! Dziś zaś, w kilku minutach po wypadku, ludzie w najdalszym zakątku świata dowiadują się o najdrobniejszych szczegółach zdarzenia! Zresztą człowiek z wiekiem dojrzewa i innym okiem patrzy na świat i ludzi, aniżeli patrzał w młodości. Nasi pradziadkowie wmawiali w naszych dziadków, że kiedyś było lepiej na świecie. Nasi dziadkowie powtarzali naszym ojcom, że w ich czasach byli lepsi ludzie na świecie! Nasi ojcowie powtarzali nam, że w ich czasach świat był lepszy. To samo powtarzać będzie kiedyś obecne pokolenie swoim dzieciom, i ta sama historia powtórzy się z pokolenia na pokolenie do końca świata. Mimo podobnych i bezustannych oraz bezpodstawnych narzekań, oś ziemi ani się nie załamie ani się nie zarwie. Ziemia dalej obracać się będzie i ludzie jakoś żyć będą. Na świecie pozostaną obojętni, dobrzy i źli! Fale złego raz się zmniejszą, drugi raz się powiększą; dziś się śmielej i z większym odgłosem pokażą, jutro jakby ze wstydu gdzieś się ukryją lub utkną. To samo dzieje się w czasach naszych, które są więcej iteresujace, aniżeli czasy naszych praojców. Czegóż bowiem widzimy? Zmiany nagle, nieprzewidziane, zdumiewające na całym świecie. Upadają państwa stare i starożytne; powstają nowe, już dawno zapomniane; zmieniają się rządy, poglądy, sposoby i formy życia. Nowy ład i porządki w życiu społecznym; nowe systemy w przemyśle i handlu. Nowe zasady i nowe zapatrywania na polach nauki i wiedzy. Wśród tego wszystkiego fale złego się podnoszą i sięgają punktu niebezpiecznego, grożącego coraz to wiekszym zalaniem i większą szkodą. W obecnych czasach mamy widoczny przypływ złego. Nie powinniśmy jednak ani rąk bezczynnie załamywać, ani za gorzko narzekać, ale spotkać nieprzyjaciela oko w oko i wziąć się z nim za bary. Nie wołać: dziś jest gorzej, jutro jeszcze gorzej, ale mówić z ufnością, chociaż dziś nie jest jak być powinno, jutro będzie lepiej, pojutrze jeszcze lepiej. I oto tytuł dzisiejszej mowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CO SIĘ STAŁO Z DOMEM I RODZINĄ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy końcu stycznia,  roku  bieżącego, czytaliście w  dziennikach i słyszeliście z rozgłośni radiowych  szczegółowe opisy o zarwaniu i zawaleniu się mostu stalowego nad wąwozem wodospadu Niagary.   Mimo że w tym miejscu wąwóz jest około dwieście stóp głęboki, olbrzymie kry lodu tak szalenie parły o fundamenty mostu, że je zmiażdżyły.    Skutkiem tego, załamał się łuk stalowy, wynoszący około tysiąc dwieście stóp długości, i pociągając za sobą tysiące ton stali i żelaza, z ogromnym hukiem i trzaskiem, jakby przy eksplozji lub kanonadzie ciężkich kolubryn, runął w przepaść gardlanej czeluści Niagary. Most ów znany był nie tylko milionom Amerykanów, lecz i tysiącom Europejczyków. Niezliczone  młode   pary przybywały  tu, aby spędzić swoje miodowe miesiące.     Most pobudowany był przed   trzydziestu   dziewięcioma   latami.    Przetrzymał   zmiany powietrza; widział wylewy, był świadkiem rozmaitych zdarzeń, szczególnie licznych samobójstw.    Patrzał na szczątki zbitych, zmiażdżonych,   porozrywanych  ciał   ludzkich.    Wreszcie,   sam padł pod parciem małych lodowców!  Stal i żelazo, albo raczej dumny i silny olbrzym stalowy, legł, rozbity na kawały!    Te same kry lodowe, ze spodu ciągnięte mocnym prądem, z wierzchu pchane silnym wiatrem, złowrogo i stale sunęły dalej wąwozem, który czternaście mil poniżej ma ujście do jeziora Ontario.   W drodze zabierały letniska i domki rybackie, pobudowane z obu stron Ameryki i Kanady.    Powierzchnia lodowata posuwała się jak kat, podcinając kołki, filarki i cementowe słupki, na których spoczywały i opierały się domki nadbrzeżne.   Na lodach widać było cale ściany, podłogi i schody.   Tu leżał piec, tam stół, tu szafa, tam łóżko lub tapczan, biurka, krzesła i sprzęty kuchenne. Nie wesoły to widok. Pozostały ślady domków nic więcej. Reszta padła ofiarą — kier lodowych! Kompanie kolejowe wykorzystały to nieszczęście ludzkie, i w niedzielę po tej katastrofie urządziły tanie wycieczki dla ciekawych. Blisko sto tysięcy ludzi zjechało się do miasteczka Niagara Falls, aby przyjrzeć się spustoszeniu, wyrządzonemu przez siły natury, biednym i to przez harde żywioły ukrzywdzonym ludziom! Ogrom zniszczenia przerażał widzów! Obrazek naprawdę był imponujący, godny pędzla najsławniejszego artysty. Olbrzymie góry kier lodowych, niektóre z nich do trzydzieści stóp wysokości, z nieprzerwanym trzaskiem i hałasem, które ponurem echem odbijały się o sterczące ściany przepaści, posuwały się leniwi, ale stale do jeziora Ontario. Na swym zimnym i twardym grzbiecie unosiły kawałki żelaza, sztaby stali, i połamane resztki domów; domów, które dotychczas służyły ludziom na schronienie, za obronę przeciw żywiołom natury! W kilku momentach, ludzie stracili nie tylko swe oszczędności, ale wszystkie posiadłości. Zostali bez dachu nad głową!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To samo, tylko że na większą skalę, zrobił ostatni ćwierć wieku z naszymi domami i z naszymi rodzinami. Fale dwudziestu pięciu lat wżarły się pod fundamenta naszych domów, wżarły się w podwaliny naszych rodzin, wywróciły zasady chrześcijańskiego pożycia; pozrywały te serdeczne łańcuchy jedności i porozumienia pomiędzy małżonkami; pomiędzy rodzicami a dziećmi i pomiędzy rodzeństwem! Jeśli bałwany zburzonych czasów jeszcze dotychczas nie zburzyły do szczętu domów i rodzin, to przynajmniej ogołociły nie tylko ściany ale serca i dusze z dawniejszych ciepłych i jasnych promieni ludzkiej serdeczności! Dziś dom jest wszystkim, ale nie jest domem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A rodzina?   Jest tylko związkiem istot samolubnych,  szukających wszelkiej swobody i nieograniczonego używania, istot bez poczucia ofiarności i poświęcenia dla dobra rodziny.   Prawda, te domy i te rodziny przechodziły dziwne i nagłe zmiany. Zmiany, o których naszym dziadom i pradziadom nawet śnić się nie mogło!  Zmiany nie tylko materialne, lecz nawet umysłowe.   Na pierwszem miejscu te domki i te rodziny zalał potop ludzkiej krwi w czasie wojny światowej!    Tu też szła fala nienawiści, zemsty, wzgardy i bezlitości!    Człowiek stał się człowiekowi zwierzęciem okrutnym,  drapieżnym  i krwiożerczym, wojna zabierała w swe szeregi nie tylko młodzież w wieku poborowym, ale odrywała bezlitośnie męża od żony i dzieci; brała też starców i dzieci nieletnie.   To wszystko w imię cywilizacji&lt;br /&gt;i jakiegoś nierozumnego arcypatriotyzmu, pod hasłem obrony świata od przyszłych wojen! Kto na tym ucierpiał najwięcej? Dom i rodzina! Stosunki domowe się zmieniły, związki rodzinne się rozluźniły. Krew ludzka, ciała na kawałki rozszarpane, życie w transzach zmieniło poglądy męża, ojca i syna na cel życia ludzkiego. Zapanowało hasło: jedzmy i pijmy, bawmy się i weselmy dziś — bo jutro niepewne. Nikt nie wie co nam przyniesie! Z takim usposobieniem powracali do domów wojujący, tak starsi jak i młodsi. I tu zastali dziwną zmianę. W ich nieobecności kobiety, żony, matki i córki zmuszone były do wykonywania robót męskicb po fabrykach, w warsztatach, na kolejach i ulicach. To wcale nie pomogło do zachowania cech kobiecych. Zaczęły się plątać i gmatwać dotychczasowe pojęcia o życiu ludzkim i o stosunkach domowych, o węzłach małżeńskich i o związkach rodzinnych. W tropach wojny, tu do nas zawitała musowa i prawami rządowymi zaostrzona prohibicja! Ta, tak w niebiosy wychwalana prohibicja, która na papierze zakazywała wszystkiego, w rzeczywistości pozwalała na wszystko. Prohibicja zaś sprowadziła na nasz kraj krocie nowych zbrodni, właściwych tylko rodzicielce prohibicji. Pomnożyła pijaństwa. Prywatne i ukryte zapijanie się przyszło w modę. Ten i ta byli uważani za "smart", "up-to-date", "modern" i "sophisticated", którzy sprytnie umieli prawo obejść i złamać! To nauczyło ludzi lekceważenia wszelkich praw ludzkich i wszystkich przykazań Bożych! Z tego narodziły się butlegerstwo — przekupstwo — szpiegostwo — liczne rakieterstwa! Tu zapuściło korzenie, szeroko i głęboko prawdziwe do szaleństwa i na zabój -— pijaństwo! Każdy dom stał się browarnią — gorzelnią — winiarnią! Ojcowie rodzin spędzali całe godziny w piwnicach swych domów, pilnie bacząc i pilnując maszynek pędzących "księżycówkę" rozmaitych kolorów, smaków i zapachów! Próbowali i smakowali, kiedy wytwór ciepłymi kroplami padał do garnka. Jedni oślepli, drudzy dostawali pomieszania zmysłów. Nie mało też zeszło z tego świata. Ci, co pozostali, stracili hart ciała i duszy! Zmienili się! Matki w kuchniach gotowały piwo. Kisiło to się i fermentowało na strychach! Matki stały się smakoszami prohibicyjnego piwka. Wraz z mężami i ojcami siadywały przy stole i popijały sobie, aż do nudności, też wyroby domowej marki. Dzieci nie chciały pozostać w tyle. Po drewnikach wyrabiały wina! Zapraszały znajomych i przy muzyce urządzano sobie prywatne zabawy i dziś tak modne "parties".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki stan rzeczy panował od roku 1920 do 1933! Trzynaście lat, to długi czas. Czego człowiek nie nauczy się w trzynastu latach? To wszystko zaś zamienia się w zwyczaj, w nałóg, i staje się nieomal drugą — naturą! Właśnie, szczególnie w tych trzynastu latach, urodziły się nowe zwyczaje, obyczaje, zapatrywania. Jak odmienne od dawniejszych! Kto ośmielił się sprzeciwić, kto odważył się nie iść z prądem, był piętnowany wyrazem "oldfashioned", "krajusem", "green-hornem" i "dinkiem"! Każdy i każda, wszyscy tytułowali się: "up-todate" i "modern"! Krótko: "we moderns!" Niestety, i tu jeszcze nie koniec!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad rokiem 1929 zaczęła zawisać najpierw maleńka chmurka. Z początku mało kto na nią zwracał uwagi, chociaż wszystkim znane jest przysłowie, że "z małej chmury, wielki deszcz"! — Chmurka zamieniła się w ogromna chmurę. Zalała cały nasz kraj bezrobociem. Nastały dni ciężkie, niepewne. Zapanowały ciemności grube, kryjące przed ludźmi dzień jutrzejszy. Ludzie tracili robotę, gubili pieniądze, upadali na zdrowiu, wyzbywali się życia! Ci, którzy zawsze żyli tylko z ręki do gęby, pierwsi padli pod ciosami bezrobocia! Ci, którzy oszczędnie żyli, odkładając grosz po groszu, aby zapewnić sobie beztroskliwą starość, smutnie patrzyli, jak ich oszczędności ulegały zamrożeniu, potem całkowitej likwidacji. Byli i tacy, którym domki zabrano, i bez ceremoni i wzęlędów na publiczne chodniki powyrzucano! Ludzie chodzili jak trupy! Bez sił, bez otuchy, bez nadziei. Zamyśleni, posępni, zachmurzeni, gniewliwi, zapamiętali, zemstliwi. Jaki wpływ wywarło to wszystko na domy i na rodziny nasze? Czy to zacisnęło, czy też rozluźniło związki tak małżeńskie, jak też rodzinne? Chyba tylko ślepiec nie widzi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te trzy czynniki ponad wszystko: wojna światowa, prohibicja i depresja, nie tylko nadwyrężyły, ale wprost, i powiedzmy sobie śmiało i szczerze, podmyły i rozprzęły stosunki domowe,  związki  małżeńskie  i  rodzinne!     Niemało  dopomogły kina, złe gazety, wyuzdane pisma i kształcenie bez religii! Dziś mamy tylko ślady domów.   Pozostały cienie rodzin!    Nie wierzycie?    Posłuchajcie co przed kilkoma laty pisał jakiś uczony obconarodowiec i niekatolik:   "W  Ameryce  nie ma   więcej   ani domu ani prawdziwej rodziny!   Przebywają w teatrach i klubach.   Jedzą  w restauracjach i  hotelach.   Mieszkają w  apartanentach.   Na starość idą do przytułków.   Tam lub w szpitu umierają.   Po śmierci spoczywają w zakładach pogrzebowych.    Stąd   bywają   wywożeni   na   cmentarze   i   chowani   na koszt publiczny!"   To nie tyle śmieszne,  ile bolesne!&lt;br /&gt;Dawniej, i do niedawna temu, inaczej było! Myśmy inne mieli pojęcie o domu. Dom był dla nas gniazdkiem — ośrodkiem radości i wesela, kącikiem odpoczynku i schroniskiem przed burzami świata! Prawda, domki te, to nie dzisiejsze pałacyki, na zewnątrz okazale; na wewnątrz urządzone z przesadą, z najnowszemi wygodami! Domek nasz był mały i skromny. Żołniersko czysty i żołniersko surowy. W tych zimnych jednak ścianach panował duch spokoju, życzliwości, zgody i wzajemnej miłości. Tam biły serca żywe, ogrzane ciepłotą współczucia — współpracy i wzajemnej pomocy. Wśród niewygody i niedostatków, było przyjemnie, miło i wesoło. Może to dlatego, że wchodząc lub wychodząc, maczaliśmy końce palców w kropielniczce, mówiąc: Niech będzie pochwalony i zostańcie z Bogiem! Witano nas też słowem boskim: Na wieki wieków, a żegnano: Idź z Bogiem! Może też dlatego, że ze ściany mizernej kuchenki patrztł na nas miłosiernie Chrystus litościwy, a ze ściany sypialni rzucał na nas okiem opiekuńczem obrazowy Anioł Stróż — nasza Matka niebieska — nasz św. Stanisław Kostka lub święta Jadwiga! Może dlatego, że nasz ojciec i matka nie wstydzili się przyklęknąć razem z nami do pacierza, a mieszając swe głosy dojrzałe i surowe z piskliwemi głosikami dzieci, odmawiali głośno: Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę w Boga i Aniele Stróżu mój! Może dlatego, że nasi rodzice razem z nami regularnie chodzili do kościoła i często wraz z nami przystępowali do Sakramentów św.! Może dlatego, że w czasie Postu Wielkiego nasz ojciec dwa lub trzy razy w tygodniu uczył nas Gorzkich Żali, a w okresie Bożego Narodzenia brał do ręki kantyczkę i śpiewaliśmy nasze kolędy polskie! Albo ja sam wiem dlaczego? Wiem tylko, że jakiś inny, milszy, weselszy, rzewniejszy duch panował w naszych domach. Kiedy ojciec powrócił z roboty, wszyscy razem siadali do stołu, najpierw kładąc na siebie znak krzyża św.: rodzice opowiadali sobie zdarzenia dnia, dzieci zaś świergotały o lekcjach i szkole. Po skończonej kolacji starsze dzieci, chłopcy i dziewczęta myły statki. Potem, latem w pole, zimą do gazety i książki. Rodzice regularnie wysłuchiwali nas lekcji. To tak regularnie i pilnie, jakby było wymagane przez jedenaste przykazanie Boże! W niedziele po sumie, cała rodzina razem, ojciec, matka i dzieci szli w odwiedziny, albo też w domu czekano na gości. Niedziela była dniem świętym, oraz dniem wypoczynku i niewinnej a wesołej zabawy. I to nie był tryb życia gdzieś tam w starej Europie, ale tu w Ameryce, po miasiach i miasteczkach; po wioskach i rozmaitych "patchach". I Bogu dzięki, mimo niedostatków i niewygód, nikt z głodu nie umarł, ani też z zimna nie zginął. A wierzajcie mi, że rodziny były liczne, a zarobki szczupłe! Wtenczas ojcowie byli ojcami, a matki były matkami! Domek rodzinny był, mimo prostoty i biedoty, nie tylko skromnym kościółkiem, ale wspaniałą bazyliką i cudowną katedrą ludzkości. W progach tych domków gnieździły się cnoty, które zmniejszały ciężary — koiły bóle — uciszały burze — osładzały smutki i tej codziennej szarzyźnie życia nadawały ton wesoły i radosny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widocznie, że jakimś mocom niewidzialnym, zawsze zazdrosnym, nie podobał się taki porządek rzeczy! W dom i w rodzinę uderzyły trzy gromy — wojna światowa, prohibicja i depresja! Te trzy gromy rozbiły dom i zburzyły rodzinę, ponieważ zmieniły zapatrywania ludzkie, na Boga, na człowieka i na cel życia ludzkiego. Po tych katedrach i bazylikach pozostały gruzy i popioły. "A jeśli rzeczecie: czemuż nam uczynił Pan Bóg nasz to wszystko? rzecze do nich: jakoście mię opuścili, a służyliście bogu cudzemu w ziemi waszej, tak będziecie cudzym bogom służyć w ziemi nie waszej! Słuchaj, ludu głupi, który nie masz serca; którzy mając oczy nie widzicie, i uszy a nie słyszycie; a więc się mnie bać nie będziecie, mówi Pan, a przed obliczem moim nie będziecie żałować? lecz ludu tego stało się serce niewierne i drażniące, odstąpili i odeszli. Przeto mówi Pan zastępów, Bóg Izraelski: oto Ja nakarmię lud ten piołunem i napoję wodą żółci. Bo weszła śmierć okny naszemi, weszła do domów naszych, aby wytraciła dzieci z ulic, a młodzieńce z rynków. Przeto mówi Pan zastępów: oto ja nawiedzę je; młodzieńcy pomrą od miecza, synowie ich i córki ich pomrą od głodu!" — Czy może słowa Boże, podane nam przez usta Jeremiasza, nie możemy zastosować do domów dzisiejszych i do rodzin nowoczesnych? Otóż do domu po nużącej pracy powraca mąż. Naprawdę, że wygląda on jakby piołunem się karmił i żółcią się poił! Wchodzi do domu jak ta czarna chmura, która wróży burze, pioruny i błyskawice! W progu ani Boga nie pochwali, ani się nie uśmiechnie, tak jakby śmiech wesoły i dobre słówko były grzechem śmiertelnym, a on zawsze unika. Po domu stąpa jak ten lew biblijny gotów każdego ugryźć i pożreć. To mu źle, to mu niedobrze. Za zimne, to znów za gorące; to albo niedosolone albo niesmaczne. Mruczy sobie pod nosem, krytykuje, odgraża się, kapelusz na główę i pędzi do tawerny, aby tam spędzać wieczory, uleczając wszystkich i zbawiając świat i podając rady drugim. Powraca do domu o północy! &lt;br /&gt;Idzie syn. Na szczęście jeszcze pracuje. I on w progu zapomniał pochwalić Boga; rzuca matce "halo ma", czy "supper ready", i nawet czapki nie zdejmuje, tylko siada do stołu. Je tak pospiesznie, jakby to była już jego ostatnia kolacja. Nie ma czasu się przeżegnać. On spieszy do klubu. Przychodzi córeczka. Patrzy na mamusię z taką wykrzywioną gębą, jakby ją zęby trzonowe bolały, i rzuca taki rozkaz: "Hurry up ma — muszę się spieszyć, bo mam dejta!" — I ona Pana Boga albo gdzieś w drodze zgubiła, albo przynajmniej za drzwiami zostawiła! Po kolacji zajmuje się toaletą. Smaruje się, pudruje — proszkuje -— różuje — poliszuje — olejuje — fryzuje — marceluje i jazda trzy lub cztery razy w tygodniu na zabawy i tańce. Powraca do domu nad rankiem, kiedy koguty pieją i słonko ma wschodzić! Matka patrzy i wzdycha. Myśli sobie, przecież i ja nie gorsza. Mniejsza o to, że w domu jest mały następca tronu. Tego "dziuniora" albo pakuje się do łóżka, albo zostawia pod okiem babci, albo otwarcie każe mu iść bawić się na ulicy! No, w końcu i matka wyjeżdża na card party, stork party, shower party, birthday party, i tylko anieli wiedzą gdzie i po co! W domach wieczorami ciemno, pusto i głucho, bo matka zanim drzwi zamknęła, nawet psa i kota z domu wyrzuciła! Lata temu cała rodzina wieczory zimowe spędzała przy świetle lampy naftowej. Jedni czytali gazety i książki polskie; siostry nasze wyszywały, heklowały, szydełkowały lub pod okiem matki uczyły się wypiekać chlebuszek, placki, ciastka, torty i pasztety! Nieraz śpiewano sobie nasze polskie piosenki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęły i przepadły te czasy. Dziś każdy ucieka z domu jak od dżumy afrykańskiej lub febry panamskiej! Wszędzie dobrze, tylko w domu źle i niemiło i ciasno. Dziś też każdy syn i każda córka ma własny klucz do gniazdka rodzinnego, aby drugim nie przeszkadzać. Nikt nie wie, kiedy i o której godzinie drugi powraca! Zresztą, co to kogo obchodzi! Członkowie rodziny powracają z tych nocnych wycieczek cichaczem i tajemniczo, jak dezerterzy z armii! Kładą się na spoczynek bez pacierza, bez westchnienia do Boga, bez przeżegnania się. I tak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok! Dom zamienił się w namiot cygański; rodzina przybrała cechy koczownicze; życie rodzinne zamieniło się w bytowanie restauracyjne, hotelowe, zimne, oschłe, nienaturalne! To się stało z domem i rodziną!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcowie, matki i dzieci, od was wszystkich zależy odmiana i zmiana na lepsze! Uwzorujcie siebie na osobach Rodziny Świętej, a dom wasz na domku nazaretańskim, wtenczas na nowo zasłyną rodziny nasze; domy zaś nasze, jak dawniej, staną się kościołami — świątyniami — bazylikami!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-5185278473932409938?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/5185278473932409938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/co-sie-stao-z-domem-i-rodzina-pogadanka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5185278473932409938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5185278473932409938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/co-sie-stao-z-domem-i-rodzina-pogadanka.html' title='CO SIĘ STAŁO Z DOMEM I RODZINĄ? - pogadanka o. Justyna z 20.02.1938 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-9078165456737229404</id><published>2011-10-25T04:03:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T05:22:52.564-07:00</updated><title type='text'>TWÓRCZYNI  CZY   NISZCZYCIELKA? - pogadanka o. Justyna z 13.02.1938 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wstęp do dzisiejszej mowy, przytaczam dwa listy. Są one o wiele wymowniejsze od moich słów nieudolnych, i często za słabych, aby odpowiednio i jaskrawo przedstawić wam zamierzony obrazek, który by wam uwypuklił rzeczywistość życiową! Który by też wstrząsnął sumieniami ludzkimi i zbudził dusze ludzkie ze snu oziębłości i niedbalstwa do wysiłków szlachetnych i cnotliwych, zgadzających się z godnością i powołaniem i celem istot rozumnych! Pierwszy list, idzie do sedna sprawy. Słuchajcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dnia 30 stycznia, 1938 roku, podczas Godziny Różańcowej. — Słuchałem i słucham Ojca Justyna na radio. W nauce dzisiejszej O. Justyn, tylko ojców o pijaństwo potępiał i wszystko na ojców barki zwalał. Jednak sprawa jest taka, że 98 procent ojców pijaków są pijakami z powodu żon "sekutnic", to znaczy, że wielu mężów było dobrymi mężami tak długo, aż im żony poczęły być niemożliwemi, t. j. na każdym kroku dokuczały mężowi, więc biedny chłop poszedł sobie robaka zalewać. W wielu rodzinach życie jest niemożliwe, nie dlatego, że mąż niedobry, tylko dlatego, że żona go uczyniła niedobrym, bo po pracy dziennej żadnego wesołego przyjęcia w domu nie ma, ani też żadnego porządku w domu nie znajdzie, gdy ten mąż z pracy powraca. Trzaśnie więc chłop drzwiami i idzie do knajpy, by babskich wygadywań nie słuchać na jego rozumne upomnienia. To znam z doświadczeń nie tylko mego powołania z ostatnich 19 lat, ale jako pracownik we fabrykach, tak w Detroit jak i Holyoke. gdzie musiałem na moje wykształcenie zarabiać. Niech O. Justyn to łaskawie przeczyta. Może ktoś inny moje ślamazarne pisanie potwierdzi."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugim liście też jakiś biedny chłopina rżnie prosto z mostu:&lt;br /&gt;"Ojcze Justyn! Do czternaście miesięcy temu pracowałem bez przerwy i nic nie piłem, z wyjątkiem piwa w niedzielę. Niestety wyszliśmy na strajk. Nie moja w tym wina. Wyszli inni, musiałem i ja! Od tego czasu żona zaczęła mi dogryzać na każdym kroku. Szukałem pracy od rana do wieczora. Za pieniądze nie można by dostać roboty! Co przyszedłem do domu, to moja kobieta zaczęła mi wymawiać: czemu nie robię, czemu nie dadzą mi roboty; że gdyby tego się spodziewała, to by za mnie nie wyszła; że w domu, przy rodzicach, miałaby lepiej. Perswadowałem jej, zeby była cierpliwa, że widzi, że chodzę za robotą, że przecież może fabrykę otworzą. Nawet nie chciała słuchać. Trzy miesiące temu, zostawiła mnie i poszła do swej matki. Tak mi się źle zrobiło, że poszedłem do salunu i wypiłem trzy wódki. Od tego czasu, co dzień jestem w salunie i co dzień piję. Bo cóż mam robić? Siedzieć w domu i patrzeć na gołe ściany? W salunie mam rozrywkę. Gramy w karty i popijamy. Ja nie jestem winien temu. Gdyby żona dała mi spokój i została przy mnie, nigdy bym nie zabrał się do picia!"&lt;br /&gt;Po   tych   dwóch   prostych i szczerych wynurzeniach,   do&lt;br /&gt;mowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;TWÓRCZYNI CZY NISZCZYCIELKA?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka kobiety nie tylko porusza kolebkę.   Ręka kobiety trzęsie światem całym.    Trzęsie zaś światem, ponieważ jest motorem życia rodzinnego i domowego.    Jakie więc są żony i matki, takie są rodziny, takie są społeczeństwa, takie są narody.    Ktoś pisał tak: "Kobiety tworzą, lub niszczą dobrobyt rodziny. Wychowanie ich dążyć powinno do tego, by się nauczyły tworzyć, a zaniechały niszczenia!"   Kto nie widzi i kto nie uznaje, nawet w tych czasach mglistych, pochmurnych i burzliwych, że zdrowie tak fizyczne jak moralne, a więc całe szczęście czy to rodzinne,  czy też narodowe, zależy od rozumnego, roztropnego i praktycznego  kierownictwa   kobiety,  żony   i  matki!     Żaden   inny człowiek na świecie nie ma przed sobą pracy tak szczytnej, chwalebnej i korzystnej, jak ma ona!    Kobieta taka musi jednak zrozumieć swe  powołanie i posłannictwo swoje.     Musi być ową kobietą biblijną — mężną która, "staje się jako okręt kupiecki, z daleka przywożący żywność swoją; która w nocy wstaje i daje pokarm domownikom  i  służebnikom swoim;   która  rękę  swą ściągnęła do mocnych rzeczy, a palce jej ujęły wrzeciono;  która tekę swą otworzyła ubogiemu, a dłonie swe wyciągnęła do biednego; która, jako słońce wschodzące światu na wysokości Bożej, tak piękność dobrej żony ku ochędostwu domu jej — powstali synowie jej i szczęśliwą sławili, mąż jej — i chwalił ją!" &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tej zasadzie pisała pewna polska autorka: "Jakże miłym dla męża stałby się dom, gdyby w nim zastawał zawsze ład i porządek, a jak drogą byłaby dla niego żona, o jego potrzebach pamiętająca!    Nie jest możliwe, aby mąż nie ukochał takiego ogniska, bo mu w nim będzie dobrze, jak nigdzie.    Z zadowoleniem wracać będzie doń zawsze, a w oddaleniu odczuje za nim tęsknotę!" — Kraszewski kiedyś kreślił takie zdania:  "Nie ma słodszych i silniejszych  węzłów nad  węzły  miłości rodzinnej. Nie ma sroższej nienawiści nad nienawiść poróżnionej rodziny. Dom rodzinny jest naszą świątynią, przybytkiem, szkołą; pierwszym kapłanem jego matka; najwyższym stróżem ojciec. Pod strzechą rodzinną tulą się całe skarby nasze!"&lt;br /&gt;Czemu tak wyrażali się pisarze dawniejszych czasów? Dlaczego domy były świątyniami, przybytkami i szkołami? Z powodu zalet i cnót żon i matek. Były one mężnymi niewiastami, ponieważ były pracowite, przezorne, gospodarne, zgodne i umiejące zapobiec wszelkim nieporozumieniom. Były pogodne; nie znały ani sporów, ani kłótni, ani dogryzek. Ponieważ dom był mieszkaniem miłości serdecznej, całopalnej i chrześcijańskiej, o której pisał Pius XI, "że okazuje się czynem!" Nie dziw więc, że do domu z pieśnią na ustach powracał rolnik wieczorem po całodziennej pracy; wracając w progi ubożuchnej strzechy, jakby miał wstępować do dworu lub pałacu; z uśmiechem na ustach szedł do domu urzędnik po całodziennych wysiłkach; z radością w sercu, pospiesznie zdążał do domu każdy mąż, bo na przyjęcie czekała niecierpliwie zacna i dbała żona. Mąż znajdował domek, czy pomieszkanie w porządku. Wszystko w swoim miejscu. Dzieci wymyte i wyczesane. Kolacja gotowa. Potrawy proste, ale smacznie przyrządzone. Biedny mąż zapominał o trudach, o niemiłych zdarzeniach dnia; dom uważał za schronisko od wszelkich burz światowych; dom był mu przedsionkiem niebieskiego spokoju i ukojenia. Żona była mu aniołem stróżem tego wszystkiego! Na żonę spuszczał się ze wszystkim i zaufał jej we wszystkim. Żona była nie tylko prawdziwą gospodynią, ale zarazem sekretarką, kasjerką i całą korporacją. Bez jej rady nic nie zrobił; bez jej pozwolenia centa nie stracił. Nawet i dziś jeszcze nasi starsi ojcowie mówią: "trzeba się matki poradzić; zobaczymy co matka powie; bez matki nie mogę tego zrobić; ja się zgodzę, jeśli matka się zgodzi!" Widocznie, taka żona zawsze była mężowi zaufaną współtowarzyszką w małżeństwie, i wszelkie trudności i kłopoty w rządzeniu i prowadzeniu domowym spoczywały na jej barkach. Matka o wszystkiem myślała i wszystko załatwiała. Nasze matki nie uczyły się po szkołach, ani nie chodziły na wykłady kulinarne, ale znały wszystkie tajemnice gotowania, pieczenia, smażenia, marynowania! Tego wszystkiego nauczyły się przy swoich matkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wszystko po modzie nowoczesnej. Młoda żona umie sprytnie kierować samochodem, ale nawet jajecznicy nie umie usmażyć! Młoda żona bierze udział w turniejach karcianych, wygrywa pierwsze premie w pinakla, preferansa, 66, rummego&lt;br /&gt;i brydża, nie umie jednak smacznej kawusi lub herbatki sparzyć! Młoda żona zna wszystkich aktorów i aktorki, rozprawia długo i zapamiętale o przedstawieniach kinowych, nie umie jednak ani garnka ani patelni z tłuszczu obmyć i oczyścić! Młoda żona umie wszystkie sztuki kuglarskie i linoskoczkowe w wykonywaniu shimów, fokstrotów, tang, big-applów i jakich orangotaungoskich "hebes-jeebies", ale nie ma najmniejszego pojęcia, i w dodatku nie chce mieć, o wypiekaniu chlebuszka, ciasteczek ani też o marynowaniu owoców i powideł. Proszę was, nie bierzcie tego na śmiech, tylko na serio! Niech do powyższych uwag dodam wiele znaczącą poprawkę..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtarzałem słowa, młode żony, czy nie powinienem raczej mówić obecne żony? dzisiejsze żony? Bo i starsze żony dziś latają jak kot z pęcherzem. Chodzą po teatrach, po balach, po "partach" w prywatnych domach, i gdzie nie! Tam spędzają długie, bardzo długie godziny, bo w domu im się dłuży, bo w domu nie ma co do roboty. W domu zaś mniej porządku i schludności, aniżeli w kurniku lub drewniku. Łóżko nie usłane; pościel nie wyprana, podłoga nie zamieciona; okna zachmurzone; w narożnikach pajęczyna. W kuchni pełno rupieci — na stole nie umyte szklanki, pół wypite filiżanki, zabrudzone talerze! W "sinku" czyli "w pomyjniku", który wygląda jak biały murzyn, więcej zabrudzonych garnków i garnuszków. Leżą tam od kilku dni i czekają zmiłowania ludzkiego. Proszą się i błagają o uwolnienie ich od brudów i zanieczyszczenia. Daremnie. Gospodyni nie ma czasu! Dalej, w takim domu, nie znajdziesz kropielnkzki przy drzwiach wejściowych; nie znajdziesz krzyża, w kuchni, nad stołem; nie ujrzysz żadnego obrazu świętego w sypialni. To zbyteczne. To niemodne! No, do takiego domu wieczorem powraca mąż po całodziennej pracy. Przy robocie męczył się i mordował wśród huku i trzasku maszyny; gdzie się obrócił tumany kurzu, pyłu i brudu biły w spoconą twarz i siadały na plecach i piersiach, padały w oczy, wsiąkały w gardło, spływały do płuc! W dodatku nad nim stał "boss" i pędził do roboty; pokazał się i "superintendent" i krzywe rzucał na niego spojrzenia, przyczem robił jakieś opryskliwe uwagi. To go zdenerwowało i zaniepokoiło, że kiedy dano znak obiadowy, wypił tylko kawę. Chleba nie mógł przełknąć. Z niepewnością w myślach, z nerwami rozstrojonemi, wymęczony, zamorusany, biedny robotnik powraca w progi rodzinne obiecując sobie smaczną kolację, nieco spokoju i zasłużony odpoczynek! Niestety, znajduje dom w nieporządku, jedzenie nie przygotowane, stół nie zastawiony, dzieci nie umyte i żonę zasępioną, zachmurzoną i rozgniewaną! Czy mu się dziwię, że na widok tego czyśca domowego biedny chłop traci równowagą, zawraca kroki i idzie tam, gdzie szklanki dzwonią i kieliszkami wygrywają: "Nie pójdziem do domu aż rano!"&lt;br /&gt;No, a jeśli jeszcze w dodatku, mamy takie żony, które, niby obrażone, zaczną robić mężom wyrzuty, albo same szukają zaczepki, albo zatną się jak zardzewiałe zamki i przez tygodnie lub miesiące prowadzą pożycie domowe w grobowym milczeniu, albo zawsze mają twarde, wyniosłe, harde, lekceważące odpowiedzi, albo takie nigdy nie nasycone, nigdy nie napełnione, dziurawe i bezdenne wory, którym zarobek i pejda zawsze za mała, nigdy nie wystarczająca? Czy teraz można takim mężom robić wyrzuty, że uciekają z domu tak zamaszyście i błyskawicznie jak kiedyś zmykał pasza turecki przed Sobieskim? Że taki chłop, w domu sponiewierany, zbity i skopany, pędzi do szynku, do salunu lub do tawerny, i tam zalewając rozum zapomina o takim pożyciu małżeńskiem. Dziwimy się, że gniazdka małżeńskie zamieniają się w jamy plugawych gadów, ziejących jadem trującym! Dziwimy się, że mężowie w domu nie posiedzą. Dziwimy się, że teatry i tawerny są nabite? Dziwimy się, że małżeństwa się kurczą. Dziwimy się, że młodzieńcy od zakładania własnego gniazdka dziś tak stronią! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłu¬chajcie listu z Fali River, Mass.&lt;br /&gt;"Przyznam się, że i ja rozpiłem się. Nie jest to jednak cała moja wina. Jak się ożeniłem dwadzieścia lat temu, myślałem, że byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Miałem dobrą robotę w "kotonówce". Kupiłem mały domek za uskładane pieniądze. Meble kupiłem na wypłatę. Przez jeden rok żyliśmy w zgodzie. Wypłaciłem meble. Żona jednak zaczęła dom i mnie zaniedbywać. Co dzień leciała na całe popołudnie do swej matki, albo do przyjaciółek. Mało co kiedy ugotowała mi porządną kolację. Zawsze tylko coś z "kanów". Nawet kawy mi nie chciała ugotować. Lunchu mi nie dawała. Nie chciało się jej. Dawała mi 15 centów na lunch. Nigdy ze mną razem kolacji nie chciała jeść. Miała psa i kota, o nich więcej dbała jak o mnie! W drugim roku Bóg nam dał córkę. Myślałem, że to ją utrzyma w domu i zmieni się. Teraz znów latała po wszystkich znajomych i krewnych, chwaląc się przed wszystkimi, jakie to piękne dziecko. A ja chłop, mąż i ojciec, musiałem zawsze stać w kącie, zaniedbany i opuszczony, jak taka stara miotła. Przychodziłem z fabryki, to na stole był talerz z kreksami, a na piecu garnek z kartoflami. Pejdy oddawałem. Nigdy nie była zadowolona. Mnie wydzielała jedng paczkę papierosów na tydzień. Ze mną nie chciała iść razem, ani do kościoła, ani w odwiedziny. Pogniewałem się nieraz. Tłumaczyłem jak umiałem. Dwa razy odeszła ode mnie do swego brata. Zacząłem chodzić na kolację do restauracji i zacząłem pić więcej jak mi było na zdrowie! W grudniu roku 1936 z domu wyjechała córka, bo nie mogła dalej słuchać naszych kłótni. Powiedziała swej matce, a mojej żonie, że nigdy do domu nie wróci, chociażby miała z głodu w Nowym Jorku umrzeć! Żona też w złości porzuciła mnie. Zabrała ze sobą wszystko, nawet polisy od towarzystw. Teraz dowiaduję się, że zostało długów na blisko tysiąc dolarów! Z żalu i rozpaczy zacząłem pić coraz to więcej. Kiedy pomyślę sobie, co myślałem że kiedyś będę miał, a kiedy teraz patrzę co mam, to przychodzi na mnie wariactwo. Robiłem i oszczędzałem, dla kogo?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, wy żony, posłuchajcie rady przepisanej przez pewną zacną Polkę, która tak pisze: "Trzeba wiedzieć, że każdy mężczyzna jest niezmiernie wrażliwy na dobry stół, zdrowy i smaczny. — Aromatyczny rosół, sosista pieczeń, wprawiają go w humor najlepszy i dobrze usposabiają go względem żony; przeciwnie zaś, gdyby mężczyzna żeniąc się najbardziej żonę ubóstwiał, dla jej wdzięków, a nawet dla jej przymiotów, jeśli w pożyciu okaże się niegospodarną, niepraktyczną, jeśli źle karmić go będzie, w krótkim czasie zniechęci się do niej. A chociażby sam porządnym nie był — lubi dookoła siebie porządek; i choćby akuratnościa nie grzeszył, lubi akuratność w domu i wpada w zły humor, gdy powróciwszy do domu, z biura, z urzędu lub jakiej innej pracy czekać musi na podanie posiłku. Spędza oczywiście winę tych wszystkich niedoborów na żonę, do której z tej przyczyny z dnia na dzień coraz bardziej się zniechęca! O różnych innych materialnych potrzebach męża żona również pamiętać powinna. Staranne utrzymanie garderoby, piecza nad bielizną, aby była starannie prana; aby ubranie było starannie chędożone itp. Opowiadają o sławnej rodaczce Curie-Skłodowskiej, że sama własnoręcznie układała bieliznę męża, liczyła ja, oglądała, a brakujące guziki — gdzie było potrzeba — przyszywała. Jakże mąż oceniać będzie żonę, gdy przy innych przymiotach tak troskliwą otoczy go opieką! Pewien mąż w podeszłym już wieku będący, spytany, gdzie mu jest najlepiej? — odpowiedział bez najmniejszego wahania: "Tam, gdzie jest moja żona!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generała Chłapowskiego żona, z powodu małżeństwa swego syna, wypisała mu następującą radę: "Szczęście w małżeństwie jest w miłości oświeconej przez religę. Taka miłość rodzi zaufanie, oddala zazdrość, wyrabia pobłażanie, które nie żąda doskonałości. Chcąc tę miłość zachować, aby ożywiała, ułatwiała i upiększała życie, trzeba jej wiele starania poświęcić!" Nie dziw, że i sama tak postępowała jak synowi radziła. Dlatego mąż nad jej grobem dał wyrzeźbić napis taki: "Ona mi przez 36 lat dodawała odwagi do życia!" Czy można dobitniej opisać niewiastę mężną i żonę wzorową?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy skończyłem pisanie powyższego paragrafu, jeden z Ojców przyszedł mię zawiadomić, że ktoś czeka na ofisie i nalega, że musi koniecznie się ze mną widzieć w bardzo ważnej sprawie! Rzucam piórko i idę. Patrzę. Na krześle siedzi jakiś mężczyzna i płacze. Mimo, że mało zwracam uwagi na płacze pewnych ludzi, płacz chłopa wzrusza mnie. Pytam się, w czym mogę mu usłużyć? Posłuchajcie historyjki, ponieważ jest interesująca! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przyszedłem pożalić się na moją żonę. Ślubowaliśmy dwa lata temu tu w tej parafii. Zaraz po ślubie, moja żona zaczęła się dziwnie zachowywać. Od rana do wieczora przesiadywała u swojej matki. Ja chodziłem do roboty. Ona powracała z pół godziny zanim przyszedłem do domu z fabryki. Na prędce strzaskała mi jakąś kolacje i potem znów co wieczór szła albo do teatru, albo do towarzyszek. Ja nie mogłem z nią wychodzić, bo byłem zmęczony; zresztą robię w młynie gdzie jest wiele kurzu, wiec nie czuję się za mocny. Kiedy mówiłem jej, żem się ożenił na to, aby mieć żonę a nie bortnicę, ani wizytatorkę, to się tak na mnie pogniewała, że ze złości talerze na stole potłukła! Jeszcze gorsze, bo zaczęła mi przychodzić do domu podchmielona. W zeszłym tygodniu zapomniała klucza. O drugiej godzinie z rana, wybiła łokciem okno, i przez nie dostała się do domu. Już nie mogę więcej wytrzymać. Wyjeżdżam do innego miasta. Pójdę gdzie mnie oczy zaniosą i nie dbam, co się ze mną stanie!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec przykładów dziś wam przytoczonych, jakim mianem obdarzycie te kobiety-matki i żony? Budują one, czy też rujnują? Tworzą one, czy też niszczą? Są one źródłem szczęścia i spokoju, czy są źródłem klęski, niezgody i ewentualnego rozbicia rodziny? Jakie matki — takie rodziny. Jakie rodziny — takie społeczeństwa — takie narody! Gdzie są powody, że wielka liczba kobiet w czasach naszych straciła z oczu cel swego istnienia i powołania? Najważniejszą przyczyną, że te kobiety zaprzeczają wszelkim zasadom wiary chrześcijańskiej; tej samej wiary, która wzięła je za sponiewierane ręce, podniosła je z błota pogaństwa i postawiła tuż obok i przy sercu mężczyzny. To było kobiecie jeszcze za mało! Starała się i zabiegała o jakieś nierozumne i nienaturalne równouprawnienie, które jej dało wolny przystęp nie tylko do biur i fabryk, lecz nawet do aren sportowych i do spelunek gier hazardowych. Jej odważna, może lepiej czelna stopa, jeszcze dalej się posunęła i dziś śmiało stąpa tam, gdzie anioł chodzić by się nie odważył! Dziś kobieta pije jak druciarz — pali jak kominiarz i klnie jak marynarz. Nic ją nie krepuje. Na nikogo nie zważa! Człowiek wiedzieć nie może, czego im więcej brak; rozumu czy też wstydu! Ja wiem, że niejeden powie, że to tylko moda, że to przejściowe! Dobrze, ale popatrzcie się co ta moda i przejściowość pozostawiają w swych śladach? Załamanie się życia małżeńskiego — domy rozbite — dzieci zaniedbane i porzucone — zdrowie zmarnowane — i cały szereg cierpień i nieszczęść! Przeciętna kobieta dziś jest jak motyl w polu; fruwa sobie swobodnie i prowadzi życie w próżniactwie, bezcelowo! Jest tu i tam i wszędzie. Bezustannie zajęta, nic nie robiąc, niczego nie dokonywując! Czy takie można nazwać wzorowymi żonami, przezornymi gospodyniami, czułymi i dbałymi matkami? Czy takie nie są raczej morderczyniami szczęścia małżeńskiego, ciężarami mężów i katami społeczeństwa? Żony! nie tylko wasi mężowie nosić będą was na rękach, nie tylko wasze dzieci będą was kochały, ale całe społeczeństwo was otoczy koroną chwały i uwielbienia, jeśli zawsze okażecie się godnymi tego. Zasłużycie sobie, bez wątpienia, na to wszystko, jeśli najpierw same zachowacie się jak apostołki, kapłanki, strażniczki! Jeśli okażecie się współpracowniczkami i pomocniczkami mężów; jeśli w domach zachowacie ład i porządek. Wtenczas też całe pokolenia wami się poszczycą i was chwalić będą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-9078165456737229404?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/9078165456737229404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/tworczyni-czy-niszczycielka-pogadanka-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/9078165456737229404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/9078165456737229404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/tworczyni-czy-niszczycielka-pogadanka-o.html' title='TWÓRCZYNI  CZY   NISZCZYCIELKA? - pogadanka o. Justyna z 13.02.1938 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-8977961967298808703</id><published>2011-10-25T03:24:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T03:24:51.524-07:00</updated><title type='text'>CZY TO MATKA-CHRZEŚCIJANKA? - pogadanka o. Justyna z 6.02.1938 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłą niedzielę starałem się wam odmalować odrażającą postać pijaka, jego nierozumne i samobójcze postępowanie, oraz upokarzający i poniżający koniec. Chciałem w słuchaczkach i słuchaczach wzbudzić wstręt do nałogu, który rujnuje zdrowie, niszczy dobrobyt, rozrywa zgodę i pokój, trzaska pożycie rodzinne, podkopuje podwaliny społeczeństwa, szerzy rozmaite choróbska, nędze i niedostatki. Pijak to Judasz, który zdradza Boga, siebie, żonę i dzieci! W dodatku, podły i nikczemny Judasz, ponieważ za kieliszek i butelkę zaprzedaje nie tylko własną duszę i ciaio, ale frymarczy duszami i ciałami bliskich swoich, nad którymi Bóg polecił mu pieczę, mówiąc: "Weżmij te dzieci, a wychowaj mi. Ja tobie dam twą zapłatę!" Jaką zapłatę? "Twą zapłatę!" To znaczy na jaką sobie zasłużysz! Na jaką zaś zapłatę zasłużyć może sobie ojciec-pijak nałogowy? Ten, który zamiast przynieść pejdę do domu, oddać żonie na chleb i mleko, na trzewiczki i ubiór dla dzieci, na opał i rentę — leje to wszystko przez wielbłądową gardziel do saharowego żołądka, a powracając do domu niepewnym krokiem, z dziko roziskrzonemi oczyma, z pianą na ustach, sypie bluźnierstwa, pluje przekleństwa i zieje zgorszenia, jak rozpalony i rozhukany wulkan? Raz jeszcze pytam się: jakiej nagrody może sprawiedliwie spodziewać się taki nałogowy pijak, mąż i niestety ojciec niegodny? Człowiecze drogi! Chociaż w tej chwili może trzymasz w ręku kieliszek i podnosisz go do ust, wstrzymaj się, bo tam na ścianie, obok ciebie, jakaś niewidzialna ręka kreśli jakieś tajemnicze słowa. To twój wyrok. Niechybny i zgubny. Czytaj go. Oto: "nędza, niedołęstwo fizyczne i moralne, cierpienie, choroba, śmierć!" Nie dziw się, tylko bój się! Niech ta bojaźń wstrzyma cię od dalszego upodlania się! O twoje opamiętanie modli się twoja matka staruszka; o to błaga Boga twoja zacna i bogobojna żona; o to proszą Stwórcę twoje dzieci niewinne, przez ciebie zaniedbane i opuszczone! Wszyscy wołają do Boga: Boże daj nam ojca trzeźwego, wstrzemięźliwego, dbałego, kochającego! — Jeśli pijak przedstawia obraz ciemny i smutny, co mam mówić o żonie i matce, która przez nadużywanie w piciu traci godność niewieścią i ściąga się do rynsztoków ulicznych? Widok pijanej kobiety napawa człowieka nie tyle obrzydzeniem, jak politowaniem i żalem, że ta, która powinna stać na ołtarzu, jako świecznik siedmioramienny cnoty i szlachetności, poniżyła swą godność niewieścią, aż do utraty przytomności! — Niestety, dziś kobieta tak starsza jak młodsza idzie za modą; patrzy na życie oczyma przyćmionymi zasadami jakiegoś nierozumnego postępu. Równouprawnienie, źle pojęte, nadało jej cechy męskie. Obrabowało ją z cnót niewiasty chrześcijańskiej, a oblepiło ją wadami i nałogami chłopskimi. Zresztą wysłuchajcie moich skarg i użaleń w dzisiejszej&lt;br /&gt;mowie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZY TO MATKA-CHRZEŚCIJANKA?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia uczy nas, że w czasach przedchrystusowych znaczenie kobiety spadło poniżej zera. Kobieta była wszystkim, tylko nie istotą ludzką. Służyła za igraszkę; uważana była za zabawkę; traktowano ją jak niewolnicę; uważano ją za istotę bez rozumu, bez zalet, bez żadnych uczuć szlachetnych. Zresztą nie potrzeba nam sięgać do czasów przedchrystusowych i szperać w historii starożytnej. Wystarczy rzucić okiem na kraje pogańskie naszego wieku. Tam po dziś dzień mężczyzna jest panem, kobieta zaś po prostu bydlęciem! Handlują nią, kupują i sprzedają za kilka dolarów, lub zamieniają ją za owce lub kozy! Chrześcijaństwo wzięło kobietę, podniosło ją z ulicy, ze śmietniska, z drogi krzyżowej, i nie tylko zrównało ją z mężczyzną, lecz wystawiło jej ołtarz. Chrześcijaństwo umieściło ją na tym ołtarzu. Otoczyło ją aureolą szacunku, czci, uwielbienia i chwały. Tylko wtenczas świat rozpoczął uznawać szlachetność, powołanie, poświęcenie i ofiarność kobiety każdej, szczególnie zaś żony i matki! Stała się ona towarzyszką, pomocniczką, współpracowniczką mężczyzny. Zamieniła się w strażniczkę ogniska domowego i w widzialnego anioła stróża szczęścia rodzinnego. Poganie zdumiewali się na widok tej zmiany. Podziwiali kobietę chrześcijankę. Św. Jan Złotousty opowiada nam zdarzenie z własnego życia! Niejakiś Libanios, "książę uczonych współczesnych" lecz poganin przywiązany do bożków praojców swoich, zaciekawiony nauką chrześcijańską, pytał się o szczegóły rodzinne św. Jana. Pomiędzy innymi św. Jan opowiadał poganinowi, że wszystko zawdzięcza swej matce, która obecnie ma czterdzieści lat, a już od dwudziestu lat jest wdową. Pogański filozof słuchał z niedowierzaniem. Nie mógł zrozumieć takiego ducha bohaterskiego u młodej chrześcijanki wdowy. Nie miał słów uznania i pochwały dla wierności zmarłemu mężowi, dla miłości ku dziecku i dla mężności w ponoszeniu trosk i trudów połączonych z życiem w samotności i poświęceniu! Ze zdumieniem i podziwem obrócił się do gromadki obecnych i zawołał na głos:  "Teraz wiecie, jakie kobiety mają ci chrześcijanie!"&lt;br /&gt;A czemuż to ówcześni chrześcijanie mieli taki typ kobiety? Ponieważ chrześcijanki trzymały się i żyły według zdrowej nauki apostoła Pawła, który nakreślił w liście do Tytusa takie upomnienie: "Także stare niewiasty, w ubiorze świętym, nie potwarliwe, niewiele wina pijące, na dobre uczące; aby młode kobiety ćwiczyły w roztropności, żeby mężów swoich kochały i dziatki swe miłowały; roztropne, czyste, trzeźwe, o dom się starające, dobrotliwe, mężom swym poddane, aby słowo Boże nie było bluźnione." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopóki chrześcijanki miały przed oczyma krzyż Chrystusowy, a w duszach chowały naukę krzyża, przyświecały ludzkości jak najjaśniejsze gwiazdy świecą na niebiosach! Zaledwie zaczęły gubić Chrystusa, zaczęły również tracić swój blask, swoje światło. Zaczęły poniżać się i kalać swe stopy brudami pogańskimi! Aby kobietę uspokoić, świat otworzył jej bramy pozornego równouprawnienia, liberalizmu i wolności, co niestety wpakowało ją głębiej w bagna i moczary ukrytej niewoli. Dziś kobieta żyje pod sztandarem, na którym widnieje napis: "Co może Adam, może też Ewa!" — Dziś kobieta pali, pije i klnie na równi z chłopem! Już dziś nie ma — dziewcząt. Są tylko — chłopczyce! Dziś nie ma kobiet — jedynie są — amazonki i viraga! Zamierzam w niedalekiej przyszłości nieco obszerniej i dobitniej pomówić o tym. Dziś zadowolnię się rzucić trzy obrazki przed wasze oczy. Obrazki czarne, groźne, niewiele dobrego nam wróżące. Posłuchajcie: List pochodzi ze stanu Nebraska:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ojcze Justynie! Zawsze Ojciec nalega, aby dzieci szanowały swoich rodziców. Dobrze, jeśli ci rodzice są dobrzy i dbają o swoje dzieci. Lecz jeśli są pijakami, tak jak jest nasza matka, co wtenczas? Jak można kochać matkę, która potajemnie kupuje wódkę, upija się i w takim stanie śpi całymi godzinami, zostawiając dzieci bez umycia i bez jedzenia. Ojca nie mamy. Automobil go zabił. Matka dostała dwa tysiące dolarów za śmierć ojca. Mam dwóch braciszków, którzy chodzą do szkoły. Ja liczę lat osiemnaście. Muszę chodzić do fabryki. Jak przyjdę do domu wieczorem, moja matka leży pijana. Nocami wstaje i chodzi. Odgraża się nam, że nas wymorduje. Ja nie mogę spać, bo nie wiem co może się zdarzyć! Jeden raz wzięła wielki nóż i rzuciła się na mnie. Drugi raz chwyciła mnie pod gardło. Trzeci raz otworzyła kurki od gazu. Z rana niewyspana idę z płaczem do roboty. Praca mi nie idzie, bo myślę sobie co matka robi w domu. Co gorsza, nasz sąsiad przychodzi i pije razem z matką. Nigdy nie myślałam, że moja matka będzie pijaczką. Czy bym miała grzech, gdybym matkę oddała do szpitala? Czy nie lepiej porzucić dom i iść do obcych, co bym nie potrzebowała patrzeć na matkę pijaną i bluźniącą? Wstydzę się, że mam taką matkę! Brzydzę się nią. Szkoda, że naszego ojca zabiło. Może by nam lepiej było. Proszę o modlitwy za nas biednych i za naszą matkę, aby przestała pić!" — Ja się pytam: Jaka to matka? Czy to nawet zasługuje na miano matki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi list ze stanu Missouri: "Wielebny Ojcze! Nasz ojciec wziął rozwód od naszej matki, bo pije za bardzo. Zostawił nas i poszedł w świat. To było trzy lata temu. Od tego czasu już mój brat i moja siostra poszli do obcych ludzi, bo nie mogli wytrzymać w domu. Zostałam sama z matką, ale nie wiem jak długo wytrzymam. Nie mogę mówić że zawsze pije, ale musi się spić do nieprzytomności przynajmniej dwa razy w miesiącu. Wtenczas nie można jej dać rady. Chce mnie bić, wyzywa mnie i przeklina. Mówi mi, żem ja temu winna. Proszę Ojca, ja ciężko pracuję w rzezalni. Wstaję co rano o godzinie piątej. Powracam do domu o trzeciej. Nieraz jestem tak wymęczona, że na nogach nie mogę się utrzymać. Nie chodzę ani na tańce ani do teatrów. Ja bym chciała wziąść moją matkę pod pachę i iść z nią na przechadzkę. Chciałabym się moją matką poszczycić przed ludźmi. Biedy, dzięki Bogu, nie mamy, bo dobrze zarabiam i jestem zdrowa. To jednak mnie nie uszczęśliwia, bo matka musi się upijać. Dziś rano jak żem wstała ona już była pijana. Nie mówiłam ani słówka. Wypiłam filiżankę mleka, uszykowałam sobie lunch. Zakluczyłam drzwi. Jak powróciłam do domu, mama było gorzej pijana jak z rana. Leżała na podłodze z głową pod łóżkiem. Nie mogła powstać o własnych siłach. Musiałam ją podnosić. Ona zaczęła mnie wyzywać od najgorszych i kłóciła się ze mną. Tak się zmarkociłam, że zdrętwiałam. Siły mnie opuściły. Zawołałam lekarza, ponieważ nie mogłam sobie poradzić! Ona wciąż wstawała i znów upadała na łóżko. Przyjechał doktor i dał jej pigułkę i zastrzyki na sen! W tej chwili śpi. Przynajmniej będę miała trochę spokoju, chociaż całą noc muszę być na nogach, bo boję się, aby nie wstała i siebie nie uszkodziła. Żeby Ojciec ją widział. Ma sińce na czole; skóra zdraśnięta z policzków i wielkie czarne plamy pod oczami. "It sure was disgusting, every time I looked at my mother!" Mama przespała całą noc. Zachowała się dosyć spokojnie, chociaż rzucała się po łóżku. Dziś leży chora i cała się trzęsie jak listek. Ja czuje się jak bym z wojny powróciła.&lt;br /&gt;Ręce i piersi mi bolą od podnoszenia i dźwigania mamy. Mama brzydko wygląda; ze mną podle się obeszła! Jednak mi było żal i wstyd. Przyszedł nasz krewny wieczorem, ale nie wpuściłam go; zaciągnęłam rolosy i pogasiłam światła, bo nie chciałam, aby widział moją mamę w takim stanie pijanym. Teraz sama nie wiem co zrobić? Oddać matkę do szpitala? To krewni i znajomi mnie ukrzyżują. Iść sobie z domu i żyć na własną rękę? Ja bym sobie dała radę, ale co się stanie z matką? Ona już za zarobiona i za słaba. A jednak nie mogę patrzeć na własną matkę jak leży pijana. Niech mi Ojciec wybaczy, ale dławię się od płaczu i wstydu!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci list z Pennsylwanii: "Nie ma drugiej rodziny na świecie, która jest tak nieszczęśliwa jak nasza. Powodem naszego nieszczęśliwego położenia to nasza matka, która obecnie liczy 67 lat. W czasie prohibicji mieszkaliśmy u ludzi, którzy w sklepie wyrabiali munszajn. Poczęstowali potajemnie nasza matkę. Rozpiła się nam. Raz na tydzień musi sobie podpić. Jest nas w domu troje. Wszyscy pracujemy, lecz cóż z tego. Jak jest trzeźwa, to nie ma lepszej matki na świecie, ale jak się upije, to nie ma gorszej istoty od niej. Kiedy jej odbierzemy butelkę, to nas klnie, kłóci się z nami i chce nas bić. Wczoraj chwyciła z pieca rozgrzaną patelnię i chciała nią uderzyć moją siostrę, która smażyła słoninę. Na szczęście uderzyłem ją w rękę i patelnię wytrąciłem. Krzyknęła na mnie, że Bóg mnie ukarze, żem podniósł rekę na nią! Ojcze, u nas nie ma porządnego i uczciwego życia, tylko prawdziwe piekło! My chcemy żyć uczciwie i spokojnie, ale z matką która pije, nie możemy. Chcemy ją szanować, lecz nie możemy póki pije. Tym, którzy naszą matkę rozpili, życzę, aby poszli na dno piekielne, bo z ich winy musimy cierpieć!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarty list z Michigan: "Nasza córka jest zamężna. Ma dwadzieścia pięć lat. Ma też dwoje dzieci. Synka pięcioletniego i czteroletnią córkę. Przynajmniej trzy razy w tygodniu chodzi do tawerny na całonocne tańce i picie. Mąż jej pracuje na noc. Ona powraca do domu pomiędzy czwartą i piątą, dobrze podpita. Wtenczas bije w drzwi i budzi te małe dzieci, aby wstały i otworzyły. Nieraz im wymyśla na głos, jeśli zaraz się nie zbudzą i nie otworzą. Wielebny Ojciec nie ma najmniejszego pojęcia, jak u nas młode żony uchodzą za panny i popuszczają sobie paska. Uprawiają pijaństwo z nocy na noc. Nie można im przepowiedzieć, bo zaraz klną bez miłosierdzia. Dzieci zostawią u matki, albo położą spać. Zakluczą drzwi i rozpoczynają zwiedzać tawernę po tawernie. Potem potajemnie odwiedzają doktorów, albo muszą iść do szpitala. Ja jestem wychowana po staremu. Nie dziwię się, że dziś coraz częstsze są rozwody, lub niejeden mąż porzuci żonę i ucieka z domu. Jeśli żona i matka nie chce dopilnować domu, tylko woli wieczory i noce spędzać w tawernach na tańcu i piciu, to zasługuje sobie na wzgardę. Można widzieć nie tylko młode, ale starsze kobiety. Nawet takie co się urodziły w starym kraju!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piąty list z Illinois. Pisany przez detektywa. "Proszę, aby O. Justyn kiedy przemówił do naszych córek, żon i matek, aby się raz opamiętały i zaprzestały igrać z pijaństwem. Moje zajęcie wymaga, abym pilnował porządku w miejscu gdzie urządzają rozmaite zabawy. Tu przychodzą rozmaite gatunki ludzi. Mnie się chce płakać, kiedy widzę jak nasze Polki piją do nieprzytomności. To trwa całymi godzinami. Co potem się dzieje nie chcę pisać, z obawy aby nawet sam papier nie spalił się ze wstydu. Ja mam żonę i dwie dorosłe córki. Nie mogę więc zrozumieć, czemu nasze Polki tak upadają, że nie mogą popuścić kieliszka, aż im sam z ręki wypadnie! Czy ich mężowie i rodzice naprawdę nie wiedzą, gdzie one spędzają te długie godziny; z kim są i jak się zachowują? Nieraz muszę wziąść taką nieprzytomną Polkę i zanieść ją do automobilu. Żal mi ich, bo jak raz przyzwyczają się do takiego życia, nic je nie wstrzyma! Obconarodowcy, nie wiedząc, że ja też jestem Polakiem, wyśmiewają się z tych Polek, z którymi piją! Upijanie się wódką zabija w nich wszelkie uczucia. Ja na to muszę patrzeć z nocy na noc. Ja nie mogę nic mówić, ani pomóc. Wy księża upominajcie nasze młode i starsze Polki, aby zaprzestały sprzedawać nasz honor za butelkę wódki lub szampana!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich miesiącach prohibicji, przychodzi do mnie dziewczę, ze skargą na swą matkę. Opowiada mi smutną historyjkę, a łzy, tak wielkie, serdeczne i żałosne łzy spływają po policzkach. Mówi nieśmiało i jękliwie. Ojciec był to dawny salunista. Pił na zabój. Przepił zdrowie i rozpił żonę. Ojca pochowano coś przed trzema miesiącami. Z matką nie mogą sobie dać rady. Pijana całymi dniami. Na noc znika. Z rana powraca do domu. Gdzie była, co robiła, nie można się od niej dowiedzieć! Wysłuchałem opowiadania. Na habit wziąłem zarzutkę, do garści laskę i idę w odwiedziny. Była to godzina dziewiąta. Wieczór zimny, aż za zimny. Wchodzę do domu pijaczki. I tu zimno, pusto i ciemno jak w stodole. Dziewczę prowadzi mnie do sypialni. Zaświeca elektrykę. Patrzę i aż samemu mi się zimno zrobiło. Na pościeli brudnej, cuchnącej, leży — pijaczka. Leży na wznak, W sukni i w trzewikach. Włosy rozczochrane, twarz nabrzmiała, czerwona jak rozpalony węgiel. Sapie, stęka i jęczy. Tuż obok łóżka, kwartowa butelka "berbeluchy". Powietrze w sypialni przesycone śmierdziuchą! Kwartówkę wziąłem do ręki i podniosłem do nosa. Zacząłem się krztusić. To zbudziło pijaczkę. Nagle zerwała się z łóżka, ale była tak pijana, że padła na wznak. Stoję i patrzę! Czekam! Zaczęła bełkotać, lecz nie można było jej zrozumieć. Wywracała na mnie oczy z wysiłkiem, jak zarzynany baran. Kazałem zawołać familijnego doktora. Opowiedziałem mu sprawę. Córka podpisała wymagane papiery. Zajechał ambulans. Kobietę zawieziono do szpitala miejskiego. Zdaje mi się, że leczono ją tam coś przez trzy miesiące. Kuracja szpitalna tak pomogła, że dziś nie ma trzeźwiejszej kobiety w całym mieście Buffalo! — Tak zróbcie i wy dzieci, które na nieszczęście macie w domach — matki nałogowe pijaczki. Najpierw miejcie wiele cierpliwości w obchodzeniu się z takimi matkami, które wolą butelkę gorzały od szczęścia, zdrowia i spokoju. Jakim wstydem okrywają siebie i was! Jak poniżają siebie; jak narażają własne zdrowie i przyspieszają nie tylko choroby, ale i samą śmierć! Jak wystawiają siebie na wzgardę, a was na szyderstwa i pośmiewiska ludzkie. Jeśli to jednak nie pomoże, wtenczas bez dalszej zwłoki, bez względu na opinię ludzi, jedyny ratunek i lekarstwo, oddać taką matkę do szpitala. I to nie tylko na kilka dni, lecz na tak długo, aż przeprowadzą kompletną i wyczerpującą kurację. Przez to nie tylko, że nie krzywdziciel nie szkodzicie matce hołdującej pijaństwu, lecz spełniacie Względem nieszczęśliwej uczynek prawdziwego miłosierdzia i praktycznej litości, bo ratujecie jej zdrowie, tak ciała jak duszy! Ratujcie ją od domu wariatów; od grobu i od piekła. Inaczej, powtarzam raz jeszcze, na łodzi pijaństwa, zmarnowana, wycieńczona i zbiedzona zajedzie na cmentarz; tam ludzie zagrzebią cielsko cuchnące od wódki; Bóg zaś pogrzebie duszę przepitej matki gdzieś głęboko w czeluściach piekielnych!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wy zaś matki, któreście dotychczas klękały pobożnie przed szklanicami i butelkami, zbudźcie się, otrząśnijcie się z tego niecnego nałogu, który was poniża, dzieci wstydem okrywa i na cały dom przekleństwo Boże sprowadza! Chciejcie zrozumieć i pamiętać, że dzieci wasze, nawet dorosłe, nawet te, które już własne gniazdka założyły, szczycą się wami. Ile to miłości serdecznej, ile to dumy szlachetnej przebija przez słowa: "Tak nas mama uczyła; tak nasza mama robiła; nasza mama by tak lub owak postąpiła!" — Popatrzcie się w niedzielę jak nasi spieszy do kościołów. Ileż to razy widzicie jak dzieci dorosłe, prowadzą i podtrzymują matkę staruszkę; zajrzyjcie do naszych rodzin, jak to w święta, nie tylko z bliska się schodzą, lecz nawet z daleka zjeżdżają się dzieci do — matki! Do matki dobrej, troskliwej, dbałej i trzeźwej! Jedźcie na cmentarz. Tam nad grobem matki stoi lub klęczy gromada dojrzałych dzieci. I dziś chociaż to już dwadzieścia, trzydzieści i czterdzieści lat, od czasu kiedy skonała, dziś jeszcze, po tylu latach, dzieci ją serdecznie opłakują. Czemu? Ponieważ była dobrą matką. Matki drogie! Żalicie się na dolę waszą, na niewdzięczność, na cierpienia! Wołam do was, matki ukochane, słowami św. Augustyna: "Mówicie: czasy są złe, czasy są ciężkie, czasy są nieszczęśliwe! Niech życie wasze będzie dobre, a żyjąc w ten sposób, zmienicie czasy, i nie będziecie miały powodu do narzekania!" Wtenczas każdy syn i każda córka mówić będzie publicznie i dumnie o swej matce: "Ojcze, moja matka, to najlepsza na świecie. Nie ma drugiej takiej! Mojej matki nie zmieniłabym na żadną inną matkę!" — Zasłużycie sobie na takie uznanie, jeśli poprowadzicie życie chrześcijańskie, wstrzemięźliwe, trzeźwe! Matki, niech wam Bóg dopomaga i błogosławi!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-8977961967298808703?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/8977961967298808703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/6021938.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/8977961967298808703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/8977961967298808703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/6021938.html' title='CZY TO MATKA-CHRZEŚCIJANKA? - pogadanka o. Justyna z 6.02.1938 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-1536710496877098405</id><published>2011-10-25T02:04:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T02:04:29.207-07:00</updated><title type='text'>OKRUSZYNY! - pogadanka o. Justyna z 25.04.1937 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś przemawiam do was po raz ostatni w tym sezonie. Ostatni to program waszej Godziny Różańcowej. Przez dwadzieścia sześć niedziel bez przerwy, co niedzielę wieczór stawałem przed mikrofonem i przemawiałem do was na tematy życiowe, czasowe i praktyczne. W przemówienia włożyłem całe moje serce i całą duszę. Mówiłem do was szczerze, otwarcie i bez ogródek. Prawdy nie owijałem w bawełnę, nie zważając ani na przyjaźń, ani na nieprzyjaciół. Głosiłem naukę Krzyża i zasady Ukrzyżowanego. W słowach i w wyrażeniach nie przebierałem. Dla mnie czarne zawsze było czarne, a białe było białe. W mowach nigdy nie mierzyłem, aby zyskać wasze pochwały lub wasze poklaski, chodziło mi tylko o wasze dobro i wasze szczęście. Wskazywałem na tablicę z dziesięciorga przykazaniami; pouczałem jakie są wasze obowiązki względem Boga, Kościoła, kraju, rodziny, bliźniego i samych siebie. Chętnie pouczałem o waszych prawach obywatelskich i społecznych, zawsze nawoływując do zgody i bratniej miłości. Chwaliłem wasze cnoty i zalety, ale wcale nie wahałem się wskazywać na słabostki i wady. Nigdy nie siałem ziarnek nienawiści lub zemstliwości, ale zachęcałem do podania sobie rąk do współpracy, do wzajemnego porozumienia i wyrozumienia. Nigdy nie myślałem o sobie, zawsze jednak miałem przed oczyma tego olbrzyma naszej narodowości, który sam nie zna własnych zdolności i sił i potęgi. Chciałem zobaczyć tę chwilę, kiedy to wreszcie nastąpi zbudzenie się i zmartwychwstanie nasze, i kiedy ten wieczny niewolnik polski i sługa Polak zamieni się w pana mądrego i rozumnego, któremu w przyszłości inni kłaniać się będą, tak jak on dotychczas kłaniał się innym. Przed oszczerstwami i kłamliwymi zarzutami przeciw mnie skierowanemi, aby mnie poniżyć, zniesławić wśród ludu, nie broniłem się. Byłem na nie przygotowany, spodziewałem się ich. Osobistość nie tylko maleje, ale całkowicie znika, kiedy o dobro publiczne się rozchodzi. Zarzucono mi, że jestem politykierem, kapitalistą, milionerem, sprzedawczykiem robotnika, buntownikiem, wichrzycielem, a nawet Marcinem Lutrem. Zarzuty te czekają na dowody i czekać będą do dnia sądnego. Mimo tych wycieczek i napaści, Godzina Różańcowa ma dziś więcej przyjaciół, przychylnych i pomocników, aniżeli kiedykolwiek dotychczas. Przyznaję, że nad nami Opatrzność Boska, a przy nas zastępy ludzi dobrej woli. Pan Bóg nas nie opuścił, ludzie nas się nie wyrzekli, widocznie więc sprawa jest zacna i korzystna Bogu i ludziom. Przyznam się, że ogrom pracy nigdy mnie nie przestraszał, mimo żem nieraz pracował osiemnaśde i dwadzieścia godzin na dobę. Dziś jednak czuję się wymęczony, zmęczony i zdenerwowany. Mimo to odczuwam pewne pokorne zadowolenie, żem pracował, i żem pracował nie dla siebie, lecz dla mego Boga i dla moich ziomków, w sprawach Bożych i narodowych. Za to spodziewam się, że Stwórca przebaczy mi pewne ułomności ludzkie, których mi nie brakuje, lecz których nawet publicznie się nie zapieram. Przystępuje do ostatniej mowy w tym sezonie, którą tytułuję:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;OKRUSZYNY!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwotnie, zamierzałem poświęcić dzisiejszą mówę naszym matkom. Tymczasem nagromadziło się tyle materiału, że uważam za stosowne, aby poruszyć kilka tematów. Pewien list (w jęz. angielskimi - który opuszczono, red.) mówi&lt;br /&gt;nam więcej, aniżeli mogą nam wypowiedzieć usta najwymowniejszego kaznodziej. Bo tu przemawia syn, wystawiając cnoty rodziców, wzorowego ojca i dbałej matki. Ten list jest prawdziwym kazaniem na dzień Matek i na dzień Ojców. Ja osobiście wierzę, że olbrzymia większość naszych rodziców, są takimi ojcami i takimi matkami. Ojcami, którzy wysilają swe siły, zdolności i prace dla dzieci; aby dzieci miały lepiej na świecie, aniżeli mieli oni. Matkami, które poza rodziną, świata nie widzą, o świat nie dbają, światem się nie interesują. Całe ich serce i cała dusza zatopiona w dzieciach, w ich powodzeniu i szczęściu! Nie mają więcej zadowolenia, jak kiedy widzą, że synowie i córki, mają byt zapewniony i przynoszą sobie pochwałę i uznanie. Jak zaś smucą się, kiedy na ich dzieci, ludzie palcem wskazują i szeptają coś podejrzliwego! Z drugiej strony, zawsze trzymając się listu poznajemy, że mamy wdzięcznych synów i córki. Zawsze i wszędzie przyznają, że wszystko co mają i czym są, zawdzięczają swym rodzicom. Chwalą się swoimi ojcami i szczycą się swymi matkami. Rozumieją dobrze, że człowiek tylko raz żyje, ma tylko jednego ojca i jedną matkę! Rozumieją też, że dobry ojciec i dobra matka to skarby w życiu ludzkim najcenniejsze, których zastąpić nie można, ani złotem, ani srebrem, ani majątkiem całego świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech mi słuchacze wybaczą, że powrócę raz jeszcze do mojego tatusia i mojej mamusi. Prawda, zeszli już z tego świata, lecz nie wyszli z mej pamięci. I ja śmiało mogę powiedzieć, że byli to najlepsi rodzice na świecie. Tatuś zadawalniał się najpotrzebniejszemi rzeczami, ale dla nas co najlepsze i najsmaczniejsze. Pieszo chodził, aby zaoszczędzić na tramwaju, a za to nam cukierki kupował. Nawet w peliku zostawiał kawałek paja albo kieksika, kiedy z pracy powracał. Sam nie zjadł, aby nam uciechę sprawić. Kiedy widział nas, czoło jego się rozjaśniało, i uśmiechał się ze zadowolenia! Mamusię nieboszczycę, chociaż mało pamiętam, widzę ją jeszcze dziś, jakby przez grubą mgłę. Szczególnie pamiętam dzień pierwszej Komunii Św.; dzień moich święceń kapłańskich; dzień mojej pierwszej Mszy św.!  Wszystkie dzieci przy pierwszej Komunii Świętej, powracały do swych matek.    Ja byłem sierotą.    W szkołach chłopcy otrzymywali listy. Niektóre   były   pisane grubymi   literami;   były  składane   z   trudem, błędnie,   niepoprawnie.     Studencikom były jednak zawsze drogie i chowają je po dziś dzień.     Czemu?     Bo  były  od ich matek i uważają je, nie tylko za pamiątkę, ale za skarb macierzyńskiej   miłości.     Współtowarzyszom    nie tylko   wtenczas zazdrościłem, ale i dziś jeszcze zazdroszczę.     Prawda,  miałem dbającego i  życzliwego ojca.     Ojciec jednak nigdy  matki  nie zastąpi i zastąpić nie może. - W miesiącu lipcu minie dwadzieścia siedem lat jak w Rzymie, w kolegjum hiszpańskiem przy placu Navonny, gromadka diakonów otrzymała święcenia kapłańskie z rak Kardynała Merry del Val, ówczesnego sekretarza świątobliwego  Piusa X.     Po   ceremoniach   nowowyświecony kapłan powracał do kolegium.    W drodze myślał sobie o rodzicach, rodzeństwie i starym domku rodzinnym.    Przed oczyma jego wyobraźni, przesuwał się ten obrazek;  obrazek  tak miły każdemu człowiekowi, ale tym milszy owemu młodemu kapłanowi, ponieważ dzieliła ich przestrzeń około siedmiu tysięcy mil. Szedł z głową ku ziemi spuszczoną, a po policzkach płynęły łzy radości i mieszały się ze łzami smutnych wspomnień.    Tak już niezadługo powróci do domu rodzinnego, do ojca, do rodzeństwa, ale nie do matki.    Ją dawno, już tak dawno Bóg zabrał. I na to wspomnienie, oczy zaszły łzami, mimowoli usta rzuciły wyrzutne pytanie:    Czemu to tak? —- Dziś jeszcze, po dwudziestu siedmiu  latach ciężkiej,  trudnej,  a  zarazem niewdzięcznej orki kapłańskiej, ten sam kapłan po całodziennej pracy, późno wieczorem siedzi przy biurku i robi ze sobą rachunek sumienia.    Rozumie jak mało dobrego zrobił, mimo najlepszych chęci.   W tej samej chwili widzi ile więcej pozostaje do zrobienia, i nie tylko myśli, ale mówi sam do siebie:    Byłbyś lepszym, gorliwszym i dbalszym, gdyby twoja matka żyła!    Zdaje mu się wtenczas, że tuż nad nim unosi się postać matki, która z lekka dotyka się jego głowy strapionej, ociężałej, a z ust jej bladych padają słowa pociechy i ukojenia!    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcowie kochani, matki drogie, dziś przez usta moje hołd wam składają, wszystkie nasze dzieci rozumne i wdzięczne.    Całujemy usta wasze, wdzięczni za wasze rady, upomnienia i wskazówki.     Całujemy ręce wasze za długoletnią pracę, poświęcenie i starania dla nas.   Za wszystko wam dziękujemy.    Proszę was jednak bądźcie nam zawsze wzorowymi ojcami i matkami, abyśmy zawsze i wszędzie mogli się wami poszczycić, mówiąc dumnie teraz przed światem i ludźmi, później przed Bogiem i Aniołami: To jest mój Ojciec, — to jest moja Matka! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam następujący list, ponieważ jest nadzwyczajny, w obecnych czasach. "Przewielebny Ojcze! Z okazji nadchodzącego dnia Imienin, zasyłam moje, a raczej razem z moją żoną życzenia. Niech Bóg łaskawie pobłogosławi w pracy tak trudnej. Programy nadawane są prawdziwym pokarmem. Ja słucham co druga niedzielę, gdyż pracuje w niedzielę, i to w szpitaiu niekatolickim, więc co drugą niedzielę przychodzę wcześniej; nie dziwić się, że program Godziny Różańcowej, jest dla mnie pokarmem, gdyż do kościoła chodzić nie mogę. Uprosiłem o wolne w Wielkanoc na godzinkę, więc mogłem przystąpić do Sakramentów Świętych! Pracuję co dzień. Zapłata jednak mała bo tylko S55.70 na miesiąc, ale z tego trzeba się opłacić! Żona obecnie słabuje, ponieważ spodziewamy się potomstwa. Leży w szpitalu niekatolickim, bo tam taniej. Wielebny Ojcze, mimo tych trudności i ciężarów, nie narzekamy. Pomimo tak słabego dochodu, cieszymy się zadowoleni, i jesteśmy szczęśliwi. Pokazuje to, że pieniądz, to jeszcze nie wszystko! Żonę mi dał Bóg dobrą. Nie jest ani rozrzutna, ani skąpa. Niech Ojciec przemówi do młodych małżonków, że do szczęścia nie są tak potrzebne pieniądze jak Bóg, wiara i miłość wzajemna! Dotychczas Bóg nam daje łaski potrzebne do szczęśliwego pożycia. Nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie tak narzekają na Boga"! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tak szczerego wynurzenia uczuć ludzkich, nie dodaję ani stówka. Pisany przez szczerze wierzącego, który rozumnie i trzeźwo patrzy na życie ludzkie; któremu Bóg, wiara i zacna żona, przynieśli szczęście, spokój i zadowolenie! Niech wszyscy mężowie i wszystkie żony, wzorują się w zapatrywaniach na swe pożycie, na owej parze maiżeńskiej! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Teraz czytam z innego listu. Odnosi się do bardzo ważnej sprawy. Posłuchajcie: "Jestem wdową. Liczę lat siedemdziesiat. W czasie depresji pożyczyłam znajomym osiemset dolarów. Od dwóch lat nawet procentu mi nie płacą. Najpierw przepisali dom na krewnych, przeszli przez cywilne bankructwo, wyśmiewają się ze mnie, że im nie mogę nic zrobić. Dziś mogliby mnie spłacić, bo aż czterech ich w domu pracuje." — Każdy dług musi być spłacony, albo temu, u którego był zaciągnięty, albo osobie, która go zastępuje, albo musi być oddany na dobre cele. Jeśli nie można w całości i razowo spłacić długów, trzeba je spłacić w części.&lt;br /&gt;Bankructwo, szczególnie w czasach naszych, powinno być rozważane nie tylko z punktu legalnego, ale również z punktu moralnego. Jeśli kto jest zmuszony do bankructwa nie z własnej winy, ale z nieszczęścia, wtenczas nie jest on moralnie odpowiedzialnym. Jeśli jednak kto spowodował bankructwo, ponieważ prowadził życie ponad stan, prowadził się niedbale, pił, gemblował, lub nieoględnie handlował na giełdzie, wtenczas obowiązany jest do oddania długów, mimo że sąd go uwalnia od odpowiedzialności. Ogromną i jawną niesprawiedliwość wyrządzają dłużnicy, którzy przepisują domy i inne własności na swoje żony albo przyjaciół, którzy zatrzymują je pod swoją opieką, aż proces lub procesy ukończą. Nie potrzeba się dalej rozwodzić nad długami i bankructwami. Sprawiedliwe długi w sumieniu obowiązują do całkowitej spłaty. W naszym wypadku, staruszka ma prawo nie tylko do pełnej sumy, ale i do zaległych procentów. Widocznie dłużnicy nie mają ani wiary, ani sumienia! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchacze kochani, spłacajcie wasze długi. Niesprawiedliwość drugim wyrządzona, przez niewypłacenie długów, nigdy wam nie przyniesie ani szczęścia, ani powodzenia, ani spokoju. Cudza krzywda, nie tuczy, i długi spłacajcie do ostatniego szelążka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środę, 14-go kwietnia, tu w Buffalo odbyła się uroczysta instalacja nowego Biskupa, Jego Ekscelencji Jana Alojzego Duffego. Przy tej okazji Jego Eminencja Kardynał Hayes, pomiędzy innymi mówił tak: "Inne usposobienie i inny duch opanował świat dzisiejszy. Inne usposobienie, inne zapatrywanie. Dzisiejsza Ameryka to już inna od wczorajszej. Czy jest to zmiana na lepsze lub gorsze, nie wiadomo. Ta Ameryka, którą znaliśmy i kochaliśmy, i którą wyobrażaliśmy niezmienną z pokolenia na pokolenie. Ostatnie zdarzenia tu i za morzem, wstrząsnęły naszym krajem, przez wywrotowe ruchy przeciw naszym ukochanym i demokratycznym ideałom! Złe czasy spadły na ten świat. Zamieszanie, wyraża to bardzo łagodnie. Ludzie są jakby w obłędzie, jeśli już nie zgubieni duchowo, moralnie, umysłowo, społecznie, w labiryntach własnej twórczości. Ciemności fałszu ich tak pomieszały i z tropu zbiły, że już człowiek nie wie, czym jest w rzeczywistości, albo dokąd idzie. Człowiek zadawalnia się oświatą, która ignoruje Chrystusa, tego nauczyciela wieków, i przez to intelektualnie gasi światłości niebieskie. Wychwalając szkoły ludzkie oraz laboratoria, które pod przewodnictwem Boga, by zaprowadziły człowieka na szczyt doskonałej wiedzy i kultury, ten człowiek stoi bezradny i niemocny w obecności Istoty Boskiej, Stworzyciela wszechświata — tego jedynie prawdziwego źródła życia, światłości i prawdy. Duch naszego dnia, przymusza człowieka, aby był prawem dla siebie, a ten człowiek stał się istotą nieuznającą żadnego prawa. Stąd padły ideały moralne i duchowe; stały się one bezużyteczne w&lt;br /&gt;życiu człowieka. Nie widzi on słońca i gwiazd, które głoszą chwałę Stwórcy. Ślepy jest na pomoc, które Opatrzność Boska obmyśliła na jego ogólne szczęście, czasowe i wieczne, tutejsze i pozagrobowe! Jak więc może człowiek postępować do wyznaczonego mu celu, jeśli życie ludzkie obfituje w cielesność, chciwość, niesprawiedliwość i nienawiść — co wszystko wyklucza Boga i bliźniego. Szukając powodów burzliwego życia, które z rozpaczą patrzy w przyszłość brzemienną w wojnę światową, w ekonomiczne załamanie i w moralną rebelię, w rozbite życie familijne i w okrutne zbrodnie, zwracamy uwagę, że człowiek sam sobie zostawiony i o własnych siłach, nie jest w mocy wydostania się z kryzysu, który codziennie staje się coraz to więcej zawikłany, brudniejszy i rozpaczliwszy. Świat potrzebuje Zbawiciela! Jak kiedyś w starożytności, Bóg ocalił Noego w arce, tak teraz Chrystus Zbawiciel zachowa przez swój Kościół, tych którzy wyznają tę wiarę, którą Chrystus nauczał, i którzy według tej wiary żyją."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowo instalowany Biskup J. A. Duffy, pomiędzy innemi naznaczył: "Moja instalacja przypada w czasach krytycznych, w czasach krytycznych tak dla Kościoła jak dla świata. Jakieś niepowstrzymane poruszenie wstrząsa ludzkością. Ród ludzki jest niespokojny. Człowiek zdąża do jakiegoś celu, i na razie, w tym pośpiechu, niszczy starożytne słupy graniczne, które znaczyły stałość i trwałość społeczną — wzory moralne — i spokojny postęp. Wiele mówiące znaki nowej ery są tak jawne na powierzchni życia ludzkiego, że nawet przypadkowo zastanawiającego — przerażają! Każdy stopień życia — dom i rodzina, handel i przemysł, rząd i prawo — jest poddane egzaminowi, bezlitosnemu i gorzkiemu. Ani lata, ani świętość, ani dobroczynna służba, nie wystarcza do zachowania od ostrej i głębokiej analizy. Całe narody otwarcie przywłaszczyły sobie brutalną zasadę, że siła i moc to jedyne prawo. Filozofia życia przyjęta przez jednostki i przez rządy; wychwalają siłę jako jedyny środek życia. A więc niech bierze, kto może, i niech trzyma, kto jest w stanie! Umysły ludzkie są zajęte, zadając pytania, rzucając konkluzje, egzaminując fundamenty, tłumacząc zdarzenia — robią to wszystko z przerażającymi skutkami. Zmieniają znane instytucje, znoszą prawa, wykorzeniają moralne zasady. Jesteśmy świadomi, że otoczeni jesteśmy zapałem i energią, które nie dbają o to, o co my dbamy, i z nami nie mają sympatii. Odgrażają się nam widmem, najgroźniejszem widmem, jakie umysł ludzki może nam przedstawić; bo nic innego jak powrót do świata bez Chrystusa i bez — Boga. Zmierzcie ogrom braków oraz wymagań naszej ery, różnica pomiędzy tymi, jest miarą powodu dla którego istnieje Kościół! Ciężkie niezadowolenie, które stawia się w głębokiem niedowierzaniu Bogu — niezrozumiana nierówność ludzkiego położenia i zdolności — potworne nadużycie najobfitszych darów Boskich — do czego należy dodać samolubstwo zamożnych, oraz brutalna swawola bogactwa i rozkoszy! Na to wszystko, Kościół znalazł zawsze lekarstwo. Chociaż źródłem obecnych zagadnień, jest grzech, samolubstwo i głupota, Kościół Katolicki, w obecnych czasach jest przeciwnikiem i lekarstwem!" Tu kończę cytat z mowy Księdza Biskupa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz wyobraźnią przenoszę was do czasów Chrystusowych, nad brzeg morza Galilejskiego. Widzimy Zbawiciela otoczonego gromadką uczniów. Chrystus mówi do nich: "Przeprawmy się na jezioro." Uczniowie spojrzeli na wody jeziora. Były spokojne. Wyglądały jak lustro. Powietrze ciepłe, spokojne. Weszli z Chrystusem do łodzi. Odbili od brzegu. Chrystus wymęczony zasnął. Nagle zerwał się wiatr, w kilku minutach, łódź zaczęła się kołysać, a wzburzone fale zalewały łódkę. Mimo niebezpieczeństwa, Chrystus się nie budził. Wreszcie, uczniowie wystraszeni zaczęli błagać: "Mistrzu, giniemy!" A Chrystus wstał, zgromił wiatr i nawałności. Na rozkaz Zbawiciela, wiatry się uciszyły, wody się uspokoiły, i nagle stała się cisza! I rzekł im: Gdzież jest wiara wasza? A oni przelękli się i ze zdziwieniem mówili jeden do drugiego: Kto mniemasz jest Ten, że i wiatrom i morzu rozkazuje, a słuchają go?" — Gdyby dziś cały świat, który nie tylko tarza się, ale topi się w falach niepewności, nienawiści, niechęci i nieufności oraz niedowierzania, nad którym wiszą ciężkie, czarne i złowrogie chmury, nabite grzmotami, błyskawicami i piorunami, gdyby świat cały rzucił się na kolana i zawołał: "Nauczycielu, Chryste Boże, ratuj bo giniemy!" Wierzę, głęboko wierzę, że Zbawiciel by burze wstrzymał, wiatry uspokoił i nastałaby cisza i pokój wszechświatowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie tej dzisiejszej mowy, przytaczam scenę, której byłem świadkiem około dwanaście lat temu! Wówczas zajechałem do cudownego miejsca Lourdes, we Francji! Właśnie wtenczas wraz z pielgrzymką angielską przywieziono przeszło czterysta chorych. Co popołudnia o godzinie trzeciej, chorych przynoszono na ogromny plac kwadratowy przed bazyliką. Jedni siedzieli w krzesłach, drudzy leżeli na noszach; inni spoczywali na prostych deskach, zbitych we formie łóżek! Wszyscy oczekiwali na procesję z Przenajświętszym Sakramentem. Wreszcie w drzwiach bazyliki ukazał się krzyż. Za krzyżem dwójki ministrantów, dalej pary księży aż w końcu pod baldachimem w asyście, Biskup, trzymający przed sobą bogatą monstrancję. Biskup Schuster, niósł Utajonego Zbawiciela, aby chorych pokrzepić, pocieszyć i możliwie uzdrowić. Procesja zatrzymała się przy kwadracie. Biskup z monstrancją wszedł do środka. Przystanął. Podniósł monstrancję wysoko nad własną głowę. Jeden z kapłanów klęknął przed tajonym Chrystusem, a wyciągając ku Niemu ramiona, zaczął wołać głosem żarliwym i błagalnym: "Jezusie Nazareński, zmiłuj się nam nami! Jezusie Nazareński, zmi¬łuj się nad nami!" Na głos tej prośby, z piersi biednych schorzałych, wyrwał się szloch, jęk, płacz i setki ust powtarzały za kapłanem: "Jezusie Nazareński, zmiłuj się nad nami!" A Biskup szedł od chorego do chorego, przystawał przy każdym nieszczęśliwym i nad nim złocistą monstrancją kreślił wielki znak krzyża św. Widocznie każdy odczuwał jakąś pociechę, doznawał jakiejś ulgi, ponieważ powoli ustawały krzyki i hałasy. Tylko usta zbolałe szeptały dalej: "Jezusie Nazareński, zmiłuj się nad nad nami." Ten szept modlitewny uniósł się nad tymi łazarzami, jak dym kadzidła wonnego i płynął het, het wysoko aż pod tron Stwórcy miłosiernego. Tam stąd powrotną falą spłynął jak rosa poranna, świeża i orzeźwiająca, lub jako balsam kojący i gojący rany, boleści i cierpienia złamanych ciał ludzkich. — Ten obraz lurdzki to wierna odbitka położenia ludzkiego dnia dzisiejszego. Przemawiając dziś do was, kto wie czy może nie po raz ostatni, i ja rzucam się na kolana, przed Stwórcą, przed Zbawicielem i przed Sędzią ludzkości, a wznosząc wysoko me ręce, wołam w imieniu moim, w imieniu waszym, w imieniu całej ludzkości: "Panie ratuj, bo giniemy i Jezusie Nazareński, zmiłuj się nad nami, Jezusie Nazareński, zmiłuj się nad nami!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-1536710496877098405?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/1536710496877098405/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/okruszyny-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1536710496877098405'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/1536710496877098405'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/okruszyny-pogadanka-o-justyna-z.html' title='OKRUSZYNY! - pogadanka o. Justyna z 25.04.1937 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-8635457744307736054</id><published>2011-10-25T01:15:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T01:15:29.765-07:00</updated><title type='text'>LUDZKIE KRETY! - pogadanka o. Justyna z 18.04.37 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy końcu miesiąca marca 1937, staruszek osiemdziesięcioletni, Papież Pius XI, wysłał w świat nową encyklikę. Jest ona prawdziwym dokumentem nieocenionej wartości! Ojciec Św. zwraca wszystkim uwagę na dwie bolączki, ogromne bolączki czasów naszych. Pierwsza, to komunizm, który sam w sobie jest wrogiem Boga i wszystkiego co jest Boże. Jest więc czymś złym, sam w sobie. Nikt wiec, żaden człowiek cywilizowany, nie może i nie powinien się łączyć z tym duchem pod żadnymi warunkami! Również zaznacza Ojciec Św., że klasa robocza ma prawo do sprawiedliwego wynagrodzenia za swoją prace, a nie tylko do pewnej jałmużny! Ma prawo do zapłaty, z której może wyżywić i odpowiednio utrzymać tak siebie jak swoją rodzinę! W streszczeniu zaś, już w swej mowie radiowej z dnia 24-go grudnia 1936, ten sam Papież zwracał się do wszystkich ludzi dobrej woli, aby uważali na zło zalewające cały świat, i aby przeciwdziałali bezbożnej propagandzie. Ile plag zaraźliwych spadło na ludzkość obecnych czasów, świat nie chce zrozumieć! Prawdziwe powietrze morowe zaraża ludzkość i społeczeństwo! Nie dziw więc, że już kruszą się podwaliny społeczeństw, rodzin i pojedynczych osób. Bezbożnicy ciągle są w ruchu. Rozsiewają propagandę nienawiści, zachęcają do rozlewu krwi. Nie zważają na nikogo i na nic. Trzymają się wiernie zasady kiedyś rzuconej przez bezlitosnego Lenina, który miał się wyrazić tak: "Jakież znaczenie ma to, że dziewięćdziesiąt procent narodu rosyjskiego zaginie, jeśli pozostałe dziesięć procent zostanie nawrócone na komunistyczną wiarę!" Stąd wynikają te liczne morderstwa i zbrodnie bez liku, na które świat cywilizowany patrzy ze zdziwieniem i z oburzeniem. Kraj sierpa i młota to kraj niewolników, w porównaniu z którym nie tylko maleją, ale znikają barbarzyństwa praktykowane nad niewolnikami wieków minionych; dzisiejsze państwo sowieckie to gniazdo katów nieludzkich i rozbójników bezsumiennych, w oczach których robotnik to tylko maszyna państwowa, bez prawa, do najmniejszego uznania lub względu i bez znaczenia; pod nahajką zorganizowanego despotyzmu i teroryzmu, obywatel sowiecki, to tylko ludzki zwierz, pilnowany, szpiegowany, śledzony i prześladowany, we dnie i w nocy, bezustannie i wszędzie! Apostołowie, w dodatku płatni, piorunują przeciw faszystom i faszyzmowi, sami zaś, może i nieświadomie torują drogę do dyktatury; dyktatury jednego tyrana, którego osobista wola zamienia się w prawo narodowe. Czy Stalin nie dał namacalne dowody tego? Ostatnie rzezie masowe, wykonane planowo i przeprowadzone systematycznie, to prawdziwy fach rzeczywistego dyktatorstwa. Tu w Stanach Zjednoczonych, agenci mówią i piszą o jednolitym froncie ludowym? Po co? Na co? Aby was chłopów kiedyś tysiącami stawić pod mur, i przeciw wam skierować karabiny maszynowe i zmieść was z powierzchni ziemi. Mimo to wy wsłuchujecie się w ich rady, czytacie ich pisma i za własny pieniądz kosztem waszych rodzin, podajecie im do ręki broń, którą kiedyś skierują w wasze głowy i wasze serca. Niech wstęp ten będzie stopniem do mowy dzisiejszej, pt.:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LUDZKIE KRETY!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto nie wie co to jest kret? Jest to mały ssący zwierz. Z natury przystosowany budową do życia w ziemi; żywi się owadami i robaczkami; przednie nóżki ma w formie łopaty. Nimi odgrzebuje ziemię i buduje prawdziwe tunele podziemne, w których żyje i ustawia gniazdka. Ziemia wyrzucona na powierzchnie ziemi tworzy kopce, nazwane kretowiskami! To jest krótki opis zwierzątka kreta. Są też i krety w ludzkich skórach i w ludzkich ciałach. Działają potajemnie, w ukryciu. Nie zdradzają się, ani swych zamiarów. Owszem pokrywają je płaszczem opieki nad biednymi i cierpiącymi; pozornie bronią praw uciśnionych i sponiewieranych, a w międzyczasie rzucają w serca ludzkie ziarna nienawiści i zemsty. Stąd mamy dwa niepotrzebne wrogie obozy, albo ściślej, dwie odrębne klasy, gotowe do chwycenia się za gardła i duszenia się do ostateczności. Najdobitniej powiedział jeden z dzisiaj stawnych liderów, powtarzam dzisiaj sławnych liderów, ponieważ jego nazwisko przejdzie do historii jako działacza bez litości i miłosierdzia; bez serca i sumienia. Oto jego słowa: "I am out to get you"! Co znaczą te słowa? Tak mówi każdy brutal opryszek, bandyta, morderca, złodziej i rakieter.&lt;br /&gt;Niestety, i nie do uwierzenia, to zdanie padło z ust prowodyra, którego mało co w rzeczywistości obchodzi los i dola biednych i cierpiących. On jest apostołem wywrotu, siewcą nienawiści, powodem rozlewu krwi i innych skutków nieszczęśliwych, które całe lata nie tylko nie wymażą, ale nawet nie zatrą. Te zasadę komunistyczną "to get the other fellow", a to znaczy każdego i każdą którzy się z nimi nie zgadzają, głoszą płatni agitatorzy na szpaltach pism, z katedr szkolnych, nawet z pulpitów zborów sekciarskich! Zawsze, powtarzam, robią to, pod maską dbałości, pod płaszczykiem oświaty, pod zasłona prawdy naukowej! Tą krecią robotę jedni zwią opieką nad robotnikiem; tworzeniem międzynarodowego frontu ludowego; drudzy nazywają ją teorią równości i braterstwa; wreszcie nawet tacy, którzy śmią zasłaniać się zasadami Chrystusa i nauką chrześcijaństwa! Jednak ci sami, prawie tym samym tchem twierdzą, że nie Chrystus, ale Judasz był zbawicielem świata i Judaszowi stawiają publiczne pomniki i ci sami naukę Chrystusową nazywają "opium dla ludu"! Ci sami biją, męczą i mordują gromady wyznawców Chrystusa! Tyle i tyle czytamy o "dyktaturze proletariatu", która w rzeczywistości jest dyktaturą jednego tyrana satrapy nad robotnikami! Zostawiam religię na stronie. Grzebie w sprawach robotniczych. Państwo sowieckie jest jednym kolosalnym bankrutem! Sam Trocki pisał w "Prawdzie", które pismo jest urzędowym organem partii komunistycznej: "znacjonalizowany przemysł pracuje ze stratą; że koszty produkcji przewyższają wartość wyprodukowanych towarów. Jeśli chodzi o lekki i ciężki przemysł, oraz przemysł transportowy, musimy stwierdzić, że jesteśmy dziś biedniejszymi niż byliśmy przed rokiem. Przemysł nasz istnieje kosztem budżetu państwowego, a znowuż budżet państwowy utrzymuje się kosztem gospodarki włościańskiej." Na chorągwi sowieckiej, zamiast młota i sierpa powinien widnieć napis, czerwonemi literami: Zbankrutowane państwo — zbankrutowany naród — zbankrutowany handel! — W tym napisie mieści się cała i prawdziwa historia rządów szumnego proletariatu sowieckiego! Czerpie z najświeższych wiadomości ze Związku Sowieckich Republik Rosyjskich. Jedne tyczą się gorączkowych zbrojeń dyktatora Stalina. Drugie odnosza się do coraz to większej biedy wśród robotników. I tak w roku 1934, sowiety wydały na zbrojenia państwowe 6.230.000.000 rubli; w roku 1935, koszta zbrojenia podskoczyły do 10.250.000.000 rubli; w roku 1936 podrosły do 18.500.000.000. Na rok bieżący zaś na cele zbrojenne wyznaczono przeszło 20 bilionów rubli. Nigdy, za czasów dawniejszych, mało wartych carów rosyjskich, budżet wojskowy nie stał na takim wysokim poziomie, jak dziś! Dyktator wytężył swe starania i skierował swe zabiegi co do zbrojeń, a zamknął szczelnie swe oczy na głód całego narodu! Według wiadomości podanych przez Ilustrowany Kurier Codzienny, robotnik sowiecki przeciera oczy i rozpoczyna się rozglądać. On przeczuwa, że jest coś źle, nie może jednak jeszcze dokładnie zrozumieć, bo rząd bezustannie wmawia w niego, że chociaż źle, to poza sowietami jeszcze gorzej! Chciejmy zrozumieć że rosyjski "rubel" ma jedną wartość za granicą, drugą, nieomal bezwartościową! Wysoko wyspecjalizowany robotnik w sowietach, może zarobić od trzysta&lt;br /&gt;do czterysta rubli. Aby mnie nie posądzano o nieprawdę, powtarzam dosłownie za Kurierem: "Chleb pszenny w Sowietach kosztuje sześć rubli kilogram, w Polsce 60 groszy. Kasza w Sowietach cztery ruble, w Polsce 60 groszy. Mięso wieprzowe w Sowietach osiem do dziesięciu rubli kilo, w Polsce dwa złote. Kiełbasa w Sowietach 16—27 rubli, w Polsce od 2.20 do 3.50 złotych. Szynka w Sowietach od 17—25 rubli, w Polsce 3.50 złotych. Ceny zaś obuwia i ubrania są wprost zastraszające! Buty gotowe 120—180 rubli; na obstalunek 400—500 rubli. Ubrania z materiału bawełnianego od 450 do 1500 rubli! Najlepszy fachowy robotnik w Sowietach, nie może ani się wyżywić, ani się ubrać, lub obuć jako tako.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając w swych gazetach, że Polak zarabia mniej więcej tyle co Rosjanin, i że rubel i złotówka są równe, (co jest wierutnym kłamstwem) Rosjanin przychodzi do przekonania, że nie inaczej jest w Polsce, a zatem i w innych krajach. Cierpi biedę, lecz się pociesza, że jest to bieda wspólna, jedna dla wszystkich. Nikt mu nie powie, że Rosja dawniej miała dość taniego chleba, dla siebie i na wywóz! Że miała tanie mięso, a ubranie i obuwie były tańsze niż gdzie indziej. Jeśli mogło tak być kiedyś, nie ma racji, aby nie mogło być i teraz. Ta sama ziemia i ci sami ludzie. Tylko dziś porządek jest gorszy, a że w państwie proletariackim rządzi przecież w teorii robotnik, niech spróbuje rządzić naprawdę i być może dojdzie do ludzkich cen przy normalnym zarobku! Jest jedna przeszkoda, przeciw robotnikom i chłopom, skierowane są lufy karabinowe i paszcze armatnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno temu z Moskwy powrócił pewien obywatel amerykański, który pracował w pończoszarni sowieckiej, która zatrudnia przeszło pięć tysięcy pracowników, większość to pracowniczki! Również i on robi ciekawe porównanie, z którego jasno poznać może każdy kto chce, że robotnik amerykański jest prawdziwym panem w porównaniu z robotnikiem sowieckim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed kilku miesiącami powracałem pociągiem z Chicago do Buffalo. Jak zwyczajnie, przyczepiło się do mnie kilku pasażerów. Jeden z nich, młody mechanik z Cleveland, spędził trzy lata w rządowej fabryce samochodów w Leningradzie. Mówił nam o biedzie, nędzy i opłakanym położeniu klasy roboczej w Sowietach. Chłop musi pracować po szesnaście i osiemnaście godzin dziennie; dostaje jednak zapłatę za osiem godzin. Jeśli mruknie i okaże niezadowolenie, to albo nie dostaje kartki, która mu daje prawo do zakupna chleba i kaszy w składach rządowych, albo bywa w tej chwili oskarżany o kontrarewolucję i bywa wysyłany do lasów syberyjskich. Twierdzi, że lud rosyjski gotów jest powstać, ale obawia się dowierzyć komukolwiek, ponieważ system szpiegowski jest tak ogólnie uprawiany, że członkowie jednej i tej samej rodziny, nie dowierzają sobie. Naród rosyjski cierpi, bo do cierpienia jest przyzwyczajony od czasów carskich, lecz się kiedyś zbudzi. Wtenczas zaś Rosja zaleje się potopem krwi, jakiego świat dotychczas nie widział! Dziś w Sowietach każdy uczciwy i spokojny robotnik jest miany za zbrodniarza, a każdy pochlebca-szpieg, uważany jest za stuprocentowego zwolennika nauki bolszewickiej. Chciałbym, aby amerykańscy robotnicy widzieli robotników sowieckich, poznali warunki ich pracy, chcę, żeby dziękowali Bogu, że tu w Ameryce, mamy inny system, odmienny od bolszewickiego. Jak więc można wytłumaczyć tym naszym rodakom, którzy mimo tylu ostrzeżeń, jeszcze wierzą pewnym kretom w postaci płatnych opiekunów, adwokatów, na oko Mojżeszów nowoczesnych, a w rzeczywistości tajnych agentów moskiewskich, gotowych za miesięczną pejde zatracić robotnika i jego rodzinę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno temu odbył się ogólny zjazd sowiecki. Jak donoszą pisma europejskie "prasę w Sowietach ogarnęło szaleństwo propagandy." Prasa nazwała Stalina "twórcą i ostoją szczęścia ludzkości". Pisano że "nie ma raju nad raj sowiecki i proroka nad Stalina". — Co nam jednak mówią fakta, to inna historia: "Ponura nędza najszerszych mas sowieckich jest dostatecznie znana, aby się nad nią tutaj rozwodzić", tak raz jeszcze pisze Ilustrowany Kurier Codzienny! "Nędza ta jednak ma swoje normalne skutki. Wyczerpane organizmy, nie znające od lat tłuszczów i normalnej strawy, wydają na świat dzieci niedorozwinięte. Egzystencja nędzna w norach zatłoczonych, wypełnianych wyziewami ciał ludzkich, wilgoci itp., ujemnie wpływa na organizmy dzieci, i nie pomaga ich rozwojowi. Ciężko pracujący rodzice, szukający wszelkich środków, które by powiększyły ich nędzne zarobki, nie mają zupełnie czasu na zajęcie się dzieckiem. Dziecko żyje suchym chlebem i — ulicą. Niedorozwój umysłowy wśród dzieci jest zastraszający. Zaczęto więc zakładać szkoły o specjalnych programach, aby jednak z tych nieszczęśliwych istot wychować ludzi. Początkowo rzucono się do tego z całym zapałem. Starano się ten fakt wyzyskać propagandowo w kierunku wytknięcia zachodowi jego rzekomego braku troski o dzieci. Umieszczono tedy fotografie pięknych, świetnie odkarmionych, wesołych i dobrze ubranych dzieci i zaopatrzono to wszystko tytułem: "to są fakty, a nie obietnice!" Nauka jest jednak nauką i tu chyba kłamstwo ma najkrótsze nogi. Rzeczywistość sowiecka była taka, że ilość szkół dla dzieci nierozwinietych, głupkowatych, skarłowatych i to z niedokarmienia, nędzy i biedy, musiała koniecznie szybko rosnąc. Prawdę jednak trzeba było ukryć co prędzej i co głębiej. Naturalnie w chwili i szkoły zamknięto i nad dzieckiem, którego nieszczęście jest wynikiem "zdobyczy sowieckiej", i gdzie rodzą się bez mała sami idioci, przeszło się do porządku dziennego. Nauczycieli tych szkół, oskarżono o "kontrorewolucyjne dążenia" i w lwiej części wsadzono do więzienia. Dekretem państwowym doszczętnie zniesiono szkoły niedorozwoju dziecięcego i dziesiątki tysięcy niedorozwiniętych dzieci, wsadzono do szkół normalnych. Zaczęto dzieci uczyć za pomocą "kina", czyli teatrów obrazków migawkowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziennik "Prawda" z 11 grudnia 1936 roku, z ogromnem oburzeniem stwierdza, że dzieci szkolne są bez najmniejszej opieki i dosłownie: "straszliwe bójki, chuligaństwo i zbrodnie są zjawiskiem codziennym. Bójki z przelewem krwi kwitną dalej, pijaństwo, kradzieże i uprawianie nierządu powtarza się ciągle. Ta sama gazeta. "Prawda" wylicza szereg nazwisk dziewcząt i chłopców w wieku od lat 11 do 14, uczniów szkół moskiewskich przyłapanych na grze w karty, piciu wódki, uprawianiu nazewnictwa i czynów niemoralnych. I to w teatrach w czasie wyświetlania obrazów. Jeśli tym małym widzom w kinie coś się nie podoba, demolują wszystko, niszczą ekran kamieniami, rzucanymi z procy itd.! I tak jest wszędzie. Prasa sowiecka zaczyna roić się od wiadomości na temat zupełnego zdziczenia wśród dzieci. "Nikt" pisze dalej ta sama sowiecka gazeta, "nikt z rodziców nie wie nic o pozaszkolnej pracy wychowawczej. Dzieci zaś bardzo niechętnie i raczej pod przymusem idą do oddziałów pionierskich. Ze szkoły i z domu uciekają na miejsca zbiórek w lesie, na cmentarzu, w dołach pod miastem itp. Jednym z większych wydarzeń w Sormowie, w roku bieżącym, była pięciodniowa bójka, w której brało nieprzerwany udział do tysiąca dzieci. Oczywiście prasa sowiecka, podając te fakty, szuka tłumaczenia i ima się przestarzałego chwytu, "że to widać wśród dzieci działa jakaś zbrodnicza ręka, która je popycha do chuligaństwa, zbrodni i nierządu."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już dzisiaj spadają kary na ludzi w gruncie niewinnych. Ale w szkołach dzieje się nie lepiej. Specjalny organ komunistycznej oświaty, z dnia 12-go grudnia, opisuje niezmiernie trudną pracę nauczyciela w szkole. Coraz jakiś awanturnik wszczyna bójki, uniemożliwiając rozpoczęcie i odbywanie się lekcji, a gdzie indziej dzieją się rzeczy wręcz zastraszające. Powaga zaś nauczyciela tak podupadła, że aby na przykład zmusić ucznia do zdjęcia czapki w klasie, nauczyciel musi apelować do dyrektora szkoły. Nędza dzieci wzrosła wraz z zimą. Dzieci tedy radzą sobie, jak potrafią. Najczęściej dzieci starsze okradają z ubrania młodsze, aby w ten sposób czy to w drodze wymiany, czy też za pieniądze ze sprzedaży, uzyskać cieplejszą garderobę dla siebie. Wypadki takie są nader częste. Ostatnio, na przykład, zatrzymano dwunastoletnią dziewczynkę, uczennicę szkoły moskiewskiej, na gorącym uczynku obdzierania z odzienia innej czteroletniej. Okazało się przy tym, że okradanie młodszych dzieci stało się procederem tej dwunastoletniej. W miastach prowincjonalnych, jak Charków, Odessa i innych, dzieci włóczą się bandami, które są postrachem ludności. I dziś jesteśmy świadkami, jak po dwudziestu latach istnienia szkoły sowieckiej, nawet taki organ jak powyższy komunistycznej oświaty, rozkłada bezsilnie ręce i woła: Milicja! Prokurator! Sąd! Sowieckie wychowanie daje fatalne wyniki. Coraz częściej trzeba będzie stosować ten artykuł kodeksu karnego, który mówi o karze śmierci dla dwunastoletnich przestępców. A prasa sowiecka z dnia 5-go grudnia każdy niemal artykuł kończy wyzywającym apelem: &lt;br /&gt;Świętuj obywatelu sowiecki i bądź dumny. Tak jest, świętuj obywatelu sowiecki i bądź dumny! Stalinowskie obietnice zrealizowały się w zastanawiające fakty. "Zgniły Zachód" istotnie na takie wyżyny kultury jeszcze nic dotarł!&lt;br /&gt;Dziś w wychwalanej republice sowietów, która w rzeczywistości nie jest republiką, tylko państwem zaledwie dyszących niewolników, pod dyktaturą dzikiego tyrana, który według widzimisię, przeprowadza sądy i dziesiątkom oraz setkom pakuje kulę w łeb, zawsze jeszcze miastu i światu głosi się, że to nic innego jak tylko dyktatura proletariatu pracującego. Na papierze ta praca jest nie tylko obowiązkiem każdego i każdej, ale jest zarazem warunkiem praw obywatelskich, oraz wskazówką wartości politycznej! Mimo to wydajność czyli skutki pracy tak nisko upadły, czyli zmniejszyły się do takiego stopnia, że produkcja nie wystarcza, aby naród obronić przed śmiercią głodową! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno temu na publicznym odczycie, prelegent który spędził kilka lat w sowietach, mówił tak: "W Rosji jak od różdżki czarodziejskiej przepadła w odmętach przewrotu ta ogromna masa bogactwa, która dawniej przy całym ucisku politycznym czyniła ją jednak krajem tak ponętnym dla przedsiębiorczych cudzoziemców i tak drogim sercu przeciętnego "zjadacza chleba". Niechże dla nas ma wartość groźby ten przykład tych, którzy chcieli zniszczyć kapitalizm i jego zło, a zniszczyli kapitał i jego dobra."&lt;br /&gt;Drugi znów pisze: "Wewnętrznie Sowiety dziś są jedną wielką ruiną, nieskończonym spustoszonym obszarem. Gromadzony przez całe pokolenia dobrobyt został przekreślony. Dziesiątki milionów akrów ziemi są nieuprawne. Będąc w Moskwie opowiadano mi, że mieszkańcy pewnej wsi zburzyli historyczny pałac i zabrali się na podział łupu. Połamali meble na opał. Gdy już wszystko było podzielone według najściślejszych socjalistycznych zasad, pozostawało jeszcze olbrzymie lustro z balowej sali. Chłopi stanęli przed zadaniem nie do rozwiązania, nie wiedząc, co z tym fantem zrobić. Nie mogli go poruszyć z miejsca, nie mogli go podzielić, nie nadawało się na opał. W błysku natchnienia zadecydowali je rozbić i podzielić na możliwie równe części. Stare lustro, arcydzieło francuskiej fabryki z 18-go wieku zostało połamane na kawałki i dziś zapewne każdy kawałek zdobi toaletę chłopki z owej wioski. Historia z lustrem wydaje mi się doskonałym symbolem idiotycznego wandalizmu rewolucji rosyjskiej, jak również wytłumaczeniem powodów jej niepowodzenia. Bolszewicy nie tylko nie potrafili budować, lecz nawet ich niszczenie było bezcelowe. Na pewnym zebraniu, zapytałem obecnych, czy widzą choć jeden dokonany przez bolszewików czyn, który by przemawiał na ich korzyść i mógł posłużyć ku ich obronie. Wszyscy przyznali, że nic takiego odnaleźć nie mogą; że nie ma jednej dziedziny rosyjskiego życia, w której by dziś nie działo się znacznie gorzej, niż dawniej. Dzieło dokonane przez rząd bolszewicki, jest prawdziwem dziełem szatana, a skutki jego mogą się całkowicie ujawnić dopiero w przyszłości. Ale nawet w tym nie należy przeceniać zgubnych wpływów bolszewików. Bowiem przede wszystkim ta "komunistyczna młodzież", owe nieszczęsne dzieci, wychowane w szkole bolszewickiej, skalane ich propagandą, przeminą niebawem. Będąc nędznymi, zdegenerowanemi rozbitkami. Ich demoralizacja będzie tak straszna, że zabraknie im sił nawet na czynienie zła. Bez wątpienia musi przejść wiele czasu, zanim jad bolszewicki usunie się zupełnie z rosyjskiej duszy. Ponieważ każdy Rosjanin, który przeszedł przez piekło bolszewickie, jego dzieci i wnuki nie będą zapewne miały tak krótkiej pamięci"!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Papież Pius XI pisze: "Mimo przestraszających znaków, nawet przeciwnicy komunizmu pozwalają się kierować fałszywymi i fatalnymi ideami, tak co do środków przeciwdziałających i lekarstwa, jako też w niedocenianiu nieprzyjaciela! Ponieważ ktokolwiek dąży, aby zmniejszyć lub wyrwać ze serc ludzkich, szczególnie zaś z serc młodzieży, wiarę w Chrystusa i w Jego Boskie objawienie, ktokolwiek stara się przedstawić Kościół Chrystusa, stróża boskich obietnic i na rozkaz Chrystusa, nauczyciela ludzkości, jako nieprzyjaciela dobrobytu narodowego i postępu, ten nie tylko nie jest budowniczym pomyślnej przyszłości dla ludzi własnego kraju, ale przeciwnie burzy najskuteczniejsze i ostateczne środki w obronie przeciw przerażającemu złemu i nie wiedząc współpracuje z tymi, z którymi myśli że walczy!" &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;— Tak, niestety to jest oczywista prawda. Mimo, że nasi twierdzą, że stoją na twardym i stałym gruncie nauki Chrystusa, a w tym samym czasie, krety ludzkie minują grunt pod nimi. Nieświadomi czytają ich pisma, które nawoływają do międzynarodowych cnót braterstwa, jedności i wolności, a tym samym tchem, zieją słowami nienawiści i zemsty. Kretom ludzkim i ich wywrotowej nauce przeciwstawiamy Chrystusa i naukę Chrystusową; naukę jedności, pokoju i sprawiedliwości!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-8635457744307736054?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/8635457744307736054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/ludzkie-krety-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/8635457744307736054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/8635457744307736054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/ludzkie-krety-pogadanka-o-justyna-z.html' title='LUDZKIE KRETY! - pogadanka o. Justyna z 18.04.37 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5068897683016801525</id><published>2011-10-24T13:52:00.000-07:00</published><updated>2011-10-24T13:52:26.685-07:00</updated><title type='text'>ZBURZENIE—SPUSTOSZENIE—ŚMIERĆ - pogadanka o. Justyna z 11.04.1937 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę Wielkiego Tygodnia powróciłem do Buffalo, z tygodniowej pielgrzymki po Pennsylwanii. Zaraz od południa rozpocząłem jeżdżąc po święconce. Od blisko ćwierć wieku znam pewne zacne i poczciwe rodziny, którym, chcąc się odwdzięczyć za ich dobre serce i względy, odwiedzam i świecę wielkanocne potrawy. Jeżdżę od południa do piątej wieczór. Kiedy powróciłem do klasztoru, przypomniało mi się, że opuściłem jednych, mieszkających tylko kilka bloków od kościoła. Zarzuciłem na habit moją starą milwaucką kapotę, która kiedyś lepsze czasy widziała i idę. Po drugiej stronie ulicy zauważyłem dwóch młodzieńców. Jeden mógł liczyć ze dwadzieścia lat, drugi siedemnaście lub osiemnaście. Obaj elegancko ubrani i obaj porządnie spici. Jeden trzymał drugiego pod pachę. Raczej podtrzymywał go na nogach i kierował jego krokami, ponieważ ten ledwie na nogach się utrzymywał! Z ciekawości, przeszedłem przez ulicę i zdążałem za młodzieńcami. Ten, który kierował ruchami pijanego, chociaż sam nietrzeźwy, prawił morały swemu koledze, i robił mu zarzuty. "Gdzieś ty się tak upił? Ty nie wiesz co to za dzień dziś? Nie wiesz, bo gdybyś wiedział, to nie byłbyś się upił. Wiesz ty, że dziś to Wielka Sobota? Ty nic nie wiesz! Nie widzisz nawet tych dzieci co niosą święconką do kościoła." Przystanęli. Chwiali się jak te polne trzciny. Powoli, ugięły się kolana pod ciężarem zalanej głowy i ten jeden zwalił się na ziemię. Zatrzymałem się nieco dalej. Zleciała się gromadka dzieci. Otoczyły leżącego i nad nim pochylającego się przyjaciela. Właśnie dziś, kiedy rozmyślałem nad tematem do mowy, przypomniała mi się i żywo stanęła przede mną ta nie tylko smutna, ale wprost poniżająca scena. Dwóch młodzieńców pijanych, w Wielką Sobotę. W wigilię największej uroczystości chrześcijańskiej, kiedy świat cały przygotowuje się do obchodzenia zmartwychwstania Chrystusa, ci młodzieńcy stali nad brzegiem grobu podwójnej śmierci, cielesnej i duchowej. Ja nie myślę, że przesadzam, kiedy powiem, że powyższa scena jest wierną odbitką młodzieży amerykańskiej. I ona jest pijana. Pijana moralnie. Chwieje się i tacza, pada, podnosi się. Idzie chwiejnym krokiem, odurzona, niepewna, nieprzytomna. Przepojona jest poglądami ludzi pozornie uczonych, w rzeczywistości zaś płytkich, w dodatku złośliwie przewrotnych, co najgorsza, bezbożnych. Kierują się oni zasadami brutalności, przemocy, swawoli, dogadzania. Poją naszą młodzież nauką bezprawia, którą ubierają w koronę wolności osobistej i nauką wystarczającego rozumu, którą przyozdabiają szatą godności człowieka. W ten sposób usuwają fundament trzeźwych zasad, trzeźwej nauki, trzeźwego życia. W ten sposób, w bardzo podły sposób zatruwają umysły, sumienia i serca obecnego pokolenia, które myśli, mówi i żyje po pijanemu! Rozumiem, że niejeden polski młodzieniec lub polska panienka, oburzą się na mnie za takie porównanie. Nic to. Proszę wysłuchać uważnie i cierpliwie dzisiejszego przemówienia p.t.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ZBURZENIE—SPUSTOSZENIE—ŚMIERĆ&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wstępie stawiam kilka zasad, ogólnych i nie trudnych do zrozumienia. Światu jest koniecznie potrzebny Bóg i Boskie przykazania. Światu nie wystarczy zgodzie się, że Bóg istotnie istnieje i że wraz z Nim istnieją przykazania Boże. Świat musi uznać to publicznie oraz czynnie. Inaczej ludzkość sama się zburzy, spustoszeje i w końcu zamrze. Dziś, już nie żadna niewidzialna ręka kreśli te słowa wyroczne nad głowami ludzkości, ale naocznie już widzimy skutki tej przestraszającej przepowiedni. Nie potrzebujecie mi wierzyć, ponieważ chce was przekonać jakiś zacofany, jednostronny zakonnik polski. I mniejsza o to. Posłuchajcie co publicznie mówił i to nie tak dawno temu, bo dopiero w marcu bieżącego roku, Dr. W. Terpenning, wybitny socjolog amerykański: "Ameryka ma pewne gatunki zbrodni, które są praktycznie nieznane w innych krajach cywilizowanych. Te wkluczają rakieterstwo, linczowanie i wykradanie ludzi, które są wynalazkami amerykańskiemi. Stany Zjednoczone są ogólnie uważane za najwięcej kryminalne spośród narodów cywilizowanych, a najwięcej zastraszający fakt naszego rekordu kryminalnego, jest szybki wzrost ciężkich zbrodni od roku 1900. Obconarodowcy tworzą lepszych obywateli od ich dzieci!" Dzień w dzień przez cały rok 72 amerykańskich obywateli i obywatelek popełnia samobójstwo. Rocznie przeszło 21,000 wiesza się, truje, topi, lub w inny sposób odbiera sobie życie! Jakiś amerykański pisarz stwierdza, że "religia odgrywa ważną rolę w skłonnościach do samobójstwa. Najwyższy stopień znajduje się wśród wyznań protestanckich, najniższy pomiędzy katolikami. Żydzi zajmują pośrednie miejsce!" Statystyka podaje nam pewne cyfry, według których, w takich krajach jak we Francji, Włoszech, Anglii, Belgii i innych, mimo naturalnego wzrostu ludności, zbrodnie zmniejszyły się o 50 procent, a tu w naszym kraju, podniosły się o sto procent! — Posłuchajcie co ma do powiedzenia nam w tej sprawie jeszcze drugi amerykański uczony Doktor Henryk M. Busch: "Ameryka wydaje rocznie pięć miliardów dolarów na zbrodnie, czyli tyle zbrodnie kosztują Amerykę. Największa ilość przestępców rekrutuje się z młodzieży w dziewiętnastym roku życia. Gdyby Ameryka wydała rocznie jeden miliard dolarów na wychowanie młodzieży, miałaby świetnie zorganizowaną i wychowaną młodzież i zaoszczędziłaby rocznie cztery miliardy dolarów. Nie interesuje się tym jednak Ameryka i dlatego liczba przestępców tak szalenie wzrasta z każdym rokiem. Ciągle się mówi, że Ameryka jest krajem złotych sposobności, ale jest to puste zdanie, nie poparte dowodami. Jakąż sposobność ma młodzież w tym kraju, gdy 4,500,000 młodych ludzi jest bez pracy, a 300,000 młodzieży doszło już do takiego upadku ducha, że w ogóle nie szuka pracy. Gdy młody człowiek dopuści się przestępstwa, posyłamy go do tak zwanej "reformatory", gdzie go tak zreformują, że gdy stąd wyjdzie staje się zawodowym zbrodniarzem. Sześćdziesiąt cztery miliony ludzi w tym kraju nie posiada wyższego wykształcenia, a 32 miliony nie ukończyło nawet szkół publicznych!" W miesiącu lutym b.r., pisma angielskie podały swym czytelnikom taką wiadomość: "Czterej młodzieńcy zostali zatrzymani przez policję w Los Angeles, Calif., pod zarzutem, że obrabowali trupa. Był to trup mężczyzny średnich lat, byłego weterana wojny światowej, który zmarł w automobilu. Ci młodzieńcy znaleźli zwłoki w samochodzie, zabrali z kieszeni $115 i odjechali ze zwłokami do niedalekiego letniska na wybrzeżu morskim. Tam na różnych zabawach przepuścili pieniądze zrabowane na trupie. Nie zapomnieli jeszcze o obrabowanych zwłokach, odwieźli je w samochodzie do odległego miejsca i tam je zostawili!" — W Hamtramck w sobotę 6-go marca, 1937, siedemnastoletnia panienka powracała z kościoła do domu matki wdowy, której dopomagała w pracy na utrzymanie rodziny. Do domu nie doszła. W niedzielę rano, o godzinie dziewiątej znaleziono zmaltretowane i zduszone zwłoki młodocianej robotnicy. Biedna matka-wdowa, wśród rozpaczliwego łkania, zołała tylko wykrztusić te słowa: "Była to najlepsza dziewczyna na świecie!! — W Tacoma, Wash. wykradziono i zamordowano dziecko Mattsona.— W Vermont, chłopcy, jeden sześcio, drugi siedmioletni, zamordowali, a potem utopili piecioletnią dziewczynkę! Tu w naszym Buffalo, kto nie czytał   ponurnych   szczegółów   zamordowania   młodej   obywatelki, przed kilku miesiącami!   Rzekomy morderca liczy osiemnaście lat! Dzienniki polskie z Chicago piszą: "W wielkiej sali kryminalnego sądu w Chicago rozegrał się onegdaj ponury dramat młodego, silnego i pełnego możliwości życiowych człowieka, nazwiskiem Selnester, który nie usłuchał wezwania uczuć szlachetnych, pogardził wszystkiem, co przedstawia wartości realne w życiu ludzkim, a idąc za głosem zepsucia — rzucił wszystko na ryzykancki stół gry zbrodniarzy i w kilku rzutach przegrał.   I przegrał z kretesem.  Przegrał bowiem własne życie, szczęście, a może nawet szczęście tych, których najwięcej w życiu ukochał.   Tragedia to ponura i pełna nauki dla ludzi młodych, którzy w kipiącym szumie młodości zatracają kierunek i gubią się w chaosie zbrodni i występków!   Sędzia Lupe, przed wydaniem wyroku, takie wygłosił do nieszczęśliwca przemówienie: "Jesteś winnym zbrodni morderstwa.  Dla wyrównania zbrodni, o którą jesteś oskarżony, mamy tylko jedną karę.   Przeglądałem cały bieg twego życia w nadziei, że znajdę jakieś wypadki łagodzące — niestety nic nie znalazłem.    Twój rekord stwierdza, iż popełniałeś rabunek po rabunku, z bronią w ręku.  Zabiłeś człowieka w czasie napadu. Władze stanowe dały ci już raz sposobność do poprawy przez ułaskawienie.   Wobec tego obowiązkiem moim jest skazać cię na śmierć."   Młody skazaniec wysłuchał wyroku w ponurem milczeniu, i wyszeptał tylko, głosem ledwie słyszalnym:  "Thank you, judge!" — Jakież to tragiczne zakończenie! "Dziękuje ci sędzio, za — śmierć!" Tak kończy się szalona podróż zbrodni. Młody człowiek, dziękuje za śmierć, i karta jego życia zamyka się na wieki! — W takich i podobnych wypadkach - rozmaici uczeni, wyciągają kolumbryny nauki i wiedzy, dając powody pedagogiczne, biologiczne,  antropologiczne i  psychologiczne i  psychiatryczne!      Mówią o poziomie umysłu, czyli o tak dziś szeroko znanej mentalności amerykańskiej.  Twierdzą, że w Stanach Zjednoczonych  jest  przeszło sześć  milionów   ludzi  dorosłych, którzy mają umysł sześcioletnich dzieci; że większa cześć reszty, to znów z umysłami dwunasto lub trzynastoletnich dzieci, i w ten sposób tłumaczą wszystko od A do Z! Najdobitniej i najdokładniej wytłumaczył prawdziwy powód, i to bez żadnych ogródek jakiś wybitny uczony, którego zdanie wyczytałem w jednym z małych miesięczników angielskich, i dosłownie spamiętałem że: "our modern American youth is nothing more or less, than a crowd of sophisticated ignoramuses," czyli:  nasza współczesna amerykańska młodzież, to nie mniej i nie więcej, jak gromada wykrętnych albo przemądrzałych ignorantów! Z naszego jednak punktu widzenia muszą być i są inne czynniki, które spowodowały ten przykry stan położenia! Podaje sprawozdanie Ks. Piotra Mellerskiego, kapelana więzienia stanowego w Attiea, N. Y., który do mnie pisze tak: "Przeciętny więzień to mężczyzna liczący lat 23. Egoizm, próżność, niemoralność,  ciemnota umysłowa, to znamienne jego cechy. W ubiegłym roku badałem 584 więźniów katolickiego wyznania. Z tej liczby 233 uczęszczało do szkoły katolickiej — po dwa lub więcej lat; 312 było wykształconych w szkołach rządowych;  39 nie chodziło do żadnej szkoły; 21 nie było u pierwszej Spowiedzi i Komunii św.; 117 zawarło ślub cywilny na sądzie lub żyli w stosunkach nieprawnych; 207 wcale nie uczęszczało do kościoła przed osadzeniem do więzienia; 8 procent choruje na choroby społeczne.  Pomiędzy nimi są   umysłowo  wadliwi,  umysłowo tępi,  psychopatni, a 108 całkowicie zrujnowani alkoholem! Pozornie wielka liczba jest wyznania katolickiego.    Większa cześć jest tylko nominalnie członkami Kościoła. Można śmiało powiedzieć, że są bezreligijni. Główne czynniki przyczyniające się do wytwarzania kryminalistów są:  1. Rodziny rozdzielone przez rozwód albo niezgodę małżonków. Dziecko wychowane w takim  domu znajduje się w otoczeniu szkodliwym. Nie ma odpowiedniej opieki, toteż czuje się niepożądane. Powoli poznaje, że dzieci wychowane przez dobrych rodziców są kochane, mają pewne wygody i wesołe kółko rodzinne. Przez długie lata rozmyśla nad niesprawiedliwym losem swego życia i wie że niesłusznie cierpi. W sercu chowa zemstę za krzywdy mu wyrządzone! Wreszcie dorasta, ale dla niego każda władza jest solą w oku. Nie znosi karności, jest pesymistą, bez ideału i ambicji, staje się wrogiem społeczeństwa, popełnia zbrodnie i nareszcie kończy za kratami.  2. Rodzice obojętni, samolubni, niedbali. Ojciec i matka nie troszczą się wiele co dziecko robi, z kim obcuje  albo   gdzie spędza wolne chwile. Dzieci też o dom nie dbają, bo tam nie ma porządku, więc szukają rozrywki poza domem, często w towarzystwie zepsutym i niemoralnym.   W takim otoczeniu rosną jak krzak dziki i wyrabiają sobie charakter luźny, ponieważ rodzice nie zwrócili im uwagi,  że istnieją pewne  zasady moralne,  które wymagają poszanowania dla władzy. Jest w Attica miedzy więźniami mężczyzna liczący ponad 40 lat. Jest ojcem siedmiorga dzieci. Zasadzono go na trzy lata za kradzież i życie rozpustne.  Starszy syn liczący 24 lat, siedzi z ojcem,   w   Attica,  też za kradzież. Młodszy syn siedzi w szkole poprawczej w Elmira, również za kradzież. Oto powód podany przez syna: "W domu zawsze była bieda, bo ojciec lubił pić, a matka musiała chodzić do roboty. Nikt o nas nie dbał. Ubranie zawsze brudne i potargane. W szkole nauczycielki,  nami gardziły, a inne dzieci z nas się wyśmiewały. Nie dbałem o szkołę, ani o Kościół, bo nie miałem dobrego ubrania ani pieniędzy.  Często też  i jeść mi się chciało, a więc kradłem co mogłem. Ojciec zawsze był przy szklance w domu, a my wychodzili na "treki" kolejowe zbierać węgiel i drzewo. Jednego dnia aresztowali mnie i brata i odesłali nas do Elmira. Od tego czasu zacząłem się zaniedbywać i dziś znowu tu jestem razem z ojcem, którego nienawidzę, bo z jego winy tu się dostałem!"   3.   Ruchome  obrazki  i sensacyjne  opisy   w  gazetach o zbrodniach wszelkiego rodzaju. Każdy chyba wie, że dziś więcej piszą o bandytach aniżeli o pracownikach na polu wychowawczym i społecznym. Czytanie takich sensacji działa ujemnie na  umysły  młodych  czytelników.     Bujna   wyobraźnia  maluje im pociągające obrazy życia wygodnego, bez pracy i troski. Rodzi się chęć naśladowania i wnet chłopak wyrabia sobie rewolwer z drzewa, zwołuje kolegów  i odgrywa rolę bandyty.  Ta pozornie dziecinna zabawka, jest niestety dla niejednego, pierwszym krokiem do kariery kryminalnej. Psycholodzy twierdzą, że wrażenie wyciśnięte na umyśle w młodości, nie łatwo da się wytrzeć z pamięci. Jeśli chłopak jest łatwo wrażliwy, to na pewno padnie pod wpływami wyobraźni i pójdzie w ślady bandytów. Na zjeździe adwokatów w Milwaukee,  Wis.,  powiedział Joseph Keenan, asystent prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych,  "problem zbrodni w Ameryce będzie stale wzrastał, jeżeli  prasa,   obrazki  ruchome  i  radio  nie  przestaną  wysławiać zbrodniarzy i publiczność nie zbudzi się z obojgtności i nie zażąda, aby bezprawie wytępić." — Tu też  warto dodać surową krytykę pewnego pisarza angielskiego, który twierdzi, że każde 9 z dziesięciu nowel amerykańskich jest napisanych przez autorów, których umysł równa się mentalności od siedmiu do czternastoletnich dzieci.     Programy  radiowe,    przynajmniej   93 procent,  to bez  żadnej  wartości duchowej,  a  filmy amerykańskie, w olbrzymiej większości, to prawdziwa trucizna, nie tylko dla umysłów małoletnich, ale i dla dusz dojrzałych! Mimo to, młode matki, całymi godzinami napawają się czytaniem rozmaitych modnych magazynów,   albo  z   dzieckiem   na  ręku,  kilkakrotnie w tygodniu spieszą do teatrów, aby nasycić się widokiem swych  ulubionych  bohaterów  i   uwielbianych  bohaterek. 4. Chyba najważniejszy czynnik to brak wychowania religijnego i moralnego w dzieciństwie. Dr. Christian zarządca szkoły poprawczej  w   Elmira N.Y.,   twierdzi,   że  zaniedbywanie  religii i brak szacunku dla władzy kościelnej i cywilnej, jest największym czynnikiem w stwarzaniu klasy zbrodniarzy. Religia nalega, aby być poddanym władzy i zakłada pewne hamulce wrodzonym złym skłonnościom. Jeżeli nie ma zasad etycznych, nie ma ani karności ani charakteru, a jest tylko ślepy egoizm, co depce najwznioślejsze obyczaje i czyni człowieka dziką maszyną, bez kontroli i szkodliwą dla społeczeństwa. Zaś Dr. Thayer pisze: "Zapobieżenie zbrodni musi rozpocząć się z młodzieżą. Jeżeli człowiek utrzyma się w karności do wieku lat dwudziestu pięciu, wtenczas nie tak łatwo staje się zbrodniarzem!" Istnieje dziś wielka potrzeba dobrze wychowanych dzieci, ale więcej potrzeba nam oświeconych rodziców, zdolnych wychować dzieci rozumnie. Łatwo przepowiedzieć można czym nasze dzieci będą, jeśli tylko pamiętać będziemy na proste słowa Pisma św.: "Dobre drzewo owoce dobre rodzi, i z owoców ich poznacie je." -— 5. Trzeba nam też nie zapominać, że dziś młodzi zamiast wziąść do ręki katechizm katolickiej nauki, trzymają katechizmy Freuda, Adlera, i Schopenhaura! Tu wyczytają, że każdy człowiek nie jest odpowiedzialnym za żadne występki, ponieważ w systemie ludzkim, są pewne gruczoły, które mimowoli pchają człowieka ku pewnym czynnościom i usprawiedliwiają każde wykroczenie przeciw prawu. A potem? A potem: "And if this life does not your hopes fulfill — You ara free to quit it when you will — Without fear of waking!" I to zgadza się z zasadami Ernesta Haeckela, który twierdzi, że "każdy człowiek ma prawo zakończyć swe cierpienia — samobójstwem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewien zecer przyszedł do domu po zebraniu jakiegoś towarzystwa wolnomyślicieli. Rozgniewał go widok krucyfiksu, wiszącego na ścianie izby mieszkalnej. Jego młoda żona pada przed nim na kolana, z prośbą aby wstrzymał się od zrywania wizerunku Ukrzyżowanego Zbawiciela. Staruszka matka, wyciąga ku niemu, swe ręce spracowane, z prośbą: "Synu kochany, nie czyń tego, sprowadzisz bowiem na nas przekleństwo!" Gniewliwie odpycha od siebie obie niewiasty, zrywa ze ściany krucyfiks, łamie go i rzuca go w ogień. W dodatku szyderczo woła: "Precz z tym zabobonem. Ja nie mogę pozwolić, aby to panowanie księży wkraczało do mego domu." Matka staruszka wydostała z ognia połamany krzyż i wychodząc z domu, mówiła z przerażeniem, do siebie: "I to zrobił mój syn, mój syn!" — Pewnego dnia, w kilka lat później, jakiś skazaniec, szedł powoli do kapelana więziennego. Przychodził, aby poznajomić kapelana, że właśnie dostał list, w którym mu doniesiono o śmierci matki. Był to ten sam, który przed latami zerwał krzyż ze ściany, połamał go i w ogień wrzucił! Więzień odzywa się głosem złamanym, połykając własne łzy: "Księże kapelanie! Miałem kiedyś najlepszą żonę i najukochańszą matkę! A teraz, żona nie chce mię znać i wniosła sprawę o separacje, bom ją maltretował. Dzieci zabrała ze sobą, nie chcąc aby były wychowane bez religii. Moją matkę staruszkę doprowadziłem do grobu." Zapomniał, że był przy nim kapelan, bo mówił sam do siebie, jakimś głosem ponurym i smutnym: Kiedyś byłem tak szczęśliwy! i jednego dnia, kiedy wróciłem po tym zebraniu, zerwałem krucyfiks, a z nim i całe moje szczęście. Niech mi ksiądz da jaki krucyfiks! — Gdyby społeczeństwo i rządy chciały dać swej młodzieży krucyfiks. Żeby ten wizerunek znalazł się w każdym domu, w każdej rodzinie i w każdej duszy. Wnet dałaby się zobaczyć zmiana w życiu społecznym i w życiu poszczególnych osób. Szczególnie jednak zaszłaby nadzwyczajna zmiana w życiu młodzieży. Z tej młodzieży wyrośliby posłuszniejsi synowie, przykładniejsze córki i wzorowsi obywatele kraju. Mniej byłoby mieszkańców zboczonych w celach więziennych, a więcej byłoby ładu, pokoju, posłuchu i posłuszeństwa dla praw Bożych oraz dla władzy świeckiej po tej stronie murów więziennych! Nic innego nie pomoże dla poratowania chwiejącej się młodzieży; na nic zda się sama nauka, na nic wiedza, na nic kultura. Prawa ludzkie też mało co dopomoga. Jedyna nadzieja ratunku dla młodzieży nowoczesnej, przed zburzeniem, spustoszeniem i śmiercią jest w krzyżu Chrystusowym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-5068897683016801525?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/5068897683016801525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/zburzeniespustoszeniesmierc-pogadanka-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5068897683016801525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/5068897683016801525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/zburzeniespustoszeniesmierc-pogadanka-o.html' title='ZBURZENIE—SPUSTOSZENIE—ŚMIERĆ - pogadanka o. Justyna z 11.04.1937 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-3931965736877011242</id><published>2011-10-24T11:30:00.000-07:00</published><updated>2011-10-25T00:38:31.984-07:00</updated><title type='text'>KRZYŻYKI LUDZKIE - pogadanka o. Justyna z 4.04.1937 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z obowiązku i konieczności, często przejeżdżam przez miasto Nowy Jork. Tam bowiem zmuszony jestem zmieniać pociągi, kiedy jadę do stanów Nowej Anglii. Pomiędzy pociągami zostaje mi nieco czasu wolnego. Wtenczas staje sobie na uboczu i ciekawie przypatruję się twarzom ludzkim. Naprawdę, że ciekawe obrazki przeciągają się przede mną, a jeszcze ciekawsze myśli snują się po głowie. Proszę sobie bowiem wyobrazić prawdziwą panoramę twarzy ludzkich. Twarz ludzkich, na których widnieją rozmaite uczucia, dobroduszności i łagodności, spokoju i zadowolenia; cierpliwości i dobrej woli; to znów twarze, przez które przebija chytrość i mściwość, złośliwość i nienawiść; podejrzliwość j niepokój; niezadowolenie i niepewność. Twarze dobrotliwe, spokojne i zadowolone; twarze pochmurne, złośliwe, przewrotne. Jedne pociągające, drugie odpychające. Jedne zadumane i zamyślone, jakoby dźwigające jakieś ciężary niewidzialne; drugie zbolałe i zbite upałami i burzami przejść codziennych. Mało wesołych i uśmiechniętych! Każdy z przechodniów zatopiony we własnych trudnościach, kłopotach i obowiązkach! Przypatrując się tym zjawiskom, przychodzę do przekonania, że każdy z nas żyje nie w jednym, ale w dwóch światach. W tym jednym olbrzymim świecie, w którym człowiek pojedynczy to tylko znikoma mrówka, maleńka pszczółka, słabowity motylek, albo nieznaczne ziarnko piasku. Tu, człowiek pojedynczy może być korzystny, ale nie tylko może być, ale w rzeczywistości jest niepotrzebny. Jest i go nie ma. Rodzi się na świat. Świat o tym nie wie i nie dba. Człowiek żyje. Świat się nie interesuje. Człowiek umiera. Świat istnieje dalej. W stosunku więc do świata, człowiek jakby wcale się nie urodził i nie żył. Jest on wielkiem zerem i niczym! Każdy jednak z nas inaczej myśli. Czemu? Ponieważ żyjemy w drugim świecie, maleńkim, ograniczonym i osobistym. Ten nasz świat odrębny, to wcale nie większy od skorupy żółwiej. Pierwszym światem mało się interesujemy, akurat tyle co ten świat nas obchodzi. Za to całe nasze życie skupia się około tego drugiego świata. Tu krążą nasze myśli, nasze zabiegi, nasze prace, nasze starania i nasze wysiłki! I każdy oraz każda myśli tylko o sobie; nie chce, czy też nie umie oderwać wzroku od siebie i od trudności osobistych, aby oczyma duszy rzucić nieco dalej, poza życie własne i zobaczyć co drudzy cierpią, co inni znosić muszą i jak drudzy borykać się muszą z trudnościami i krzyżami życia. Każdy więc z nas myśli, że tylko on cierpi; że tylko on ma kłopoty; że jego krzyż jest największy; że tylko jego trudności są do niepokonania; czemuż nie mamy odwagi wyzuć się z tej żółwiej skorupy naszego maleńkiego świata, i rozejrzeć się po tym ogromnym świecie, gdzie szczególnie w czasach naszych tyle mąk i cierpienia, tyle niepokoju i nienawiści, tyle oszukaństwa i niesprawiedliwości? Przez to nie tylko poznamy, że mimo iż nam coś dopieka i dokucza, inni więcej cierpią i znoszą; nauczy nas też nie tylko więcej pokory, ale zmusi nas do okazywania wdzięczności naszemu Panu i Stwórcy, za tak liczne i hojne dary niebios. W końcu doda nam otuchy i odwagi na przyszłość w codziennym życiu naszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KRZYŻYKI LUDZKIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś podaje nowy szereg listów. Naturalnie, bez przytaczania nazwisk lub miejscowości, z przyczyn łatwo zrozumiałych. Rozpoczynam. "Drogi Ojcze: Ze smutkiem przyznaje, że jesteśmy dzieci bez ojca i bez matki. Żyjemy tak przez dwanaście lat bez opieki rodziców. Właśnie przez ostatnie dwanaście lat nasz ojciec i matka zapijają się. Są teraz tak zwyczajni upijania się, że z dnia na dzień mamy gorsze piekło w domu. Czy Pan Bóg nas biedne dzieci opuścił? Było nas ośmioro dzieci. Teraz troje ma własne rodziny. My dzieci w domu jesteśmy wychudzone i zmizerniałe. Tym wszystkim jestem tak zdenerwowana, że nie wiem co dalej robić. Jak piszę ten list, ojciec i matka leżą spici. Ich nic nie obchodzi, tylko picie. Jak postarałam się o nową pościel, to ojciec sprzedał, kupił gorzały i upił się razem z matką. Mamy rachunki do zapłacenia w groserni i u rzeźnika. Moja siostra i ja pracowałyśmy w Nowym Jorku przez jeden rok, ale wyrzucono nas z roboty, musiałyśmy powrócić do domu. Zarobek przysyłałyśmy regularnie, ale rodzice wszystko przepili. Jak się upiją, to najpierw rozpoczynają się kłócić, a nieraz pobiją się. Ja się boję, że kiedyś ojciec zabije nas wszystkich; już nieraz odgrażał się, że zrobi tak. Nocami nie możemy spać, bo jak powróci, to nas wyrzuca z domu, przeklina i bluźni, że aż sąsiedzi się budzą. We dnie nie lepiej. Ojciec odgraża się matce, a matka klnie ojca. Żyją tylko na to, aby pić. Czy by Ojciec mógł jeszcze raz mówić na radio, aby rodzice się nie upijali?" List ma taki dziwny i oryginalny podpis: "Biedne i opuszczone dzieci, które nie powinny były się narodzić."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ten sam temat, pisze córka: "Piszę już po raz drugi, aby Wielebny Ojciec, raczył przemówić do naszych rodziców. Jestem młodą panienką, która co tylko ukończyła szkołę, polsko-katolicką. Nie pracuję, a więc tym trudniej dla mnie oraz dla moich rodziców. Jest nas pięcioro w domu. Najstarsza pracuje, ale chodzi z narzeczonym. Rodzice nasi wszędzie nam wstyd przynoszą. Tak ojciec jak matka są prawie w równym wieku. Liczą około lat 50! Oni tylko wierzą we flaszkę. Co dzień muszą mieć piwo i wódkę, bo gdyby nie mieli to zachorowaliby. Żal mi serce rozsadza, gdy sobie pomyślę, że nasza matka tak sobie codziennie popija. Tacie to już się tak nie dziwię, ale na mamę to brzydko wygląda. I tak oboje prawie do północka przesiadują i sobie do syta popijają. Ludzie się dowiadują o tym, a nam wstyd, że tak robią nasi rodzice. W gościnie matka nasza kieliszka nie odmówi, chyba że już więcej żołądek przyjąć nie może. Ludzie na to patrzą, się uśmiechają i do siebie szepcą. Niech Ojciec przepowie takim matkom które kieliszkami czystą, a obrzydliwą wódkę piją, że wystarczającym trunkiem dla każdej niewiasty powinno być piwo! Matki się dziwią, gdy ich synowie i córki, chodzą po tawernach i opijają się, a przecież one to samo robią! Skutkiem tego, matka i ojciec, mają rozstrojone nerwy, są bardzo drażliwi i "crabby"! Wszystko im w drodze, wszystko ganią, wszystko im źle i zawsze na nas mruczą. Ja wiem, bo nas uczono i mamy wychowanie, że to grzech obmawiać i obgadywać rodziców, ale przed kim mamy się użalić? Ja nie mogę opisać wszyskiego, ale żeby Ojciec widział jak u nas było kiedy rodzice nie pili, to by Ojciec powiedział, że wtenczas to był czysty raj, a teraz to żyjemy w piekle! Proszę bardzo aby O. Justyn przemówił do rodziców, ale szczególniej do każdej matki i poprosił je aby przyrzekły, że wódki do ust nie wezmą, bo pijane matki cały świat przewrócą. Niech więc Ojciec zostanie z Bogiem. Co dzień będę się modliła, aby przez ten czas nasza matka odrzekła się od tej trucizny-wódki."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na te listy, zwracam uwagę wszystkich rodziców. Ojcze drogi i matko ukochana! Pijaństwo to obrzydliwy i poniżający nałóg! Pijak wzbudza nieco politowania, ale zarazem i sporo wstrętu u drugich. Ojcze pijaku, przepuszczasz przez twą nigdy nie zaspokojoną i nie nasyconą gardziel zarobek, zdrowie, spokój i szczęście całej rodziny. Powodujesz zarazem zgorszenie niemałe, ponieważ nałogowy pijak, to też zwyczajnie oszust, kłamca, złodziej, bluźnierca, gorszyciel i niedowiarek. Podwójny morderca, ponieważ zabija duszę i ciało! Idzie dalej. Meczy i torturuje żonę i dzieci. Niszczy ich szczęście, łamie ich zdrowie, spacza ich życie, słowem sieje zarazę w domu i poza kółkiem rodzinnym! Czy więc mamy się dziwić, że nad grobami niejednycb ojców pijaków, krążą przekleństwa synów i córek? Że tyle dzieci nieszczęśliwych, zarzuca swe nieszczęśliwe położenie, i opłakane życie, ojcom pijakom? Jeśli zaś opis ojca pijaka napełnia nas wstrętem, to obraz matki pijaczki napełnia nas obrzydzeniem! Ja nie mogę pogodzić ze sobą wyrazów matka-pijanica! Matka to wyraz święty, a pijanica, to przedstawia mi coś tak poniżającego, upadlającego, że nie znajduje odpowiednich słów do określenia mych uczuć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed kilku latami widziałem na własne oczy, po raz pierwszy, matkę, Polkę, pijanicę nałogową. Pewnego wieczora zimowego, ukończyłem moją robotę w ofisie klubowym. Była to godzina dziesiąta. Mróz siarczysty. W dodatku padały płatki śniegu. Zimny wiatr dął jakby chciał krew w żyłach zamrozić. Wychodzę z klubu i spieszę na ulicę, aby dostać się najprędzej do klasztorku. Właśnie zbliża się ku mnie pijana kobieta. Prowadzi ją dziewuszka, albo ja wiem, mogła mieć z dziesięć lat. Blask, wielkiej lampy na ulicy, oświetlał te ponurą i bolesną scenę. Dziewczę, mnie zauważyło, bo ze wstydu, puściła pijaną matkę, przeszła na drugą stronę ulicy, i ukryła się w cieniach domu. Pijaczka, w średnim wieku, z gołą głową. Włosy najeżone i rozczochrane. Oczy błyszczały jak dwa węgle rozpalone. Stanęła i chwyciła się płota. Zaczęła głośno pokaszliwać i spluwać. Kiedy stanąłem w budce przy wnijściu do klasztoru, dziewuszka oglądając się na prawo i na lewo, powróciła do spitej matki, chwyciła za rękę i powoli prowadziła do domu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co za życie w domu gdzie są podobne matki? Lepiej nie przestępować progów takich domów! Ojcze i Matko, zastanówcie się! Ojcze, w oczach twych dzieci jesteś bohaterem. Matko, w mniemaniu twych dzieci jesteś bohaterką! Dzieci mają was za swój wzór; wpatrują się w was, jak w obrazy świętych, z prawdziwem uwielbieniem, czcią i szacunkiem. Syn, chwali się, że ty jesteś jego ojcem i chce być takim, jakim ty jesteś; chce robić to co ty robisz; chce żyć jak ty żyjesz! W tej małej główce, roją się myśli o tobie, bo powtarzam, tyś jego ojcem! Powiedz mi, czy chcesz, abym dodał, boś ty jego ojcem-pijakiem? Albo, matko-ukochana, czy ty rozumiesz, że w oczach twych dzieci jesteś prawdziwą świętością? Na twoim życiu, chcą i swe życia wzorować twoi synowie i twoje córki, i myślą żeś ty najlepszą matką, boś ty ich matka! Czy chcesz aby pamiętały cię jako matkę-pijanicę? — Na tym kończę rozprawę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sięgam dalej do listów: "Drogi Ojcze: W krótkości opiszę moje nieszczęśliwe małżeństwo. Przyjechałem z Polski i tu mi Pan Bóg błogosławił. Mając dwadzieścia siedem lat ożeniłem się. Za żonę wziąłem sobie tu zrodzoną Polkę. Już w pierwszym roku pożycia małżeńskiego żona okazała się chętną do kłótni i niezgody. Nie mogłem jej w niczem wygodzić. Kłótnie trwały przez dwa lub trzy dni. Potem znów przez kilka dni absolutnie do mnie ust nie otworzyła. Zawsze musiałem przepraszać. Myślałem, że później będzie lepiej. Tymczasem coraz to gorzej. Szczególnie przez ostatnie pięć lat, to już do niewytrzymania. Teraz mnie przeklina. Klnie też moją matkę, której wcale nie znałem. Najgorzej jednak wybucha przed Świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Nawet jeśli muszę iść na posiedzenia towarzystw, do których należę, to się jej nie podoba. Kiedy powrócę do domu z pracy, wymęczony, to zaraz przy kolacji rozpoczyna robić mi niesłuszne wyrzuty, przeklina i używa słów niedobrych. Często tak mnie zdenerwuje, że nie mogę w domu jeść, tylko muszę iść do restauracji. Mógłbym napisać całą książkę o naszym nieszczęśliwym życiu małżeńskiem. Ja myślę, że z mej strony uczyniłem, co tylko mogłem, ale dalej już nie mogę. Obawiam się o dwie rzeczy. Po pierwsze dzieci już dorastają, i zaczynają rozumieć nasze niezgody. Co te dzieci sobie pomyślą? Po drugie, nie mogąc dalej znieść i wytrzymać boję się, że w złości i zdenerwowaniu może się coś gorszego zrobić! Myślę że najlepiej będzie wziąść separację!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z listu poznać można, że zazdrosna żona, to jak rdza, która gryzie miłość małżeńską, aż ją całą zniszczy. Zazdrosna żona bawi się w podejrzewania, robi niesłuszne zarzuty, szuka okazji do kłótni i kończy na rozbiciu pożycia małżeńskiego! Św. Augustyn pisze: "Zazdrość strąciła Aniołów z Nieba i wypędziła człowieka z raju!" Dodam: a zazdrosne żony wypędzają z domu zadowolenie, spokój, i szczęście; powodując kłótnie, nienawiści i niezgodę; otwierają drogę do sądów, nieraz też prowadzą do samobójstwa lub morderstwa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz na inną nutę: "Drogi Ojcze Justynie! Bardzo mi się podobał apel do robotników, a nie do bogatych o wspomaganie Godziny Różańcowej, bo ja widzę i rozumię, że O. Justyn nie chce i nie śpiewa według nut zamożnych! Cóż naszych księży wstrzymuje, lub kogo się lękają, aby w tym czasie głosić prawdę biednemu ludowi przeciw szowinistom, bogatym oraz przewrotnym przewodnikom. Więc czemuż nie rozwiązać języka przed ludem robotniczym i oznajmić mu różne prawdy, powiedzieć robotnikowi co mu nie wolno, a do czego ma prawo, aby ten lud miał sposobność dostatniego zarobku dla prowadzenia życia godnego człowieka, aby mógł dać lepsze wychowanie swemu pokoleniu, a nie posyłać swe dzieci przedwcześnie za zarobkiem! Z tego to powodu wynikają różne zboczenia, aby coś przynieść do domu, bez względu jakim sposobem zdobyte. Z tejże to właśnie przyczyny między polską młodzieżą, tyle jest kandydatów na posadę rządową, za kratami, z tak uniżającej nędzy i upokarzających stosunków nieświadomości! Drogi Ojcze, nie dziw się, że tak piszę, gdyż ta niesprawiedliwość i obłuda rani serce okropnie. Wy księża macie tak dostępna sposobność, naprawienia tego zła, przez oświecanie ludu i demaskowanie podłoty, która ssie ostatnią kroplę krwi oraz zatruwa mózgi ludzkie i tyle zła i wywrotu, oraz ucisku sprowadziła na barki tego ludu, który się stara o wszystko dla wszystkich; który przetwarza surowiec na rzeczy wygodne i oddaje ludzkości dla wygody i użyteczności. Proszę mi wybaczyć, nie chcę prawić kazań nikomu, lecz tych, którzy powinni być nauczycielami i przewodnikami ludu zawsze i wszędzie nie zaniedbam poprawić, gdy mówią jakiekolwiek podejrzliwe niedorzeczności. A teraz proszę o przyjęcie tej niedużej ofiary i proszę odmówić szczerą modlitwę za moje zdrowie, którego mi brak oraz o oświatę i uwolnienie ludu z tego jarzma niewoli. Ja zaś będę się modlił o pomyślność w nauczaniu i oświecaniu ludu, aby Bóg raczył pobłogosławić w pracy O. Justyna i dodał jak najwięcej otuchy, wiary i odwagi, aby O. Justyn nie zważał na trudy i przeciwności, ale aby zawsze głosił naszemu biednemu ludowi szczerość i życzliwość, bez względu na utarte zwyczaje i ustawy. Niech Ojciec mówi zawsze odważnie, bez strachu i wahania."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego serdecznego wynurzenia się polskiego robotnika, dodaję z mej strony, że chętnie i bez obawy nadal pouczać będę naszych w tej sprawie, zawsze jednak na zasadach sprawiedliwości Bożej; a nie według zasad nauki radykałów bez sumienia i bez serca, którzy dla osobistych korzyści, szczepią w umysłach robotników naukę awantur rewolucyjnych, kończących się na rozlewie krwi ludzkiej. Mną, powtarzam, kierować zawsze będzie chęć sprawiedliwości, nigdy zaś chęć zemsty! Niech to wystarczy!&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;Poza pijaństwem, nie wiem czy jest drugi nałóg tak szkodliwy jak gemblerka. Dziś jest ona prawdziwą zarazą. Nierzadko, prowadzi do innych nadużyć, jak do kradzieży, oszukaństwa, fałszowania czeków, i kończy się sądem oraz więzieniem. Dzieci, które nie utrzymują rodziców, według możności, i nie opiekują się nimi w starości, tę niewdzięczność synowską, muszą kosztownie opłacić, zdrowiem, szczęściem i mieniem. Dzieci, zawsze miejcie wiele serca dla waszych rodziców! Bóg wam tego nie zapomni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden opis. "Ja mam lat szesnaście i jestem najstarsza z dzieci. Jeszcze jest troje dzieci w rodzinie. Mamy jednak takie smutne życie, a boję się użalić przed ludźmi. Nasi rodzice zawsze się gniewają, i czasami przez całe tygodnie do siebie nie mówią. Mama często za tatą na noc zamyka i zaklucza drzwi do sypialni, aby do taty ciepło od pieca nie doszło. Jak się pokłócą, to mama rzuca w tatę naczyniem ze stołu. Co złapie w niego rzuci. Nam dzieciom zakazuje mówić z tatą, i nawet nie każe go do pracy budzić! Nasz tata tyle wycierpiał przy mamie, kiedy mama chorowała, i za to teraz jeszcze na niego się gniewa. Mnie tak serce boli dla taty, że jak się układę do spania, to niemało oczy sobie wypłaczę. Do mamy też nie mogę mówić, bo by mi głowę rozbiła. Za młoda jestem, aby z domu iść i pomiędzy ludźmi się poniewierać. Przy takiej mamie życie się sprzykrzyło." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchaj córko. Najlepiej idź do waszego proboszcza, i śmiało oraz szczerze, opowiedz mu całą historię. Wierzę, że on w sprawę wejrzy i postara się, aby zaszła pewna zmiana, nie tylko pożądana, ale tak konieczna. Dałby Bóg, aby wasza Mama zamieniła się w matkę dobrą, zgodną i przykładną!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te kilka listów, wam przeczytanych w ostatnich trzydziestu minutach, pokazują, że nieszczęście i niedola, nie unosi się w powietrzu, ale chodzi po ludziach. Wszędzie ludzie ubolewają, narzekają j płaczą. Życie ludzkie zawsze było trudne do zrozumienia, było pewną zagadką i poniekąd tajemnicą. Czym zaś dalej od Boga i od zasad Boskich, to tym bardziej zbliża&lt;br /&gt;się do życia bezrozumnych zwierząt. Ptak ptaszkowi, zwierz zwierzęciu nigdy nie wyrządzi takiej szkody i krzywdy, jak człowiek — człowiekowi! Ptak i zwierz, stworzenia bezrozumne, człowiek zaś podobno ma być na obraz Boski, i posiada duszę, która nigdy nie umrze! Te wynurzenia zbolałych serc ludzkich, odkrywają tylko maleńką, nieznacznie znikomą część cierpień! Świat kręci się bezustannie, życia ludzkie mijają, ludzie się zmieniają. Wobec tego, jak Stwórcy dziękować powinniśmy, za te hojne dary i liczne błogosławieństwa? Odwdzięczyć się Bogu możemy, żyjąc po Bożemu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę naszych słuchaczy i nasze słuchaczki w Hazleton i okolicy, aby nie skręcali swych aparatów przy końcu naszego programu, ponieważ wtenczas ze stacji hazeltońskiej WAZL przemówi do nich zacny Ks. Proboszcz Franciszek Dominiak z West Hazleton, w bardzo ważnej sprawie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-3931965736877011242?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/3931965736877011242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/4041937.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/3931965736877011242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/3931965736877011242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/4041937.html' title='KRZYŻYKI LUDZKIE - pogadanka o. Justyna z 4.04.1937 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-472673554223761883</id><published>2011-10-24T10:59:00.000-07:00</published><updated>2011-10-24T10:59:31.924-07:00</updated><title type='text'>TRZEJ TRUCICIELE! - pogadanka o. Justyna z 5.02.1939 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i mile Rodaczki, słowami:   Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z poprzednich przemówień niedzielnych, wspomniałem tylko, że młodzież dzisiejsza, otoczona jest okazjami do nieszczęścia i narażona jest na upadek, na załamanie się i na kompletne bankructwo, tak materialne jako też duchowe, jak żadne pokolenie dotychczas w historii świata! Czemu to? Z powodu nowoczesnych wynalazków i swobody w stosunkach życiowych, swobody, którą niektórzy nazywają: "rozluźnieniem obyczajów!" — Niemały wpływ też na obecnie krytyczny star młodzieży, ma kilkuletnia depresja, która napełnia umysły blisko pięciomilionowej armii młodych bezrobotnych, uczuciami zniechęcenia, zwątpienia i rozpaczy. Nie zapominajmy też, że już od kilkunastu lat przyjęły się takie hasła, jak: "życie prywatne każdego, jego samego tylko obchodzi" — albo: "religja to rzecz tylko prywatna!", albo: "Wszystko wolno póki cię nie złapią", albo: "każdy ma prawo do wykorzystania życia według woli", albo: "nie warto prowadzić życia umartwionego i wstrzemięźliwego!". Takie hasła nie tylko odbijają się o uszy młodzieży, lecz wpadają do dusz ich i czasem, wydają plon zielska i kąkolu! Proszę mnie nie posądzać o zacofaństwo lub cynizm, kiedy mówię że największa cześć młodzieży wyrządza sobie szkodę i krzywdzi siebie i drugich z powodu samochodu — tańca — picia! Dziwnie się to wam słyszy. Przecież samochód zalicza się dziś do niezbędnych i najużyteczniejszych rzeczy! Taniec, zawsze, każdemu narodowi, od dzikusa do najwyżej ucywilizowanego, służył za rozrywkę godziwą i pożyteczną: nieraz bywał i jest połączony z ceremoniami religijnymi! Alkohol, w jakiejkolwiek formie zawsze służył za lekarstwo. Sam Apostoł Paweł pisząc do Tymoteusza, tak radził: "Wody jeszcze nie pij, ale używaj nieco wina ze względu na żołądek i częste choroby twoje!" Opatrzność obdarzyła człowieka rozumem, aby robił wynalazki na korzyść i pożytek ludzki! Przewrotność i złośliwość człowieka, zamieniła to, na szkodę i krzywdę ludzkości. I tak, samochód stał się instrumentem zabójstwa i grobem cnoty: taniec, często jest okazją upadku; picie prowadzi do nadużyć, biedy, utraty zdrowia, ewentualnie i życia! Teraz do mowy pt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;TRZEJ TRUCICIELE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W   dowód   tego,   co   mówiłem   powyżej,   przytaczam  kilka listów.   Są one barwniejsze i wymowniejsze od   moich słów.&lt;br /&gt;Zrobią większe wrażenie, ponieważ są to obrazki żywe i rzeczywiste, wzięte z życia dzisiejszego! Czytam: "Słucham regularnie programów Godziny Różańcowej i cieszy mnie, że O. Justyn tak się wstawia za naszą młodzieżą. Ośmielam się więc pisać i prosić Ojca, aby stanął w obronie za tymi zbłąkanemi owieczkami, tj., dziewczynami, którym noga się poślizgnęła i zeszły z prostej i dobrej drogi! Moja siostra umarła trzynaście lat temu, zostawiając męża i dziecko siedemnaście miesięcy stare. Wdowiec oddał córkę mojej babce, gdyż to było według woli i rozporządzenia nieboszczycy. Dziwny to był ojciec. Wcale nie dbał i nie troszczył się o córeczkę. Babcia jednak chowała sierotkę, jak by to było jej dziecko. Wyrosła więc na silną i przystojną dziewczynę. Mimo, że miała tylko jeszcze niecałe piętnaście lat, wyglądała jak dorosła panna. No i stało się. Poznała się z polskim chłopakiem, który przyjechał po nią automobilem. Pojechali do teatru. Potem on wziął ją do jakiejś restauracji, gdzie upił ją winem. Sama nie pamięta co się potem z nią stało. Chłopak przywiózł ją do domu nad ranem. Nam nie przyznała się do prawdy. Zauważyliśmy jednak że coś było w nieporządku, bo ten chłopak więcej się nic pokazał! Teraz wiemy, że ma zostać matką. Teraz ona płacze we dnie i w nocy, a jej babka rozpacza! Kilka dni temu babka i ja odważyliśmy się iść do matki tego chłopaka, który uwiódł naszą dziewczynę. Chcieliśmy się z nią rozmówić, bośmy wszyscy myśleli, że byłoby najlepiej, aby młodzi wzięli ślub. Matka, cbociażeśmy ze łzami prosili ją, wyśmiała się z nas. Jego zaś starszy brat wyzwał tę biedną dziewczynę od najgorszych ulicznic i wyrzucił za drzwi! Nawet raportowali nas do Towarzystwa Pomocy, skąd przyszła urzędniczka i chcą zabrać biedaczkę do Domu Dobrego Pasterza! Biedne dziewczę nie śpi nocami tylko płacze i narzeka. Nigdy nie była złą dziewczyną, więc sobie nie zasługuje na taki los, który złamie ją z pewnością na całe życie! Proszę więc jeszcze raz, aby O. Justyn, najpierw, ostrzegł nasze dziewczyny, aby się miały na baczności; potem, aby rzucił słowo współczucia tym, które upadną i od których najlepsi przyjaciele się odwracają; w końcu, przemówić do takich nieludzkich chłopaków i ich zatwardziałych matek, które szydzą sobie z nieszczęśliwej doli sieroty!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z listu, poznajemy skutki trzech trucicieli szczęścia naszej młodzieży: samochodu, tańca i picia! To, co ma i powinno służyć na korzyść i pożytek ludzi, zamienia się na niekorzyść, nadużycie i nieszczęście. Nie zawsze jednak z czystej przewrotności. Raz, z powodu słabości natury ludzkiej, drugi raz z braku oględności, ostrożności i rozwagi; w końcu, z powodu dzisiejszego zapatrywania się na obyczaje Boże, naturalne, chrześcijańskie, rozumne, od wieków przyjęte, zachowane i praktykowane! Niejedna, mocą łaski Bożej i dzięki swej silnej woli opamięta i podniesie się na własne nogi. Setki innych, to jak żabki, skaczą z pola pachnącego kwieciem, do bagniska zarośniętego cuchnącą trzciną, i pokrytego stechłą, pełną robactwa wodą! Tam się kąpią i tam się topią. Mam rzucić przestrogę naszym panienkom, aby się miały na baczności! Czy nie czynię tego od lat? Czy nie przestrzegam przed niebezpieczeństwami automobilowych przejazdek? przed nowoczesnymi tańcami, przy hałaśliwej i rozdziczonej muzyce? przed nadużywaniem wszelkich napitkowi? przed wszelkiemi poufałościami, które pozornie rozpoczynają się w złocie, a nieomal zawsze kończą się w błocie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowód znów z listu dziewczęcia dwudziestoletniego: "Czemu mi nie wolno doświadczyć wszystkiego, abym sama była 'experienced', w sprawach życia? O. Justyn nawołuje do moralności chrześcijańskiej, bo nie rozumie, że dziś ona nie jest na porządku dziennym. Mamy teraz moralność dwudziestego wieku, a nie z czasów przed wiekami. Musimy żyć moralnością własną i osobistą, ponieważ mamy własny rozum i własną wolność!" — Z takiego rozumowania, nowoczesna dziewczyna, jest przekonana, że zasady moralności chrześcijańskiej, całkowicie straciły swą powagę i znaczenie, jedynie dlatego, że dzisiejsza nauka je odrzuciła, a nowoczesny człowiek je lekceważy i tratuje!! Słowem, przestały istnieć przykazania Boże, ponieważ ręka ludzka, złośliwie i celowo, dla pozornej wygody ludzkości, rozbiła tablice z przykazaniami w tysiączne kawały i rzuciła hasło: "Boga nie znamy i Jemu służyć nie chcemy!" — Mimo to, Bóg jest, przykazania Boże są, a z tych płyną zasady moralności, według których, każdy człowiek powinien kierować życiem swoim!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów idę do listów. Takie pytania i argumenty rzuca do mnie jakieś dziewczę sofistka. "Nie dlatego, że żyje w roku 1938 należę do nowoczesnych dziewcząt, lecz dlatego, że mię nie obchodzą nakazy i zakazy, jakich trzymali się moi rodzice! Zresztą nie tylko moi rodzice, lecz wszyscy starzy ludzie trzymają się przesądów i są zacofani! Według nich, to nam nic nie wolno. Domowe życie mi się sprzykrzyło i nudzi mię. Muszę zawsze mieć zmiany. Jeśli nie mogę się teraz bawić, to co to za życie? Pracuję w biurze, bo mam nieco wykształcenia. Jestem popularna, bo wszyscy mię zapraszają. Prawie co wieczór jadę z mężczyznami na zabawy, albo do teatru. Jeśli mnie to nic nie kosztuje, bo oni chcą się pokazać, niech płacą, biedni głupcy (poor saps). Ja wiem jak daleko mogę iść i na co&lt;br /&gt;mogę zezwolić!   Nie mogę żyć tak jak   żyli  rodzice.    Oni   są 'old -fashioned' ja jestem,  'modern'!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takiej modernistce, która igra z ogniem i wystawia się dobrowolnie na nieszczęście mówię: "dziecko drogie, jesteś łatwowierna i nieoględna. Prędzej, czy później, ktoś cię wykorzysta i skrzywdzi, bo ludzie są okrutni w takich sprawach. Opalisz sobie skrzydełka, jak ten biedny motyl, który fruwa nad płomykiem ognia. Przestaniesz fruwać! Stracisz to, co stanowi twój skarb najcenniejszy, a co ty tak nieroztropnie narażasz na stratę. Życie zamieni się w tragedię. Co ty wtenczas zrobisz? Gdzie pójdziesz szukać współczucia, pomocy i ratunku? Ucz się z bolesnych przejść twych współsióstr, które kiedyś też myślały jak ty myślisz i chciały być moderne, jak ty chcesz być! Zresztą czytaj dzienniki, które tak szczegółowo opisują krwawe wypadki, których biednymi ofiarami padają właśnie takie, które myślały, że umieją i mogą sobie poradzić w każdym wypadku! Samochód — taniec i butelka! Niech dodam jeszcze, czytywanie rozmaitych poradników miłości, rozpraw na tle seksualnym, oraz trzymanie się tak zwanych "fast crowds"! — Dekret śmierci wypisany!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie dosyć. Proszę słuchać dalej: "Ja też do kilka miesięcy temu myślałam, że nie warto żyć, chyba że muszę doświadczyć wszystkiego! Rodzice mię przestrzegali. Ja myślałam, że byłam mądrzejsza od nich. Przekonałam się, że oni mieli rację! Sama teraz musze płakać i narzekać. Za wiele wierzyłam obcym, a za mało ufałam mojej matce. Teraz nie widzę jak będę mogła przeżyć moje nieszczęście! Około rok temu w nocnej kawiarni, gdzie weszłam nad ranem, zapoznałam się z mężczyzną, który mię przywiózł do domu. Często spotykałam się z nim! Po kilku miesiącach dowiedziałam się że był żonaty. Narzekał na swą żonę, że go nie rozumie, że "they don't fit" i zyskał moje współczucie! — Zapłaciłam za to. Co teraz zrobię, sama nie wiem! Matce nie śmiem spojrzeć w oczy! Przegrałam!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewna autorka tak pisze o jednym z licznych żeńskich domów karnych: "Sprowadza tutaj istoty ludzkie ich ciężka wina, wymuszona na nich konieczność pokuty za spożywanie zakazanych owoców życia, owoców często tak marnych i tak naprawdę gorzkich. Nienawiść, zemsta, przeklęte dziedzictwo minionych pokoleń, zgubny wpływ środowiska, wszystko to sprowadza tutaj nieraz nędznych złamanych na duchu i bezwolnych ludzi, jakkolwiek istoty te z pozoru są pełne zuchwalstwa i pychy. Nie mogłam zrozumieć żadną miarą, dlaczego życie często bywa tak okrutne i dlaczego niejednej kobiecie, niejednej dorastającej dziewczynie nie przynosi ono ani jednego promienia radości, zmuszając ją do spędzenia tutaj lat młodości! Naprawdę nieszczęśliwe istoty! Dzisiaj znowu przyprowadzono tutaj dwie dzieciobójczynie. Takie jeszcze młode dziewczęta. Jedna lat siedemnaście, a druga dwadzieścia jeden! Jest ich tutaj zatem już razem osiemnaście! - Osiemnaście matek, które dzieci swoje pozbawiły życia, chociaż miały je żywe w swych rękach! Takie nieszczęśliwe, małe, bezbronne istotki, które jeszcze nikomu nie mogły uczynić krzywdy. — Niejedna z tych nieszczęsnych dziewcząt zaufała jakiemuś mężczyźnie, który starał się jej przypodobać i tak doprowadził ją do upadku. Pewnego dnia dziewczyna taka poznaje całą prawdę, poznaje raczej całą tę nędzną pustkę i fałsz, którego ofiarą padła. Wtedy może też się zdarzyć, że cała ta nienawiść i ten wstręt takiej oszukanej matki z żywiołową siłą wyładowuje się na nieszczesnym dziecku. W nim widzi taka matka niejako ojca, widzi sprawcę nieszczęścia! Patrząc tutaj na niejedną tragedię tego rodzaju, przychodzę do przekonania, że widok dziecka nagle nieraz takiej matce w jakiś okrutny sposób uzmysławia całą gorycz i rozpacz, spowodowaną przez takiego niegodnego ojca!" Tyle podaję z pracy uczonej autorki, która boleje nad tymi, które łamią zasady moralności chrześcijańskiej, szukają doświadczeń osobistych, gonią za jakimiś wrażeniami, przechodzą z ręki do ręki i w końcu bywają bezlitośnie odrzucone na śmietnisko świata! Biedne, złamane fizycznie i moralnie, łatwowierne i nieogledne istoty!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma bodaj pod słońcem żadnego upadku, ażeby ludzie nie żałowali biednej ofiary. Każdy znajdzie odrobinę litości i szczyptę serca! Nieszczęśliwych uniewinniają słabością, towarzystwem, biedą, zazdrością, prostactwem itp. Czemu prawie jedynie te, które bywają uwiedzione i okradzione z cnoty, nie znajdują w oczach świata, najmniejszej obrony? Każdy chętnie rzuca na nie kamieniami potępienia i z uciechą oraz uśmiechem zadowolenia mówi: "Dobrze jej tak!" — Nikt, albo bardzo mało kto, tak potępi uwodziciela: owszem, niejedni pochwalą jego spryt i obrotność w naciąganiu coraz to nowych ofiar! Krzywdziciel tryumfuje — pokrzywdzona bywa piętnowana! Czemu ludzie są tak okrutni i niesprawiedliwi? Zdaje mi się, że świat zawsze był taki! To znaczy ten świat, który ma poglądy pogańskie na znaczenie i wartość kobiety! Ten świat, który niby otworzył kobiecie drzwi do równouprawienia, które tak dziś zrozumiane nie znaczy nic innego, jak małpowanie wad i niecnot męskich! Pewne prawa wolności i równej wartości, to rozumiem; prawa jednak, które poniżają kobietę, i które w kobiecie ubijają godność i wartość, dokąd doprowadzą? Chrystus wziął kobietę za rękę; wyprowadził ją z lasu ciemności i podniósł z bagna stęchlizny. Kościół kobietę otoczył aureolą szacunku i uwielbienia. Chrystus był Zbawcą rodu niewieściego. Kościół stał się adwokatem jej spraw i obrońcą jej praw! Czym świat dalej od Chrystusa, a ludzie od wiary, tym więcej zanika godność kobiety, a wartość jej maleje! Oby wszystkie kobiety chciały to zrozumieć! Wszystkie dziewczęta do zasad Chrystusowych nawrócić i do wiary się zastosować! Wtenczas oczy by otworzyły. Zobaczyłyby gdzie ukrywają się niebezpieczeństwa i nieszczęścia! Zamiast szukać porady w rozmaitych piśmidłach — sięgałyby po katechizm! Wierzyłyby mniej sobie, a więcej Opatrzności! Mniej dbałyby o tanią popularność, o pochwały i oklaski przelotnych wielbicieli! Nie chciałyby być znane jako "modern" i "flaming"! Unikałyby szczególnie tych trzech trucicieli, o których wspomniałem na wstępie i na których dziś tyle pomstuje. Kobiety i dziewczęta, wszystkie z powrotem do stóp Chrystusa, bo w Nim wasze szczęście i wasze zbawienie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7429633521722546152-472673554223761883?l=frjustin.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://frjustin.blogspot.com/feeds/472673554223761883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/trzej-truciciele-pogadanka-o-justyna-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/472673554223761883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7429633521722546152/posts/default/472673554223761883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://frjustin.blogspot.com/2011/10/trzej-truciciele-pogadanka-o-justyna-z.html' title='TRZEJ TRUCICIELE! - pogadanka o. Justyna z 5.02.1939 r.'/><author><name>.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7429633521722546152.post-5786834580969868472</id><published>2011-10-20T08:36:00.000-07:00</published><updated>2011-10-20T08:36:49.299-07:00</updated><title type='text'>HANIEBNA ŚMIERĆ - CHWALEBNE POWSTANIE! - pogadanka o. Justyna z 28.03.1937 r.</title><content type='html'>Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Wielki Piątek, mniej więcej dwa tysiące lat temu, na Golgocie,  odegrała się straszna  tragedia!  Na  krzyżu  drewnianym zawieszono Chrystusa. Ten sam tłum, który groźnie i zemstliwie krzyczał:  Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj Go!, widząc praktyczne i rzeczywiste uwieńczenie swych żądań, upojony cierpieniami, nasycony katuszami cichego i łagodnego Chrystusa, spiesznie powracał do domu.   Ucichły szyderstwa i blużnierstwa.  Szał i wściekłość wylały się na ofiarę ukrzyżowanego, bo zakończenie tragedii kalwaryjskiej było przerażające. Żołnierze, siepacze, pospólstwo,  faryzeusze, kapłani,  powracali do miasta wystraszeni, 
